Model release II

Na PetaPixel dyskutowano wczoraj (dzięki Dominik) na temat wpisu dotyczącego możliwości „sprzedania” zdjęcia z wizerunkiem osoby, bez jej zgody na publikację wizerunku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tam dyskusja dotyczyła prawa amerykańskiego, a my prześledźmy to w oparciu o polskie prawo. U nas sprawa jest tak samo regulowana i do podobnych, ba takich samych, można dojść wniosków. Sprzedaż zdjęcia” nie jest rozpowszechnianiem wizerunku osoby na nim uwiecznionej, co oznacza, że brak model release nie wpływa na możliwość jego „sprzedaży”. Zapytacie się, jak to można „sprzedać” zdjęcie bez zgody na publikację. Jak zapewne pamiętacie (a uważny czytelnik to z pewnością pamięta, bo o tym wizerunku piszę już do znudzenia), zgodnie z art. 81 ust. 1 Ustawy trzeba mieć zgodę modela na rozpowszechnianie wizerunku. Jednakże rozpowszechniane wizerunku, to nie to samo co „sprzedaż zdjęcia” w rozumieniu Ustawy. Celowo „sprzedać” jest w cudzysłowie, bo poprawnie możemy mówić albo o sprzedaży autorskich praw majątkowych na poszczególnych polach eksploatacji, albo o udzieleniu licencji do tych praw.

Jeżeli sprzedajesz „takie zdjęcie”, to nie oświadczaj, że masz zgodę na publikację, bo możesz mieć więcej kłopotów, niż zysków. Jeżeli nabyłeś zdjęcie, co do którego nie ma zgody modela na rozpowszechnianie wizerunku (albo nie ma oświadczenia, że taka zgoda jest), to pamiętaj, że przez pojęcie rozpowszechniania rozumie się publiczne udostępnienie za pośrednictwem każdego znanego nam medium.

Zasadnicze pytanie, które ciśnie się na usta to, kto będzie chciał kupić zdjęcie, którego nie będzie można opublikować? To oczywiście jest inna bajka.

Deep Throat

Pod Pokerową zagrywką pisze się o „pornografii przemocy”, dlatego z przekory pojawił się taki tytuł wpisu. Oczywiście, że będzie o deep, ale… nie throat, a deep link.

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzisiaj chciałbym wrócić do kwestii użycia deep linku w kontekście prawa do publikacji czyjegoś wizerunku, czy rozpowszechniania zdjęcia.  W 2004 r. Sąd Apelacyjny w Krakowie uznał, że „zamieszczenie na stronie portalu internetowego tzw. głębokiego linku (deep link) umożliwiającego użytkownikom tego portalu bezpośrednie (tj. z pominięciem struktury nawigacyjnej strony głównej innego portalu) otwarcie rekomendowanej witryny stanowi rozpowszechnianie wizerunku zamieszczonego na tej witrynie” ( I Aca 564/04). Co to oznacza w praktyce? Można powiedzieć nic, bo przecież wyroki sądów (w przypadku prawa kontynentalnego, a nie anglosaskiego lub amerykańskiego) wiążą tylko w danej sprawie. Jest jednak druga strona medalu. Wprawdzie nie obowiązuje w Polsce common law, ale kształtuje się jakaś praktyka orzecznictwa.  Jak pamiętacie generalną zasadą jest, że na rozpowszechnianie wizerunku danej osoby trzeba mieć jej zgodę (art. 81 ust. 1 Ustawy). Cytowane powyżej orzeczenie uznaje jednak, że umieszczający na swojej stronie deep link odnoszący się bezpośrednio do zdjęcia czy galerii zdjęć, rozpowszechnia wizerunek danej osoby. Nieważne, że portal, gdzie zamieszczone jest to zdjęcie i do którego prowadzi aktywny link ma taką zgodę, on może publikować, Ty już nie koniecznie. W uzasadnieniu sąd stwierdził, że w przypadku, gdyby nie był to aktywny link, a podanie tylko adresu, to nie naruszałoby to prawa, bo czytelnik nie mógłby bezpośrednio poprzez kliknięcie wejść i zobaczyć zdjęcie, a musiałby osobiście wpisać adres w przeglądarce. Trochę pokrętne, ale to musiały wymyślić niebylejakie głowy, skoro są sędziami sądu apelacyjnego. Według sądu deep link „nie jest wskazaniem konkretnego adresu internetowego i poinformowaniu o treści znajdującej się pod tym adresem. Sytuacja taka zachodziłaby wtedy, gdyby strona pozwana wskazała (ale bez funkcji połączenia linkowego) adres internetowy witryny, na której znajdowały się galerie zdjęć (www.aaa.pl), czyli tzw. URL (uniform ressource locator), obejmujący oznaczenie serwera X i nazwę dokumentu Y; wówczas dostęp do tej witryny użytkowników portalu strony pozwanej następowałby bez jej udziału; zainteresowany użytkownik wpisywałby wskazany adres w odpowiednie pole swojej przeglądarki internetowej i „otwierałby” dokument zamieszczony pod tym adresem.” Sąd w uzasadnieniu podkreślił również, że zamieszczenie linku do witryny, na której znajdował się wizerunek X, spełniało zatem cechy publicznego udostępnienia tego wizerunku, gdyż powstała sytuacja, w której nieograniczony zbiór użytkowników portalu Y mógł zapoznać się z wizerunkiem powódki. Sytuacja taka podpada pod zakres pojęciowy rozpowszechniania wizerunku, o którym mowa w przepisie art. 81 ust. 1 Ustawy. Z tego wywodu wynika więc, że zamieszczając np. głęboki link na FB do zdjęcia umieszczonego w galerii przyjaciela fotografa, można popaść w kłopoty. Nawet jeżeli przyjaciel na to pozwolił, bo umieścił aplikację pozwalającą dzielić się jego stroną z FB. Nieprzyjemności raczej nie należy się spodziewać ze strony przyjaciela, ale modelka może zacząć tupać nogami. Jeżeli inne sądy podzielą pogląd sądu krakowskiego, to może okazać się, że naruszyłeś jej dobro osobiste, jakim jest wizerunek.

Przywołany na wstępie dzisiejszego wpisu Admin „zarzucił”, że na F-LEX ostatnio wieje pesymizmem i są same informacje, czego nie wolno fotografowi i co go może czekać złego ze strony aparatu państwowego.  To teraz będzie pozytywnie. Przywołane orzeczenie może też służyć ochronie naszych zdjęć przed publikowaniem ich w innych portalach, za pomocą deep link. Przypomnę, że jedną z immanentnych cech majątkowych praw autorskich jest prawo do decydowania o sposobie rozpowszechniania utworu (znowu kłaniają się pola eksploatacyjne). Skoro w uzasadnieniu wyroku sąd krakowski uznał, że deep link jest sposobem rozpowszechniania w rozumieniu art. 6 pkt 3 Ustawy, to należałoby uznać, że osoba zamieszczająca na portalu Y deep link do Twojego zdjęcia umieszczonego na portalu X, rozpowszechnia zdjęcie w sposób bezprawny, nie posiadając ani majątkowych praw autorskich do zdjęcia, ani licencji.

Podsumowanie, czyli z polskiego na nasze 🙂

1. Jeżeli będzie zamieszczony na portalu taki link „Alex”:
a)      i będzie kierował do zdjęcia z wizerunkiem osoby, to w świetle cytowanego orzeczenia naruszamy art. 81 ust. 1 Ustawy poprzez publikację wizerunku osoby [dopisane dzień po publikacji: no chyba, że model release nie zawierało żadnych ograniczeń] ,
b)      naruszamy autorskie prawa majątkowe osoby, której one przysługują.

2.  Według sądu, żeby nie doszło do naruszenia adres powinien być podany tekstowo, czyli tak: http://flic.kr/p/9bjzbD

PS. W rozpoznawanej sprawie za deep link przyjęto odesłanie elektroniczne  do witryny (na której znajdowało się zdjęcie X) umożliwiające natychmiastowe i bezpośrednie otwarcie tej witryny z pominięciem struktury nawigacyjnej strony głównej portalu.

PS2.
„Deep Troath”
Common law

Pokerowa zagrywka

(c) okuka67

Zdjęcia są różne, ładne i brzydkie. Ciekawe i nudne. Technicznie perfekcyjne i zupełnie kiepskie. Są też zdjęcia szokujące. Ostatnio w jednej z galerii fotograficznych użytkownik zgłosił, że zamieszczone zdjęcie innego użytkownika jego zdaniem jest niezgodne z regulaminem (zdjęcie obok). Zdjęcie jest stylizowane i może wzbudzać u niektórych odrazę, strach lub niechęć, ale nie było umieszczone na witrynie dla małych, grzecznych dziewczynek, a na portalu fotograficznym. Czyli z założenia na portalu, gdzie można się zetknąć zarówno ze sztuką przez duże S, przez małe s, jak i z kiczem oraz ze zdjęciami, których nie można zaklasyfikować do niczego. Gdzie ma mieć miejsce wymiana doświadczeń i myśli. Autor na prośbę admina zdjęcie usunął. Problem jednak został nierozwiązany, gdyż tak do końca – poza adminem – nikt nie jest pewien, czy rzeczywiście zdjęcie naruszało regulamin. Treść regulaminu jest bardzo prosta, trudno mówić o jakiejś finezji, ba…ma nawet sporo braków. Rzeczony regulamin w punkcie pierwszym stanowi m.in., że „Publikowane zdjęcia nie mogą naruszać przepisów prawa polskiego, norm społecznych, uczuć religijnych oraz dóbr osób trzecich, jak również praw innych użytkowników.” Naciskany admin w końcu wydał „orędzie do narodu” i okazało się w czym rzecz. Admin uznał, że publikowane zdjęcie narusza normy społeczne, a skoro narusza normy społeczne, to jest niezgodne z regulaminem, a skoro jest niezgodne z regulaminem, to nie powinno być publikowane w galerii. W sumie zasady gry określa właściciel galerii, zgodnie z zasadą my house is my castle, ale warto byłoby jednak określić te zasady w regulaminie. Powoływanie się na zasady społeczne, pozwalające na dużą dowolność w poczynaniach administratorów, może budzić sporo kontrowersji i pewien sprzeciw (inne zdjęcia o podobnej wymowie nie są uznawane za naruszające tenże regulamin i to budzi, przynajmniej mój, sprzeciw). W trakcie wymian zdań powołano się również, że było to podyktowane prawem. Admin pisze tak: „Nie muszę Ci przypominać o odpowiedzialności administratorów i właścicieli serwisu za treści publikowane na ich platformie internetowej – publikowane nie przez nich, tylko przez użytkowników serwisu, ale w sytuacji, gdy admini o tych treściach wiedzą (przy okazji – czy to temat na Flexa?)”.  Zacznę od końca. Sam się prosił, więc trafia na F-LEXa. Prawdą jest, co pisze, że właściciel serwisu odpowiada za treść. Ta kwestia regulowana jest przez ustawę z dnia 10 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Dokładnie chodzi o treść art. 14 tejże ustawy. Ja ją znam, a kolega admin „blefował”. Zapomniał, że jak się siada do pokera, to albo trzeba mieć fart, albo znaczone karty, albo… umieć blefować. Tutaj blef nie wyszedł!

Art. 14. 1. Nie ponosi odpowiedzialności za przechowywane dane ten, kto udostępniając zasoby systemu teleinformatycznego w celu przechowywania danych przez usługobiorcę nie wie o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności, a w razie otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych.
2. Usługodawca, który otrzymał urzędowe zawiadomienie o bezprawnym charakterze przechowywanych danych dostarczonych przez usługobiorcę i uniemożliwił dostęp do tych danych, nie ponosi odpowiedzialności względem tego usługobiorcy za szkodę powstałą w wyniku uniemożliwienia dostępu do tych danych.
3. Usługodawca, który uzyskał wiarygodną wiadomość o bezprawnym charakterze przechowywanych danych dostarczonych przez usługobiorcę i uniemożliwił dostęp do tych danych, nie odpowiada względem tego usługobiorcy za szkodę powstałą w wyniku uniemożliwienia dostępu do tych danych, jeżeli niezwłocznie zawiadomił usługobiorcę o zamiarze uniemożliwienia do nich dostępu.

Rzeczywiście przesłanką zwalniającą od odpowiedzialności jest usuniecie treści… bezprawnej. Treść bezprawna, to treść niezgodna z prawem stanowionym, a nie z prawem naturalnym, czy normami społecznymi. Jeżeli więc uznaje się, że zdjęcie narusza normy społeczne, to nie odwołujmy się do powyższego przepisu. Bo znowu okaże się, że z parą trójek biliśmy się przeciwko karecie z asów.

Moim zdaniem problem sprowadza się do pytania, czy poważny portal fotograficzny, albo przynajmniej taki, który do takiego miana pretenduje, powinien wprowadzać cenzurę prewencyjną w oparciu o normy społeczne.
Nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale coś się we mnie w środku buntuje.

PS. Dziękuję Jackowi, za zgodę na publikację zdjęcia. Cała, nieocenzurowana, galeria okuka67 do zobaczenia tutaj. Autor zdjęcia nie miał i nie ma zamiaru promować przemocy, ani namawiać do przestępstwa. F-LEX również nie ma takich niecnych zamiarów.

PS2. Moja żona, która bardziej skłaniała się ku decyzji admina, uznała, że wpis bez pokazania inkryminowanego zdjęcia nie ma sensu.

 

20.10.2011 r.
PS. 3. Nie ma tego złego, coby na dobre nie wyszło.Okuka67 został blogerem i straszy na własne ryzyko. Powodzenia.

Impreza integracyjna

Szef kazał Ci wziąć z sobą aparat fotograficzny i zrobić kilka zdjęć na Wyjeździe integracyjnym. Komu będą przysługiwać prawa do zdjęć? Szefowi, firmie która Cię zatrudnia, a może Tobie (w końcu to Twój aparat fotograficzny, a nie szefa). Na wstępie ustalmy jedną podstawową zasadę. Własność sprzętu nie ma wpływu na to, kto jest autorem zdjęcia, jak również na to, komu przysługują autorskie prawa  majątkowe do zdjęcia. Wszystko zależy od tego, na jakim jesteś zatrudniony stanowisku i co należy do Twoich obowiązków pracowniczych, jak również od tego, co masz napisane w umowie o pracę. Jeżeli umowa nie reguluje tych kwestii, to zastosowanie będą miały przepisy zawarte w art. 12 Ustawy.

Art. 12. 1. Jeżeli ustawa lub umowa o pracę nie stanowią inaczej, pracodawca, którego pracownik stworzył utwór w wyniku wykonywania obowiązków ze stosunku pracy, nabywa z chwilą przyjęcia utworu autorskie prawa majątkowe w granicach wynikających z celu umowy o pracę i zgodnego zamiaru stron.”

W jakiej sytuacji zachodzą przesłanki nabycia przez pracodawcę autorskich praw majątkowych zgodnie z art. 12?

  • Musisz być pracownikiem, tzn. łączy Cię z pracodawcą stosunek pracy w rozumieniu art. 22 § 1 kodeksu pracy (żadne tam zlecenie, umowa o dzieło czy umowa firma-firma).
  • Zdjęcie musi być zrobione (powstaje utwór) w związku z wykonywaniem przez Ciebie obowiązków pracowniczych. Obowiązki takie mogą wynikać wprost z treści samej umowy, z zajmowanego stanowiska, jak również z polecenia służbowego, ale pod warunkiem, że polecenie służbowe nie wykracza poza zakres Twoich obowiązków.

Z chwilą przyjęcia pracodawca nabywa majątkowe prawa autorskie do zdjęcia. Co to jest to przyjęcie? Oświadczenie pracodawcy, że przyjmuje utwór. Nie musi to być jakaś specjalna czynność, gdyż może to wynikać ze specyfikacji i organizacji pracy. Może to odbywać się w sposób dorozumiały (przez fakty konkludentne). Poza tym w sytuacjach niejednoznacznych wyjątkowo pomaga nam ustawodawca.  „Art. 13. Jeżeli pracodawca nie zawiadomi twórcy w terminie sześciu miesięcy od dostarczenia utworu o jego nieprzyjęciu lub uzależnieniu przyjęcia od dokonania określonych zmian w wyznaczonym w tym celu odpowiednim terminie, uważa się, że utwór został przyjęty bez zastrzeżeń. Strony mogą określić inny termin.

W jakim zakresie pracodawca nabywa prawa, czyli odnośnie jakich pól eksploatacji? Odpowiedzi znowu trzeba szukać w umowie o pracę, charakterystyce zajmowanego przez Ciebie stanowiska oraz samym charakterze pracodawcy.  Jeżeli jesteś fotoreporterem w spółce, który jest wydawcą poczytnego dziennika, ale również wydawcą prasy internetowej, to z pewnością na tych polach Twój pracodawca nabędzie autorskie prawa majątkowe. Czy nabywa na podstawie art. 12 prawa do obrotu tymi zdjęciami. Rzecz dyskusyjna. Jeżeli w momencie zatrudniania Ciebie prowadził agencję foto to tak, jeżeli zrobił to już w trakcie zatrudnienia, to niekoniecznie.  Te dywagacje są trochę sztuka dla sztuki, bo żaden poważny wydawca nie pozwoli sobie na nieuregulowaniu tych kwestii w umowie o pracę. Dziesięć lat temu jeszcze się to zdarzało, ale nie dzisiaj (Przyznam się, że znam jeden kolorowy magazyn, gdzie wydawca nie zadbał o prawa autorskie do dostarczanych mu zdjęć przez… freelancerów  – obecny wydawca tytułu się tylko z tego cieszy). Jeżeli jesteś zatrudniony w charakterze analityka finansowego, a robisz na prośbę szefa zdjęcia na imprezie integracyjnej, to wszelkie prawa do zdjęć należą się Tobie. Czy postawisz się Szefowi, to już jest inna bajka i F-LEX nie bierze za to odpowiedzialności. 🙂

Jeżeli z treści umowy lub z jej charakteru wynika, że Twoje zdjęcie powinno być przez pracodawcę rozpowszechniane (zajrzyj do wczorajszego wpisu, tam jest napisane co to znaczy rozpowszechniać utwór), to możesz go do tego „przymusić”. „Art.12.2. Jeżeli pracodawca, w okresie dwóch lat od daty przyjęcia utworu, nie przystąpi do rozpowszechniania utworu przeznaczonego w umowie o pracę do rozpowszechnienia, twórca może wyznaczyć pracodawcy na piśmie odpowiedni termin na rozpowszechnienie utworu z tym skutkiem, że po jego bezskutecznym upływie prawa uzyskane przez pracodawcę wraz z własnością przedmiotu, na którym utwór utrwalono, powracają do twórcy, chyba że umowa stanowi inaczej. Strony mogą określić inny termin na przystąpienie do rozpowszechniania utworu.

Na koniec garść wyimków z orzecznictwa sądowego.

  • „O ile nic innego nie wynika z ustawy lub umowy (o pracę albo umowy cywilnoprawnej), pracodawca staje się właścicielem autorskich praw majątkowych pracownika – twórcy, w granicach wynikających z celu umowy o pracę i zgodnego zamiaru stron. Rozwiązanie umowy o pracę nie skutkuje utratą przez pracodawcę praw majątkowych do zdjęć stworzonych przez pracownika w ramach stosunku pracy” (Sąd Apelacyjny w Warszawie, sygn. akt I Aca 116/07).
  • Jako dopuszczalne w umowach o pracę uznać trzeba postanowienia przewidujące, iż w trakcie trwania stosunku pracy autorskie prawa majątkowe do wszystkich utworów pracownika lub wszystkich utworów określonego rodzaju przechodzą na rzecz pracodawcy” (Sąd Apelacyjny w Poznaniu, sygn. akt I Aca 87/08).
  • Jeżeli wykonywanie obowiązków ze stosunku pracy ma polegać na działalności twórczej pracownika, od woli stron zależy do kogo należeć będą autorskie prawa majątkowe. Nieokreślenie w umowie o pracę własności tych praw powoduje, że w granicach wynikających z umowy o pracę i zgodnego zamiaru stron, autorskie prawa majątkowe do tych utworów nabywa pracodawca z chwilą ich przyjęcia” (Wyrok Sądu Najwyższego, sygn. akt. I PKN 196/98)

PS.
Przywołany przepis dotyczy różnego rodzaju utworów, nie tylko fotografii. Jak zwykle są wyjątki od zasady. Art. 12 Ustawy nie ma wprost zastosowania do utworów naukowych i do programów komputerowych. W tym zakresie istnieje osobna regulacja w art. 14 i 74 Ustawy.

 

Reprodukcja

Wielokrotnie w dyskusjach na forach pojawia się stwierdzenie, że ochrona praw do zdjęcia, to w zasadzie „psu na buty”, gdyż nie wiemy ile osób z naszego zdjęcia zrobiło sobie tapetę na komputerze.  Poza tym jest problem, jak ścigać takie osoby i jak dochodzić swoich praw? Problem polega na tym, że nie ma problemu. Nie ma kogo i za co „ścigać”. Ustawa wprowadza bowiem regulację w zakresie użytku prywatnego. Dozwolony użytek prywatny, o którym mowa w art. 23 Ustawy, dotyczy bowiem również fotografii, skoro fotografia jest utworem.

Art. 23. 1. Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. Przepis ten nie upoważnia do budowania według cudzego utworu architektonicznego i architektoniczno-urbanistycznego oraz do korzystania z elektronicznych baz danych spełniających cechy utworu, chyba że dotyczy to własnego użytku naukowego niezwiązanego z celem zarobkowym.
2. Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.

W świetle powyższego przepisu można nie tylko sobie zrobić tapetę z cudzego zdjęcia na komputerze, ale również można je wydrukować i powiesić na ścianie w sypialni. I wszystko zupełnie legalnie. Warunek jest jeden – fotografia musi być rozpowszechniona i to rozpowszechniona legalnie (utworem rozpowszechnionym jest utwór, który za zezwoleniem twórcy został w jakikolwiek sposób udostępniony publicznie – art. 6 ust. 1 pkt 6 Ustawy). Czy zdjęcie może wisieć tylko w sypialni? Czy druga kopia może wisieć w korytarzu, a trzecia w salonie? Korzystamy  z „uprzejmości ustawodawcy” i całkiem za darmo drukujemy sobie zdjęcie – bez zgody i wiedzy autora lub właściciela praw majątkowych – dlatego też ustawodawca zawęża nam pole działania. Mamy prawo do korzystania z jednego egzemplarza, co wynika z treści art. 23 ust. 2 Ustawy. Nie ma więc przyzwolenia na reprodukcję na większą skalę. Proceder korzystania z dobrodziejstwa art. 23 Ustawy przestaje być legalny, jak ktoś zacznie reprodukować zdjęcie i je sprzedawać lub w inny sposób wprowadzać do obrotu. W takim bowiem wypadku przestajemy mieć do czynienia z użytkiem osobistym, a wprowadzający reprodukcje do obrotu narusza majątkowe prawa autorskie podmiotu, który je posiada.

Ps. Jeżeli ktoś już zaciera ręce, że na podstawie art. 23 Ustawy będzie mógł korzystać za darmo np. z CS5, to śpieszę poinformować, że dozwolony własny użytek osobisty nie znajduje zastosowania do programów komputerowych (art. 77 Ustawy). Tak więc CS5 trzeba kupić, czy się to komu podoba, czy nie.

Czary czy prawo

 Wybory coraz bliżej. Coraz więcej dziwnych informacji typu,  Premier zabija muchę lub papryka-show. Dla fotografów życie toczy się jednak tak samo, jak wcześniej. Wciąż borykamy się z tymi samymi problemami.

 Nawet jeżeli jesteś zaklasyfikowana jako świętokrzyska czarownica, to nie koniecznie uchroni Cię to od problemów z licencjobiorcami Twoich zdjęć. DFV-owa koleżanka, będąca samozwańczą czarownicą, ma ostatnio wiele przygód związanych ze swoimi zdjęciami. Ostatnio pewien zacny powiat publikując za jej zgodą zdjęcia, zapomniał o takim drobnym szczególe, jak podpisanie zdjęć imieniem i nazwiskiem autora. Bez względu na to, czy było to obwarowane w umowie, czy też nie – obowiązek taki istnieje z mocy prawa. F-LEX zajmował się już osobistymi prawami autorskimi kilkakrotnie (m.in. w Ja… autor czy w „Słowo na niedzielę”).
Co ma zrobić autorka? Licencjobiorca opublikował za zgodą, ale nie podał ich autorki. Poprzez publikację za zgodą nie naruszył on majątkowych praw autorskich, jednak brak oznaczenia twórcy powoduje, że mamy do czynienia z naruszeniem osobistych praw autorskich. Zajrzyjmy do art. 78 ust. 1 Ustawy.
Art. 78. 1. Twórca, którego autorskie prawa osobiste zostały zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania. W razie dokonanego naruszenia może także żądać, aby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności aby złożyła publiczne oświadczenie o odpowiedniej treści i formie. Jeżeli naruszenie było zawinione, sąd może przyznać twórcy odpowiednią sumę pieniężną tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę lub – na żądanie twórcy – zobowiązać sprawcę, aby uiścił odpowiednią sumę pieniężną na wskazany przez twórcę cel społeczny.

Wygląda na to, że nie trzeba będzie użyć czarów, a wystarczy wspomóc się prawem. 😉 Czy będzie to skuteczniejsze od czarów? Nie wiem i nie mogę tego zagwarantować, albowiem nie tylko niezbadane są wyroki boskie, ale również sadów powszechnych. Jakie środki ochrony prawnej daje nam ustawa? Rozróżnia ona dwie sytuacje: pierwsza gdy nie zostało jeszcze naruszone nasze dobro, ale jest ono zagrożone (w przypadku zdjęć chyba nie wystąpi taki stan) oraz gdy naruszenie miało miejsce.  Skoro już naruszono nasze osobiste prawa majątkowe, to możemy żądać:
a)      usunięcia skutków naruszenia,
b)      zadośćuczynienia za doznana krzywdę, jeżeli działanie naruszającego było zawinione.
Ustawa jako przykład usunięcia skutków wskazuje złożenie przez naruszającego oświadczenia stosownej treści. Sąd Apelacyjny w Warszawie (sygn. akt VI Aca 1012/05) zajmował się sprawą publikacji przez dziennik ogólnopolski wiersza, bez podania jego autora. Sąd zwrócił uwagę, że „zgodnie z treścią art. 78 ustawy zakres czynności potrzebnych do usunięcia skutków naruszenia praw autorskich powinien być adekwatny do rozmiarów i skutków naruszenia.” Co to oznacza w praktyce? Nie żądajcie przeprosin i oświadczeń we wszystkich ogólnopolskich i światowych mediach, bo na to nie macie szans. Jeżeli naruszenie miało miejsce w danym powiecie, zażądajcie przeprosin w gazecie powiatowej, no może w lokalnym dodatku gazety ogólnopolskiej. Żądanie publikacji na pierwszej stronie Rzepy, GW lub po Dzienniku w TVP 1, czy Faktach w TVN raczej ma małe szanse na znalezienie uznania w oczach każdego składu sędziowskiego.  W uzasadnieniu wspomnianego wyroku można znaleźć jeszcze kilka istotnych, z punktu widzenia zwykłego pstrykacza, zasad. Sąd przypomina, że „ochrona praw autorskich nie jest uzależniona od tego, jaką wartość artystyczną lub literacką przedstawia utwór, a istotne jest, aby był on przejawem działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalonym w jakiejkolwiek postaci. Ochrona autorska nie jest też uzależniona od okoliczności dotyczących osoby twórcy, w tym dorobku twórczego autora i od jego popularności. Ochronie podlega twórca nie tylko powszechnie znany, którego utwory są publikowane w dużym nakładzie, lecz każdy, którego prawa do utworu zostały w jakikolwiek sposób naruszone, prawo autorskie nie dokonuje rozróżnień w zakresie ochrony w zależności od wartości utworu i uznania, jakim cieszy się autor.
Na szczęście mamy do czynienia z równością praw wszystkich autorów i tych wielkich i tych maluczkich, także świętokrzyskich czarownic. I pozostaje nam mieć nadzieję, że żadne wybory tego nie zmienią.

Case study kontynuacja

W Case study cytowałem wyimki pewnego postanowienia prokuratury w sprawie umorzenia sprawy z art. 116 ust. 1 i 2 Ustawy. Dzisiaj przeanalizujmy sprawę. A było to tak (fachowo mówimy o stanie faktycznym sprawy): Był sobie Pan X, który zamieszczał swoje zdjęcia w internecie. Był sobie również Pan Y, który handlował na „aledrogo”, a dla zachwalania swoich produktów na stronie korzystał ze zdjęć (też Pana X), które ściągnął sobie z internetu. Pech chciał, że Pan X to przyuważył. Napisał pismo do Pana Y, ten nie zareagował i wtedy została wplątana w to machina wymiaru sprawiedliwości. Niestety pani prokurator w Gdyni umorzyła postępowanie w związku ze stwierdzeniem, iż zarzucany Panu Y czyn nie zawiera znamion przestępstwa.  Z przyczyn, o których nie będę pisał, pan X nie zaskarżył tego postanowienia.
Teraz wróćmy do samego przepisu Ustawy, który brzmi:
Art. 116. 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w ust. 1 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
3. Jeżeli sprawca uczynił sobie z popełniania przestępstwa określonego w ust. 1 stałe źródło dochodu albo działalność przestępną, określoną w ust. 1, organizuje lub nią kieruje, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.
4. Jeżeli sprawca czynu określonego w ust. 1 działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Przepis ten penalizuje bezprawne rozpowszechnianie cudzego utworu i ma chronić wyłączne prawa fotografa do rozporządzania swoimi prawami. Brzmi nieźle. Można by rzec, że ochrona praw fotografa to bajka. Nic prostszego, jak zawiadomić prokuraturę, ta oskarży, sąd wyda wyrok skazujący. A wyrok sądu karnego pozwoli nam szybko uzyskać odszkodowanie od „złodziejaszka” w procesie cywilnym. Złodziejaszek jest w cudzysłowie, bo jak wiecie, nie ma tu mowy o kradzieży w rozumieniu kodeksu karnego. Teraz rozbieramy przepisy na czynniki pierwsze.
1. Kto może popełnić to przestępstwo (fachowo mówimy o podmiocie przestępstwa)?
Jest to przestępstwo powszechne, co oznacza że może być popełnione przez każdego!
2. W czym przejawia się zachowanie przestępne (strona przedmiotowa)?
Zachowanie polegające na rozpowszechnianiu cudzej fotografii:
a)      bez zgody (umowy szeroko pojętej) wyrażonej przez fotografa lub osobę, której przysługują majątkowe prawa autorskie do zdjęcia lub
b)      niezgodnie z warunkami ustalonymi w zgodzie (umowie).
3. Czy każde naruszenie jest karane? Tu dochodzimy do ostatniego i najistotniejszego elementu, jakim jest zamiar sprawcy, czyli strona podmiotowa przestępstwa.
W przypadkach określonych w art. 116 ust. 1 i 2 mamy do czynienia z zamiarem bezpośrednim lub ewentualnym, natomiast w ust. 4 z nieumyślnością. I teraz jestem w kropce, bo jak tu w prostych żołnierskich słowach napisać, o stronie podmiotowej przestępstwa, czyli o czymś, co jest przedmiotem kilku wykładów z dziedziny prawa karnego. O czymś, o czym napisano niejedną pracę magisterską, doktorską, habilitacyjną i jeszcze wiele innych prac :-). Dodam jeszcze, że wczoraj jeden z „czytelników i recenzentów” F-LEXa (Adam, to oczywiście o Tobie!) podniósł, że ostatnio więcej jest LEX-a, niż F-LEXa :-). Postaram się więc w kilku zdaniach, resztę sobie wygooglujecie lub zapytajcie prawnika. Ustawową definicję znajdziecie w art. 9 kodeksu karnego.
art. 9 § 1. Czyn zabroniony popełniony jest umyślnie, jeżeli sprawca ma zamiar jego popełnienia, to jest chce go popełnić albo przewidując możliwość jego popełnienia, na to się godzi. § 2. Czyn zabroniony popełniony jest nieumyślnie, jeżeli sprawca nie mając zamiaru jego popełnienia, popełnia go jednak na skutek niezachowania ostrożności wymaganej w danych okolicznościach, mimo że możliwość popełnienia tego czynu przewidywał albo mógł przewidzieć.

Teraz przełóżmy to na język zrozumiały dla ludzi. W przypadku ust. 1 złodziejaszek działa umyślnie i świadomie rozpowszechnia naszą fotkę bezprawnie (tzw. zamiar bezpośredni – dolus directus), albo nie chce działać bezprawnie, jednak w swojej świadomości przewiduje, że jego działanie może mieć charakter przestępstwa i godzi się na to (w prawie karnym nazywa się to zamiarem ewentualnym – dolus eventualis).  W sytuacji określonej w ust. 2 złodziejaszek musi działać z zamiarem bezpośrednim. A co to? No przecież masz odpowiedź dwie linijki wyżej drogi czytelniku. Przypadek z ust. 4 różni się od ust. 1 penalizacją oraz właśnie zamiarem. Przestępstwo określone w ust. 4 złodziejaszek może popełnić nieumyślnie.

Wróćmy do naszej sprawy. Pan X złożył wniosek bowiem jedynie o ściganie z art. 116 ust. 1 i 2 ustawy, czyli złodziejaszkowi trzeba udowodnić umyślność działania. Pani prokurator nie dopatrzyła się winy umyślnej w działaniu Pana Y, stąd też umorzyła postępowanie. W sumie słusznie, bo zgodnie z ogólną regułą prawa karnego procesowego – In dubio pro reo – wszelkie wątpliwości, których nie da się rozstrzygnąć, nie można  rozstrzygać na niekorzyść oskarżonego (art. 5. § 2. k.p.k.  Nie dające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego.). Zapytacie, dlaczego w takim razie pani prokurator nie zbadała sprawy pod kątem przestępstwa popełnionego nieumyślnie? Ano dlatego, że każde z przestępstw określone w art. 116 ust.1, 2 i 4 jest ścigane na wniosek pokrzywdzonego, a wniosek naszego Pana X, jak wspomniałem, dotyczył jedynie prawdopodobieństwa popełnienia przestępstwa określonego w art. 116 ust. 1 i 2 Ustawy.

Jakie wnioski? Po pierwsze nie jest łatwo udowodnić winę umyślną „złodziejaszkowi” fotografii. Po drugie należy jednak rozważyć zgłoszenie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa z art. 116 ust. 4, gdzie jest mowa o nieumyślnym działaniu „złodziejaszka”. No ale co to jest, to nieumyślne działanie? No właśnie czas na finał! Sąd Najwyższy (II KKN 63/99) uznał, że „dla przypisania sprawcy odpowiedzialności za przestępstwo nieumyślne nie wystarczy jednak samo stwierdzenie, że zachował się on nieostrożnie, konieczne jest bowiem stwierdzenie, że był świadomy tego, że swoim zachowaniem może zrealizować znamiona czynu zabronionego (przewidywał taką możliwość) bądź też że możliwości takiej nie przewidywał, choć mógł ją przewidzieć (art. 9 § 2 kk). Nie każde naruszenie reguł ostrożności pozwala na przypisanie sprawcy tego naruszenia popełnienia czynu zabronionego. Możliwość przypisania sprawcy skutków czynu obejmuje jedynie normalne, a nie wykraczające poza możliwość przewidywania, następstwa jego zachowania. I co równie ważne następstwa te muszą pozostawać w związku z zawinionym naruszeniem tych reguł ostrożności, które w konkretnym układzie sytuacyjnym wywołało stan niebezpieczeństwa dla określonego dobra prawnego.

PS. Oczywiście podtrzymuję wszystko to, co napisałem wcześniej w Case study o bzdurnym uzasadnieniu dotyczącym internetu i ogólnodostępności zdjęcia.

Aniołki Prezesa

Dzisiejszy wpis, wbrew pozorom, nie jest polityczny, ma na celu pokazać konsekwencje wynikające z pewnych naszych działań.

 

 

 

 

 

 

Dziękować Bogu, że żyjemy w demokratycznym kraju (chociaż prezes od aniołków ma chyba inne zdanie w tej kwestii) i każdy sam decyduje kogo popiera i na kogo będzie głosował. Są jednak też niezdecydowani i to do nich kierowane są akcje typu Tuskobus, czy inne wyborcze gadżety. W poprzednich wyborach Joanna Kluzik-Rostkowska, a teraz nowe panie postanowiły być twarzami wyborczymi pewnej partii politycznej. Dorosłe kobiety, to wiedzą co czynią. Każdy ma prawo samemu dysponować swoim wizerunkiem (no w końcu przecież to dobro osobiste). Przy okazji Wizerunku – nie zawsze – politycznego przywołałem pewne orzeczenie sądowe dotyczące wyborów (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sygn. akt I Aca158/09). Jak ulał pasuje ono do ostatnich informacji, zamieszczonych przez środki masowego przekazu, o aniołkach. Kluzik Rostkowska była już wcześniej znana i z innych „powodów” można było publikować jej wizerunek. Nowe aniołki są… nowe. Twarze i nazwiska nieznane powszechnie. Ale do czasu. To już nie wróci. Z uzasadnienia przywołanego wyroku sądu należy wywnioskować, że nowe aniołki poprzez fakt włączenia się w rywalizację partii politycznych w kampanii wyborczej, użyczyły własnego wizerunku dla celów związanych z promocją jednej partii, co powoduje, że mogą być uznane za osoby powszechnie znane. Skoro aniołki prezesa są osobami powszechnie znanymi, to tym samym każdy fotograf będzie miał możliwość skorzystania z ustawowej zgody na publikację ich wizerunku, w ramach upoważnienia ustawowego zawartego w art. 81 ust. 2 pkt 1 Ustawy (Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych.)

Do pewnego wydawnictwa ostatnio wpłynął wniosek o usunięcie z internetu wywiadu z panią prawnik z czasów, kiedy nie była jeszcze prawnikiem. Tekst nie jest obraźliwy, a pani opowiada o swoich pasjach i zamiłowaniach. Problem polega na tym, że w wyszukiwarkach po wpisaniu nazwiska owej pani pojawia się na pierwszym miejscu link do wywiadu, zamiast do informacji o jej poczynaniach zawodowych. Piszę o tym tylko po to, aby pokazać, że konsekwencje pewnych działań i naszych decyzji, mogą ciągnąć się za nami latami.

Czas na morał ;-).
Kto chce być aniołkiem lub diabełkiem tego lub owego prezesa, powinien pamiętać, że nie da się tego tak po prostu w przyszłości wymazać, a poza tym traci się w pewnym zakresie prawo do prywatności.

Dla fotografa dobra wiadomość: uzyskałeś ustawowe przyzwolenie na publikację wizerunku aniołka.

True story, czyli rzecz o plagiacie


Jak wynika z wpisu na BAXTERIA©PhotoBlog zdjęcia są wciąż towarem, na który znajdują się „amatorzy cudzych rzeczy”. Można oczywiście założyć, że obaj panowie trafili w to samo miejsce i zrobili prawie takie samo ujęcie. Cuda się zdarzają, nawet jeżeli obu autorów dzielą setki, jak nie tysiące kilometrów. Jeżeli jednak tak by się zdarzyło (prawdopodobieństwo raczej jeden do miliona), to z pewnością niejaki Antonio przesłałby do organizatorów RAW-a i, jak mawiają, „case closed”! Musiało się stać inaczej, skoro organizatorzy konkursu dali wiarę Baxowi i zdyskwalifikowali „pracę Antonia”. Na forum DFV pojawił się „zarzut”, że organizator nie zrobił nic więcej. Ale czego można więcej wymagać od organizatora konkursu? Zachował się fair, uznał rację autora zdjęcia i zdyskwalifikował plagiatora. Kwestie sądowe słusznie pozostawiono zwaśnionym stronom.

Przyjrzyjmy się więc dzisiaj, jak chroni nas, fotografów prawo karne w Polsce. Zacznijmy od tego czym jest plagiat? Plagiatem jest przywłaszczenie sobie autorstwa cudzego utworu. Skoro fotografia jest w większości przypadków uznawana za utwór w rozumieniu Ustawy, to z całą pewnością znamiona plagiatu nosi czyn polegający na wysłaniu na konkurs zdjęcia nie swojego autorstwa. Doktryna prawa karnego uznaje, że „sposobem zachowania się sprawcy przestępstwa polegającego na przywłaszczeniu sobie autorstwa cudzego utworu jest każde działanie zmierzające do uznania sprawcy za autora utworu kogoś innego” (M. Bojarski, W. Radecki, Pozakodeksowe prawo karne Tom III, Komentarz, CH Beck Warszawa 2003). Ustawodawca dosyć poważnie podchodzi do kwestii plagiatu, gdyż za popełnienie przestępstwa określonego w art. 115 ust. 1 przewiduje karę grzywny lub karę ograniczenia wolności, a nawet karę pozbawienia wolności do lat 3. Z pewnością do więzienia nikt nie trafi, co najwyżej dostanie „zawiasy”, ale jakby co, to sąd ma szeroki wachlarz kar do zastosowania. Sąd może również odstąpić od wymierzenia kary, jeżeli rodzaj i społeczna szkodliwość czynu nie jest znaczna i orzeka równocześnie środek karny, a cele kary zostaną przez ten środek spełnione (art. 59 k.k.). Zainteresowanych środkami karnymi odsyłam do art. 39 i nast. k.k.
Plagiat jest ścigany z oskarżenia publicznego (kiedyś był konieczny wniosek pokrzywdzonego), czyli organy ścigania mogą wszcząć postępowanie z urzędu lub na skutek zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa złożonego przez kogokolwiek. Jeżeli sprawa zdjęcia Baxa miałaby miejsce w Polsce, czy organizator miałby obowiązek złożenia zawiadomienia, czy też nie? Mógłby zgłosić, ale nie musi. Jest niewielki zakres przestępstw, co do których istnieje ustawowy obowiązek zawiadomienia organów ścigania (gdzie brak zawiadomienia sam w sobie jest również przestępstwem!). Ale doprawdy są to przestępstwa „ciężkiego kalibru”, a nie plagiat. Gdzie zgłosić? Każda prokuratora lub policja, ma obowiązek przyjąć zawiadomienie. Uwaga! Nie należy dać się spławić, co czasami próbują robić policjanci.

W przywołanym na wstępie przykładzie polskie prawo nie miałoby jednak zastosowania, albowiem zgodnie z ogólną regułą z art. 5 kodeksu karnego „ustawę karną polską stosuje się do sprawcy, który popełnił czyn zabroniony na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, jak również na polskim statku wodnym lub powietrznym, chyba że umowa międzynarodowa, której Rzeczpospolita Polska jest stroną, stanowi inaczej.” Tak więc w przypadku „sprawy Antonia” należałoby sprawdzić, czy w kraju organizatora konkursu plagiat jest przestępstwem i ewentualnie tam złożyć stosowne zawiadomienie.

Dwanaście groszy, czyli…

XVII 1145-09.pdfWszystko, co chcielibyście wiedzieć o zakazie fotografowania w muzeach, a boicie się zapytać. Na ten temat napisano dużo, a nawet bardzo dużo, prawie wszystko. W zasadzie każdy portal fotograficzny, prawny, jak również społecznościowy informował o tym, że zapadł wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie – Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w sprawie zakazu fotografowania. Sprawa na tyle rozpropagowana, opisana i omówiona, że miałem wrażenie, że nie trzeba do niej wracać. Dwa fakty spowodowały, że jednak zabieram w tej sprawie głos. Po pierwsze, Wsparcie zwróciło się do sądu o przesłanie odpisu wyroku z uzasadnieniem i właśnie przyszła odpowiedź, która rzuca pewien nowy obraz na sprawę. Po drugie, wspaniały weekend z żoną w Pradze, gdzie na każdym kroku , trzeba było kupić „licencję foto”, czyli w rzeczywistości zgodę na robienie zdjęć. Dwa dni obcowania z zabytkami sztuki i architektury praskiej oraz fakt, że polski słynny już wyrok w sprawie o sygn. akt XVIII AMC 1145/09 jest… wyrokiem zaocznym stały się impulsem do wpisu. W Zamku Praskim zgoda na fotografowanie 7 z 9 zwiedzanych obiektów kosztuje 100 czeskich koron, w Loretcie też stówka, a w Bibliotece Strahowskiej 50. W sumie nie dużo, ale jednak trzeba płacić. Jest to z całą stanowczością egzekwowane przez pracowników muzeów. W  zasadzie w każdej sali muzealnej panie, jak nie widziały licencji (niektóre już mogły nie dowidzieć 😉 ), przychodziły i sprawdzały, a w razie jej braku interweniowały.  Ktoś  stwierdzi, ale co to ma do rzeczy z polskim sądem i naszym wyrokiem. Tu jest Polska i tu się fotografuje za darmo, bo wyrok sądowy, to rzecz święta. Prawda, prawda.  I tu wracamy do kwestii sposobu wydania polskiego wyroku. W odpowiedzi na zapytanie Wsparcia otrzymaliśmy odpis wyroku i pismo Prezesa Sądu Okręgowego, w którym informuje, że w sprawie nie było sporządzane uzasadnienie wyroku.  Nie było uzasadnienia, bo nikt  nie zaskarżył go, co więcej nikt nawet prawdopodobnie nie złożył odpowiedzi na pozew.  Dlatego też  z pewnością wyrok  w sprawie przeciwko Muzeum Regionalnemu im. Dzieci Wrzesińskich we Wrześni jest wyrokiem zaocznym.  Fakt niepodjęcia obrony własnego regulaminu jest również smutnym kolejnym przykładem  finansowej mizerii naszych muzeów (żadna organizacja Europejskiego Kongresu Kultury tego nie zmieni). Naszych muzealników nie stać na ochronę prawną nawet własnych regulaminów.  W sumie to może i dobrze, lepiej żeby chronili muzealia, niż regulaminy! 🙂

Wróćmy do wyroku. Sąd uznał, że niedozwolone jest stosowanie, w obrocie z konsumentami, postanowienia wzorca umowy o treści: „Zabrania się fotografowania i filmowania eksponatów oraz sal ekspozycyjnych bez uzyskania pozwolenia dyrektora Muzeum. Fotografowanie możliwe jest po uzyskaniu zgody i uiszczeniu opłaty”. Dlaczego sąd tak uznał, tego się nie dowiemy. Dlaczego muzeum nie złożyło odpowiedzi na pozew, tego się nie dowiemy. Dlaczego wyrok nie został zaskarżony, tego też się nie dowiemy. A szkoda, bo z uzasadnienia dowiedzielibyśmy się, czym naprawdę kierował się sąd wydając takie, a nie inne orzeczenie. Wiemy natomiast, że wyrok jest prawomocny. W takiej sytuacji Prezes UOKiK musiał z urzędu wpisać klauzulę do rejestru klauzul zakazanych zgodnie z treścią art. 47945 k.p.c.
Jakie skutki wywiera prawomocny wyrok uznający daną klauzulę za niedozwoloną? Najważniejsza informacja to taka, że wyrok prawomocny ma skutek wobec osób trzecich od chwili wpisania uznanego za niedozwolone postanowienia wzorca umowy do rejestru przez Prezesa UOKiK. Co do zasady, zakazanej klauzuli nie może stosować żadne z muzeów. Ale uwaga! Zwróćcie uwagę, że mowa jest o konkretnej, zakazanej klauzuli. Sąd nie stwierdził, że zakazane jest pobieranie opłaty za fotografowanie. Sąd uznał, że niedozwolone jest stosowanie klauzuli, która wymaga spełnienia dwóch warunków: uzyskania zgody dyrektora muzeum i uiszczeniu opłaty. Co wydaje się słuszne, gdyż wyobrazić można sobie sytuację, że ja turysta fotograf chcę uiścić opłatę (kupić licencję jak mawiają Prażaki na Hradzie), ale:
a)       dyrektor się nie zgadza,
b)       dyrektor nie pracuje w niedziele,
c)       dyrektor jest na urlopie itp. itd.
Widzimisię dyrektora mogłoby spowodować różne traktowanie fotografów. Jak widzicie, nie będzie łatwo z tą klauzulą. Brak uzasadnienia wyroku nie pozwala zapoznać się z tokiem rozumowania sądu. Powtórzę się. Szkoda, doprawdy szkoda. Pomogłoby w interpretacji.

biblioJeżeli chcecie walczyć, to Optyczne.pl zamieściły opinię prawną pokazującą  sposób egzekwowania zakazu stosowania klauzuli wpisanej pod numerem 1945. Poniżej podsumowanie z opinii:
„Przekładając powyższe na praktyczną sytuację osoby chcącej fotografować w muzeum, a napotykającej na zakaz można sugerować posiadanie przy sobie wyciągu z rejestru Prezesa UOKiK, w którym klauzula o zakazie fotografowania będzie wyraźnie uznana za niedozwoloną, a tym samym za praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów (taka klauzula figuruje już w rejestrze pod pozycją nr 1945). Taki środek w powiązaniu z zagrożeniem nakładania kar pieniężnych za stosowanie niedozwolonych praktyk, może okazać się dostatecznie motywujący dla danego Muzeum. Jeśli jednak ze strony pracowników Muzeum nadal brak będzie woli umożliwienia fotografowania, wówczas odwiedzającemu pozostanie jedynie zawiadomienie Prezesa UOKiK o stosowaniu przez dane Muzeum praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów.”

Mały drobny szczegół, o którym nie wspomina opinia na optycznych.pl.  Ustawę o ochronie konkurencji i konsumentów stosuje się do przedsiębiorców, a jest rzeczą dyskusyjną czy muzeum można zaliczyć do przedsiębiorców w rozumieniu ustawy, gdyż muzeum jest jednostką organizacyjną nienastawioną na osiąganie zysku, której celem jest gromadzenie i trwała ochrona dóbr naturalnego i kulturalnego dziedzictwa ludzkości o charakterze materialnym i niematerialnym, informowanie o wartościach i treściach gromadzonych zbiorów, upowszechnianie podstawowych wartości historii, nauki i kultury polskiej oraz światowej, kształtowanie wrażliwości poznawczej i estetycznej oraz umożliwianie korzystania ze zgromadzonych zbiorów. O niestosowaniu ustawy UOKiK i sankcji m.in. z art. 26 ust. 1 świadczyć może również korespondencja pomiędzy redakcją Digital Foto Video a UOKiK. W odpowiedzi na e-mail z informacją o zakazie fotografowania w konkretnych muzeach, pracownik Biura Prasowego UOKiK odpowiedział:  „Konsument, który zauważy podobną klauzulę w regulaminie muzeum powinien w pierwszej kolejności zwrócić na to uwagę samej placówce. W dalszej kolejności może pozwać muzeum do sądu.” Czytaj, UOKiK nic nie będzie z tym robił. Dla nas fotografów raczej wiadomość zła, ale potwierdza stanowisko FLEX-a, że chyba nic UOKiKowi  do muzeów. Pozostaje jedynie możliwość dochodzenia swoich praw na drodze sądowej przeciwko konkretnemu postanowieniu regulaminu konkretnego z muzeów.

PS1. Osobiście nie miałbym nic przeciwko płaceniu w Polsce za zgodę na fotografowanie, jednak koszt takiej „licencji” nie powinien być wygórowany.
PS2. Garść przepisów z k.p.c., czyli kodeksu postępowania cywilnego.

art. 47918  § 2. Kodeksu postępowania cywilnego Sąd może wydać wyrok zaoczny na posiedzeniu niejawnym, gdy pozwany nie złożył odpowiedzi na pozew.

 art. 47945. § 1. Odpis prawomocnego wyroku uwzględniającego powództwo sąd przesyła Prezesowi Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
§ 2. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzi, na podstawie wyroków, o których mowa w § 1, rejestr postanowień wzorców umowy uznanych za niedozwolone.
§ 3. Rejestr, o którym mowa w § 2, jest jawny.