Po cichutku, po kryjomu

Na forum DFV toczy się dyskusja o zdjęciach zrobionych w miejscach „zakazanych”. Temat chyba bardzo tajny. Dyskusja toczy się w wątku o… statywach. 😉 Padło tam m.in. następujące pytanie:

„A czy jeśli uda nam się „po cichaczu” pstryknąć fotkę w miejscu gdzie oficjalnie jest zakaz fotografowania (myślę tu raczej o obiektach sakralnych, muzealnych itp. – nie o tajnych rządowych więzieniach czy mennicy państwowej) to czy publikując później taką fotkę dajmy na to na portalu takim jak DFV czy choćby na Facebooku, narażamy się na powództwo cywilne, grzywnę, kolegium, zadośćuczynienie lub inną pokutę? Mówiąc krótko – czy może to pociągnąć za sobą odpowiedzialność karną? Czy musi być to zdjęcie tylko i wyłącznie „do szuflady”?
I po drugie – czy to jest kradzież (to już bardziej takie dylematy moralne) czy jesteśmy wtedy złodziejami? Czy to jest tak jak z pasjonatem i kolekcjonerem dzieł sztuki, który ma w sejfie skradzionego Rembrandta?”

Pytający nie odróżnia odpowiedzialności cywilnej od karnej, mieszając przysłowiowy groch z kapustą. Jeżeli chodzi o odpowiedzialność karną, to odpowiedzialność taką ponosi ten, kto popełnia czyn zabroniony pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia (art. 1 kodeksu karnego). Pada pytanie, czy taka publikacja jest kradzieżą. Lubię odpowiadać pytaniem na pytanie. 🙂 Skoro przedmiotem przestępstwa kradzieży może być rzecz ruchoma, program komputerowy, energia elektryczna, karta bankomatowa (art. 278 kk), to co niby zostało „ukradzione”? Przepisy te nie odnoszą się ani do widoku z prywatnej posesji, czy wystroju kościoła. Karne przepisy Ustawy odnoszą się natomiast do praw autorskich (majątkowych i osobistych), czyli ściśle związane są z ochroną praw do zdjęcia, także zdjęcia wykonanego w miejscach „zakazanych”.
Oczywiście robiąc zdjęcia w miejscach „zakazanych” można popaść w konflikt z prawem karnym, ale nie z powodu publikacji takich zdjęć. OK. Umówmy się, że wykluczamy zdjęcia z przybytków uciechy. 😉 Publikując więc zdjęcie z takiego miejsca nie popełniamy przestępstwa. Prawo karne nie uznaje za przestępstwo publikowanie własnych zdjęć zrobionych w miejscach „zakazanych”, co nie oznacza, że nie możemy narazić się na odpowiedzialność cywilną. Trochę na ten temat można przeczytać w „Polemice”. Publikując bez zgody zdjęcie z miejsca „zakazanego” trzeba liczyć się z tym, że właściciel sfotografowanej rzeczy mógłby wystąpić z żądaniem ochrony swego prawa w związku z bezprawnym uzyskiwaniem pożytków przez fotografa. Prawo do pobierania pożytków przysługuje zazwyczaj właścicielowi (art. 140 KC).

Art. 140 kodeksu cywilnego. W granicach określonych przez ustawy i zasady współżycia społecznego właściciel może, z wyłączeniem innych osób, korzystać z rzeczy zgodnie ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem swego prawa, w szczególności może pobierać pożytki i inne dochody z rzeczy. W tych samych granicach może rozporządzać rzeczą.
Art. 53 § 2. kodeksu cywilnego. Pożytkami cywilnymi rzeczy są dochody, które rzecz przynosi na podstawie stosunku prawnego.

W żadnym wypadku nie można jednak mówić o naruszeniu prawa do wizerunku rzeczy. W świetle polskiego prawa wizerunek i jego ochrona związany jest jedynie z osobami fizycznymi.

Podsumowując:
Robiąc i publikując zdjęcie w miejscu „zakazanym” nie popełniasz przestępstwa. Ergo, nie jesteś przestępcą. Nie jest jednak wykluczone, że właściciel sfotografowanej rzeczy w miejscu „zakazanym” dopadnie Cię i doprowadzi przed oblicze Temidy, którą będzie przekonywał, że naruszyłeś jego prawa, w związku z publikacją zdjęcia jego własności.

Obróbka cyfrowa i dementi

Dawno, dawno temu, czyli w połowie XX wieku, Sąd Najwyższy uznał (sygn. akt II CR 688/60), że każde z powiększeń jest pracą oryginalną i wymaga indywidualnego opracowania, a każde z tego rodzaju zdjęć wymaga użycia najmniej jednej godziny czasu pracy, ponieważ każde powiększenie musi być indywidualnie opracowywane. Co to oznaczało w praktyce? Uzasadnienie było bardzo krótkie i lakoniczne. Można jednak wnioskować, że Sąd Najwyższy uznał, że każda z odbitek może być oddzielnym utworem, który może podlegać osobnej ochronie prawnej. Dlaczego w erze fotografii cyfrowej przywołuję orzeczenie sądowe z czasów ery fotografii analogowej? Od strony prawnej wywołanie cyfrowe nie różni się niczym od wywołania analogowego, dlatego też orzeczenie z 1961 r. pozostaje nadal aktualne.

Orzeczenie jest dosyć ważkie i dzisiaj, gdyż pomimo tego, że zmieniły się środki służące do obróbki zdjęć (koreks, wywoływacz, przerywacz, utrwalacz i powiększalnik większość fotografów zamieniła na Photoshopa, Lightrooma czy Gimpa), to nadal pozostaje otwarte pytanie, jaki charakter prawny ma zdjęcie będące ostatecznym efektem wywołania w cyfrowej ciemni. Większość z czytelników zapewne pamięta wpisy na blogu, z których wynika, że w chwili naciśnięcia migawki aparatu powstaje utwór. Czym jest więc zdjęcie po obróbce RAWa lub NEFa, a nawet JPGa? Osoba dokonująca obróbki materiału, jaki otrzymała z aparatu (zazwyczaj autor), decyduje zazwyczaj samodzielnie o sposobie i rodzaju wywołania. W literaturze podkreśla się, że sam proces wywołania czy to negatywu, czy materiału cyfrowego może pełnić funkcje artystyczne. Jeżeli więc mamy do czynienia z przejawem działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalonym w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia, to w takiej sytuacji efekt tejże działalności jest utworem. A skoro powstaje utwór, to podlega on niezależnej ochronie na podstawie Ustawy. Wywołując własny materiał tworzymy nowy utwór, obrabiając natomiast cudze zdjęcie, też może powstać utwór, ale utwór zależny w rozumieniu art. 2 ust. 1 Ustawy.

* * * * *

A teraz samokrytyka i dementi. Ale w końcu errare humanum est. Każdy ma prawo się mylić. W świetle dzisiejszego wpisu i dotychczasowych rozważań z całą stanowczością muszę wycofać się z pewnych twierdzeń przedstawionych w tekście „Ja… autor” oraz „Pan NEF”.

„Ja… autor”
Kiedy powinno się przekazać RAW-a? Na 100% RAW-a powinien zostać przekazany nabywcy majątkowych praw autorskich do zdjęcia. Jest to sytuacja, w której przenosisz na klienta autorskie prawa majątkowe. Klient staje się „właścicielem zdjęcia”, a Ty przestajesz mieć jakiekolwiek prawa do dysponowania nim (możesz sobie zostawić jako tapetę na pulpicie komputera w ramach dozwolonego użytku osobistego).

1. Nie jest prawdą, że na 100%! Wszystko zależy od treści umowy.
2. Przyjmując jednak, że zrobione zdjęcie zapisane w JPG, czy TIF, jest odrębnym utworem od utworu powstałego po naciśnięciu spustu migawki, to należy wręcz wykluczyć obowiązek przekazywania RAWa czy NEFu.

 

P2P

Na F-LEX pisałem już o odpowiedzialności karnej w związku z naruszaniem autorskich praw majątkowych. Warto przypomnieć, że „ściąganie utworów” z sieci niekoniecznie musi być przestępstwem. W zasadzie trzeba pokusić się o stwierdzenie, że „ściąganie utworów” z sieci nie stanowi przestępstwa, pod warunkiem, że nie jest to utwór w postaci programu komputerowego. Zgodnie z przepisami art. 77 Ustawy do utworów komputerowych nie mają zastosowanie m.in. przepisy o dozwolonym użytku. Są oczywiście sytuacje, w których ściąganie utworów może spowodować zainteresowanie organów ścigania.

Art. 116. 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Z taką sytuacją będziemy mieli do czynienia w przypadku ściągania utworu z sieci w ramach korzystania z rozwiązań P2P (peer to peer). Same programy P2P są w zasadzie legalne, a ich posiadanie na komputerze nie jest dowodem na nielegalną działalność. Co więcej również korzystanie z P2P nie musi zawsze oznaczać działalności nielegalnej. Ocena prawna użytkowania P2P może ulec diametralnej zmianie w przypadku, gdy za pomocą takiego programu wymieniamy się z osobami postronnymi utworami w rozumieniu Ustawy. Pamiętajmy, że korzystając z oprogramowania P2P nie tylko ściągamy utwory, ale jednocześnie udostępniamy utwory posiadane na własnym dysku (czytaj – rozpowszechniamy cudze utwory). Organy ścigania przyjmują, że użytkownicy aplikacji P2P nie są osobami pozostającymi w związku osobistym, tym samym korzystający z P2P dokonuje niedozwolonego rozpowszechniania cudzych utworów. Jeżeli jednak korzystający z P2P są osobami pozostającymi w związku osobistym to wymiana utworami za pośrednictwem P2P nie byłaby bezprawna. Dlaczego? Bo w takiej sytuacji mielibyśmy do czynienia z dozwolonym użytkiem. Zapewne pamiętacie, że art. 23 ust. 1 Ustawy zawiera ustawową licencję pozwalającą na korzystanie z cudzych utworów. Zgodnie z art. 23 ust. 2 Ustawy zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.

*  *  *  *  *

Jak wyglądała w praktyce karalność za przestępstwo z art. 116 ust. 1 Ustawy? Oto kilka informacji za 2012 r. przygotowanych przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Osądzono 362 sprawy, z czego 206 zakończyło się umorzeniem postępowania. Wyroki skazujące wydano w 156 sprawach, z czego karę pozbawienia wolności zasądzono w 36 sprawach (wszystkie w zawieszeniu), w 111 sprawach orzeczono grzywnę, a w 8 karę ograniczenia wolności. Niedużo, jak na potęgę Internetu oraz na permanentne naruszanie majątkowych praw autorskich przez użytkowników Internetu.

*  *  *  *  *

PS. Już niedługo blog będzie dostępny jedynie pod domeną www.f-lex.pl. Jeżeli nadal masz zamiar czytać F-Lex-a, a w ulubionych masz go zapisanego pod inną domeną, to należałoby to szybko zmienić (najpóźniej do 7 lipca 2014).

Mundial, religia i prawa autorskie

Przyczynkiem do wpisu jest wizerunek Chrystus z Rio w koszulce piłkarskiej reprezentacji Włoch. Brazylijski episkopat będzie się domagał odszkodowania za nielegalne wykorzystanie wizerunku Chrystusa Odkupiciela.

My mamy własny pomnik Chrystusa Króla w Świebodzinie, więc możemy pospekulować, co by było, gdyby taka sytuacja dotyczyła polskiego pomnika.  Na marginesie można złośliwie stwierdzić, że mając na uwadze kondycję naszej piłki nożnej powinien on raczej mieć plakat z napisem „Nic się nie stało!”, niż koszulkę reprezentacji. Dla potrzeb rozważań o prawie autorskim niech założy jednak koszulkę reprezentacji. Pomnik w Świebodzinie jest utworem w rozumieniu Ustawy, czy można zatem byłoby go „bezkarnie ubrać do reklamówki” w trakcie post produkcji na stole montażowym lub w Photoshopie?

Swego czasu dużo było na blogu na temat ustawowych licencji pozwalających na wykorzystanie cudzych utworów i tam właśnie trzeba byłoby szukać odpowiedzi na powyższe pytanie. Oszczędzę Wam jednak konieczności nerwowego szukania. Cała tajemnica zawarta jest w art. 33 pkt 1 Ustawy.

 „Wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku.”

Przyjmuje się, że rozpowszechnianie, o którym mowa w art. 33 ust. 1 może być zarówno komercyjne, jak i niekomercyjne. Ustawa nie dopuszcza jedynie, aby utwór wystawiony publicznie odtwarzany był dla tego samego użytku. Nie jest więc dopuszczalne, na podstawie tego przepisu, postawienie identycznego pomnika w Warszawie, Krakowie, czy gdziekolwiek na świecie. Natomiast w świetle polskiego prawa możliwe jest użycie jego zdjęcia do reklamy. Ale uwaga! Pomimo tego, że prawo autorskie mamy po swojej stronie, to nie można wykluczyć iż znajdzie się jakiś niezadowolony, który uzna, że Chrystus Król ze Świebodzina w koszulce polskiego reprezentanta obraża jego uczucia religijne (art. 196 kodeksu karnego).

Uwaga usterka!

Usterki zdarzają się wszystkim i wszędzie. Nikogo nie dziwi cieknący kran, skrzypiące drzwi czy krzywo osadzone okno. Czy zatem usterka może dotyczyć również utworu, w tym utworu fotograficznego? Kwestia usterki w przypadku utworu to dosyć skomplikowana sprawa. Pewne ogólne wskazówki daje nam Sąd Apelacyjny w Warszawie (sygn. akt VI ACa 372/05), który stwierdził, że o usterce utworu można mówić wówczas, gdy nie spełnia on warunków określonych umową lub wynikających z przeznaczenia utworu, czy też z zapewnień autora. Nie chciałbym w tym miejscu podejmować się próby określenia konkretnych kryteriów pozwalających uznać, że dane zdjęcie ma usterkę. Można jednak pokusić się o wskazanie pewnych usterek, które powinny być dla wszystkich oczywiste np. zaszumienie zdjęcia, zły balans bieli czy brak ostrości. Próby wskazania dalszych usterek fotograficznych pozostawiam jednak zaprzyjaźnionemu blogowi, czyli „Szturchańcowi fotograficznemu”.

O usterkach w utworze stanowi art. 55 Ustawy.

Art. 55. 1. Jeżeli zamówiony utwór ma usterki, zamawiający może wyznaczyć twórcy odpowiedni termin do ich usunięcia, a po jego bezskutecznym upływie może od umowy odstąpić lub żądać odpowiedniego obniżenia umówionego wynagrodzenia, chyba że usterki są wynikiem okoliczności, za które twórca nie ponosi odpowiedzialności. Twórca zachowuje w każdym razie prawo do otrzymanej części wynagrodzenia, nie wyższej niż 25 % wynagrodzenia umownego.
2. Jeżeli utwór ma wady prawne, zamawiający może od umowy odstąpić i żądać naprawienia poniesionej szkody.
3. Roszczenia, o których mowa w ust. 1, wygasają z chwilą przyjęcia utworu.
4. Jeżeli zamawiający nie zawiadomi twórcy w terminie sześciu miesięcy od dostarczenia utworu o jego przyjęciu, nieprzyjęciu lub uzależnieniu przyjęcia od dokonania określonych zmian w wyznaczonym w tym celu odpowiednim terminie, uważa się, że utwór został przyjęty bez zastrzeżeń. Strony mogą określić inny termin.

W komentarzu do tegoż artykułu w „Prawo autorskie i prawa pokrewne. Komentarz” pod redakcją profesora J.Barty (LEX 2011) wskazuje się, że „O usterce utworu można mówić wówczas, gdy nie spełnia on warunków określonych umową lub wynikających z przeznaczenia utworu, z zapewnień przyjmującego zamówienie (np. utwór muzyczny czy słowno-muzyczny jest znacznie większy lub jego wykonanie trwa znacznie dłużej; wzór przemysłowy nie nadaje się do wykorzystania zgodnego z umową; program komputerowy nie realizuje zastrzeżonych funkcji; skrypt, podręcznik jest niekompletny, pozbawiony zamówionych ilustracji, indeksu, wykazu literatury; opinia prawna, mapa zawiera błędy, nie odpowiada istniejącemu stanowi prawnemu lub stanowi rzeczy itd.).” Mamy pecha, bo komentatorzy nie pokusili się o wskazanie choćby jednej usterki w utworze fotograficznym.
W tymże komentarzu podkreśla się, że „dla stwierdzenia istnienia usterki (wady) nie wystarcza fakt, że utwór „nie podoba się” zamawiającemu, nie odpowiada jego gustom, upodobaniom, jak również to, że nie spełnił oczekiwań zamawiającego (np. utwór reklamowy nie przyciągnął nowych klientów) lub gdy jego rozpowszechnienie nie zapewniło uprzednio oczekiwanej rentowności.” No i znowu mamy klops, bo kwestia gustu zamawiającego została odrzucona. To, że zamówione zdjęcie się nie podoba, nie oznacza, że ma ono usterkę. No chyba, że… dostaniesz młodą parę na tle jelonków na rykowisku, a w umowie zaznaczyłeś żadnego rykowiska 😉 .