Łowcy plagiatorów

mostNa dwóch portalach fotograficznych (DFV i Fotoferia) użytkownicy coraz częściej stawiają sobie zarzut  plagiatu. O tym, czym jest plagiat i jakie są jego konsekwencje, sporo było na blogu.  Pisałem zarówno o odpowiedzialności cywilnej, jak i karnej plagiatorów. Do tej pory nie zabierałem za wiele razy głosu, jak ocenić, czy dany utwór fotograficzny jest plagiatem. Sprawa dosyć skomplikowana i wymagająca zazwyczaj wsparcia ze strony biegłych. Rzadko kiedy pojawiają się sytuacje, gdy prima facie można uznać, że dany utwór fotograficzny jest plagiatem. Takich problemów zazwyczaj nie mają użytkownicy portali fotograficznych. Dziwnym trafem, im ktoś uważa się za większego „artystę”, tym z większą łatwością stawia zarzuty plagiatu.  A wszystko chyba przez to, że mało kto pamięta o  tym, że istnieje również kategoria utworów inspirowanych.  O tym, czym jest  utwór inspirowany, wspominałem w „Inspiracja czy utwór zależny?” Od tamtego wpisu minęły już dwa lata, ale sytuacja prawna się nie zmieniła i wpis nadal jest aktualny. Dzisiaj mały suplement i kolejne orzeczenie próbujące określić, czym jest plagiat w rozumieniu prawa autorskiego.  Z pomocą przychodzi Sąd Apelacyjny w Warszawie (sprawa o sygn. akt I ACr 620/95). Sąd wskazuje, że dla oceny, czy zostały naruszone prawa autorskie, decydujące znaczenie ma ustalenie, czy „utwór-plagiat” powstał w wyniku całkowicie samodzielnego procesu twórczego, czy wskutek wykorzystania pomysłu pierwotnego utworu oraz przywłaszczenia jego oryginalnych cech i elementów. Z istoty plagiatu wynika, że dochodzi do niego wówczas, gdy następuje wykorzystanie elementów cudzego utworu w takim stopniu, iż brak jest twórczej działalności plagiatora i jego utwór nie nosi cech oryginalności. Niezbędne jest zatem zapoznanie się przez plagiatora z treścią i formą utworu stanowiącego źródło materiału przejętego do utworu własnego.  Sąd Apelacyjny stanowczo stwierdza, że nie jest plagiatem dzieło, które powstaje w wyniku zupełnie odrębnego, niezależnego procesu twórczego, nawet jeżeli posiada treść i formę bardzo zbliżoną do innego utworu. Sąd dopuszcza bowiem sytuację, w których dwóch twórców, niezależnie od siebie, wykorzystuje w utworze ten sam pomysł i opracowuje go przy użyciu bardzo zbliżonych środków artystycznych, zwłaszcza, jeżeli dzieła dotyczą tego samego tematu albo tematów bardzo zbliżonych.  O tym, że utwór powstały później stanowi naśladownictwo utworu powstałego wcześniej, nie może przesądzać samo podobieństwo elementów obu utworów.  I rzecz najważniejsza, o której najczęściej zapominają  wszyscy portalowi łowcy plagiatorów. O plagiacie będzie decydować świadome wykorzystanie, przywłaszczenie elementów cudzego utworu w takim stopniu, że nie pozwala to na ocenę późniejszego utworu jako całkowicie oryginalnego, powstałego w całości w wyniku procesu twórczego jego autora. W sporze o plagiat istotne jest  ustalenie okoliczności powstania „utworu-plagiatu”. Zapewne nie są w stanie tego dokonać użytkownicy portali fotograficznych.

I na koniec cytat z monografii M.Jankowskiej „Autor i prawo do autorstwa”. „ (…) od autora w rozumieniu prawa autorskiego nie wymaga się tworzenia w izolacji od uwarunkowań kulturowych, społecznych, artystycznych, a nawet dopuszcza się, by ten czerpał z ogólnej wiedzy, umiejętności, własnych przeżyć ujawnionych na skutek kontaktu z innymi utworami, by uznać go za twórcę dzieła w pełni samoistnego.” Tego łowcy plagiatorów często nie biorą pod uwagę.

 

Plagiat

Wro441_wmNa temat tego, czym jest plagiat i jakie są jego konsekwencje trochę już pisałem na blogu. Dotychczasowe wpisy związane z plagiatem to m.in. „True story, czyli rzecz o plagiacie” , „Art. 115”, czy „Perfidny plagiat”. Temat jednak wraca jak bumerang, co oznacza, że jest warty kontynuowania. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że potoczne rozumienie przez wiele osób słowa plagiat odbiega w sposób znaczący od jego znaczenia prawnego. Przypomnę, że plagiat jest przestępstwem określonym w art. 115 Ustawy.

Art. 115. 1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.

Dzisiaj w sukurs przychodzi nam Sąd Okręgowy w Siedlcach z całkiem świeżym wyrokiem w sprawie dotyczącej właśnie plagiatu (sygn. akt II Ka 284/13). W tle sprawy pojawia się Matka Boska, albowiem rzecz dotyczy rzeźby Matki Boskiej umieszczonej na cmentarzu. Prawdę mówiąc nie jest to najistotniejsze dla nas, gdyż sprawa mogła dotyczyć równie dobrze obrazu Zeusa czy posągu Ateny. Dla nas istotne są rozważania sądu dotyczące właśnie plagiatu. Oddaję więc głos sędziom orzekającym w sprawie.

„Na wstępie konieczne jest poczynienie kilku uwag w zakresie znamion przestępstwa określonego w art. 115 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. W świetle autora komentarza Z. Ć. określony w tym przepisie czyn karalny ma charakter wieloodmianowy. Czynność sprawcza w art. 115 ust. 1 będzie polegać na uzewnętrznionym w dowolny sposób twierdzeniu sprawcy, że jest on: a) autorem całości cudzego utworu, b) autorem części cudzego utworu, c) autorem całości artystycznego wykonania, d) autorem części artystycznego wykonania, lub też wprowadzeniu w błąd co do: e) autorstwa całości cudzego utworu, f) autorstwa części cudzego utworu, g) autorstwa całości artystycznego wykonania, h) autorstwa części artystycznego wykonania. W rezultacie możliwe jest popełnienie przestępstwa w ośmiu różnych odmianach, przy czym przestępstwo może polegać na równoczesnej realizacji kilku odmian. Przywłaszczenie cudzego autorstwa może mieć postać plagiatu oczywistego (jawnego) lub też plagiatu ukrytego (por. M. Byrska, Prawnokarna -ochrona programów komputerowych w nowym prawie autorskim (w:) Przestępczość komputerowa. Materiały z konferencji naukowej, Poznań 20–22 kwietnia 1994 r., s. 210). Plagiat jawny polega na przejęciu cudzego utworu w całości lub w znacznej jego części w niezmienionej postaci lub ze zmianami, które są niewielkie. Plagiat ukryty zaś wyraża się w reprodukcji cudzego utworu w istotnych elementach jego treści, lecz w postaci mniej lub bardziej przekształconej (por. M. Mozgawa, J. Radoniewicz, Przepisy karne w prawie autorskim. Zagadnienia teorii i praktyki, Prok. i Pr. 1997, nr 7–8, s. 10 i literatura cytowana w przyp. 10). Z plagiatem będziemy mieli do czynienia zawsze wtedy, gdy inna osoba przejmuje z cudzego dzieła elementy o charakterze twórczym. Chodzi zatem zarówno o wykorzystanie całości lub części cudzego utworu bez żadnej ingerencji twórczej, jak i stworzenie dzieła zależnego lub z zapożyczeniami, pod warunkiem przywłaszczenia sobie autorstwa. Nie jest natomiast plagiatem przywłaszczenie wyników cudzych badań naukowych, koncepcji, pomysłów o charakterze nietwórczym (zob. R. Markiewicz, Dzieło literackie i jego twórca w polskim prawie autorskim, Rozprawy Habilitacyjne Uniwersytetu Jagiellońskiego 1984, nr 81, s. 116–117). Przestępstwo przywłaszczenia autorstwa może być popełnione wyłącznie z działania i to z zamiarem bezpośrednim. Tak więc zamiar sprawcy przejawi się jako „chęć” popełnienia czynu zabronionego, nie zaś jako „godzenie się” na możliwość popełnienia takiego czynu. Sprawca bowiem świadomie podaje się za autora cudzego utworu lub cudzego artystycznego wykonania.”

Cały wpis za mnie zrobił autor uzasadnienia wyroku. Zanim ktoś wpadnie na pomysł zarzucania mi naruszenia majątkowych praw autorskich do uzasadnienia, niech najpierw sięgnie po Ustawę i zajrzy do art. 4.

PS. Dzisiaj było prosto, łatwo i przyjemnie. 🙂 Oczywiście pomijam kwestie dotyczące zamiaru sprawcy, bo na kwestiach związanych ze stroną podmiotową przestępstwa połamał sobie zęby niejeden prawnik. Tak więc mając na względzie uzębienie fotografów, nie będę nawet podejmował próby wyjaśnienia tego na blogu.

Kradzione zdjęcie konkursowe

Pienza_13_007_wmW sieci pojawia się coraz więcej informacji na temat oszustów-fotografów, którzy zgłaszają na różne konkursy nieswoje prace. Wystarczy zajrzeć na Fotoblogię tu lub tu. Zgłoszenie jako własnej cudzej pracy jest plagiatem, na który w polskim prawie „jest paragraf”. O przepisach prawa karnego chroniących „prawo do ojcostwa utworu” pisałem między innymi w „Art. 115”, czy w „Perfidnym plagiacie”.

Art. 115 ust 1. Ustawy stanowi, że „Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.” W przypadku zgłoszenia do konkursu cudzego zdjęcia, jako własnego (plagiat jawny), sprawca  dopuszcza się przywłaszczenia autorstwa. Przywłaszczenie takie następuje już w dacie dokonania zgłoszenia. Przestępstwo określone w art. 115 ust.1 można popełnić jedynie umyślnie i z zamiarem bezpośrednim. W przypadku zgłoszenia zdjęcia do konkursu kwestia udowodnienia strony podmiotowej nie powinna przysporzyć wielu trudności. Wątpliwość mogłaby powstać jedynie w przypadku współtwórców lub „Pana Push The Button”. W sytuacjach opisanych na Fotoblogii takich wątpliwości raczej być nie może. Jeżeli ktoś zgłasza jako swoje zdjęcie ściągnięte np. z Flickra, to trudno jest uznać, że działał nieumyślnie. Na 99.99% robi to w sposób świadomy i perfidny (ten pozostały ułamek pozostawiam na kontratypy – np. działanie osoby chorej umysłowo).

Nie należy być biernym. Nie masz czasu czy pieniędzy na długie batalie sądowe w celu wykazania swoich racji w sądzie cywilnym, to przynajmniej zainteresuj sprawą organa ścigania. Wiem, wiem! One kochają prowadzić takie sprawy. 😉 Pamiętaj jednak, że przestępstwo plagiatu jest ścigane z urzędu. Twoim zadaniem jest jedynie złożyć zawiadomienie o prawdopodobieństwie popełnienia przestępstwa, co będzie z pewnością wiązać się z wizytami na Policji lub prokuraturze, a potem w sądzie celem złożenia zeznań w charakterze świadka.

Czy organizator konkursu ma obowiązek dokonania zgłoszenia plagiatu do organów ścigania? Ma, ale społeczny i moralny (art. 304 § 1 k.p.k.). Organizator sam decyduje, czy chce powiadomić o tym prokuratora lub Policję, czy też nie. Istnieją dwa wyjątki, które nakładają obowiązek dokonania zgłoszenia faktu popełnienia przestępstwa:

  • instytucja państwowa lub samorządowa które w związku ze swą działalnością dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu jest  obowiązane niezwłocznie zawiadomić o tym prokuratora lub Policję (art. 304 § 2 k.p.k.),
  •  doszło do popełnienia jednego z przestępstw wymienionych w art. 240 kodeksu karnego.

W przypadku przestępstwa plagiatu z obowiązkiem złożenia zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa możemy mówić jedynie w sytuacji, gdy organizatorem konkursu będzie instytucja państwowa lub samorządowa.  Przestępstwo z art. 115 ust. 1 Ustawy nie mieści się natomiast w katalogu przestępstwa wymienionych w art. 240 k.k.

„Kradzież autorstwa” nie różni się niczym od kradzieży aparatu, samochodu czy portfela. Mając na uwadze to, że zasada ta niestety nie funkcjonuje w  świadomości wielu osób na całym świecie, należy ją powtarzać na każdym kroku. Aż do skutku! Tak więc powtarzam:

„Kradzież autorstwa” nie różni się niczym od kradzieży aparatu, samochodu czy portfela.

O indywidualizacji tematu

Na forum DFV powróciła dyskusja na temat plagiatu. Pierwszy zauważalny problem polega na złym postawieniu tezy będącej jednocześnie tematem wątku – „Granice plagiatu”.  Przyjęcie za prawdziwe takiego stwierdzenia sugerowałoby, że istnieje jakiś punkt odniesienia, po którego przekroczeniu plagiat przestaje być plagiatem. Sprawę trzeba by chyba odwrócić i zapytać o granice inspiracji. W którym momencie zdjęcie (utwór) przestaje być utworem inspirowanym przez inne zdjęcie, a staje się plagiatem?

 Kwestie plagiatu wracają na blog dosyć często. W sumie nic dziwnego skoro jest to problem występujący w rzeczywistości, a przy okazji bardzo trudny do rozstrzygnięcia. Do tej pory kwestie plagiatu opisywane były przez pryzmat odpowiedzialności karnej. Dzisiaj proponuję podejść do tej kwestii od strony cywilistycznej. Będzie więc bez znamion przestępstwa, winy umyślnej czy kary pozbawienia wolności, za to pojawiają się… biegli. Żaden sąd nie jest w stanie ocenić jednoznacznie, czy doszło do popełnienia plagiatu, bez pomocy specjalistów w sytuacji, gdy nie jest to plagiat jawny i całościowy. W wyroku z dnia 20 maja 1983 r. Sąd Najwyższy (sygn. akt I CR 92/83) uznał, że plagiat może występować w formie plagiatu jawnego bądź ukrytego, jak również plagiatu całościowego lub częściowego. Przypadek „niko” to zapewne plagiat jawny, jak i całościowy, albowiem osoba trzecia przypisała sobie autorstwo zdjęć „niko”. To akurat była prosta zero-jedynkowa zagadka. W innych sytuacjach zaczynają się schody. Największe schody występują w przypadku znalezienia odpowiedzi na pytanie, gdzie kończy się inspiracja, a zaczyna plagiat?

Przypomnę tylko, że tworząc utwór inspirowany innym utworem, nie popełniamy plagiatu (wyłączona będzie odpowiedzialność zarówno cywilna, jak i karna), jak również nie powstaje utwór zależny, który również rządzi się swoimi prawami (art. 2 Ustawy). Zajrzyjcie do „Inspiracja czy utwór zależny”. Granice pomiędzy inspiracją, utworem zależnym oraz plagiatem są tak niewyraźne, niestabilne i ocenne, że nie spodziewajcie się znaleźć na blogu jednoznacznych wskazówek lub odpowiedzi (zwłaszcza, że sądowych sporów o zdjęcia nie ma znowu tak dużo). Chciałem jednak wskazać kierunek poszukiwania tej płynnej granicy posiłkując się wyrokiem z dnia 15 września 1995 r. Sądu Apelacyjnego w Warszawie (sygn. akt I ACr 620/95).

Z istoty plagiatu wynika, że dochodzi do niego wówczas, gdy następuje wykorzystanie elementów cudzego utworu w takim stopniu, iż brak jest twórczej działalności plagiatora i jego utwór nie nosi cech oryginalności. Niezbędne jest zatem zapoznanie się przez niego z treścią i formą utworu stanowiącego źródło materiału przejętego do utworu własnego.

Ciekawy jestem, kto z czytających ten tekst czuje się na tyle kompetentny, aby jednoznacznie ocenić czy dane zdjęcie to plagiat czy nie. Sąd też ma z tym kłopot, więc w takich sprawach powołuje dowód z opinii biegłego.  A z tymi opiniami bywa niestety różnie.

Nie jest plagiatem dzieło, które powstaje w wyniku zupełnie odrębnego, niezależnego procesu twórczego, nawet jeżeli posiada treść i formę bardzo zbliżoną do innego utworu. Możliwe są sytuacje, w których dwóch twórców, niezależnie od siebie, wykorzystuje w utworze ten sam pomysł i opracowuje go przy użyciu bardzo zbliżonych środków artystycznych, zwłaszcza, jeżeli dzieła dotyczą tego samego tematu albo tematów bardzo zbliżonych.

Oczywiście, aby wykluczyć plagiat, pozwany (osoba której zarzucono plagiat) musi wykazać podczas postępowania dowodowego, że jego utwór powstał w  oderwaniu od utworu powoda. W jaki sposób ma tego dokonać? W każdej sytuacji odpowiedź będzie inna, życie kreuje przecież różne scenariusze. Jest jeszcze jedna uwaga Sądu Apelacyjnego w Warszawie, którą warto zapamiętać podejmując dyskusje (także na forach) dotyczące plagiatu:

Ochronie podlega nie temat a jego indywidualizacja.”

Perfidny plagiat

Napisała do mnie „niko” opisując swoje perypetie. Obiecałem, że jej przypadek stanie się kanwą jednego z kolejnych wpisów, tak więc teraz wypełniam swoje zobowiązanie. 🙂 A było to tak:

„Byłam na wernisażu wystawy znajomego, robiłam zdjęcia. Była tam jeszcze jedna osoba z aparatem, poprosiła o zrobienie jej zdjęcia z autorem (moim aparatem). Zapytała czy możemy wymienić się zdjęciami z wystawy, zgodziłam się przynieść następnego dnia płyty z kilkoma zdjęciami (na pamiątkę). Na kopercie płyty napisałam swój adres e-mail ponieważ pani swoich zdjęć nie przyniosła, podobno niewiele wyszło i obiecała przesłać na pocztę. Nie dostałam ich do tej pory, jakież było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam moje zdjęcia w artykule na temat autora malarstwa prezentowanego na wystawie. Na stronie internetowej pisma jest cała galeria, w której zamieszczono w sumie 10 zdjęć mojego autorstwa. Nikt nie pytał mnie o zgodę na publikację moich zdjęć, na dodatek jako autor zdjęć podano autorkę artykułu. Czy w takiej sytuacji mogę coś zrobić? Czy ten wzór pisma, który umieściłeś kiedyś na F-lex jakiś czas temu dotyczący kradzieży zdjęć jest tutaj adekwatny?”

W zasadzie odpowiedzi na wszystkie pytania można znaleźć na blogu, ale nawet dla uważnego czytelnika może być to jednak trochę skomplikowane i czasochłonne. Zacznijmy od tego, że opisana pani popełniła plagiat. Przypomnę, że powszechne rozumienie pojęcia plagiat nie do końca pokrywa się z jego rozumieniem ustawowym. O tym, czym jest plagiat i jakie przepisy w tym przypadku mają zastosowanie pisałem w „Art. 115” oraz w „True story, czyli rzecz o plagiacie”. Zaczynamy z grubej rury, bo w art. 115 ust. 1 Ustawy jest mowa o popełnieniu przestępstwa. W opisanym przez „niko” przypadku mamy do czynienia z bezprawnym przypisaniem sobie autorstwa cudzego utworu ( w tym wypadu utworu autorstwa „niko”), a właśnie taka sytuacja uregulowana jest w przywołanym przepisie Ustawy.

„Art. 115. 1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.”

Z opisanej sytuacji wynika, że zachodzą przesłanki do złożenia przez „niko” zawiadomienia o prawdopodobieństwie popełnienia przestępstwa plagiatu z art. 115 ust 1. Nie oznacza wcale, że osoba popełniająca czyn zaraz zostanie skazana i „pójdzie siedzieć”.

Ponadto „niko” może w tej sprawie również dochodzić swoich praw na drodze cywilnej. Wzór znajdujący się na F-LEX, o który pytała, jak najbardziej nadaje się do użycia w tym przypadku. Mamy bowiem do czynienia z ewidentnym naruszeniem majątkowych praw autorskich „niko”. Wręczając płytę ze zdjęciami na pamiątkę, nie doszło bowiem do przeniesienia żadnych majątkowych praw autorskich na ową panią. Dokładniejsze wyjaśnienia na temat zasad odpowiedzialności cywilnej z tytułu naruszenia majątkowych praw autorskich znajdziecie m.in. w „Iloczyn, czyli matematyką w naruszyciela”. Jedynie dla przypomnienia poniżej treść odpowiedniego przepisu ustawy.

Art. 79. 1. Uprawniony, którego autorskie prawa majątkowe zostały naruszone, może żądać od osoby, która naruszyła te prawa:
1)  zaniechania naruszania;
2)  usunięcia skutków naruszenia;
3)  naprawienia wyrządzonej szkody:
a)  na zasadach ogólnych albo
b)  poprzez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności, a w przypadku gdy naruszenie jest zawinione – trzykrotności stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu;
4)  wydania uzyskanych korzyści.
2. Niezależnie od roszczeń, określonych w ust. 1, uprawniony może się domagać:
1)  jednokrotnego albo wielokrotnego ogłoszenia w prasie oświadczenia odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie lub podania do publicznej wiadomości części albo całości orzeczenia sądu wydanego w rozpatrywanej sprawie, w sposób i w zakresie określonym przez sąd;
2)  zapłaty przez osobę, która naruszyła autorskie prawa majątkowe, odpowiedniej sumy pieniężnej, nie niższej niż dwukrotna wysokość uprawdopodobnionych korzyści odniesionych przez sprawcę z dokonanego naruszenia, na rzecz Funduszu, o którym mowa w art. 111, gdy naruszenie jest zawinione i zostało dokonane w ramach działalności gospodarczej wykonywanej w cudzym albo we własnym imieniu, choćby na cudzy rachunek.

Pozostaje jeszcze kwestia, kto naruszył majątkowe prawa autorskie „niko”. Wydaje się jednak, że redakcja. Ta natomiast może ewentualnie mieć regres do „negatywnej bohaterki”. Warto w tym miejscu przypomnieć treść art. 38 ust. 1 prawa prasowego, który stanowi, że odpowiedzialność cywilną za naruszenie prawa spowodowane opublikowaniem materiału prasowego ponoszą autor, redaktor lub inna osoba, którzy spowodowali opublikowanie tego materiału. Dodatkowo nie wyłącza to również odpowiedzialności wydawcy.

PS1. Morału z opisanego przypadku nie będzie. 😉 Każdy musi sam wyciągnąć wnioski.
PS2. Oczywiście redakcja może starać się ekskulpować od zarzutu, jak również przypozwać panią.
PS3. Ten stan faktyczny oraz odpowiedź jest również odpowiedzią na pytanie Piotra „A co w przypadku, gdy ktoś zgłasza nie swoje zdjęcie do konkursu?”

Art. 115

Ostatnio powrócił na F-LEX temat naruszania osobistych praw autorskich.  W „(c) dar_wro” było o  oznaczenie fotografii imieniem i nazwiskiem lub pseudonimem, a w „Integralność, czyli rzecz o manipulacji” o prawie do integralności zdjęcia. W zasadzie można uznać, że podstawowe kwestie dotyczące osobistych praw autorskich mamy omówione. Częściowo omawiana była również odpowiedzialność karna. W „True story, czyli rzecz o plagiacie” było o odpowiedzialności karnej za plagiat, czyli za przywłaszczenie sobie autorstwa albo wprowadzenia w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania.  A czy inne naruszenia osobistych praw autorskich mogą spowodować kłopoty z prawem karnym? Mogą, mogą. Zerknijcie do art. 115 ust.2 i 3.

 Art. 115. 1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.
2. Tej samej karze podlega, kto rozpowszechnia bez podania nazwiska lub pseudonimu twórcy cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie albo publicznie zniekształca taki utwór, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie.
3. Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w inny sposób niż określony w ust. 1 lub ust. 2 narusza cudze prawa autorskie lub prawa pokrewne określone w art. 16, art. 17, art. 18, art. 19 ust. 1, art. 191, art. 86, art. 94 ust. 4 lub art. 97, albo nie wykonuje obowiązków określonych w art. 193 ust. 2, art. 20 ust. 1-4, art. 40 ust. 1 lub ust. 2 podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Istota przestępstw określonych w ustępie 2 polega albo na rozpowszechnianiu utworu (zdjęcia mającego charakter utworu) z pominięciem nazwiska lub pseudonimu (odniesienie do art. 16 pkt 2 Ustawy), albo na publicznym zniekształcaniu utworu-zdjęcia (znamię przedmiotowe przestępstwa odwołujące się do prawa do integralności utworu). Należy uznać, że zniekształcenie utworu, to m.in. zmiana jego treści lub formy, w wyniku czego dochodzi do bezprawnego naruszenia jego integralności. Ważna uwaga! Samo zniekształcenie utworu, nie jest jednak karalne. Musi ono mieć miejsce publicznie. Wiele osób myli pojęcie „publicznie” z pojęciem „miejsce publiczne”. Miejsce publiczne, to miejsce dostępne dla nieograniczonego kręgu podmiotów. „Publicznie” oznacza natomiast działanie, które może być spostrzeżone przez większą, bliżej nieokreśloną liczbę osób. Nie musi wcale ono odbywać się w miejscu publicznym.

Działanie „publicznie” zachodzi wówczas, gdy bądź ze względu na miejsce działania, bądź ze względu na okoliczności i sposób działania sprawcy jego zachowanie się jest lub może być dostępne (dostrzegalne) dla nieokreślonej liczby osób, przy czym sprawca mając świadomość tej możliwości co najmniej się na to godzi (Uchwała Sądu Najwyższego, sygn. akt VI KZP 26/73).

W przypadku przestępstwa określonego w ust. 3 istotne znaczenie ma to, aby sprawca działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowych. Brak takiego celu, to brak jednego ze znamion przestępstwa, czyli nie miało ono miejsca.

Tak jak w przypadku plagiatu, przestępstwa określone w ust. 2 i 3 można popełnić tylko umyślnie. Nie będę na blogu roztrząsał dokładnie strony podmiotowej (czy każdy z wariantów przestępstwa można popełnić jedynie z zamiarem bezpośrednim, czy również ewentualnym), bo musiałbym przejść na język dla fotografa kompletnie niezrozumiały. A nie mam zamiaru zniechęcać Was do odwiedzania F-LEX’a. 🙂 Ważne jest to, żeby po przeczytaniu dzisiejszego wpisu każdy był świadom, że może problemami związanymi z naruszeniem osobistych praw autorskich zainteresować organy ścigania. Wystarczy złożyć stosowne zawiadomienie o prawdopodobieństwie popełnienia przestępstwa. Od 6 lat przestępstwa określone w art. 115 Ustawy ścigane są z urzędu, wcześniej były ścigane z oskarżenia publicznego, ale na wniosek pokrzywdzonego. Oznacza to, że obecnie czytający ten tekst może złożyć zawiadomienie odnośnie naruszenia nie tylko swoich praw, ale także np. praw kolegi, czy wuja. Wcale nie musi być sam pokrzywdzonym.

Inspiracja czy utwór zależny?

„Fotograficzny internet” dyskutuje na temat sprawy o plagiat fotograficzny. Z zamieszczonych informacji wynika, że sprawa będzie dotyczyła kwestii „kradzieży pomysłu na zdjęcie”.

 

 

 

 

Szczerze mówiąc nie zazdroszczę sądowi, który będzie musiał zająć się tą sprawą.  Dookoła słychać: plagiat, plagiat, plagiat. Grzmią, bardziej lub mniej znani, fotograficy, zarówno zawodowcy, jak i amatorzy. Jako, że jest to problematyka, którą interesuje się również F-LEX, to dzisiaj na kanwie jedynie informacji z netu rozważmy kwestię plagiatu. O odpowiedzialności karnej za plagiat na podstawie przepisów  Ustawy było w True story, czyli rzecz o plagiacie. W zasadzie większość z nas używa pojęcia plagiat w rozumieniu bardzo potocznym. W sumie nie dziwi, skoro „plagiat” nie doczekał się ustawowej definicji. Powszechnie przyjmuje się, że jest to kradzież utworu – tu zdjęcia (w rzeczywistości własności intelektualnej), a nawet pomysłu na jego zrobienie. Orzecznictwa na temat plagiatu (poza sprawami dotyczącymi  przepisywania prac naukowych – oj ci naukowcy) za wiele nie ma. W latach 80-tych jedna pani drugiej pani zarzuciła, że ta druga maluje to samo, co ta pierwsza (sprawa trafiła aż na wokandę Sądu Najwyższego, sygn. akt I CR 92/83). Sprawa nie dotyczyła wprost plagiatu, a nazwania kogoś plagiatorem. A było to tak: Pani X zajmowała się malowaniem obrazów, m.in. także główek dziecięcych, amatorsko. W malowanych przez nią obrazach dzieci występują „takie elementy, jak forma i układ, takich samych obrazów, malowanych przez panią Y od kilku lat”. Pani Y, jako „pierwsza inicjatorka tego stylu malowania główek dziecięcych” zarzuciła Pani X plagiat.  W sprawie tej Sąd Najwyższy uznał, że „zarzut jest prawdziwy nie tylko w wypadku plagiatu jawnego, ale także ukrytego (przeróbka cudzego utworu podawana za utwór własny) lub częściowego (wykorzystanie tylko niektórych części partii utworu cudzego)”. Wskazówka ta może mieć znaczenie w sporze, który stał się przyczynkiem do dzisiejszego wpisu.

W dzisiejszej sprawie trzeba byłoby się zastanowić, czy w tym przypadku nie będziemy mieli do czynienia z powstaniem dzieła zależnego. Wrocławski sąd będzie miał nie lada zagwozdkę i będzie musiał osądzić, czy w inkryminowanym przypadku mamy do czynienia jeszcze z inspiracją, czy już z dziełem zależnym. Dzieło zależne to  (art. 2. 1.) opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.
R. Sarbiński w monografii  „Utwór fotograficzny i jego twórca w prawie autorskim”  stwierdza, że „specyfika fotografii nakazuje traktować twórcę dzieła fotograficznego jako twórcę fotograficznego dzieła zależnego w trzech sytuacjach. Po pierwsze, tworząc fotografię w oparciu o cudzy scenariusz, autor kreuje dzieło zależne – fotograficzne opracowanie scenariusza.  Po drugie, fotograf wybierając określony fragment rzeczywistości, może podjąć decyzję o umieszczeniu w swoim obrazie cudzego dzieła w całości lub części. Wówczas można rozważać dzieło fotograficzne jako dzieło zależne w stosunku do przedmiotu fotografowania. Po trzecie, wykonywanie obróbki fotograficznej, tradycyjnej lub cyfrowej, i stosowanie efektów specjalnych stwarza doskonałe pole do opracowania cudzego obrazu fotograficznego, a dokonująca jej inna osoba niż autor pierwotnej rejestracji może stać się twórcą fotograficznego dzieła zależnego.” Przyjmując powyższy punkt widzenia można pokusić się na postawienie tezy, że inkryminowane zdjęcie stanowi dzieło zależne. Jeżeli jest dziełem zależnym, to wszelkie prawa do dzieła zależnego są przypisane fotografowi – plagiatorowi. Ale uwaga! To że prawa do zdjęcia należą do fotografa-plagiatora, nie oznacza, że nie naruszył on praw autora pierwotnego zdjęcia, jeżeli nie uzyskał jego zezwolenia na wykonywanie prawa zależnego (art. 2.2. Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. W przypadku baz danych spełniających cechy utworu zezwolenie twórcy jest konieczne także na sporządzenie opracowania.)

Sąd jednak uwolni „plagiatora” od zarzutu naruszenia praw autorskich, jeżeli uzna, że inkryminowane zdjęcie powstało w wyniku inspiracji zdjęciem powoda. Art. 2.4 Ustawy stanowi bowiem , że  za opracowanie nie uważa się utworu, który powstał w wyniku inspiracji cudzym utworem. Sąd Najwyższy w 1971 r. (sygn. akt I CR 23/71) starał się znaleźć granicę miedzy inspiracją, a utworem zależnym. Uznał on, że inspirowany (z podniety cudzego utworu powstały) utwór tylko wtedy nie stanowi dzieła zależnego (przeróbki utworu cudzego), gdy „ma cechy samodzielnej twórczości” w tym znaczeniu, że jest na równi z utworem inspirującym dziełem oryginalnym. Oryginalność dzieła inspirowanego nie wyłącza skorzystania z tematu dzieła inspirującego, ujęcie tego tematu musi być jednak własnym, indywidualnym ujęciem autora (możliwym także przy pokrewieństwie tematycznego schematu). Brak takiego ujęcia, mimo że nowy utwór nie stanowi nawet przeróbki, pozbawia utwór inspirowany cechy oryginalności. Może to prowadzić do naruszenia osobistych i majątkowych praw autorskich autora dzieła inspirującego. Rok później tenże sąd (w tej samej zresztą sprawie) stwierdził, że „za kryterium rozgraniczające dzieło inspirowane od dzieła zależnego należy uznać twórcze przetworzenie elementów dzieła inspirującego tak, że o charakterze dzieła inspirowanego decydują już jego własne, indywidualne elementy, a nie elementy przejęte. W wypadku utworu inspirowanego (objętego prawem autorskim niezależnym) zaczerpnięty zostaje tylko wątek utworu cudzego, powstaje utwór nowy i o cechach twórczości samodzielnej” (sygn. akt I CR 104/72).

Tak wiec pozostawiam Was z wielką niewiadomą i bez odpowiedzi na pytanie postawione w tytule: Inspiracja czy utwór zależny?

PS. W sprawie plagiatu wypowiadał się również Minister. Pismo z dnia 25 maja 1995 r. (DPA.024/48/95)
(…) Istotą plagiatu z punktu widzenia prawa autorskiego jest niedozwolona ingerencja w sferę autorskich dóbr osobistych. O plagiacie można mówić wówczas, gdy spełnione zostaną następujące przesłanki:

  • naruszenie dotyczyć będzie prawa do autorstwa dzieła;
  • naruszenie polega na przywłaszczeniu autorstwa; Przywłaszczenie takie może mieć miejsce w szczególności wówczas, gdy osoba inna niż autor rzeczywisty wskazana zostanie jako autor dzieła lub w sposób dorozumiany wywołane zostanie u odbiorców dzieła mylne przekonanie co do autorstwa dzieła. Do plagiatu dochodzi także wtedy, gdy autor opracowania uzyskał zezwolenie na wykonywanie praw zależnych, lecz swój utwór przedstawia jako dzieło całkowicie samoistne;
  • przywłaszczenie powinno dotyczyć cudzego autorstwa; Cudze autorstwo nie musi być równoznaczne z autorstwem określonej osoby. Przywłaszczenie sobie cudzego autorstwa może polegać na przypisaniu sobie rezultatów cudzej pracy, zawartych w dziele zbiorowym, wspólnym czy łącznym.

Dopuszczenie się plagiatu nie musi prowadzić do szkody materialnej po stronie autora dzieła oryginalnego ani też nie musi powodować przysporzenia majątkowego po stronie plagiatora. Plagiat ma obiektywny charakter i do jego wystąpienia wystarczy bezprawne przypisanie sobie autorstwa cudzego utworu. Wynagrodzenie niesłusznie pobrane przez plagiatora ani rozpowszechnienie plagiatu nie stanowi istotnego jego elementu. Dozwolony użytek publiczny lub prywatny nie stanowi w omawianej sytuacji okoliczności wyłączającej bezprawność. Przepis art. 34 prawa autorskiego wyraźnie zastrzega, że rozpowszechnianie lub przytaczanie cudzych utworów jest dopuszczalne i nie stanowi naruszenia prawa pod warunkiem, że jest to uzasadnione wyjaśnieniem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości. Żadna z takich okoliczności w omawianej sprawie nie występuje. Cytat dozwolony, o którym mowa w art. 34, zilustrowany jest ponadto przez treść przepisu art. 29 ust. 2, mówiący o dopuszczalności zamieszczania w celach dydaktycznych i naukowych drobnych utworów lub fragmentów większych utworów w podręcznikach lub wypisach. W wypadku takim obok konieczności wymienienia twórcy i źródła powstaje także obowiązek wypłaty wynagrodzenia (art. 43). (…)

True story, czyli rzecz o plagiacie


Jak wynika z wpisu na BAXTERIA©PhotoBlog zdjęcia są wciąż towarem, na który znajdują się „amatorzy cudzych rzeczy”. Można oczywiście założyć, że obaj panowie trafili w to samo miejsce i zrobili prawie takie samo ujęcie. Cuda się zdarzają, nawet jeżeli obu autorów dzielą setki, jak nie tysiące kilometrów. Jeżeli jednak tak by się zdarzyło (prawdopodobieństwo raczej jeden do miliona), to z pewnością niejaki Antonio przesłałby do organizatorów RAW-a i, jak mawiają, „case closed”! Musiało się stać inaczej, skoro organizatorzy konkursu dali wiarę Baxowi i zdyskwalifikowali „pracę Antonia”. Na forum DFV pojawił się „zarzut”, że organizator nie zrobił nic więcej. Ale czego można więcej wymagać od organizatora konkursu? Zachował się fair, uznał rację autora zdjęcia i zdyskwalifikował plagiatora. Kwestie sądowe słusznie pozostawiono zwaśnionym stronom.

Przyjrzyjmy się więc dzisiaj, jak chroni nas, fotografów prawo karne w Polsce. Zacznijmy od tego czym jest plagiat? Plagiatem jest przywłaszczenie sobie autorstwa cudzego utworu. Skoro fotografia jest w większości przypadków uznawana za utwór w rozumieniu Ustawy, to z całą pewnością znamiona plagiatu nosi czyn polegający na wysłaniu na konkurs zdjęcia nie swojego autorstwa. Doktryna prawa karnego uznaje, że „sposobem zachowania się sprawcy przestępstwa polegającego na przywłaszczeniu sobie autorstwa cudzego utworu jest każde działanie zmierzające do uznania sprawcy za autora utworu kogoś innego” (M. Bojarski, W. Radecki, Pozakodeksowe prawo karne Tom III, Komentarz, CH Beck Warszawa 2003). Ustawodawca dosyć poważnie podchodzi do kwestii plagiatu, gdyż za popełnienie przestępstwa określonego w art. 115 ust. 1 przewiduje karę grzywny lub karę ograniczenia wolności, a nawet karę pozbawienia wolności do lat 3. Z pewnością do więzienia nikt nie trafi, co najwyżej dostanie „zawiasy”, ale jakby co, to sąd ma szeroki wachlarz kar do zastosowania. Sąd może również odstąpić od wymierzenia kary, jeżeli rodzaj i społeczna szkodliwość czynu nie jest znaczna i orzeka równocześnie środek karny, a cele kary zostaną przez ten środek spełnione (art. 59 k.k.). Zainteresowanych środkami karnymi odsyłam do art. 39 i nast. k.k.
Plagiat jest ścigany z oskarżenia publicznego (kiedyś był konieczny wniosek pokrzywdzonego), czyli organy ścigania mogą wszcząć postępowanie z urzędu lub na skutek zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa złożonego przez kogokolwiek. Jeżeli sprawa zdjęcia Baxa miałaby miejsce w Polsce, czy organizator miałby obowiązek złożenia zawiadomienia, czy też nie? Mógłby zgłosić, ale nie musi. Jest niewielki zakres przestępstw, co do których istnieje ustawowy obowiązek zawiadomienia organów ścigania (gdzie brak zawiadomienia sam w sobie jest również przestępstwem!). Ale doprawdy są to przestępstwa „ciężkiego kalibru”, a nie plagiat. Gdzie zgłosić? Każda prokuratora lub policja, ma obowiązek przyjąć zawiadomienie. Uwaga! Nie należy dać się spławić, co czasami próbują robić policjanci.

W przywołanym na wstępie przykładzie polskie prawo nie miałoby jednak zastosowania, albowiem zgodnie z ogólną regułą z art. 5 kodeksu karnego „ustawę karną polską stosuje się do sprawcy, który popełnił czyn zabroniony na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, jak również na polskim statku wodnym lub powietrznym, chyba że umowa międzynarodowa, której Rzeczpospolita Polska jest stroną, stanowi inaczej.” Tak więc w przypadku „sprawy Antonia” należałoby sprawdzić, czy w kraju organizatora konkursu plagiat jest przestępstwem i ewentualnie tam złożyć stosowne zawiadomienie.