Prawo cytatu po nowemu

Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego rozpoczął konsultacje społeczne w zakresie projektu zmian do Ustawy. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do strony „Prawo autorskie i medialne„, gdzie znajdzie wszystkie materiały w tej sprawie. Moim celem nie jest skomentowanie całego projektu. Chciałbym dzisiaj tylko zwrócić uwagę na zmianę dotyczącą prawa cytatu. Swego czasu pisałem na F-LEX o prawie cytatu i przedstawiłem swoje stanowisko w zakresie prawa cytatu utworu fotograficznego. Tych którzy nie czytali lub nie pamiętają odsyłam do tekstu „Wróg publiczny”.

Dzisiejsza regulacja w zakresie prawa cytatu (art. 29 ust. 1 Ustawy) brzmi następująco:

„Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości.”

Proponowane brzmienie art. 29 Ustawy:

„Wolno w ramach samoistnej całości cytować rozpowszechnione utwory, w zakresie uzasadnionym uczciwymi zwyczajami oraz specyficznymi celami cytatu, w szczególności wyjaśnieniami, polemiką, analizą krytyczną i naukową, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości, w tym parodii, karykatury i pastiszu.”

 Powodem zmian jest dostosowanie naszej Ustawy do postanowień dyrektywy 2001/29/WE z dnia 22 maja 2001 r. Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym. Czy fotograf będzie czuł się po tej zmianie bezpieczniej? Raczej nie. Zwłaszcza, jak zajrzy do uzasadnienia projektu (str. 18).

„Z treści art. 29 pr. aut. usunięte także zostanie ograniczenie cytowania wyłącznie do „urywków utworów i drobnych utworów w całości”. Powyższy zabieg spowoduje, iż przepis będzie miał zastosowanie do wszystkich utworów z wszystkich dziedzin twórczość, w szczególności stworzy możliwość posłużenia się cytatem w postaci całego utworu plastycznego lub fotograficznego”.

Jedno co może cieszyć to fakt, że z powyższego uzasadnienia wynika, że mój dotychczasowy opór przeciwko prawu cytatu w fotografii ma, na dzień dzisiejszy, uzasadnienie w przepisach Ustawy. Żadna to satysfakcji, gdy nowa regulacja ma rozwiać wszelkie wątpliwości w tym zakresie i dopuścić „cytat fotograficzny”. Skoro przepis wyraźnie dopuści cytat fotograficzny, to wszelkie spory będą teraz się musiały skupiać na kwestii, czy zachodziły przesłanki do zastosowania prawa cytatu utworu fotograficznego. Przedstawiony projekt idzie z duchem dyrektywy, ale obawiam się, że w rzeczywistości może „zachęcać” do jeszcze większego nadużywania prawa cytatu. Obecna regulacja wskazuje wyraźnie cele w jakich można korzystać z prawa cytatu („w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości”), natomiast projekt (implementując dyrektywę) odwołuje się do pojęcia „specyficzne cele cytatu”. Wymienione w projektowanym przepisie cele są jedynie celami przykładowymi, nie jest to lista zamknięta (jak w obecnej regulacji).

Oczywiście w przypadku sporu sądowego nie fotograf będzie musiał udowodnić, że nie zaszły przesłanki do zastosowania prawa cytatu. To cytujący będzie musiał wykazać, że korzystał ze zdjęcia w ramach prawa cytatu, to znaczy w zakresie uzasadnionym uczciwymi zwyczajami oraz specyficznymi celami cytatu. Ogromne pole do popisu dla prawników i jeszcze większe wyzwanie dla sądów. Obie przesłanki niezdefiniowane ani w Ustawie, ani w innych przepisach prawa! Wygląda na to, że praktyka i orzecznictwo sądowe będą grały pierwsze skrzypce. Byle na tym nie ucierpieli fotografowie.

 

Mała Syrenka

PetaPixel informuje, że publikując zdjęcie kopenhaskiej syrenki można popaść w kłopoty finansowe. Okazuje się bowiem, że zgodnie z duńskim prawem zakazane jest publikowanie zdjęć utworów wystawionych w miejscach publicznych bez uzyskania stosownej zgody. Oczywiście prawo duńskie nie zakazuje fotografowania Małej Syrenki czy innych dzieł wystawionych publicznie. Jeżeli jednak zdjęcie takie chcemy opublikować, a cel publikacji jest związany z działalnością gospodarczą, to trzeba mieć stosowną zgodę (zapewne licencję). Jak widać co kraj to obyczaj. Przypomnę, że nasze regulacje prawne są w tym zakresie zupełnie odmienne. Zgodnie z art. 33 pkt 1 Ustawy wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku. Nie ma więc prawnych możliwości zakazania publikacji zdjęć lub domagania się opłaty z tytułu publikacji zdjęć dzieł sztuki wystawionych w miejscach określonych w art. 33 pkt 1. Co więcej nasze prawo bardzo szeroko interpretuje dozwolony użytek określony w tym przepisie. Takie zdjęcie można wykorzystać nie tylko na blogu, prywatnej stronie WWW, ale może być zaprezentowane w folderze reklamowym Twojej firmy, czy być wykorzystane jako pocztówka. Gdyby Mała Syrenka z Kopenhagi była postawiona w Polsce na Placu Zamkowym, to jej zdjęcia mogłyby być wykorzystywane także dla celów businessowych, a następcy prawni autora nie mieliby podstaw do żądania jakichkolwiek opłat.

 „Producent reklamy, robiąc zdjęcia czy kręcąc film, może […] utrwalić również pomnik lub dzieło architektury, i to także takie, do którego nie wygasły jeszcze prawa autorskie.” /*

 Należy jednak również pamiętać, że korzystanie z utworu przekraczające dozwolony użytek chronionych utworów niezależnie od okoliczności faktycznych wymaga zezwolenia twórcy lub jego spadkobierców/** Przekroczenie dozwolonego użytku i brak zgody to proszenie się o kłopoty. 😉

* * * * *

Na temat licencji ustawowej wynikającej z art. 33 pkt 1 Ustawy pisałem wcześniej m.in. w „Galeria w O.”.

 * * * *

* Barta Janusz, Markiewicz Ryszard. „Reklama jako utwór.”
** Pismo z dnia 12 marca 2002 r. Ministra Kultury (DP/WPA.024/41/02)

P2P

Na F-LEX pisałem już o odpowiedzialności karnej w związku z naruszaniem autorskich praw majątkowych. Warto przypomnieć, że „ściąganie utworów” z sieci niekoniecznie musi być przestępstwem. W zasadzie trzeba pokusić się o stwierdzenie, że „ściąganie utworów” z sieci nie stanowi przestępstwa, pod warunkiem, że nie jest to utwór w postaci programu komputerowego. Zgodnie z przepisami art. 77 Ustawy do utworów komputerowych nie mają zastosowanie m.in. przepisy o dozwolonym użytku. Są oczywiście sytuacje, w których ściąganie utworów może spowodować zainteresowanie organów ścigania.

Art. 116. 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Z taką sytuacją będziemy mieli do czynienia w przypadku ściągania utworu z sieci w ramach korzystania z rozwiązań P2P (peer to peer). Same programy P2P są w zasadzie legalne, a ich posiadanie na komputerze nie jest dowodem na nielegalną działalność. Co więcej również korzystanie z P2P nie musi zawsze oznaczać działalności nielegalnej. Ocena prawna użytkowania P2P może ulec diametralnej zmianie w przypadku, gdy za pomocą takiego programu wymieniamy się z osobami postronnymi utworami w rozumieniu Ustawy. Pamiętajmy, że korzystając z oprogramowania P2P nie tylko ściągamy utwory, ale jednocześnie udostępniamy utwory posiadane na własnym dysku (czytaj – rozpowszechniamy cudze utwory). Organy ścigania przyjmują, że użytkownicy aplikacji P2P nie są osobami pozostającymi w związku osobistym, tym samym korzystający z P2P dokonuje niedozwolonego rozpowszechniania cudzych utworów. Jeżeli jednak korzystający z P2P są osobami pozostającymi w związku osobistym to wymiana utworami za pośrednictwem P2P nie byłaby bezprawna. Dlaczego? Bo w takiej sytuacji mielibyśmy do czynienia z dozwolonym użytkiem. Zapewne pamiętacie, że art. 23 ust. 1 Ustawy zawiera ustawową licencję pozwalającą na korzystanie z cudzych utworów. Zgodnie z art. 23 ust. 2 Ustawy zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.

*  *  *  *  *

Jak wyglądała w praktyce karalność za przestępstwo z art. 116 ust. 1 Ustawy? Oto kilka informacji za 2012 r. przygotowanych przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Osądzono 362 sprawy, z czego 206 zakończyło się umorzeniem postępowania. Wyroki skazujące wydano w 156 sprawach, z czego karę pozbawienia wolności zasądzono w 36 sprawach (wszystkie w zawieszeniu), w 111 sprawach orzeczono grzywnę, a w 8 karę ograniczenia wolności. Niedużo, jak na potęgę Internetu oraz na permanentne naruszanie majątkowych praw autorskich przez użytkowników Internetu.

*  *  *  *  *

PS. Już niedługo blog będzie dostępny jedynie pod domeną www.f-lex.pl. Jeżeli nadal masz zamiar czytać F-Lex-a, a w ulubionych masz go zapisanego pod inną domeną, to należałoby to szybko zmienić (najpóźniej do 7 lipca 2014).

Mundial, religia i prawa autorskie

Przyczynkiem do wpisu jest wizerunek Chrystus z Rio w koszulce piłkarskiej reprezentacji Włoch. Brazylijski episkopat będzie się domagał odszkodowania za nielegalne wykorzystanie wizerunku Chrystusa Odkupiciela.

My mamy własny pomnik Chrystusa Króla w Świebodzinie, więc możemy pospekulować, co by było, gdyby taka sytuacja dotyczyła polskiego pomnika.  Na marginesie można złośliwie stwierdzić, że mając na uwadze kondycję naszej piłki nożnej powinien on raczej mieć plakat z napisem „Nic się nie stało!”, niż koszulkę reprezentacji. Dla potrzeb rozważań o prawie autorskim niech założy jednak koszulkę reprezentacji. Pomnik w Świebodzinie jest utworem w rozumieniu Ustawy, czy można zatem byłoby go „bezkarnie ubrać do reklamówki” w trakcie post produkcji na stole montażowym lub w Photoshopie?

Swego czasu dużo było na blogu na temat ustawowych licencji pozwalających na wykorzystanie cudzych utworów i tam właśnie trzeba byłoby szukać odpowiedzi na powyższe pytanie. Oszczędzę Wam jednak konieczności nerwowego szukania. Cała tajemnica zawarta jest w art. 33 pkt 1 Ustawy.

 „Wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku.”

Przyjmuje się, że rozpowszechnianie, o którym mowa w art. 33 ust. 1 może być zarówno komercyjne, jak i niekomercyjne. Ustawa nie dopuszcza jedynie, aby utwór wystawiony publicznie odtwarzany był dla tego samego użytku. Nie jest więc dopuszczalne, na podstawie tego przepisu, postawienie identycznego pomnika w Warszawie, Krakowie, czy gdziekolwiek na świecie. Natomiast w świetle polskiego prawa możliwe jest użycie jego zdjęcia do reklamy. Ale uwaga! Pomimo tego, że prawo autorskie mamy po swojej stronie, to nie można wykluczyć iż znajdzie się jakiś niezadowolony, który uzna, że Chrystus Król ze Świebodzina w koszulce polskiego reprezentanta obraża jego uczucia religijne (art. 196 kodeksu karnego).

Galeria w O.

DH Renoma we Wrocławiu

DH Renoma we Wrocławiu

Czytelnicy bloga w walce z fotograficznymi absurdami. Jeden z czytelników opisuje sytuację, gdy został poproszony przez ochronę centrum handlowego w O. o niefotografowanie budynku, bo właściciel budynku sobie nie życzy i że wydał zakaz fotografowania. Jak pisze „zdjęcie robione było z chodnika miejskiego, ze statywu, bo to już wieczór był.” Świadomy swoich praw wysłał pismo do administracji galerii. O dziwo otrzymał odpowiedź z całym szeregiem przepisów prawnych, z których wynika, że właściciel „ma prawo zabronić”.

W pierwszej kolejności podano przepisy art. 23 i 24 k.c. m.in. dotyczące ochrony wizerunku i prawa do prywatności.  Wprawdzie do osób prawnych, na podstawie art.. 43 kodeksu cywilnego,  stosuje się przepisy art.23 i 24 k.c., ale… odpowiednio. Wprawdzie w stosunku do osoby prawnej można mówić o ochronie wizerunku, ale ochroną będzie  objęty „wizerunek”  podmiotu będącego właścicielem  danej rzeczy, a nie sama rzecz (tu: galeria).  Przez taki wizerunek należy rozumieć dobre imię, sławę, renomę firmy. Fotografując z miejsca publicznego cudzy budynek trudno jest również mówić o naruszeniu prywatności właściciela tego budynku. W zasadzie należałoby napisać kolejne pismo i zapytać o jakiej prywatności jest mowa. Koło budynku przechodzą dzień w dzień setki osób i „koń jaki jest każdy widzi”.

Następnie przywołano przepisy dotyczące własności. Zdaniem administracji galerii „właściciel może nie życzyć sobie, by ktoś korzystał z jego własności i może się sprzeciwić działaniom innych, które naruszają jego prawa”. Takie stanowisko reprezentowane jest przez niektórych prawników. Swego czasu nawet polemizowałem z tą tezą we wpisie o jakże wyszukanym tytule „Polemika”. 🙂  Od tego czasu nie zmieniłem swojego stanowiska, a także nic się nie zmieniło w przepisach Ustawy. Na swoim obszarze świętym prawem właściciela jest ustalanie własnych zasad (oczywiście w ramach obowiązującego porządku prawnego). Poza swoją oazą musi brać jednak pod uwagę, że większość zasad ustala ustawodawca. I ostatni koronny argument udzielających odpowiedzi. „Firma jest własnością prywatną i pomimo ogólnie przyjętej domniemanej zgody na fotografowanie miejsc publicznych może nie zgodzić się na jej fotografowanie.

Nie tędy droga! Zgoda na fotografowanie w przestrzeni publicznej budynków nie  wynika ze zwyczaju, a z przepisów powszechnie obowiązującego prawa. Czytelnik słusznie powołuje się na art. 33 ust. 1 Ustawy.

Wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku.”

Żadna firma duża czy mała, polska czy zagraniczna nie ma uprawnienia do modyfikacji tego przepisu. Wielokrotnie przywoływałem komentarz do powyższego przepisu, który jest bardzo istotny. Ustawowa licencja zawarta w art. 33 ust. 1 jest bardzo szeroka i zawiera w sobie również prawo do komercyjnego wykorzystania utworu.

„Rozpowszechnianie dopuszczone na mocy pkt 1 może służyć wszelkim celom, także zarobkowym. Dopuszczalne jest więc sporządzenie kartek pocztowych, umieszczenie fotografii w przewodniku, sporządzenie diapozytywów, nakręcenie filmu. Nie jest natomiast dozwolone odtworzenie do tego samego użytku (…) Rozpowszechnianie dzieła wystawionego w miejscu ogólnie dostępnym, ale w zamkniętej przestrzeni, może wymagać, niezależnie od zezwolenia podmiotu praw autorskich, zezwolenia właściciela.” Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, wyd. V; Janusz Barta (red.), Ryszard Markiewicz (red.), Monika Czajkowska-Dąbrowska, Zbigniew Ćwiąkalski, Krzysztof Felchner, Elżbieta Traple; Komentarz do art.33 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych

Opisany problem w sumie nie jest nowy. Nie tak dawno pisałem o „Dozwolonym użytku w Gliwicach”.

Rzecz o błądzeniu

 Duża popularność „Miastu i Światu” na FB może być  zastanawiająca. Czyżby wszyscy chcieli podzielić się radosną nowiną, że to już koniec? 😉 Dla wszystkich tak myślących mam złą nowinę. Jeżeli nadal będziecie zaglądać na F-LEXa, to jest oczywistą oczywistością, że będziecie skazani na dalsze prawnicze grafomaństwo oraz kiepskie zdjęcia. C’est la vie! Albo przechodząc na żargon prawniczy „Volenti non fit iniuria”.  Pierwszego kwietnia mamy już za sobą, a więc żarty na bok i wracamy do prawa fotograficznego i wszystkiego co wokoło.

Dzisiaj tylko bardzo krótki upgrade do tekstu „Zakres dozwolonego użytku po nowemu”. Od chwili, gdy powstała tamta notka, nic się nie zmieniło. Możecie sami sprawdzić na stronie Sejmu. W dniu 22 listopada 2012 r. skierowane do pierwszego czytania w komisjach. Posłowie czytają, czytają i skończyć nie mogą. Ja dzisiaj jeszcze raz zerknąłem do treści uzasadnienia i tylko niepotrzebnie  podniosłem sobie ciśnienie. W uzasadnieniu poselskiego projektu możemy przeczytać m.in.:

„Nowelizacja ustawy spowoduje, iż korzystanie z kategorii dozwolonego użytku własnego, w ramach kontaktów towarzyskich, znajdzie swoje literalne unormowanie w Ustawie. W rezultacie zlikwiduje to ramy nadużywania interpretacji dozwolonego użytku własnego przez użytkowników i twórców. Stworzy ona możliwości swobodnego i legalnego wykorzystywania plików w Internecie, w ramach określonego kręgu osób, jak również nie będzie naruszać uzasadnionych praw twórców, chronionych za pomocą licznych regulacji Ustawy, w tym art. 35.”

W sumie czytam i oczom nie wierzę. Posłowie będący autorami projektu są głęboko przekonani, że to m.in. twórcy nadużywają interpretacji dozwolonego użytku własnego. Jak dotąd żyłem w głębokim przekonaniu (może okazać się, że błędnym), że to przede wszystkim użytkownicy (i to także ci profesjonalni) starają się interpretować dozwolony użytek w sposób niczym nieograniczony i upchnąć w tym worku pojęciowym wszystko, co się da.  Errare humanum est. Myliłem się! To twórcy krzywdzą użytkowników, bo nie chcą się godzić na wykorzystywanie ich twórczości zupełnie za free. Ja, Ty, nasi koledzy fotografowie jesteśmy niedobrzy, bo się buntujemy i nie zgadzamy na bezkarne korzystanie z efektów naszej pracy.

Zakres dozwolonego użytku po nowemu

Update: 09.06.2013. W dniu 9 maja 2013 r. projekt został cofnięty.

Dozwolony użytek w prawie autorskim wzbudzał i nadal wzbudza szereg emocji. Zarówno po stronie twórców, jak i osób korzystających z dobrodziejstwa ustawowej zgody. Na temat dozwolonego użytku było kilka wpisów na blogu, w tym m.in. w „mp3”. Wracam do tej kwestii, gdyż w Sejmie zaczęły się prace nad poselskim projektem z dnia 14 lutego 2012 r. w sprawie zmiany zakresu „dozwolonego użytku”. Obecnie zakres dozwolonego użytku określony jest  w art. 23 ust. 2 Ustawy:

Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.

Projekt poselski zakłada zmianę treści tego przepisu i nadanie mu następującego brzemienia:

Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego, zarówno bezpośredniego, jak i pośredniego, istniejącego pomiędzy osobami w ramach ich kontaktów przy użyciu środków komunikacji elektronicznej w rozumieniu ustawy z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz.U. Nr 144, poz. 1204 z późn. zm.), w tym za pośrednictwem Internetu.”

Na czym polega zmiana? Obecnie zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego. W uzasadnieniu poselskiego projektu można przeczytać, że konieczne jest zrewidowanie pojęcia „stosunku towarzyskiego” i rozróżnienie „stosunku towarzyskiego bezpośredniego rozumianego w tradycyjny sposób – kontaktów towarzyskich istniejących pomiędzy danymi osobami, jak również poprzez wprowadzenie kategorii „stosunku towarzyskiego pośredniego”. Ma ona szczególne znaczenie dla użytkowników Internetu, gdyż znowelizowanym ust. 2 art. 23 w sposób literalny ustanowiona zostanie możliwość jego zaistnienia w ramach kontaktów interpersonalnych przy użyciu środków komunikacji elektronicznej, w tym Internetu.

Co to oznacza w rzeczywistości? Moim zdaniem legalizację m.in. tego wszystkiego, co dzieje się na Pinterest, jak również znaczne zwiększenie zakresu użytku osobistego kosztem praw autora utworu. Z czego wyciągam takie wnioski? Ano z kolejnego fragmentu uzasadnienia poselskiego projektu. „W doktrynie prawa autorskiego wskazuje się także, że dla przyjęcia istnienia stosunków towarzyskich pomiędzy osobami niezbędne jest podtrzymywanie więzów przez pewien czas. W tej kategorii z pewnością nie będzie się mieścić przypadkowy, jednorazowy kontakt. Wątpliwości pojawiają się jednak w odniesieniu do kwestii przywołanych już portali społecznościowych, w ramach których stosunek towarzyski z powodzeniem może zaistnieć w Internecie. Dodatkowo udostępniane na nich pliki umożliwiają skorzystanie z nich wyłącznie użytkownikom, którzy znaleźli się w kręgu osób akceptowanych przez użytkownika i niejednokrotnie klasyfikowanych za pomocą funkcjonalności portali społecznościowych na „rodzinę”, „przyjaciół”, „znajomych” itp. Tworzy to zatem podstawy do zakwalifikowania tych osób do kręgu personalnego, w którym istnieje „stosunek towarzyski”.”

Na razie projekt trafił do Komisji Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii oraz Komisji Kultury i Środków Przekazu. Gdy pojawi się coś istotnego w sprawie, to zapewne poinformuję Was na blogu.

Dozwolony użytek w Gliwicach

O zakazie fotografowania w Gliwicach i niekompetentnych policjantach można przeczytać na infogliwice.pl. Po przeczytaniu tego tekstu po prostu człowieka ogarnia bezsilność. Pominę kwestie, co powiedzieli funkcjonariusze, bo nie ma pewności, czy rzeczywiście tak było, jak zostało to opisane w artykule.  Co mnie oczywiście zdziwiło? Jasne, że kwestia fotografowania i publikacji budynku. Mogłoby się wydawać, że kwestia fotografowania budowli i ich późniejszego rozpowszechniania jest na tyle jasna, że nie powinna budzić kontrowersji

W Nowych Gliwicach nie ma zakazu robienia zdjęć. Ochroniarze podejdą jednak do każdej osoby, która pojawi się tam z aparatem i zapytają czy zdjęcia wykonywane są do celów prywatnych czy komercyjnych. Jeżeli do prywatnych, to nie ma problemu, jeżeli jednak fotografia, na której znajdują się budynki Nowych Gliwic będzie wykorzystywana komercyjnie wówczas trzeba uzyskać naszą zgodę – mówi Traczyk w rozmowie z infogliwice.pl.

 W pokrętnej głowie fotografa zaraz rodzi się pytanie: A co się stanie, jeżeli odpowiem, że dla celów prywatnych, a naprawdę przeznaczenie zdjęcia jest inne?  Prawidłowa odpowiedź brzmi: W zasadzie nic. Nie ma bowiem w naszym kraju domniemania prawnego, że każdy, kto fotografuje przy użyciu statywu, robi to w celach komercyjnych. I doprawdy pisząc to, nie siedzi mi na ramieniu diabełek, który namawia Was, za moim pośrednictwem, do łamania prawa. 😉 Temat fotografowania budynków i budowli gościł wielokrotnie na moim blogu. Wygląda na to, że trzeba go czasem powtórzyć, to może i do Gliwic dotrze. Przed wyjściem na fotografowanie architektury warto przypomnieć sobie treść art. 33 pkt 1 Ustawy.

Wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku.

Zwróćcie uwagę, że ustawodawca nie mówi, że wolno fotografować architekturę, on idzie krok dalej i stanowi, że wolno ją rozpowszechniać. Więcej na ten temat znajdziecie w „Wolności fotografowania”. Fotografujmy więc architekturę do woli (w końcu to taki wdzięczny temat). Pamiętajmy jednak o tym, aby przez przypadek nie wchodzić na cudzy ogrodzony teren, a w przypadku gdy jest to teren ogólnodostępny, to  dostosujmy się do zasad ustalonych przez właściciela. Jeżeli wyproszą nas ze statywem z prywatnego terenu, to wychodzimy, ale tylko poza granicę własności. Z tej „zagranicy” możemy natomiast fotografować do woli.  Ba, nie tylko fotografować, możemy także rozpowszechniać i to nawet w celach komercyjnych.

Granice przyzwoitości

Na blogu już wiele razy pisałem na temat dozwolonego użytku utworów chronionych. Dzisiaj chciałbym jeszcze raz wrócić do tego tematu, jednak w kontekście ograniczenia uprawnień szerzej określonych w przepisach art. 23-33 Ustawy. Nie istnieją zazwyczaj prawa, które są niczym nieograniczone. Zazwyczaj każde prawo w pewnym momencie napotyka pewną granicę. Taka granica jest ustanowiona także w przypadku dozwolonego użytku (art. 35 Ustawy).

Art. 35. Dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy.

Oczywiście jest to norma prawna nie dająca jednoznacznej odpowiedzi, gdzie kończą się prawa wynikające z dozwolonego użytku. W każdej sytuacji granica ta będzie inna. Ustawodawca daje nam tylko wskazówkę, w jaki sposób poszukiwać tej granicy. Wracamy do prawa cytatu utworu fotograficznego. Moje stanowisko w tej sprawie zapewne znacie. W piśmie Ministra Kultury i Sztuki z 10 lipca 1995 r. (DPA.024/122/95) dotyczącym prawa cytatu można m.in. przeczytać, że „Dodatkowym ograniczeniem dozwolonego rozmiaru przytaczanych cytatów jest treść art. 35 ustawy, tzn. dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy. Chodzi przede wszystkim o to, że nie może mieć miejsca faktyczna reprodukcja dzieła, z którego cytat został przytoczony, nawet jeżeli mogłoby być to uzasadnione określonymi wyżej celami.” Profesor Janusz Barta uznał, że „Zakaz naruszania normalnego korzystania” oznacza niedopuszczalność prowadzenia takiej eksploatacji, która swoim zakresem i konsekwencjami prowadzi do ekonomicznej konkurencji z eksploatacją nieobjętą dozwolonym użytkiem. Inaczej ujmując, chodzi tu o ustalenie, czy dana postać eksploatacji „kłóci się” ze zwykłymi oczekiwaniami uprawnionego co do możliwości korzystania przez niego z praw autorskich. Jako „godzącą w słuszne interesy twórcy” należy rozumieć tego rodzaju eksploatację, która powoduje niesłuszne (nieusprawiedliwione) zmniejszenie dochodów uprawnionego. Wymóg „niesłuszności” powinien być badany z punktu widzenia wielkości strat twórcy, konfrontowanych pod względem proporcjonalności z celami wprowadzenia danego ograniczenia. Przesłanka ta, której spełnienie jest warunkiem skutecznego powołania się na dozwolony użytek, pozwalała „legalizować” wiele licencji ustawowych ze względu na ich odpłatny charakter. Należy jednak pamiętać, że „słuszne interesy twórcy” nie sprowadzają się do interesów majątkowych.” (Dozwolony użytek: antologie i wypisy. ZNUJ.2009.2.5).

Czy w takim razie możliwe jest użycie przez biuro podróży na zasadzie cytatu zdjęcia celem zareklamowania swojej działalności lub sprzedawanych produktów? Oczywiście nie. Tego typu działania są świadomym łamaniem autorskich praw majątkowych. Powoływanie się zazwyczaj na prawo cytatu jest próbą zakamuflowania działalności bezprawnej. I nawet fakt podania autora zdjęcia oraz źródła, z którego zaczerpnięto zdjęcie niczego tutaj nie zmieni. Wiele osób uważa, że spełnienie obowiązku określonego w art. 34 Ustawy uprawnia ich do wykorzystania cudzego zdjęcia. To nie jest prawda. Art. 34 nakłada na osobę korzystającą z dozwolonego użytku pewne obowiązki, sam z siebie jednak nie stanowi ani o dozwolonym użytku, ani o jego granicach.

Art. 34. Można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem wymienienia imienia i nazwiska twórcy oraz źródła. Podanie twórcy i źródła powinno uwzględniać istniejące możliwości. Twórcy nie przysługuje prawo do wynagrodzenia, chyba że ustawa stanowi inaczej.

Starcie Gigantów

Zapowiada się na sądowe starcie dotyczące zdjęć pomiędzy dwoma gigantami naszego rynku prasowego. Jak podaje Press, Polskapresse oskarża Ringier Axel Springer o kradzież zdjęć. „Okradziony zarząd” oświadczył, że „Fakt” w wydaniu papierowym jak i na stronie www.fakt.pl, bezprawnie i wbrew woli redakcji „Polski Gazety Wrocławskiej”, opublikował cykl zdjęć autorstwa dziennikarzy wałbrzyskiego wydania „Polski Gazety Wrocławskiej”. W oświadczeniu podkreśla się, że zdjęcia miały charakter ekskluzywny.

Prawdopodobnie prawnicy „Faktu” uznali, że zamieszczone przez „Polskę Gazetę Wrocławską” zdjęcia mają charakter reporterski, co upoważniało do ich użycia. Zgodnie z art. 25 ust. 1.pkt 1 c Ustawy, w ramach dozwolonego użytku, wolno rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie, radiu i telewizji już rozpowszechnione aktualne wypowiedzi i fotografie reporterskie. Cały więc spór sądowy będzie nakierowany prawdopodobnie na ocenę czy inkryminowane zdjęcia mają charakter fotografii reporterskiej. Niestety ustawodawca w tym zakresie nie dał żadnych wskazówek, pozostawiając to do oceny doktryny prawa i orzecznictwu sądowemu.

Sąd Apelacyjny w Warszawie (sygn. akt VI Aca 330/05) uznał, że zdjęcie reporterskie, w rozumieniu art. 25 § 1 Ustawy musi dotyczyć aktualnych zdarzeń. Kadr ma je dokumentować, bowiem prawo przedruku dotyczy tylko takich ram czasowych, w jakich zachowuje aktualność z punktu widzenia szybkości obiegu informacji. W uzasadnieniu przywołał również definicję zdjęcia reporterskiego z  komentarza do „Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych” autorstwa J. Barty, M. Czajkowskkiej-Dąbrowskiej, Z. Ćwiąkalskiego, R. Markiewicza, E. Traple. „Zdjęcie reporterskie ma być „świadkiem” rozgrywającego się wydarzenia ma służyć jako dodatkowe udokumentowanie bieżących wiadomości. Zdjęcie reporterskie musi zatem dotyczyć aktualnych zdarzeń, kadr ma je niejako dokumentować, bowiem prawo przedruku dotyczy tylko takich ram czasowych, w jakich zachowuje aktualność z punktu widzenia szybkości obiegu informacji.” W rozpoznawanej sprawie sąd uznał, że zdjęcie przedstawiające trzech panów z kierownictwa firmy, i nic więcej, takiego charakteru nie ma.

Z racji tego, że rzadko zaglądam do „Gazety Wrocławskiej”, jak również nie jestem czytelnikiem „Faktu”, to nie widziałem tych zdjęć i tym samym nie dowiecie się, jaka jest moja ocena. Zapewniam jednak, że będę obserwował przebieg tego sporu, jeżeli trafi na wokandę.

PS.1. Tym razem mamy do czynienia ze starciem gigantów prasowych, ale taka sytuacja może dotknąć każdego, kto się zajmuje się fotografią reportażową.

PS.2. Za korzystanie ze zdjęć reporterskich, na podstawie dozwolonego użytku określonego w art. 25 ust. 1 pkt c, twórcy przysługuje wynagrodzenie.

PS 3. Więcej na temat fotografii reporterskiej znajdziesz w wpisie zatytułowanym „Ciężki los”.