Twórca

Po ostatnim wpisie pozostał pewien niedosyt. Po przejrzeniu wpisów na F-LEX uznałem, że nawet uważny czytelnik, nie znajdzie wprost odpowiedzi na pytanie, jak zdefiniowane jest pojęcie twórcy.  Ustawodawca nie zdefiniował wprost tego pojęcia. Może i dobrze, bo nie wiadomo co by ostatecznie z tego wyszło. Próbując zdefiniować pojęcie  twórcy należy wyjść od definicji utworu, a nie od treści art. 8 Ustawy (na tym opierała się próba zdefiniowania w analizie opublikowanej w ŚwiecieObrazu).

Art. 1. 1. Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór).

Najprostsza definicja, jaka nasuwa się po przeczytaniu tego przepisu jest taka. Twórca to osoba, która stworzyła utwór. Sąd Apelacyjny w Łodzi (sygn. akt I Aca 254/02) prowadząc rozważania na temat kwalifikacji danego dzieła jako utworu w rozumieniu Ustawy uznał, że „Ocena prawnoautorskiego statusu dzieła, a zatem uznanie konkretnego rezultatu pracy danej osoby (osób) za utwór, może nastąpić po stwierdzeniu, iż dzieło zostało samodzielnie stworzone przez jakąś osobę uważającą się za „twórcę”, a ponadto – że cechuje się indywidualnym charakterem.” Jak z powyższego wynika pojęcie twórcy jest immanentnie związane z pojęciem utworu. W podobny sposób definiuje twórcę A. Nowicka w Systemie Prawa Prywatnego, Tom 13, Prawo autorskie pod redakcją prof. Janusza Barty, Warszawa 2007 , s. 67 .

Twórcą jest osoba, która stworzyła utwór, tj. dzieło będące przejawem działalności twórczej, obdarzone indywidualnym charakterem (art. 1 ust.1). Status twórcy może przysługiwać wyłącznie osobie fizycznej, gdyż tylko taka osoba może podejmować działalność twórczą, której przejawy stanowią utwór, jeżeli cechują się indywidualnym charakterem.

Czego dotyczy więc art. 8 ust. 2 Ustawy?

Art. 8 ust. 2. Domniemywa się, że twórcą jest osoba, której nazwisko w tym charakterze uwidoczniono na egzemplarzach utworu lub której autorstwo podano do publicznej wiadomości w jakikolwiek inny sposób w związku z rozpowszechnianiem utworu.

Tutaj z pomocą przychodzi nam Sąd Najwyższy (sygn. akt I CSK 237/10), który stwierdza, że „przepis art. 8 ust. 2 pr. aut. stanowi, że domniemywa się, że twórcą jest osoba, której nazwisko w tym charakterze uwidoczniono na egzemplarzach utworu lub której autorstwo podano do publicznej wiadomości w jakikolwiek inny sposób, w związku z rozpowszechnianiem utworu. Sformułowane zostało w nim domniemanie prawne zwykłe, co do faktu autorstwa utworu. Chodzi tu o domniemanie określonego przymiotu faktycznego, z którym ustawa łączy skutki prawne, polegające na przeniesieniu, w razie sporu, ciężaru dowodu co do wykazania autorstwa na osobę, która przeczy temu domniemaniu, nie zaś o domniemanie przysługiwania praw autorskich”.

Art. 8 ust. 2 zawiera odpowiedź na pytanie „Kto jest twórcą danego utworu?” (przynajmniej do czasu, gdy w sądzie ktoś inny nie udowodni, że autorstwo należy przypisać jemu), a nie na pytanie „Kto to jest twórca?”

Definicja twórcy według …

Update 30.05.12 – Zerknijcie do PS1.

Dzisiaj będzie krótko, a nawet bardzo krótko.Powinienem się już przyzwyczaić, że w internecie można publikować różne informacje, zarówno prawdziwe, jak i te wyssana z palca. Mądre i głupie. Rzeczowe i konkretne, jak i banialuki.Jednak wciąż są rzeczy, które mnie zadziwiają.

Po zamieszczeniu wpisu na F-LEX mam w zwyczaju zerknąć i zobaczyć, czy ktoś na ten sam lub podobny temat też coś pisał. Zrobiłem tak i wczoraj. Natknąłem się na ŚwiatObrazu i notkę  zatytułowaną „Fotograf w przepisach prawa autorskiego – rozliczenia podatkowe i ZUS”. Notka bardzo krótka, ale mnie już na wstępie ręce opadły. Chodzi o definicję twórcy.  Oto i ona!

 

Pozwolę sobie nic więcej nie napisać i pozostawić Was z rozdziawioną buzią 😉

Update 30.05.12. PS1. ŚwiatObrazu poprawił się  i teraz jest już zgodnie z art. 8 ust. 2 Ustawy. 🙂

Domniemywa się, że twórcą jest osoba, której nazwisko w tym charakterze uwidoczniono na egzemplarzach utworu lub której autorstwo podano do publicznej wiadomości w jakikolwiek inny sposób w związku z rozpowszechnianiem utworu.

Niby jedno słówko, a potrafi tyle zrobić zamieszania.

Mimo wszystko należy podkreślić, że nie jest to definicja twórcy. Art. 8 ust. 2 zawiera bowiem domniemanie prawne, że osoba podpisana pod dziełem jest twórcą tego dzieła.

Definicji pojęcia twórca szukajcie w notce pod jakże przewrotnym tytułem „Twórca”. 😉

oZUSowanie

29.05.12 Update – Zajrzyj do PS1 🙂

Osoba nieprowadząca działalności gospodarczej przyjmując zamówienie na wykonanie zdjęć powinna zadbać o to, żeby podpisać umowę o dzieło, a nie umowę innego typu np. umowę zlecenia.  Zupełnie na boku pozostawmy dzisiaj różnice pomiędzy charakterem umowy zlecenia a umowy o dzieło. O umowie o dzieło warto pamiętać ze względu na dwa  jakże istotne aspekty: podatki i składki ZUS. Dosyć dawno, bo pod koniec marca, napisał do mnie Krzysztof i zadał następujące pytania.

Czy istnieje jakaś wykładnia określająca kiedy (ze względu na skalę dochodów, ilość transakcji w miesiącu/kwartale itp.) działalność wykonywana osobiście przestaje taką być? Jeżeli artysta jest twórczy może przecież namalować dużo obrazów, stworzyć dużą liczbę innych przedmiotów noszących cechy wytworu artystycznego lub wykonać mnóstwo interesujących fotografii wcale nie zamierzając ich sprzedawać bądź licząc się z tym, że są niesprzedawalne. Jeśli jakimś cudem okaże się, że trafił w gusta i upodobania sprzedaż może okazać się dużo częstsza niż okazjonalna.. Jakim parametrem mierzona jest przez fiskusa ta okazjonalność. Przez fiskusa a może i ZUS – wszak działalność oznacza rejestrację w ZUS właśnie.

 O podatkach i sposobie rozliczaniu zleconych sesji fotograficznych było już w różnych odcinkach PIT-olenia na F-LEX (co nie oznacza, że temat nie powróci, jeżeli zajdzie taka potrzeba).  Dzisiaj jednak parę słów o uniknięciu kontaktów z ZUS-em.  Ubezpieczenia społeczne to temat nielubiany przez prawników, a ja również nie czuję się specjalistą w tym zakresie, ale postaram się chociaż trochę go przybliżyć.

Gdzie szukać odpowiedzi?  

Podstawowe kwestie reguluje ustawa z dnia 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (tekst jednolity z 2010 r. Dz.U. Nr 205, poz. 1585 z późn. zm.) i tam powinno się szukać odpowiedzi.

Czy podlegam ubezpieczeniu obowiązkowemu?

Art. 6. 1. Obowiązkowo ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym podlegają, z zastrzeżeniem art. 8 i 9, osoby fizyczne, które na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej są osobami wykonującymi pracę na podstawie umowy agencyjnej lub umowy zlecenia albo innej umowy o świadczenie usług, do której zgodnie z Kodeksem cywilnym stosuje się przepisy dotyczące zlecenia, zwanymi dalej „zleceniobiorcami” oraz osobami z nimi współpracującymi, z zastrzeżeniem ust. 4;

Zwróćcie uwagę, że w katalogu wymienionych umów  jest umowa agencyjna, umowa zlecenie oraz inne umowy, co do których stosuje się przepisy odnośnie umowy zlecenia, natomiast nie ma umowy o dzieło. Można więc bez obaw stwierdzić, że zawarcie umowy o dzieło wyklucza powstanie obowiązku ubezpieczeniowego w zakresie ubezpieczeń społecznych.  Wszystko pięknie, ładnie, ale nie wystarczy napisać w nagłówku umowa o dzieło i mieć w nosie ZUS. W przypadku jakichkolwiek sporów dojdzie z pewnością do badania charakteru umowy, czy rzeczywiście miała ona charakter umowy o dzieło (regulacje w zakresie umowy o dzieło znajdziecie w przepisach art. 627- 646 kodeksu cywilnego). W uzasadnieniu wyroku z 6 kwietnia 2011 r (sygn. akt II UK 315/10) Sąd Najwyższy podkreślił, że „w systemie ubezpieczeń społecznych nie są rzadkie przypadki, w których nawet zgodnie nazwana przez strony umowa nie jest tą, która stanowi tytuł podlegania ubezpieczeniom społecznym.”

 Jeżeli jesteś uczniem gimnazjum, szkoły ponadgimnazjalnej, szkoły ponadpodstawowej lub studentem to do ukończenia 26 lat nie podlegasz obowiązkowi ubezpieczenia emerytalnego i rentowego (o tym właśnie mówi, to groźnie brzmiące „z zastrzeżeniem ust. 4” 😉 )

 Ubezpieczenie Twórcy

Jeżeli nie prowadzisz działalności gospodarczej, a jesteś twórcą takim przez duże T, to możesz wystąpić do Komisji do Spraw Zaopatrzenia Emerytalnego Twórców działającej w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, która ustali dla celów emerytalnych i rento­wych datę rozpoczęcia Twojej działalności twórczej lub artystycznej. Uznanie działalności za twórczą lub artystyczną i ustalenie daty jej rozpoczęcia następuje w formie decyzji, która posiada wszystkie cechy decyzji administracyjnej.  Po co takie ceregiele? Są tacy, którzy nie prowadzą działalności gospodarczej, są twórcami i chcą jednak opłacać składki (no ponoć tacy są;-).  Zgodnie z przywołaną na wstępie ustawą twórcę (takiego z kwitem od ministerialnej komisji) traktuje się jak podmiot prowadzący działalność gospodarczą

Art. 8. 6.2. Za osobę prowadzącą pozarolniczą działalność uważa się twórcę i artystę.
7. Za twórcę, o którym mowa w ust. 6 pkt 2, uważa się osobę, która tworzy dzieła w zakresie architektury, architektury wnętrz, architektury krajobrazu, urbanistyki, literatury pięknej, sztuk plastycznych, muzyki, fotografiki, twórczości audiowizualnej, choreografii i lutnictwa artystycznego oraz sztuki ludowej, będące przedmiotem prawa autorskiego.
9. Uznanie działalności za twórczą lub artystyczną i ustalenie daty jej rozpoczęcia następuje w formie decyzji Komisji do Spraw Zaopatrzenia Emerytalnego Twórców, działającej przy ministrze właściwym do spraw kultury.

Odpowiadając na pytanie Krzysztofa. ZUS „rządzi się swoimi prawami”, w ubezpieczeniach społecznych czasami występują inne kryteria, niż w prawie podatkowym. Jeżeli nie prowadzisz działalności gospodarczej lub zrównanej z nią innej działalności (patrz poniżej przepisy)  i zawierasz rzeczywiście z klientami umowy o dzieło, to kryterium ilościowe nie będzie miało tu znaczenia. ZUS musiałby wykazać w ramach prowadzonego postępowania administracyjnego, że Twoja działalność jest działalnością gospodarczą w rozumieniu ustawy (art. 8 ust. 6) lub, że zawierane przez Ciebie umowy nie są umowami o dzieło.

Za osobę prowadzącą pozarolniczą działalność uważa się:
1. osobę prowadzącą pozarolniczą działalność gospodarczą na podstawie przepisów o działalności gospodarczej lub innych przepisów szczególnych;
2. twórcę i artystę;
3. osobę prowadzącą działalność w zakresie wolnego zawodu:
a)  w rozumieniu przepisów o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne,
b)  z której przychody są przychodami z działalności gospodarczej w rozumieniu przepisów o podatku dochodowym od osób fizycznych;
4. wspólnika jednoosobowej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością oraz wspólników spółki jawnej, komandytowej lub partnerskiej;
5. osobę prowadzącą niepubliczną szkołę, placówkę lub ich zespół, na podstawie przepisów o systemie oświaty.

A i bez obaw, ZUS nie jest uprawniony do wystąpienia do Komisji z wnioskiem o uznanie Cię za Twórcę, gdyż nie jest osobą uprawnioną. 🙂

Update 29.05.12 PS1. Czytając dzisiaj jeszcze raz ten wpis doszedłem do wniosku, że brak tu jednej ważnej informacji. Dla prawnika była to „oczywista oczywistość”, ale już dla fotografa niekoniecznie.  Obowiązkowemu ubezpieczeniu podlega się tylko raz. Jeżeli więc jesteś już objęty ubezpieczeniem emerytalnym i rentowym z innego tytułu, to nie powstanie obowiązek zapłaty składki bez względu na to, jaki rodzaj umowy zostanie podpisany z klientem.

Prywatny list gończy

Jeżeli ktoś narusza nasze prawo, to nie zawsze możemy w majestacie prawa stosować wobec niego retorsje. Aby wprowadzić w życie zasadę Kodeksu Hammurabiego „§ 196. Jeśli obywatel oko obywatelowi wybił, oko wybiją mu.” musi być na to przyzwolenie ustawowe. W innym wypadku należy postąpić zgodnie z tym, co napisał Św. Mateusz (Mt,5,38-39) 😉 .

Co mają wspólnego Kodeks Hammurabiego i Ewangelia Św. Mateusza  z fotografią oraz tym, czym zajmuje się na co dzień F-LEX?  Mogę Was uspokoić, że F-LEX się nie zmienia i dalej będzie prawno-fotograficzny lub fotograficzno-prawny, jak kto woli. Na  stronie F-LEXa na FB wrzuciłem kilka dni temu linka do informacji o tym, jak to sklepikarz opublikował zdjęcie złodzieja celem jego złapania. Kwestie prawne wynikające z tego tekstu skojarzyły mi się właśnie z treściami przywołanych na wstępie dzieł.

Oczywiście zaraz rodzi się pytanie czy sprzedawca miał prawo rozpowszechniać wizerunek złodzieja, czy też nie?

Ogólna zasada, jak pewnie pamiętacie, zawarta jest w art. 81 Ustawy. Nie ma tam mowy o czymś w rodzaju prywatnego listu gończego. List gończy jest instytucją prawną przewidzianą w kodeksie postępowania karnego. Dotyczy on określonych sytuacji, jak i osób. Nie za każdym można wystawić list gończy. Żaden przepis prawa nie daje takiego uprawnienia osobie prywatnej. Publikując wizerunek sprawcy sami narażamy się na odpowiedzialność z powodu naruszenia dóbr osobistych sprawcy (wizerunku). Zwróćcie uwagę, że sam fakt iż Iks ukradł zegarek, nie daje prawa ani prokuratorowi, ani sądowi do ujawnienia wizerunku Iksa. W wyjątkowych sytuacjach możliwa jest publikacja wizerunku podejrzanego lub oskarżonego w mediach, o czym szerzej pisałem w „Delikwencie”. Kodeks karny nie przewiduje również kary w postaci publikacji wizerunku. Wprawdzie na liście środków karnych jest podanie wyroku do publicznej wiadomości (art. 39 pkt 8 kodeksu karnego), lecz odnosi się to jedynie do treści wyroku, natomiast nie do wizerunku skazanego.

Tak więc, na postawione wyżej pytanie odpowiedź jest negatywna. Nie miał prawa. Czym ryzykujemy publikując film z monitoringu? Z jurydycznego punktu widzenia nie ma znaczenia czy publikujemy bez zgody wizerunek złodzieja czy modelki. W obu przypadkach obowiązuje ta sama zasada w zakresie odpowiedzialności cywilnej (art. 83 w związku z art. 78 ust. 1 Ustawy). Sama publikacja wizerunku nie jest natomiast w świetle zainteresowania prawa karnego. Jednak wraz z treścią czasem już tak. Może bowiem dojść do zniesławienia i wtedy zamiast występować w roli pokrzywdzonego, można stać się „bohaterem” sprawy sądowej z art. 212 § 2 k.k. O tym co wyłącza bezprawność czynu, możesz poczytać w art. 213 k.k. Wygląda więc na to, że w przywołanej dzisiaj sprawie bardziej adekwatny jest cytat z Ewangelii Św. Mateusza, niż Kodeksu Hammurabiego 🙂  .

 PS. Kiedyś była taka akcja, że policja opublikowała zdjęcia chuliganów stadionowych po jakiejś zadymie. W tej sprawie można mieć wiele wątpliwości i pytań, zwłaszcza czy zrobiła to w sposób legalny?

Film promocyjny

Za 45 sekund „Tajemniczego Dolnego Śląska” (lubię tę reklamę i dlatego lokalny patriotyzm nakazał mi umieścić ją na blogu) zapłacono raptem ok. 330 tyś. PLN.

Urząd Miasta w Świdnicy jest bardziej „oszczędny” i ogłosił „Konkurs na film promocyjny o Świdnicy”. Wszystkie szczegóły znajdziecie TU. Trochę to przypomina sprawę opisywaną w „Konkursie z super nagrodami”, gdzie pisałem o pozyskiwaniu zdjęć, filmów czy innego rodzaju kontentu za bezcen przez organizatorów różnego rodzaju konkursów.  Tym razem poza chwilą sławy dla autora jest jeszcze cenna nagroda pieniężna w wysokości słownie jednego tysiąca złotych netto (uff przynajmniej podatek zapłacą) oraz dwie nagrody dodatkowe w postaci albumów.

Jeżeli zostaniesz laureatem, to musisz podpisać umowę z organizatorem, w której m.in.:

  • przenosisz automatycznie i nieodpłatnie na Organizatora wszelkie autorskie prawa majątkowe i pokrewne (prawa zależne) do nieograniczonego w czasie i przestrzeni korzystania i rozporządzania utworem, w całości i we fragmentach, w kraju i zagranicą oraz udzielasz mu wyłącznego prawa na zezwalanie na wykonywanie autorskich praw zależnych”.
  •  „Przeniesienie dotyczy w szczególności pól eksploatacji wskazanych w art. 50 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. (Dz. U. z 2006 r. Nr 90, poz. 631 z późn. zm.) w szczególności w zakresie wykorzystania w celu emisji, udostępniania na stronach internetowych Organizatora i jednostek mu podległych, we wszystkich materiałach reklamowych i promocyjnych, bez względu na sposób ich zwielokrotniania i wprowadzania do obrotu.

Tak więc drogi laureacie chwila sławy i tysiąc złotych, to wszystko na co możesz liczyć, za to urząd miasta nabył wszelkie autorskie majątkowe prawa do filmu reklamowego. Jeżeli więc chwaliłeś się nim na FB lub innym portalu, to raczej go zdejmij, bo nie masz już do tego prawa ;-).

 Morał? Podobny jak i z poprzedniego wpisu. Regulaminy należy czytać, aby świadomie podejmować decyzję co do uczestnictwa czy to w konkursie, czy warsztatach.

Perypetie warsztatowe

Zdjęcie zrobione podczas warsztatów DFV w Pradze

Update 23.05.12. Zerknijcie do PS2.
Update 22.05.12. Zerknijcie do PS1.

Ostatnio coraz częściej tematy na F-LEX’a podsyłają sami czytelnicy, za co im w tym miejscu serdecznie dziękuję. Dzisiejszy temat podesłała Paulina i wiąże się on z Panem „Push The Button”, o którym pisałem w „Autoportrecie”.

Paulina uczestniczyła w warsztatach fotograficznych (zaprzyjaźniony redaktor z DFV prosił, aby od razu na wstępie napisać, że to nie były ichnie warsztaty – w tym momencie jego wola została spełniona 😉 ). Po warsztatach zaczęły się pewne schody. Może najprościej będzie, jak przytoczę fragment e-maila, jaki otrzymałem.

Chodzi mianowicie o warsztaty fotograficzne, na których ostatnio byłam. Kilku fotografów, wynajęte modelki, wspólna stylizacja złożona z przywiezionych przez nas rzeczy i fotografowanie modelek w kilkuosobowych podgrupach. W umowie zastrzeżone mieliśmy, że każdą publikację zdjęć należy opatrzyć linkiem do organizatora warsztatów. Po publikacji jednego ze zdjęć, zostałam oskarżona o „kradzież ujęcia”, tj. nie pozwolono mi opublikować zdjęcia, ponieważ było w opinii organizatorki zbyt podobne do zdjęcia, które ona sama w tym momencie wykonywała. Nadmienię, że w tym momencie zdjęcia robiła cała podgrupa, innej osobie pozwolono na publikację ponieważ „stała bardziej z boku”.

Na dodatek dowiedziałam się, że „naciśnięcie spustu nie czyni ze mnie autora”, ponieważ to nie ja znalazłam miejsce, układałam modelkę itp. Sytuacja wydaje mi się zaiste absurdalna, ponieważ IMO w świetle prawa to właśnie wyzwolenie migawki czyni ze mnie autora dzieła, no, może współautorką – wspólnie z makijażystką, autorem stylizacji (notabene, akurat tej stylizacji byłam współautorką) itp.

Stąd moje pytanie – czy można w takiej sytuacji zabronić mi publikacji zdjęcia? Tym bardziej, że był to płatny zjazd, z opłaconymi modelkami, służący wspólnemu wykonywaniu zdjęć… Jak się ustrzec przed takimi oskarżeniami i praktykami?

Teza nr 1.
Naciśnięcie spustu migawki czyni z fotografującego twórcę.

To prawda, ale nie zawsze. Pisałem o tym zarówno w „Autoportrecie”, jak i w „Współsprawstwie” oraz „Powtórce”. Mogą zaistnieć sytuacje, w których Pan „Push the Button” nie staje się twórcą.

Teza nr 2.
Zostałam oskarżona o kradzież ujęcia .

Doprawdy ujęcia nie można ukraść. O podobnych sytuacjach było na F-LEX w „Inspiracja, czy utwór zależny”.  Chciałbym zwrócić również uwagę, że taki zarzut stawiany przez organizatora warsztatów (czyli imprezy, gdzie z założenia uczestnicy będą robić podobne zdjęcia, w podobnych,  a nawet takich samych warunkach i z takimi samymi parametrami ekspozycji), stawia go w dwuznacznym świetle. Warte jest bowiem podkreślenia, że jak wskazuje Paulina, organizator warsztatów postawił uczestnikom jedynie warunek, aby zdjęcia były opatrzone linkiem do  organizatora warsztatów. Jeżeli organizator chciałby zastrzec, że zdjęcia nie mogą być publikowane, albo że rości sobie prawa do współtwórstwa każdego z powstałych podczas warsztatów zdjęć, to uczciwie byłoby, gdyby taki warunek wstawił do umowy z uczestnikami (zastrzegam, że umowy nie widziałem, więc wpis ten oparty jest jedynie o relacje Pauliny).

Teza nr 3.
W przypadku zdjęcia zrobionego w tym samym momencie i z podobnego ujęcia, co organizator warsztatów autorskie prawa majątkowe do tego zdjęcia należą do organizatora.

Doprawdy jeżeli uczestnicy sami decydowali z jakiego miejsca robią zdjęcie, kiedy je robią oraz przy jakich parametrach ekspozycji, to nie widzę powodu, żeby organizator mógł sobie rościć prawa autorskie tylko do tego zdjęcia, które jest podobne do zrobionego przez niego. Jeżeli posługiwać się argumentem „ ponieważ to nie ja znalazłam miejsce, układałam modelkę itp.”, to powinien on mieć zastosowanie do wszystkich uczestników warsztatów, a nie tylko do uczestnika, który zrobił podobne zdjęcie, jak organizator.

Werdykt F-LEX’a 🙂
Nie widziałem samej umowy i nie znam jej treści, trudno więc jest wydać jednoznaczny werdykt w sprawie. Jest pewnie wiele niuansów, o których nie pisze Paulina, a które mogą mieć wpływ na ocenę prawną. Za prawem Pauliny zapewne świadczy fakt, że jedynym warunkiem było „podlinkowanie zdjęcia” oraz to, że innym organizator nie stawiał podobnych zarzutów. W przypadku sporu sądowego Paulina mogłaby zapewne również podnieść zarzut z art. 5 kodeksu cywilnego o nadużyciu przez organizatora zasad współżycia społecznego.

Art. 5. Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony.

Warto również przywołać uzasadnienie wyroku Sądu Najwyższego (sygn. akt III CKN 1096/00), w którym sąd zwraca uwagę, że istotne znaczenie może mieć fakt, czy podczas sesji fotograficznej możliwa była improwizacja.

Umiem za to w 100% odpowiedzieć na pytanie, jak się na przyszłość ustrzec takich sytuacji. Sprawa jest bardzo prosta. Trzeba zadbać, aby w umowie znalazł się zapis, z którego wynikać będzie wprost, że autorskie prawa majątkowe do zdjęć zrobionych przez uczestnika warsztatów należą wyłącznie do niego.

 

 

 

PS1. Update 22.05.12. Dzięki ka_tuli dokopałem się do regulaminu warsztatów. 😉

 „Każdy uczestnik ma prawo umieścić w sieci i wykorzystywać tylko te zdjęcia, które zostaną zaakceptowane przez Organizatora warsztatów.

Jeżeli ktoś akceptuje taki regulamin, to nie powinien mieć później do nikogo pretensji. Może mieć jedynie pretensje do samego siebie, że się zgodził na takie warunki. Oczywiście można psioczyć na organizatorów, ale pacta sunt servanda.

PS.2. Update 23.05.12

PS2. Ewa napisała, że powinien być PS2, bo się zmienił stan faktyczny. To jest PS2. 🙂

Ale nie będzie oceny nowego stanu faktycznego. F-LEX jest blogiem, a nie salą sadową :-). Opisane często na blogu stany faktyczne (z założenia nie muszą one występować w rzeczywistości, mogą być całkiem hipotetyczne) stanowią podwalinę do rozważań prawnym. Obecny wpis i ocena prawna odnosi się do stanu opisanego przez Paulinę, który zresztą zacytowałem in extenso. Pod wpisem Paulina odmiennie opisuje stan faktyczny, niż ten, który stanowił podstawę rozważań. Za chwilę może okazać się, że da znać w ten czy w inny sposób, organizator warsztatów i stan faktyczny będzie wyglądał jeszcze inaczej. Nie tędy droga.

Celem wpisu nie było i nie jest rozstrzygnięcie sporu pomiędzy uczestnikiem a organizatorem warsztatów. Ta sprawa jest zupełnie poza F-LEXem. Zwróćcie uwagę, że nie wskazuję organizatora, nie podaję linku do ich strony itp. Nie dlatego, że się  czegoś obawiam, ale uważam że rzetelność wymaga, aby w każdym sporze mogły wypowiedzieć się obie strony. Teraz znamy tylko relację i stanowisko uczestniczki. Jeżeli obie strony mają jakieś wątpliwości, to niech zwrócą się do sądu, który będzie w tej komfortowej sytuacji, że będzie mógł ustalić rzeczywisty stan faktyczny i na tej podstawie rozstrzygnąć spór.

Uważny czytelnik zwrócił zapewne również uwagę, że w pierwotnym wpisie zaznaczyłem, że „Jest pewnie wiele niuansów, o których nie pisze Paulina, a które mogą mieć wpływ na ocenę prawną”.

Case closed! 😉

Co zrobić z tym fantem?

Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych

Czytelniczka DFV Anna podrzuciła taką oto „zagadkę” z życia wziętą (Gdyby była również czytelniczką F-LEXa, znałaby odpowiedź na nurtujące ją pytanie).

Stan faktyczny: „Po wykonaniu zdjęć na I-szej Komunii w kościele całej grupie dzieci (uzgodnione oczywiście z ks. i rodzicami), zgłasza się do mnie dziadek jednego z chłopców przystępujących do komunii czy jest możliwe żeby mu zrobić ze 3 odbitki na pamiątkę z wykonanych zdjęć, bo rodzice nie chcą mu dać. Nie wnikam z jakich przyczyn czemu i dlaczego (jakiś tam konflikt rodzinny).”

Postawione przez Annę pytanie brzmi następująco: Mogę zrobić odbitki, czy mam związane ręce i dziadek musi się dogadać z rodzicami, żeby Ci później się do mnie nie przyczepili, że oni sobie nie życzyli czy coś?

 Na początek trzeba przywołać treści art. 81 ust. 1 Ustawy. „Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.”

Ustawa stanowi, że potrzebna jest zgoda osoby na rozpowszechnianie wizerunku. W przypadku dzieciaków (czyli osób niepełnoletnich) zezwolenia na rozpowszechnianie wizerunku udzielają rodzice.  Odpowiedź na pytanie, co to takiego rozpowszechnianie wizerunku i „czym się to je” można znaleźć na F-LEX w „Clou sprawy”. Tam również każdy uważny czytelnik znajdzie odpowiedź na postawione pytanie. Dlatego też odpowiadając na nie, nie będę uzasadniał odpowiedzi, bo musiałbym w zasadzie zacytować całość mojego wpisu z listopada 2011 r. Od tego czasu stan prawny się nie zmienił i obowiązują w tym zakresie te same przepisy prawne. Tak więc biorąc pod uwagę treść art. 81 ust. 1 Ustawy nie ma przeszkód prawnych do zrobienia kilku odbitek dziadkowi, albowiem nie będzie to rozpowszechnianie wizerunku, o którym mowa w przywołanym powyżej przepisie.

Dlaczego tak? Do czytania „Clou sprawy” marsz!

Cezary Cezary

Znowu będzie o wizerunku i sferze życia prywatnego. Te zagadnienia jakoś są ze sobą blisko związane, wręcz „idą w  parze”. Dzisiaj o publikacji wizerunku polityka, ale tym razem publikowanym przez podmioty podlegające dodatkowo reżimowi ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. prawo prasowe. Zgodnie z art. 14 ust. 6 prawa prasowego „Nie wolno bez zgody osoby zainteresowanej publikować informacji oraz danych dotyczących prywatnej sfery życia, chyba że wiąże się to bezpośrednio z działalnością publiczną danej osoby.” Cytowany przepis ma chronić nasze prawo do prywatności, które mamy zagwarantowane w art. 47 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, zgodnie z którym „każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym.

Art. 14 ust. 6 prawa prasowego odnosi się również do publikacji wizerunku. Warto zwrócić uwagę, że jest on skorelowany z art. 81 ust. 2 pkt 1 Ustawy (Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych.)

 Sąd Najwyższy w sprawie pewnego znanego aktora, głównego bohatera z pewnego posterunku (sygn. akt I CSK 111/11) podkreślił, że „Przepis art. 14 ust. 6 prawa prasowego wyłącza wymaganie w postaci zgody osoby zainteresowanej na publikację informacji oraz danych dotyczących prywatnej sfery życia, jeżeli wiąże się to bezpośrednio z działalnością publiczną danej osoby. Zezwolenia nie wymaga – zgodnie z art. 81 ust. 1 pkt 2 prawa autorskiego – rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych. Trzeba przy tym mieć na względzie, że w myśl z art. 81 ust. 2 prawa autorskiego i art. 14 ust. 6 prawa prasowego, zawsze konieczne jest wykazanie związku pomiędzy wykonywaną działalnością publiczną a opublikowanym wizerunkiem, czy też informacją o prywatnym charakterze. Musi więc istnieć zależność między zachowaniem danej osoby w sferze publicznej. Poza tym ujawnienie danej informacji powinno służyć ochronie konkretnego, społecznie uzasadnionego interesu.

 W innym z rozstrzygnięć (sygn. akt I CSK 497/10) Sąd Najwyższy uznał, że samo zaliczenie kogoś do kategorii osób publicznych bez wykazania bezpośredniego związku publikowanych informacji oraz danych z działalnością publiczną danej osoby nie skutkuje, z mocy art. 14 ust. 6 ustawy z 1984 r. – Prawo prasowe, zwolnieniem z obowiązku uzyskania zgody takiej osoby zainteresowanej na publikację, dotyczącą prywatnej sfery jej życia.

Tak więc jeżeli ktoś jest osobą publiczną, to wcale nie oznacza, że można wszystko na jego temat pisać lub publikować każde zdjęcie, bez względu na kontekst, w jakim zostało zrobione.  Należy bowiem podkreślić różnicę pomiędzy pojęciem „osoba publiczna” i „osoba prowadząca działalność publiczną”. Zaliczenie danej osoby do pierwszej z wymienionych kategorii pojęciowych nie powoduje, iż „publiczny” status tych osób przesądza o tym, że ich życie prywatne staje się automatycznie „życiem publicznym”.

Perypetie Stefana, czyli kogo wolno filmować

Pan poseł zareagował w sposób…., dobra miało być bez polityki na F-LEX. W każdym razie wyszedł fajny case study na temat kogo wolno, a kogo nie wolno filmować/fotografować. Oczywiście tutaj poseł „Stefan daj spokój” wykazał się brakiem wiedzy w zakresie wolności fotografowania, czy filmowania. Wielokrotnie na F-LEX zwracałem uwagę na fakt, że co do zasady w Polsce nie ma czegoś takiego, jak zakaz fotografowania, czy też filmowania ludzi. OK, jest jeden wyjątek wynikający z art. 191a kodeksu karnego, ale z filmu nie wynika, aby pan poseł był nago lub w trakcie czynności seksualnej. Tym samym wyrywny Stefan dał się podpuścić jak dziecko i sprowokować. Nie bacząc na poglądy pani redaktor i jej sympatie polityczne (zupełnie odmienne niż autora F-LEXa) należy stanowczo podnieść, że dziennikarka miała prawo filmować Niesiołowskiego, czy mu się to podoba, czy też nie. Ba, nawet miała prawo opublikować jego wizerunek, w końcu występował on w roli posła na Sejm RP, a tutaj jak wszyscy pamiętają można skorzystać z ustawowej zgody na publikację wizerunku wynikającą z art. 81 ust.2 pkt 1 Ustawy.

Art. 81 ust. 2.pkt 1. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych.

Pozostawiamy kwestię bił, nie bił, groził, nie groził. Tym niech zajmą się inni. Swoją drogą opozycja robi pod publiczkę event i wodę z mózgu zwykłym obywatelom, gdyż składają zawiadomienie o prawdopodobieństwie popełnienia co najmniej dwóch przestępstw, z których jedno jest ścigane z oskarżenia prywatnego, a drugie na wniosek pokrzywdzonego (PiS tu pokrzywdzonym nie jest i to jest fakt obiektywny).

Na bazie tego incydentu chciałbym zwrócić jednak uwagę, że:

  • fotografowany, czy filmowany nie ma prawa używać przemocy wobec fotoreportera, tego typu działania mogą nosić znamiona przestępstwa (np. naruszenia nietykalności, o której mowa w art. 217 § 1 k.k. Kto uderza człowieka lub w inny sposób narusza jego nietykalność cielesną podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.)
  • pogróżki wobec fotografa lub operatora filmowanego mogą stanowić znamiona groźby karalnej (art. 190 k.k.  Kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub szkodę osoby najbliższej, jeżeli groźba wzbudza w zagrożonym uzasadnioną obawę, że będzie spełniona, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.)

Filmując lub fotografując musimy jednak pamiętać, żeby też samemu nie prowokować. Jeżeli dostaliśmy w pysk od fotografowanego, bo go sprowokowaliśmy, to w myśl art. 217 § 2 k.k. sąd może odstąpić od wymierzenia kary.

Art. 217.§ 2. Jeżeli naruszenie nietykalności wywołało wyzywające zachowanie się pokrzywdzonego albo jeżeli pokrzywdzony odpowiedział naruszeniem nietykalności, sąd może odstąpić od wymierzenia kary.

W sprawie znamion naruszenia nietykalności wypowiadał się w 2010 r. Sąd Najwyższy (sygn. akt W 1/10), który stwierdził, że „Takie wyrażenia jak „uderzenie”, „pchnięcie”, „odepchnięcie” mają, po pierwsze, odmienne znaczenie, a po wtóre, cechują się – odpowiednio – zwiększającą się aktywnością sprawcy, nasileniem jego złej woli, a także zamiarem. Nie bez powodu zatem ustawodawca wyszczególnił wprost określone w art. 217 § 1 k.k. znamię „uderza”, a większość komentatorów jako przykład znamienia „w inny sposób narusza (…) nietykalność cielesną” podaje pchnięcie człowieka. Odpychanie natomiast, tego drugiego znamienia (z art. 217 § 1 k.k.) nie wypełnia.

Z tego wynika, że samo odepchnięcie fotografa nie będzie nosiło znamion przestępstwa naruszenia nietykalności.

PS. Stefan, zacznij do cholery czytać F-LEXa! 🙂

Nikon V1

Nikon V1, priorytet przysłony, czas 1/320, f/ 3,2 długość ogniskowej 200 mm, obiektyw VR 70-200mm f/2.8G

Nikon robi fajne aparaty. Ale potrafi też robić mniej fajne, a nawet niefajne. Moim zdaniem ten niefajny aparat, to bezlusterkowiec NIKONA. Dokładniej Nikon1 V1, bo taki testowałem na warsztatach w Pradze. Miałem w sumie możliwość testować go dowoli, ale już po pół dnia uznałem, że szkoda niezłej fotograficznej pogody, by marnować czas na fotografowanie tym cudem. Zresztą nie oczarował również innych, bo nie było listy oczekujących, wyrywania sobie z rąk itp.

Pierwszy i największy dla mnie kłopot, to… waga. Niestety przyzwyczajenie robi swoje. Jak nie trzymam dobrze wyważonej, a zarazem i ciężkiej lustrzanki, to pojawiają się kłopoty z ostrością. I to akurat nie jest wcale wina aparatu, a moja. Większość zdjęć zrobionych z podpiętym obiektywem 10-30 mm lub tele 30-110 mm najzwyczajniej w świecie była poruszona. Cóż przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Ostre zdjęcia pojawiły się dopiero, gdy do „body V1” podpiąłem 1.540 gram porządnego Nikkora. Na szczęście w testowym zestawie był adapter Nikona FT1 pozwalający podpiąć Nikkory. Wygląda to trochę dziwacznie, może nie do końca jest poręczne, ale zdjęcia da się robić i to całkiem niezłej jakości. W konfiguracji body V1 + Nikkor 70-200 mm f/2.8 VRII bezlusterkowiec Nikona zrobił się dla mnie fajniejszy. Nie na tyle jednak fajny, żebym się do niego przekonał. Kolejna rzecz irytująca, to wciąż samoprzestawiające się pokrętło trybu pracy. Prawie za każdym razem, gdy go wyjmowałem aparat przestawiał się z „Zielonego” na inne. Żeby samemu decydować o parametrach ekspozycji robiąc zdjęcia Nikonem V1 trzeba właśnie nastawić go na „Zielone”. 😉

Jak dla mnie obsługa tego „wynalazku” była skomplikowana. Nikon słynie z tego, że w lustrzankach jest wszystko poukładane, intuicyjne i zazwyczaj w miejscu, gdzie powinno być. W przypadku V1 nie ma szans, żeby ktoś kto nie zna aparatu mógł od razu wyruszyć w miasto robić zdjęcia. Tutaj nie zgadzam się z kolegą, który też testował V1.

Crop 2,7 jednych zachwyca, innych zniechęca. Sam na początku uważałem, że V1 może robić za niedrogie tele ze światłem f/2,8. W końcu 2,7 x z podpiętym Nikkorem 70-200 mm to nie bagatela, aż 540 mm. A jak do tego jeszcze podpiąć TCIII 2,0 to się dopiero robi kosmiczna ogniskowa, tyle że z f/5,6. Ale to akurat nie wina V1, a kwestia telekonwertera. Pół dnia w Pradze z nowym bezlusterkowcem Nikona oraz moje nawyki z lustrzanki wybiły mi z głowy takie „tele”. Zwłaszcza, że w ptakach nie robię, sąsiadek nie podglądam, za paparazzo też nie mam zamiaru robić. Wydać trzy tysiące na Nikona V1, do tego kolejny tysiąc na adapter, żeby zrobić 3-4 zdjęcia na kwartał, to byłaby jednak rozpusta. To doprawdy za telekonwerter lepiej niech robi D800, który na cropie robi zdjęcia większego rozmiaru niż Nikon V1. Ktoś powie, ale ile kosztuje D800, a ile V1. Prawda, kosztuje sporo, bo aż 3 razy tyle co V1 i adapter, ale zapewne posłuży do robienia zdjęć w ogóle, a nie tylko od przypadku do przypadku, no i wszystkie guziki są tam, gdzie ich szukam.

Nie można powiedzieć jednak, że aparat nie ma kompletnie nic fajnego. Nawet taka maruda jak ja, rozwydrzona przez szybkość AF w Nikonie D3s, musi przyznać, że autofokus w Nikonie V1 jest OK.

Nikon V1, priorytet przysłony, czas 1/60, f/4,0 ISO 250, Nikkor 30-110 mm/ 3,8-5,6 VR

Mimo, że aparat ma na obudowie jakże mi bliski napis NIKON, to jednak nie polubiliśmy się. No cóż 🙂