Rzecz o podpisywaniu zdjęć

Pofotografowało się trochę, a teraz nastał już najwyższy czas powrócić do wszystkich codziennych obowiązków. Wraca więc również i F-LEX. Zaprzyjaźniony bloger podesłał mi linka do notki na stronie „Pressa” odnośnie konferencji o prawie autorskim w pracy fotoedytora. Tytuł zapowiadał się poważnie. Niestety autorka tekstu potraktowała albo swoją pracę, albo czytelników bardzo mało poważnie. A może po prostu konferencja była słaba? Czytam i szukam odpowiedzi, dlaczego warto dbać o podpisywanie swoich zdjęć. Zamiast odpowiedzi otrzymuję za to „niusy” typu: „Autorzy często nie podpisują swoich zdjęć.” Z faktami nie będę dyskutował, zwłaszcza że tak jest rzeczywiście. Ale dlaczego nikt nie mówi, że to jest prawo twórcy, a nie obowiązek. Za to w następnym zdaniu dowiaduję się, że amatorzy nie podpisując swoich zdjęć nie szanują zawodu fotografa.

Wielu fotografów nie dba o podpisywanie własnych zdjęć. Zauważalne jest to szczególnie wśród osób zajmujących się amatorsko fotografią. Nie szanują przez to naszego zawodu.”

Co ma piernik do wiatraka? Jaki jest związek pomiędzy podpisywaniem własnych zdjęć, a szacunkiem dla innych osób i ich pracy? Żaden. Ale nieźle brzmi. Zawsze można stwierdzić, że wszystko to wina tych paskudnych amatorów.

Autorka cytuje prawnika biorącego udział w panelu, który miał stwierdzić, że prawo do podawania swojego imienia i nazwiska nie podlega zrzeczeniu się. Hola, hola. Poważny panel, wspierany przez producenta mojego ulubionego sprzętu, a tu takie robienie ludziom wody z mózgu. Zapewne chodziło o to, że autorskie prawo osobiste polegające na prawie oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem jest niezbywalne. Jest to jednak prawo fotografa, który może chcieć udostępniać swoje fotografie (utwory) anonimowo. Nie można zapominać, że jest to wprost uregulowane w art. 16 pkt 2 Ustawy. Skoro sam Wielki Ustawodawca uznał, że prawem twórcy (fotografa) jest publikacja utworów (zdjęć) anonimowo, to trzeba by stwierdzić, że tenże Ustawodawca też nie szanuje zawodu fotografa. Oczywiście w ten sposób dochodzimy do nonsensu. Chciałem jednak w ten sposób zwrócić uwagę, że zarzut braku szacunku jest zarzutem „od czapy” . To, czy utwór będzie oznaczony nazwiskiem, pseudonimem (tak jak na moich zdjęciach), czy też nie będzie w ogóle oznaczony, to jest indywidualna decyzja twórcy. Bez względu, czy twórcą jest amator, czy profesjonalista. A może Pani Redaktor Naczelna PAP FOTO, która mówiła o nieszanowaniu, żyje jeszcze w czasach ustawy, o której pisałem w „Szanujmy wspomnienia”?

 W tym krótkim tekście zwrócono uwagę na jedną ważną kwestię, a mianowicie sprawę obowiązku oznaczenia autora zdjęcia przez wydawcę. Obowiązek ten często niestety jest zaniedbywany. Temat ten już gościł na blogu, m.in. w tekście „© dar_wro”. Warto tam zajrzeć dla przypomnienia sobie tego i owego. Kończąc swój wpis jeszcze raz przeczytałem artykuł z „Pressaa” i nadal nie wiem, dlaczego mam dbać, aby wszystkie moje zdjęcia były podpisane. Pomocy!!!  🙂

PS. Jeżeli ktoś chce przypomnieć sobie o publikacji pod pseudonimem, to pisałem o tym TU.

A jak alfabet

Każdy prędzej czy później zaczyna tworzyć własny alfabet. Przyszedł więc również już czas na F-LExa. Ze swojej strony zapraszam czytelników do tego, aby byli swojego rodzaju współtwórcami „Alfabetu F-LEXa” i proponowali własne hasła, które powinny się w nim znaleźć. Dzisiaj zaczynamy bardzo sztampowo, bo od litery A. Taki początek nie oznacza jednak, że każdy następny wpis będzie dotyczył kolejnej litery alfabetu.

A jak AUTOR

Ustawa nie posługuje się pojęciem autor. Mając na uwadze to, że przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia ustawa posługuje się pojęciem Twórca. O tym kto jest twórcą też oczywiście znajdziecie notkę na blogu. Zajrzyjcie do wpisu „Twórca”.

W mowie powszechnej używa się pojęcia autor, które jest tożsame z pojęciem twórcy w rozumieniu Ustawy. Mamy więc pierwsze równanie matematyczne.

TWÓRCA = AUTOR

Z autorem/twórcą nierozerwalnie związane są autorskie prawa osobiste.

A jak AUTORSKIE PRAWA OSOBISTE

Zgodnie z art. 16. Ustawy autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem, a w szczególności prawo do:
1) autorstwa utworu;
2) oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo;
3) nienaruszalności treści i formy utworu oraz jego rzetelnego wykorzystania;
4) decydowania o pierwszym udostępnieniu utworu publiczności;
5) nadzoru nad sposobem korzystania z utworu.
Warto pamiętać, że autorskie prawa osobiste są tak ściśle związane z osobą twórcy, że nie można się ich ani zrzec, ani zbyć. Zagadnienie to gościło kilkakrotnie na blogu, m.in. w „© dar_wro”. Naruszając autorskie prawa osobiste narażamy się zarówno na odpowiedzialność cywilną (art. 78 Ustawy), jak i odpowiedzialność karną (art. 115 Ustawy). Z autorskimi prawami osobistymi ściśle związane jest hasło „PLAGIAT”.

A jak ARCHITEKTURA

Przedmiotem prawa autorskiego są m.in. utwory architektoniczne, architektoniczno-urbanistyczne i urbanistyczne. Fotografowanie architektury wiąże się nie tylko z kwestią rozpowszechniania utworów architektonicznych (vide art. 33 pkt 1 Ustawy), ale także możliwością robienia zdjęć m.in. w sklepach czy galeriach handlowych. To także problem ewentualnego naruszenia MIRU DOMOWEGO.

C.D.N.

Publikowanie zdjęć architektury

Pod tekstem „Klatka” pojawił się wczoraj oto taki wpis czytelnika Józefa:

 „W nawiązaniu do rozważań dotyczących fotografowania współczesnej architektury i następnie rozpowszechniania tych zdjęć (zdjęcie całego budynku lub fragmentu), np. na własnej stronie www. wymaga wg mojej oceny podania nazwiska autora budynku – architekta, co w pełni szanuje jego prawa osobiste do budynku jako utworu architektonicznego. Fotograf z kolei posiada prawo autorskie osobiste (majątkowe można zbyć) do zdjęcia (utworu) na którym utrwalił inny utwór (architekturę). Zdjęcie powinno posiadać właściwy opis…kto jest autorem czego. Mam rację?”

Czytelnik ma rację, że architektowi przysługują autorskie prawa osobiste, w tym prawo do oznaczenia utworu swoim nazwiskiem. Nie ma również przeszkód, aby oznaczyć zdjęcie w sposób przedstawiony przez czytelnika, ale czy zawsze jednak trzeba? W sieci można spotkać bardzo stanowcze i rygorystyczne stanowiska. Na jednym z blogów autor stanowczo podkreśla, że:

„Rozpowszechnianie zdjęć tego rodzaju obiektów wiąże się oczywiście z obowiązkiem poszanowania autorskich praw osobistych przysługujących projektantowi fotografowanego obiektu, czy twórcy ujętego dzieła. Należy pamiętać o prawidłowym oznaczeniu takich fotografii. Po pierwsze należałoby zamieścić informacje o twórcy fotografowanego utworu, po drugie informacje na temat samego obiektu (np. jego tytuł).”

Oczywiście można zająć takie stanowisko biorąc pod uwagę brzmienie art. 34 Ustawy. W końcu korzystanie z dobrodziejstwa art. 33 jest niczym innym, jak korzystaniem z dozwolonego użytku.

„Art. 34. Można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem wymienienia imienia i nazwiska twórcy oraz źródła. Podanie twórcy i źródła powinno uwzględniać istniejące możliwości. Twórcy nie przysługuje prawo do wynagrodzenia, chyba że ustawa stanowi inaczej.”

Czy rzeczywiście publikując zdjęcie kamienicy X w miejscowości Y trzeba wskazać, komu przysługują autorskie prawa osobiste do utworu, jakim jest budynek. Oczywiście poza wszelkimi wątpliwościami jest fakt, że w rozumieniu Ustawy utworem jest budynek (utwór architektoniczny, architektoniczno-urbanistyczny i urbanistyczny art. 1 ust. 1 pkt 6 Ustawy). Byłbym jednak ostrożny w ocenie i nie wyciągał wniosków jedynie z treści art. 34. Nie można bowiem nie brać pod uwagę innych przepisów Ustawy. Zwracam uwagę, że zgodnie z art. 16 pkt 2 Ustawy autorowi przysługuje prawo oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo. Na ilu budynkach zamieszczona jest informacja, kto jest ich autorem? Na niewielu! Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że prawie na żadnym. Brak takiej informacji nie jest raczej niczym nadzwyczajnym i nikogo ten fakt raczej nie dziwi, skoro autor nie ma obowiązku oznaczenia swojego utworu. Moim zdaniem brak wskazania autorstwa na budynku świadczy o tym, że wolą autora było udostępnienie utworu anonimowo. Skoro więc sam autor nie był zainteresowany oznaczeniem swojego utworu, to dlaczego fotograf robiący zdjęcie budynku i rozpowszechniający je w ramach dozwolonego użytku, o którym mowa w art. 33 pkt 1 Ustawy, miałby wskazywać autora budynku. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której byłbym zmuszony, jako fotograf chcący zaprezentować zdjęcie budynku przeprowadzić swoiste dochodzenie, aby ustalić, komu przysługują autorskie prawa osobiste do utworu architektonicznego. Moim zdaniem brak konieczności oznaczenia autora odnosi się nie tylko do budynków, ale do wszystkich utworów, które są rozpowszechniane anonimowo. Moje stanowisko (z którym oczywiście nie trzeba wcale się zgadzać) zdaje się podzielać Sąd Apelacyjny w Warszawie (sygn. akt VI ACa 447/07).

„Niezasadny jest zarzut naruszenia przepisu art. 16 pkt 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych przez bezpodstawne przyjęcie, że powódka nie ma prawa do oznaczania utworów własnym nazwiskiem. (…) Powołany przepis głosi, że jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem, a w szczególności m.in. prawo do oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo. Wyrażonego w tym przepisie prawa powódki do oznaczenia fotografii swoim imieniem i nazwiskiem nikt nie kwestionował, chodziło natomiast o przypadek, w którym możliwe było zaprezentowanie zdjęć wykonanych przez powódkę bez konieczności podawania informacji o autorstwie. Przepis art. 34 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych stanowi, że „Można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem wymienienia imienia i nazwiska twórcy oraz źródła. Podanie twórcy i źródła powinno uwzględniać istniejące możliwości. Twórcy nie przysługuje prawo do wynagrodzenia, chyba że ustawa stanowi inaczej.” Przepis ten jest realizacją zasady, że autor ma prawo do oznaczania utworu swoim nazwiskiem. Zgodnie jednak z art. 10 ust 3 Konwencji Berneńskiej o ochronie dzieł literackich i artystycznych „W razie cytowania (…) należy podać źródło i nazwisko autora, jeżeli to nazwisko jest zamieszczone w źródle”. (…) Z uwagi na brak widocznych informacji o autorstwie oraz specyfikę miejsca i sytuacji autorzy reportażu mieli prawo uważać, że zdjęcia są prezentowane anonimowo za zgodą twórców(-y).”

Na szczególną uwagę zasługuje ostatnie zdanie powyżej, dlatego pozwolę sobie je powtórzyć po lekkiej modyfikacji stylistycznej, która nie wypacza sensu pierwotnej wypowiedzi sądu.

„Z uwagi na brak widocznych informacji o autorstwie oraz specyfikę miejsca i sytuacji autor reportażu/zdjęć miał prawo uważać, że utwory są prezentowane anonimowo za zgodą twórcy.”

Jeżeli budynki przestaną być prezentowane anonimowo, wtedy będzie mus. Dopóki nie są, dopóty stanowisko czytelnika Józefa uważam za nieznajdujące uzasadnienia w przepisach Ustawy.

PS. Na cytowanym i podlinkowanym blogu w tekście „Fotografie, a prawa właścicieli obiektów i twórców utworów fotografowanych” moim zdaniem jest pewna perełka. Kto ją znalazł?

Statystyka

Często zdarza mi się na F-LEX psioczyć na wydawców, ale staram się za każdym razem być obiektywny. Dlatego też musiałem popełnić dzisiejszy wpis w ich obronie.

Na stronie fotoprawo.pl można znaleźć statystyki dotyczące zamieszczania przez poszczególnych wydawców informacji o autorze publikowanego zdjęcia. W ramach wstępu napisano, że „podpisywanie zdjęć imieniem i nazwiskiem lub pseudonimem ich autorów to dobry obyczaj świadczący o poszanowaniu praw autorskich”. U czytelnika może w związku z tym pojawić się, ba  wręcz narzucić myśl, że Ci wydawcy, którzy nie podpisują publikowanych zdjęć, nie szanują praw autorskich. Zapewne intencje autora statystyk są szczere, ale moim zdaniem taka statystyka nie świadczy o naruszaniu przez wydawców autorskich praw osobistych. Skąd takie przekonanie? Osoba przygotowująca statystykę zapewne nie wie, jakie są ustalenia pomiędzy autorem a wydawcą lub autorem a podmiotem sprzedającym, bądź udostępniającym zdjęcia do publikacji. Przypomnę, że osobiste prawo autorskie jest ściśle związane z autorem utworu (fotografii). To autor decyduje, czy zdjęcie oznaczyć swoim imieniem i nazwiskiem, bądź pseudonimem. Ten sam autor ma również możliwość podjąć decyzję o publikacji zdjęcia anonimowo.

Art. 16. pkt 2. Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem, a w szczególności prawo do  oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo.

Więcej na ten temat znajdziecie w ”(c) dar_wro”. Z racji tego, że przywołany wpis z F-LEXa jest dosyć „ świeży”, to nie ma sensu powielać go i na nowo przedstawiać wszystkie wskazane tam argumenty. Jak podaje fotoprawo.pl „Celem poniższych statystyk jest wskazanie jaki procent zdjęć jest podpisanych w poszczególnych tytułach.” U mnie wciąż rodzi się pytanie: Czemu to ma służyć i co udowodnić?  W odsetku zdjęć niepodpisanych będą zapewne znajdowały się zdjęcia, których autorzy:

a)      zgodzili się na publikacje anonimowo lub
b)      zgodzili się na nieumieszczanie informacji o autorze,
c)       nie wiedzą o publikacji (czyli naruszono co najmniej ich autorskie prawa osobiste).

Jaki jest procentowy udział tych poszczególnych „grup” w puli zdjęć niepodpisanych? Zapewne się tego nie dowiemy, bo autorzy przedstawionych statystyk takiej wiedzy prawdopodobnie (tu zachodzi prawdopodobieństwo graniczące z pewnością) nie posiadają. Zatem gwoli sprostowania. Nie każde zdjęcie opublikowane przez wydawcę bez wskazania jego autora jest niezgodne z prawem i nie świadczy o braku poszanowania praw autorskich. Co więcej, niepodpisanie zdjęcia, w sytuacji gdy autor sobie tak zażyczył, jest przejawem poszanowania jego prawa.

Jak dla mnie przywołana na wstępie statystyka jest więc trochę sztuką dla sztuki. Zresztą jak każda statystyka. Skoro „statystycznie co drugi Polak bije żonę”, a ja swojej nie biję, to Ty Drogi Czytelniku ………………….  😉 No właśnie. Tak samo jest z tymi wykresami na fotoprawo.pl. 🙂

(c) dar_wro

Osobiste prawa autorskie gościły na F-LEX już kilka razy, m.in. w „True story, czyli rzecz o plagiacie” i „Czary czy prawo”. Wracam dzisiaj do tego tematu ze względu na apel Stowarzyszenia Fotoreporterów, który pojawił się w ostatnich dniach. Dotyczy on kwestii niepodpisywania zdjęć imieniem i nazwiskiem autora przez niektórych wydawców, czyli właśnie naruszania osobistych praw autorskich. Szybkie przypomnienie z ustawy, o co chodzi z tymi prawami osobistymi.

Art. 16. Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem, a w szczególności prawo do:
2)    oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo.

Generalna zasada stanowi, że autor ma prawo zdecydować, w jaki sposób będzie oznaczone dzieło: imieniem i nazwiskiem, pseudonimem albo będzie publikowane anonimowo, tzn. z zatajeniem autorstwa. Decyzja autora o sposobie oznaczenia zdjęcia jest wiążąca dla innych, którzy wykorzystują jego zdjęcia.

Osobiste prawa autorskie charakteryzują się tym, że są niezbywalne. Niezbywalne, czyli jakie? Nie można ich np. sprzedać, podarować czy udzielić na nie licencji.Sądy, jak i znawcy przedmiotu  dopuszczają jednak możliwość udzielenia przez autora upoważnienia do wykonywania tych praw przez osobę trzecią (kogoś innego) w imieniu autora. Sąd Apelacyjny w Warszawie ( sygn. akt I ACa 668/06) uznał, że „przy zachowaniu zasady niezbywalności autorskich praw osobistych dopuszczalne jest zrzeczenie się przez twórcę wykonywania części tych praw na rzecz osób trzecich, w tym przedsiębiorców”.   Dlatego też uczulam na różne regulaminy stocków fotograficznych, zapisy w umowach o pracę, czy zlecenia odnośnie zarządzania prawami osobistymi.

Bądźcie czujni, gdy zobaczycie postanowienie typu: „autor/fotograf/pracownik upoważnia X do wykonywania przysługujących mu praw osobistych do zdjęcia (utworu), ich opracowań i dalszych opracowań, w tym sprawowania nadzoru autorskiego”. Niewskazanie Twego autorstwa przez wydawcę  po podpisaniu przez Ciebie takiej klauzuli  będzie całkiem legalne.

Wszystkim naruszającym autorskie prawo osobiste przypominam, że mogą narazić się na odpowiedzialność cywilną i karną, o czym pisałem we wspomnianych na wstępie wpisach.

Ja… autor

Update: 25.06.2014

W tekście „Obróbka cyfrowa i dementi” wycofałem się z pewnych twierdzeń odnośnie obowiązku przekazania RAWa (NEFa), dlatego po części ten wpis jest nieaktualny.

* * * * *

Znalazłem na zaprzyjaźnionym forum takie pytanie: „Zamawiając sesję zdjęciową, kiedy i w jakich okolicznościach mam prawo domagać się otrzymania zdjęć w formacie RAW oprócz obrobionych jpg?”

Wszystko kwestia negocjacji”, jak powiedział pewien Redaktor poczytnego magazynu fotograficznego. I ma chłop świętą rację.

Pytanie jest proste, a ileż implikuje zagadnień prawnych dotyczących fotografowania (a dokładniej praw autorskich). Oj sporo, sporo. A to kwestia samej umowy, czy ma dotyczyć przeniesienia majątkowych praw autorskich, czy też tylko udzielenia licencji (a w ogóle co to jest licencja?). A jak licencja, to jaka? Na jakich polach eksploatacyjnych zamawiający będzie mógł korzystać z nabytych praw itp., itd. Już widzę jak niejeden czytelnik łapie się za głowę, krzywi i myśli… gadanie. „Mam zlecenie, ba nawet podpisaną umowę (to że wzór z internetu i do innego typu zlecenia – nieważne), idę na imprezę, robię zdjęcia, kilka odbitek, reszta na płytce. Klienci zadowoleni, w kieszeni parę groszy, wszystko gra. Po co więc mi jakieś dodatkowe dyrdymały prawne”. Odpowiadam. Ano np. po to, żebyś wiedział Drogi Czytelniku, iż para młodych pozwalając Ci na publikację zdjęć weselnych robi to zazwyczaj bez uprawnień. Chyba że ma zgodę wszystkich gości, ale nie wierzę, żeby kogokolwiek się pytali o zgodę na publikację. Zleceniodawca nie ma prawa do wyrażenia zgody na publikację wizerunku gości weselnych. Gość może mieć pretensje. Jeżeli jest to mąż oficjalnie przebywający na zagranicznej delegacji, to nawet uzasadnione ;-). Pamiętaj, że w przypadku sporu, to Ty będziesz musiał wykazać, że masz zgodę na publikację.

Wracamy do umowy. Przygotowując umowę odpowiedz sobie na 4 podstawowe pytania: kto, komu, co i za ile? Dzisiaj skupmy się tylko na odpowiedzi na pytanie „co?”, czyli na przedmiocie umowy, który zasadniczo powinien być w miarę dokładny. Pozwoli to w przyszłości uniknąć pretensji pomiędzy fotografem, a klientem. Warto zaznaczyć gdzie i kiedy ma być zrobiona sesja zdjęciowa lub reportaż, ile ma być odbitek, w jakim formacie (o rodzaju papieru też bym nie zapominał). Ustalcie czy mają być zdjęcia również w wersji cyfrowej i w jakim formacie. Jeżeli jesteś klientem to nie żądaj plików NEF od człowieka, który całe życie robi zdjęcia Canonem. Nie ma szans, nawet jakby bardzo się starał (no chyba, że pożyczy do realizacji zlecenia Nikona). Swoją drogą jeżeli zleceniodawca (znaczy klient) chciałby później „pogmerać” w RAW-ach, to powinien to sobie zagwarantować w umowie. Tu doszliśmy do kwestii tajemniczych pól eksploatacyjnych, ale to kolejny nudny temat na jesienne wieczory i nie na dzisiaj (za oknem 30 stopni Celsjusza).
Kiedy powinno się przekazać RAW-a? Na 100% RAW-a powinien zostać przekazany nabywcy majątkowych praw autorskich do zdjęcia. Jest to sytuacja, w której przenosisz na klienta autorskie prawa majątkowe. Klient staje się „właścicielem zdjęcia”, a Ty przestajesz mieć jakiekolwiek prawa do dysponowania nim (możesz sobie zostawić jako tapetę na pulpicie komputera w ramach dozwolonego użytku osobistego). Powtórzę. Przeniosłeś majątkowe praw autorskie – Klient stał się „właścicielem zdjęcia”, ale nie jego twórcą. Nabywcy praw do zdjęcia nie może przypisać sobie autorstwo zdjęcia. I nie ważne czy „właściciel” zdjęcia kupił je za milion dolarów, czy odziedziczył po sławnym wujku.
Nabywający prawa majątkowe do zdjęcia nie może nabyć jednego – prawa do autorstwa zdjęcia (nawet jeżeli za zdjęcie zapłaci kartą Mastercard 😉 ). W nomenklaturze prawniczej mówimy o autorskich prawach osobistych, które są niezbywalne (art. 16 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Co to oznacza w praktyce? Że nie można przypisać nikomu innemu autorstwa zdjęcia zrobionego przez Ciebie.
Art. 16. Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem, a w szczególności prawo do:
1) autorstwa utworu;
2) oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo;
3) nienaruszalności treści i formy utworu oraz jego rzetelnego wykorzystania;
4) decydowania o pierwszym udostępnieniu utworu publiczności;
5) nadzoru nad sposobem korzystania z utworu.

Słowniczek:
Twórca – fotograf, czyli Ty! Prawo określa Cię mianem Twórcy. Brzmi nieźle, prawda?
Utwór – dobrze kombinujesz, zrobione przez Ciebie zdjęcie.

Teraz czas na odpowiedź na postawione na wstępie pytanie.
Wszystko zależy od tego, co ustalą Wysokie Umawiające się Strony.