Czy potrzebne są sądy własności intelektualnej?

Wczoraj prasa doniosła o liście ministra Zdrojewskiego skierowanym do resortu sprawiedliwości w sprawie utworzenia  sądów własności intelektualnej. Minister Zdrojewski pisze m.in. „Stworzenie wyspecjalizowanych wydziałów dedykowanych tematyce własności intelektualnej, a także zapewnienie uczestnictwa w składach orzekających wyspecjalizowanych sędziów, z pewnością pozwoliłoby na poprawę stanu polskiego orzecznictwa dotyczącego praw własności intelektualnej”.

W Internecie od razu pojawiły się już huraoptymistyczne głosy, że w końcu autorzy doczekają się lepszej ochrony prawnej. W sumie nie ma się co dziwić, skoro minister pisze, że „takie rozwiązanie zapewniłoby wynalazcy lub twórcy bezpieczeństwo prawne jego wynalazku lub dzieła (…)”. Czy rzeczywiście powołanie nowych struktur jest potrzebne? Czy obecna regulacja  w tym zakresie szwankuje, że trzeba powoływać nowe sądy o wąskiej specjalizacji, a w tym samym czasie likwidować małe sądy rejonowe?  Poniżej przedstawiam obecne zasady funkcjonowania sądownictwa w zakresie ochrony praw autorskich. Będziecie mogli sami sobie odpowiedzieć, czy rzeczywiście potrzebujemy nowych wyspecjalizowanych wydziałów.

Zacznijmy od ochrony praw autorskich, zarówno majątkowych, jak i osobistych. Zgodnie z artykułem 17 pkt 4 kodeksu postępowania cywilnego sprawy o ochronę praw autorskich i pokrewnych, jak również dotyczących wynalazków, wzorów użytkowych, wzorów przemysłowych, znaków towarowych, oznaczeń geograficznych i topografii układów scalonych oraz o ochronę innych praw na dobrach niematerialnych należą do właściwości sądów okręgowych. Ustawodawca wiedząc, że prawo autorskie to skomplikowana materia, przekazał sprawy z tego zakresu do rozpoznawania w pierwszej instancji doświadczonym sędziom zasiadającym w sądach okręgowych. Sądów okręgowych w Polsce jest 45. Dużo i niedużo. Oceniając to przez pryzmat  prawa do sądu i dostępu obywatela do sądu to wcale nie aż tak dużo. Kiedyś przez kraj przetoczyła się dyskusja o ograniczeniu dostępu do sądu, gdy sprawy rozwodowe przekazywano z sądów rejonowych do sądów okręgowych.  W swoim piśmie minister nie precyzuje, czy chciałby utworzyć takie sądy we wszystkich obecnie sądach okręgowych, czy utworzyć sąd na kształt sądu ochrony konkurencji i konsumentów (który jest cały jeden w Warszawie).

Sprawy o przestępstwa  określone ustawą są obecnie rozpoznawane nie przez wszystkie sądy rejonowe.  Zgodnie z art. 123 Ustawy Minister Sprawiedliwości, w drodze rozporządzenia, może wyznaczyć sądy rejonowe właściwe do rozpoznawania spraw o przestępstwa, o których mowa w art. 115-119 – na obszarze właściwości danego sądu okręgowego. Minister Sprawiedliwości skorzystał z takiej możliwości i określił te sądy w rozporządzeniu z 16 października 2002 r. w sprawie wyznaczenia sądów rejonowych rozpoznających sprawy o przestępstwa wynikające z prawa autorskiego i praw pokrewnych (Dz.U. nr  180, poz. 1510  z późn. zm.). Sprawami karnymi z zakresu praw autorskich zajmuje się obecnie 14 sądów rejonowych.  Zapewne sędziowie orzekający w tych sprawach są  specjalistami także z zakresu praw własności intelektualnej.  Czy więc rzeczywiście jest konieczne powołanie nowych struktur?

PS. Nie mogę również zgodzić się ze słowami ministra o  zapewnieniu uczestnictwa w składach orzekających wyspecjalizowanych sędziów. Czytając pismo Ministra Zdrojewskiego rodzi się pytanie: Czy w takim razie obecni są niewyspecjalizowani i niekompetentni? Oczywiście, że są i wyspecjalizowani, i kompetentni, a niefortunny zwrot mam nadzieję, że jest gafą autora pisma. Właśnie po to ograniczono liczbę sądów właściwych do rozpoznawania spraw z zakresu prawa autorskiego, aby rozpoznawali je sędziowie posiadający stosowne kompetencje.

PS2.  Jakoś trudno mi sobie wyobrazić,że  istnienia sądów własności intelektualnej będzie miało prewencyjny wpływ. Jako twórca wcale nie będę miał poczucia  większego bezpieczeństwa prawnego, a wielu naruszycieli zapewne nawet nie będzie wiedziało, że taki sąd powstał. Tak samo jak nie wiedzą, że kontent umieszczony w Internecie podlega ochronie prawnej.

Architektura we Wrocławiu

Zaprzyjaźniony bloger, jednocześnie redaktor i filar Digital Foto Video, organizuje kolejne warsztaty fotograficzne. Tym razem odbędą się one we Wrocławiu i związane będą z fotografowaniem architektury.  Organizator w informacji przebąkuje coś także o wspominkach z fotowyprawy do Etiopii, ale te kombatanckie spotkania będą miały miejsce, kiedy już światła zabraknie. 😉

Fotografowanie architektury wydaje się być proste, ale czy na pewno? Pod okiem redaktorów z DFV będzie można fotografować w miejscach, do których normalnie dostęp jest utrudniony, a co dopiero ze statywem.  Z posiadanych informacji wynika, że będzie można wyżyć się artystycznie między innymi w Synagodze pod Białym Bocianem oraz w Auli Leopoldyńskiej.  Wyśmienite miejsca na warsztaty architektoniczne. Zapewne nie będzie łatwo, ale za to wybornie.

To jest wpis czysto niekomercyjny, ale o komercyjnym, zabarwieniu 😉

Więcej informacji o warsztatach znajdziecie na „Szturchańcu”.

Bon appetit

Idę do sieciowej restauracji, zamawiam dużą bułę z czymś bliżej nieokreślonym w środku, płacę, siadam przy stoliku, wyciągam aparat (albo telefon) w celu zrobienia zdjęcia, a tu nagle dostaję szmatą po łapach od szczupłej blondynki w firmowym uniformie, która paluchem pokazuje znaczek „zakaz fotografowania”. Zakaz fotografowania w restauracji, kto to słyszał!? Czy to w ogóle jest możliwe? Wydawałoby się, że nie, a jednak.
Jak podaje „The New York Times”, w niektórych restauracjach w Nowym Jorku wprowadzono zakaz fotografowania potraw. Z założenia każdy zakaz nas oburza, a fotografów w szczególności zakaz fotografowania. Dużo na temat zakazów pisałem na blogu w aspekcie fotografowania na dworcach. W zasadzie od tego zaczęła się dwa lata temu przygoda z F-LEXem.

Wróćmy jednak do restauracji i fotografowania. Czy taki zakaz miałby rację bytu w Polsce? Czy restaurator mógłby zakazać fotografowania potraw? A jeżeli tak, to jakie byłyby tego konsekwencje? Generalnie nie ma ogólnego przepisu zakazującego fotografowania. Czy więc powołując się na zasadę „co nie jest zabronione jest dozwolone” można przyjąć, że zakaz fotografowania wprowadzony przez restauratora byłby niezgodny z prawem? Pokuszę się o postawienie tezy (zapewne będzie ona mało popularna), że restaurator ma podstawy do wprowadzenia takiego zakazu. I teza ta nie będzie sprzeczna z tym, co napisałem powyżej o braku przepisu zakazującego. Prawo to można wywieść z praw przysługujących właścicielowi, dzierżawcy czy najemcy. Jako właściciel mam prawo określić, na jakich zasadach udostępniam innym swoją własność. Jako najemca czy dzierżawca mogę określić zasady, na jakich dopuszczam do korzystania przez inne osoby z lokalu, którego jestem posiadaczem. Jakoś nikogo nie dziwi, że aby wejść do niektórych restauracji trzeba mieć odpowiedni strój wieczorowy. Nie masz, nie wchodzisz. Nie ma żadnej dyskusji. A przecież nie ma przepisów prawnych odnośnie ubioru wymaganego w restauracji, to restaurator określa „zasady gry”. Najbardziej adekwatne jest tu angielskie powiedzenie „My house is my castle”.

Jestem krnąbrnym gościem i mimo zakazu odpalam swoją sabinę robiąc zdjęcie półcalowej grubości schabowego. Co może restaurator? W zasadzie jedyne, co przychodzi mi do głowy, to wyprosić gościa z restauracji. Czy powinienem opuścić restaurację? No chyba tak, zwłaszcza mając na uwadze przepisy dotyczące ochrony miru domowego.

Czy mogę wykorzystać takie zdjęcie? Oczywiście, że mogę. Nie ma przecież ochrony wizerunku schabowego. Wielokrotnie na blogu polemizowałem z ochroną wizerunku rzeczy (np. samochodu Kowalskiego czy pieska Kowalskiej).
No i tak bez końca można by mnożyć kolejne pytania.

Smacznego! 🙂

PS. Jeżeli mnie wyproszą z restauracji przed skonsumowaniem, to czy powinienem zapłacić rachunek? Tu optowałbym za niepłaceniem, bo skoro nie zjadłem i mnie wypraszają, to muszą się liczyć z tym, że nie będę płacił za usługę, której nie mogłem, dosłownie i w przenośni, skonsumować. Każda przeciwna interpretacja do powyższej też jest do obrony.

Final cut, czyli koniec spekulacji o CS2

Adobe w końcu wrzuciło te dwa zdania, o które się tak dopominałem w „Dalej o CS2”. Mam nadzieję, że to nie ja zrobiłem Wam kuku. 😉

Od tej chwili każdy, kto ściągnie i zainstaluje CS2, nie może się już powołać na to, że zrobił to w dobrej wierze. Pamiętacie fragment cytowanego ostatnio komentarza do kodeksu karnego? Pewnie nie, to powtórzę, ale tylko malutki wyimek.

„Sprawca musi mieć więc pełną świadomość, że jego zachowanie stanowi uzyskiwanie bez zgody uprawnionej osoby programu komputerowego i chcieć tego”

W zasadzie każdy, kto ściągnął program po opublikowaniu tego oświadczenia przez Adobe, musi być świadom, że robi to w sposób nielegalny. Ryzyko wizyty BSA i przykrych konsekwencji prawnych wzrasta dramatycznie. Teraz można się narazić na postawienie zarzutu popełnienia przestępstwa z art. 278 § 2 kodeksu karnego (kto bez zgody osoby uprawnionej uzyskuje cudzy program komputerowy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej). Oczywiście teraz w kwestii praw autorskich majątkowych sprawa wydaje się bardziej klarowna. Nie masz uprawnienia do korzystania z licencji, więc naruszasz prawa Adobe.  W polskim prawie konsekwencje określone są w art. 79  Ustawy, natomiast nie mam zielonego pojęcia, co tam słychać w prawie angielskim, któremu w kontaktach z Adobe podlegają  Europejczycy.

Podsumowując: Każdy, kto od teraz ściągnie oprogramowanie nie mając wcześniejszej licencji na CS2, robi to w złej wierze i wykorzystuje licencję nielegalnie, narażając się na odpowiedzialność cywilną i karną.

A co z tymi, co pobrali wcześniej CS2 (przed oświadczeniem na stronie Adobe)?  Zapewne nadal nie można im zarzucić popełnienia przestępstwa z art. 278 § 2 k.k. Istotą odpowiedzialności z art. 278 § 2 k.k. jest pozyskanie programu nielegalnie, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Przestępstwo kradzieży oprogramowania jest bowiem przestępstwem kierunkowym i może być popełnione tylko umyślnie, w zamiarze bezpośrednim. Kwestia nielegalności tamtych pobrań była przeze mnie już rozważana w poprzednich dwóch wpisach na blogu. I w tym zakresie nic się nie zmieniło (sprawy etyczne pozostają poza rozważaniami tego wpisu).

Od strony cywilnoprawnej sprawa wygląda na bardziej skomplikowaną. Program został pobrany zapewne w dobrej wierze, ale bez jakiejkolwiek wiedzy na temat zasad udostępnienia licencji. Spekulowali wszyscy, spekulował również F-LEX. 🙂 Dzisiaj już wiemy, że nie jest to bezpłatnie udostępniony program dla wszystkich. Adobe wyraźnie wskazuje, że pliki i klucz licencyjny są tylko dla tych,  którzy posiadają licencję na CS2.  Wygląda na to, że nie mamy za dużo argumentów, aby wskazać, że z oprogramowania korzystamy na podstawie nabytej licencji. Ktoś powie, że przecież istnieje ochrona praw nabytych. Racja, ale czy na pewno w tym przypadku nabyto jakieś prawa? Sprawa trudna, kontrowersyjna i niejednoznaczna.

W jednym z update do wpisu „Co z tym CS2?” zwracałem uwagę na brzmienie  art. 43 ust. 1 Ustawy (Jeżeli z umowy nie wynika, że przeniesienie autorskich praw majątkowych lub udzielenie licencji nastąpiło nieodpłatnie, twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia). Ciekawe jak reguluje to prawo angielskie?  Jeżeli miałoby się okazać, że podobnie, to lepiej po prostu odinstalować CS2 i spać spokojnie.

Czy to koniec schodów?

Krzywda twórcy

Dzisiaj kilka słów o procesie związanym z naruszeniem majątkowych i autorskich praw majątkowych (wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi z dnia 23.10.2012 r., sygn. akt I Aca 755/12). Sprawa dotyczyła naruszenia praw fotografa, wiec jest jak najbardziej w sferze naszych zainteresowań. Dokładny stan faktyczny znajdziecie w Internecie. Najkrócej ujmując doszło do publikacji zdjęć bez zgody autora, jak również bez zamieszczenia informacji o twórcy . Klasyczny przypadek, gdzie mamy naruszone jednocześnie autorskie prawa majątkowe i osobiste. W sprawie wyceny zdjęć sąd powołał biegłego (zawsze tak robi, o czym wielokrotnie pisałem na blogu). W tym miejscu warto przytoczyć fragment z uzasadnienia sądu, bo może Wam się przydać w przyszłości.

Wysokość wynagrodzenia, zdaniem Sądu Okręgowego, może być obliczona jedynie hipotetycznie na podstawie rozważania wszystkich okoliczności sprawy (art. 322 k.c.). Sąd I instancji posiłkowo odwołał się zatem do opinii biegłego, co do wartości podobnych transakcji dotyczących wykonania i przeniesienia praw do zdjęć o charakterze komercyjnym wykonywanych dla małych 1-osobowych podmiotów gospodarczych i stwierdził, że ceny za zdjęcia tego rodzaju oscylują w granicach 2.500 – 3.000 zł netto wraz z kosztem pracy modelki za tego typu sesję ok. 500 zł, przy czym cena ta obejmuje koszt sesji i prawo do bezterminowego wykorzystywania zdjęć”.

Sąd ustalił wysokość należnego fotografowi wynagrodzenia, a następnie na podstawie art. 79 ust. 1 pkt 3b Ustawy zasądził fotografowi potrójną kwotę wynagrodzenia z uwagi na zawiniony charakter naruszenia dokonanego przez pozwanych. Natomiast w zakresie żądania zadośćuczynienia za doznaną krzywdę (brak oznaczenia autorstwa zdjęć) roszczenie oddalił. A dlaczego? Zadośćuczynienie pieniężne, o którym mowa w art. 78 ust. 1 Ustawy sąd może, ale nie musi zasądzić.

Art. 78 ust.1. Twórca, którego autorskie prawa osobiste zostały zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania. W razie dokonanego naruszenia może także żądać, aby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności aby złożyła publiczne oświadczenie o odpowiedniej treści i formie. Jeżeli naruszenie było zawinione, sąd może przyznać twórcy odpowiednią sumę pieniężną tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę lub – na żądanie twórcy – zobowiązać sprawcę, aby uiścił odpowiednią sumę pieniężną na wskazany przez twórcę cel społeczny.

Sądy obu instancji (Okręgowy i Apelacyjny) uznały, że „pomimo zaistnienia przesłanek z art. 78 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, nie ma podstaw do przyznania powodowi zadośćuczynienia za krzywdę doznaną w wyniku naruszenia autorskich praw osobistych. Uprawnienie sądu z powyższego przepisu ma bowiem charakter fakultatywny, więc zadośćuczynienie nie musi być zasądzone w każdym przypadku, gdy dojdzie do spełnienia przesłanek ustawowych. Sąd nie ma zatem obowiązku zasądzenia zadośćuczynienia na podstawie komentowanego przepisu w każdym przypadku naruszenia dóbr osobistych, a przy stosowaniu cytowanego artykułu bierze pod uwagę całokształt okoliczności faktycznych, w tym winę sprawcy naruszenia dóbr autorskich i jej stopień oraz rodzaj naruszonego dobra.” W tym zakresie Sąd Apelacyjny odwołał się również do orzecznictwa międzywojennego. W 1936 r. Sąd Najwyższy stwierdził, że sąd może odmówić pokrzywdzonemu autorowi zadośćuczynienia, przewidzianego w prawie autorskim, gdy doznana przez autora krzywda moralna została w inny sposób powetowana.

Jeżeli więc będziesz dochodził odszkodowania za naruszone prawa majątkowe i jednocześnie żądał naprawienia wyrządzonej krzywdy w postaci zapłaty stosownego zadośćuczynienia, to pamiętaj, że będziesz musiał w sądzie udowodnić, że doznałeś krzywdy, jak również wykazać jej wielkość.

D800 sprzedam

Update 07.02.2013 : Przecena na 8.000,00 PLN. Szukaj na Allegro

Tym razem prywata na całej linii. 🙂
1. Do sprzedania mam body Nikon D800.
2. Aparat kupiony w kwietniu 2012 r. w Polsce (posiadam fakturę zakupu).
3. Aparat jest jeszcze na gwarancji.
4. Sprzęt jest objęty promocją Nikon Polska „1 Rok gwarancji + 1 rok ochrony”.
5. Używany amatorsko (obok drugiego body), z przebiegiem na dzień dzisiejszy 15.900 klapnięć.
6. Sprzęt jak nowy, nosi niewielkie ślady używania na obudowie od spodu ze względu na częste korzystanie ze statywu.
7. Nabywcy dorzucę jeden dodatkowy akumulator (nieoryginalny)
8. Cena promocyjna: 8.200,00 PLN (nie wystawiam faktury VAT, bo to sprzęt całkiem prywatnie zakupiony).
9. O tym, że to fajny aparat pisałem w „Subiektywnie o Nikonie D800”. Tam też są jego zdjęcia.

W przypadku jakichkolwiek pytań chętnie na wszystkie odpowiem na e-maila. Sprzęt do obejrzenia i przetestowania we Wrocławiu.

PS. Zapomniałem, ale przecież ja mam jeszcze do sprzedania D3s, więcej informacji o D3s szukajcie na Allegro.

Dwanaście dolców

Jeżeli „padłeś ofiarą” Getty Images to można rzec, że masz pecha. Jeżeli jednak tym razem Twoje zdjęcia nie załapały się do Google Drive, to warto się zastanowić nad dalszą współpracą z Getty Images, aby nie kusić losu na przyszłość.

Umowa na pośrednictwo w sprzedaży zdjęć (Getty Images Contributor Agreement for Photo Sharing Content) zawierana jest na okres jednego roku i następnie automatycznie przedłużana na kolejny roczne okresy. Będzie ona obowiązywać tak długo, aż jedna ze stron jej nie rozwiąże za wypowiedzeniem.

Getty Immages może rozwiązać umowę (bez podania przyczyny) ze skutkiem na dzień rocznicy obowiązywania umowy, za wcześniejszym dziewięćdziesięciodniowym terminem wypowiedzenia. Ty natomiast możesz ją rozwiązać w każdym czasie (a nie tylko ze skutkiem na rocznicę obowiązywania umowy). Także i Ty  musisz wypowiedzieć umowę na 90 dni wcześniej.  Jak widać obie strony mogą zdecydować o rozstaniu, tyle że użytkownik w każdej chwili, a Getty Images raz do roku.

Zła informacja to taka, że rozwiązanie umowy z Getty Images nie wpływa jednak na udzielone przez nich licencje, jeżeli są one nadal obowiązujące w dacie rozwiązania waszej współpracy (pkt 3.3. umowy).

Jeżeli „załapałeś się” na Google Drives i masz ochotę, a przede wszystkim środki aby procesować się, to musisz znaleźć prawnika specjalizującego się w prawie obowiązującym w Stanie Nowy Jork. Sam zgodziłeś się na prawo tego stanu. Powiesz, że nie miałeś wyboru. To nie prawda, miałeś! Nikt nie zmuszał Cię do zawierania umowy.  Wizja zysków przyćmiła racjonalne myślenie ;-).

Najbliższe miejsce, gdzie może się odbyć proces na zachód od Odry, to Frankfurt nad Menem.  Jeżeli lubisz podróżować po Europie, to możesz się również wybrać na proces z Getty Images do Londynu, czy Paryża. Natomiast zwolennicy kuchni azjatyckiej mogą się wybrać do Tokio ;-).

Proces nie odbywa się przed sądem powszechnym jednego z „państw gospodarzy”, a w postępowaniu arbitrażowym prowadzonym według zasad Międzynarodowej Izby Gospodarczej (ICC) lub Commercial Rules of the American Arbutration Association. No niestety na to wszystko się zgodziłeś, a nie musiałeś. Czy nadal są chętni do udowadniania swoich racji na drodze sądowej?

PS. W umowie z Getty Images nie znalazłem ani linijki, która określałaby, w jaki sposób będzie wyceniana Twoja fotografia przed wystawianiem na sprzedaż. Powtarzam, ani jednej. Tak więc w sumie nie ma co się dziwić, że niektórzy później dostają dwanaście dolców.

Na osłodę „Dwanaście groszy” Kazika. 🙂

Dalej o CS2

Update 23.01.2013. Zajrzyj do „Final cut, czyli koniec spekulacji CS2”.

Mijają kolejne dni, a Adobe tylko coś tam bąknęło na blogu. Na stronie, z której można pobrać CS2, nadal milczą. Nie ma żadnej informacji, czy wolno, czy też nie wolno pobierać. Nawet nie zostało przeklejone stanowisko opublikowane na firmowym blogu.

Przepisy prawa karnego penalizują uzyskiwanie cudzego programu komputerowego (pisałem o tym w „Co z tym CS2?”) w celu osiągnięcia korzyści majątkowej bez zgody osoby uprawnionej. I cały problem w tym przypadku rozbija się o tę zgodę lub jej brak. W głowie mętlik i szum. Pojawiają się kolejne pytania:
1. Wolno, czy też nie wolno?
2. Jeżeli przyjąć, że Adobe mówi nie wolno, to czy takie „nie wolno” może być skutecznie umieszczone gdzieś tam na fifnastej podstronie bloga?
3. Z czego miałby wynikać obowiązek przeszukiwania przez użytkowników bloga celem zapoznania się ze stanowiskiem Adobe?

A. Marek w „Kodeks karny. Komentarze”, LEX 2010 w komentarzu do art. 278 §2 k.k. zwraca uwagę, że „działanie sprawcy nie musi pozbawiać posiadacza programu władztwa nad komputerowym jego nośnikiem, lecz może polegać na bezprawnym uzyskaniu samego programu, jego kopiowaniu itp.”  Natomiast w „Kodeks karny. Część szczególna. Tom III. Komentarz do art. 278-363 k.k.” pod redakcją Andrzeja Zolla możemy przeczytać: „Charakterystyczny dla strony podmiotowej przestępstwa z art. 278 § 2 k.k. zamiar bezpośredni musi obejmować zarówno cel działania sprawcy, jak i sposób działania prowadzący do tego celu.(…) sprawca musi mieć więc pełną świadomość, że jego zachowanie stanowi uzyskiwanie bez zgody uprawnionej osoby programu komputerowego i chcieć tego. Jednocześnie sprawca musi mieć pełną świadomość tego, że jego działanie doprowadzić ma do osiągnięcia korzyści majątkowej i w tym właśnie celu ją realizować. (…) Elementy przedmiotowe kradzieży programu komputerowego, a więc fakt braku zgody osoby uprawnionej oraz działanie polegające na uzyskaniu programu komputerowego muszą znaleźć odzwierciedlenie w świadomości sprawcy (w postaci tzw. pełnej świadomości) i muszą być objęte jego wolą (tzn. chęcią ich wypełnienia).”

Pytanie o bezprawność pobrania programu ze strony Adobe nadal pozostaje otwarte. Miałbym o wiele mniej wątpliwości (w zasadzie bym ich nie miał), gdyby napisali „nie wolno Ci używać, jeżeli wcześniej nie zakupiłeś licencji na pobierane oprogramowanie”.  A tak, można spekulować. Jak widać spekulacje, z jakichś nie do końca wiadomych powodów są na rękę Adobe. A przecież wystarczyłyby dwie linijki na stronie (http://www.adobe.com/downloads/cs2_downloads/index.html). Brak tych dwóch linijek skłania mnie jednak do podtrzymania swojego wcześniejszego stanowiska, że nie będzie można mówić o odpowiedzialności karnej osób, które ściągnęły CS2 ze strony Adobe.

Natomiast z całą stanowczością odradzam udostępnianie innym plików programu CS2  na własnych stronach, czy FTP-ach.

Gruba Ryba płaci więcej

Sylwester jest datą przełomową i nie tylko dlatego, że nadchodzi kolejny rok. Zazwyczaj z dniem pierwszego stycznia wchodzi w życie wiele zmian w przepisach prawnych, a w szczególności w przepisach podatkowych. Na temat podatków  już kilkakrotnie pisałem na blogu.  W „Kontynuacja PIT-olenia” zajmowałem się kosztami uzyskania przychodu z tytułu niektórych rodzajów działalności. Oczywiście chodziło tu o działalność powiązaną z prawami autorskimi.

Każdy z nas czytał, słyszał lub wie, że dla pewnych rodzajów przychodów zryczałtowane koszty uzyskania wynoszą 50%. O tym było właśnie  w „Kontynuacji PIT-olenia”. Od nowego roku, czyli od 1 stycznia 2013 r. regulacje  w tym zakresie uległy lekkiej zmianie. Spokojnie, bez paniki! Jeżeli nie jesteś dużą rybą w małym stawie, o której piszą na Szturchańcu, informacja, którą poniżej przeczytasz, nie powinna Cię zaniepokoić. Swoją drogą życzę wszystkim, aby byli grubymi rybami i ze złością czytali poniższe wersety. 🙂

Chodzi bowiem o zryczałtowane koszty. Do końca roku koszty z tytułu zapłaty twórcy za przeniesienie prawa własności wynalazku, topografii układu scalonego, wzoru użytkowego, wzoru przemysłowego, znaku towarowego lub wzoru zdobniczego, z tytułu opłaty licencyjnej za przeniesienie prawa stosowania wynalazku, topografii układu scalonego, wzoru użytkowego, wzoru przemysłowego, znaku towarowego lub wzoru zdobniczego, otrzymanej w pierwszym roku trwania licencji od pierwszej jednostki, z którą zawarto umowę licencyjną, z tytułu korzystania przez twórców z praw autorskich i artystów wykonawców z praw pokrewnych, w rozumieniu odrębnych przepisów, lub rozporządzania przez nich tymi prawami, wynosiły 50% uzyskanego przychodu.  Kropka.

Ustawą z dnia 24 października 2012 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych (Dz.U. z 2012 r., poz. 1278) zmieniono przepisy art. 22 ust. 9 pkt 1-3 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych i dodano nowy ust. 9a, które to  wprowadziły pewne ograniczenie. Obecnie zryczałtowane koszty nadal wynoszą 50% uzyskanego przychodu, jednak w roku podatkowym łączne koszty uzyskania przychodów nie mogą przekroczyć połowy kwoty stanowiącej górną granicę pierwszego przedziału skali podatkowej, o której mowa w art. 27 ust. 1, czyli nie mogą przekroczyć 42.764,00 PLN.

Jeżeli więc Twój przychód z tytułu przeniesienia praw autorskich przekroczy  85.528,00 PLN, to  zryczałtowane koszty będą na stałym poziomie 42.764,00 PLN. Oczywiście nie ma przymusu stosowania zryczałtowanych kosztów.  Zawsze możesz rozliczyć koszty faktycznie poniesione, które mogą być wyższe niż 42.764,00 PLN (tylko musisz mieć dowody księgowe dokumentujące poniesienie tych kosztów).

Co z tym CS2?

Update1: 15.01.2013
Update2: 17.01.2013
Update3: 23.01.2013. Zajrzyj do „Final cut, czyli koniec spekulacji CS2”

CS2 firmy Adobe za darmo. Dużo się o tym ostatnio pisze w Internecie. Nawet zaprzyjaźniony Szturchaniec nie mógł sobie odmówić przyjemności napisania kilku słów o tym. Na Szturchańcu piszą „Skoro Darek mówi, że znalezione, nie kradzione….

Rzeczywiście na stronie Adobe nie ma ani słowa o zasadach licencji. Są jedynie do pobrania pliki z programem oraz podany jest numer seryjny. Czy to działa, nie wiem, bo nie ściągałem i nie próbowałem instalować. Może któryś z czytelników F-LEXa podzieli się swoimi doświadczeniami w tym zakresie.

Skoro jednak producent udostępnił na swojej stronie zarówno produkt, jak i klucz licencyjny, to należy domniemywać, że z produktu może korzystać każdy. Swego czasu pisałem na blogu o konsekwencjach związanych z używaniem nielegalnego oprogramowania. Trudno jednak w tym przypadku mówić o jakimkolwiek naruszeniu prawa przez osobę korzystającą z uprzejmości Adobe. Zgodnie z art. 278 § 2 kk karalne jest uzyskanie cudzego programu komputerowego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej bez zgody osoby uprawnionej. W tym przypadku program jest ściągnięty ze strony producenta, który również udostępnił klucz licencyjny (osobę uprawnioną). Zatem zgodnie z polskim prawem nie mamy do czynienia z czynem zabronionym. Co innego, gdy ściągniesz triala CS6, a następnie po upływie terminu upoważniającego do korzystania z programu „skorzystasz z crack-a”. Wtedy możesz mieć kłopoty, o których pisałem w „Kto pójdzie siedzieć 😉 „.

A jak wygląda to od strony Ustawy? Przepisy Ustawy dotyczące programów komputerowych (Rozdział 7) nie wyłączają stosowania art. 49 ust.1. zgodnie z którym, jeżeli w umowie nie określono sposobu korzystania z utworu, powinien on być zgodny z charakterem i przeznaczeniem utworu oraz przyjętymi zwyczajami. Tak więc zapewne użytkownik CS2 nie otrzyma więcej uprawnień, niż wynikają one z obowiązujących w Adobe licencji. Czy można używać takiego programu komercyjnie (w sensie obróbki zdjęć, a nie odsprzedaży programu)? Skoro nie ma żadnych zastrzeżeń ze strony producenta, to moim zdaniem brak jest podstaw do uznania, że nie wolno, gdyż ani to sprzeczne z charakterem utworu, ani przeznaczeniem utworu, jak również przyjętymi zwyczajami. Zwłaszcza, że jeżeli producent chce zastrzec, że program nie jest do użytku komercyjnego, to dobitnie to artykułuje (vide Microsoft Office Home Edition).

Update1: 15.01.2012. Dotarłem do informacji Adobe, którą znajdziesz TU.  Trochę dziwne to tłumaczenie, że jest to klucz wyłącznie dla dotychczasowych klientów. Każdy kto ma jakieś produkty Adobe wie, że zazwyczaj do aktywacji konieczny jest klucz i rejestracja programu. Można więc było to zapewne inaczej zrobić, niż zrobiło Adobe. Poza tym rodzi się pytanie, dlaczego taka informacja nie pojawiła się na stronie z plikami i kluczem? Sprawdziłem chwilę temu, wszystko po staremu na stronie Adobe. Nadal są pliki do pobrania i klucz licencyjny. Zero informacji typu:  nie bierz, jak nie miałeś ;-).

Update2: 17.01.2013
A może chodzi tu o coś zupełnie innego? To, że wolno, to wcale nie musi oznaczać, że jest za darmo 😉
Z czego wynikają takie moje spekulacje? Z art. 43 ust. 1 Ustawy.
Art. 43. 1. Jeżeli z umowy nie wynika, że przeniesienie autorskich praw majątkowych lub udzielenie licencji nastąpiło nieodpłatnie, twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia.