Zakupy na odległość

Czytelnik Michał poprosił o wyjaśnienie sprawy dotyczącej odstąpienia od umowy, zawartej na odległość.  Sprawa ma się tak. Czytelnik sprzedał za pośrednictwem portalu telekonwerter. Szczęśliwy nabywca zapłacił za towar i go otrzymał. Po czym po kilku dniach Michał dostał przesyłkę zwrotną, gdzie nabywca odsyła telekonwerter wraz z pismem, w którym odstępuje od umowy. Treść pisma znajdziesz tutaj. Nabywca powołuje się na przepisy ustawy z dnia 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny (Dz.U. nr 22, poz. 271 z późn. zm), a dokładniej na przepis art. 7 ust. 1 dotyczący prawa do odstąpienia od umowy zawartej na odległość.  W treści pisma jest kilka błędnych tez. Wszystkie mają jednak swój prapoczątek w niezrozumieniu, kogo obowiązuje przywołana wyżej ustawa. Dotyczy ona relacji pomiędzy konsumentem (osobą fizyczną nieprowadzącą działalności gospodarczej) a przedsiębiorcą. Jeżeli więc sprzedawcą jest osoba fizyczna nieprowadząca działalności gospodarczej, to nie jest ona przedsiębiorca w rozumieniu ustawy. A skoro nie jest przedsiębiorca, to nie dotyczą jej przepisy cytowanej ustawy. Kupując cokolwiek na allegro warto więc zwrócić uwagę na to, kto jest sprzedawcą. Jeżeli nie będzie to przedsiębiorca, to nie ma podstaw do złożenia oświadczenia o odstąpieniu od umowy bez podania przyczyny w terminie 10 dni od jej zawarcia.

Wszystko, co napisał w piśmie kupujący do czytelnika, byłoby prawdą pod jednym zasadniczym warunkiem. Rzeczony telekonwerter musiałby być kupiony od przedsiębiorcy. Zgodnie z ustawą z dnia 2 lipca 2004 r. o swobodzie gospodarczej (tekst jednolity z 2010 r. Dz.U. nr 220,  poz. 1447 z późn. zm.) przedsiębiorcą jest osoba fizyczna, osoba prawna i jednostka organizacyjna niebędąca osobą prawną, której odrębna ustawa przyznaje zdolność prawną – wykonująca we własnym imieniu działalność gospodarczą.

 Co zrobić powinien czytelnik w świetle prawa? Może najzwyczajniej w świecie odpisać, że brak jest podstaw do odstąpienia od umowy i nabywca może odebrać od kupującego towar będący jego własnością. Nie ma co obawiać się, że w sądzie przegra sprawę, gdyż prawo w 100% jest po jego stronie. Brak bowiem było podstaw prawnych do odstąpienia od umowy, tym samym nie ma zastosowania art. 7 ust. 3

 Art. 7. 1.Konsument, który zawarł umowę na odległość, może od niej odstąpić bez podania przyczyn, składając stosowne oświadczenie na piśmie w terminie dziesięciu dni, ustalonym w sposób określony w art. 10 ust. 1. Do zachowania tego terminu wystarczy wysłanie oświadczenia przed jego upływem.
2. Nie jest dopuszczalne zastrzeżenie, że konsumentowi wolno odstąpić od umowy za zapłatą oznaczonej sumy (odstępne).
3. W razie odstąpienia od umowy umowa jest uważana za niezawartą, a konsument jest zwolniony z wszelkich zobowiązań. To, co strony świadczyły, ulega zwrotowi w stanie niezmienionym, chyba że zmiana była konieczna w granicach zwykłego zarządu. Zwrot powinien nastąpić niezwłocznie, nie później niż w terminie czternastu dni. Jeżeli konsument dokonał jakichkolwiek przedpłat, należą się od nich odsetki ustawowe od daty dokonania przedpłaty.

Konsumentem jest osoba fizyczna dokonująca czynności prawnej niezwiązanej bezpośrednio z jej działalnością gospodarczą lub zawodową (art. 221  Kodeksu cywilnego).

Wolność wypowiedzi dziennikarskiej

Dzisiejsza informacja o początku procesu karnego krewkiego emeryta bijącego dziennikarzy Polsatu stanowi dobry przyczynek do wpisu. Nie będzie nic o samym procesie, bo nie znam ani akt sprawy, ani dokładnego przebiegu zdarzenia. Oczywiście jak zawsze temat będzie związany z wizerunkiem i przestrzenią publiczną. Wielokrotnie na blogu podkreślałem, że nie istnieje w Polsce coś takiego, jak zakaz fotografowania ludzi. Jedyny wyjątek dotyczący golizny i takich tam sekscesów, co zostało dokładnie omówione w „Paparazzo”. Z tak zwanej „ostrożności procesowej” ;-), przypomnę, że w większości przypadków zgody wymaga zazwyczaj publikacja. O publikacji wizerunku było już na blogu tyle razy, że z pewnością nawet nowy czytelnik z łatwością znajdzie odpowiednie informacje.

Zakładając czysto hipotetycznie, że fotografowanie lub filmowanie byłoby zabronione, to w żadnym wypadku nie ma usprawiedliwienia dla stosowania przemocy wobec kamerzysty czy fotografa. Zapewne nie można mówić o obronie koniecznej, z którą mamy do czynienia tylko w przypadku odpierania bezpośredniego, bezprawnego zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem (art. 25 § 1 kodeksu karnego).

Podobne przykre sytuacje zdarzają się dziennikarzom nie tylko u nas. Jak podaje Photo District News w Chicago policjant „próbował” aresztować dziennikarzy znajdujących się w publicznej przestrzeni, czekających na rodzinę ofiary przestępstwa. Zarzucił on dziennikarzom, że poprzez fakt bycia na chodniku przed szpitalem zakłócają porządek publiczny, co skutkuje tym, że nie mogą korzystać ze swoich praw wynikających z Pierwszej Poprawki (dotyczy m.in. wolności prasy). Szybki zwrot akcji 😉 i wracamy do naszego krewkiego emeryta. Co ma wspólnego emeryt wiedziony głosem „Radia Maryja” i chicagowski policjant? Obaj zakłócają pracę dziennikarzy. W przypadku policjanta zwrócił na to uwagę prawnik National Press Photographers Association, w przypadku naszego emeryta prokurator, zarzucając mu m.in. czyn określony w art. 43 prawa prasowego.

Art. 43. Kto używa przemocy lub groźby bezprawnej w celu zmuszenia dziennikarza do opublikowania lub zaniechania opublikowania materiału prasowego albo do podjęcia lub zaniechania interwencji prasowej podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Migawka

(c) Piotr@ewaipiotr.pl

Ostatnio „pojawiło się” kilka nowych modeli lustrzanek z tzw. wysokiej półki (prawie 3 Nikony i 2 Canony).  Zarówno znajomi, jak i nieznajomi rozpisują się o tym, jaki to fantastyczny model wyprodukowała firma C lub firma N. Wszelkie te prawdy objawione podawane są albo na podstawie niusów zamieszczonych na rumorsach, albo na podstawie kampanii PR producentów. Rzeczywistość czasami okazuje się inna, a nawet skrzeczy.  Sam się o tym miałem okazję przekonać tydzień temu, kiedy byłem „szczęśliwym” posiadaczem aparatu (przeze mnie zwanym  Nikonexem), który to aparat reklamowany jest hasłem odwołującym się do ekspresu do kawy. Problem z tym porównaniem jest taki, że w przypadku ekspresu po naciśnięciu guzika zrobisz zawsze dobry napar (smak możesz w zasadzie zepsuć tylko niesmaczna kawą lub kiepska woda), a w przypadku Nikona 1 już niekoniecznie dobre technicznie zdjęcie. Najlepsze zdjęcia Nikonem 1 zrobiłem… z podpiętym Nikorem 70-200mm VRII. Dedykowane do Nikona 1 teleobiektyw w moim przypadku okazało się porażką. Inni użytkownicy testujący to bezlusterkowe „cudo” też mają wiele zastrzeżeń do tego aparatu (Piotr zapewne coś wysmaży w jednym z najnowszych numerów DFV). Trochę się rozpędziłem, bo nie miało być o bezlusterkowcach, a o… gwarancji. Chodzi mianowicie o kwestie związane z wytrzymałością migawki.

Ranking najnowszych aparatów wygląda następująco:
Canon EOS 1Dx – standardowa wytrzymałość 400.000 cykli,
Nikon D4 – standardowa wytrzymałość wynosi 400.000 cykli,
Nikon D800 – standardowa wytrzymałość 200.000 cykli,
Nikon D800E – standardowa wytrzymałość 200.000 cykli,
Canon EOS 5D Mark III – standardowa wytrzymałość 150.000 cykli.

Teraz podstawowe pytanie. Ilu posiadaczy wyżej wymienionych aparatów wypstryka to przed upływem okresu gwarancji? W przypadku topowych lustrzanek trzeba byłoby codziennie robić po 1100 zdjęć. Zakładając, że nic innego się nie robi tylko fotografuje, to wychodzi 45 zdjęć na godzinę i tak 24 godziny na dobę i 365 dni w roku.

Z prawnego punktu widzenia gwarancja jakości jest to dodatkowe zastrzeżenie umowne w rozumieniu przepisów kodeksu cywilnego, zawarte w umowie sprzedaży. Wyróżniamy gwarancję producenta i gwarancję sprzedawcy (gwarantem jest producent lub sprzedawca). Wszelkie roszczenia z tytułu gwarancji będziemy mieli do gwaranta, bo to on zaciągnął swoiste zobowiązanie wobec kupującego, czyli nas. W większości wypadków mamy do czynienia z gwarancją producenta, chociaż zdarza się czasem kupić sprzęt, który nie pochodzi od oficjalnego dystrybutora i wtedy zazwyczaj gwarancji udziela sklep. Warto wiec za każdym razem kupując coś droższego zwrócić uwagę, kto jest gwarantem, żeby później nie być niemile zaskoczonym.

Wracamy do gwarancji. Okres na jaki jest udzielana gwarancja, jak również obowiązki gwaranta za każdym razem wynikają z dokumentu gwarancji. Przepisy kodeksu cywilnego mówią tylko o dwóch obowiązkach.

Art. 577. § 1. W wypadku gdy kupujący otrzymał od sprzedawcy dokument gwarancyjny co do jakości rzeczy sprzedanej, poczytuje się w razie wątpliwości, że wystawca dokumentu (gwarant) jest obowiązany do usunięcia wady fizycznej rzeczy lub do dostarczenia rzeczy wolnej od wad, jeżeli wady te ujawnią się w ciągu terminu określonego w gwarancji.
§ 2. Jeżeli w gwarancji nie zastrzeżono innego terminu, termin wynosi jeden rok licząc od dnia, kiedy rzecz została kupującemu wydana.

Sąd Apelacyjny w Gdańsku uznał, że stosunek gwarancji ma charakter umowny i podlega zasadzie swobody umów, co oznacza, że treść zobowiązania gwaranta może być co do zasady określona swobodnie, co umożliwia również ograniczenia obowiązków z gwarancji (sygn.akt I Aca 712/09). Wynika z tego, że możemy żądać od N czy C tylko tyle, ile nam „dano” w dokumencie gwarancji, ani ciut więcej.

Art. 578. Jeżeli w gwarancji inaczej nie zastrzeżono, odpowiedzialność z tytułu gwarancji obejmuje tylko wady powstałe z przyczyn tkwiących w sprzedanej rzeczy.

(c) Adam Wronecki http://www.flickr.com/photos/ajwro/

Wracajmy jednak do żywotności migawek. Większość gwarancji producenckich jest na jeden rok, więc zapewne rzadko która migawka padnie w okresie gwarancji. Po gwarancji marne szanse na odwoływanie się do zapewnień o jej żywotności. Pisząc ten tekst zajrzałem do pudełka po D3S, a tam taki sam żółty papier, jaki wrzuca do każdego innego swojego produktu NIKON. A tam czarno na żółtym – udziela gwarancji na jeden rok.

Przypominam, że dzisiaj mowa jest tylko o gwarancji. Rękojmia czy też niezgodność towaru z umową sprzedaży konsumenckiej, to jest inna bajka,  zresztą odnosząca się do sprzedawcy, a nie producenta. O niezgodności towaru było już na F-LEX w „Pobożne życzenie, czy też prawo konsumenta”  i „Happy end”.

PS. Przywołane dzisiaj przepisy są to artykuły kodeksu cywilnego.

Powtórka 2

Dzisiaj znowu będzie o wizerunku. No cóż, jest to chyba jedna z najważniejszych kwestii, jaka się przewija cały czas w trakcie fotografowania. Najwięcej kłopotu sprawia fotografia uliczna, bo za każdym razem przed publikacją trzeba umieć sobie odpowiedzieć na pytanie, czy zachodzi ustawowa przesłanka do publikacji wizerunku. Pisząc o wizerunku z premedytacją przywołuję przepis Ustawy, a to po to, żeby każdemu głęboko wrył się w pamięć. Art. 81 ust. 2. Ustawy stanowi, że zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku: 1) osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych; 2) osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza. Publikując zdjęcia z ulicy warto, ba nawet trzeba o tym pamiętać. Zapewne większość z Was wie, że ostatnio były Warsztaty fotograficzne w Pradze organizowane przez DFV, o czym wspominałem na blogu. Obecnie uczestnicy warsztatów publikują swoje prace na stronie internetowej w katalogu „Praga 2 – marzec 2012”. Można znaleźć tam wiele zdjęć publikujących wizerunek ludzi, w tym wiele portretów ulicznych.

Uwaga mały konkurs (bez nagród!!!) ;-). Wskaż 2-3 zdjęcia, które są niezgodne z polską Ustawą w zakresie ochrony wizerunku oraz 2-3 zdjęcia, których publikacja jest dozwolona na podstawie art. 81 ust. 2 pkt 2 Ustawy. To będzie taka mała powtórka z F-LEXa. W końcu matura lub sesja za pasem. 😉

Dla ułatwienia podam jeden przykład. Jako, że autor wpisu nie jest ani celebrytą, ani politykiem, to publikacja takiego zdjęcia bez zgody jest najzwyklejszym nadużyciem. Po prawdzie jest to naruszenie prawa do wizerunku autora F-LEXa, albowiem art. 81 ust. 1 Ustawy stanowi, że rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej.

Przy ochronie prawa do wizerunku zasadnicze znaczenie ma pojęcie rozpoznawalności (możliwość identyfikacji osoby fizycznej). Sąd Najwyższy rozpatrywał kwestię rozpoznawalności w sytuacji, gdzie osobę sfotografowaną na zdjęciu można było zidentyfikować po charakterystycznej kurtce, torbie i sylwetce. Osoba ta została rozpoznana przez sąsiadów, współpracowników i członków rodziny. Osoba została sfotografowana od tyłu, lecz jej strój w zestawieniu z sylwetką pozwalał znajomym na identyfikację powoda. Sąd Najwyższy uznał, że aby można było mówić o rozpoznawalności na opublikowanej fotografii muszą być spełnione dwie przesłanki. Po pierwsze, nie może się ona ograniczać tylko do wąskiego kręgu osób najbliższych i znajomych rozpoznanej osoby. Po wtóre, źródłem takiego rozpoznania powinien być już sam sposób fotograficznego ujęcia, pozwalający na identyfikację (ustalenie tożsamości) osoby sfotografowanej (wyrok Sądu Najwyższego z 27.02.2003 r., sygn. akt IV CKN 1819/00). Tenże sąd uznał, że w pozostałych wypadkach należałoby przyjmować brak możliwości rozpoznania (identyfikacji) osoby sfotografowanej. Personalna anonimowość opublikowanej w prasie fotografii osoby fizycznej, wyrażająca się w niemożności jej identyfikacji, oznaczałaby zatem brak naruszenia dobra osobistego tejże osoby fizycznej w postaci jej wizerunku w rozumieniu przepisu art. 23 k.c.

Walory

Nie tak dawno było głośno dzięki Katarzynie Piekarskiej na temat retuszu zdjęć modelek. Dzisiejsze wieści z internetu pokazują, że nie tylko u nas są takie pomysły.  Wystarczy zajrzeć do tekstu „Izrael ma ustawę photoshopową”.  U nas trzeba na pudełkach od papierosów pisać o zgubnym wpływie nałogu, a w Izraelu informować, że modelka na zdjęciu była „odchudzona cyfrowo”. Teraz fotograf nie będzie się przejmował tylko wizażem, dobraniem odpowiedniego miejsca na sesję, oświetleniem, czy konkretnymi parametrami ekspozycji. Planując sesję będzie musiał zainteresować się przede wszystkim BMI swojej modelki. Nowe czasy, nowe zasady. Czy słuszne? Któż to wie. Czas pokaże. Uważam jednak, że świat zmierzający w kierunku informowania o tym, że kawa jest gorąca, lód śliski, a zdjęcie wywołane w trakcie obróbki cyfrowej kroczy w niedobrym kierunku. Bo jeżeli zdjęcie bardzo szczupłej modelki może zaszkodzić czyjemuś zdrowiu, a nawet życiu, to czymże jest w Polsce reklamowanie szybkich samochodów? W naszych polskich realiach to prawie, jak handel bronią. 😉 Lekko przerysowuję sprawę, ale ochrona na każdym kroku „niedołężnego umysłowo klienta” zaczyna przekraczać wszystkie możliwe granice. Na szczęście Piekarska na razie tylko poszumiała, ale teraz ma z czego czerpać „dobre wzorce”.

Skoro już mowa o odchudzaniu modelki lub modela, to warto w tym miejscu przypomnieć, że w tym zakresie nie wystarczy sama zgoda na publikację wizerunku. Obróbka czy fotomontaż może nieść za sobą ryzyko naruszenia dóbr modelki. Coś na ten temat znajdziecie w „Mrocznym przedmiocie pożądania”. Warto więc w zgodzie (model release) dorzucić jedno zdanie dotyczące prawa do „poprawy tego czy owego”.

 Sąd Najwyższy w jednym ze swoich orzeczeń (sygn. akt III CSK  39/09) stwierdził, że „jest oczywiste, że wizerunek, który został wymieniony w art. 23 k.c. jako jedno z dóbr osobistych człowieka, oznacza podobiznę człowieka utrwaloną jako portret, fotografia lub w innej postaci.” Skoro tak, to zmiana tego wizerunku (odchudzenie, pogrubienie, zmiana koloru oczu czy włosów), powoduje zmianę wizerunku i dokonanie tych czynności bez zgody modela może być uznane za naruszenie jego dobra osobistego, co może mieć swoje przykre reperkusje.

Wracamy do Photoshopa. Kiedy mogę narazić się modelce? Photoshopowe szaleństwo to zarówno poprawa urody modelki, jak i szczególne eksponowanie pewnych walorów czy jej ułomności
a)  Mam zgodę na publikację, ale niestety zapomniałem o zgodzie na poprawę „walorów” – może dojść do naruszenia dóbr osobistych modelki, o których mowa z art. 23 kodeksu cywilnego.
b)   Nie mam zgody na publikację, poprawiam walory i publikuję – narażam się na zarzut złamania  zarówno art. 81 Ustawy, jak i art. 23 k.c.

Paparazzo

Czy paparazzo ma słodkie życie? Czego musi unikać w Polsce, aby nie narazić się na bliższy kontakt z prokuratorem i sądami?

Oczywiście trzeba pamiętać o kwestiach związanych z ochroną wizerunku. W tym zakresie to jednak większe zmartwienie wydawcy, niż fotografa. No chyba, że fotograf musiał wcześniej podpisać glejt, że posiada zgodę na publikację wizerunku. Taki glejt nie zwalnia oczywiście wydawcy z odpowiedzialności za publikację wizerunku bez zgody (ustawowej lub osoby sfotografowanej), ale  daje mu oręż w ewentualnej walce z fotografem o zwrot zapłaconego odszkodowania i poniesionych kosztów sądowych. Bawiąc się w paparazzo należy uważać na to, gdzie się wchodzi, aby przez przypadek nie naruszyć miru domowego. Na temat miru domowego i odpowiedzialności za jego naruszenie było sporo we wpisie, o jakże znamienitym tytule, „Mir domowy” 🙂 .

Można również zastanowić się, czy niektóre działania paparazzo nie będą podpadały pod przepisy dotyczące „stalkingu”. Zjawisko dość znane, jednak dopiero od niedawna również u nas jest kwalifikowane jako przestępstwo.

Art. 190a § 1. Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Wprawdzie autorzy komentarzy do tego przepisu nie wymieniają fotografowania (podają przykłady SMS-ów, uporczywego nachodzenia, wysyłania listów czy e-maili, dzwonienie), jednak mogę sobie wyobrazić sytuację, gdy nachalny fotograf w istotny sposób będzie naruszał moją prywatność.

 I jeszcze jeden ważny przepis z kodeksu karnego, który może mieć związek z paparazzo. Artykuł 191a! W zasadzie jedyny przepis wprowadzający wyjątek od powszechnego prawa fotografowania ludzi.

Art. 191a. § 1. Kto utrwala wizerunek nagiej osoby lub osoby w trakcie czynności seksualnej, używając w tym celu wobec niej przemocy, groźby bezprawnej lub podstępu, albo wizerunek nagiej osoby lub osoby w trakcie czynności seksualnej bez jej zgody rozpowszechnia, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Zwróćcie uwagę, że nie każde fotografowanie osób nagich lub w trakcie czynności seksulanych jest karane. Karane jest fotografowanie, gdy używasz przemocy, groźby bezprawnej lub podstępu. Raczej żadna z tych sytuacji nie będzie miała miejsca w przypadku paparazzo. Facet robiący zdjęcia z wysokiej topoli raczej nie może używać groźby bezprawnej lub podstępu.  Z tejże topoli możesz zrobić zdjęcie burmistrzowi obściskającemu swoją asystentkę, nie narażając się na odpowiedzialność karną z tytułu utrwalania wizerunku. Jeżeli jednak takie zdjęcie powiesisz na swoim blogu czy na stronie urzędu miasta, to możesz narazić się na odpowiedzialność karną za rozpowszechnianie. Albowiem rozpowszechnianie zdjęć nagich osób lub zdjęć osób podczas wykonywania czynności seksualnych  wymaga ich zgody. Jak pamiętacie rozpowszechnianie wizerunku zazwyczaj wymaga zgody (zainteresowanego lub ustawodawcy), jednakże brak takowego naraża nas jedynie na odpowiedzialność cywilną (przeprosiny, odszkodowanie, oświadczenie itp.). W przypadku golizny możemy jednak jeszcze trafić przed oblicze sądu karnego.  Prof. Andrzej Marek w Komentarzu do Kodeksu karnego pisze: „Art. 191 a k.k. penalizuje dwa typy przestępstwa: 1) szczególną odmianę przestępstwa zmuszania (art. 191), polegającą na użyciu przemocy, groźby bezprawnej lub podstępu, aby doprowadzić pokrzywdzonego do poddania się, czyli biernej zgody na utrwalenie jego nagiego wizerunku albo na utrwalenie wykonywanej przez niego czynności seksualnej; 2) rozpowszechnianie wizerunku nagiej osoby lub osoby w trakcie czynności seksualnej bez jej zgody, choćby jego utrwalenie nastąpiło bez użycia przemocy, groźby bezprawnej lub podstępu.

Oczywiście nawet mając zgodę na publikacje samych zainteresowanych warto jeszcze mieć na uwadze treść art. 202 § 1 k.k. i odpowiedzieć na pytanie, czy nie nastąpi  publiczne prezentowanie treści pornograficznych.

Z innych przepisów, o których powinien pamiętać łowczy z aparatem fotograficznym w łapkach, to przepis dotyczący robienia zdjęć podczas rozpraw karnych. Na robienie zdjęć podczas rozprawy trzeba mieć zgodę sądu (art. 357 k.p.k.). Jeżeli sąd wyda taką zgodę, to jednak jest to zgoda na robienie zdjęć, a nie na publikację wizerunku. Dlatego też trzeba pamiętać o art. 81 ust. 1 i ust. 2 Ustawy, jak również o obowiązkach wynikających z art. 13 ust. 3 prawa prasowego. Jeżeli nie pamiętasz regulacji z prawa prasowego, to zajrzyj do „Delikwenta”

Miłych łowów! 🙂

Polemika

Czy można fotografować i publikować zdjęcia zwierzaków? Skoro ludzi można fotografować zawsze i bez ich zgody (za wyjątkiem sytuacji określonych w art. 191a kodeksu karnego), to tym bardziej można fotografować wszelkiego rodzaju zwierzaki.  A jak jest z publikacją  zdjęcia ulubionego psa sąsiadki? Przepisy dotyczące ochrony dóbr osobistych dotyczą przede wszystkim ludzi.  Zapewne nie odnoszą się one do wizerunku zwierząt. Tym samym nie można uznać, że publikacja zdjęcia pupila pani X bez jej zgody będzie naruszała jakiekolwiek prawo, w tym prawo do wizerunku. No chyba, że na zdjęciu będzie nie tylko pupil sąsiadki, ale również i sama sąsiadka. Jeżeli jednak sfotografowana jest sama psina, to nie ma przeszkód, aby takie zdjęcie rozpowszechniać. Nikon Polska na swojej stronie internetowej w dziale z poradami z zakresu prawa autorskiego sugeruje, że na komercyjne wykorzystanie zdjęcia psa powinno się mieć zgodę sąsiadki?

I niech mi ktoś spróbuje w przyszłości zarzucić, że jestem bardzo restrykcyjny w swoim podejściu do prawa!!! 🙂

Autorka wpisu podnosi również, że wykorzystanie komercyjne zdjęcia nieruchomości, na którym właściciel wywiesił znak „zakaz fotografowania” wymaga jego zgody.

Co innego tyczy się rozpowszechniania zdjęć miejsc, w których wywieszono znak zakazu fotografowania. Tak jak twórca posiada monopol na użytkowanie utworu, tak właściciel w zakresie jego prawa własności, może z wyłączeniem innych osób pobierać pożytki z rzeczy, w tym pożytki cywilne. Pożytkami cywilnymi są wszelkie korzyści, jakie rzecz przynosi właścicielowi, a więc również wynagrodzenie za utrwalenie wizerunku rzeczy (nieruchomości, bądź rzeczy ruchomej).

Nawet mógłbym zgodzić się z tezą dotyczącą nieruchomości, pod warunkiem że zdjęcie to zrobione było na posesji (w środku). Wszedłem na czyjąś posesję i cyknąłem fotkę. Takiej fotki nie wolno rozpowszechniać bez zgody, zarówno amatorsko, jak i komercyjnie (rozpowszechniałbym bowiem utwór architektoniczny). Ale jeśli cyknąłem nieruchomość z ulicy, to w świetle przepisów prawa autorskiego mam prawo rozpowszechniać takie zdjęcie, a wynika to z treści art. 33 pkt. 1 Ustawy. I nie zmieni tego faktu żadna tabliczka, nawet największa. W cytowanym powyżej fragmencie pojawia się ciekawe „pojęcie” wizerunku rzeczy. Nie istnieje coś takiego w świetle prawa, jak wizerunek rzeczy. Wizerunek zawsze odnosił i odnosi się do ludzi. Przyjmując za prawdziwą tezę o konieczności uzyskania zgody właściciela fotografowanej rzeczy na komercyjne użycie zdjęcia wprowadzamy w zasadzie powszechny zakaz fotografowania. Dajmy na to taki przykład. Robię zdjęcie, które ma posłużyć do wyprodukowania później widokówki z Wrocławia. Na zdjęciu Most Grunwaldzki, a na nim dwa auta i słynny niebieski wrocławski tramwaj. Biorąc sobie do serca to, co sugeruje się na fotoprawo.pl nie powinienem takiego zdjęcia sprzedać. Most, jak most skorzystam z dobrodziejstwa art. 33 pkt. 1 Ustawy, ale co do diaska z autami i tramwajem? Auta i tramwaj są przecież czyjąś własnością!  A zgodnie z tym, co sugeruje Nikon, właściciele „mogą żądać wynagrodzenia za utrwalenie wizerunku rzeczy”.  Idąc tym tropem w zasadzie ze względu na „wizerunek rzeczy”  nie można byłoby publikować prawie żadnych zdjęć zrobionych na ulicy.

Przy takiej interpretacji zabijamy fotografię na amen. Jakoś nikt się nie buntuje pod tamtym wpisem u Nikona, a tyle było szumu w necie na temat zakazu publikacji zdjęć francuskich mebli.

PS.

Czy doprawdy nie można sprzedać komercyjnie takiego zdjęcia?

Starcie Gigantów

Zapowiada się na sądowe starcie dotyczące zdjęć pomiędzy dwoma gigantami naszego rynku prasowego. Jak podaje Press, Polskapresse oskarża Ringier Axel Springer o kradzież zdjęć. „Okradziony zarząd” oświadczył, że „Fakt” w wydaniu papierowym jak i na stronie www.fakt.pl, bezprawnie i wbrew woli redakcji „Polski Gazety Wrocławskiej”, opublikował cykl zdjęć autorstwa dziennikarzy wałbrzyskiego wydania „Polski Gazety Wrocławskiej”. W oświadczeniu podkreśla się, że zdjęcia miały charakter ekskluzywny.

Prawdopodobnie prawnicy „Faktu” uznali, że zamieszczone przez „Polskę Gazetę Wrocławską” zdjęcia mają charakter reporterski, co upoważniało do ich użycia. Zgodnie z art. 25 ust. 1.pkt 1 c Ustawy, w ramach dozwolonego użytku, wolno rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie, radiu i telewizji już rozpowszechnione aktualne wypowiedzi i fotografie reporterskie. Cały więc spór sądowy będzie nakierowany prawdopodobnie na ocenę czy inkryminowane zdjęcia mają charakter fotografii reporterskiej. Niestety ustawodawca w tym zakresie nie dał żadnych wskazówek, pozostawiając to do oceny doktryny prawa i orzecznictwu sądowemu.

Sąd Apelacyjny w Warszawie (sygn. akt VI Aca 330/05) uznał, że zdjęcie reporterskie, w rozumieniu art. 25 § 1 Ustawy musi dotyczyć aktualnych zdarzeń. Kadr ma je dokumentować, bowiem prawo przedruku dotyczy tylko takich ram czasowych, w jakich zachowuje aktualność z punktu widzenia szybkości obiegu informacji. W uzasadnieniu przywołał również definicję zdjęcia reporterskiego z  komentarza do „Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych” autorstwa J. Barty, M. Czajkowskkiej-Dąbrowskiej, Z. Ćwiąkalskiego, R. Markiewicza, E. Traple. „Zdjęcie reporterskie ma być „świadkiem” rozgrywającego się wydarzenia ma służyć jako dodatkowe udokumentowanie bieżących wiadomości. Zdjęcie reporterskie musi zatem dotyczyć aktualnych zdarzeń, kadr ma je niejako dokumentować, bowiem prawo przedruku dotyczy tylko takich ram czasowych, w jakich zachowuje aktualność z punktu widzenia szybkości obiegu informacji.” W rozpoznawanej sprawie sąd uznał, że zdjęcie przedstawiające trzech panów z kierownictwa firmy, i nic więcej, takiego charakteru nie ma.

Z racji tego, że rzadko zaglądam do „Gazety Wrocławskiej”, jak również nie jestem czytelnikiem „Faktu”, to nie widziałem tych zdjęć i tym samym nie dowiecie się, jaka jest moja ocena. Zapewniam jednak, że będę obserwował przebieg tego sporu, jeżeli trafi na wokandę.

PS.1. Tym razem mamy do czynienia ze starciem gigantów prasowych, ale taka sytuacja może dotknąć każdego, kto się zajmuje się fotografią reportażową.

PS.2. Za korzystanie ze zdjęć reporterskich, na podstawie dozwolonego użytku określonego w art. 25 ust. 1 pkt c, twórcy przysługuje wynagrodzenie.

PS 3. Więcej na temat fotografii reporterskiej znajdziesz w wpisie zatytułowanym „Ciężki los”.

Mój wizerunek, moja krzywda

Już kilkakrotnie pod wpisami dotyczącymi ochrony wizerunku padały pytania odnośnie zasad odpowiedzialności za naruszenie prawa do wizerunku. Dlatego dzisiaj kilka słów na temat, co nam grozi, gdy sami rozpowszechniamy cudzy wizerunek bez stosownej zgody albo czego możemy się domagać, gdy nas „powieszono” w internecie. Zajmiemy się jedynie odpowiedzialnością za naruszenie art. 81 Ustawy. Naruszenie inne dóbr osobistych „przy okazji” nas nie interesuje.

Osobie, której wizerunek został rozpowszechniony wbrew przepisom prawa, przysługują cztery roszczenia, z czego dwa są o charakterze niemajątkowym, a dwa majątkowym (w tym przypadku czuć zapach pieniądza).
Roszczenie (żądanie) o:
a)       zaniechanie naruszenia,
b)       usunięcie skutków naruszenia,
c)       zadośćuczynienie pieniężne za doznaną krzywdę,
d)       zobowiązanie sprawcy, aby uiścił odpowiednią sumę pieniężną na wskazany cel społeczny.

Roszczenie o zaniechanie naruszenia, to przede wszystkim żądanie zaprzestania rozpowszechniania wizerunku. Z roszczeniem takim można wystąpić również, gdy nie nastąpiło naruszenie, jednak istnieje ryzyko takiego naruszenia.

Usunięcie skutków najczęściej polega na  złożeniu przez podmiot naruszający stosownego oświadczenia odpowiedniej treści, w którym zazwyczaj składa wyjaśnienia lub przeprasza za bezprawne naruszenie. Usunięcie skutków, to także np. usunięcie zdjęcia ze strony internetowej. Zadośćuczynienie pieniężne za doznaną krzywdę na podstawie art. 78 ust. 1 Ustawy może zostać zasądzone jedynie w sytuacji, gdy naruszenie prawa do wizerunku było zawinione.

Oczywiście najtrudniejsza jest kwestia „wyceny krzywdy”. Ostatecznie jest to zawsze obowiązek sądu, jednak występując z żądaniem należy wskazać w pozwie dochodzoną przed sądem kwotę zadośćuczynienia.  F-LEX to nie najlepsze miejsce na wykład o krzywdzie i sposobie jej naprawiania, dlatego zainteresowanych odsyłam do lektury podręczników z zakresu prawa cywilnego (zobowiązania część ogólna). W tym miejscu przywołam jednak dwa dosyć istotne orzeczenia. Pierwsze Sądu Apelacyjnego w Krakowie, drugie Sądu Najwyższego.

Określenie odpowiedniej sumy pieniężnej z tytułu zadośćuczynienia wymaga uwzględnienia sytuacji majątkowej osoby odpowiedzialnej za naruszenie. Suma ta powinna być tak dobrana, by jej wysokość była majątkowo doniosła dla osoby odpowiedzialnej za naruszenie, w szczególności w odniesieniu do wydawcy powinna stanowić znaczący czynnik kalkulacyjny w jego działalności gospodarczej. (…) W odniesieniu do naruszeń dóbr osobistych przez publikację materiału prasowego zadośćuczynieniu pieniężnemu należy przypisać także funkcję prewencyjną.”(sygn. akt I ACa 869/02).

Przy ocenie, jaka suma jest odpowiednia tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę spowodowaną naruszeniem dóbr osobistych, należy mieć na uwadze rodzaj dobra, które zostało naruszone oraz charakter, stopień nasilenia i czas trwania doznawania przez osobę, której dobro zostało naruszone, ujemnych przeżyć psychicznych spowodowanych naruszeniem (krzywda). Dla oceny tej nie jest też bez znaczenia stopień winy osoby naruszającej dobra osobiste, cel który zamierzała ona osiągnąć podejmując działanie naruszające te dobra i korzyść majątkowa, jaką w związku z tym działaniem, uzyskała lub spodziewała się uzyskać (sygn. akt I CSK 159/05).”

Jeżeli zaś chodzi o treść i formę oświadczenia, to w tym zakresie wskazówek udziela nam Sąd Najwyższy (sygn. akt IV CK 417/02), który stwierdza, że „ostateczna ocena odpowiedniości treści i formy oświadczenia jako czynności potrzebnej do usunięcia skutków naruszenia (…) należy do sądu orzekającego. Jej kryteria stanowią: rozmiar i skutki naruszenia, zasięg publikacji powodującej naruszenie.” Z tego wynika, że jeżeli umieszczono Twój wizerunek na portalu, do którego zagląda na miesiąc 100 osób, to nie masz co się wygłupiać i żądać przeprosin na stronach wiodących portali internetowych czy emisji zaraz po głównym wydaniu wiadomości w TV.

Jak czyta się powyższe informacje ma się wrażenie, że są to sprawy łatwe, proste i przyjemne. Nic bardziej mylnego. W tych sprawach powinno się zasięgnąć pomocy fachowca  inaczej będąc „na prawie” można m.in. popaść w kłopoty finansowe. Wydaje mi się, że już wspominałem na F-LEX, że wygrywając sprawę można sporo na tym stracić. Szukaj w „Wysokiej Komisji”.