Sąd nad zdjęciami na FB

Na stronie „Gazety Prawnej” pojawił się artykuł zatytułowany „Zdjęcia ślubne na Facebooku. Fotograf nie zawsze narusza dobra osobiste”, w którym to artykule opisane zostało jedno z orzeczeń Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu (sygn. akt I ACa 617/15). Przyznam się, że przegapiłem to orzeczenie, ale GP oraz facebookowi znajomi przyszli mi z pomocą. 🙂 Dlaczego chcę pisać o orzeczeniu, o którym już ktoś pisał? Ano dlatego, że chciałbym je skomentować, a w artykule GP zabrakło mi właśnie jakiegokolwiek komentarza odredakcyjnego. Istota sporu dotyczyła odpowiedzi na pytanie, czy publikując zdjęcia powodów fotograf naruszył ich prawo do wizerunku oraz czy z tego powodu doznali oni krzywdy, którą wycenili sobie na 10.000,00 zł. Powodowie zgodzili się na treść umowy, w której wyrazili zgodę na publikację ich wizerunku znajdującego się na 30 zdjęciach z fotoreportażu, 20 zdjęć z sesji fotograficznej oraz filmu ze ślubu. Wyrazili oni również zgodę na to, aby zdjęcia z ich wizerunkiem fotograf wykorzystywał w swoich materiałach promocyjnych umieszczanych między innymi na stronie WWW i na FB). Dzięki tej zgodzie wynagrodzenie za usługę fotografa zmalało o 50%.

Sądy obu instancji słusznie zauważyły, że fotograf działał zgodnie z prawem, albowiem posiadał on stosowną zgodę małżonków na publikację wizerunku. Czytelnicy F-LEXa zapewne doskonale pamiętają, że jest to w wielu przypadkach warunek sine qua non, aby publikować czyjś wizerunek bez narażenia się na nieprzyjemności. Dużo poświeciłem wpisów sprawom związanym z ochroną wizerunku (dla przypomnienia pierwszy z brzegu wpis). W opisanej przez GP sprawie fotograf miał zgodę na publikację wizerunku, czyli spełniał warunek opisany w art. 81 ust. 1 zdanie 1 Ustawy. Ba, co więcej zachodziło również dodatkowo domniemanie zgody, o którym mowa w kolejnym zdaniu tegoż przepisu. Udzielony młodym przez fotografa rabat w wysokości 50% był niczym innym, jak zapłatą za pozowanie. W tym miejscu pozwolę sobie przypomnieć i zacytować art. 81 ust. 1 Ustawy.

„Art. 81. 1. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.”

Małżonkowie po pewnym czasie zażądali od fotografa usunięcia zdjęć z FB. Czy fotograf powinien je usunąć, skoro miał wyraźną zgodę na publikację wizerunku oraz dodatkowo za to zapłacił „rabatem”? Tu powraca pytanie o możliwość cofnięcia wcześniej wyrażonej zgody na publikację wizerunku. Oczywiście zgodę taką można cofnąć, co nie zmienia faktu, że z takim cofnięciem mogą wiązać się konsekwencje prawne zarówno dla fotografa, jak i dla cofających. Usuwając zdjęcia fotograf postąpił słusznie. Skoro modele cofnęli zgodę na publikację wizerunku, to usunął ich zdjęcia. Jednak do czasu cofnięcia zgody publikował ich wizerunek zgodnie z prawem, więc nie mógł ponieść z tego tytułu żadnych konsekwencji (do takiego też słusznego wniosku doszedł zarówno Sąd Okręgowy w Opolu, jak i Sąd Apelacyjny we Wrocławiu). Małżonkowie natomiast cofając zgodę narażają się na ewentualny proces odszkodowawczy. O prawnej możliwości cofnięcia zgody na publikację wizerunku i skutkach takiego cofnięcia pisałem już na blogu. Kto nie pamięta, niech zajrzy do „Model release”.

Rada dla modela:

„Zgodę na publikację wizerunku można cofnąć, trzeba jednak się liczyć z ewentualnymi konsekwencjami prawnymi.”

Rada dla fotografa:

„Jeżeli chcesz uniknąć nieprzewidzianych perturbacji związanych z cofnięciem zgody na wykorzystanie wizerunku modela, pomyśl o stosownych postanowieniach w umowie.”

Siódme – nie kradnij.

Ostatni wpis na blogu pojawił się 7 lutego, czyli dzisiaj prawie miesięcznica. Sporo spraw zawodowych i około zawodowych spowodowało, że „tempo na blogu” trochę spowolniało. Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że nie działo się nic spektakularnego w zakresie prawa autorskiego. Niedawno napisałem notkę „Trybunał Konstytucyjny a prawa fotografa”. Dzisiaj w nawiązaniu do tamtego tekstu chciałbym zaprezentować orzeczenie sądu w Katowicach, w którym odwołano się do omawianego przeze mnie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Dziwnym zbiegiem okoliczności znowu będzie o Trybunale Konstytucyjnym, gdy w tv … .Dobra, dobra koniec! Wracamy do katowickiej sprawy, która mi właśnie wpadła w ręce.

Była sobie pewna szkoła, która na swojej stronie internetowej umieściła bez zgody i wiedzy fotografa zrobione przez niego zdjęcie. Oczywiście, jak to bywa bardzo często w tego typu sprawach, autor nie został oznaczony. Zdjęcie „pozyskała” nauczycielka z Internetu, ze strony, gdzie nie było danych dotyczących autora zdjęcia, nie było też informacji o zastrzeżeniu praw autorskich. Zdjęcie umieszczone zostało na stronie internetowej szkoły na zasadzie „kopiuj wklej”. Strona internetowa była dostępna dla każdego, nie mniej jednak, korzystali z niej przede wszystkim uczniowie, rodzice, uczniów, nauczyciele. Strona internetowa nie miała celów komercyjnych.

Zeźlony fotograf wystąpił do sądu z żądaniem:
a) za zamieszczenie zdjęcia jego autorstwa trzykrotność stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu, czyli trzykrotności kwoty 2.000,- zł, to jest 6.000,- zł,
b) za naruszenie osobistych praw autorskich poprzez nieoznaczenie autorstwa dzieła 4.000,- zł oraz
c) 5.000,- zł za naruszenie osobistych praw autorskich przez ingerencję w dzieło, polegającą na jego kadrowaniu.

Żądana przez fotografa kwota 6.000,- zł, to trzykrotność normalnego wynagrodzenia, jakie by uzyskał, gdyby została zawarta pomiędzy stronami umowa. Dlaczego razy trzy? O tym pisałem w „Iloczyn czyli matematyką w naruszyciela”.

Pozwana oczywiście żądała oddalenia powództwa podnosząc, że:
a) jej działanie nie było zawinione,
b) pozyskała fotografię nie wiedząc nic o prawach autorskich powódki,
c) na stronie internetowej, z której pozyskała fotografię metodą „kopiuj wklej” nie było żadnej informacji o prawach autorskich do fotografii,
d) nie dokonała również żadnych ingerencji w dzieło, wykorzystała już przetworzoną fotografię.

Jakie zapadło rozstrzygnięcie? Sąd Okręgowy w Katowicach zasądził na rzecz fotografa 4.000,- zł, a powództwo w dalszym zakresie oddalił. Zdaniem sądu przy opisanym powyżej stanie faktycznym nie sposób mówić o zawinionym działaniu strony pozwanej, która kierowała się celem społecznym, korzystając ze źródeł ogólnodostępnych, które w żaden sposób nie informowały o skutkach wykorzystania materiałów w nich zawartych. Skoro działanie było bezprawne, ale nie zawinione to zryczałtowane odszkodowanie zgodnie z art. 79 ust. 1 pkt 3 b Ustawy wynosi dwukrotność należnego stosownego wynagrodzenia. W tym miejscu wyprzedzając nieco dalsze losy dotyczące wyroku I instancji, nadmienię tylko, że Sąd Apelacyjny w Katowicach utrzymał orzeczenie w tym zakresie powołując się m.in. na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który uznał artykuł 79 pkt. 3 lit b Ustawy częściowo za niezgodny z art. 64 ust. 1 i 2 w związku z art. 31 ust. 3 w związku z art. 2 Konstytucji RP (zajrzyj do przywołanej już dzisiaj notki „Trybunał Konstytucyjny a prawa fotografa”).

Wróćmy do dalszych roszczeń fotografa. Dlaczego sąd je oddalił? Z zebranego w sprawie materiału wynikało, że na stronie, z której „zwędzono zdjęcie”, nie było oznaczonego autora zdjęcia, tym samym pozwanemu nie można przypisać winy w braku oznaczenia zdjęcia. Ktoś zaraz powie, że przecież pisałem na blogu, że ochrona praw autorskich przysługuje bez względu na to, czy autor jest oznaczony, czy też nie. Jak również, że przecież pisałem, że autor nie ma obowiązku publikować zdjęcia wraz z oznaczeniem imienia i nazwiska, może przecież publikować pod pseudonimem lub anonimowo „Rzecz o podpisywaniu zdjęć”. Wszystko to prawda. Publikując anonimowo nie tracisz swoich praw, o czym świadczy choćby omawiany dzisiaj wyrok. Trudno jednak przypisać komuś winę w nieoznaczeniu autora, w sytuacji gdy zdjęcie jest niepodpisane. Okazało się również, że „zwędzone zdjęcie” było już wykadrowane na stronie, z której zostało „pozyskane”, co oznacza, że nie zrobiła tego strona pozwana.
Wyrok Sądu Okręgowego został podtrzymany w całości przez Sąd Apelacyjny a Katowicach (sygn. akt I ACa 609/15).

Mogę zgodzić się, że w świetle orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego rzeczywiście fotografowi należało się zryczałtowane odszkodowanie w wysokości dwukrotnego wynagrodzenia oraz że nie można było przypisać winy pozwanej co do kadrowania zdjęcia. Nie podzielam jednak poglądu zaprezentowanego przez sądy obu instancji, co do tego, że brak podpisania zdjęcia powoduje, że „złodziej zdjęcia” (nazwijmy to po imieniu) działa w sposób niezawiniony. Jak to tłumaczyły oba sądy? Proszę oto fragment z uzasadnienia wyroku Sądu Apelacyjnego.

Na stronie, z której zostało ściągnięte metodą „kopiuj wklej” nie było danych dotyczących autora zdjęć, nie było też informacji o zastrzeżeniu praw autorskich do tych zdjęć. W roku, ogłoszonym rokiem C. M. na wielu stronach internetowych widniały zdjęcia noblisty. Dlatego też podzielić należy stanowisko pozwanej, że nie przypuszczała aby do tego zdjęcia przysługiwały komuś prawa autorskie. Oceniając zachowanie się pozwanej wziąć pod uwagę należy także i to, że zdjęcie umieszczono na stronie internetowej gimnazjum, wprawdzie strona ta była dostępna dla każdego, nie mniej jednak, korzystali z niej przede wszystkim uczniowie, rodzice uczniów, nauczyciele. Zdjęcie noblisty nie było umieszczone w celach komercyjnych, strona służyła jedynie uczczeniu twórczości C. M. i przybliżeniu wizerunku słynnego noblisty uczniom. Podsumowując, podzielić trzeba stanowisko sądu pierwszej instancji, że działanie pozwanej nie było działaniem zawinionym.

Uważam, że w złym kierunku poszedł Sąd Apelacyjny. Z faktu, że zdjęcie jest niepodpisane nie można wyciągać wniosku, że naruszyciel ma prawo przypuszczać, że zdjęcie jest niczyje i można z niego dowolnie korzystać. Brak informacji, że zdjęcie jest chronione prawem autorskim też nie powinno być podstawą do rozgrzeszenia. Na ulicach stoją setki samochodów, na żadnym nie ma informacji o zakazie używania, albo że auto jest własnością IKSa, a mimo to nie można ot tak sobie nimi pojeździć. Sąd chyba zapomniał, że siódme przekazanie – nie kradnij – odnosi się także do prawa autorskiego i to bez względu na to, kto jest naruszycielem i bez względu na to, jakie najszlachetniejsze przyświecały mu intencje.