Promujemy się na YouTube

Umieszczając na YouTube jakikolwiek materiał z pewnością nie  pamiętasz jaki zaakceptowałeś regulamin, zakładając sobie konto w Google. Z pewnością nie pamiętasz tej chwili, kiedy zakładałeś konto. Zakładając to tu, to tam nowe konto użytkownika trzeba było zaakceptować regulamin. Kto by spamiętał wszystkie regulaminy. O ryzykach akceptowania w ciemno regulaminów było na F-LEX w „Chwili sławy”.
Dzisiaj zajrzyjmy do regulaminu Google. Czemu do tego regulaminu? No przecież Youtube to część Google. Zresztą sama witryna w procesie rejestracji wymusza zaakceptowanie Warunków korzystania z Serwisów spółki Google. Cóż tam na nas czyha? Tak na dobry początek. Warunki oraz stosunek prawny pomiędzy Użytkownikiem a spółką Google wynikający z Warunków, podlega prawu angielskiemu. Użytkownik i spółka Google wyrażają zgodę na poddanie się wyłącznej jurysdykcji sądów angielskich w celu rozwiązania wszelkich kwestii prawnych wynikających z Warunków. Common law i jurysdykcja sądów angielskich. Super. Już na starcie jesteś „loser”. 😉 To było o sądzeniu. Co natomiast dzieje się z prawami do Twojego filmu zamieszczonego na YouTube? Ty jako użytkownik zachowujesz prawa autorskie i wszelkie inne przysługujące prawa do Treści, które dostarczałeś, publikowałeś lub wyświetlałeś w Serwisie lub za jego pośrednictwem (11.1 warunków). Uff. jest jedno ale.  Udzieliłeś spółce Google bezterminowej, nieodwołalnej, obowiązującej na całym świecie (globalnej), bezpłatnej i niewyłącznej licencji na reprodukowanie, dostosowywanie, modyfikowanie, tłumaczenie, publikowanie, publiczne wykonywanie, publiczne wyświetlanie i rozpowszechnianie Treści dostarczanych, publikowanych lub wyświetlanych przez Użytkownika w Serwisie lub za jego pośrednictwem. Google nie ma prawa do rozporządzania Twoim filmem, nie może go sprzedać, ani nie może udzielić licencji komukolwiek, co wynika z punktu 9.4 Regulaminu.

Czy wobec tego inni mogą korzystać bez jakichkolwiek ograniczeń z Twojego filmu? Czy mogą go umieszczać na swojej stronie internetowej lub w reklamie firmy? Uwaga niespodzianka! Zapomnij o wszystkim co przeczytałeś powyżej! Ciebie będą obowiązywały również, a może przede wszystkim warunki YouTube. Można się nabrać, bo zakładając konto na YouTube musisz akceptować warunki Google, nikt nic nie wspomina o Regulaminie YouTube. Wejdźcie na YouTube i kliknijcie „Załóż konto”. Sami zobaczycie. A co z Regulaminem YouTube? Zgodnie z punktem 2.1. tegoż regulaminu, rozpoczynając korzystanie z usług przyjmujesz do wiadomości i uznajesz regulamin. Czyli nieświadomie zgadzasz się miedzy innymi na warunki licencji o następującej treści:

8.1. Przesyłając do YouTube lub zamieszczając w jego witrynach Treści, użytkownik udziela:

1. YouTube nieograniczonej terytorialnie, niewyłącznej, bezpłatnej, zbywalnej licencji (z prawem sublicencji) na korzystanie z Treści, powielanie takich Treści, ich rozpowszechnianie, opracowywanie na ich podstawie utworów zależnych, ich wystawianie bądź wykonywanie w związku ze świadczeniem Usług i prowadzeniem działalności YouTube, w tym m.in. do promowania i rozpowszechniania Usług w części lub całości (wraz z utworami zależnymi) niezależnie od formatu nośnika i sposobu przekazywania materiału;
2. Każdemu użytkownikowi Usług – nieograniczonej terytorialnie, niewyłącznej, bezpłatnej licencji na dostęp do jego Treści za pośrednictwem Usług oraz na korzystanie z takich Treści, ich powielanie i rozpowszechnianie, opracowywanie na ich podstawie utworów zależnych, oraz ich wystawianie bądź wykonywanie w ramach zespołu funkcji oferowanych przez Usługi oraz w granicach dozwolonych na podstawie niniejszych Warunków.

8.2. Powyższe licencje udzielane przez użytkownika w odniesieniu do Treści wygasają z chwilą, gdy użytkownik usunie lub wykasuje je z Witryny Internetowej.

Czytasz i akceptujesz świadomie jeden regulamin, a obowiązują Cię dwa. Milczysz? Ja też pozostawię to bez komentarza. Pomilczmy razem. 🙂

U nas w B.

Prasa wrocławska  rozpisuje się na temat promocji Wrocławia w związku z mistrzostwami Euro 2012 r. w Niemczech oraz Austrii i pohukuje na Włodarzy Miasta, którzy chcą m.in. używania niemieckiej nazwy Breslau.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie, nie będzie to tekst czy używać nazwy Breslau, czy jedynie i wyłącznie Wrocław. Będzie o tytułach zdjęć. O tytułach zdjęć pisała współautorka zaprzyjaźnionego bloga – Ewa – w październikowym DFV, więc nie śmiałbym wchodzić jej w paradę. Czy w sprawie tytułu zdjęcia można „znaleźć paragraf”? Paragraf można znaleźć na wszystko i na każdego ;-). Twój tytuł zdjęcia może być obraźliwy dla osoby lub osób na nim uwiecznionych. W takiej sytuacji możesz narazić się na zarzut naruszenia dóbr osobistych. Zdjęcie Twojego jaguara z numerem rejestracyjnym podpisane „Czym jeździ lokalny handlarz narkotyków”, w sytuacji gdy jesteś kościelnym lub wuefistą, a nie handlarzem narkotyków, też może być przyczynkiem do procesu sądowego. Jednak co to ma wspólnego z Breslau? Nic, a nic. Jednak czytając dzisiaj tekst dotyczący promocji Breslau, przypomniałem sobie oburzenie niektórych, gdy umieściłem cykl zdjęć pod tytułem „U nas w Breslau”. Nie, nie było to o bojówkach, czy spotkaniach Panów z pochodniami, a jedynie cykl zdjęć architektury Wrocławia. Architektury, która nie powstała za czasów Piastów, a raczej gdy Wrocław oficjalnie nazywał się Breslau. Gdzie tu paragrafy? Oczywiście nie chcę mówić o jakichś wydumanych konstrukcjach odpowiedzialności karnej za rewizjonistyczne zachowania, ale o języku polskim. A w zasadzie o ustawie o języku polskim. Ustawa o języku polskim ustala zasady ochrony tegoż języka. Ochrona ta ma polegać w szczególności na:
a) dbaniu o poprawne używanie języka i doskonaleniu sprawności językowej jego użytkowników oraz na stwarzaniu warunków do właściwego rozwoju języka jako narzędzia międzyludzkiej komunikacji;
b) przeciwdziałaniu jego wulgaryzacji;
c) szerzeniu wiedzy o nim i jego roli w kulturze;
d) upowszechnianiu szacunku dla regionalizmów i gwar, a także przeciwdziałaniu ich zanikowi;
e) promocji języka polskiego w świecie;
f) wspieraniu nauczania języka polskiego w kraju i za granicą.

Przywołana ustawa ustala zasady „wyłączności stosowania języka polskiego” i odstępstwa od nich. Dotyczą one określonego kręgu wymienionych podmiotów. Zakładając nawet, że z jakichś powodów zrobione zdjęcie należałoby do podmiotu podlegającego regulacjom ustawy o języku polskim (np. zdjęcie zrobione przez pracownika Urzędu Marszałkowskiego), to zgodnie z art. 11 ust. 4 zasad tych nie stosuje się do twórczości naukowej i artystycznej. Jak pewnie pamiętacie do działalności twórczej odwołuje się w art. 1 ust. 1 Ustawy definiując pojęcie utworu. Jednak w Ustawie nie ma mowy o twórczości artystycznej, a generalnie o twórczości. Skoro nie każdy twórca w rozumieniu Ustawy jest artystą, tak samo jak nie każdy utwór jest dziełem sztuki, to czy w związku z tym tylko osoba uznana za artystę może używać angielskich, niemieckich, czy też japońskich nazw do swoich dzieł? Moim zdaniem nie. Kto ma bowiem monopol na ustalanie kto jest, a kto nie jest artystą (wykluczam tu oczywiście wszelkie wyższe uczelnie o charakterze artystycznym)?
Uważam, że ustawa o języku polskim nie zawiera norm zakazujących używania języka obcego w tytułach. Czy jednak angielski tytuł spowoduje, że zdjęcie będzie lepsze? Sam sobie odpowiedź czytelniku.

Graffiti

@JJ napisał „Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie temat fotografowania graffiti, ale nie jestem tak w pełni przekonany, że mogę swobodnie fotografować każde i pokazywać na zdjęciach. Czy graffiti jest jakoś chronione prawem, które zabrania jego swobodnej reprodukcji na zdjęciach? – to taki pomysł na następny wpis.”

Jest pomysł na wpis, jest i sam wpis. Zacznijmy od tego, że nie ma przeszkód, aby graffiti lub murale było uznane za utwór w rozumieniu Ustawy, jeżeli spełnia warunki definicji.
Art. 1. 1. Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór).
2. W szczególności przedmiotem prawa autorskiego są utwory:
         1)   wyrażone słowem, symbolami matematycznymi, znakami graficznymi (literackie, publicystyczne, naukowe, kartograficzne oraz programy komputerowe);
         2)   plastyczne.

Sąd Apelacyjny w Poznaniu, (sygn. akt I ACa 800/07) stwierdził, że „utworem jest niematerialne dobro prawne, które powinno być odróżniane od przedmiotu materialnego (materialnego nośnika – określanego też jako corpus mechanicum), na którym zazwyczaj jest ono utrwalone. Niekwestionowane jest, że wytwór niematerialny, aby uzyskać kwalifikację „utworu” w rozumieniu art. 1 ust. 1 komentowanej ustawy, powinien odznaczać się łącznie następującymi cechami: stanowić rezultat pracy człowieka (twórcy), stanowić przejaw działalności twórczej, mieć indywidualny charakter.

Skoro uznaliśmy, że graffiti jest utworem, to pozostaje nadal aktualne pytanie o możliwość ich fotografowania (a w zasadzie publikowania).  Kto czytał i pamięta „Zakazany owoc” pewnie zna odpowiedź. Odpowiedzi należy szukać w art. 33 ust. 1 Ustawy –  Wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku.” Przepis ten zezwala na rozpowszechnianie utworu, nie nakładając żadnych ograniczeń w zakresie sposobu rozpowszechniania. Zatem dopuszczalne jest również rozpowszechnianie takiego utworu za pomocą fotografii. Przypomnieć należy również, że ustawowa zgoda na rozpowszechnianie dotyczy wszelkich celów, czyli również celów zarobkowych. Co oznacza, że można wykorzystywać utwory określone w art. 33 ust. 1 typu pomniki, budowle, graffiti, murale np. w filmie reklamowym, nie obawiając się postawienia zarzutu naruszenia praw autorskich. Można również robić im zdjęcia i je rozpowszechniać (także odpłatnie).

A kuku

„Sprzedałeś” za bezcen swoje zdjęcia, a potem okazało się, że nabywca zbił na nich krocie? Głupia sprawa. Możesz trochę czuć się zażenowany, że dałeś się wystrychnąć na dudka. Ale czy rzeczywiście nie da się z tym nic zrobić? Zdesperowany idziesz do prawnika, pokazujesz umowę sprzedaży, czy to licencji z kwotą brutto 150,00 PLN. Przy okazji przynosisz stos kolorowych magazynów, gdzie wykorzystano Twoje zdjęcie do promocji produktu X, za grube setki tysięcy złotych. Włączacie telewizor, a tam kampania reklamowa z Twoim zdjęciem w roli głównej. Prawnik Cię „dobił”, bo poinformował, że widział dziesiątki bilbordów w podobnym stylu. Fajnie jest pomarzyć, że zrobiło się i miało takie sławne zdjęcie ;-). Wróćmy do pytania. Jest punkt zaczepienia i to bardzo istotny. Ba nawet nie punkt, a cały artykuł w znanej nam Ustawie. Chodzi bowiem o art. 44, który stanowi, że w razie rażącej dysproporcji między wynagrodzeniem twórcy a korzyściami nabywcy autorskich praw majątkowych lub licencjobiorcy, twórca może żądać stosownego podwyższenia wynagrodzenia przez sąd.
Poznański Sąd Apelacyjny (sygn. akt ACa 502/09) rozważał, czy prawo twórcy może przez strony być wyłączone na podstawie zawartej pomiędzy nimi umowy (musiał rozstrzygnąć czy jest to prawo bezwzględnie obowiązujące, czy prawo, które strony mogą dowolnie kształtować w drodze postanowień umownych). Sąd uznał, że przyjęcie względnego charakteru art. 44 Ustawy prowadziłoby do sytuacji pokrzywdzenia twórcy (twórca umownie mógłby zostać pozbawiony możliwości stosownego podwyższenia wynagrodzenia przez sąd, w sytuacji rażącej dysproporcji między tym wynagrodzeniem a korzyściami nabywcy autorskich praw majątkowych lub licencjobiorcy). Celem art. 44 jest ochrona twórcy, który z zasady jest słabszą stroną umów zawieranych z podmiotami eksploatującymi dzieła chronione prawem autorskim. Mając to na uwadze sąd doszedł do konkluzji, że „Norma zawarta w art. 44 ustawy z 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych ma charakter bezwzględnie obowiązujący.” Co to oznacza w praktyce? Oznacza, że zapis umowny ograniczający prawa fotografa do żądania podwyższenia wynagrodzenia będzie nieważny.

Dzięki świadomości istnienia art. 44 Ustawy możesz zarzucić ciągłe rozmyślania, czy aby przypadkiem nie oddałem zdjęć za darmo. Jeżeli uznasz, że zachodzą rażące dysproporcje pomiędzy otrzymanym wynagrodzeniem a korzyściami osoby, która nabyła majątkowe prawa do zdjęcia lub uzyskała licencję na korzystanie ze zdjęcia, to możesz wystąpić do sądu z roszczeniem o podwyższenie wynagrodzenia.

Art. 44 Ustawy dotyczy podwyższenia wynagrodzenia, natomiast nic nie mówi o sytuacji, w której przekazałeś prawa do zdjęcia nieodpłatnie. W doktrynie słychać głosy, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby przez analogię stosować art. 44 do takich sytuacji, przyjmując, że wynagrodzenie wynosiło 0.

PS. Nie szukajcie ustawowego pojęcia „rażąca dysproporcja”, bo go nie znajdziecie w Ustawie.

Zapis od stryja

Majątkowe prawa autorskie, jako prawa podlegające obrotowi (m.in. sprzedaży, zamianie, darowiźnie), podlegają również dziedziczeniu, zgodnie z ogólnymi przepisami prawa spadkowego (art. 922 i następne kodeksy cywilnego). Dlaczego dzisiaj o tym piszę? Właśnie dzisiaj weszła w życie zmiana do kodeksu cywilnego pozwalająca rozporządzać majątkiem w określony sposób na wypadek śmierci.  Osoba sporządzająca testament (testator) nie miała dotychczas możliwości wskazać na osobę, która nabędzie z chwilą jego śmierci konkretny wymieniony w testamencie składnik majątkowy. Od dzisiaj będzie inaczej. Możesz liczyć, że ukochany stryj lub ciotunia przekaże Ci pośmiertnie swojego Nikona D6x, lub Canona 1D Mark XXIII, a nawet autorskie prawa majątkowe do zdjęć o wartości stanowiącej równowartość 10-krotnej wartości zbiorów Annie Leiboviz.

Ustawa z dnia 18 marca 2011 r. o zmianie ustawy kodeks cywilny oraz niektórych innych ustaw wprowadza nową instytucję –  zapis windykacyjny. Będzie jak na amerykańskich filmach 🙂 . Zapis windykacyjny polega na przeznaczeniu w testamencie oznaczonej osobie przedmiotu zapisu, który zapisobierca nabywa w chwili otwarcia spadku. Przedmiotem zapisu windykacyjnego może być:

  • rzecz oznaczona co do tożsamości (Nikon D6x),
  • zbywalne prawo majątkowe (prawa majątkowe do zdjęć),
  • przedsiębiorstwo lub gospodarstwo rolne,
  • ustanowienie na rzecz zapisobiercy użytkowania lub służebności.

Jest jeden warunek formalny. Zapis windykacyjny musi być umieszczony w testamencie sporządzonym w formie aktu notarialnego.

F-LEX na swoim

Dzisiaj nie będzie ani o fotografii, ani o prawie. W końcu jest weekend i trzeba robić zdjęcia, a nie siedzieć w paragrafach. Po prostu krótka informacja dotycząca F-LEXa.
Od dzisiaj F-LEXa można znaleźć również pod adresem www.f-lex.pl.
Oczywiście poprzedni adres www.dar-wro.pl też jest aktualny.

Na weekend polecam Stary Cmentarz Żydowski. Majowe zdjęcia znajdziecie TU. Zdjęcia z dzisiaj wkrótce na Flickr. Kot na dobry początek. 🙂

 Październikowe też już są (od zdjęcia Old Jewish Cemetery XVIII – Wrocław, PL). 

Płacz i płać

Czyli jak się rozliczać z fiskusem za „sprzedane zdjęcia”.  Nie będzie dzisiaj zawiłego wykładu z prawa podatkowego. Chciałbym jedynie skupić się na kwestii, kiedy można ustalić koszty w wysokości 50% przychodów? Rzecz warta grzechu, a przynajmniej krótkiego wpisu, bo zawsze to parę złotych może zostać w kieszeni. Lepiej mieć w kieszeni 100 złotych więcej na własne uciechy, niż za pośrednictwem fiskusa finansować partię X czy Y. W czym rzecz. W obrocie autorskimi prawami majątkowymi możliwe jest uzyskanie korzystniejszego opodatkowania, poprzez fakt ustalenia kosztów na poziomie 50%. Są jednak pewne ograniczenia w tym zakresie. Przychody. jakie osiągamy ze „sprzedaży” zdjęcia, można zakwalifikować jako przychody z praw majątkowych w rozumieniu art. 18 ustawy PIT.

 Art. 18. Za przychód z praw majątkowych uważa się w szczególności przychody z praw autorskich i praw pokrewnych w rozumieniu odrębnych przepisów, praw do projektów wynalazczych, praw do topografii układów scalonych, znaków towarowych i wzorów zdobniczych, w tym również z odpłatnego zbycia tych praw.

Zwrot  „w rozumieniu odrębnych przepisów” odnosi się w tym wypadku do bardzo dobrze już nam znanej ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Skoro więc robisz zdjęcie, w wyniku czego powstaje utwór, a Ty możesz nazywać się Twórcą, to art. 18 jest jak najbardziej skierowany również do Ciebie.

O tym, czy możemy  ustalić koszty na tym poziomie 50% przychodu stanowi art. 22 ust. 9 pkt 3 ustawy PIT. 22.9.3. Koszty uzyskania niektórych przychodów określa się z tytułu korzystania przez twórców z praw autorskich i artystów wykonawców z praw pokrewnych, w rozumieniu odrębnych przepisów, lub rozporządzania przez nich tymi prawami – w wysokości 50 % uzyskanego przychodu.

Z punktu fotografa na podkreślenie zasługują następujące pojęcia z powyższego przepisu: (i) twórca, (ii) korzystanie z praw autorskich, (iii) rozporządzanie prawami autorskimi. Twórca to Ty, czyli autor zdjęcia. Z podatkowego punktu widzenia następca prawny lub osoba, która nabyła od Ciebie prawa majątkowe, nie będzie mogła odliczyć 50% kosztów, bo nie jest twórcą. Rozporządzanie autorskimi prawami (oczywiście mowa tylko o majątkowych prawach autorskich, bo osobiste, jak pamiętacie, są niezbywalne) to zbycie praw majątkowych do zdjęcia lub udzielenie licencji na określonych polach eksploatacji. Dla fotografa pod pojęciem korzystania z praw autorskich będzie kryło się uzyskanie dochodów z zezwolenia na wykonywanie praw zależnych (niedawno były dwa wpisy o prawach zależnych, tak więc jak ktoś nie pamięta, to niech szuka na F-LEX).

Jest jeden haczyk z tymi 50-cioma procentami. Jeżeli zdjęcia „sprzedajesz” w ramach prowadzonej przez siebie działalności gospodarczej „Foto-Pstryk& Synowie”, to w takim wypadku zapomnij o 50% kosztach. Art. 22 ust. 12 Ustawy PIT wyłącza bowiem stosowanie art. 22.9.3 w odniesieniu do przychodów uzyskiwanych z działalności gospodarczej.

Masz do wyboru dwie drogi:
a)  prowadzisz działalność gospodarczą i w ramach tej działalności „sprzedajesz” zdjęcia i wtedy nie masz możliwości skorzystania z  50% kosztów uzyskania przychodów (mogą być za to inne korzyści kosztowe),
b)  nie jesteś przedsiębiorcą i nie prowadzisz działalności gospodarczej, a swoją działalność twórczą prowadzisz jako działalność wykonywaną osobiście i wtedy masz możliwość skorzystania z odliczenia 50% kosztów uzyskania przychodu, czerpiąc dochody z praw majątkowych.

PS. Ustawa PIT – ustawa z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych

Blaski i cienie – kontynuacja

W „Blaskach i cieniach bloga” pozwoliłem sobie powątpiewać w słuszność tarnowskiego orzeczenia. Przypomnijmy, że jak wynika z doniesień internetowych, tarnowski sąd uznał, że wydawca odpowiada za treść wpisu, nawet jeżeli go usunął na wniosek zainteresowanego. F-LEX, nie pierwszy i nie ostatni, miał szereg wątpliwości do takiej tezy.

 

 

 

Nie ma na razie informacji o wyniku tamtej sprawy, ale mamy gorące wieści ze stolicy. O tyle smakowitszy kąsek, że ma zarówno  pierwiastek polityki, jak i prasy przez duże „P”.  Ano mecenas Giertych, na razie w pierwszej instancji, przegrał z Faktem. Prawdę mówiąc, kto i z kim przegrał jest mało ważne. Ważne natomiast jest to, że sąd uznał dzisiaj (oczywiście wyrok nie jest prawomocny), że wydawca nie odpowiada, bezwzględnie, za treść wpisów na forum. Jak wydawca nie odpowiada, to nie odpowiada również bloger. Odpowiadać można tylko wtedy, gdy zajdą przesłanki określone w art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczna.  Nie dziwi treść wyroku. Trudno, żeby sąd warszawski nie wziął pod uwagę jeszcze gorącego orzeczenia Sądu Najwyższego z 8 lipca tego roku, którego najbardziej interesujące tezy przypomnę jeszcze raz:
Usługodawca świadczący usługę polegającą na udostępnieniu możliwości bezpłatnego korzystania z Internetu oraz zamieszczania wpisów na uruchomionym przez siebie portalu dyskusyjnym, odpowiada za naruszenie tą drogą cudzych dóbr osobistych tylko wtedy, gdy wiedział, że wpis narusza takie dobro i mimo to nie uniemożliwił niezwłocznie dostępu do wpisu, a więc nie usunął go niezwłocznie.
Usługodawca świadczący drogą elektroniczną usługi polegające na umożliwieniu bezpłatnego dostępu do utworzonego przez siebie internetowego portalu dyskusyjnego nie ma obowiązku zapewnienia możliwości identyfikacji usługobiorcy dokonującego wpisu na takim portalu.

W sądzie czeka jeszcze sprawa Radka Sikorskiego przeciwko wydawcy. Pan Minister reprezentowany jest przez mecenasa G. Mając na uwadze dzisiejsze orzeczenie sądu warszawskiego oraz cytowany wyrok Sądu Najwyższego, raczej widzę marne szanse na sukces, jeżeli prawdą jest, że wydawca  usunął wpis zaraz po doniesieniu.

Pewnym „przekleństwem” dla osób, których dobra są naruszane w internecie, są Googl-e. Googl-e pamiętają wiele rzeczy i mają w pamięci zrzuty nawet usuniętych stron, czy wpisów. Ale za to już nie odpowiada ani bloger ani wydawca.

Flickr-owe zasady

Wielu z nas prezentuje swoje zdjęcie np. na www.flickr.com. Portal posiada narzędzia umożliwiające autorowi zadecydować o sposobie korzystania ze zdjęć. Nie zawiera on wszystkich opcji (brak zarządzania komercyjnego), gdyż można albo ustalić, że wszelkie prawa do zdjęcia są zastrzeżone lub udzielić jednej z bezpłatnych licencji opartej na Creativecommons.

 

 

 

 

 

Istnieją 4 podstawowe zasady:
a) uznanie autorstwa,
b) użycie niekomercyjne,
c) na tych samych warunkach,
d) bez utworów zależnych.
Na podstawie tych zasad wyodrębniono 6 następujących rodzajów licencji:

Uznanie autorstwa
Licencja Creative Commons
Ten utwór, autorstwa dar_wro jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.
Jest to najszersza licencja, pozwalająca zdjęcie publikować, wykorzystywać w sposób komercyjny, tworzyć utwory zależne (można wykorzystać zdjęcie do fotomontażu czy kolażu). Licencjobiorca jest zobowiązany zachować w stanie nienaruszonym wszelkie oznaczenia związane z prawno-autorską ochroną zdjęcia oraz zapewnić, stosownie do możliwości używanego nośnika lub środka przekazu oznaczenie:
a ) imienia i nazwiska (lub pseudonimu, odpowiednio) Twórcy, jeżeli zostały one dołączone do Utworu, oraz (lub) nazwę innych podmiotów jeżeli Twórca oraz (lub) Licencjodawca wskażą w oznaczeniach związanych z prawno-autorską ochroną Utworu, regulaminach lub w inny rozsądny sposób takie inne podmioty celem ich wymienienia;
b ) tytułu Utworu, jeżeli został dołączony do Utworu.

Uznanie autorstwa – na tych samych warunkach
Licencja Creative Commons
Ten utwór, autorstwa dar_wro jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
W ramach niniejszej licencji zdjęcie może być wykorzystane do celów komercyjnych licencjobiorcy. Od licencji „Uznanie autorstwa” różni się tym, że utwór zależny (było ostatnio o tym na F-LEX) powstały w oparciu o licencjonowane zdjęcie, nie może być rozpowszechniany na bardziej restrykcyjnych warunkach, niż zdjęcie pierwotne.

Uznanie autorstwa – użycie niekomercyjne
Licencja Creative Commons
Ten utwór, autorstwa dar_wro jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 3.0 Polska.
Nie można używać licencjonowanego zdjęcia do celów komercyjnych, mogą jednak na jego podstawie powstawać utwory zależne. Jeżeli chcesz ograniczyć prawo do komercyjnego wykorzystania utworu zależnego, to skorzystaj z licencji wskazanej poniżej.

Uznanie autorstwa – użycie niekomercyjne – na tych samych warunkach
Licencja Creative Commons
Ten utwór, autorstwa dar_wro jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Uznanie autorstwa bez utworów zależnych
Licencja Creative Commons
Ten utwór, autorstwa dar_wro jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Bez utworów zależnych 3.0 Polska.
Zdjęcie możesz kopiować, publikować, wykorzystywać dla celów komercyjnych (np. reklama Twojej firmy lub produktów, zdjęcie do katalogu), nie możesz jednak tworzyć na jego podstawie np. fotomontaży lub stworzyć inny utwór w procesie obróbki graficznej.

Uznanie autorstwa – użycie niekomercyjne – bez utworów zależnych
Licencja Creative Commons
Ten utwór, autorstwa dar_wro jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 3.0 Polska.
Najbardziej rygorystyczna ze wszystkich licencji. Nie możesz używać zdjęć do celów komercyjnych, jak również tworzyć utworów zależnych.

Należy pamiętać, że udzielane na podstawie CC licencje są licencjami bezpłatnymi i licencjami niewyłącznymi. Ty udzielasz licencji za free, a korzystający z licencji musi się liczyć, że nie tylko on może korzystać ze zdjęcia. Osoba, która nabyła prawa do zdjęcia na zasadach CC nie może ich sublicencjować dalej. Jeżeli nie jesteś zainteresowany w określaniu licencji i  wczytywaniu się w zawiłości prawne, CC posiada prosty mechanizm, który wygeneruje dla Ciebie stosowną licencję po udzieleniu odpowiedzi na kilka prostych pytań. „Generator licencji” pozwoli Ci korzystać z zasad CC również na Twojej stronie internetowej, czy też blogu (wszystkie powyższe przykłady zostały wygenerowane właśnie na Creativecommons). Tak więc okazuje się, że tytułu dzisiejszego wpisu jest mylny, albowiem to nie są zasady Flickr-owe, a wspólne :-).

Pełne teksty licencji
Uznanie autorstwa 3.0 Polska
Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 3.0 Polska
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0 Polska
Uznanie autorstwa-Bez utworów zależnych 3.0 Polska
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 3.0 Polska

Ludzie listy piszą

Suplement do „Inspiracja czy utwór zależny”. Tekst jest dedykowany Ewie, skoro ona (w zasadzie w jej imieniu Piotr) wrzuciła temat.

Hej, mam dla Ciebie temat od Ewy. Historia autentyczna, ale to też szerszy i dość realny problem. Kiedyś na targach grafik w ramach walki z nudą wziął jakieś nasze zdjęcie, przerobił je na czarno-białe, coś pokombinował, podpisał „processed by….” i zapisał jako kopię. No i…? Skoro obróbka jest częścią procesu twórczego, czy można wziąć i przerobić cudze zdjęcie tworząc nowy utwór? I czy można tak postąpić bez względu na opinię autora zdjęcia? Odpowiedzi wypatruję na Flexie :-)”.

Z punktu widzenia prawa sprawa wydaje się być prosta, albowiem chodzi o wykonywanie praw zależnych. Kwestia wykonywania praw zależnych poruszana były wczoraj w „Inspiracja, czy utwór zależny”. Prawa zależne regulowane są w art. 2 Ustawy. Był wczoraj podany, ale komu by się chciało do niego wracać, powtórzmy więc treść.

 Art. 2. 1. Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.
2. Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. W przypadku baz danych spełniających cechy utworu zezwolenie twórcy jest konieczne także na sporządzenie opracowania.
3. Twórca utworu pierwotnego może cofnąć zezwolenie, jeżeli w ciągu pięciu lat od jego udzielenia opracowanie nie zostało rozpowszechnione. Wypłacone twórcy wynagrodzenie nie podlega zwrotowi.
4. Za opracowanie nie uważa się utworu, który powstał w wyniku inspiracji cudzym utworem.
5. Na egzemplarzach opracowania należy wymienić twórcę i tytuł utworu pierwotnego.

Utwór zależny może powstać zarówno za zgodą autora, jak i bez jego zgody. W każdym przypadku, o tym, czy mamy do czynienia z utworem, będzie decydował „przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze” (art. 1.1 Ustawy). Z dziełem zależnym jest podobnie, jak z robieniem zdjęć ludziom bez zgody na publikację. Tak jak można zrobić zdjęcie bez zgody portretowanego, tak również może powstać dzieło zależne bez zgody autora dzieła pierwotnego. Jednak bez zgody autora dzieła pierwotnego nie będzie można korzystać i rozporządzać dziełem zależnym (art. 2.2). W oparciu o przepisy Ustawy Sąd Najwyższy (sygn. akt IV CSK 203/06) rozstrzygał kwestie związane z…maszynami do zgniatania i utylizacji śmieci (!). Nieważne, co było przedmiotem sporu, istotne są tezy dotyczące dzieła zależnego.

  1.  Wymaganie „twórczego” charakteru, w rozumieniu prawa autorskiego, dotyczy również opracowania, co oznacza, że także dzieło zależne musi spełniać zasadniczy warunek przyznania mu ochrony autorskiej, czyli być rezultatem twórczości.
  2. Twórcze opracowania cudzego (macierzystego) utworu podlegają pełnej ochronie.
  3. Przedmiotem autorskich praw zależnych jest całe dzieło, wchodzące w obrót w stosunkach zewnętrznych. „Zależność” dzieła ujawnia się w stosunkach wewnętrznych pomiędzy autorami dzieła macierzystego i opracowania (art. 2 ust. 2, 3 i 5 pr.aut.). Nie powoduje ona natomiast ograniczeń w stosunkach zewnętrznych i nie rozciąga się na tzw. uprawnienia zakazowe. Dzieło zależne jest, jako całość, odrębnym utworem, a twórcy opracowania przysługują wszystkie roszczenia o ochronę praw autorskich do dzieła zależnego. Tak zwane uprawnienia zakazowe wiążą się z obowiązkiem zaniechania określonych czynności przez osoby trzecie, co między innymi obejmuje możliwość zakazywania wykonywania i rozpowszechniania dzieła zależnego.
  4. Ochrona przysługuje autorowi utworu zależnego tylko do danego opracowania.

Odpowiadając na pytanie Ewy postawione na wstępie. Możesz sobie obrabiać cudze zdjęcia do woli bez zgody autora (a dokładniej bez zgody podmiotu, któremu przysługuje prawo do rozporządzania prawem zależnym do utworu), ale raczej do… szuflady lub na ścianę w sypialni. W innym wypadku narażasz się na zarzut naruszenia autorskich praw majątkowych autora dzieła pierwotnego. Jeżeli jednak utwór pierwotny jest utworem, co do którego autorskie prawa majątkowe wygasły, to hulaj dusza, piekła nie ma.