Mała Syrenka

PetaPixel informuje, że publikując zdjęcie kopenhaskiej syrenki można popaść w kłopoty finansowe. Okazuje się bowiem, że zgodnie z duńskim prawem zakazane jest publikowanie zdjęć utworów wystawionych w miejscach publicznych bez uzyskania stosownej zgody. Oczywiście prawo duńskie nie zakazuje fotografowania Małej Syrenki czy innych dzieł wystawionych publicznie. Jeżeli jednak zdjęcie takie chcemy opublikować, a cel publikacji jest związany z działalnością gospodarczą, to trzeba mieć stosowną zgodę (zapewne licencję). Jak widać co kraj to obyczaj. Przypomnę, że nasze regulacje prawne są w tym zakresie zupełnie odmienne. Zgodnie z art. 33 pkt 1 Ustawy wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku. Nie ma więc prawnych możliwości zakazania publikacji zdjęć lub domagania się opłaty z tytułu publikacji zdjęć dzieł sztuki wystawionych w miejscach określonych w art. 33 pkt 1. Co więcej nasze prawo bardzo szeroko interpretuje dozwolony użytek określony w tym przepisie. Takie zdjęcie można wykorzystać nie tylko na blogu, prywatnej stronie WWW, ale może być zaprezentowane w folderze reklamowym Twojej firmy, czy być wykorzystane jako pocztówka. Gdyby Mała Syrenka z Kopenhagi była postawiona w Polsce na Placu Zamkowym, to jej zdjęcia mogłyby być wykorzystywane także dla celów businessowych, a następcy prawni autora nie mieliby podstaw do żądania jakichkolwiek opłat.

 „Producent reklamy, robiąc zdjęcia czy kręcąc film, może […] utrwalić również pomnik lub dzieło architektury, i to także takie, do którego nie wygasły jeszcze prawa autorskie.” /*

 Należy jednak również pamiętać, że korzystanie z utworu przekraczające dozwolony użytek chronionych utworów niezależnie od okoliczności faktycznych wymaga zezwolenia twórcy lub jego spadkobierców/** Przekroczenie dozwolonego użytku i brak zgody to proszenie się o kłopoty. 😉

* * * * *

Na temat licencji ustawowej wynikającej z art. 33 pkt 1 Ustawy pisałem wcześniej m.in. w „Galeria w O.”.

 * * * *

* Barta Janusz, Markiewicz Ryszard. „Reklama jako utwór.”
** Pismo z dnia 12 marca 2002 r. Ministra Kultury (DP/WPA.024/41/02)

Co nam mama w genach dała

Motoclass_019Naruszenie majątkowych praw autorskich do utworu fotograficznego jest zjawiskiem częstym, nie jednak aż tak częstym, jak naruszenie tychże praw do utworu muzycznego czy audiowizualnego. Dlaczego tak się dzieje? Czy cudze prawa autorskie nie mają wartości i można z nich korzystać, ile dusza zapragnie? Można dojść do takiego przekonania czytając wpisy na różnych forach internetowych. Oczywiście zazwyczaj nie są to fora fotograficzne, bo tam każdy choć trochę liznął prawa autorskiego. Poza tym tam każdy jest gotów jak lew bronić swojego zdjęcia, które jest przecież dla niego najdroższe. Wróćmy do tych niefotograficznych forów. Większość ich użytkowników uważa, że prawo autorskie jest skostniałe i nie nadąża za nowymi rozwiązaniami, i zupełnie „ma w poważaniu” pokolenie Kultury Web 2.0. Piszą tak zazwyczaj ludzie młodzi. Niby młodzi, ale mentalnie przypominający swoich rodziców lub dziadków, którzy uważali, że prywatne rozmowy telefoniczne na koszt pracodawcy to nie jest nic złego i nikomu nie dzieje się krzywda. Potrzebny w domu mazak lub długopis, bo przecież w biurku w urzędzie mam tego sporo. Nie ma problemu. Tak jak kiedyś dziadkom i rodzicom wydawało się, że nie robią nic złego, bo nikomu nie dzieje się krzywda (a przy okazji walczą z wrogim ustrojem sic!), tak samo wydaje się obecnie ich dzieciom i wnukom. Niestety te mentalne przyzwyczajenia przechodzą w ekspresowym tempie z dziadka na ojca, następnie z ojca na syna i to znacznie szybciej niż to, że na co dzień powinno się powszechnie używać słów „proszę”, „dziękuję” czy „przepraszam”. Pokolenie Kultury Web 2.0. nie widzi nic złego w tym, że wykorzysta zdjęcie Iksa na blogu czy stronie WWW (nie wspomnę o sytuacjach skrajnych, czyli wykorzystaniu dla celów zarobkowych). Przecież Iksowi nic nie ubędzie. Ci „bardziej wyedukowani”, którzy przynajmniej oznaczają autora utworu, jeszcze potrafią stwierdzić, że Iks powinien się cieszyć, że ma darmową reklamę.

Niestety prawo, a co za tym idzie i sądy, które muszą je stosować, nie pomagają w edukacji. A przecież nic tak nie uczy, jak doświadczenie na własnej skórze (kiedyś zastosowanie miała „dyscyplina”. 😉 ) Zaraz przypomnicie, że w przypadku naruszenia majątkowych praw autorskich można przecież dochodzić od naruszyciela m.in. odszkodowania. I to będzie prawda. Ale właśnie w tym miejscu niestety zaczynają się schody. Tak, jak w fotografii mamy związek pomiędzy ISO, przysłoną i czasem, tak w przypadku odpowiedzialności za czyn zabroniony (delikt) mamy do czynienia z samym czynem, szkodą oraz związkiem przyczynowym pomiędzy tymże czynem a szkodą. Gdzie są więc te schody? W przypadku zdjęć (zwłaszcza amatorskich) kłopot tkwi zazwyczaj w ustaleniu wartości szkody. I to są właśnie te schody. Poszkodowany twórca (fotograf) musi bowiem wykazać wysokość szkody, bez tego ani rusz (tak samo, jak nie da się zrobić zdjęcia nie ustawiając jednego z trzech parametrów ekspozycji). O problemach z wyceną pisałem kilkakrotnie na blogu m.in. w „Każdy ma swoją cenę” oraz „Wysokiej komisji”.

Pisząc ten tekst nasunęły mi się pytania.. Może rzeczywiście prawo autorskie jest skostniałe? Może wymaga zmian? Oczywiście, że wymaga! Ale czy na pewno w kierunku, w jakim by chciało pokolenie Kultury Web 2.0? Raczej nie.

Makak i jego selfie

Dzisiaj fotograficzna część Internetu żyje sprawą makaka i jego selfie. Różne źródła podają troszkę odmienny stan faktyczny. Z tekstu zamieszczonego na TVN24  wynika, że specyficzne selfie powstało w sytuacji, gdy małpa zabrała fotografowi aparat i się nim bawiła. Gazeta.pl twierdzi natomiast, że fotograf dał małpie aparat. Angielski Mirror pisze jednak, że małpa zabrała aparat.

Ktoś zapyta czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Ano właśnie ma. Trzy lata temu w tekście „Autoportret” poruszałem kwestię autorstwa zdjęcia zrobionego przez osobę trzecią, której rola ograniczała się jedynie do naciśnięcia spustu migawki. Wtedy też powstało pojęcie „Pan Push the Button”. W rzeczy samej mój wpis odnosił się do człowieka, ale nie ma przeszkód, aby w rolę „Pana Push The Button” wcielił się sympatyczny czarny makak.

Na początek krótkie przypomnienie regulacji prawnych.
1. Polska. Dla tych, którzy nie pamiętają przypominam, jak brzmi art. 1 ust. 1 Ustawy:

Art. 1. 1. Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór).

 2. EU. Prawo unijne również chroni fotografię. Dyrektywa 2006/116/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 12 grudnia 2006 r. w sprawie czasu ochrony prawa autorskiego i niektórych praw pokrewnych (wersja ujednolicona)

Artykuł 6 Ochrona fotografii.  Fotografie, które są oryginalne w tym sensie, że stanowią własną intelektualną twórczość autora, podlegają ochronie zgodnie z przepisami art. 1. W celu ustalenia ich kwalifikowania się do ochrony, nie są stosowane żadne inne kryteria. Państwa Członkowskie mogą przewidzieć ochronę innych fotografii.

 3. Świat. We wstępie do wyżej przywołanej dyrektywy podkreśla się również, że „Utwór fotograficzny w rozumieniu Konwencji berneńskiej uważany jest za oryginalny, jeżeli stanowi on własną intelektualną twórczość autora, odzwierciedlającą jego osobowość, nie biorąc pod uwagę innych kryteriów, takich jak wartość lub cel utworu. Ochrona pozostałych utworów fotograficznych powinna być uregulowana w prawie krajowym.”

Dywagując na temat selfie makaka musimy pamiętać, że w obecnym stanie prawnym to nie fotograf decyduje o tym, czy zdjęcie podlega rygorom Ustawy (czy jest utworem), czy też nie. Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z dnia 3 sierpnia 2006 r. (sygn. akt VI ACa 151/06) potwierdził, że „sam zamiar poddania rezultatu swej pracy ochronie autorskoprawnej nie ma znaczenia dla kwalifikacji określonego wytworu intelektualnego jako utworu podlegającego ochronie prawa autorskiego.” Sąd zajął stanowisko, że subiektywne przekonanie autora (w naszym przypadku fotografa) o jego twórczym wkładzie pracy przy tworzeniu dzieła (u nas zdjęcia) nie przesądza o obiektywnej konieczności traktowania takiego dzieła (zdjęcia) jako utworu podlegającego ochronie prawa autorskiego.

Kto więc jest autorem selfie, o którym dzisiaj dyskutuje świat i czy zdjęcie to może być uznane za utwór podlegający ochronie prawnej?

Poprawna odpowiedź zależy od rzeczywistego stanu faktycznego. Jeżeli makak dostał ustawiony aparat od fotografa (czyli mamy do czynienia ze stanem faktycznym opisanym przez gazeta.pl), to należy uznać, że zrobione przez makaka zdjęcie będzie utworem w rozumieniu ustawy, a jego autorstwo powinno być przypisane fotografowi. Sam makak powinien być uznany za „Pana Push The Button”.

W stanie faktycznym opisanym przez TVN24 i Mirror (małpa zabrała aparat, a prawdopodobnie parametry ekspozycji nie były wcześniej ustawiane przez fotografa dla celów „robienia zdjęć” przez małpę), tak powstałemu zdjęciu nie można przypisać cech utworu w rozumieniu prawa. Skoro więc zdjęcie nie będzie utworem, to nie będzie podlegać ochronie przewidzianej przez prawo autorskie.

Czyli jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach, znaczy się w stanie faktycznym. 😉

Ludzie listy piszą

cassetaperpostaNiedawno dostałem e-maila od czytelnika Andrzeja z prośbą o odpowiedź na dwa zagadnienia.  Pierwszy stan faktyczny wygląda następująco:

„Ekipa wynajmuje budynek domu kultury i należący do niego plac. Przed rozpoczęciem zdjęć byłem tam i zrobiłem kilka zdjęć kaskaderom w trakcie próby. Później zostałem wyproszony z terenu placu, lecz znalazłem bardzo dobry widok na plac z sąsiadującej kamienicy. Dostałem telefoniczną zgodę od zarządu na robienie zdjęć z klatki. Dodam że cała akcja była świetnie widoczna dla każdego z mieszkańców. Był wybuch, skok z okna, spadanie na samochód. Oprócz tego kilka „prostych” scen. Dobrze rozumuję, że do czasu zamknięcia placu gdy mógł tam wejść na dobrą sprawę każdy było to wydarzenie „publiczne”, a później takim przestało być? Czy można to wziąć za zgromadzenie? Domyślam się że mogłem robić zdjęcia wszystkiego ze swojej perspektywy, natomiast nie wiem co myśleć o publikowaniu. Czy w momencie kiedy teren był wynajęty przez ekipę filmową był on ich „mirem domowym”? Czy takimi zdjęciami mogę się narazić za zdradzanie sekretów produkcji albo coś podobnego?”

Na blogu już wspominałem, że naruszenie miru domowego samo w sobie nie ma wpływu na prawa autorskie. Te kwestie omówiłem niedawno w „Po cichutku, po kryjomu”. Trzeba przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie, czy można publikować te zdjęcia ze względu na ochronę wizerunku kaskaderów. Kwestia ochrony wizerunku była wielokrotnie poruszana na blogu, tak więc nie będę jej szczegółowo omawiał. Przypomnę tylko, że generalną zasadą jest zakaz publikacji wizerunku bez posiadania zgody modela. Oczywiście są od tej zasady wyjątki określone w art. 81 ust. 2 Ustawy.

Art. 81. 1. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.
2. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku:
1)  osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych;
2)  osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.

Moim zdaniem w opisanym przez czytelnika stanie faktycznym nie zachodzą przesłanki określone w art. 81 ust. 2 Ustawy. Obrazowo można byłoby to porównać do zrobienia zdjęć aktorom podczas próby w teatrze. Na temat publikacji zdjęć, zawierających wizerunek aktora, wykonanych podczas próby pisałem już w tekście „Wizerunek aktora”. Tak jak dwa lata temu  nie chciałbym dzielić włosa na czworo, ale dzisiaj jestem jednak  bardziej skłonny przychylić się do stanowiska, że publikacja zdjęć z próby średnio odpowiada zakresowi zgody ustawowej określonej w art. 81 ust. 2 pkt 1 Ustawy.

Jeżeli więc autor pytania ma wątpliwości czy publikować, to wątpliwości te powinien mieć ze względu na przepisy dotyczące ochrony wizerunku, a nie miru domowego. Nie obawiałbym się również zarzutów opartych o przepisy dotyczące ochrony tajemnicy handlowej (czytelnik pisze o „sekretach produkcji”).

Drugi stan faktyczny jest następujący:

Ekipa filmowa kręci zdjęcia w miejscu publicznym (Rynek Główny w Krakowie), między nimi może przejść każdy, nie są w żaden sposób ogrodzeni. Akcja – bójka (kaskaderzy). Robię zdjęcia akcji, jak i make-off i nikt nie miał nic przeciwko temu do czasu. Nawet rozmawiałem z operatorami, pytając o to gdzie mogę być żeby w niczym nie przeszkadzać. W pewnym momencie (po drugiej powtórce) podeszła do mnie kobieta odpowiedzialna za plan, upewniając się że nie jestem od nich z grzeczną prośbą o niepublikowanie zdjęć make-off, na którą zgodzenie się miało być moją dobrą wolą. Po kolejnej powtórce sceny to się zmieniło. Podeszła do mnie zaznaczając wyraźnie, że producent (Węgier) nie życzy sobie, bym robił zdjęcia i chodził między ludźmi, dlatego dopytałem się o to jaki jest obszar planu na który nie powinienem wchodzić i jakoś doszliśmy do porozumienia. Jej (producenta) argumentami za tym, żebym nie robił zdjęć było to że nie wyglądałem jakbym robił je dla siebie, lecz na jakiś blog lub dla kogoś. Oprócz tego reklama którą kręcili ma mieć w sobie element zaskoczenia, więc nie życzą sobie żeby cokolwiek pojawiło się przed jej premierą. Szczególnie drażliwym tematem były zdjęcia make-off. Powiedziano mi, że od tego mają ludzi i sami się muszą mocno zastanawiać co opublikować. Czy taka publikacja (przeze mnie) może im zaszkodzić? Porozumienie z panią nie trwało długo, bo najwyraźniej poszła prosto do ochroniarza, który to poinformował mnie po chwili, iż moja obecność nie jest mile widziana. Nie chcąc zostawiać po sobie gorszego wspomnienia (nigdy nie wiadomo przez kogo zostanę zapamiętany) przeprosiłem grzecznie i oddaliłem się z miejsca planu.

Trochę powtórka z pierwszego stanu faktycznego. Jeżeli nie publikować, to raczej ze względu na ochronę wizerunku osób znajdujących się na zdjęciach. Prośbę o nierobienie zdjęć można uszanować, ale wynikać to będzie jedynie z dobrej woli fotografa, a nie z przepisów prawa. Powtarzam na okrągło jak mantrę na F-LEX, że nie istnieje ogólny zakaz fotografowania ludzi. Na ich fotografowanie nie jest potrzebna zgoda. I nieważne, jak się wygląda i w jakim celu robi zdjęcia. O zgodach dopiero możemy mówić w sytuacji, gdy chcemy opublikować cudzy wizerunek. Nieważne, gdzie miałby ten wizerunek być opublikowany (własna strona www, blog, gazeta itp.).

Na marginesie warto zauważyć, że interwencja ochroniarza nie znajdowała podstaw prawnych, albowiem skoro nie został wydzielony obszar planu zdjęciowego, to czytelnik nie naruszał niczyich praw wymagających ochrony.

PS. Na temat zdjęć robionych na planie filmowym można przeczytać co nieco w tekście „Fotograf na planie”.