Czyje są zdjęcia?

Flo_13_009_wmWizerunek osoby jest chroniony, ale ochrona ta ma swoje granice. Wyznacza je zarówno art. 81 Ustawy, jak i art. 23 kodeksu cywilnego. Dzisiaj nie będzie kolejnego wpisu o ochronie wizerunku. Na razie Wam daruję 😉 . Chciałbym wrócić do kwestii możliwości fotografowania osób, a nie problematyki związanej z rozpowszechnianiem wizerunku osób uwiecznionych na fotografii. Robić zdjęcia ludziom (w Polsce) w zasadzie można zawsze. O wyjątkach od tej zasady możecie przeczytać w „Paparazzo”. Stanowisko dotyczące generalnej zasady potwierdza orzeczenie Sądu Najwyższego z dnia 3 września 1998 r. zapadłe w sprawie o sygn. akt I CKN 818/97). Sprawa dotyczyła żądania wydania negatywów ze zdjęciami zrobionymi na potrzeby artykułu prasowego, który nie został nigdy opublikowany. Powód zażądał nakazania pozwanym zwrotu 14 negatywów zdjęć przedstawiających powoda w otoczeniu rzeźb jego autorstwa i przeproszenia go za naruszenie jego godności w wyniku nieudzielenia mu odpowiedzi na pismo skierowane do pozwanego oraz zasądzenia odszkodowania za wyrządzone mu straty moralne.

W uzasadnieniu wyroku Sąd Najwyższy stwierdził m.in. że:

  • przewidziana w art. 23 i 24 k.c. ochrona obejmuje również autorskie dobra osobiste. Na podstawie art. 24 k.c. nie tylko więc wizerunek powoda, ale i jego autorskie dobra osobiste mogłyby być chronione pod warunkiem, że nastąpiło bezprawne naruszenie lub zagrożenie dobra osobistego,
  • artykuł 81 Ustawy wymaga do rozpowszechnienia wizerunku zezwolenia osoby na nim przedstawionej. Jeżeli powód zgodził się na publikację przedstawiających go zdjęć jedynie razem z przygotowywanym o nim artykułem, to opublikowanie tych zdjęć w innych okolicznościach stanowiłoby naruszenie prawa powoda do wizerunku. Wobec tego, że nie doszło do takiej ich publikacji, nie może być mowy o naruszeniu art. 81, a tym samym – o naruszeniu prawa powoda do wizerunku. Z samego faktu pozostawienia zdjęć w archiwum redakcji nie wynika także zagrożenie naruszenia prawa powoda do wizerunku przez opublikowanie przedstawiających go zdjęć w okolicznościach nie objętych jego zgodą. W szczególności istnienia takiego zagrożenia nie dowodzi zawarte w skardze kasacyjnej stwierdzenie, że nawet bez złej woli wydawcy może zdarzyć się, że dojdzie do krzywdzącej powoda publikacji.

Z wywodu Sądu Najwyższego wynika jednoznacznie, że posiadanie na przepastnych dyskach zdjęć z wizerunkiem osób, które nie wyraziły zgody na publikację wizerunku nie stanowi naruszenia prawa. Do czasu, kiedy nie będziemy rozpowszechniać tych zdjęć możemy spać spokojnie.

Każdy kij ma dwa końce

Siena_13_006_wmPamiętacie post scriptum w ostatnim wpisie?  Jeżeli nie pamiętacie, to nie musicie nerwowo wracać do treści notatki zatytułowanej „Obywatel UE”, za chwileczkę wszystko się wyjaśni.  O ochronie wizerunku na F-LEX było już wiele razy. Na blogu można znaleźć sporo rozważań na ten temat. Większość informacji odnosi się do ochrony wizerunku w Polsce.  Ochrona wizerunku i konieczność uzyskania zgody na jego publikację nie jest jednak polskim wymysłem i obowiązuje w wielu krajach, także tych należących do Unii Europejskiej.  Dlaczego o tym piszę?  Żeby uzmysłowić każdemu fotografowi, że publikując  zdjęcia z europejskich wakacji powinien pamiętać, aby zapoznać się z przepisami odnośnie publikacji wizerunku w danym kraju. Świadomi lub nie często łamiemy prawo do wizerunku.  W zasadzie każdy z nas wychodzi z założenia, że opublikuje portret ustrzelonej na Piazza della Signiora we Florencji Włoszki, gdyż ryzyko że będzie jej się chciało przyjechać do Polski, aby dochodzić swoich praw w zakresie ochrony wizerunku, jest równe szansom wygrania przez polską reprezentację piłki nożnej z Anglikami. Portret Barcelończyka sprzedającego na Ramblas – bach na bloga. Z Barcelony do Polski przecież jest jeszcze dalej, niż z Florencji. Jak nie przyleci, to nie będzie  miał szansy dochodzenia naprawienia swoich krzywd.

Ostatnia notka omawiała orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości, które otworzyło nam drogę do obrony swoich majątkowych praw autorskich w kraju, pomimo że naruszyciel mieszka w Barcelonie, Florencji, czy też na Sardynii. W orzeczeniu tym zwrócono jednak uwagę również na właściwość sądów w przypadku ochrony dóbr osobistych i o tym właśnie było post scriptum.

(…) osoba poszkodowana w związku z naruszenia jej dóbr osobistych – które to dobra podlegają ochronie we wszystkich państwach członkowskich – za pośrednictwem treści umieszczonej w sieci może, ze względu na miejsce urzeczywistnienia się szkody, dochodzić odpowiedzialności sprawcy przed sądami każdego z państw członkowskich, na których terytorium treść ta jest lub była dostępna. Sądy te są właściwe do rozpatrywania jedynie roszczeń dotyczących szkody wyrządzonej na terytorium państwa członkowskiego sądu, do którego wniesiono powództwo Poza tym, ponieważ skutki naruszenia dóbr osobistych za pośrednictwem treści umieszczonej w sieci jest w stanie najlepiej ocenić sąd miejsca, w którym znajduje się ośrodek życiowych interesów poszkodowanego, zainteresowany ma możliwość wniesienia powództwa dotyczącego całości szkody do jednego sądu, to jest do sądu właściwego dla tego miejsca.

Z treści uzasadnienia wyroku Trybunału Sprawiedliwości wynika, że Włoszka z Piazza della Signiora czy też sprzedawca z Ramblas nie muszą wcale fatygować się do Polski, aby chronić swój wizerunek. Mogą oni pozwać polskiego fotografa, który narusza ich prawo do wizerunku,  przed swoim sądem krajowym.  No i to jest właśnie drugi koniec tytułowego kija.

Obywatel UE

Siena_13_005_wmKilka dni temu zapadł ciekawy wyrok Trybunału Sprawiedliwości, który może mieć przeogromne znaczenie dla obrony praw autorskich i prowadzenie spraw sądowych przeciwko „cudzoziemskim” (a dokładniej unijnym) naruszycielom.  Uwaga wrażliwych na język prawniczy uprasza się o głęboki oddech! W sprawie o sygnaturze C-170/12 w dniu 3 października 2013 r. sentencja wyroku brzmi następująco:

Artykuł 5 pkt 3 rozporządzenia Rady (WE) nr 44/2001 z dnia 22 grudnia 2000 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych należy interpretować w ten sposób, że w wypadku zarzutu naruszenia majątkowych praw autorskich chronionych przez państwo członkowskie sądu, do którego wniesiono powództwo, sąd ten jest właściwy do rozpoznania powództwa odszkodowawczego wniesionego przez autora utworu przeciwko spółce z siedzibą w innym państwie członkowskim, która w tym państwie dokonała zwielokrotnienia tego utworu na nośniku materialnym rozpowszechnianym następnie przez spółki z siedzibą w trzecim państwie członkowskim za pośrednictwem strony internetowej dostępnej również na obszarze właściwości miejscowej sądu, do którego wniesiono powództwo. Sąd ten jest właściwy wyłącznie w zakresie szkody wyrządzonej na terytorium państwa członkowskiego, któremu podlega.

No to teraz moja kolej, czyli tłumaczymy z polskiego na nasze. 🙂 Przepisy Unijne w cytowanym w sentencji wyroku rozporządzeniu określa zasady, gdzie (tzn. w jakim kraju) może być sądzony obywatel danego państwa członkowskiego.  Ogólna zasada przyjęta w Unii Europejskiej stanowi, że osoby mające miejsce zamieszkania na terytorium danego państwa członkowskiego mogą być pozywane, niezależnie od ich obywatelstwa, przed sądy tego państwa (art. 2 ust. 1  rozporządzenia Rady (WE) nr 44/2001). Przed sądami innego państwa można być pozwanym jedynie w sytuacjach określonych w tymże rozporządzeniu. Jeden z takich wyjątków określają przepisy art. 5 pkt 3 rozporządzenia, zgodnie z którymi jeżeli przedmiotem postępowania jest czyn niedozwolony lub czyn podobny do czynu niedozwolonego albo roszczenia wynikające z takiego czynu, to można dochodzić swoich praw przed sądem miejsca, gdzie nastąpiło lub może nastąpić zdarzenie wywołujące szkodę.

Rozpoznawana przez Trybunał sprawa dotyczyła nielegalnej sprzedaży utworów muzycznych za pośrednictwem Internetu. Trybunał stanął więc przed zadaniem określenia, czy naruszyciela autorskich praw majątkowych można pozwać tylko przed sądem państwa, w którym ma siedzibę naruszyciel, czy też w oparciu o przywołany powyżej przepis także w innym państwie (np. właściciela praw). Już we wcześniejszych orzeczeniach Trybunał zajmował się naruszeniami popełnionymi za pośrednictwem Internetu i uznał, że miejsce urzeczywistnienia się szkody będzie zależne od charakteru naruszanego prawa.  Trybunał uznał, że w przypadku „urzeczywistnienia się szkody wynika w szczególności z możliwości nabycia za pośrednictwem strony internetowej dostępnej na obszarze właściwości miejscowej sądu, do którego wniesiono powództwo, kopii utworu, z którym związane są prawa, na które powód się powołuje.” Jeżeli więc naruszyciel unijny w jakikolwiek sposób za pośrednictwem Internetu naruszy nasze autorskie prawa majątkowe i rzeczywiście szkoda z tego tytułu może powstać na terenie Polski (np. zdjęcie może być zakupione przez Internet w Polsce), to zachodzą przesłanki, aby pozwać go przed oblicze polskiej Temidy, pomimo że jest obywatelem innego państwa należącego do Unii Europejskiej.

Takie stanowisko Trybunału Sprawiedliwości zapewne może przyczynić się do tego, że w większym zakresie osoby będą zainteresowane ochroną swoich praw.  Zapewne łatwiej i taniej jest prowadzić sprawę sądową w swoim kraju ojczystym, niż wynajmować zagranicznych prawników. Im więcej będzie spraw o ochronę praw autorskich, im więcej będzie zapadało w tych sprawach wyroków, tym bardziej będzie zwiększała się świadomość społeczna w zakresie praw własności intelektualnej.

Już całkiem na koniec przypominam motto poprzedniego wpisu:

 „Kradzież autorstwa” nie różni się niczym od kradzieży aparatu, samochodu czy portfela.”

PS. Planowałem, że zakończę na powyższym motcie, ale jeszcze jedna ważka informacja wynikająca z uzasadnienia komentowanego orzeczenia TSUE, a dotycząca ochrony dóbr osobistych.

(…) osoba poszkodowana w związku z naruszenia jej dóbr osobistych – które to dobra podlegają ochronie we wszystkich państwach członkowskich – za pośrednictwem treści umieszczonej w sieci może, ze względu na miejsce urzeczywistnienia się szkody, dochodzić odpowiedzialności sprawcy przed sądami każdego z państw członkowskich, na których terytorium treść ta jest lub była dostępna. Sądy te są właściwe do rozpatrywania jedynie roszczeń dotyczących szkody wyrządzonej na terytorium państwa członkowskiego sądu, do którego wniesiono powództwo Poza tym, ponieważ skutki naruszenia dóbr osobistych za pośrednictwem treści umieszczonej w sieci jest w stanie najlepiej ocenić sąd miejsca, w którym znajduje się ośrodek życiowych interesów poszkodowanego, zainteresowany ma możliwość wniesienia powództwa dotyczącego całości szkody do jednego sądu, to jest do sądu właściwego dla tego miejsca.

Kradzione zdjęcie konkursowe

Pienza_13_007_wmW sieci pojawia się coraz więcej informacji na temat oszustów-fotografów, którzy zgłaszają na różne konkursy nieswoje prace. Wystarczy zajrzeć na Fotoblogię tu lub tu. Zgłoszenie jako własnej cudzej pracy jest plagiatem, na który w polskim prawie „jest paragraf”. O przepisach prawa karnego chroniących „prawo do ojcostwa utworu” pisałem między innymi w „Art. 115”, czy w „Perfidnym plagiacie”.

Art. 115 ust 1. Ustawy stanowi, że „Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.” W przypadku zgłoszenia do konkursu cudzego zdjęcia, jako własnego (plagiat jawny), sprawca  dopuszcza się przywłaszczenia autorstwa. Przywłaszczenie takie następuje już w dacie dokonania zgłoszenia. Przestępstwo określone w art. 115 ust.1 można popełnić jedynie umyślnie i z zamiarem bezpośrednim. W przypadku zgłoszenia zdjęcia do konkursu kwestia udowodnienia strony podmiotowej nie powinna przysporzyć wielu trudności. Wątpliwość mogłaby powstać jedynie w przypadku współtwórców lub „Pana Push The Button”. W sytuacjach opisanych na Fotoblogii takich wątpliwości raczej być nie może. Jeżeli ktoś zgłasza jako swoje zdjęcie ściągnięte np. z Flickra, to trudno jest uznać, że działał nieumyślnie. Na 99.99% robi to w sposób świadomy i perfidny (ten pozostały ułamek pozostawiam na kontratypy – np. działanie osoby chorej umysłowo).

Nie należy być biernym. Nie masz czasu czy pieniędzy na długie batalie sądowe w celu wykazania swoich racji w sądzie cywilnym, to przynajmniej zainteresuj sprawą organa ścigania. Wiem, wiem! One kochają prowadzić takie sprawy. 😉 Pamiętaj jednak, że przestępstwo plagiatu jest ścigane z urzędu. Twoim zadaniem jest jedynie złożyć zawiadomienie o prawdopodobieństwie popełnienia przestępstwa, co będzie z pewnością wiązać się z wizytami na Policji lub prokuraturze, a potem w sądzie celem złożenia zeznań w charakterze świadka.

Czy organizator konkursu ma obowiązek dokonania zgłoszenia plagiatu do organów ścigania? Ma, ale społeczny i moralny (art. 304 § 1 k.p.k.). Organizator sam decyduje, czy chce powiadomić o tym prokuratora lub Policję, czy też nie. Istnieją dwa wyjątki, które nakładają obowiązek dokonania zgłoszenia faktu popełnienia przestępstwa:

  • instytucja państwowa lub samorządowa które w związku ze swą działalnością dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu jest  obowiązane niezwłocznie zawiadomić o tym prokuratora lub Policję (art. 304 § 2 k.p.k.),
  •  doszło do popełnienia jednego z przestępstw wymienionych w art. 240 kodeksu karnego.

W przypadku przestępstwa plagiatu z obowiązkiem złożenia zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa możemy mówić jedynie w sytuacji, gdy organizatorem konkursu będzie instytucja państwowa lub samorządowa.  Przestępstwo z art. 115 ust. 1 Ustawy nie mieści się natomiast w katalogu przestępstwa wymienionych w art. 240 k.k.

„Kradzież autorstwa” nie różni się niczym od kradzieży aparatu, samochodu czy portfela. Mając na uwadze to, że zasada ta niestety nie funkcjonuje w  świadomości wielu osób na całym świecie, należy ją powtarzać na każdym kroku. Aż do skutku! Tak więc powtarzam:

„Kradzież autorstwa” nie różni się niczym od kradzieży aparatu, samochodu czy portfela.

Psi wizerunek

AlexOstatnio dostałem e-maila z takim pytaniem: „Czy potrzebna jest zgoda właściciela zwierzaka na publikowanie jego wizerunku czy jeśli pojawiły się w Internecie zdjęcia wykonane przeze mnie i przeze mnie umieszczone tego zwierzaka, to każdy może je kopiować do woli. Szukałem tej odpowiedzi u pana ale jakoś nie natrafiłem być może słabo szukałem być może o tomy nie było pozdrawiam.”

W e-mailu zawarte jest pytanie dotyczące  dwóch zagadnień. Na oba można znaleźć odpowiedź na moim  blogu. Przypomnę tylko, że przepisy dotyczące wizerunku odnoszą się wyłącznie do ludzi. Niektórzy prawnicy starają się wykazać, że rzecz również może korzystać z ochrony wizerunku (a raczej właściciel rzeczy) i wywodzą to z prawa własności. Moje stanowisko w tej sprawie, także odnośnie fotografowania zwierzaków przedstawiłem we wpisie „Polemika” oraz  „Wizerunek nieruchomości”. Z drugiej części pytania wynika, że pytająca wiąże kwestie możliwości korzystania przez innych z jej zdjęć ze sprawą istnienia lub nieistnienia ochrony wizerunku.  Nic bardziej mylnego! Należy zupełnie oddzielić kwestię wizerunku i jego legalnego wykorzystania przez fotografa od ochrony zarówno osobistych, jak i majątkowych praw autorskich. Co więcej, fakt że zdjęcie zostało zrobione z naruszeniem prawa, nie ma wpływu na ochronę majątkowych praw autorskich fotografa. Zajrzyj do „Zakaz fotografowania a własność zdjęcia”.

Fotograf publikujący zdjęcie modela bez posiadania zgody na publikację wizerunku (dobra, dobra – wyjątki odrzucamy na bok) ;-), naraża się na odpowiedzialność cywilną wobec modela, ale nie pozbawia go to jednak praw majątkowych do zdjęcia. Każdy, kto nie uzyska zgody fotografa na korzystanie w jakiejkolwiek formie z tego zdjęcia, narusza jego prawo i musi się liczyć z konsekwencjami. O tym, jakie mogą to być konsekwencje, pisałem między innymi w „Iloczyn, czyli matematyką w naruszyciela”.

Zgoda wystawiona na sprzedaż

dar_wroCzy ten skrzętnie schowany do kieszeni kawałek papieru (a może nonszalancko walający się po podłodze Twojego atelier) daje Ci poczucie bezpieczeństwa i możliwość publikacji zdjęć modelki gdziekolwiek i użycia ich w każdym celu? Czy zgoda modelki na publikację jej wizerunku jest „przechodnia”? Czy zdjęcia, które powstaną podczas tej sesji, będą mogły ukazać się zarówno w „Vogue”, jak i na bilbordzie reklamującym nowy smartfon? Czy będziesz mógł zdjęcia „sprzedawać” za pośrednictwem agencji? Te i inne tego typu pytania wielokrotnie nurtują wielu fotografów. O zgodzie na publikację wizerunku, o tym, jak powinna ona wyglądać i czy można ją odwołać pisałem już kilkakrotnie na blogu (wystarczy zajrzeć do wyników wyszukiwania, jakie pojawią się po wpisaniu do flexowej wyszukiwarki frazy „model release”). Dzisiaj kilka słów poświęcę kwestii możliwości „dalszego rozpowszechniania wizerunku”. Na początku przypomnienie treści art. 81 ust.1 Ustawy.

Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.

W literaturze dotyczącej zagadnień związanych z ochroną wizerunku dosyć wyraźnie akcentuje się kwestę świadomości modela co do tego, gdzie i w jakich okolicznościach jego wizerunek będzie rozpowszechniany. Ponadto została postawiona teza, że nie jest możliwe wyrażenie przez modela zgody w sposób ogólny, abstrakcyjny. Uznano, że taka zgoda jest niezgodna z prawem i tym samym dotknięta sankcją nieważności. Istotne jest, aby zgoda udzielona przez modela wskazywała, czy dotyczy konkretnego zdjęcia, czy też serii zdjęć powstałych podczas danej sesji bądź pleneru oraz w jakim zakresie wizerunek modela będzie wykorzystany. Z praktycznego punktu widzenia nauka rozmija się trochę z praktyką, gdyż wielokrotnie zdjęcia trafiają na stock i trudno jest przewidzieć w momencie zawierania umowy z modelem, do jakich celów będzie jego wizerunek wykorzystany. Oczywiście jest na to rozwiązanie. Zamiast wskazywać w model release, w jakim zakresie będzie wykorzystywany wizerunek stosuje się przesłanki negatywne i określa do jakich celów wizerunku nie można wykorzystać.

Zgodę otrzymuje fotograf i to on staje się „dysponentem wizerunku” uwiecznionego na zdjęciu. Czy po sprzedaży zdjęcia (poprawnie sprzedaży majątkowych praw autorskich do zdjęcia) lub po udzieleniu licencji do niego zgoda ta automatycznie przechodzi na nabywcę praw lub licencjobiorcę?

Na miesiąc i 23 dni przed moim urodzeniem Sąd Najwyższy (sygn. akt I CR 496/66) uznał, że „dalsza publikacja fotografii określonej osoby jest dopuszczalna bez jej zgody, ale tylko pod warunkiem wskazania pierwotnego źródła publikacji i bez wprowadzania zmian w publikowanym zdjęciu, tzn. tylko z powołaniem okoliczności, w jakich zostało ono wykonane i opublikowane po raz pierwszy.” Orzeczenie to zostało jednak poddane daleko idącej krytyce i nikt obecnie nie podziela tego stanowiska. Trudno zresztą znaleźć uzasadnienie takiego stanowiska w obecnie obowiązujących przepisach prawa.
Odpowiedź na postawione powyżej przeze mnie pytanie jest prosta. Przejdzie, ale pod warunkiem, że fotograf otrzymał takie uprawnienie od modela. Jeżeli więc wynik Twojej sesji ma trafić np. na stock ze zdjęciami, to warto pamiętać, żeby w zgodzie na publikację wizerunku model upoważnił Cię do udzielania dalszej zgody dla podmiotów, które nabędą zdjęcia. Bez tego ani rusz. Przygotowując więc dokument zawierający zgodę modela warto poświęcić mu trochę czasu, aby nie zdarzyło się tak, że zgodę na rozpowszechnianie będziesz posiadał Ty, ale już nie podmiot, który kupi od Ciebie zdjęcia. 🙂

Czy można sprzedawać zdjęcia zawierające wizerunek modela bez jego zgody? Ależ oczywiście, że tak! Pisałem o tym w „Model release II”.

Wpis o niczym

Tos_13_003_wmPowrót pod koniec września z gorącej Toskanii do chłodnej Polski jest niemiłym szokiem termicznym. Zahibernowany mam jakoś mało sił do napisania czegoś rozsądnego. Na pierwszy rzut oka wokół sporo tematów, wciąż coś się dzieje na pograniczu wizerunku, fotografii i praw autorskich. Jak się jednak temu przypatrzyć bliżej, to każdy z tych tematów był już wielokrotnie wałkowany na blogu.

Anna Przybylska u Lisa nadal odgraża się paparazzi, zamiast w końcu coś zrobić, w wyniku czego pojawiłoby się trochę nowego i świeżego orzecznictwa. Niedawno na F-LEX poczyniłem wpis zawierający ściągę, jakie kroki można i należy podjąć w przypadku nękania i publikowania wizerunku niezgodnie z prawem. Wystarczy zajrzeć do „Paparazzo2”.

Policja, a za nią Gazeta Wyborcza publikuje wizerunek poszukiwanych chuliganów. Oczywiście należy ścigać chuliganów i przestępców, ale powinno się to robić w majestacie prawa. Jeżeli prawo w tym zakresie jest kulawe i nie pozwala na pewne działania związane z wizerunkiem, to należy dążyć do jego zmiany. O tym kto, na jakich zasadach i kiedy ma prawo publikować zgodnie z prawem wizerunek podejrzanego, oskarżonego, czy też poszukiwanego pisałem w „Delikwencie”. Zapewne nie ma takiego prawa redaktor naczelny gazeta.pl, nawet jeżeli kierowały nim jak najbardziej szlachetne intencje.

Tos_13_001_wmŚladem pewnego sklepikarza poszedł Michał Rusinek (były sekretarz Wisławy Szymborskiej) i opublikował na FB zdjęcia osób, które go prawdopodobnie okradły.  Piszę prawdopodobnie, bo przecież istnieje domniemanie niewinności.  Rozpowszechnianiu zdjęć złodziejaszków poświęcony był wpis „Prywatny list gończy”.

Jak widzicie tematyka  większości „niusów” związanych w jakiś sposób z wizerunkiem była już wcześniej omawiana na blogu i zadanie miałem ułatwione, wystarczyło dać czytelnikowi wędkę. Nie uważam bowiem za słuszne powielanie samego siebie, gdyż ani nie jest to ciekawe dla czytelnika, ani twórcze dla piszącego.

PS. Wchodząc niejako w buty „Szturchańca fotograficznego”, na którym jak zawsze sporo rozważań także natury filozoficznej, zadam na koniec pytanie, które zaczęło mnie nurtować właśnie w Toskanii. Czym jest materiał do HDR przed jego dalszą obróbką i jaki ma on charakter prawny? Miłego kombinowania! 🙂Tos_13_007_wm