Czy zakupy za granicą będą droższe?

W 2014 r. posłowie obecnie rządzącej partii głosowali, w trosce o obywatela, za obywatelskim projektem ustawy zakazującej handlu w niedzielę. W 2016 r. troska ta została przeliczona na pieniądz. Wyszło na to, że w sumie pracownicy marketów mogą pracować w soboty czy niedzielę, byle pracodawca za to płacił wymierną daninę w złotówkach. Ale nie jest wpis o polityce, a tylko„inwokacja” do tematu poruszonego przez Tomka Kulasa na CHIP.PL. Oto kilka moich spostrzeżeń dotyczących art. 11 projektu ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej, który dotyczy zakupów za granicą.

Art. 11.1. W przypadku towaru dostarczanego za pośrednictwem przewoźnika od sprzedawcy detalicznego z siedzibą poza terytorium RP, do nabywcy będącego konsumentem, przewoźnik jest zobowiązany do uzyskania od wysyłającego oświadczenia o uiszczeniu podatku, o podleganiu zwolnieniu z podatku albo oświadczenia, że przesłanie przesyłki nie jest związane z dokonaniem sprzedaży detalicznej przesyłanych przedmiotów.
2. Przewoźnik, który nie spełnił obowiązku, o którym mowa w ust. 1, jest obowiązany, jako płatnik podatku, pobrać podatek od wysyłającego, naliczony od zadeklarowanej wartości przesyłki, a w przypadku niezadeklarowania wartości przesyłki – w ryczałtowej wysokości 40 zł od takiej przesyłki.

Jeżeli będzie możliwe wyegzekwowanie tego prawa, ale o tym za chwilę, to skutkiem tego będzie zapewne podwyżka cen sprzętu wysyłanego do Polski, czyli obciążenie portfela nabywcy. Ktoś może powiedzieć, że nie można uzależniać ceny  od nabywcy, bo będzie to uznane za nierówne traktowanie. I będzie miał rację. Ale jest na to sposób. Z tym problemem uporały się sklepy w USA. Wystarczy zajrzeć na stronę B&H Photo. Cena jest jednakowa dla wszystkich, ale jest jednak pewne „ale”. Ostateczna cena brutto jest zależna m.in. od podatków lokalnych.

Pojawia się pytanie, w jaki sposób polski fiskus może wymusić na zagranicznym podmiocie złożenia oświadczenia, o którym mowa w art. 11 ust. 1? Sprzedający nie jest zainteresowany składaniem takiego oświadczenia, bo oznaczałoby to, że zgadza się na zobowiązanie podatkowe wobec polskiego fiskusa. Sprytny sprzedający zapewne zauważy, że nie ponosi żadnych skutków niezłożenia takiego oświadczenia (co wynika z art. 11 ust.2). Polski fiskus też wcale nie jest zainteresowany, aby takie oświadczenie składał sprzedawca. Ostatecznie obowiązek zapłaty podatku będzie bowiem spoczywał na przewoźniku. Przewoźnik jest w nieco mniej komfortowej sytuacji niż sprzedawca, gdyż jego działalność wymaga uzyskania zgody Urzędu Komunikacji Elektronicznej na wykonywanie działalności pocztowej. Fiskus ma więc przełożenie na „niepokornego” przewoźnika. Podatek więc będzie zapłacony (cel fiskalny osiągnięty w 100%). Pozostaje tylko pytanie, kogo rzeczywiście obciąży ten podatek?

Oczywiście przewoźnik (zazwyczaj firma kurierska) może nie przyjąć przesyłki do Polski od sprzedającego. To jednak nie jest ani w interesie sklepu, ani przewoźnika. Prędzej czy później firmy przerzucą ten koszt na klienta. Ale czy na każdego klienta? Zwróćcie uwagę, że jak nabywcą jest Pan Ziutek, to obowiązek zapłaty nowego podatku powstaje, bo Pan Ziutek jest konsumentem w rozumieniu art. 221 k.c. (Za konsumenta uważa się osobę fizyczną dokonującą z przedsiębiorcą czynności prawnej niezwiązanej bezpośrednio z jej działalnością gospodarczą lub zawodową.). Jeżeli kupującym jest „Ziutek Photography” prowadzący działalność gospodarczą, to obowiązek podatkowy nie powstaje. Ergo, jak zawsze podatek na końcu wydrenuje kieszeń obywatela.

***

PS. Wszystkim „komentującym” na stronie CHIP.PL polecam lekturę wpisu „Jak dyskutować”.