Perfidny plagiat

Napisała do mnie „niko” opisując swoje perypetie. Obiecałem, że jej przypadek stanie się kanwą jednego z kolejnych wpisów, tak więc teraz wypełniam swoje zobowiązanie. 🙂 A było to tak:

„Byłam na wernisażu wystawy znajomego, robiłam zdjęcia. Była tam jeszcze jedna osoba z aparatem, poprosiła o zrobienie jej zdjęcia z autorem (moim aparatem). Zapytała czy możemy wymienić się zdjęciami z wystawy, zgodziłam się przynieść następnego dnia płyty z kilkoma zdjęciami (na pamiątkę). Na kopercie płyty napisałam swój adres e-mail ponieważ pani swoich zdjęć nie przyniosła, podobno niewiele wyszło i obiecała przesłać na pocztę. Nie dostałam ich do tej pory, jakież było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam moje zdjęcia w artykule na temat autora malarstwa prezentowanego na wystawie. Na stronie internetowej pisma jest cała galeria, w której zamieszczono w sumie 10 zdjęć mojego autorstwa. Nikt nie pytał mnie o zgodę na publikację moich zdjęć, na dodatek jako autor zdjęć podano autorkę artykułu. Czy w takiej sytuacji mogę coś zrobić? Czy ten wzór pisma, który umieściłeś kiedyś na F-lex jakiś czas temu dotyczący kradzieży zdjęć jest tutaj adekwatny?”

W zasadzie odpowiedzi na wszystkie pytania można znaleźć na blogu, ale nawet dla uważnego czytelnika może być to jednak trochę skomplikowane i czasochłonne. Zacznijmy od tego, że opisana pani popełniła plagiat. Przypomnę, że powszechne rozumienie pojęcia plagiat nie do końca pokrywa się z jego rozumieniem ustawowym. O tym, czym jest plagiat i jakie przepisy w tym przypadku mają zastosowanie pisałem w „Art. 115” oraz w „True story, czyli rzecz o plagiacie”. Zaczynamy z grubej rury, bo w art. 115 ust. 1 Ustawy jest mowa o popełnieniu przestępstwa. W opisanym przez „niko” przypadku mamy do czynienia z bezprawnym przypisaniem sobie autorstwa cudzego utworu ( w tym wypadu utworu autorstwa „niko”), a właśnie taka sytuacja uregulowana jest w przywołanym przepisie Ustawy.

„Art. 115. 1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.”

Z opisanej sytuacji wynika, że zachodzą przesłanki do złożenia przez „niko” zawiadomienia o prawdopodobieństwie popełnienia przestępstwa plagiatu z art. 115 ust 1. Nie oznacza wcale, że osoba popełniająca czyn zaraz zostanie skazana i „pójdzie siedzieć”.

Ponadto „niko” może w tej sprawie również dochodzić swoich praw na drodze cywilnej. Wzór znajdujący się na F-LEX, o który pytała, jak najbardziej nadaje się do użycia w tym przypadku. Mamy bowiem do czynienia z ewidentnym naruszeniem majątkowych praw autorskich „niko”. Wręczając płytę ze zdjęciami na pamiątkę, nie doszło bowiem do przeniesienia żadnych majątkowych praw autorskich na ową panią. Dokładniejsze wyjaśnienia na temat zasad odpowiedzialności cywilnej z tytułu naruszenia majątkowych praw autorskich znajdziecie m.in. w „Iloczyn, czyli matematyką w naruszyciela”. Jedynie dla przypomnienia poniżej treść odpowiedniego przepisu ustawy.

Art. 79. 1. Uprawniony, którego autorskie prawa majątkowe zostały naruszone, może żądać od osoby, która naruszyła te prawa:
1)  zaniechania naruszania;
2)  usunięcia skutków naruszenia;
3)  naprawienia wyrządzonej szkody:
a)  na zasadach ogólnych albo
b)  poprzez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności, a w przypadku gdy naruszenie jest zawinione – trzykrotności stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu;
4)  wydania uzyskanych korzyści.
2. Niezależnie od roszczeń, określonych w ust. 1, uprawniony może się domagać:
1)  jednokrotnego albo wielokrotnego ogłoszenia w prasie oświadczenia odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie lub podania do publicznej wiadomości części albo całości orzeczenia sądu wydanego w rozpatrywanej sprawie, w sposób i w zakresie określonym przez sąd;
2)  zapłaty przez osobę, która naruszyła autorskie prawa majątkowe, odpowiedniej sumy pieniężnej, nie niższej niż dwukrotna wysokość uprawdopodobnionych korzyści odniesionych przez sprawcę z dokonanego naruszenia, na rzecz Funduszu, o którym mowa w art. 111, gdy naruszenie jest zawinione i zostało dokonane w ramach działalności gospodarczej wykonywanej w cudzym albo we własnym imieniu, choćby na cudzy rachunek.

Pozostaje jeszcze kwestia, kto naruszył majątkowe prawa autorskie „niko”. Wydaje się jednak, że redakcja. Ta natomiast może ewentualnie mieć regres do „negatywnej bohaterki”. Warto w tym miejscu przypomnieć treść art. 38 ust. 1 prawa prasowego, który stanowi, że odpowiedzialność cywilną za naruszenie prawa spowodowane opublikowaniem materiału prasowego ponoszą autor, redaktor lub inna osoba, którzy spowodowali opublikowanie tego materiału. Dodatkowo nie wyłącza to również odpowiedzialności wydawcy.

PS1. Morału z opisanego przypadku nie będzie. 😉 Każdy musi sam wyciągnąć wnioski.
PS2. Oczywiście redakcja może starać się ekskulpować od zarzutu, jak również przypozwać panią.
PS3. Ten stan faktyczny oraz odpowiedź jest również odpowiedzią na pytanie Piotra „A co w przypadku, gdy ktoś zgłasza nie swoje zdjęcie do konkursu?”

Cuius regio, eius religio

Czasami z różnych stron słychać pytania o własność zdjęcia zrobionego pożyczonym aparatem. Wydawało mi się, że kwestia ta już została kiedyś wyjaśniona. Ale skoro pojawiają się głosy (a kysz!), to trzeba na nie odpowiedzieć. Prawo własności aparatu nie ma żadnego wpływu na to, komu będą przysługiwały osobiste i majątkowe prawa autorskie. Nie ma znaczenia, czy zdjęcie zrobisz własnym aparatem, pożyczonym od kolegi lub aparatem testowanym w sklepie. Nawet, jeżeli zdjęcie byłoby zrobione kradzionym aparatem (o co Cię czytelniku nie posądzam), to i tak fakt ten nie ma wpływu na prawa autorskie. Jak zapewne pamiętacie o tym, czy dany twór (także zdjęcie) ma charakter utworu, nie decyduje wcale technika lub narzędzie za pomocą którego został wytworzony. Należy tu przywołać (dla powtórki) brzmienie art. 1 ust. 1 Ustawy, która stanowi, że przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór). Ustawodawca wprawdzie wymienia przykłady utworów w art. 1 ust. 2, ale w żadnym wypadku nie określa techniki czy przedmiotów, których należy użyć, aby można było mówić o utworze. Trudno zresztą byłoby sobie taką sytuację wyobrazić, że stara się narzucić środki twórcze. Zapewne byłoby to sprzeczne z przepisem o „przejawie każdej działalności twórczej”. Powtórzę więc, że własność sprzętu lub nawet jego szemrane pochodzenie nie ma żadnego wpływu na twoje prawa autorskie do zdjęcia.

Twórcą jest autor zdjęcia, czyli w zasadzie ten, kto naciska spust migawki. Oczywiście u wiernego czytelnika F-LEXa zaraz zapali się światełko ostrzegawcze. I słusznie! Oczywiście nie zapomniałem, że są wyjątki i trzeba zajrzeć do „Autoportretu”.

Drugie pytanie, jakie się pojawiło, dotyczyło praw autorskich do zdjęcia w sytuacji, gdy było obrabiane na nielegalnym oprogramowaniu. W tym przypadku obowiązuje taka sama zasada, jak powyżej. Obróbka zdjęcia nielegalnym Photoshop-em, Lightroom-em czy też każdym innym programem graficznym nie ma wpływu na prawa autorskie. Swoją drogą przy rozważaniu tego pytania pojawia się dosyć ciekawa kwestia. Czy zdjęcie prosto z karty, a zdjęcie po obróbce to ten sam utwór? Rozważania na ten temat pominę w tym momencie. Może Piotr coś skrobnie u siebie i dowiemy się, jak to jest widziane i oceniane z perspektywy zawodowca.  Należy jednak pamiętać, że używanie nielegalnego oprogramowania jest przestępstwem. Jeżeli nie wierzycie, to przeczytajcie „Kto pójdzie siedzieć”.

Na szczęście w polskim prawie nie obowiązuje odpowiednik zasady Cuius regio eius religio, śmiało więc fotografujcie pożyczonym sprzętem. Nawet jeżeli zapomnicie wymazać z exifu danych  właściciela aparatu, zdjęcia nadal są Wasze. Do pracy na nielegalnym oprogramowaniu nie namawiam, bo jeszcze by mnie posądzono o podżeganie do przestępstwa.

„Wizerunek nieruchomości”

Ostatnio o Stadionie Narodowym było sporo informacji w kontekście otwierania i zamykania dachu. Przez przypadek poszukując tematów na blog natrafiłem na stronę internetową pewnego doradcy prawnego, który w Internecie udziela porad prawnych.Pytanie dotyczyło wizerunku Stadionu Narodowego.

Konkluzja doradcy jest następująca:
W mojej ocenie nie jest dopuszczalne posługiwanie się wizerunkiem Stadionu Narodowego bez zgody osób posiadających prawo do wydania stosownej licencji.”

Po pierwsze. Chciałbym wyraźnie wszystkim przypomnieć, że pojęcie wizerunku odnosi się wyłącznie do osób. Wizerunek nie dotyczy ani psa, ani samochodu, ani willi, a jedynie osoby fizycznej.

Art. 81. 1. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.

Po drugie. Czy wolno korzystać czy też nie z „wizerunku” (pozostańmy w konwencji doradcy), to zależy od tego, czy mamy do czynienia z wizualizacją zewnętrzną, czy wewnętrzną  stadionu. W przypadku wizualizacji zewnętrznej mamy bowiem zgodę ustawową wynikającą z art. 33 pkt. 1 Ustawy.

Art. 33 pkt 1 Wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku.

Tym samym konkluzja doradcy„Korzystając z wizerunku nieruchomości, należy wobec tego pamiętać o respektowaniu praw autorskich twórców, których utwory są w ramach tego wizerunku utrwalane, w szczególności jeśli nie wygasły jeszcze majątkowe prawa autorskie do tych utworów (art. 36 Prawa autorskiego), co dotyczy przede wszystkim obiektów wzniesionych w stosunkowo nieodległej przeszłości, ale również obiektów starszych, jeśli twórca zmarł nie wcześniej niż 70 lat przed datą danego wykorzystania.” –  jest BŁĘDNA i nie znajduje odzwierciedlenia w Ustawie.

Mogę zgodzić się z powyższym twierdzeniem jedynie w sytuacji, gdy rozpowszechniane byłyby zdjęcia lub wizualizacja wnętrza stadionu/budynku. Na ten temat znajdziecie szersze wyjaśnienia w „Klatce”. „Autor tysięcy opinii prawnych” (cytat ze strony) nie zauważa jednak takich  niuansów 😉 .

 PS.1 Co sądzę o doradcach? Odpowiedź znajdziesz w powyższym tekście (Wyszło ze mnie całe zło, jakie się zalęgło w korporacji  🙂  ).

PS.2.  Ciekawe coniektórzy politycy mówiliby o dachu, gdyby został zrealizowany pewien pomysł?

Fotograf przedsiębiorca

Adrian ostatnio podesłał mi link do artykułu „Zakup aparatu fotograficznego na firmę to nie tylko korzyść z odliczenia VAT-u.” W zasadzie wszystko co zostało tam napisane jest prawdą i ma swoje odzwierciedlenie w przepisach podatkowych. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że należało tam również wskazać czytelnikowi, jaka jest ogólna praktyka. Do dzisiaj organy podatkowe „nie ruszyły” sprawy używania aut służbowych do celów prywatnych. Problem z podatkowego punktu widzenia od lat omijany przez skarbówkę. Wszyscy dookoła widzą i wiedzą, że większość kluczowych pracowników dużych korporacji (nie dotyczy to oczywiście tylko korporacji) korzysta z samochodów służbowych nie tylko do celów związanych z powierzoną im pracą. Oczywiście nie jest to żaden argument w dyskusji z władzami skarbowymi w sytuacji, gdy przyjdą do Twojej firmy, ale jednak warto o tym wspomnieć. Należy także pamiętać, że urzędnik ze skarbówki czuje się bardziej pewny u drobnego przedsiębiorcy, niż w zderzeniu z dużą korporacją, za którą stoją rzesze doradców i renomowane kancelarie. Generalnie ze skarbówką należy żyć dobrze, ale także należy pamiętać, że nie jest nieomylna i wszechwładna.

Na F-LEX dzisiaj chciałbym zwrócić uwagę także na inne konsekwencje związane z nabyciem sprzętu fotograficznego „na firmę”. Kupując aparat „na firmę” nabywasz go jako przedsiębiorca, a nie jako konsument. Jest to równoznaczne z tym, że tracisz wszelkie uprawnienia, jakie przysługiwały Ci jako konsumentowi. Po pierwsze nie będziesz mógł korzystać z uprawnień wynikających z przepisów ustawy z dnia 27 lipca 2002 r. o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie Kodeksu cywilnego. Skoro nie jesteś konsumentem, to nie będziesz miał prawa na powołanie się na niezgodność towaru z umową. Tym samym odpada Ci jedna ze ścieżek prawnych „reklamowania nabytego towaru”. Przyjęcie takiego rozwiązania prawnego wynika z założenia, że konsument w „zderzeniu” ze sprzedawcą jest zawsze na słabszej pozycji, niż przedsiębiorca (który z założenia jest profesjonalistą). Jeżeli więc kupisz sprzęt fotograficzny jako Kowalski, to jesteś nieporadnym konsumentem (wspieranym przez ustawodawcę) 🙂 . W przypadku, gdy kupisz go, jako Kowalski-Fotografia (czyli jako przedsiębiorca), od razu z nieporadnego Kowalskiego stajesz się profesjonalistą. 🙂 Wtedy pozostają Ci tylko uprawnienia z gwarancji i rękojmi. Druga sytuacja mająca podobne skutki, to zakupy na odległość (czyli zazwyczaj w sklepach internetowych). Jest to dosyć ważne zagadnienie, bo w tych sklepach zazwyczaj ceny są jednak troszkę niższe. Zgodnie z art. 2 ust. 1. ustawy z dnia 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny konsument, który zawarł umowę poza lokalem przedsiębiorstwa, może od niej odstąpić bez podania przyczyn, składając stosowne oświadczenie na piśmie w terminie dziesięciu dni od zawarcia umowy. Do zachowania tego terminu wystarczy wysłanie oświadczenia przed jego upływem. Kupując towar jako przedsiębiorca nie masz możliwości odstąpienia od umowy bez podania przyczyny. Musisz więc dokładnie przemyśleć zakup, zanim się zdecydujesz złożyć zamówienie.

Monitoring

W poniedziałkowym wydaniu Gazety Wyborczej na pierwszej stronie pojawił się artykuł „Polacy na podglądzie”. Rzecz ma się o powszechnym w naszym kraju monitoringu, jak i o  pochodzących z niego filmach, pojawiających się w Internecie. Zwraca się w nim m.in. uwagę na to, że zgodnie z  ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych wizerunek człowieka jest daną osobową i podlega ochronie również na podstawie przepisów tejże ustawy.

Ważnym elementem, podkreślanym przez Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, jest ustalenie, na ile monitoring (a raczej cele dla jakich jest prowadzony) może wkraczać w prywatność monitorowanego.  Prawo do prywatności gwarantuje nam bowiem Konstytucja RP w art. 47.

Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym.

Oczywiście prywatność obywatela w pewnych przypadkach może być ograniczona, ale tylko w ramach ładu konstytucyjnego. Zgodnie z art. 31 ust. 3 Konstytucji ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. W związku z tym, że zasady monitoringu nie są na dzień dzisiejszy regulowane ustawowo można śmiało postawić tezę, że tego typu działania mogą naruszać naszą prywatność.

 W trakcie czytania artykułu  mogą pojawić się czytelnikowi jeszcze dwa pytania. Czy taki film z monitoringu podlega reżimowi Ustawy (tzn. czy jest on utworem, a co za tym idzie czy podlega ochronie według prawa autorskiego)? Czy rzeczywiście dozwolone jest jego publikowanie w Internecie?

W sprawie monitoringu była już dyskusja pod wpisem „Gra w zielone”. Swojego stanowiska w tej sprawie nie zmieniam. Nadal uważam, że film zarejestrowany przez kamerę monitoringu czy kamerę przemysłową nie jest utworem w rozumieniu Ustawy, a więc nie podlega ochronie.

Ochronie podlega każdy przejaw twórczości, również skonkretyzowana, ujawniona w dziele idea (pomysł). Aby przysługiwała tej idei ochrona musi ona odpowiadać cechom przedmiotu prawa autorskiego – musi zatem być oryginalna i mieć twórczy, indywidualny charakter (sygn. akt III SA/Wa 3288/08)”

Jeżeli film z monitoringu nie jest utworem, to nie ma on też twórcy. Publikując więc taki film nie można naruszyć autorskich praw majątkowych.

Sam fakt, że film z monitoringu nie jest utworem, nie oznacza jednak, że można go będzie bezkarnie opublikować. Pozostaje bowiem otwarta kwestia ochrony wizerunku, czyli stosowania przepisów Rozdziału 10 Ustawy o zasadach publikacji wizerunku. Należy pamiętać, że wizerunek nie wszystkich i nie zawsze może zostać opublikowany. Ponadto publikacja takiego filmu może naruszać prawo do prywatności osoby filmowanej lub jej dobra osobiste.

Osobiście uważam, że obywatelom „należy się” ustawa regulująca zasady monitoringu. Powinna ona zawierać przepisy wyłączające możliwość jakiejkolwiek publikacji i rozpowszechniania nagrań z monitoringu  bez zgody osób, których wizerunek jest na nich uwieczniony (oczywiście nie dotyczyłoby to przekazania nagrań organom ścigania czy sądom). Za publikację takich filmów odpowiedzialność cywilną powinna ponosić nie tylko osoba publikująca, ale także „właściciel” monitoringu (co na pewno zmobilizowałoby go do wdrożenia stosownych procedur przeciwdziałających takim publikacjom).  Brak takich przepisów powoduje, że w wielu wypadkach filmy publikowane w sieci w obecnym stanie prawnym nie naruszają zasad w zakresie ochrony wizerunku (Art. 81 ust. 2 pkt 2 Ustawy:  Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza).

TW.A czyli oczyma tajnego współpracownika Admina

Nie każde zachowanie człowieka da się i powinno podciągnąć pod normy prawne. No chyba, że ktoś nazywa się Wissarionowicz Dżugaszwili. Ale to już na szczęście zamierzchłe czasy zeszłego stulecia.
Prawo do wolności wypowiedzi jest jednym z ważnych elementów cywilizowanego społeczeństwa. Rozwój Internetu spowodował, że ludzie coraz to chętniej wypowiadają się na różne tematy, niestety jednak często obrażając innych (m.in. dlatego, że naiwnie im się wydaje, że są anonimowi). Można się zastanawiać, jak to jest, że ten sam człowiek w realu układny i kulturalny logując się na tym czy innym forum internetowym przemienia się w internetowego Lectera Hannibala? F-LEX nie jest miejscem na takie rozważania, a ja nie czuję się kompetentnym do postawienia prawidłowej diagnozy, jednak trudno wobec pewnych zachowań przejść obojętnie. Znamiennym jest, że zjawisko to bardzo często występuje na portalach, gdzie użytkownicy prezentują różne swoje prace twórcze. Niestety z przykrością muszę to stwierdzić, że nie omija to portali fotograficznych. Dla użytkownika portalu najbezpieczniej byłoby należeć do tego czy innego TWA lub GWA. Jeżeli się ma własne zdanie o tym czy tamtym „dziele” (co zazwyczaj nie podoba się wzajemnie się adorującym), to jest się poddawanym ostracyzmowi, krytykanctwu, obśmiewaniu, obrażaniu itp. itd. Zasada „Ten, kto nie jest z nami, jest przeciw nam” jest powszechnie obowiązująca. Zdjęcie uznane za wyśmienite przez 8 czy nawet 10 osób (najczęściej należących do TWA) nie może przecież się komuś nie podobać. Jeżeli się nie podoba, to znaczy, że oceniający jest złośliwy, nie zna się i takie tam. Jeżeli padają tylko tego typu zarzuty, to małe piwo. Niestety pojawiają się gorsze, włącznie kto komu co może zrobić. Aby nie musieć być dosłownym posłużę się rysunkiem Andrzeja Mleczki.
Niestety takie „draki” kończą się drastycznymi cięciami ze strony administratorów portali. Ten czy ów dostaje żółtą kartkę lub bana. I wtedy znowu pojawia się kolejny zarzut, tym razem wobec adminów. Że są arbitralni, wycinają tego, a innego zostawiają i tak dalej, i tak dalej.
A sprawa jest prosta (było o tej złej stronie fotografii, teraz będzie prawo). Ustawa z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz.U. nr 144, poz. 1204 z późn. zm) nakłada na podmiot prowadzący forum pewne obowiązki. Oczywiście za treść wpisów na forach odpowiadają ich autorzy, jednak są sytuacje w których brak reakcji po stronie podmiotu odpowiedzialnego za forum może spowodować jego współodpowiedzialność.

Art. 14. 1. Nie ponosi odpowiedzialności za przechowywane dane ten, kto udostępniając zasoby systemu teleinformatycznego w celu przechowywania danych przez usługobiorcę nie wie o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności, a w razie otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych.
2. Usługodawca, który otrzymał urzędowe zawiadomienie o bezprawnym charakterze przechowywanych danych dostarczonych przez usługobiorcę i uniemożliwił dostęp do tych danych, nie ponosi odpowiedzialności względem tego usługobiorcy za szkodę powstałą w wyniku uniemożliwienia dostępu do tych danych.
3. Usługodawca, który uzyskał wiarygodną wiadomość o bezprawnym charakterze przechowywanych danych dostarczonych przez usługobiorcę i uniemożliwił dostęp do tych danych, nie odpowiada względem tego usługobiorcy za szkodę powstałą w wyniku uniemożliwienia dostępu do tych danych, jeżeli niezwłocznie zawiadomił usługobiorcę o zamiarze uniemożliwienia do nich dostępu.

Tak więc nieusunięcie obraźliwych wpisów przez administratorów po zgłoszeniu takiego żądania albo po uzyskaniu przez nich wiadomości o bezprawnym charakterze wpisów, może skutkować odpowiedzialnością usługodawcy (właściciela portalu).

Warto również przypomnieć, że niewybrednymi komentarzami można naruszyć czyjeś dobra osobiste (art. 23 i 24 k.c.), jak również kogoś pomówić (art. 212 § 1 k.k.) lub zniesławić (art. 216 § 1 k.k.). Jeżeli chodzi o odpowiedzialność karną, to tylko na marginesie przypomnę, że dopuszczenie się takiego czynu za pośrednictwem środków masowego komunikowania (fora się łapią) jest zagrożone wyższą sankcją karną.

PS. Dzisiejszy tekst jest uzupełnieniem tego, co napisał Piotr u siebie na blogu.

PS2.  Dziwi mnie przyzwolenie adminów na powrót banowanego pod nowym nickiem (nota bene, który specjalnie się z tym nie kryje). To prawie, jak z tymi wyrokami w pewnej złotowej aferze. 🙂

Rękojmia

Update: Tekst nieaktualny, ze względu na zmiany, jakie weszły w życie z dniem 26.12.2014. Patrz tekst: „Rękojmia po nowemu”.

* * * *

W przypadku „awarii” sprzętu kupujący  ma w zasadzie do wyboru trzy drogi postępowania i może skorzystać z uprawnień wynikających z:

  •  rękojmi (art.556-576 k.c.) – dotyczy przedsiębiorcy,
  •  gwarancji (art. 577-581 k.c.) – dotyczy przedsiębiorcy i konsumenta,
  • ustawy z dnia 27 lipca 2002 r. o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie Kodeksu cywilnego – dotyczy konsumenta

O uprawnieniach wynikających z ustawy z dnia 27 lipca 2002 r. o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie Kodeksu cywilnego pisałem już na F-LEX w ubiegłym roku. Wystarczy zajrzeć do „Pobożne życzenie, czy też prawo konsumenta”, a także do „Happy end”. O gwarancji było trochę w „Migawce”. Pewnie temat wróci, ale dzisiaj motywem przewodnim jest rękojmia.

Czym się różni rękojmia od gwarancji? Odpowiedzialność sprzedawcy z tytułu rękojmi wynika wprost z przepisów ustawowych. Gwarancja jest natomiast elementem stanowiącym dodatkową umowę pomiędzy sprzedawcą lub producentem a nabywcą towaru, której dowodem zawarcia jest dokument gwarancyjny. Udzielenie gwarancji jest wolą sklepu lub producenta, nie ma bowiem obligu ustawowego do jej udzielenia. Istnieje natomiast przymus rynkowy, bo kto będzie chciał zakupić towar, na który nie jest udzielana gwarancja.

Sprzedawca ponosi odpowiedzialność z tytułu rękojmi, jeżeli rzecz sprzedana:

  • ma wadę zmniejszającą jej wartość lub użyteczność ze względu na cel w umowie oznaczony albo wynikający z okoliczności lub z przeznaczenia rzeczy albo
  • nie ma właściwości, o których istnieniu zapewnił kupującego, albo
  •  została kupującemu wydana w stanie niezupełnym.
  • stanowi własność osoby trzeciej albo jeżeli jest obciążona prawem osoby trzeciej (556 k.c.)

Sprzedawca nie będzie jednak ponosił odpowiedzialności z tytułu rękojmi, jeżeli wiedziałeś o wadzie w chwili zawarcia umowy (np. kupowałeś aparat uszkodzony lub z usterką). W przypadku wykrycia wady należy zgłosić ją w ciągu miesiąca. Niezgłoszenie w tym okresie wady powoduje, że utracimy nasze uprawnienia z rękojmi. Gdy aparat fotograficzny ma wady, to możemy od umowy odstąpić albo żądać obniżenia jego ceny. Nie zawsze jednak jest możliwe odstąpienie od umowy. Taki przypadek ma miejsce, gdy sprzedawca niezwłocznie wymieni rzecz wadliwą na rzecz wolną od wad albo niezwłocznie wady usunie. Jeżeli pomimo naprawy lub wymiany nadal będzie występowała wada istotna, to wtedy przysługuje prawo odstąpienia od umowy, nawet jeżeli sprzedawca zgłosiłby po raz kolejny gotowość wymiany lub naprawy rzeczy (art. 560 k.c.).

Oczywiście nie każdy sprzedawca to anioł biznesu i może starać się przeciągać okres wymiany, czy naprawy. Przepis ustawy stanowi, że wymiana lub naprawa musi być dokonana niezwłocznie, szkopuł w tym, że kodeks cywilny nie definiuje tego pojęcia i opóźnienie może stanowić zarzewie konfliktu. Pamiętajcie, że w takim wypadku najzwyczajniej w świecie będzie skuteczne Twoje odstąpienie od umowy. Potwierdził to Sąd Najwyższy (sygn. akt IV CK 786/04) uznając, że „Kupujący (zamawiający) może odstąpić od umowy sprzedaży z powodu zwłoki sprzedawcy (dostawcy) w wymianie wydawanych rzeczy na wolne od wad.

Często zdarza się, że kupujemy sprzęt z drugiej ręki w okresie, kiedy jeszcze prawa z rękojmi nie wygasły. Zaglądając do przepisów kodeksu cywilnego nie znajdziemy odpowiedzi na pytanie, czy kupując używany aparat w okresie objętych rękojmią nabywamy prawa wynikające z rękojmi? Brzmi może skomplikowanie, a chodzi o to, czy przysługują nam względem sprzedawcy takie same uprawnienia, jak pierwotnemu nabywcy aparatu. Sprawa byłą rozpatrywana przez Sąd Najwyższy w poszerzonym składzie, który w 2004 r. podjął uchwałę (sygn. akt III CZP 96/03) z której wynika, że:

Sprzedaż rzeczy przez kupującego nie powoduje przejścia na nabywcę uprawnień z tytułu rękojmi za wady fizyczne rzeczy, kupujący może jednak przelać na nabywcę uprawnienia do żądania obniżenia ceny, naprawy lub dostarczenia rzeczy wolnej od wad.
Przejście na inną osobę uprawnień przysługujących kupującemu z tytułu rękojmi może nastąpić, o ile znajdzie oparcie w ustawie lub umowie. W tym drugim wypadku podstawę taką stanowić może przelew wierzytelności. Zważywszy jednak na ograniczenia wynikające z odpowiednio stosowanego art. 509 § 1 k.c., dotyczyć może to jedynie roszczeń w postaci uprawnienia do żądania obniżenia ceny, naprawy rzeczy i wymiany jej na wolną od wad. Możliwość taka nie dotyczy natomiast uprawnienia o charakterze kształtującym, jakim jest prawo odstąpienia od umowy. To zatem uprawnienie nie może być umownie, w drodze przelewu, przeniesione na kolejnego nabywcę.”

Z polskiego na nasze. 😉 Warto czasami spisać umowę sprzedaży, w której dodatkowo znajdzie się zapis, że przenosi się na kupującego uprawnienia sprzedawcy z tytułu rękojmi (te wymienione w powyższym orzeczeniu). Brak takiego dokumentu, z którego będzie wynikał przelew wierzytelności (po ludzku przeniesienie uprawnień) uniemożliwi dochodzenia roszczeń z tytułu rękojmi od pierwotnego sprzedawcy.

Teraz krótka ściąga. Podpowiadającym jest Sąd Apelacyjny w Katowicach (sygn. akt V ACa 484/08). 🙂

  • Ustawowa o odpowiedzialność z tytułu rękojmi jest niezależna od winy i obciąża sprzedawcę niezależnie od tego, czy wiedział lub mógł wiedzieć o tym, że sprzedana rzecz jest wadliwa.
  • Prawo wyboru między uprawnieniami z rękojmi jest prawem kształtującym, zatem jego dokonanie wiąże kupującego. Stąd strona korzystająca z instytucji rękojmi winna dokonać wyboru jednego z przysługujących jej uprawnień i złożyć w tym przedmiocie stosowne oświadczenie woli w terminie, o którym mowa w art. 568 § 1 k.c.
  • Oświadczenie o odstąpieniu od umowy, aczkolwiek nie wymaga formy szczególnej, to zważywszy na jego charakter jako prawo kształtujący i wynikający zeń skutek, winno być złożone w taki sposób, aby nie nasuwało żadnych wątpliwości, a ponadto zgodnie z treścią art. 77 § 2 k.c., jeżeli umowa została zawarta w formie pisemnej powinno być stwierdzone pismem. Podkreślić przy tym należy, że dla przyjęcia złożenia oświadczenia w przedmiocie odstąpienia od umowy, nie wystarczy sama intencja, wola powrotu do stanu sprzed zawarcia umowy, ale musi być złożone oświadczenie w taki sposób, aby sprzedawca mógł zapoznać się z jego treścią, odczytać wolę kupującego. Ponadto oświadczenie o odstąpieniu od umowy jako oświadczenie woli, aby mogło wywołać skutek prawny musi pochodzić od osoby, która takie oświadczenie mogła złożyć.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że uprawnienia z rękojmi za wady fizyczne, co do zasady wygasają po upływie roku od daty, kiedy rzecz została wydana kupującemu (art. 568 § 1 k.c.).

Na koniec należy Wam życzyć, żebyście musieli jak najrzadziej korzystać z tych uprawnień.

Ambitny artysta

Swego czasu dużo poświęciłem uwagi zagadnieniu wyceny zdjęć amatora w kontekście naruszenia jego majątkowych praw autorskich. Wystarczy wrócić do tekstu „Bezwartościowy amator” czy też „Wysokiej komisji”. Zawsze zwracałem uwagę, że w przypadku sporów o majątkowe prawa autorskie sąd zapewne skorzysta z usług biegłego. W końcu sąd ma wydać sprawiedliwy wyrok (widzę już uśmiech lub grymas na niektórych Waszych twarzach), ale nie musi się na wszystkim znać. Stąd też w procedurze cywilnej jest przewidziana możliwość przeprowadzenia przez sąd dowodu z opinii biegłych. Zgodnie z art. 278. § 1. kodeksu postępowania w wypadkach wymagających wiadomości specjalnych sąd po wysłuchaniu wniosków stron co do liczby biegłych i ich wyboru może wezwać jednego lub kilku biegłych w celu zasięgnięcia ich opinii.
Tak też uczynił sąd w sporze pomiędzy wdową po Niemenie, a poznańskim Stowarzyszeniem Muzycznym „Brzmienia”. Co z tego wynikło? Przeczytajcie sami. Ciekaw jestem jaką macie minę po zapoznaniu się z wyceną biegłego? Po przeczytaniu takich informacji odechciewa się walczyć o ochronę własnych praw, a ponadto można uznać, że ochrona przewidziana Ustawą czasami jest czystą fikcją, skoro Niemena wyceniono na 26 złotych polskich. Tu nie ma literówki. Biegły wycenił na DWADZIEŚCIA SZEŚĆ ZŁOTYCH!!!.

Skoro Czesław Niemen nie był zdaniem biegłego popularnym artystą, to co ma powiedzieć jeden z drugim amator, którego zdjęcia eksploatuje przedsiębiorca Iks bez jakiejkolwiek licencji? W zasadzie odechciewa się publikować zdjęć, bo w przypadku ich nielegalnego wykorzystania i późniejszego procesu może okazać się, że zdjęcia są bezwartościowe. Zamiast satysfakcji pozostanie jedynie niesmak.

PS. Nie radzę korzystać z powyższego zdjęcia w sposób nielegalny, bo ma ono swoją cenę w Getty Images. 😉

Być jak księżna!

Niedawno obiegła cały świat informacja o procesie księżnej Catherine w związku z publikacją w prasie jej zdjęć, gdy opalała się topless na zamku w Prowansji.

Nie będziemy się zajmować biustem księżnej, ale warto przywołać orzeczenie francuskiego sądu i zastanowić się nad tym, jakiej ochrony może dochodzić polska Kaśka w podobnym przypadku. Jedno jest pewne, w sprawie naszej polskiej Kaśki wyrok nie zapadnie w ciągu tygodnia, nie ma na to szans. No chyba, że będzie miała znajomego prezesa w Gdańsku. 😉

Z informacji zawartych w Internecie wynika, że sąd francuski:
a) zobowiązał wydawcę do zwrotu oryginału zdjęć (nakładając jednocześnie karę w wysokości 10.000 euro za każdy dzień zwłoki w ich wydaniu),
b) zakazał ich sprzedaży pod rygorem zapłaty kary w wysokości 100.000 euro,
c) zasądził na rzecz pary książęcej odszkodowanie w wysokości 5.000 euro.
Zapowiedziane jest również wszczęcie postępowania karnego w związku z naruszeniem prawa do prywatności.

Co może natomiast nasza rodzima Kaśka podglądana i fotografowana w Chałupach? Zapewne zdjęcie nagiej Kaśki zrobione ukradkiem będzie naruszało jej prawo do wizerunku (wyjątkowo nie, gdy będzie ona jedną z wielu osób na plaży i można zastosować zgodę ustawową określoną w art. 81 ust. 2 pkt 2 Ustawy). Zakładając nawet, że istnieje zgoda ustawowa, to i tak publikować nie wolno, bo przecież mamy przepis art. 191a kodeksu karnego.
Co więc grozi za publikację rodzimej nagiej Kaśki? Po pierwsze, jak zawsze mamy do czynienia z odpowiedzialnością za naruszenie prawa do publikacji wizerunku. Osoba, której prawo zostało naruszone, może na podstawie art. 83 w związku z art. 78 ust. 1 Ustawy żądać:
a) zaniechania działania naruszającego prawo do wizerunku,
b) dopełnienia czynności potrzebnych do usunięcia skutków naruszenia (np. złożenie publicznego oświadczenie o odpowiedniej treści i formie),
c) przyznania odpowiedniej sumy pieniężnej tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, jeżeli działanie było zawinione (tu raczej nie ma wątpliwości, że publikacji Kaśki topless będzie zawinione).

Sąd Najwyższy w orzeczeniu z 2002 r. (sygn. akt V CKN 1010/00) uznał, że „Określenie „odpowiedniej” sumy zadośćuczynienia wymaga rozważenia wszystkich okoliczności sprawy, w szczególności rodzaju naruszonego dobra i rozmiaru doznanej krzywdy, intensywności naruszenia oraz stopnia winy sprawcy, a także sytuacji majątkowej zobowiązanego.” Sąd Apelacyjny w Krakowie (sygn. akt I ACa 869/02) uznał, że „W odniesieniu do naruszeń dóbr osobistych przez publikację materiału prasowego zadośćuczynieniu pieniężnemu należy przypisać także funkcję prewencyjną. Realizacja tej funkcji staje się iluzoryczna, jeśli wysokość zasądzonego zadośćuczynienia nie uwzględnia sytuacji majątkowej osoby odpowiedzialnej i orientuje się wyłącznie na kompensację uszczerbku niemajątkowego osoby pokrzywdzonej. W szczególności w odniesieniu do wydawcy relatywnie niska wysokość zasądzonego zadośćuczynienia, które stanowiłoby tylko „symboliczną”, a nie rzeczywistą wielkość kalkulacyjną w jego działalności gospodarczej nie może wywoływać efektu „tamującego”, zapobiegającego dokonywaniu w przyszłości naruszeń dóbr osobistych. Natomiast sytuacja majątkowa osoby pokrzywdzonej nie jest doniosła dla określenia odpowiedniej sumy zadośćuczynienia pieniężnego.” Z obu cytowanych orzeczeń oraz z wcześniej przywołanych przepisów Ustawy wynika, że polski sąd zapewne nie poskąpiłby grosza na odszkodowanie. Wydaje się natomiast pewne, że brak jest podstawy prawnej do nakazania zwrotu naszej Kaśce zdjęć. Nie ma przepisu prawnego, który pozwoliłby na „wywłaszczenie” z autorskich praw majątkowych, tak więc nie zapadnie wyrok nakazujący wydania zdjęć.

Poza odpowiedzialnością cywilną zachodzą jeszcze przesłanki odpowiedzialności karnej. Oczywiście publikujący zdjęcia nagiej Kaśki naraża się, tak jak we Francji, na odpowiedzialność karną w związku z popełnieniem przestępstwa z art. 191a k.k.

Jak widać wcale nie trzeba być księżną, żeby mieć możliwość ochrony własnego biustu przed wścibskim paparazzo. 🙂