RAW

Dzisiaj kilka słów o tym, że RAWy są potrzebne fotografowi nie tylko do pracy. Przekonał się o tym jeden z fotografów przegrywając sprawę w sądzie, bo nie umiał dowieść swojego autorstwa zdjęć. Musimy pamiętać, że żądając od sądu ochrony swoich słusznych praw mamy obowiązek wykazania faktów, z których wywodzimy skutki prawne. Ostatecznie sprowadza się do przedstawienia dowodów, z których wynikają podlegające udowodnieniu fakty. Konsekwencją niewykazania, że się jest autorem zdjęć, które osoba trzecia bezprawnie wykorzystała, będzie przegranie procesu. Czy umieszczenie na własnej stronie internetowej zdjęcia dowodzi, że jesteśmy jego autorem? Wcale nie musi. Nie mamy gwarancji, że na wszystkich autorskich stronach w Internecie pojawiają się tylko zdjęcia wykonane przez właścicieli tychże strony. Na niejednym forum były opisywane sytuacje, gdy ktoś reklamując własne usługi fotograficzne umieścił zdjęcia cudzego autorstwa, najczęściej bezprawnie ściągnięte z zagranicznych portali. Co jest więc najlepszym dowodem w sądzie? W przypadku fotografii analogowej oczywiście negatyw zdjęcia, a w przypadku fotografii cyfrowej – negatyw cyfrowy, czyli oryginalny RAW lub oryginalny JPG. Sąd Apelacyjny w Szczecinie (sygn. akt I ACa936/14) powtórzył za opinią biegłego, że formatem zapisu cyfrowego mogącym świadczyć o autorstwie obrazu jest format RAW, który można traktować jak posiadanie analogicznej kliszy fotograficznej. W sprawie szczecińskiej przedstawione przez fotografa pliki nie zawierały wyjściowych metadanych, były to już pliki zawierające przetworzony obraz ze zmienionymi metadanymi. Zdarza się każdemu ( a zwłaszcza tym, którzy nie korzystają z Lightrooma), że nie pracuje na kopii pliku, a wprost na oryginalnym pliku. I co wtedy? Wtedy właśnie z pomocą może przyjść biegły informatyk, którego zadaniem będzie zbadanie dysku, na którym znajduje się „nadpisany” oryginalny plik oraz określenie kiedy zdjęcie zostało wykonane, ustalenie zakresu i dat procesów obróbki. Tak na marginesie warto zauważyć, że oryginalnych plików RAW-ów lub JPG w zasadzie nie ma nikt, poza tymi, którzy nie zdążyli jeszcze zrzucić zdjęć na dysk i nie sformatowali karty pamięci. „Zrzucone zdjęcia” na dysk to już nie oryginał, a ich kopia. Spokojnie dla celów dowodowych taka kopia RAW-a lub JPG-a jest w zupełności wystarczająca. 🙂 Fotograf ze sprawy szczecińskiej niestety nie dysponował takimi plikami, a z jakichś względów nie chciał pokazać biegłemu komputera (nie wnikam). Tak więc RAW i JPG prosto z puszki, to nie tylko materiał wyjściowy do wywołania super zdjęcia, ale także ewentualny dowód w sprawie sądowej. I to jest jeszcze jeden powód do pracy na kopiach, a nie bezpośrednio na pliku prosto z puszki.

PS. Przypominam również o art. 8 ust. 2 Ustawy. Domniemywa się, że twórcą jest osoba, której nazwisko w tym charakterze uwidoczniono na egzemplarzach utworu lub której autorstwo podano do publicznej wiadomości w jakikolwiek inny sposób w związku z rozpowszechnianiem utworu. To może jednak warto polubić znak wodny? Post scriptum to efekt pewnej refleksji sądu zawartej w cytowanym dzisiaj wyroku.

Marginalnie dodać jedynie należy, że zgodzić się należy z Sądem Okręgowym również i w tym zakresie, iż przeprowadzone postępowanie dowodowe wykazało, że pozwany nie miał wiedzy co do tego, kto jest autorem zdjęcia, jak również nie posiadał możliwości dokonania ustaleń w tym zakresie, a to – wobec faktu, że zdjęcie widniało na różnych witrynach stron internetowych – uzasadniało podejrzenie, że zdjęcie to może być rozpowszechniane nieodpłatnie. Pozwany zatem co najwyżej powinien był przewidywać, że może naruszyć czyjeś majątkowe prawa autorskie. Pozwanemu nie można natomiast przypisać winy umyślnej, stąd ewentualne odszkodowanie mogło zostać ustalone w wysokości odpowiadającej dwukrotności stosownego wynagrodzenia.

 

Brońmy nasze prawa!

Każdemu z nas zdarzyło się, a jak nie, to prędzej czy później zdarzy, że osoba trzecia wykorzysta fotografię bez wiedzy i zgody. Zapewne problem ten dotyczy większości fotografów i to niezależnie od tego, czy są oni zawodowcami, czy tylko amatorami. Bezprawne korzystanie z cudzych zdjęć jest swego rodzaju plagą, z którą nie jest łatwo walczyć. W wielu wypadkach koszty postępowania sądowego są wielokrotnie wyższe niż wartość zdjęcia, co też z jednej strony zniechęca autorów do ochrony swoich praw, a z drugiej ośmiela złodziei naszych fotografii. Z zawodowego doświadczenia mogę powiedzieć, że wielu fotografów chciałoby dochodzić swoich praw, jednocześnie sugerując, aby ich prawnik pracował za success fee. Dostaję sporo e-mali z takimi propozycjami nie do odrzucenia. 🙂 Fotografowie zazwyczaj nieświadomie sugerują, że skoro złodziejem jest duża firma handlowa, to odszkodowanie będzie pokaźne. A skoro tak, to w zasadzie pełnomocnik nie musi się niczego obawiać, bo przecież X procent z pokaźnej kwoty odszkodowania jaką w zasadzie fotograf ma w kieszeni, to spore wynagrodzenie i to jest gra warta świeczki. Prawda jest jednak brutalna. Większość pytających, jeżeli sprzedaje swoje zdjęcia, to a za bardzo niewielkie kwoty. Niestety nie są to autorzy, którzy wcześniej sprzedawali zdjęcia typu ziemniak. Dlaczego o tym wspominam? Kto nie pamięta, niech we „f-lexowej wyszukiwarce” wpisze słowo „odszkodowanie”, a ta poprowadzi do wpisów o tym, jakie w rzeczywiści można uzyskać odszkodowanie z tytułu naruszenia autorskich praw majątkowych do zdjęcia).

Zagalopowałem się, bo wpis nie miał być o biadoleniu prawnika, a o tym, w jaki sposób najczęściej bronią się złodzieje naszych zdjęć w sądzie. Pomijam wytłumaczenie typu mały Jasio (przepraszam wszystkich małych Jasiów, w tym miejscu można zamiast Jasio wpisać Kazio lub inne dowolne imię obojga płci 😉 ), że zdjęcie było w Internecie, a co gorsza nawet nie podpisane (oj niedobry fotograf, niedobry! ). Chodzi mianowicie o powołanie się na dozwolony użytek w zakresie zdjęć reporterskich lub odwołanie się do prawa cytatu. Oba te zagadnienia opisałem szczegółowo na blogu, dzisiaj kilka wskazówek dla fotografa, jak rozpoznać, czy rzeczywiście mamy do czynienia ze zdjęciem reporterskim w rozumieniu art. 25 ust. 1 pkt 1 c Ustawy, czy też prawem cytatu, o którym mowa w art. 29 Ustawy).

Zdjęcie reporterskie. Zgodnie z art. 25 ust. 1 pkt 1 c Ustawy wolno rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie, radio i telewizji już rozpowszechnione fotografie reporterskie. Przepis ten będzie miał jednak zastosowanie w sytuacji spełnienia się łącznie następujących przesłanek:
– rozpowszechnianie dzieła ma następować w celach informacyjnych,
– rozpowszechniać można jedynie już wcześniej rozpowszechnione dzieło,
– rozpowszechnianym dziełem może być fotografia, ale musi to być fotografia reporterska.

Jeżeli powyższe trzy przesłanki są spełnione, to osoba publikująca nasze zdjęcie działa w granicach dozwolonych przez prawo. W orzecznictwie kładzie się nacisk na to, że ze względu na fakt, że przywołany powyżej przepis ogranicza majątkowe prawa autorskie, to nie można powyższych przesłanek interpretować rozszerzająco. Co więc sprawdza sąd?
1. Czy zdjęcie było rozpowszechnione wcześniej?
2. Czy nasze zdjęcie zostało rozpowszechnione przez podmiot trzeci w celu informacyjnym?
3. Czy nasza fotografia była fotografią reporterską?

[Krótka ściąga: Utworem rozpowszechnionym jest taki, który za zezwoleniem twórcy został w jakikolwiek sposób rozpowszechniony publicznie (art. 6 ust. 1 pkt 3 Ustawy). Odpowiedź na pytanie numer dwa i trzy uzyskasz po części w tekście „Ciężki los”.]

Negatywna odpowiedź na którekolwiek z powyższych trzech pytań daje podstawę do uznania, że podmiot trzeci nie miał prawa opublikować naszego zdjęcia powołując się na ustawowe uprawnienie określone w art. 25.

Drugi sposób obrony podejmowany przez naruszycieli to odwołanie się do korzystania z uprawnień, jakie daje przepis art. 29 Ustawy (prawo cytatu).

Prawo cytatu zezwala przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów oraz rozpowszechnione utwory plastyczne, utwory fotograficzne lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym celami cytatu, takimi jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawami gatunku twórczości. Prawo cytatu to nie jest jednak „przepis wentyl” pozwalający każdemu i zawsze korzystać z naszej twórczości. O tym czy potencjalny naruszyciel naszych praw miał uprawnienia do skorzystania z prawa cytatu decyduje cel cytatu. Jeżeli powołuje się on na to prawo, to ciąży na nim obowiązek wykazania, że skorzystał z niego w celu wskazanym w art. 29 Ustawy. Jeżeli więc nasze zdjęcie będzie na przykład umieszczone na stronie internetowej biura podróży, czy też w folderze reklamującym wyjazd do miejscowości X, to zapewne „nie zadziała prawo cytatu”. Cel w tym wypadku był jeden. Zareklamować biuro lub wycieczkę i nijak ma się ten cel do celów cytatu, takich jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawami gatunku twórczości.

Do którego sądu?

W jakim sądzie dochodzimy roszczeń związanych z ochroną praw autorskich i z wynagrodzeniem z tytułu praw autorskich? Odpowiedzi na to pytanie należy szukać w przepisach kodeksu postępowania cywilnego. Zgodnie z przepisem art. 17 pkt 2 k.p.c. w sprawach o ochronę praw autorskich i pokrewnych, jak również dotyczących wynalazków, wzorów użytkowych, wzorów przemysłowych, znaków towarowych, oznaczeń geograficznych i topografii układów scalonych oraz o ochronę innych praw na dobrach niematerialnych właściwe są sądy okręgowe. W zasadzie nie było i nie ma żadnych wątpliwości, że w przypadku ochrony praw autorskich, zarówno tych osobistych, jak i majątkowych, właściwe są sądy okręgowe. A co z wynagrodzeniem? Na pierwszy rzut oka dla laika przepis wydaje się jasny i klarowny. W praktyce jednak co jakiś czas pojawiają się wątpliwości, czy sąd okręgowy jest właściwy również do rozpoznawania spraw o wynagrodzenie w oparciu o przepisy Ustawy.

Zdaje się, że sprawę tę jednoznacznie rozstrzygnął Sąd Najwyższy w postanowieniu z 26.02.2015 r. (sygn. akt III CZ 6/15). Sąd Najwyższy zwrócił uwagę, że przekazanie w art. 17 pkt 2 k.p.c. do właściwości sądów okręgowych spraw o ochronę praw autorskich i pokrewnych motywowane jest założeniem, że sprawy takie z reguły mają bardziej złożony charakter prawny ze względu na leżące u ich podłoża regulacje. Wymagają one zatem większego doświadczenia, jak również koncentracji w ramach mniejszej liczby sądów, dlatego w pierwszej instancji mają je rozpoznawać sądy okręgowe, a nie sądy rejonowe. Właściwość sądu okręgowego na podstawie art. 17 pkt 2 k.p.c. nie jest też uzależniona od majątkowego albo niemajątkowego charakteru sporu.

Sąd Najwyższy w swoim rozstrzygnięciu przesądził, że sprawa o zapłatę wynagrodzenia za stworzenie utworu i za przeniesienie autorskich praw majątkowych do niego jest sprawą o ochronę praw autorskich w rozumieniu art. 17 pkt 2 k.p.c. i tym samym należą do właściwości sądów okręgowych. Tak więc każda sprawa sądowa dotycząca praw do zdjęć, naruszenia tych praw lub wynagrodzenia za nie musi być rozstrzygana w pierwszej instancji przez sąd okręgowy. Ma to oczywiście swoje plusy i minusy. Z jednej strony mamy pewność, że sprawę będą rozstrzygali sędziowie z większym stażem i doświadczeniem, z drugiej może się okazać, że mieszkamy daleko od siedziby sądu okręgowego, co może znacznie podwyższa koszt samego procesu (czas konieczny na dojazd, jego koszty itp.).

Krzywda twórcy

Dzisiaj kilka słów o procesie związanym z naruszeniem majątkowych i autorskich praw majątkowych (wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi z dnia 23.10.2012 r., sygn. akt I Aca 755/12). Sprawa dotyczyła naruszenia praw fotografa, wiec jest jak najbardziej w sferze naszych zainteresowań. Dokładny stan faktyczny znajdziecie w Internecie. Najkrócej ujmując doszło do publikacji zdjęć bez zgody autora, jak również bez zamieszczenia informacji o twórcy . Klasyczny przypadek, gdzie mamy naruszone jednocześnie autorskie prawa majątkowe i osobiste. W sprawie wyceny zdjęć sąd powołał biegłego (zawsze tak robi, o czym wielokrotnie pisałem na blogu). W tym miejscu warto przytoczyć fragment z uzasadnienia sądu, bo może Wam się przydać w przyszłości.

Wysokość wynagrodzenia, zdaniem Sądu Okręgowego, może być obliczona jedynie hipotetycznie na podstawie rozważania wszystkich okoliczności sprawy (art. 322 k.c.). Sąd I instancji posiłkowo odwołał się zatem do opinii biegłego, co do wartości podobnych transakcji dotyczących wykonania i przeniesienia praw do zdjęć o charakterze komercyjnym wykonywanych dla małych 1-osobowych podmiotów gospodarczych i stwierdził, że ceny za zdjęcia tego rodzaju oscylują w granicach 2.500 – 3.000 zł netto wraz z kosztem pracy modelki za tego typu sesję ok. 500 zł, przy czym cena ta obejmuje koszt sesji i prawo do bezterminowego wykorzystywania zdjęć”.

Sąd ustalił wysokość należnego fotografowi wynagrodzenia, a następnie na podstawie art. 79 ust. 1 pkt 3b Ustawy zasądził fotografowi potrójną kwotę wynagrodzenia z uwagi na zawiniony charakter naruszenia dokonanego przez pozwanych. Natomiast w zakresie żądania zadośćuczynienia za doznaną krzywdę (brak oznaczenia autorstwa zdjęć) roszczenie oddalił. A dlaczego? Zadośćuczynienie pieniężne, o którym mowa w art. 78 ust. 1 Ustawy sąd może, ale nie musi zasądzić.

Art. 78 ust.1. Twórca, którego autorskie prawa osobiste zostały zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania. W razie dokonanego naruszenia może także żądać, aby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności aby złożyła publiczne oświadczenie o odpowiedniej treści i formie. Jeżeli naruszenie było zawinione, sąd może przyznać twórcy odpowiednią sumę pieniężną tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę lub – na żądanie twórcy – zobowiązać sprawcę, aby uiścił odpowiednią sumę pieniężną na wskazany przez twórcę cel społeczny.

Sądy obu instancji (Okręgowy i Apelacyjny) uznały, że „pomimo zaistnienia przesłanek z art. 78 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, nie ma podstaw do przyznania powodowi zadośćuczynienia za krzywdę doznaną w wyniku naruszenia autorskich praw osobistych. Uprawnienie sądu z powyższego przepisu ma bowiem charakter fakultatywny, więc zadośćuczynienie nie musi być zasądzone w każdym przypadku, gdy dojdzie do spełnienia przesłanek ustawowych. Sąd nie ma zatem obowiązku zasądzenia zadośćuczynienia na podstawie komentowanego przepisu w każdym przypadku naruszenia dóbr osobistych, a przy stosowaniu cytowanego artykułu bierze pod uwagę całokształt okoliczności faktycznych, w tym winę sprawcy naruszenia dóbr autorskich i jej stopień oraz rodzaj naruszonego dobra.” W tym zakresie Sąd Apelacyjny odwołał się również do orzecznictwa międzywojennego. W 1936 r. Sąd Najwyższy stwierdził, że sąd może odmówić pokrzywdzonemu autorowi zadośćuczynienia, przewidzianego w prawie autorskim, gdy doznana przez autora krzywda moralna została w inny sposób powetowana.

Jeżeli więc będziesz dochodził odszkodowania za naruszone prawa majątkowe i jednocześnie żądał naprawienia wyrządzonej krzywdy w postaci zapłaty stosownego zadośćuczynienia, to pamiętaj, że będziesz musiał w sądzie udowodnić, że doznałeś krzywdy, jak również wykazać jej wielkość.

Firefox

F-LEX „zalajkował” na FB i podrzucił link do wpisu na stronie pictureme.pl, a dokładnie do wpisu zatytułowanego „Kto ukradł moje zdjęcia? Wtyczka na Firefoxa”, opisującego nową wtyczkę do Firefoxa. Rzeczona wtyczka działa i faktycznie jest w stanie odnaleźć Twoje zdjęcia. Do wyboru jest kilka portali, które maja być przeszukane, ale testy wykazały, że wygrywa Google. Jeżeli coś jest znajdowane, to właśnie za pośrednictwem Google. Wszystko fajnie pięknie, jeżeli „zdjęcie pożyczył” sobie ktoś z Polski. Mamy różne możliwości dochodzenia swoich praw, można to zrobić nawet samemu, nie mając wykształcenia prawniczego. Ewa z zaprzyjaźnionego bloga zapytała mnie, a co gdy okaże się, że „pożyczył” kolega w Chinach, Australii, czy USA? Czy wtedy można też dochodzić? Oczywiście możesz dochodzić swoich praw, bo przecież prawa Twoje zostały naruszone. Jednak musisz odpowiedzieć sobie na pytanie, czy warto? Jak również, czy stać Cię na wynajęcie prawnika na drugiej półkuli? Zazwyczaj kwestie ekonomiczne i odległość spowoduje, że machniesz ręką. Dla satysfakcji zawsze można napisać do autora z „prośbą”, żeby usunął zdjęcie, bo narusza Twoje prawa autorskie. Można również „pogrozić prawnikiem”, a nuż się uda. Kiedy warto powalczyć? Z pewnością wtedy, gdy okaże się, że naruszającym jest duże wydawnictwo, koncern prasowy, czy ktoś w tym stylu, a zdjęcie pokazało się w wielkonakładowym tygodniku. W takim bowiem wypadku z pewnością znajdzie się kancelaria lub prawnik (działająca w kraju naruszającego „ktosia”), która zgodzi się poprowadzić sprawę za spore sucess fee. Ty po prostu będziesz musiał podzielić się odszkodowaniem. Jeżeli jednak Twoje zdjęcie zamieścił na swoim blogu 13-latek z Pekinu, to raczej machnij ręką.

Zajrzyjmy do Europy. Biurokratyczna Unia nie zapomina o fotografii. W 2006 r. została wydana Dyrektywa 2006/116/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 12 grudnia 2006 r. w sprawie czasu ochrony prawa autorskiego i niektórych praw pokrewnych. Artykuł 6 powyższej dyrektywy poświęcony jest fotografii.

Artykuł 6  Ochrona fotografii. Fotografie, które są oryginalne w tym sensie, że stanowią własną intelektualną twórczość autora, podlegają ochronie zgodnie z przepisami art. 1. W celu ustalenia ich kwalifikowania się do ochrony, nie są stosowane żadne inne kryteria. Państwa Członkowskie mogą przewidzieć ochronę innych fotografii.

Z polskiego, a raczej z unijnego, na nasze. W każdym państwie Unii zdjęcie, jeżeli stanowi przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (czyli utwór w rozumieniu Ustawy), podlega ochronie. Każde z państw członkowskich może dodatkowo objąć ochroną również fotografie nie mające charakteru utworu (może, ale nie musi). Takie rozszerzenie ochrony pozostawione jest jednak uznaniu każdego z państw członkowskich. W świetle przywołanego przepisu dyrektywy niedozwolone jest stawianie innych warunków formalnych fotografii, aby objąć ją ochroną na podstawie prawa autorskiego. W „Szanujmy wspomnienia” wspominałem o ochronie prawnej na podstawie ustawy z 1952 r., która to ustawa udzielała ochrony jedynie zdjęciom podpisanym. Właśnie taki wymóg, w świetle dyrektywy jest niedozwolony. Jedyną przesłanką udzielenia ochrony jest fakt, że fotografia ma charakter twórczy, a nie żaden tam formalizm zaklęty w paragrafach.

PS. Success fee – w tym wypadku wynagrodzenie stanowiące procent od wygranego odszkodowania

Wróg publiczny

Żeby nie było żadnych wątpliwości. Osobiście jestem wrogiem pojęcia prawo cytatu w odniesieniu do utworu fotograficznego. Bez względu na to, co powiecie i napiszecie, będę uparcie powtarzał, że powoływanie się przez osoby i firmy na przepis o dozwolonym użytku, wynikającym z art. 29 ust. 1 Ustawy, jest wyraźnym robienia właściciela w bambuko. Jeżeli ktoś jest odmiennego zdania – ma prawo, ale niech pamięta, że cytat (w tym wypadku zdjęcie) musi zostać zamieszczony w utworze. Jeżeli zdjęcie umieszczone jest w czymś, co nie spełnia warunków utworu, to na 100% cytujący nie będzie korzystać z licencji ustawowej.

Art. 29. 1. Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości.

Dlaczego uważam, że prawo cytatu zdjęcia jest nadinterpretacją?

  1. Prawo cytatu niesie pewne obostrzenia. Primo po pierwsze (jak mawia mój znajomy) ;-). Dozwolony użytek w postaci prawa cytatu nie może godzić w słuszny interes twórcy (fotografa). Art. 35. Dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy. Przykład. Wstawiam zdjęcie na sprzedaż do banku. Wyceniam 100,00 PLN. Sprytna firma natomiast bierze i korzysta z niego za darmo uważając, że w ramach prawa cytatu wynikającego z art. 29 ust. 1 wolno jej skorzystać z mojego zdjęcia. Czy sprytna firma godzi w mój słuszny interes, czy też nie? Uważam, że godzi. Profesor Janusz Barta postawił tezę: „Przepis art. 35 pr. aut. zabrania nadto takiego posługiwania się cytatami z cudzego utworu, w rezultacie którego eliminowana byłaby potrzeba zaznajomienia się z utworem, z którego cytaty pochodzą.” Moim zdaniem jest to adekwatne stwierdzenie zwłaszcza do utworu fotograficznego.
  2. Po drugie – zbędny byłby przepis art. 25 ust. 1 pkt 1 lit. c pozwalający rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie, radiu i telewizji już rozpowszechnione aktualne wypowiedzi i fotografie reporterskie. Po co zamieszczano by ten przepis odnośnie fotografii reporterskiej, skoro można by było korzystać z fotografii na prawie cytatu. Na marginesie – pojęcie fotografia reporterska w praktyce potrafi przysporzyć wielu problemów interpretacyjnych. Odpowiedz na pytanie, czy dana fotografia mieści się w kategorii fotografii reporterskiej, czy nie ma bowiem wpływ na kwestię zastosowania licencji ustawowej. Licencja ustawowa pozwala wykorzystać nasze zdjęcie reporterskie bez zgody.
  3. Po trzecie. Cytat ma pełnić rolę podrzędną w umieszczanym utworze. Cytowany fragment musi być w związku z twórczością cytującego, nie może stanowić ozdobnika, ma pomóc w zrozumieniu wywodu cytującego lub być argumentem za, albo przeciw jakiejś tezie stawianej przez cytującego. Czy oferta biura podróży może być okraszona zdjęciem na prawie cytatu? Sami sobie odpowiedzcie, czy to jest prawidłowe.

Moje stanowisko znacie. Orzecznictwa Sądu Najwyższego w sprawie nie ma prawie wcale. Jest jedno przytaczane przez wszystkich, a dotyczyło użycia na okładce przez jeden ze znanych tygodników, pewnego znanego plakatu wyborczego (sygn. akt I CK 232/04). Tenże sąd daje pewna wskazówki dotyczące wykładni prawa cytatu utworu plastycznego. „W art. 29 ust. 1 Pr.aut. nie chodzi o rozmiar przytaczanego we własnym dziele utworu, lecz o ich wzajemne relacje i cel cytatu. W określonych wypadkach uzasadnione może być nawet przytoczenie cudzego utworu w całości, jeżeli następuje to w celu wyjaśniania, analizy krytycznej, nauczania lub uzasadnione jest prawami gatunku twórczości. W każdym razie jednak cytowany urywek lub nawet cały drobny utwór musi pozostawać w takiej proporcji do wkładu własnej twórczości, aby nie było wątpliwości co do tego, że powstało własne, samoistne dzieło. (…) nie jest możliwe stworzenie ogólnej reguły, określającej proporcje utworu przejmowanego do utworu własnego, w każdym razie jednak, jak przyjmuje się w literaturze przedmiotu, cytat w stosunku do całości musi pełnić rolę podrzędną. Ocena, czy ze względu na rozmiar cytatu przejęcie jest dozwolone, musi być dokonana zatem w okolicznościach konkretnej sprawy.

Autor monografii „Utwór fotograficzny i jego twórca w prawie autorskim”, Rafał Sarbiński, uznaje „za dopuszczalny „cytat fotograficzny”, na podstawie art. 29 ust. 1 u.p.a. 94, dla potrzeb wyjaśniania, analizy krytycznej, nauczania lub w zakresie uzasadnionym prawami gatunku, a także odpłatną publikację utworów fotograficznych w podręcznikach, czyli tzw. użytek szkolny. Trochę sobie strzeliłem w stopę tym cytatem, ale co tam: „Sąd w niniejszym składzie (czyli ja) nie podziela tego poglądu w odniesieniu do utworów fotograficznych” :-).

Jeżeli jednak uważacie, że Wasze zdjęcia można cytować, to pamiętajcie że cytujący ma obowiązek podać imię i nazwisko twórcy oraz źródło.


Słowo na niedzielę

Na początku był Chaos. W międzyczasie było kilka wojen i powstań, potem urodziłeś się, dostałeś lub kupiłeś aparat fotograficzny, albo telefon z aparatem (w końcu zdjęcia robią ludzie nie aparaty) i… zrobiłeś swoje pierwsze zdjęcie. I stało się. Naciśnięcie spustu migawki wywołało lawinę konsekwencji prawnych, o których nawet może sobie nie zdajesz sprawy. Po pierwsze powstał utwór (któremu prawo przyznaje ochronę) , a Ty sam okrzyknięty zostałeś twórcą z wieloma prawami z tego wynikającymi (no chyba, że robiłeś za Pana „Push The Button”).  Są oczywiście również odstępstwa od powyższej generalnej zasady. Może bowiem się zdarzyć, że mimo że jesteś twórcą nie nabyłeś majątkowych praw autorskich do zdjęcia  (np. zrobiłeś zdjęcia w ramach stosunku pracy – art. 12), albo okaże się że zdjęcie nie jest utworem. Zakładam jednak, że jesteś autorem, a zrobione zdjęcie jest utworem i podlega reżimowi ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Dzisiaj jeden z elementów osobistych praw autorskich, jednocześnie odpowiedź na Case study. Zrobione zdjęcie zamieszczasz na stronie internetowej (nie ważne czyjej). Twoim świętym prawem jest zadecydować o tym, jak będzie „podpisany” autor zdjęcia (prawo to należne jest Tobie i nie można go zbyć, gdyż jest to jeden z elementów osobistych praw autorskich (art. 16 pkt 2).

Pamiętaj, jeżeli jesteś  autorem zdjęcia, to masz prawo do oznaczania utworu:
a)      swoim nazwiskiem lub
b)      pseudonimem albo
c)      do udostępniania go anonimowo.

Anonimowa publikacja implikuje pewne konsekwencje prawne, albowiem  majątkowe prawa autorskie wygasają z upływem lat siedemdziesięciu od daty pierwszego rozpowszechnienia (chyba że pseudonim nie pozostawia wątpliwości co do tożsamości autora lub jeżeli autor ujawnił swoją tożsamość), a nie od daty śmierci autora. Publikacja pod pseudonimem lub anonimowo nie pozbawia zdjęcia ochrony prawnej, z pewnością nie może być traktowana, jako zgoda autora do wykorzystania jego przez osoby trzecie. Świadczy o tym treść art. 8 ust. 3. „Dopóki twórca nie ujawnił swojego autorstwa, w wykonywaniu prawa autorskiego zastępuje go producent lub wydawca, a w razie ich braku – właściwa organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi.

Wracając do wczorajszej zagadki. Nie mam zielonego pojęcia jak fakt publikacji anonimowo może wpłynąć na świadomość gościa, który używa bezprawnie zdjęć? Bezdyskusyjny jest, że przestępstwo z art. 116 ust. 1 i 2 można popełnić tylko z winy umyślnej, jednak dlaczego prokurator uznaje, że fotografie (jak też strona internetowa) nieopatrzone danymi autora, będące ogólnodostępne mają wpływ na świadomość sprawcy?  Z faktu, że nie wiem czyje jest zdjęcie nie można wywieść, że nie mam świadomości, że nie wolno go użyć. Prawo autorskie nie wymaga noty copy right, żeby utwór był objęty ochroną. Ochrona zaczyna działać automatycznie z chwilą powstania utworu (zrobienia  zdjęcia). I jeszcze jedno, gdzie podziała się zasada ignorantia iuris nocet? Może gość rzeczywiście był nieświadomy, ale na pewno nie z powodu anonimowej publikacji.

A teraz obiecane Słowo na niedzielę.

VII Przykazanie Dekalogu mówi. Nie kradnij (dotyczy to również zdjęć publikowanych w internecie).

Było prawo boskie, czas na prawo stanowione :-).

Art. 116. 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w ust. 1 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
3. Jeżeli sprawca uczynił sobie z popełniania przestępstwa określonego w ust. 1 stałe źródło dochodu albo działalność przestępną, określoną w ust. 1, organizuje lub nią kieruje, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.
4. Jeżeli sprawca czynu określonego w ust. 1 działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

„działalność przestępna” to jest z ustawy, a nie literówka ;-).