Wpis z Wawelem w tle, czyli kolejne odczarowywanie internetowych prawd

kr03

„Ale zarejestrowanym znakiem towarowym jest również… Zamek Królewski na Wawelu. Oznacza to, że dla celów prywatnych możemy fotografować go do woli, jednak jeśli mamy zamiary komercyjne, musimy otrzymać na to zgodę.”

Kolejna półprawda krążąca po Internecie. A dlaczego półprawda? Ano dlatego, że prawdą jest tylko pierwsze zdanie „Zamek Królewski na Wawelu” jest znakiem towarowym. Każdy kto chce może to sprawdzić w internetowej wyszukiwarce Urzędu Patentowego. Warto jednak zwrócić uwagę na pełną treść informacji. Rodzaj znaku: Słowny.  Znakiem towarowym podlegającym ochronie jest wiec zwrot „Zamek Królewski na Wawelu”, a nie wizerunek samego zamku. Nie ma więc mowy o tym, że w związku z zarejestrowanym znakiem towarowym można lub nie można fotografować i wykorzystywać zdjęcia zamku.

Zgodnie z art. 120 Prawa własności przemysłowej „znakiem towarowym może być każde oznaczenie, które można przedstawić w sposób graficzny, jeżeli oznaczenie takie nadaje się do odróżnienia towarów jednego przedsiębiorstwa od towarów innego przedsiębiorstwa. Znakiem towarowym, może być w szczególności wyraz, rysunek, ornament, kompozycja kolorystyczna, forma przestrzenna, w tym forma towaru lub opakowania, a także melodia lub inny sygnał dźwiękowy.

Prawo własności przemysłowej wyróżnia trzy podstawowe rodzaje znaków towarowych: słowny, graficzny i słowno-graficzny.

Całe zamieszanie oraz błędna interpretacja bierze się po pierwsze z braku ustalenia, jaki charakter ma dany znak (np: Zamek Królewski na Wawelu, to znak słowny) oraz niezrozumienie, do czego służy Klasyfikacja nicejska (czyli Międzynarodowa Klasyfikacja towarów i usług). W momencie rejestracji wnioskodawca ma obowiązek wskazać wykaz towarów i usług, dla których dany znak jest przeznaczony (art. 138 ust. 1 Prawa własności przemysłowej). Z rejestru można więc dowiedzieć się, komu przysługuje prawo ochronne, rodzaj znaku towarowego oraz jakich usług i/lub towarów dotyczy ochrona.kr02

Zamek Królewski na Wawelu Państwowe Zbiory Sztuki w Krakowie uzyskały prawo ochronne na znak słowny „Zamek Królewski na Wawelu”. Ochroną tą objęte są następujące towary lub usługi:

breloczki, figurki, statuetki, plakietki, ( z metali nieszlachetnych); filmy dokumentalne, reportażowe, fabularno-naukowe, dyski optyczne; breloczki, pierścionki, naszyjniki, bransoletki, broszki, zapinki ozdobne, wyroby z metali szlachetnych, biżuteria antyczna (kopie z metali szlachetnych); książki, foldery, plany miast i zamku, fotografie, widokówki, karty pocztowe, papeteria, plakietki (kartonowe), figurki (miazga papierowa), miniatury zbiorów jako miniaturowe kopie eksponatów (wykonane z miazgi papierowej), przyciski do papieru; miniatury zbiorów, jako miniatury eksponatów, wykonane z drewna, gipsu, lub tworzyw sztucznych, pojemniki ozdobne do pakowania z tworzyw sztucznych, ramki do obrazków, szkatułki nie z metali szlachetnych; figurki z porcelany, terakoty lub szkła, szkło wyroby malowane, tace i tacki nie z metali szlachetnych; wycena dzieł sztuki; murarstwo, nadzór budowlany, konserwacja, naprawy, renowacja dzieł sztuki i obiektów zabytkowych; organizacja wystaw i ekspozycji, prelekcji i odczytów, wykładów z zakresu historii zabytków, przewodnictwo zawodowe polegające na oprowadzaniu po zbiorach i wystawach, szkolenie przewodników; opiniowanie i ekspertyzy w zakresie dzieł sztuki, inwentaryzacja i dokumentacja zbiorów, badania naukowe w zakresie historii”

Przypominam jednak, że odnosi się to tylko do oznaczania towarów lub usług zarejestrowanym znakiem słownym. „Prawo używania zarejestrowanego znaku towarowego obejmuje całość działań polegających na posługiwaniu się tym znakiem w celu odróżniania towarów lub usług objętych rejestracją, co do ich pochodzenia a więc odróżnienia od towarów lub usług nieoznaczonych lub tez oznaczonych, ale pochodzących od innych przedsiębiorców. (…) jedną z najważniejszych form eksploatacji znaku jest opatrywanie znakiem towarowym towarów (lub usług), dla których oznaczenia został on przeznaczony.” (System Prawa Cywilnego, Tom 14 B, Prawo własności przemysłowej pod red. Ryszarda Skubisza)

„Wizerunek” Zamku na Wawelu nie podlega ochronie wynikającej z ustawy prawo własności przemysłowej!

kr01

Kiedyś była „afera” z Mostem Świętokrzyskim. Pisałem o tym w „Toscana nostra”. Wtedy też podałem link do wypowiedzi rzecznika prasowego Urzędu Patentowego, który kwestie wizerunku wyjaśniał.

Podobna półprawda pojawiła się swego czasu w Gazecie, a dotyczyła ochrony „Jasnej Góry”.  Z rejestru prowadzonego przez Urząd Patentowy wynika, że Klasztor Zakonu O.O. Paulinów z Częstochowy ma zastrzeżony słowny znak towarowy JASNA GÓRA (numer ochronny 92175). Tak jak w przypadku Wawelu, nie ma mowy o wizerunku, a znaku słownym składającym się z dwóch słów.

Na koniec zostawiłem sobie gratkę, czyli informację ze strony internetowej PKiN.

„Zarząd Pałacu Kultury i Nauki Sp. z o.o. informuje, że na podstawie ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji z dnia 16 kwietnia 1993 r. (tekst jednolity Dz. U. 2003 r. Nr 153 poz. 1503), ustawy Prawo własności przemysłowej z dnia 30 czerwca 2000 r. (tekst jednolity: Dz. U. 2003 r. Nr 119 poz. 1117), ustawy Prawo autorskie z dnia 4 lutego 1994 r. (tekst jednolity: Dz. U. 2006 r. Nr 90 poz. 631) oraz Kodeksu Cywilnego przysługują mu wyłączne prawa do znaku towarowego, jakim jest wizerunek Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, jak też symbole graficzne i przestrzenne oraz zdjęcia nawiązujące do niego. Wszelkie formy, sposoby jego wykorzystania wymagają pisemnej zgody zarządcy obiektu. Wyjątek stanowią ujęcia obiektu sporządzone dla celów prywatnych, nie zaś dla celów komercyjnych czy zawodowych.”

Znacząca liczba przywołanych ustaw ma zapewne zrobić na czytającym wrażenie. We mnie wzbudza śmiech i ubaw z powodu ignorancji tegoż zarządu (cóż zarząd Trasy Świętokrzyskiej sp. z o.o. też tak kiedyś straszył, w sumie to też spółka miejska). Prawda jest taka, że informacja jest nierzetelna, wprowadzająca w błąd i nieprawdziwa, żeby już uniknąć mocniejszych słów.

„Wizerunek” (czyli to co widzimy przez obiektyw) Pałacu Kultury i Nauki nie był i nie jest znakiem towarowym! Wystarczy zajrzeć na stronę Urzędu Patentowego i w wyszukiwarce wpisać odpowiednią frazę. Tenże straszący wszystkich zarząd zarejestrował cztery graficzne i jeden słowny znak towarowy. Żaden wizerunek (nie mógł, bo nie ma takiej możliwości prawnej). Poniżej zrzut z ekranu.pkin
Można zadać pytanie (pozostanie zapewne bez odpowiedzi), dlaczego przywołano prawo autorskie, zwłaszcza w kontekście art. 33 pkt. 1

Art. 33. Wolno rozpowszechniać:
1) utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku;”

Wielokrotnie pisałem na blogu, że przepis ten pozwala publikować (także komercyjnie) zdjęcia wszelkich utworów, jeżeli spełniane są warunki powyższego przepisu. Skoro więc ktoś cyknie sobie tenże koszmarek, dar ościennego narodu, to może z taką fotografią zrobić wszystko.

Fotograf nie złamie również przepisów ustawy prawo własności przemysłowej, jeżeli nie będzie oznaczał swoich zdjęć znakami towarowymi zarejestrowanymi na rzecz „straszącego zarządu”. Co do przepisów kodeksu cywilnego, to nawet nie próbuję zgadnąć o jaki to przepis maiłoby chodzić (kodeks ma bagatela 1088 artykułów i trudno bawić się w zgaduj zgadulę, co autor miał na myśli).

To byłoby na tyle. W momencie kiedy czytacie ten tekst, jestem off-line i pewnikiem gdzieś popijam Vinho Verde. Na wszelkie ewentualne pytania odpowiem po powrocie z urlopu. 🙂kr04

PS. A zapomniałem jeszcze o przypominajce. O fotografowaniu znaków towarowych, też już było na F-LEX. Zajrzyjcie TU.

Wyjście awaryjne

Uwaga! Treść zawiera lokowanie produktów 😉

Rodzina poprosiła mnie, abym swoje wielkie cztery de zostawił w domu. Nie, nie, nie! Nie chodzi o pewną część mojego ciała, a o Nikona, który ma odpocząć ode mnie.

Prawda jest jednak bardziej „brutalna”. Chodzi o to, żebym wakacje spędził z rodziną, a nie przede wszystkim z aparatem i manelami, które z sobą zazwyczaj noszę. Założenie moich Pań jest proste. Ma być fajnie, rodzinnie i przyjemnie. Pomimo usilnych negocjacji żeńska część rodziny nie zmieniła zdania i głosami trzy do jednego postanowiono, że Nikon zostaje pozbawiony prawa do zagranicznego urlopu. Ale, ale na wakacje nie można pojechać bez aparatu.  Mój znajomy w każdej, nawet najgorszej sytuacji mawiał: „We never give up.” To „We never…” krążyło więc i po mojej głowie. Musi być przecież jakieś wyjście awaryjne. Oczywiście wyjście znalazłem. Wprawdzie na urlop jadę bez D-coś tam, ale mam poczucie, że jestem zabezpieczony 😉 Zabieram ze sobą:

Jak widzicie wcale niemało nazbierałem klamotów. Wszystko to udało mi się spakować do jednej torby, do której jeszcze dorzuciłem latarkę i dyktafon. A wszystko to waży mniej niż… półtora kilograma. Można? Jak widać można. 😉 Na wakacjach będzie i wilk syty  i owca cała. 😉 Poniżej mój wakacyjny ekwipunek w całej krasie.ekwipunek1

ekwipunek2

Zapakowana torba 🙂

PS.Rzutem na taśmę do wyjazdowej ekipy dołączył Sirui T-005.

PS2. Urlop urlopem, ale 19 sierpnia 2013 r. pojawi się kolejny wpis na blogu, a będzie on poświęcony … . Sami zresztą zobaczycie.

Do zobaczenia i poczytania po urlopie.  🙂

Paparazzo 2

krasnalDzisiaj TOK.FM na stronach Gazety.pl wzięła w obronę artystów. Artykuł jest pełen narzekania na paparazzich, na kiepskie prawo oraz często naruszaną prywatność znanych osób.  Oj chyba zaleciało okropną hipokryzją, bo zapewne więcej ustawek fotograficznych robią celebryci i aktorzy, niż wspomniani w tekście politycy. Ale co tam, należy znaleźć i pokazać tego ZŁEGO. Padło więc na polityków. Korwin-Piotrowska wini za to polityków, jednak na szczęście przyznaje, że nie bez winy są i sami narzekający. Zapewne narzekający nie koniecznie podzielają jej pogląd.

Nie widzę potrzeby zmiany prawa. Na dzień dzisiejszy istnieją odpowiednie uregulowania prawne pozwalające chronić prywatność. No niestety trzeba chcieć! Nikt za nas tego nie zrobi (jak się chce, to się chroni skutecznie swoją prywatność:  zajrzyj do wpisu „To nie ja byłam Ewą” lub „Cezary Cezary”). Machanie ręką na naruszanie prawa powoduje, że łamanie danej normy staje się w społeczeństwie regułą.

Prywatność to jest ważna sprawa każdego z nas, ale powinniśmy zadbać o nią sami. Nie można oczekiwać od Państwa, że mocą „ukazu carskiego” zabroni robić zdjęcia celebrytom. Niby dlaczego tylko im? Kowalskiego w sklepie można byłoby sfotografować, a celebrytów już nie? Ten tekst nie miał na celu stawaniu w obronie nachalnych paparazzi, ale wskazanie że nieprawdziwa jest teza, że nie ma odpowiednich instrumentów prawnych do obrony prywatności.

Poniżej zestaw przepisów prawnych dla zubożałych artystów i celebrytów, których nie stać na prawnika. 😉

Kodeks cywilny

Art. 23. Dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach.
Art. 24. § 1. Ten, czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne. W razie dokonanego naruszenia może on także żądać, ażeby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności ażeby złożyła oświadczenie odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie. Na zasadach przewidzianych w kodeksie może on również żądać zadośćuczynienia pieniężnego lub zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny.
§ 2. Jeżeli wskutek naruszenia dobra osobistego została wyrządzona szkoda majątkowa, poszkodowany może żądać jej naprawienia na zasadach ogólnych.
§ 3. Przepisy powyższe nie uchybiają uprawnieniom przewidzianym w innych przepisach, w szczególności w prawie autorskim oraz w prawie wynalazczym.

Prawo autorskie

Art. 81. 1. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.
2. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku:
1)   osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych;
2)   osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.

Prawo prasowe

Art. 14. 6.  Nie wolno bez zgody osoby zainteresowanej publikować informacji oraz danych dotyczących prywatnej sfery życia, chyba że wiąże się to bezpośrednio z działalnością publiczną danej osoby.

Kodeks karny

Art. 190a. § 1. Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto, podszywając się pod inną osobę, wykorzystuje jej wizerunek lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej.
§ 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 lub 2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
§ 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 następuje na wniosek pokrzywdzonego.

W przypadku stalkingu jedyną czynnością jest złożenie wniosku o ściganie przez pokrzywdzonego. Chyba nie za dużo państwo wymaga od pokrzywdzonego?

Przywołana w artykule Korwin-Piotrowska twierdzi, że „Polskie prawo jest dziurawe i na to (czytaj: działalność paparazzich) pozwala”. Bez przesady, niech każdy zacznie dbać o swoją prywatność, a nie tylko biadoli.

PS. Jeżeli jesteś fotografem, za którym nie przepadają celebryci i aktorzy, to zajrzyj do „Paparazzo”.

Subiektywnie o V2

DSCF1617Przed wrocławskim plenerem, który był jednocześnie spotkaniem czytelników DFV z częścią redakcji, większości Wam znanej z mojego bloga jako „Szturchaniec fotograficzny”, na F-LEXowej stronie FB „wyzwałem na pojedynek” Nikona V2. Byłem bardzo ciekawy mojego spotkania z V2. Miała to być moja druga próba oswojenia się z bezlusterkowcem Nikona. W zeszłym roku w Pradze testowałem Nikona V1. Moje subiektywne odczucia opisałem we wpisie „Nikon V1”, niestety Nikon V1 nie chwycił mnie za serce. W szranki w walce o moje serce Nikon V2 stanął z Fuji X20. Nie oczekujcie jednak wojny na pixele, szumy i winiety. Poniżej dzielę się swoimi jakże zresztą subiektywnym, odczuciem.

Wrocław, niedziela 4 sierpnia 2013 r., godzina ok. 11:00. Dostałem do ręki bialutkiego Nikona V2 z obiektywem 10-30 mm 3.5-5.6 VR. Pierwsze wrażenie na randce jest bardzo ważne i często może zaważyć na dalszych losach związku. O ile można różnie oceniać design i ekstrawagancko skonstruowaną lampę błyskową (w końcu de gustibus non disputandum est), o tyle wrażenie trzymania w ręku plastikowej mydelniczki pozwala już na wstępie nastawić się negatywnie do V2. Pod tym względem Fuji X20 wygrywa w przedbiegach z Nikonem. Zresztą zobaczcie sami.X20 V2

X20 V2_2Wszystkie aparaty Nikona z średniej i wyższej półki są „made in Japan” ewentualnie z Tajlandii. V2 jest produkowany w Chinach. Czyżby sam Nikon nie do końca wierzył w swojego bezlusterkowca? Jako, że Nikon Polska hojnie zaopatrzył nas na plener w swoje aparaty, do wsparcia V2 wziąłem Coolpixa A (nowy kompakt Nikona z matryca AP-C). W przeciwieństwie do V2, nowy Coolpix robi bardzo dobre wrażenie. Cięższy niż „mydelniczka V2”, metalowy, ładny design. No i widać, że Nikonowi „zależy”, bo na tabliczce znamionowej mamy napis „made in Japan”.

Menu V2 jest o wiele bardziej czytelne niż w V1, jednak wciąż nie jest intuicyjne, a mała ilość guzików na obudowie powoduje, że większość nastawów nadal robi się z pozycji menu. Nowy Coolpix A pod względem menu jest inny. Każdemu Nikoniarzowi, który zajrzy do coolpixowgo menu, zaraz pojawi się na twarzy uśmiech. Przywita go menu dobrze znane mu z lustrzanek Nikona. Wszystko na swoim miejscu, jak w porządnej lustrzance. No i ma więcej funkcji ustawianych przyciskami i pokrętłami (niestety nie zawsze są one intuicyjne). Ile ja się naszukałem w menu, jak zmienić pomiar światła i gdzie go ukryto. Fuji X20 pod tym względem bije oba aparaty Nikona na głowę. W zasadzie wszystko co fotograf potrzebuje do szczęścia w X20 znajduje się na obudowie. Oba Nikony (także plastikowa chińszczyzna) posiadają za to lepszy wyświetlacz LCD. Tu widać znaczną przepaść pomiędzy Nikonem a X20. Duży punkt dla Nikona.

Wszystkie trzy aparaty mają tryby PSAM ustawiane pokrętłem znajdującym się na górnej części obudowy. W nowym V2 pokrętło jednak jest mało wytrzymałe, bo po godzinie zabawy aparatem wzięło i … odpadło.V2 bezRozumiem, że to był egzemplarz testowy, ale mimo wszystko to wielki ZONK. Nikon V2 nie jest tani, z obiektywem 10-30 mm sprzedawany jest w przedziale cenowym 3.600 – 4.300 PLN. Za taką cenę można wymagać lepszej jakości. No cóż napis „made ich China” widocznie nie zobowiązuje tak, jak „made in Japan”.

Oczywiście ktoś może mi zarzucić, że popełniłem błąd metodologiczny „porównując” aparat będący kompaktem (X20), z bezlusterkowcem (V2) i kompaktem z matrycą AP-C (Coolpix A). Ale jak na wstępie napisałem, tu nie chodzi o laboratoryjny test i porównania, ale o moje wrażenia z obsługi tych aparatów. Mimo, że od lat fotografuję lustrzankami Nikona, to do bezlusterkowca tej marki nadal nie jestem przekonany. Żeby była jasność. To nie jest tak, że V2 nie można robić zdjęć. Oczywiście można i mogą być one świetne, jednak trzeba się więcej „napracować” używając V2.

Jak mówią do trzech razy sztuka. Może kolejne spotkanie z następnym bezlusterkowcem Nikona spowoduje, że mnie zauroczy.. Na razie jestem na nie i mam nadzieję, że Święty Nikon mi to wybaczy. 😉

Poniżej kilka zdjęć z Nikona V2.

DSC_1068

1/200 sec; f/4,0; ISO 200

DSC_1076

1/1000 sec; f/4,5; ISO 200

DSC_1063

1/100 sec; f/8 ISO 200

Zdjęcia z wakacji

Kap_002Albo tym wpisem uda mi się trochę odczarować rzeczywistość, albo włożę kij w mrowisko. 🙂 Chodzi bowiem o zdjęcia wakacyjne zrobione przez przypadkowych przechodniów. Temat został wywołany przez Gazetę w tekście „Wrzuciłeś zdjęcia z wakacji? Możesz słono za to zapłacić”, a dzisiaj dodatkowo trafił na Fotoblogię we wpisie „Fotografując na wakacjach, prawie każdy z nas łamie prawo?”. No to czas na krótki cytat z wywiadu zamieszczonego w Gazecie.

Prawo autorskie mówi, że autorem jest osoba, która zrobiła dane zdjęcie i że to ona jest posiadaczem praw do niego. Dlatego, jeżeli na wakacjach poprosiliśmy kogoś o pstryknięcie nam fotki, powinniśmy poprosić też o zgodę na jego wykorzystanie, żeby wszystko odbyło się zgodnie z literą prawa. Jeśli wrzucamy je na Facebooka czy gdziekolwiek indziej bez takiej zgody, to dochodzi do łamania prawa i nie ma znaczenia to, że to my znajdujemy się na fotografii.

Żeby nie było, że na F-LEX kopiuje się cudze materiały bez zgody, to przypominam przepis art. 29 Ustawy dotyczący prawa cytatu („Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości.”) W zasadzie należałoby uznać, że wszystko, co zawiera cytowana treść, jest prawdą.  Jest to jednak prawda generalna, wynikająca z przyjęcia a priori, że każde zdjęcie jest utworem. Ustawa obejmuje ochroną różnego rodzaju utwory,  w tym również utwory fotograficzne (art. 1 ust. 2 pkt 3). Nie zawsze jednak każde zdjęcie będzie miało przymiot utworu. Kilkakrotnie pisałem na blogu, że niedopuszczalne jest stawianie znaku równości pomiędzy zdjęciem a utworem. Jeżeli zdjęcie można zakwalifikować jako utwór („Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór).”), to podlega ochronie przewidzianej w Ustawie. Jeżeli jednak nie będzie ono spełniało tych cech, nie jest w kręgu zainteresowania prawa autorskiego. Poza tym nie zawsze ten, kto nacisnął spust migawki, będzie twórcą, któremu przysługują wszelkie osobiste i majątkowe prawa autorskie. Żeby nie powielać tego, co już dokładnie kiedyś zostało napisane, pozwolę sobie zaprosić zainteresowanych do zajrzenia do tekstu „Autoportret”, gdzie też zostało ukute przeze mnie pojęcie Pana „Push The Button”. O sądowych próbach i zmaganiach z odpowiedzią na pytanie „co nie jest utworem fotograficznym podlegającym ochronie” pisałem w „Grze w zielone”.

Tak więc zdjęcie zrobione przez poproszonego przypadkowego przychodnia może w ogóle nie podlegać ochronie, bo nie będzie spełniać wymogów przewidzianych dla utworu, albo może być wykonane przez Pana „Push The Button” (wszystko mu  na dzień dobry ustawiłeś, łącznie z kadrem, a jego rola została ograniczona do funkcji wyzwalacza migawki), albo zdjęcie zrobił Ci… McNally i wtedy może zajść sytuacja opisana w powyższym cytacie.

PS. Nie toleruję i nie będę (mam do tego prawo) wypowiedzi typu (tu znowu cytat z Gazety): „Niestety – nieprzestrzeganie prawa jest jedyną szansą na to, że żeby nie doszło do paraliżu naszego życia.” Żeby było bardziej dramatycznie edytor dodatkowo wyboldował to zdanie. W jakim celu? Nie wiem. Zamiast pisać takie farmazony może warto byłoby zastanowić się, czy rzeczywiście będziemy mieli do czynienia z nieprzestrzeganiem prawa. Czy jest szansa na „zalegalizowanie zdjęć”?

Osobiście uważam, że w takiej sytuacji mogłaby mieć zastosowanie klauzula zawarta w art. 5 kodeksu cywilnego.

Art. 5. Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony.