Alfabet F-LEXa. F jak faktura.

W zeszłym roku alfabet zakończyłem na literce E. Czas więc na „ef”. 🙂

Przeniesienie praw autorskich majątkowych do utworu polega na rozporządzeniu przysługującym autorowi prawie, czego skutkiem jest to, że autorowi przestają przysługiwać jakiekolwiek prawa majątkowe do utworu, w zakresie pól eksploatacji, których dotyczy umowa. Właścicielem tychże praw staje się nabywca. Przykładowo więc, jeżeli przeniosłeś prawa autorskie majątkowe do zdjęcia X na polu eksploatacyjnym związanym z jego rozpowszechnianiem w Internecie, to tym samym utraciłeś wszelkie prawo do umieszczania tego zdjęcia m.in. na swoim fanpagu, blogu czy stronie WWW. A żeby zrobić to legalnie, musiałbyś uzyskać stosowną licencję od nabywcy praw do zdjęcia.

Zawarcie umowy licencji nie skutkuje przeniesieniem praw autorskich majątkowych do utworu na licencjobiorcę. Nie jest to czynność rozporządzająca (jak w przypadku przeniesienia praw autorskich majątkowych), a jedynie czynność upoważniająca, tzn. zawierająca upoważnienie dla licencjobiorcy do korzystania z tego prawa. Majątkowe prawa autorskie pozostają przy licencjodawcy. Zawarcie takiej umowy rodzi po stronie licencjodawcy obowiązek znoszenia korzystania z utworu przez licencjobiorcę w zakresie objętym licencją. Korzystanie to odbywa się więc za zgodą uprawnionego i tym samym nie stanowi naruszenia jego praw autorskich. W przypadku licencji nadal możesz korzystać ze zdjęcia X i może ono sobie „wisieć tam, gdzie wisiało”. 😉

Przenosząc prawa autorskie majątkowe do zdjęcia (w zasadzie dotyczy to każdego utworu, a nie tylko utworów fotograficznych) należy pamiętać, że umowa dla swej ważności musi zostać zawarta w formie pisemnej (art. 53 Ustawy). Niedochowanie formy pisemnej będzie skutkowało tym, że na nabywcę nie przejdą te prawa, co nie oznacza jednak, że nie będzie mógł on korzystać z utworu. W świetle prawa autorskiego wymóg formy pisemnej jako warunek skutecznego i ważnego zawarcia umowy dotyczy umowy o przeniesienie praw autorskich (art. 53 Ustawy) i umów licencji wyłącznej (art. 67 ust. 5 Ustawy). Nie obejmuje natomiast licencji niewyłącznej. Oświadczenie woli stron w przypadku umowy licencji niewyłącznej może być złożone w dowolny sposób wyrażający ich wolę w sposób dostateczny (art. 60 k.c.).

Czy autorskie prawa majątkowe można przenieść na podstawie faktury?
Zawarcie umowy polega na złożeniu zgodnego oświadczenia obu stron umowy. Zgodnie z art. 78 § 1 k.c. do zachowania pisemnej formy czynności prawnej wystarcza złożenie własnoręcznego podpisu na dokumencie obejmującym treść oświadczenia woli. Ten warunek można spełnić przy założeniu, że fakturę wystawi osoba upoważniona do zbycia praw, a przyjmie ją i zaakceptuje osoba upoważniona do składania oświadczeń w imieniu nabywcy. Sprawa wydaje się być bardzo prosta, gdy mamy relację fotograf – osoba fizyczna. Gdy nabywcą jest osoba prawna, taką akceptację musiałyby złożyć osoby upoważnione do reprezentacji osoby prawnej. Umowa przenosząca autorskie prawa majątkowe musi określać przedmiot przenoszonych autorskich praw majątkowych, a więc konkretnych utworów objętych tymi prawami, a także wskazania pól eksploatacji. Zgodnie z art. 41 ust. 2 Ustawy umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych obejmuje pola eksploatacji wyraźnie w niej wymienione. Zarówno oznaczenie utworów (zdjęć) jak i wskazanie pól eksploatacji może zostać dokonane w treści faktury.

Jeżeli więc faktura będzie określała minimum elementów wymaganych dla umowy o przeniesienie autorskich praw majątkowych i będzie wystawiona i przyjęta (podpisana) przez osoby upoważnione do reprezentowania zbywcy i nabywcy, to taka faktura może zostać uznana za umowę przenoszącą autorskie prawa majątkowe.

Fajne, ale cudze zdjęcie

Na różnych portalach społecznościowych, rzadziej prywatnych blogach i własnych stronach internetowych zachwalają i prezentują cudze zdjęcia. Jeżeli taka prezentacja odbywa się za pomocą „dedykowanej wtyczki” umieszczonej przy zdjęciu na stronie internetowej autora lub jego stronie na portalu społecznościowym, to wszystko w porządku. Temat ten szerzej omówiłem prawie trzy lata temu w notce „Czy lajki naruszają prawo?”. Tekst ten nadal pozostaje aktualny. W zasadzie nic nie zmieniło się w prawie w tym zakresie.

A co z umieszczaniem zdjęć cudzego autorstwa, na których jesteśmy uchwyceni, bądź sportretowani? Modele i modelki umieszczający w sieci zdjęcia z własnym wizerunkiem muszą mieć się na baczności.  Nie zawsze bowiem otrzymanie od fotografa e-maila wraz ze zdjęciami oznacza, że można z nimi zrobić wszystko co nam się żywnie podoba. Uwaga ta odnosi się nie tylko do modeli, ale także np. pary młodej, która wynajęła fotografa na ślub.  Co wolno zrobić z tak otrzymanymi zdjęciami, wynikać powinno z umowy z fotografem. Jeżeli jest to licencja niewyłączna, to wystarczy nawet ustne porozumienie. Takie ustne porozumienie ma oczywiście wiele mankamentów w przypadku sporu między stronami, bo jeżeli zostało zawarte bez świadków, to… w sądzie pojawia się kłopot z dowodami.  Nie jest to sytuacja „słowo przeciwko słowu” i sąd sam zdecyduje, kto jest bardziej prawdomówny. Trzeba pamiętać, że to „naruszyciel” musi udowodnić, że miał prawo do korzystania w dany sposób ze zdjęcia.  Tak czy siak ustna zgoda fotografa na umieszczenie zdjęć na portalach społecznościowych czy też własnej stronie/blogu jest niczym innym jak licencją, która pozwala Ci „wrzucić fotki na fejsa”.  Trzeba również pamiętać, że zgoda na „wrzucenie zdjęć na fejsa” oznacza nie więcej i nie mniej tylko możliwość „wrzucenia zdjęć na fejsa”. Tyle i tylko tyle. Nie możesz ich tak po prostu przekazać komuś trzeciemu do innego wykorzystania. Jeśli nie pamiętasz, dlaczego nie można, to zajrzyj do notki „Nemo”. Pamiętać trzeba też, że zgoda nie zwalnia Cię jednak z obowiązku oznaczenia autora zdjęć, no chyba że wyraźnie na to się zgodził.

Są też zdjęcia, które można publikować, ile dusza zapragnie i gdzie się chce. Co więcej nie ma obowiązku oznaczenia autora. To wszelkiego rodzaju zdjęcia paszportowe, legitymacyjne itp. Jak nie pamiętasz dlaczego, to zajrzyj TUTAJ.

„W świetle art. 1 ust. 1 Ustawy przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia ( utwór ), zaś dzieła fotograficzne zasadniczo należą do kategorii zdefiniowanej w tym przepisie ( art. 1 ust. 2 pkt 3). Cechy zindywidualizowanej twórczości tracą niewątpliwie zdjęcia wytwarzane wedle określonego wzorca ( schematu), którego źródłem może być ustawa ( fotografie do dokumentów tożsamości, legitymacji itp.) lub służące celom badawczym, dokumentacyjnym i poglądowym (zdjęcia reprodukcyjne, rentgenowskie, katalogowe, ilustracje podręcznikowe itp. ).” (Sąd Apelacyjny w Białymstoku, sygn. akt I ACa 955/15)

Tak czy siak przed opublikowaniem cudzych zdjęć warto się zastanowić i zadać sobie pytanie, czy rzeczywiście mogę to zrobić.  Sam fakt, że zdjęcie jest „zarąbiste”, to mało. 🙂

Na koniec krótka ściąga.

Zdjęcie(mające cechy utworu) zamieszczone na stronie WWW autora (może być własna strona, ale także np. Flickr, 1X, czy 500px) z wtyczką społecznościową:
a) używasz wtyczki i publikujesz za jej pomocą – wszystko odbywa się zgodnie z prawem;
b) nie używasz wtyczki, kopiujesz adres internetowy strony/zdjęcia i wklejasz adres na portalu (tego od wtyczki) – zastanów się, czy jakiś przepis prawa albo autor zezwala Ci na to; efekt jest w zasadzie taki sam lub bardzo podobny, jak przy użyciu wtyczki, ale jest to niezgodne z prawem i wolą autora;
c) zgrywasz zdjęcie na komputer, a następnie wrzucasz zdjęcie na portal – łamiesz wszystkie zasady i nawet „wtyczka” nie jest w stanie obronić Twojego zachowania; rozpowszechniasz cudzy utwór bez uprawnienia (np. na FB takie zdjęcia znikają po interwencji autora); nie ma też najmniejszego znaczenia, czy oznaczysz autora , czy nie. Jeżeli oznaczysz autora, to złamałeś przynajmniej jedno prawo mniej.

O zależności odszkodowania od wynagrodzenia

Pewnie się już stęskniliście za kolejnym wpisem na blogu. Wiem, wiem, sam rozbestwiłem swoich czytelników i zerkaczy. 🙂 Dzisiaj kilka słów o wynagrodzeniu o zdjęcia. Oczywiście temat ten już wielokrotnie gościł na blogu (np. TU lub TU), ale zostało opublikowane nowe orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Warszawie (wyrok z dnia 12 czerwca 2015 r., sygn. akt VI Aca 1170/14), które odnosi się do kwestii podstawy do obliczenia zryczałtowanego odszkodowania z tytułu naruszenia praw autorskich majątkowych i chciałbym przedstawić jego główną tezę. W tym miejscu trzeba przypomnieć treść art. 79 ust. 1 pkt 3 Ustawy.

Art. 79.1.3. Uprawniony, którego autorskie prawa majątkowe zostały naruszone, może żądać od osoby, która naruszyła te prawa naprawienia wyrządzonej szkody: a) na zasadach ogólnych albo b) poprzez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności, a w przypadku gdy naruszenie jest zawinione – trzykrotności stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu.

Wyrok, o którym wspominałem powyżej dotyczy sytuacji określonej w punkcie b, a dokładniej odwołuje się do pojęcia „stosownego wynagrodzenia, które byłoby należne”. Sąd Apelacyjny zakwestionował przyjęte przez Sąd Okręgowy stawki do wyliczenia odszkodowania w oparciu o treść art. 79 ust1 pkt 3 lit. b Ustawy (a były wzięte stawki ZPAF) mając na uwadze fakt, że strony sporu wcześniej miały ważną i wiążącą umowę, w której ustaliły stawki za udzielenie licencji do zdjęć.

Sąd Apelacyjny konstatuje, że „stosowne wynagrodzenie”, o którym mowa w przepisie to takie wynagrodzenie, jakie otrzymałby autor, gdyby osoba, która naruszyła jego prawa majątkowe, zawarła z nim umowę o korzystanie z utworu w zakresie dokonanego naruszenia. W związku z tym należało się posiłkować stawkami, jakie wprowadziły w swoich stosunkach same strony, a zatem takimi, jakie stosował i zaoferował powód na rzecz strony pozwanej, a nie wykorzystywane przez inne podmioty. Skoro więc pierwotnie umowa licencyjna, która obejmowała wykonanie i korzystanie z 70 zdjęć na dowolnych /a zatem wszelkich polach eksploatacji/ posiłkowała się kwotą 2 500 zł brutto, przedłużenie tejże umowy na kolejne trzy lata/ również na wszelkich polach/ powód wycenił w swojej ofercie na kwotę 2160 zł, to taka kwota winna stanowić punkt wyjścia do obliczenia należnych mu stawek przy uwzględnieniu aspektu czasowego. W konsekwencji za okres jednego roku należałoby się wynagrodzenie w kwocie 720 zł, zaś za okres dwóch miesięcy /pozwany korzystał po wygaśnięciu umowy ponad miesiąc/- 120 zł.

Co to oznacza w praktyce? Jeżeli dochodzimy odszkodowania na zasadzie ryczałtu (zwłaszcza od podmiotu, z którym łączyła nas wcześniej ważna umowa), to nie możemy dowolnie przyjąć podstawy do wyliczenia odszkodowania ryczałtowego. Zazwyczaj to właśnie stawki określone we wcześniejszej umowie muszą stanowić punkt wyjścia do wyliczenia stosownego odszkodowania ryczałtowego. Próba określenia znacznie wyższych stawek może natomiast skończy się tym, że pomimo wygranej sprawy będziemy musieli w znacznej części pokryć koszty procesu przegranego. W przywołanym orzeczeniu sąd był wprawdzie łaskawy dla powoda i zniósł wzajemnie koszty postępowania, ale nie musi tak być za każdym razem. Jeżeli więc masz zamiar dochodzić roszczeń z tytułu naruszonych praw autorskich majątkowych do Twoich zdjęć, to musisz pamiętać, żeby żądanie było oparte o realne Twoje stawki, a nie „wyimaginowane miliony”, którymi być może będzie kusił Cię kolega fotograf lub doradca prawny.

Cel

W „handlu zdjęciami” istotna jest kwestia „co sprzedać” i „jak sprzedać”? Oczywiście nie chodzi tu o sprzedaż w rozumieniu art. 535 kodeksu cywilnego. Należy podjąć decyzję, czy zbyć autorskie prawa majątkowe, czy udzielić tylko stosownej licencji do korzystania z nich oraz w jakim zakresie. Zarówno o zbywaniu autorskich praw majątkowych, jak i o udzielaniu licencji było sporo na F-LEX, więc nie będę wracał dzisiaj do tego tematu. Dzisiaj kilka słów o tym, jak interpretować umowę, gdy nie jest ona jednoznaczna i nie wynika wprost, których dotyczy pól eksploatacji oraz czy przenosi ona autorskie prawa majątkowe, czy też tylko udzielona jest licencja. Oczywiście w przypadku umów niejednoznacznych, każda ze stron umowy będzie interpretowała ją w taki sposób, aby wyjść na tym jak najkorzystniej. W zasadzie taka byle jaka umowa to dobra pożywka dla konfliktu, który swój finał zapewne będzie miał w sądzie. Nie są to niestety wymysły piszącego te słowa, ale fakty, które miały już nie raz miejsce. Kwestia interpretacji umów dotyczących przenoszenia praw autorskich gościła już kilkakrotnie na wokandzie, także wokandzie Sądu Najwyższego. W 2008 r. Sąd Najwyższy (sygn. akt V CNP 82/08) uznał, że „w sytuacji gdy chodzi o ustalenie pól eksploatacji, jakie obejmuje umowa, należy odwołać się do formułowanych w kodeksie cywilnym reguł wykładni, nie tracąc z pola widzenia wskazówek interpretacyjnej wynikającej z art. 41 ust. 2 Ustawy, zawierającej nakaz interpretowania na korzyść twórcy tych wątpliwości, których nie można usunąć za pomocą wskazanych reguł.

 Art. 41 ust 2. Umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych lub umowa o korzystanie z utworu, zwana dalej „licencją”, obejmuje pola eksploatacji wyraźnie w niej wymienione.

Powyższy przepis, na co wskazał w cytowanym orzeczeniu Sąd Najwyższy, nie wyklucza stosowania również przepisów art. 65 kodeksu cywilnego. Podobne stanowisko zajął w zeszłym roku Sąd Apelacyjny w Poznaniu (sygn. akt I Aca 852/13) przyjmując, że „umowy o przeniesienie autorskich praw majątkowych, jak każde umowy wzajemne, podlegają wykładni zgodnie z dyrektywami z art. 65 k.c., mającej na celu ustalenie zgodnego zamiaru stron i celu umowy.” Co zatem kryje się za tajemniczym art. 65 k.c.? Pomimo dosyć jednoznacznie brzmiącego przepisu art. 41 ust. 2 Ustawy przy interpretacji umów dotyczących praw autorskich należy brać pod uwagę także zgodny zamiar stron i cel umowy.

Art. 65. § 1. Oświadczenie woli należy tak tłumaczyć, jak tego wymagają ze względu na okoliczności, w których złożone zostało, zasady współżycia społecznego oraz ustalone zwyczaje.
§ 2. W umowach należy raczej badać, jaki był zgodny zamiar stron i cel umowy, aniżeli opierać się na jej dosłownym brzmieniu.

Sąd Najwyższy przyjął również za możliwe zastosowanie wykładni, o której mowa w art. 65 k.c. także do oceny charakteru umowy (przeniesienie praw autorskich, czy licencja). Zgodnie z treścią art. 65 Ustawy w braku wyraźnego postanowienia o przeniesieniu prawa uważa się, że twórca udzielił licencji. Dokonując literalnej wykładni tego przepisu należy uznać, że skoro w umowie nie wskazano wyraźnie, że nastąpiło przeniesienie majątkowych praw autorskich, to mamy do czynienia z umową licencji. I tu Sąd Najwyższy mówi do nas hola, hola! Nie tak szybko! Jest przecież jeszcze art. 65 kodeksu cywilnego. W uzasadnieniu wyroku z 15 listopada 2012 r. Sąd Najwyższy (sygn. akt V CSK 545/11) podnosi, że „art. 65 prawa autorskiego, zawierający wymaganie, aby umowa o przeniesieniu majątkowego prawa autorskiego zawierała wyraźne postanowienie o przeniesieniu tego prawa, nie stoi na przeszkodzie odwoływaniu się w wypadku wątpliwości co do treści umowy do zawartych w Kodeksie cywilnym, zwłaszcza w art. 65 k.c., ogólnych zasad wykładni oświadczeń woli i umów oraz braniu pod rozwagę przede wszystkim zgodnego zamiaru stron i celu umowy. Nie ma bowiem podstaw do przyjęcia tezy, że te generalne reguły kodeksowe nie znajdują zastosowania do umów prawa autorskiego. Rygorystyczne podejście do wspomnianego ustawowego wymagania byłoby trudne do zaakceptowania w sytuacji, w której zebrany w sprawie materiał wyraźnie wskazuje, że zgodnym zamiarem stron i celem umowy było przeniesienie majątkowych praw autorskich.”

Co z tego wynika dla fotografa. Jeżeli z jakichś powodów podpisałeś kiepsko przygotowaną umowę, z której nie wynika jednoznacznie jakich dotyczy pół eksploatacyjnych lub czy rzeczywiście przeniosłeś majątkowe prawa autorskie, czy też udzieliłeś li tylko licencji, to z pomocą może przyjść nie tylko prawnik, ale przede wszystkim art. 65 kodeksu cywilnego. Interpretując umowę nie zapominaj o zgodnym zamiarze stron, jak również jej celu.

Na twarz

Czy umowa dotycząca udzielenia licencji musi być zawarta w formie pisemnej? W zasadzie odpowiedź na tak postawione pytanie jest prosta, ale nie jedna. Wszystko bowiem zależy od rodzaju udzielanej licencji. W przypadku licencji wyłącznej musi być ona zawarta w formie pisemnej pod rygorem nieważności (art. 67 ust. 5 Ustawy). Brak dochowania takiej formy powoduje nieważność umowy. Co jednak z licencją niewyłączną? Skoro art. 67 ust. 5 Ustawy wymaga pod rygorem nieważności formy pisemnej jedynie dla licencji wyłącznej, to a contrario umowa licencji niewyłącznej może być zawarta w dowolnej formie, także ustnej. Oczywiście należy pamiętać, że w przypadku sporu sądowego proces dowodowy będzie znacznie utrudniony.

Zgodnie z przepisami art. 60 kodeksu cywilnego, z zastrzeżeniem wyjątków w ustawie przewidzianych, wola osoby dokonującej czynności prawnej (zawierających umowę) może być wyrażona przez każde zachowanie się tej osoby, które ujawnia jej wolę w sposób dostateczny, w tym również przez ujawnienie tej woli w postaci elektronicznej. Przepisy prawa cywilnego dopuszczają także zawarcie umowy poprzez sam fakt przystąpienia do jej realizacji.

Art. 69 kodeksu cywilnego. Jeżeli według ustalonego w danych stosunkach zwyczaju lub według treści oferty dojście do składającego ofertę oświadczenia drugiej strony o jej przyjęciu nie jest wymagane, w szczególności jeżeli składający ofertę żąda niezwłocznego wykonania umowy, umowa dochodzi do skutku, skoro druga strona w czasie właściwym przystąpi do jej wykonania; w przeciwnym razie oferta przestaje wiązać.

Strony tak zawieranej umowy muszą jednak znać essentialia negoti, czyli istotne, minimalne warunki umowy. W przypadku umów licencyjnych Sąd Najwyższy uznał, że będzie to przedmiot umowy (zdjęcie), pola eksploatacji oraz wynagrodzenie (chyba, że umowa ma być nieodpłatna), co wynika z przepisów art. 41 ust. 2 i art. 43 ust. 1 Ustawy.

Art. 41.2. Umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych lub umowa o korzystanie z utworu, zwana dalej „licencją”, obejmuje pola eksploatacji wyraźnie w niej wymienione.
Art. 43. 1. Jeżeli z umowy nie wynika, że przeniesienie autorskich praw majątkowych lub udzielenie licencji nastąpiło nieodpłatnie, twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia.

Sąd Najwyższy (sygn. akt I CSK 450/10) uznał, że zarówno określenie wynagrodzenia, jak i pól eksploatacji może być dorozumiałe i wynikać z dotychczasowej współpracy stron.

Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, mając na względzie cechy umów autorskich, tryb ich zawierania oraz podmioty zawierające te umowy przyjęła, że wprawdzie w umowie należy wyraźnie wymienić pola eksploatacji jednakże w sytuacji, gdy nie określono sposobu korzystania z utworu, to powinien on być zgodny z charakterem i przeznaczeniem utworu oraz przyjętymi zwyczajami. Jeżeli w umowie nie określono wysokości wynagrodzenia autorskiego, wysokość tę określa się z uwzględnieniem zakresu udzielonego prawa oraz korzyści wynikających z utworu. Ustawodawca przewidział zatem, że co do zasady umowa o przeniesienie lub korzystanie z praw autorskich jest odpłatna, ale dopuścił ważność umowy, która nie zawiera oznaczenia wynagrodzenia, jeśli poprzez podanie kryteriów jest możliwe jego ustalenie”.

W zakresie określenia pól eksploatacyjnych nie jest wymagane ścisłe określenie według nomenklatury ustalonej przez prawników. Wystarczy, że strony umówią się, w jakim zakresie i do czego zdjęcie będzie wykorzystane. W sumie żadna filozofia i każdy powinien dać sobie radę samemu. Zgodnie z art. 41 ust. 2 Ustawy umowa o korzystanie z utworu obejmuje pola eksploatacji, wyraźnie w niej wymienione. Sąd Najwyższy uznał, że „pole eksploatacji określone w postaci „wykorzystania zdjęć na okładce tygodnika” precyzuje je wystarczająco, tak aby pole eksploatacji uznać – według powołanego przepisu – za wyraźne. Nie można więc twierdzić, że umowa była nieważna, bo pole eksploatacji nie zostało określone”.

Jak wynika z niniejszego wpisu, udzielenie licencji nie jest jakąś skomplikowaną czynnością, wymagająca super wiedzy prawniczej. Oczywiście umowa w formie pisemnej, a jeszcze lepiej przygotowana w sposób profesjonalny, lepiej chroni prawa obu stron, ale „na tak zwany pysk” też się da. 🙂

Delikatna sprawa

Kap_021

Update 14052013

Napisała do mnie Pani X („Jeśli zechcesz ten przypadek potraktować jako treść wpisu na Twoim blogu – mam tylko jedną prośbę – nie cytuj mnie proszę dosłownie, sprawa jest delikatna :).

[ tu był tekst, ale nie ma  😉 ]

Witaj Darku ponownie mimo wszystko zdecydowanie nalegam na usunięcie tego posta. Będę wdzięczna za bezkonfliktowe rozpatrzenie mojej prośby.

Straszenia typu „bezkonfliktowe rozpatrzenie” się nie boję, ale szkoda mi czasu na dalsza korespondencję z Panią X, dlatego tekst zniknął.

PS1. Zachowanie Pani X uzmysłowiło mi oczywistą oczywistość. Jak coś dostaje się za darmo, to się tego nie szanuje.

PS2. W związku z zaistniałą sytuacją chciałem Was poinformować, że od dzisiaj doradztwo w sprawach indywidualnych możliwe jest tylko w kancelarii, na warunkach rynkowych, czyli porada – honorarium. 🙂

Final cut, czyli koniec spekulacji o CS2

Adobe w końcu wrzuciło te dwa zdania, o które się tak dopominałem w „Dalej o CS2”. Mam nadzieję, że to nie ja zrobiłem Wam kuku. 😉

Od tej chwili każdy, kto ściągnie i zainstaluje CS2, nie może się już powołać na to, że zrobił to w dobrej wierze. Pamiętacie fragment cytowanego ostatnio komentarza do kodeksu karnego? Pewnie nie, to powtórzę, ale tylko malutki wyimek.

„Sprawca musi mieć więc pełną świadomość, że jego zachowanie stanowi uzyskiwanie bez zgody uprawnionej osoby programu komputerowego i chcieć tego”

W zasadzie każdy, kto ściągnął program po opublikowaniu tego oświadczenia przez Adobe, musi być świadom, że robi to w sposób nielegalny. Ryzyko wizyty BSA i przykrych konsekwencji prawnych wzrasta dramatycznie. Teraz można się narazić na postawienie zarzutu popełnienia przestępstwa z art. 278 § 2 kodeksu karnego (kto bez zgody osoby uprawnionej uzyskuje cudzy program komputerowy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej). Oczywiście teraz w kwestii praw autorskich majątkowych sprawa wydaje się bardziej klarowna. Nie masz uprawnienia do korzystania z licencji, więc naruszasz prawa Adobe.  W polskim prawie konsekwencje określone są w art. 79  Ustawy, natomiast nie mam zielonego pojęcia, co tam słychać w prawie angielskim, któremu w kontaktach z Adobe podlegają  Europejczycy.

Podsumowując: Każdy, kto od teraz ściągnie oprogramowanie nie mając wcześniejszej licencji na CS2, robi to w złej wierze i wykorzystuje licencję nielegalnie, narażając się na odpowiedzialność cywilną i karną.

A co z tymi, co pobrali wcześniej CS2 (przed oświadczeniem na stronie Adobe)?  Zapewne nadal nie można im zarzucić popełnienia przestępstwa z art. 278 § 2 k.k. Istotą odpowiedzialności z art. 278 § 2 k.k. jest pozyskanie programu nielegalnie, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Przestępstwo kradzieży oprogramowania jest bowiem przestępstwem kierunkowym i może być popełnione tylko umyślnie, w zamiarze bezpośrednim. Kwestia nielegalności tamtych pobrań była przeze mnie już rozważana w poprzednich dwóch wpisach na blogu. I w tym zakresie nic się nie zmieniło (sprawy etyczne pozostają poza rozważaniami tego wpisu).

Od strony cywilnoprawnej sprawa wygląda na bardziej skomplikowaną. Program został pobrany zapewne w dobrej wierze, ale bez jakiejkolwiek wiedzy na temat zasad udostępnienia licencji. Spekulowali wszyscy, spekulował również F-LEX. 🙂 Dzisiaj już wiemy, że nie jest to bezpłatnie udostępniony program dla wszystkich. Adobe wyraźnie wskazuje, że pliki i klucz licencyjny są tylko dla tych,  którzy posiadają licencję na CS2.  Wygląda na to, że nie mamy za dużo argumentów, aby wskazać, że z oprogramowania korzystamy na podstawie nabytej licencji. Ktoś powie, że przecież istnieje ochrona praw nabytych. Racja, ale czy na pewno w tym przypadku nabyto jakieś prawa? Sprawa trudna, kontrowersyjna i niejednoznaczna.

W jednym z update do wpisu „Co z tym CS2?” zwracałem uwagę na brzmienie  art. 43 ust. 1 Ustawy (Jeżeli z umowy nie wynika, że przeniesienie autorskich praw majątkowych lub udzielenie licencji nastąpiło nieodpłatnie, twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia). Ciekawe jak reguluje to prawo angielskie?  Jeżeli miałoby się okazać, że podobnie, to lepiej po prostu odinstalować CS2 i spać spokojnie.

Czy to koniec schodów?

Co z tym CS2?

Update1: 15.01.2013
Update2: 17.01.2013
Update3: 23.01.2013. Zajrzyj do „Final cut, czyli koniec spekulacji CS2”

CS2 firmy Adobe za darmo. Dużo się o tym ostatnio pisze w Internecie. Nawet zaprzyjaźniony Szturchaniec nie mógł sobie odmówić przyjemności napisania kilku słów o tym. Na Szturchańcu piszą „Skoro Darek mówi, że znalezione, nie kradzione….

Rzeczywiście na stronie Adobe nie ma ani słowa o zasadach licencji. Są jedynie do pobrania pliki z programem oraz podany jest numer seryjny. Czy to działa, nie wiem, bo nie ściągałem i nie próbowałem instalować. Może któryś z czytelników F-LEXa podzieli się swoimi doświadczeniami w tym zakresie.

Skoro jednak producent udostępnił na swojej stronie zarówno produkt, jak i klucz licencyjny, to należy domniemywać, że z produktu może korzystać każdy. Swego czasu pisałem na blogu o konsekwencjach związanych z używaniem nielegalnego oprogramowania. Trudno jednak w tym przypadku mówić o jakimkolwiek naruszeniu prawa przez osobę korzystającą z uprzejmości Adobe. Zgodnie z art. 278 § 2 kk karalne jest uzyskanie cudzego programu komputerowego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej bez zgody osoby uprawnionej. W tym przypadku program jest ściągnięty ze strony producenta, który również udostępnił klucz licencyjny (osobę uprawnioną). Zatem zgodnie z polskim prawem nie mamy do czynienia z czynem zabronionym. Co innego, gdy ściągniesz triala CS6, a następnie po upływie terminu upoważniającego do korzystania z programu „skorzystasz z crack-a”. Wtedy możesz mieć kłopoty, o których pisałem w „Kto pójdzie siedzieć 😉 „.

A jak wygląda to od strony Ustawy? Przepisy Ustawy dotyczące programów komputerowych (Rozdział 7) nie wyłączają stosowania art. 49 ust.1. zgodnie z którym, jeżeli w umowie nie określono sposobu korzystania z utworu, powinien on być zgodny z charakterem i przeznaczeniem utworu oraz przyjętymi zwyczajami. Tak więc zapewne użytkownik CS2 nie otrzyma więcej uprawnień, niż wynikają one z obowiązujących w Adobe licencji. Czy można używać takiego programu komercyjnie (w sensie obróbki zdjęć, a nie odsprzedaży programu)? Skoro nie ma żadnych zastrzeżeń ze strony producenta, to moim zdaniem brak jest podstaw do uznania, że nie wolno, gdyż ani to sprzeczne z charakterem utworu, ani przeznaczeniem utworu, jak również przyjętymi zwyczajami. Zwłaszcza, że jeżeli producent chce zastrzec, że program nie jest do użytku komercyjnego, to dobitnie to artykułuje (vide Microsoft Office Home Edition).

Update1: 15.01.2012. Dotarłem do informacji Adobe, którą znajdziesz TU.  Trochę dziwne to tłumaczenie, że jest to klucz wyłącznie dla dotychczasowych klientów. Każdy kto ma jakieś produkty Adobe wie, że zazwyczaj do aktywacji konieczny jest klucz i rejestracja programu. Można więc było to zapewne inaczej zrobić, niż zrobiło Adobe. Poza tym rodzi się pytanie, dlaczego taka informacja nie pojawiła się na stronie z plikami i kluczem? Sprawdziłem chwilę temu, wszystko po staremu na stronie Adobe. Nadal są pliki do pobrania i klucz licencyjny. Zero informacji typu:  nie bierz, jak nie miałeś ;-).

Update2: 17.01.2013
A może chodzi tu o coś zupełnie innego? To, że wolno, to wcale nie musi oznaczać, że jest za darmo 😉
Z czego wynikają takie moje spekulacje? Z art. 43 ust. 1 Ustawy.
Art. 43. 1. Jeżeli z umowy nie wynika, że przeniesienie autorskich praw majątkowych lub udzielenie licencji nastąpiło nieodpłatnie, twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia.

Łańcuszek Świętego Fejsbuka

Swego czasu na F-lex popełniłem wpis dotyczący oznaczania zdjęć w celu uzyskania ochrony prawnej. Wpis ten odnosił się jednak do stanu prawnego wynikającego z ustawy z dnia 10 lipca 1952 r. o prawie autorskim. Obecna Ustawa (z 1994 r.) nie nakłada na twórcę żadnego warunku formalnego, od którego uzależniona byłaby ochrona prawna. I to niezależnie od tego, z jakim utworem mamy do czynienia. Ochronie podlega każdy utwór od chwili ustalenia, chociażby miał postać nieukończoną. Na wszelki wypadek pozwolę sobie jednak przypomnieć treść art. 1. ust. 4 Ustawy.

Art. 1. ust. 4. Ochrona przysługuje twórcy niezależnie od spełnienia jakichkolwiek formalności.

Dlatego nie dajcie się zwieść nowemu szaleństwu i nie wklejajcie durnych oświadczeń na Facebooku, które zamiast Was chronić, mogą jedynie ośmieszyć! Pragnę Wam przypomnieć, że czym innym jest kwestia podlegania ochronie prawnej Waszych dzieł/prac/wierszy/zdjęć (niepotrzebne skreślić), a czym innym kwestia do czego uprawniliście Facebook oraz jego użytkowników (czyli w jakim zakresie udzieliliście licencji), poprzez fakt zatwierdzenia regulaminu. Wszelkie osobiste i majątkowe prawa autorskie (jeżeli je posiadaliście) są Wasze i to nawet wtedy, gdy nie ogłosicie tego Urbi et Orbi. 😉 Facebook i jego użytkownicy mogą tyle, ile wynika z treści udzielonej przez Ciebie licencji w ramach akceptacji regulaminu. Zapewniam Cię jednak, że w treści regulaminu nie ma nic na temat udzielenia użytkownikom licencji do komercyjnego wykorzystania Twoich utworów. Możesz spać spokojnie.

Autorom durnowatego oświadczenia (które niestety rozprzestrzenia się z prędkością światła) polecam dokładną lekturę przywołanego powyżej regulaminu, jak również (a może przede wszystkim) lekturę ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Swoją drogą to chętnie usłyszałbym od nich odpowiedź na pytanie, od kiedy to dane personalne podlegają przepisom prawa autorskiego? Dane osobowe nie są przedmiotem zainteresowania Ustawy. W tym zakresie w Polsce obowiązującym aktem prawnym jest ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych. Chyba, że o czymś nie wiem 😉 .

Prawda jest taka, że udostępniane są takie dane, na jakich udostępnienie się zgadzamy. Nikt nie każe przecież nam „lajkować” każdej promocji dziurawych skarpet, czy kosmetyków z wyciągu śliny samca orangutana. Nie ma też przymusu korzystania z różnych gier i programów. Wszystkie te pseudo zachęty są nakierowane na to, aby wyciągnąć jak największej ilości informacji o Tobie. A prawda jest prozaiczna i brutalna, Ty sam udostępniasz światu informacje o sobie z własnej i nieprzymuszonej woli (z przykrością muszę przyznać, że odnosi się to również do autora tego wpisu).

Licencja III czyli szkolny WEBMaster

Fuji X10

Ustaliliśmy już kiedyś, że licencja w zasadzie może być udzielona w każdej formie. Kto nie pamięta, to może wrócić do tekstu „Licencja” i ”Licencja II”. Formy pisemnej wymaga jedynie udzielenie licencji wyłącznej do utworów (zdjęć).

 

Art. 67.5. Umowa licencyjna wyłączna wymaga zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności.

W każdym innym przypadku wystarczy nawet dorozumiane „dogadanie się” pomiędzy licencjodawcą (fotografem/ posiadaczem majątkowych praw autorskich) a odbiorcą zdjęć (licencjobiorcą). Oczywiście brak formy pisemnej jest pewnym utrudnieniem w przypadku sporu między obu osobami, ale przecież fakt uzyskania licencji można udowodnić za pomocą innych środków dowodowych, a nie tylko za pomocą dokumentu zawierającego treść umowy. Trudne, ale nie niewykonalne. Np. korespondencja, w której strony ustalają w jakim zakresie licencjobiorca będzie korzystał ze zdjęć, rozmowa przy świadkach na temat zdjęć i ich wykorzystania czy też treść e-maila, w którym autor przekazując pliki pisze np. przesyłam Ci pliki, o które prosiłeś w celu zamieszczenia na Twojej stronie. Jak nic mamy w takich sytuacjach do czynienia z umową licencji, może niedoskonałą i powodującą pewne trudności w przypadku sporu, ale jednak z umową. Ustawa bowiem przewiduje domniemanie udzielenia licencji (nie ma natomiast ustawowego domniemania przeniesienia majątkowych praw autorskich).

Art. 65. W braku wyraźnego postanowienia o przeniesieniu prawa, uważa się, że twórca udzielił licencji.

Tyle tytułem przydługiego wstępu. Teraz stan faktyczny (z forum DFV), który stał się przyczynkiem do poczynienia niniejszego wpisu.

Szwagier jest nauczycielem i przy okazji webmasterem szkolnego „okienka na świat”. Jako, że chciał się wykazać przed panią dyrektor, poprosił, żebym zrobił mu kilka fotek budynku i otoczenia szkoły, które sobie migają na ich stronie głównej. Ostatnio sobie zażartowałem, że mu każę usunąć swoje zdjęcia ze strony, bo obok wstawił swojego „pstryka” i psuje mi reputację (taki żarcik sytuacyjny) 🙂 On twierdzi, że się zna (bo dużo na ten temat czyta) i że nie mam takiego prawa (nie powołał się na nic konkretnego, bo to była luźna rozmowa). Znalazłem to:

Art. 16. Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem, a w szczególności prawo do:
1) autorstwa utworu;
2) oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo;
3) nienaruszalności treści i formy utworu oraz jego rzetelnego wykorzystania;
4) decydowania o pierwszym udostępnieniu utworu publiczności;
5) nadzoru nad sposobem korzystania z utworu.

Nie chodzi mi o udowadnianie mojego autorstwa, czy kradzieży moich zdjęć. Chcę wiedzieć, czy mogę poprosić o usunięcie swoich zdjęć ze strony, nawet jak własnoręcznie, dobrowolnie je przekazałem. Jak już pisałem. Nic nie chce usuwać, a nawet pewnie zrobię ich więcej i przekaże. Chodzi o męskie ego i udowodnienie racji. To kto ma rację?

Zacznijmy od tego, że przywołany przepis Ustawy dotyczy osobistych praw autorskich, które w opisanym stanie faktycznym na 99% nie zostały w żaden sposób naruszony przez szwagra fotografa. Oczywiście można się zastanowić nad prawem nadzoru nad sposobem korzystania ze zdjęć. Ale przepis ten nie daje uprawnienia do subiektywnej oceny, czy utwór jest należycie wykorzystywany. W przypadku, gdyby panowie się umówili, że na stronie będą tylko zdjęcia fotografa, to wtedy można byłoby mówić o złamaniu warunków licencji (mielibyśmy jednak do czynienia z naruszeniem autorskich praw majątkowych ze względu na naruszenie warunków licencji, a nie autorskich praw osobistych). Wróćmy do nadzoru (z punktu 5 przywołanego powyżej przepisu). Same uprawnienia nadzorcze muszą znajdować podstawę prawną do działania w Ustawie.

Art. 56. 1. Twórca może odstąpić od umowy lub ją wypowiedzieć ze względu na swoje istotne interesy twórcze.

Art. 58. Jeżeli publiczne udostępnienie utworu następuje w nieodpowiedniej formie albo ze zmianami, którym twórca mógłby słusznie się sprzeciwić, może on po bezskutecznym wezwaniu do zaniechania naruszenia odstąpić od umowy lub ją wypowiedzieć. Twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia określonego umową.

Zamieszczenie zdjęć innych autorów, nawet o niższym poziomie artystycznym (swoją drogą bardzo jest to subiektywne, nie ma bowiem wzorca należytego poziomu artystycznego), nie daje podstaw do skorzystania z uprawnień wynikających z przywołanych powyżej przepisów. Nasuwa się wiec pytanie: Jeżeli nie zachodzą powyższe przesłanki, to kiedy można odstąpić od umowy licencyjnej? Zapewne można odstąpić od niej na zasadach określonych w samej umowie. Jeżeli jednak takich warunków nie określiły strony (bez względu czy umowę licencji spisały, czy też nie), to musimy posiłkować się postanowieniami Ustawy. Zgodnie z art. 68 ust. 1 Ustawy jeżeli umowa nie stanowi inaczej, a licencji udzielono na czas nieoznaczony, twórca może ją wypowiedzieć z zachowaniem terminów umownych, a w ich braku na rok naprzód, na koniec roku kalendarzowego. A co w sytuacji, gdy w umowie nie określono okresu na jaki udziela się licencji? Jeżeli nie ustalono w umowie na jaki okres jest udzielona licencja, a często tak się zdarza w „umowach dorozumiałych” (takich jak umowa ze szwagrem), to umowa zawarta jest na okres 5 lat.

Art. 66. 1. Umowa licencyjna uprawnia do korzystania z utworu w okresie pięciu lat na terytorium państwa, w którym licencjobiorca ma swoją siedzibę, chyba że w umowie postanowiono inaczej.
2. Po upływie terminu, o którym mowa w ust. 1, prawo uzyskane na podstawie umowy licencyjnej wygasa.

Było to wszystko dosyć dokładnie omówione w „Zawiłości licencji”. Zainteresowanych zapraszam do lektury ;-).

Na koniec zagadka. Komu według Was udzielił licencji fotograf ?