Alfabet F-LEXa. F jak faktura.

W zeszłym roku alfabet zakończyłem na literce E. Czas więc na „ef”. 🙂

Przeniesienie praw autorskich majątkowych do utworu polega na rozporządzeniu przysługującym autorowi prawie, czego skutkiem jest to, że autorowi przestają przysługiwać jakiekolwiek prawa majątkowe do utworu, w zakresie pól eksploatacji, których dotyczy umowa. Właścicielem tychże praw staje się nabywca. Przykładowo więc, jeżeli przeniosłeś prawa autorskie majątkowe do zdjęcia X na polu eksploatacyjnym związanym z jego rozpowszechnianiem w Internecie, to tym samym utraciłeś wszelkie prawo do umieszczania tego zdjęcia m.in. na swoim fanpagu, blogu czy stronie WWW. A żeby zrobić to legalnie, musiałbyś uzyskać stosowną licencję od nabywcy praw do zdjęcia.

Zawarcie umowy licencji nie skutkuje przeniesieniem praw autorskich majątkowych do utworu na licencjobiorcę. Nie jest to czynność rozporządzająca (jak w przypadku przeniesienia praw autorskich majątkowych), a jedynie czynność upoważniająca, tzn. zawierająca upoważnienie dla licencjobiorcy do korzystania z tego prawa. Majątkowe prawa autorskie pozostają przy licencjodawcy. Zawarcie takiej umowy rodzi po stronie licencjodawcy obowiązek znoszenia korzystania z utworu przez licencjobiorcę w zakresie objętym licencją. Korzystanie to odbywa się więc za zgodą uprawnionego i tym samym nie stanowi naruszenia jego praw autorskich. W przypadku licencji nadal możesz korzystać ze zdjęcia X i może ono sobie „wisieć tam, gdzie wisiało”. 😉

Przenosząc prawa autorskie majątkowe do zdjęcia (w zasadzie dotyczy to każdego utworu, a nie tylko utworów fotograficznych) należy pamiętać, że umowa dla swej ważności musi zostać zawarta w formie pisemnej (art. 53 Ustawy). Niedochowanie formy pisemnej będzie skutkowało tym, że na nabywcę nie przejdą te prawa, co nie oznacza jednak, że nie będzie mógł on korzystać z utworu. W świetle prawa autorskiego wymóg formy pisemnej jako warunek skutecznego i ważnego zawarcia umowy dotyczy umowy o przeniesienie praw autorskich (art. 53 Ustawy) i umów licencji wyłącznej (art. 67 ust. 5 Ustawy). Nie obejmuje natomiast licencji niewyłącznej. Oświadczenie woli stron w przypadku umowy licencji niewyłącznej może być złożone w dowolny sposób wyrażający ich wolę w sposób dostateczny (art. 60 k.c.).

Czy autorskie prawa majątkowe można przenieść na podstawie faktury?
Zawarcie umowy polega na złożeniu zgodnego oświadczenia obu stron umowy. Zgodnie z art. 78 § 1 k.c. do zachowania pisemnej formy czynności prawnej wystarcza złożenie własnoręcznego podpisu na dokumencie obejmującym treść oświadczenia woli. Ten warunek można spełnić przy założeniu, że fakturę wystawi osoba upoważniona do zbycia praw, a przyjmie ją i zaakceptuje osoba upoważniona do składania oświadczeń w imieniu nabywcy. Sprawa wydaje się być bardzo prosta, gdy mamy relację fotograf – osoba fizyczna. Gdy nabywcą jest osoba prawna, taką akceptację musiałyby złożyć osoby upoważnione do reprezentacji osoby prawnej. Umowa przenosząca autorskie prawa majątkowe musi określać przedmiot przenoszonych autorskich praw majątkowych, a więc konkretnych utworów objętych tymi prawami, a także wskazania pól eksploatacji. Zgodnie z art. 41 ust. 2 Ustawy umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych obejmuje pola eksploatacji wyraźnie w niej wymienione. Zarówno oznaczenie utworów (zdjęć) jak i wskazanie pól eksploatacji może zostać dokonane w treści faktury.

Jeżeli więc faktura będzie określała minimum elementów wymaganych dla umowy o przeniesienie autorskich praw majątkowych i będzie wystawiona i przyjęta (podpisana) przez osoby upoważnione do reprezentowania zbywcy i nabywcy, to taka faktura może zostać uznana za umowę przenoszącą autorskie prawa majątkowe.

Podziel się na: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • Google
  • Twitter
  • email
  • Blogger
  • Dodaj do ulubionych

RAW

Dzisiaj kilka słów o tym, że RAWy są potrzebne fotografowi nie tylko do pracy. Przekonał się o tym jeden z fotografów przegrywając sprawę w sądzie, bo nie umiał dowieść swojego autorstwa zdjęć. Musimy pamiętać, że żądając od sądu ochrony swoich słusznych praw mamy obowiązek wykazania faktów, z których wywodzimy skutki prawne. Ostatecznie sprowadza się do przedstawienia dowodów, z których wynikają podlegające udowodnieniu fakty. Konsekwencją niewykazania, że się jest autorem zdjęć, które osoba trzecia bezprawnie wykorzystała, będzie przegranie procesu. Czy umieszczenie na własnej stronie internetowej zdjęcia dowodzi, że jesteśmy jego autorem? Wcale nie musi. Nie mamy gwarancji, że na wszystkich autorskich stronach w Internecie pojawiają się tylko zdjęcia wykonane przez właścicieli tychże strony. Na niejednym forum były opisywane sytuacje, gdy ktoś reklamując własne usługi fotograficzne umieścił zdjęcia cudzego autorstwa, najczęściej bezprawnie ściągnięte z zagranicznych portali. Co jest więc najlepszym dowodem w sądzie? W przypadku fotografii analogowej oczywiście negatyw zdjęcia, a w przypadku fotografii cyfrowej – negatyw cyfrowy, czyli oryginalny RAW lub oryginalny JPG. Sąd Apelacyjny w Szczecinie (sygn. akt I ACa936/14) powtórzył za opinią biegłego, że formatem zapisu cyfrowego mogącym świadczyć o autorstwie obrazu jest format RAW, który można traktować jak posiadanie analogicznej kliszy fotograficznej. W sprawie szczecińskiej przedstawione przez fotografa pliki nie zawierały wyjściowych metadanych, były to już pliki zawierające przetworzony obraz ze zmienionymi metadanymi. Zdarza się każdemu ( a zwłaszcza tym, którzy nie korzystają z Lightrooma), że nie pracuje na kopii pliku, a wprost na oryginalnym pliku. I co wtedy? Wtedy właśnie z pomocą może przyjść biegły informatyk, którego zadaniem będzie zbadanie dysku, na którym znajduje się „nadpisany” oryginalny plik oraz określenie kiedy zdjęcie zostało wykonane, ustalenie zakresu i dat procesów obróbki. Tak na marginesie warto zauważyć, że oryginalnych plików RAW-ów lub JPG w zasadzie nie ma nikt, poza tymi, którzy nie zdążyli jeszcze zrzucić zdjęć na dysk i nie sformatowali karty pamięci. „Zrzucone zdjęcia” na dysk to już nie oryginał, a ich kopia. Spokojnie dla celów dowodowych taka kopia RAW-a lub JPG-a jest w zupełności wystarczająca. 🙂 Fotograf ze sprawy szczecińskiej niestety nie dysponował takimi plikami, a z jakichś względów nie chciał pokazać biegłemu komputera (nie wnikam). Tak więc RAW i JPG prosto z puszki, to nie tylko materiał wyjściowy do wywołania super zdjęcia, ale także ewentualny dowód w sprawie sądowej. I to jest jeszcze jeden powód do pracy na kopiach, a nie bezpośrednio na pliku prosto z puszki.

PS. Przypominam również o art. 8 ust. 2 Ustawy. Domniemywa się, że twórcą jest osoba, której nazwisko w tym charakterze uwidoczniono na egzemplarzach utworu lub której autorstwo podano do publicznej wiadomości w jakikolwiek inny sposób w związku z rozpowszechnianiem utworu. To może jednak warto polubić znak wodny? Post scriptum to efekt pewnej refleksji sądu zawartej w cytowanym dzisiaj wyroku.

Marginalnie dodać jedynie należy, że zgodzić się należy z Sądem Okręgowym również i w tym zakresie, iż przeprowadzone postępowanie dowodowe wykazało, że pozwany nie miał wiedzy co do tego, kto jest autorem zdjęcia, jak również nie posiadał możliwości dokonania ustaleń w tym zakresie, a to – wobec faktu, że zdjęcie widniało na różnych witrynach stron internetowych – uzasadniało podejrzenie, że zdjęcie to może być rozpowszechniane nieodpłatnie. Pozwany zatem co najwyżej powinien był przewidywać, że może naruszyć czyjeś majątkowe prawa autorskie. Pozwanemu nie można natomiast przypisać winy umyślnej, stąd ewentualne odszkodowanie mogło zostać ustalone w wysokości odpowiadającej dwukrotności stosownego wynagrodzenia.

 

Podziel się na: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • Google
  • Twitter
  • email
  • Blogger
  • Dodaj do ulubionych

Fajne, ale cudze zdjęcie

Na różnych portalach społecznościowych, rzadziej prywatnych blogach i własnych stronach internetowych zachwalają i prezentują cudze zdjęcia. Jeżeli taka prezentacja odbywa się za pomocą „dedykowanej wtyczki” umieszczonej przy zdjęciu na stronie internetowej autora lub jego stronie na portalu społecznościowym, to wszystko w porządku. Temat ten szerzej omówiłem prawie trzy lata temu w notce „Czy lajki naruszają prawo?”. Tekst ten nadal pozostaje aktualny. W zasadzie nic nie zmieniło się w prawie w tym zakresie.

A co z umieszczaniem zdjęć cudzego autorstwa, na których jesteśmy uchwyceni, bądź sportretowani? Modele i modelki umieszczający w sieci zdjęcia z własnym wizerunkiem muszą mieć się na baczności.  Nie zawsze bowiem otrzymanie od fotografa e-maila wraz ze zdjęciami oznacza, że można z nimi zrobić wszystko co nam się żywnie podoba. Uwaga ta odnosi się nie tylko do modeli, ale także np. pary młodej, która wynajęła fotografa na ślub.  Co wolno zrobić z tak otrzymanymi zdjęciami, wynikać powinno z umowy z fotografem. Jeżeli jest to licencja niewyłączna, to wystarczy nawet ustne porozumienie. Takie ustne porozumienie ma oczywiście wiele mankamentów w przypadku sporu między stronami, bo jeżeli zostało zawarte bez świadków, to… w sądzie pojawia się kłopot z dowodami.  Nie jest to sytuacja „słowo przeciwko słowu” i sąd sam zdecyduje, kto jest bardziej prawdomówny. Trzeba pamiętać, że to „naruszyciel” musi udowodnić, że miał prawo do korzystania w dany sposób ze zdjęcia.  Tak czy siak ustna zgoda fotografa na umieszczenie zdjęć na portalach społecznościowych czy też własnej stronie/blogu jest niczym innym jak licencją, która pozwala Ci „wrzucić fotki na fejsa”.  Trzeba również pamiętać, że zgoda na „wrzucenie zdjęć na fejsa” oznacza nie więcej i nie mniej tylko możliwość „wrzucenia zdjęć na fejsa”. Tyle i tylko tyle. Nie możesz ich tak po prostu przekazać komuś trzeciemu do innego wykorzystania. Jeśli nie pamiętasz, dlaczego nie można, to zajrzyj do notki „Nemo”. Pamiętać trzeba też, że zgoda nie zwalnia Cię jednak z obowiązku oznaczenia autora zdjęć, no chyba że wyraźnie na to się zgodził.

Są też zdjęcia, które można publikować, ile dusza zapragnie i gdzie się chce. Co więcej nie ma obowiązku oznaczenia autora. To wszelkiego rodzaju zdjęcia paszportowe, legitymacyjne itp. Jak nie pamiętasz dlaczego, to zajrzyj TUTAJ.

„W świetle art. 1 ust. 1 Ustawy przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia ( utwór ), zaś dzieła fotograficzne zasadniczo należą do kategorii zdefiniowanej w tym przepisie ( art. 1 ust. 2 pkt 3). Cechy zindywidualizowanej twórczości tracą niewątpliwie zdjęcia wytwarzane wedle określonego wzorca ( schematu), którego źródłem może być ustawa ( fotografie do dokumentów tożsamości, legitymacji itp.) lub służące celom badawczym, dokumentacyjnym i poglądowym (zdjęcia reprodukcyjne, rentgenowskie, katalogowe, ilustracje podręcznikowe itp. ).” (Sąd Apelacyjny w Białymstoku, sygn. akt I ACa 955/15)

Tak czy siak przed opublikowaniem cudzych zdjęć warto się zastanowić i zadać sobie pytanie, czy rzeczywiście mogę to zrobić.  Sam fakt, że zdjęcie jest „zarąbiste”, to mało. 🙂

Na koniec krótka ściąga.

Zdjęcie(mające cechy utworu) zamieszczone na stronie WWW autora (może być własna strona, ale także np. Flickr, 1X, czy 500px) z wtyczką społecznościową:
a) używasz wtyczki i publikujesz za jej pomocą – wszystko odbywa się zgodnie z prawem;
b) nie używasz wtyczki, kopiujesz adres internetowy strony/zdjęcia i wklejasz adres na portalu (tego od wtyczki) – zastanów się, czy jakiś przepis prawa albo autor zezwala Ci na to; efekt jest w zasadzie taki sam lub bardzo podobny, jak przy użyciu wtyczki, ale jest to niezgodne z prawem i wolą autora;
c) zgrywasz zdjęcie na komputer, a następnie wrzucasz zdjęcie na portal – łamiesz wszystkie zasady i nawet „wtyczka” nie jest w stanie obronić Twojego zachowania; rozpowszechniasz cudzy utwór bez uprawnienia (np. na FB takie zdjęcia znikają po interwencji autora); nie ma też najmniejszego znaczenia, czy oznaczysz autora , czy nie. Jeżeli oznaczysz autora, to złamałeś przynajmniej jedno prawo mniej.

Podziel się na: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • Google
  • Twitter
  • email
  • Blogger
  • Dodaj do ulubionych

Majówka

Jeden z czytelników (dzięki ze e-maila) podesłał mi informację na temat „VII Fotomajówki z Solarisem”. Czytam regulamin, czytam oświadczenia i nie wierzę. Ale po kolei. Oczywiście, żeby wziąć udział w majówce trzeba wypełnić zgłoszenie. W zasadzie „oczywista oczywistość” i nie budzi żadnych zastrzeżeń. Podpisując ten dokument oświadczasz, że zapoznałeś się z Regulaminem Fotograficznej Majówki z Solarisem 2016. Chcąc nie chcąc wypada zajrzeć do Regulaminu. Ja zajrzałem i muszę stwierdzić, że nie wierzę, że ktoś, kto choć trochę ceni siebie, swoją pracę/hobby, skusi się na majówkę z Solarisem na zasadach określonych w Regulaminie. Zgodnie z § 5 warunkiem uczestnictwa jest wypełnienie i dostarczenie organizatorowi najpóźniej w dzień majówki oświadczenia o przeniesieniu autorskich praw majątkowych do utworu, według wzoru zawartego w Załączniku 2. No i Szanowny, jeżeli rzeczywiście jesteś pasjonatem Solarisa i za wszelką cenę chcesz wziąć udział w tejże majówce, to musisz oświadczyć, że bezpłatnie przenosisz na Solaris Bus & Coach S.A. (…) autorskie prawa majątkowe do Utworu, na wszystkich polach eksploatacji w szczególności, o których mowa w § 3. Paragraf 3 Regulaminu zacytuję w całości, żebyś był świadom kosztu uczestnictwa w fotomajówce.

„Wykonawca przenosi na Solaris autorskie prawa majątkowe do Dzieła, na wszystkich polach eksploatacji, a w szczególności:
a) w zakresie utrwalania i zwielokrotniania utworu – wytwarzanie określoną techniką egzemplarzy utworu, w tym techniką drukarską, reprograficzną, zapisu magnetycznego oraz techniką cyfrową, jak i w sieciach multimedialnych, w tym typu Internet i Intranet,
w szczególności on-line, a także poprzez wydruk komputerowy, na każdym znanym
w dacie podpisania niniejszej umowy nośniku,
b) w zakresie obrotu oryginałem albo egzemplarzami, na których utwór utrwalono
– wprowadzanie do obrotu, użyczenie lub najem oryginału albo egzemplarzy,
c) w zakresie rozpowszechniania utworu w sposób inny niż określony w pkt 2 – publiczne wykonanie, wystawienie, wyświetlenie, odtworzenie oraz nadawanie i reemitowanie,
a także publiczne udostępnianie utworu w taki sposób, aby każdy mógł mieć do niego dostęp w miejscu i w czasie przez siebie wybranym,
d) rozpowszechnianie utworu bez żadnych ograniczeń ilościowych, odrębnie lub w ramach utworów zbiorowych, w szczególności poprzez wprowadzanie do obrotu oryginału
lub egzemplarzy, na których utwór lub jego fragmenty utrwalono,
e) udostępnianie, w tym także przesyłanie za pośrednictwem sieci multimedialnych,
w szczególności Internetu i Intranetu, on-line, w ramach komunikacji na życzenie,
w tym również publiczne udostępnianie w taki sposób aby każdy mógł mieć do utworu czy jego fragmentu dostęp w miejscu i czasie przez siebie wybranym.”

Po lekturze całości dokumentów związanych z majówką pojawiają się wątpliwości:
1. Oświadczasz: „W dniu 21.05.2016 r. samodzielnie wykonałem oryginalne dzieło – fotografie cyfrowe zrobione w związku z organizowaną przez Solaris Bus & Coach S.A /dalej: Solaris/ sesją fotograficzną pojazdów marki Solaris Bus & Coach S.A., która odbyła się w Olsztynie /dalej: Utwór/”. Czy nie zauważasz tu coś dziwnego? Warunkiem uczestnictwa w majówce jest podpisanie oświadczenia o zrobieniu zdjęć, których nie zrobiłeś. Oczywiście prawnie możliwe jest przeniesienie praw autorskich majątkowych do utworów, które mają dopiero powstać, ale wtedy w oświadczeniu dotyczącym powstania zdjęć nie byłby użyty czas przeszły, a przyszły (jest znaczna różnica pomiędzy „wykonałem”, a „wykonam”).

„Dopuszczalna jest umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych do utworów mających powstać w przyszłości, jeżeli tylko nie obejmuje ona całego przyszłego dorobku twórczego autora.” (wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dnia 4 kwietnia 2001 r., sygn. akt I ACa 72/01).

2. Nigdzie w oświadczeniu nie określono, których zdjęć dotyczy Twoje oświadczenie. Czy oznacza to, że wszystkie zdjęcia zrobione podczas majówki przechodzą na własność organizatora?

3. Ani w regulaminie, ani w oświadczeniu nie ma mowy o tym, w jaki sposób organizator wejdzie w posiadanie Twoich zdjęć. Pojawia się więc zasadnicze pytanie, czemu ma służyć oświadczenie o przeniesieniu praw autorskich i czy rzeczywiście do czegoś się zobowiązałeś?

Za dużo w tym wszystkim pytań, wątpliwości i niejasności. To może nie podpisywać oświadczenia o prawach autorskich? Można spróbować, ale zgodnie z § 7 ust. 1 Regulaminu „Organizator zastrzega sobie prawo do odmowy uczestnictwa w Imprezie osób, co do których istnieje podejrzenie, że ich obecność może narazić pozostałych Uczestników na niebezpieczeństwo lub którzy nie spełniają warunków uczestnictwa w Imprezie.” Poza niegramatycznością tego postanowienia, zwróćcie również uwagę na to, że brak oświadczenia jest w zasadzie równoznaczny z niespełnianiem warunków uczestnictwa (vide § 5 Regulaminu) i koło się zamyka. Chcesz brać udział musisz podpisać oświadczenie, nie podpiszesz oświadczenia, nie spełniasz warunków.

To jak? Brać udział w fotomajówce z Solarisem, czy też nie? Na to pytanie musisz odpowiedzieć sobie sam. Moim zadaniem było tylko wskazanie pewnych „ale”.

Podziel się na: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • Google
  • Twitter
  • email
  • Blogger
  • Dodaj do ulubionych

Paragrafy o filmowaniu

Prawie każdy obecnie produkowany aparat fotograficzny ma również funkcję filmowania. Jedne aparaty radzą sobie z tym lepiej, inne trochę gorzej. W każdym razie istnienie tej funkcji oraz jej wykorzystywanie powodują, że użytkownik aparatu nie tylko wkracza na ścieżkę kariery prowadzącą prosto do Hollywood, ale również powinien zainteresować się przepisami Ustawy, które po części są „dedykowane” przede wszystkim dla filmowców. Z fotografią jest prosto (przynajmniej w teorii), bo zdjęcie jest utworem albo nim nie jest. Nie będę dzisiaj się nad tym rozwodził, bo na blogu znajdziecie wiele wpisów dotyczących pojęcia „utwór” oraz rozważań na temat tego, kiedy zdjęcie jest utworem, a kiedy nie.

Z nakręconym przez nas, naszym ukochanym aparatem, materiałem filmowym sprawa jest bardziej skomplikowana. Oczywiście, tak samo, jak w przypadku zdjęć, nasz film może być utworem lub też nim nie być. Jeżeli nasz film  ma cechy utworu, to w rozumieniu Ustawy jest utworem audiowizualnym (art. 1 ust. 2 pkt 9). Jeżeli jednak nasz film nie spełnia cech, jakie przypisuje się utworowi (w tym wypadku obowiązują wszystkie te same reguły, co przy ocenie czy zdjęcie ma cechy utworu), to nie oznacza jednak, że nie podlega on żadnej ochronie. Pełne brzmienie omawianej i komentowanej na F-LEX Ustawy to „Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych”. No i właśnie nasz film zapewne będzie jednym z tych tytułowych praw pokrewnych. W zasadzie każdy film jest wideogramem, który także podlega ochronie prawnej. Uporządkujmy trochę ten chaos.
Mamy nakręcony materiał filmowy, który w świetle prawa może być:
a) utworem audiowizualnym, który podlega ochronie, jak każdy inny utwór (np. architektoniczny, fotograficzny, muzyczny),
b) wideogramem.

Sąd Apelacyjny w Łodzi w sprawie pod sygnaturą I Aca 254/02 podkreślił, że:

„Utwór audiowizualny jest takim przejawem działalności twórczej o indywidualnym charakterze, w którym współgra ze sobą wizja i dźwięk. Nie każda rejestracja zdarzenia kamerą stanowi utwór audiowizualny i może być traktowany jako przedmiot ochrony prawa autorskiego, a tylko wtedy gdy wypełnia ogólne znamiona utworu. (…) Utwory audiowizualne są zawsze utworami. O tym, czy wideogram jest utworem audiowizualnym decyduje przesłanka twórczości.”

Żeby jednak sprawę troszkę skomplikować: każdy utwór audiowizualny jest jednocześnie wideogramem, natomiast nie każdy wideogram jest utworem audiowizualnym. Nie każdy może pamięta, ale oczywiście o tym już pisałem swego czasu w „Wideogram czy utwór?”. W dotychczasowym orzecznictwie nie uznano za utwór audiowizualny (a jedynie za wideogram):
a) efektu pracy rejestrującego spektakl teatralny (Sąd Apelacyjny w Łodzi I Aca 254/02),
b) utrwalenia seminarium na nośniku (Sąd Apelacyjny w Łodzi I Aca 254/02),
c) rejestracji występu stand-up (Sąd Apelacyjny w Warszawie, sygn. akt I ACa 800/08).

Na koniec ciekawostka. Jeżeli twój film ma charakter utworu w rozumieniu Ustawy, to jesteś oczywiście twórcą i korzystasz z wszelkich praw, jakie należą się twórcy. Natomiast w przypadku, kiedy film jest jedynie wideogramem, to nie jesteś twórcą i tym samym nie jesteś chroniony jak twórca, zostałeś natomiast… producentem, a producent też ma pewne prawa.

Art. 94 ust. 4. Bez uszczerbku dla praw twórców lub artystów wykonawców, producentowi fonogramu lub wideogramu przysługuje wyłączne prawo do rozporządzania i korzystania z fonogramu lub wideogramu w zakresie:
1) zwielokrotniania określoną techniką;
2) wprowadzenia do obrotu;
3) najmu oraz użyczania egzemplarzy;
4) publicznego udostępniania fonogramu lub wideogramu w taki sposób, aby każdy mógł mieć do niego dostęp w miejscu i w czasie przez siebie wybranym.

Podziel się na: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • Google
  • Twitter
  • email
  • Blogger
  • Dodaj do ulubionych

Cześć

bl_66Bardzo często można spotkać się z błędną interpretacją pojęcia wizerunku (Tak wiem, było wiele razy na blogu). Używając pojęcia wizerunek w znaczeniu potocznym mamy na myśli m.in. dobre imię, czy też cześć. Zdarza się, że osoba, której naruszono cześć, występuje z roszczeniem związanym z ochroną wizerunku, zamiast z roszczeniem związanym z naruszeniem czci. W przypadku, gdy występujemy na drogę sądową, musimy jednak porzucić język potoczny i posługiwać się „językiem kodeksów i ustaw”.  Zarówno cześć, jak i wizerunek mają co najmniej jedną wspólną cechę. Są one dobrami osobistymi w rozumieniu art. 23 kodeksu cywilnego.

Art. 23. Dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach.

Ochrony obu tych dóbr można dochodzić na podstawie przepisów kodeksu cywilnego (art. 24). Jednak w przypadku naruszenia wizerunku mamy dodatkowe możliwości przewidziane Ustawą. Dlatego też jest istotne, aby w sposób prawidłowy określić dobro osobiste, którego ochrony domagamy się w sądzie.  Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z dnia 22 maja 2015 r. (sygn. ak i ACa 1741) wskazał, że „Na wizerunek w rozumieniu przepisów składa się ogół zewnętrznych cech, które charakteryzują daną osobę. Innymi słowy, wizerunek definiowany jest jako wygląd człowieka, jego podobizna, jego obraz fizyczny. Według niektórych w te ramy włączyć można dodatkowe elementy związane z wykonywanym zawodem, jak charakteryzacja, ubiór, sposób poruszania się, inne elementy identyfikujące, np. okulary, fryzura czy nawet szczególna linia profilu bądź charakterystyczny cień. W każdym przypadku chodzi o cechy immanentnie związane z konkretną osobą fizyczną, dla niej znamienne i pozwalające na jej rozpoznawalność.” Pojęcie wizerunek nie obejmuje natomiast „sposobu postrzegania i oceny danej osoby w odbiorze zewnętrznym (jej życiorysu, cech charakteru, postępowania, utrwalonej pozycji zawodowej itp.)”. W takim przypadku najczęściej będziemy mieli do czynienia z czcią. Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z 4 marca 2015 r. (sygn. akt I Aca 305/13) podkreślił, że należy wyróżnić dwa aspekty czci (oba podlegające ochronie): (i) aspekty wewnętrzny, utożsamiany z godnością osobistą, czyli wyobrażeniem człowieka o własnej wartości i oczekiwaniem szacunku ze strony innych ludzi, oraz (ii) aspekt zewnętrzny, utożsamiany z dobrym imieniem, dobrą sławą, dobrą opinią innych ludzi, szacunkiem, którym otoczenie obdarza daną osobę w odniesieniu do różnych sfer życia ludzkiego – osobistej, rodzinnej, społecznej, czy zawodowej. Krzywdą wynikającą z naruszenia czci jest zazwyczaj uczucie dyskomfortu, spowodowane utratą szacunku otoczenia. Dla wystąpienia krzywdy nie ma znaczenia, czy inne osoby uwierzyły w stawiane zarzuty. Sąd musi ocenić, jak przytaczana wypowiedź obiektywnie mogła zostać odebrana, jakie mogła rodzić skojarzenia i oceny u osób, do których potencjalnie dotarła.

Nie można jednak wykluczyć sytuacji, że jednocześnie następuje naruszenie prawa do wizerunku, jak i naruszenie czci, np. publikacja wizerunku bez zgody modela wraz z niewybrednym komentarzem na jego temat.

 

Podziel się na: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • Google
  • Twitter
  • email
  • Blogger
  • Dodaj do ulubionych

Sąd nad zdjęciami na FB

Na stronie „Gazety Prawnej” pojawił się artykuł zatytułowany „Zdjęcia ślubne na Facebooku. Fotograf nie zawsze narusza dobra osobiste”, w którym to artykule opisane zostało jedno z orzeczeń Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu (sygn. akt I ACa 617/15). Przyznam się, że przegapiłem to orzeczenie, ale GP oraz facebookowi znajomi przyszli mi z pomocą. 🙂 Dlaczego chcę pisać o orzeczeniu, o którym już ktoś pisał? Ano dlatego, że chciałbym je skomentować, a w artykule GP zabrakło mi właśnie jakiegokolwiek komentarza odredakcyjnego. Istota sporu dotyczyła odpowiedzi na pytanie, czy publikując zdjęcia powodów fotograf naruszył ich prawo do wizerunku oraz czy z tego powodu doznali oni krzywdy, którą wycenili sobie na 10.000,00 zł. Powodowie zgodzili się na treść umowy, w której wyrazili zgodę na publikację ich wizerunku znajdującego się na 30 zdjęciach z fotoreportażu, 20 zdjęć z sesji fotograficznej oraz filmu ze ślubu. Wyrazili oni również zgodę na to, aby zdjęcia z ich wizerunkiem fotograf wykorzystywał w swoich materiałach promocyjnych umieszczanych między innymi na stronie WWW i na FB). Dzięki tej zgodzie wynagrodzenie za usługę fotografa zmalało o 50%.

Sądy obu instancji słusznie zauważyły, że fotograf działał zgodnie z prawem, albowiem posiadał on stosowną zgodę małżonków na publikację wizerunku. Czytelnicy F-LEXa zapewne doskonale pamiętają, że jest to w wielu przypadkach warunek sine qua non, aby publikować czyjś wizerunek bez narażenia się na nieprzyjemności. Dużo poświeciłem wpisów sprawom związanym z ochroną wizerunku (dla przypomnienia pierwszy z brzegu wpis). W opisanej przez GP sprawie fotograf miał zgodę na publikację wizerunku, czyli spełniał warunek opisany w art. 81 ust. 1 zdanie 1 Ustawy. Ba, co więcej zachodziło również dodatkowo domniemanie zgody, o którym mowa w kolejnym zdaniu tegoż przepisu. Udzielony młodym przez fotografa rabat w wysokości 50% był niczym innym, jak zapłatą za pozowanie. W tym miejscu pozwolę sobie przypomnieć i zacytować art. 81 ust. 1 Ustawy.

„Art. 81. 1. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.”

Małżonkowie po pewnym czasie zażądali od fotografa usunięcia zdjęć z FB. Czy fotograf powinien je usunąć, skoro miał wyraźną zgodę na publikację wizerunku oraz dodatkowo za to zapłacił „rabatem”? Tu powraca pytanie o możliwość cofnięcia wcześniej wyrażonej zgody na publikację wizerunku. Oczywiście zgodę taką można cofnąć, co nie zmienia faktu, że z takim cofnięciem mogą wiązać się konsekwencje prawne zarówno dla fotografa, jak i dla cofających. Usuwając zdjęcia fotograf postąpił słusznie. Skoro modele cofnęli zgodę na publikację wizerunku, to usunął ich zdjęcia. Jednak do czasu cofnięcia zgody publikował ich wizerunek zgodnie z prawem, więc nie mógł ponieść z tego tytułu żadnych konsekwencji (do takiego też słusznego wniosku doszedł zarówno Sąd Okręgowy w Opolu, jak i Sąd Apelacyjny we Wrocławiu). Małżonkowie natomiast cofając zgodę narażają się na ewentualny proces odszkodowawczy. O prawnej możliwości cofnięcia zgody na publikację wizerunku i skutkach takiego cofnięcia pisałem już na blogu. Kto nie pamięta, niech zajrzy do „Model release”.

Rada dla modela:

„Zgodę na publikację wizerunku można cofnąć, trzeba jednak się liczyć z ewentualnymi konsekwencjami prawnymi.”

Rada dla fotografa:

„Jeżeli chcesz uniknąć nieprzewidzianych perturbacji związanych z cofnięciem zgody na wykorzystanie wizerunku modela, pomyśl o stosownych postanowieniach w umowie.”

Podziel się na: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • Google
  • Twitter
  • email
  • Blogger
  • Dodaj do ulubionych

Siódme – nie kradnij.

Ostatni wpis na blogu pojawił się 7 lutego, czyli dzisiaj prawie miesięcznica. Sporo spraw zawodowych i około zawodowych spowodowało, że „tempo na blogu” trochę spowolniało. Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że nie działo się nic spektakularnego w zakresie prawa autorskiego. Niedawno napisałem notkę „Trybunał Konstytucyjny a prawa fotografa”. Dzisiaj w nawiązaniu do tamtego tekstu chciałbym zaprezentować orzeczenie sądu w Katowicach, w którym odwołano się do omawianego przeze mnie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Dziwnym zbiegiem okoliczności znowu będzie o Trybunale Konstytucyjnym, gdy w tv … .Dobra, dobra koniec! Wracamy do katowickiej sprawy, która mi właśnie wpadła w ręce.

Była sobie pewna szkoła, która na swojej stronie internetowej umieściła bez zgody i wiedzy fotografa zrobione przez niego zdjęcie. Oczywiście, jak to bywa bardzo często w tego typu sprawach, autor nie został oznaczony. Zdjęcie „pozyskała” nauczycielka z Internetu, ze strony, gdzie nie było danych dotyczących autora zdjęcia, nie było też informacji o zastrzeżeniu praw autorskich. Zdjęcie umieszczone zostało na stronie internetowej szkoły na zasadzie „kopiuj wklej”. Strona internetowa była dostępna dla każdego, nie mniej jednak, korzystali z niej przede wszystkim uczniowie, rodzice, uczniów, nauczyciele. Strona internetowa nie miała celów komercyjnych.

Zeźlony fotograf wystąpił do sądu z żądaniem:
a) za zamieszczenie zdjęcia jego autorstwa trzykrotność stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu, czyli trzykrotności kwoty 2.000,- zł, to jest 6.000,- zł,
b) za naruszenie osobistych praw autorskich poprzez nieoznaczenie autorstwa dzieła 4.000,- zł oraz
c) 5.000,- zł za naruszenie osobistych praw autorskich przez ingerencję w dzieło, polegającą na jego kadrowaniu.

Żądana przez fotografa kwota 6.000,- zł, to trzykrotność normalnego wynagrodzenia, jakie by uzyskał, gdyby została zawarta pomiędzy stronami umowa. Dlaczego razy trzy? O tym pisałem w „Iloczyn czyli matematyką w naruszyciela”.

Pozwana oczywiście żądała oddalenia powództwa podnosząc, że:
a) jej działanie nie było zawinione,
b) pozyskała fotografię nie wiedząc nic o prawach autorskich powódki,
c) na stronie internetowej, z której pozyskała fotografię metodą „kopiuj wklej” nie było żadnej informacji o prawach autorskich do fotografii,
d) nie dokonała również żadnych ingerencji w dzieło, wykorzystała już przetworzoną fotografię.

Jakie zapadło rozstrzygnięcie? Sąd Okręgowy w Katowicach zasądził na rzecz fotografa 4.000,- zł, a powództwo w dalszym zakresie oddalił. Zdaniem sądu przy opisanym powyżej stanie faktycznym nie sposób mówić o zawinionym działaniu strony pozwanej, która kierowała się celem społecznym, korzystając ze źródeł ogólnodostępnych, które w żaden sposób nie informowały o skutkach wykorzystania materiałów w nich zawartych. Skoro działanie było bezprawne, ale nie zawinione to zryczałtowane odszkodowanie zgodnie z art. 79 ust. 1 pkt 3 b Ustawy wynosi dwukrotność należnego stosownego wynagrodzenia. W tym miejscu wyprzedzając nieco dalsze losy dotyczące wyroku I instancji, nadmienię tylko, że Sąd Apelacyjny w Katowicach utrzymał orzeczenie w tym zakresie powołując się m.in. na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który uznał artykuł 79 pkt. 3 lit b Ustawy częściowo za niezgodny z art. 64 ust. 1 i 2 w związku z art. 31 ust. 3 w związku z art. 2 Konstytucji RP (zajrzyj do przywołanej już dzisiaj notki „Trybunał Konstytucyjny a prawa fotografa”).

Wróćmy do dalszych roszczeń fotografa. Dlaczego sąd je oddalił? Z zebranego w sprawie materiału wynikało, że na stronie, z której „zwędzono zdjęcie”, nie było oznaczonego autora zdjęcia, tym samym pozwanemu nie można przypisać winy w braku oznaczenia zdjęcia. Ktoś zaraz powie, że przecież pisałem na blogu, że ochrona praw autorskich przysługuje bez względu na to, czy autor jest oznaczony, czy też nie. Jak również, że przecież pisałem, że autor nie ma obowiązku publikować zdjęcia wraz z oznaczeniem imienia i nazwiska, może przecież publikować pod pseudonimem lub anonimowo „Rzecz o podpisywaniu zdjęć”. Wszystko to prawda. Publikując anonimowo nie tracisz swoich praw, o czym świadczy choćby omawiany dzisiaj wyrok. Trudno jednak przypisać komuś winę w nieoznaczeniu autora, w sytuacji gdy zdjęcie jest niepodpisane. Okazało się również, że „zwędzone zdjęcie” było już wykadrowane na stronie, z której zostało „pozyskane”, co oznacza, że nie zrobiła tego strona pozwana.
Wyrok Sądu Okręgowego został podtrzymany w całości przez Sąd Apelacyjny a Katowicach (sygn. akt I ACa 609/15).

Mogę zgodzić się, że w świetle orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego rzeczywiście fotografowi należało się zryczałtowane odszkodowanie w wysokości dwukrotnego wynagrodzenia oraz że nie można było przypisać winy pozwanej co do kadrowania zdjęcia. Nie podzielam jednak poglądu zaprezentowanego przez sądy obu instancji, co do tego, że brak podpisania zdjęcia powoduje, że „złodziej zdjęcia” (nazwijmy to po imieniu) działa w sposób niezawiniony. Jak to tłumaczyły oba sądy? Proszę oto fragment z uzasadnienia wyroku Sądu Apelacyjnego.

Na stronie, z której zostało ściągnięte metodą „kopiuj wklej” nie było danych dotyczących autora zdjęć, nie było też informacji o zastrzeżeniu praw autorskich do tych zdjęć. W roku, ogłoszonym rokiem C. M. na wielu stronach internetowych widniały zdjęcia noblisty. Dlatego też podzielić należy stanowisko pozwanej, że nie przypuszczała aby do tego zdjęcia przysługiwały komuś prawa autorskie. Oceniając zachowanie się pozwanej wziąć pod uwagę należy także i to, że zdjęcie umieszczono na stronie internetowej gimnazjum, wprawdzie strona ta była dostępna dla każdego, nie mniej jednak, korzystali z niej przede wszystkim uczniowie, rodzice uczniów, nauczyciele. Zdjęcie noblisty nie było umieszczone w celach komercyjnych, strona służyła jedynie uczczeniu twórczości C. M. i przybliżeniu wizerunku słynnego noblisty uczniom. Podsumowując, podzielić trzeba stanowisko sądu pierwszej instancji, że działanie pozwanej nie było działaniem zawinionym.

Uważam, że w złym kierunku poszedł Sąd Apelacyjny. Z faktu, że zdjęcie jest niepodpisane nie można wyciągać wniosku, że naruszyciel ma prawo przypuszczać, że zdjęcie jest niczyje i można z niego dowolnie korzystać. Brak informacji, że zdjęcie jest chronione prawem autorskim też nie powinno być podstawą do rozgrzeszenia. Na ulicach stoją setki samochodów, na żadnym nie ma informacji o zakazie używania, albo że auto jest własnością IKSa, a mimo to nie można ot tak sobie nimi pojeździć. Sąd chyba zapomniał, że siódme przekazanie – nie kradnij – odnosi się także do prawa autorskiego i to bez względu na to, kto jest naruszycielem i bez względu na to, jakie najszlachetniejsze przyświecały mu intencje.

Podziel się na: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • Google
  • Twitter
  • email
  • Blogger
  • Dodaj do ulubionych

Czy zakupy za granicą będą droższe?

W 2014 r. posłowie obecnie rządzącej partii głosowali, w trosce o obywatela, za obywatelskim projektem ustawy zakazującej handlu w niedzielę. W 2016 r. troska ta została przeliczona na pieniądz. Wyszło na to, że w sumie pracownicy marketów mogą pracować w soboty czy niedzielę, byle pracodawca za to płacił wymierną daninę w złotówkach. Ale nie jest wpis o polityce, a tylko„inwokacja” do tematu poruszonego przez Tomka Kulasa na CHIP.PL. Oto kilka moich spostrzeżeń dotyczących art. 11 projektu ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej, który dotyczy zakupów za granicą.

Art. 11.1. W przypadku towaru dostarczanego za pośrednictwem przewoźnika od sprzedawcy detalicznego z siedzibą poza terytorium RP, do nabywcy będącego konsumentem, przewoźnik jest zobowiązany do uzyskania od wysyłającego oświadczenia o uiszczeniu podatku, o podleganiu zwolnieniu z podatku albo oświadczenia, że przesłanie przesyłki nie jest związane z dokonaniem sprzedaży detalicznej przesyłanych przedmiotów.
2. Przewoźnik, który nie spełnił obowiązku, o którym mowa w ust. 1, jest obowiązany, jako płatnik podatku, pobrać podatek od wysyłającego, naliczony od zadeklarowanej wartości przesyłki, a w przypadku niezadeklarowania wartości przesyłki – w ryczałtowej wysokości 40 zł od takiej przesyłki.

Jeżeli będzie możliwe wyegzekwowanie tego prawa, ale o tym za chwilę, to skutkiem tego będzie zapewne podwyżka cen sprzętu wysyłanego do Polski, czyli obciążenie portfela nabywcy. Ktoś może powiedzieć, że nie można uzależniać ceny  od nabywcy, bo będzie to uznane za nierówne traktowanie. I będzie miał rację. Ale jest na to sposób. Z tym problemem uporały się sklepy w USA. Wystarczy zajrzeć na stronę B&H Photo. Cena jest jednakowa dla wszystkich, ale jest jednak pewne „ale”. Ostateczna cena brutto jest zależna m.in. od podatków lokalnych.

Pojawia się pytanie, w jaki sposób polski fiskus może wymusić na zagranicznym podmiocie złożenia oświadczenia, o którym mowa w art. 11 ust. 1? Sprzedający nie jest zainteresowany składaniem takiego oświadczenia, bo oznaczałoby to, że zgadza się na zobowiązanie podatkowe wobec polskiego fiskusa. Sprytny sprzedający zapewne zauważy, że nie ponosi żadnych skutków niezłożenia takiego oświadczenia (co wynika z art. 11 ust.2). Polski fiskus też wcale nie jest zainteresowany, aby takie oświadczenie składał sprzedawca. Ostatecznie obowiązek zapłaty podatku będzie bowiem spoczywał na przewoźniku. Przewoźnik jest w nieco mniej komfortowej sytuacji niż sprzedawca, gdyż jego działalność wymaga uzyskania zgody Urzędu Komunikacji Elektronicznej na wykonywanie działalności pocztowej. Fiskus ma więc przełożenie na „niepokornego” przewoźnika. Podatek więc będzie zapłacony (cel fiskalny osiągnięty w 100%). Pozostaje tylko pytanie, kogo rzeczywiście obciąży ten podatek?

Oczywiście przewoźnik (zazwyczaj firma kurierska) może nie przyjąć przesyłki do Polski od sprzedającego. To jednak nie jest ani w interesie sklepu, ani przewoźnika. Prędzej czy później firmy przerzucą ten koszt na klienta. Ale czy na każdego klienta? Zwróćcie uwagę, że jak nabywcą jest Pan Ziutek, to obowiązek zapłaty nowego podatku powstaje, bo Pan Ziutek jest konsumentem w rozumieniu art. 221 k.c. (Za konsumenta uważa się osobę fizyczną dokonującą z przedsiębiorcą czynności prawnej niezwiązanej bezpośrednio z jej działalnością gospodarczą lub zawodową.). Jeżeli kupującym jest „Ziutek Photography” prowadzący działalność gospodarczą, to obowiązek podatkowy nie powstaje. Ergo, jak zawsze podatek na końcu wydrenuje kieszeń obywatela.

***

PS. Wszystkim „komentującym” na stronie CHIP.PL polecam lekturę wpisu „Jak dyskutować”.

Podziel się na: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • Google
  • Twitter
  • email
  • Blogger
  • Dodaj do ulubionych

Brońmy nasze prawa!

Każdemu z nas zdarzyło się, a jak nie, to prędzej czy później zdarzy, że osoba trzecia wykorzysta fotografię bez wiedzy i zgody. Zapewne problem ten dotyczy większości fotografów i to niezależnie od tego, czy są oni zawodowcami, czy tylko amatorami. Bezprawne korzystanie z cudzych zdjęć jest swego rodzaju plagą, z którą nie jest łatwo walczyć. W wielu wypadkach koszty postępowania sądowego są wielokrotnie wyższe niż wartość zdjęcia, co też z jednej strony zniechęca autorów do ochrony swoich praw, a z drugiej ośmiela złodziei naszych fotografii. Z zawodowego doświadczenia mogę powiedzieć, że wielu fotografów chciałoby dochodzić swoich praw, jednocześnie sugerując, aby ich prawnik pracował za success fee. Dostaję sporo e-mali z takimi propozycjami nie do odrzucenia. 🙂 Fotografowie zazwyczaj nieświadomie sugerują, że skoro złodziejem jest duża firma handlowa, to odszkodowanie będzie pokaźne. A skoro tak, to w zasadzie pełnomocnik nie musi się niczego obawiać, bo przecież X procent z pokaźnej kwoty odszkodowania jaką w zasadzie fotograf ma w kieszeni, to spore wynagrodzenie i to jest gra warta świeczki. Prawda jest jednak brutalna. Większość pytających, jeżeli sprzedaje swoje zdjęcia, to a za bardzo niewielkie kwoty. Niestety nie są to autorzy, którzy wcześniej sprzedawali zdjęcia typu ziemniak. Dlaczego o tym wspominam? Kto nie pamięta, niech we „f-lexowej wyszukiwarce” wpisze słowo „odszkodowanie”, a ta poprowadzi do wpisów o tym, jakie w rzeczywiści można uzyskać odszkodowanie z tytułu naruszenia autorskich praw majątkowych do zdjęcia).

Zagalopowałem się, bo wpis nie miał być o biadoleniu prawnika, a o tym, w jaki sposób najczęściej bronią się złodzieje naszych zdjęć w sądzie. Pomijam wytłumaczenie typu mały Jasio (przepraszam wszystkich małych Jasiów, w tym miejscu można zamiast Jasio wpisać Kazio lub inne dowolne imię obojga płci 😉 ), że zdjęcie było w Internecie, a co gorsza nawet nie podpisane (oj niedobry fotograf, niedobry! ). Chodzi mianowicie o powołanie się na dozwolony użytek w zakresie zdjęć reporterskich lub odwołanie się do prawa cytatu. Oba te zagadnienia opisałem szczegółowo na blogu, dzisiaj kilka wskazówek dla fotografa, jak rozpoznać, czy rzeczywiście mamy do czynienia ze zdjęciem reporterskim w rozumieniu art. 25 ust. 1 pkt 1 c Ustawy, czy też prawem cytatu, o którym mowa w art. 29 Ustawy).

Zdjęcie reporterskie. Zgodnie z art. 25 ust. 1 pkt 1 c Ustawy wolno rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie, radio i telewizji już rozpowszechnione fotografie reporterskie. Przepis ten będzie miał jednak zastosowanie w sytuacji spełnienia się łącznie następujących przesłanek:
– rozpowszechnianie dzieła ma następować w celach informacyjnych,
– rozpowszechniać można jedynie już wcześniej rozpowszechnione dzieło,
– rozpowszechnianym dziełem może być fotografia, ale musi to być fotografia reporterska.

Jeżeli powyższe trzy przesłanki są spełnione, to osoba publikująca nasze zdjęcie działa w granicach dozwolonych przez prawo. W orzecznictwie kładzie się nacisk na to, że ze względu na fakt, że przywołany powyżej przepis ogranicza majątkowe prawa autorskie, to nie można powyższych przesłanek interpretować rozszerzająco. Co więc sprawdza sąd?
1. Czy zdjęcie było rozpowszechnione wcześniej?
2. Czy nasze zdjęcie zostało rozpowszechnione przez podmiot trzeci w celu informacyjnym?
3. Czy nasza fotografia była fotografią reporterską?

[Krótka ściąga: Utworem rozpowszechnionym jest taki, który za zezwoleniem twórcy został w jakikolwiek sposób rozpowszechniony publicznie (art. 6 ust. 1 pkt 3 Ustawy). Odpowiedź na pytanie numer dwa i trzy uzyskasz po części w tekście „Ciężki los”.]

Negatywna odpowiedź na którekolwiek z powyższych trzech pytań daje podstawę do uznania, że podmiot trzeci nie miał prawa opublikować naszego zdjęcia powołując się na ustawowe uprawnienie określone w art. 25.

Drugi sposób obrony podejmowany przez naruszycieli to odwołanie się do korzystania z uprawnień, jakie daje przepis art. 29 Ustawy (prawo cytatu).

Prawo cytatu zezwala przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów oraz rozpowszechnione utwory plastyczne, utwory fotograficzne lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym celami cytatu, takimi jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawami gatunku twórczości. Prawo cytatu to nie jest jednak „przepis wentyl” pozwalający każdemu i zawsze korzystać z naszej twórczości. O tym czy potencjalny naruszyciel naszych praw miał uprawnienia do skorzystania z prawa cytatu decyduje cel cytatu. Jeżeli powołuje się on na to prawo, to ciąży na nim obowiązek wykazania, że skorzystał z niego w celu wskazanym w art. 29 Ustawy. Jeżeli więc nasze zdjęcie będzie na przykład umieszczone na stronie internetowej biura podróży, czy też w folderze reklamującym wyjazd do miejscowości X, to zapewne „nie zadziała prawo cytatu”. Cel w tym wypadku był jeden. Zareklamować biuro lub wycieczkę i nijak ma się ten cel do celów cytatu, takich jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawami gatunku twórczości.

Podziel się na: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • Google
  • Twitter
  • email
  • Blogger
  • Dodaj do ulubionych