Zmiany w prawie autorskim

Już niedługo wejdą w życie przepisy ustawy z dnia 11 września 2015 r. o zmianie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy o grach hazardowych, zwanej dużą nowelizacją prawa autorskiego. Prezydent podpisał ustawę w dniu 5 października 2015, co oznacza, że zmiany wejdą w życie po upływie miesiąca od dnia ogłoszenia (data Dziennika Ustaw), z wyjątkiem art. 1 pkt 19, 21, 24 i 25, które wchodzą w życie z dniem 1 stycznia 2016 r.
Nowela wprowadza m.in. regulacje dotyczące utworów osieroconych. O utworach osieroconych pisałem trzykrotnie na blogu. Był tekst „Utwory osierocone po polsku”, „Dalsze losy utworu osieroconego” oraz „Strach ma wielkie oczy, czyli o utworach osieroconych”. Dzisiaj można już mówić o „finalnym produkcie”, którego treść znajdziecie TUTAJ. Wygląda na to, że rzeczywiście strach miał wielkie oczy.
Nowela wprowadza również zmiany w zakresie prawa cytatu. O propozycjach tych zmian pisałem już podczas procesu legislacyjnego w tekście „Prawo cytatu po nowemu”. Ważna zmiana dla fotografa i filmowca to przepis art. 292 (Wolno w sposób niezamierzony włączyć utwór do innego utworu, o ile włączony utwór nie ma znaczenia dla utworu, do którego został włączony.). O tym także już pisałem na blogu. Temu zagadnieniu poświęcony był wpis „Nowe prawo dla filmowców”. Wygląda na to, że większość istotnych zmian zawartych w dużej noweli została więc już omówiona na F-LEX.

Czy rozpowszechnianie cudzego utworu przestanie być czynem karalnym?

W lutym na blogu była „flauta” i za wiele się nie działo, co było skutkiem wielu obowiązków służbowych i krótkiego urlopu autora. Obiecuję, że to się zmieni. Oczywiście do następnego „zapalenia płuc” w pracy i urlopu. 🙂 Dzisiaj kilka słów o planowanych zmianach dotyczących odpowiedzialności karnej za rozpowszechnianie cudzych utworów. O obecnie obowiązujących zasadach pisałem w notatce „Rozpowszechnianie cudzego utworu”.

Obecnie przepis art. 116 Ustawy brzmi następująco:

„Art. 116. 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w ust. 1 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
3. Jeżeli sprawca uczynił sobie z popełniania przestępstwa określonego w ust. 1 stałe źródło dochodu albo działalność przestępną, określoną w ust. 1, organizuje lub nią kieruje, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.
4. Jeżeli sprawca czynu określonego w ust. 1 działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.”

Po nowelizacji art. 116 miałby następujące brzmienie:

„Art. 116. 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom oraz w celu osiągnięcia korzyści majątkowej rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.
2. Jeżeli sprawca uczynił sobie z popełniania przestępstwa określonego w ust. 1 stałe źródło dochodu albo działalność przestępną, określoną w ust. 1, organizuje lub nią kieruje, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.
3. Jeżeli sprawca czynu określonego w ust. 1 działa nieumyślnie, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.”

Skupimy się tylko na art. 116 ust. 1 Ustawy. Co przynosi proponowana zmiana? Przestępstwem przestaje być nieuprawnione rozpowszechnianie cudzych utworów, jeżeli nie osiąga się z tego tytułu korzyści majątkowych. Jeżeli więc pan Kaziu bez mojej zgody umieści moje zdjęcie na swoim blogu, to nie popełni przestępstwa. Obecnie samo bezprawne rozpowszechnianie cudzego utworu stanowi przesłankę przedmiotową przestępstwa określonego w art. 116 ust. 1 Ustawy. Po zmianie będzie musiała nastąpić dodatkowa przesłanka podmiotowa w postaci „osiągnięcia korzyści majątkowych”. Dla karnistów jest to dolus directus coloratus.

Co stoi u podstaw takiej zmiany (w sumie dla amatora w wielu wypadkach niekorzystnej)? Działanie różnej maści kancelarii prawnych zajmujących się copyright trolling. W uzasadnieniu projektu możemy przeczytać m.in.:

„Wobec masowego i zautomatyzowanego wykorzystywania przepisów karnych do realizowania roszczeń cywilnoprawnych na koszt Skarbu Państwa oraz braku przeszkód prawnych do zmiany przedmiotowego przepisu, zmiana ta przyniesie wymierne skutki w postaci racjonalnego wykorzystywania zasobów osobowych i finansowych organów ścigania i skupieniu ich na czynach szczególnie godzących w uprawnionych z praw autorskich. Zmiana ta nie przeszkodzi również realizacji słusznie przysługujących twórcom i innym uprawnionym z praw autorskich roszczeń cywilnoprawnych wobec osób naruszających te prawa.”

PS. F-LEX jest kierowany do fotografów, a nie prawników, więc nie zajmuję się tutaj analizą prawną całej nowelizacji. Projekt jednak nie spotkał się z przychylną opinią Sądu Najwyższego w związku z pewną niespójnością całego nowego art. 116. Zainteresowanych odsyłam do opinii SN.

Fotograf na planie

W 2007 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie  (sygn. akt VI ACa 210/07) rozstrzygał kwestię, czy zdjęcia wykonane na planie filmowym stanowią utwór zależny wobec powstałego utworu audiowizualnego. Swego czasu, gdy analizowałem to orzeczenie uznałem, że jest mało prawdopodobne, aby kiedyś było przydatne dla amatorów i dlatego też nie trafiło na blog. Jak się okazało,  życie zweryfikowało szybko moje przemyślenia. W zeszły weekend podczas warsztatów w Pradze łażąc po jej urokliwych uliczkach, ni z tego ni owego grupa 21 polskich zapaleńców fotografii znalazła się w centrum wydarzeń filmowych. O dziwo nikt nas nie gonił, aktorzy z chęcią pozowali, a żaden ważniak nie krzyczał, że nie wolno. Wprawdzie rzecz miała się w Czechach i tam polskie prawo nie obowiązuje, ale jak pokazuje życie może zdarzyć się to również w Polsce, dlatego dzisiaj prezentuję tezy cytowanego wyroku. Z uzasadnienia wyroku wynika, że „zdjęcia wykonane na planie filmowym nie muszą stanowić utworu zależnego wobec powstałego utworu audiowizualnego (filmu)”. W takim razie, kiedy zdjęcia będą utworem zależnym w stosunku do filmu, a kiedy nie?

Jeżeli fotograf będzie robił zdjęcia podczas kręcenia scen filmowych, a tym samym nie będzie miał wpływu na to, co dzieje się na planie, jego zdjęcia będą miały charakter utworu zależnego w rozumieniu art. 2 Ustawy. Krótkie przypomnienie, jakie przepisy znajdują się w art. 2.

Art. 2. 1. Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.
2. Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. W przypadku baz danych spełniających cechy utworu zezwolenie twórcy jest konieczne także na sporządzenie opracowania.
3. Twórca utworu pierwotnego może cofnąć zezwolenie, jeżeli w ciągu pięciu lat od jego udzielenia opracowanie nie zostało rozpowszechnione. Wypłacone twórcy wynagrodzenie nie podlega zwrotowi.
4. Za opracowanie nie uważa się utworu, który powstał w wyniku inspiracji cudzym utworem.
5. Na egzemplarzach opracowania należy wymienić twórcę i tytuł utworu pierwotnego.

Jeżeli natomiast zdjęcia robione są na planie, ale nie w trakcie, gdy kręcony jest film, kiedy fotograf sam ustawia aktorów, oświetlenie, reżyseruje scenkę rodzajową, to zdjęcia powstałe w takich sytuacjach nie będą utworami zależnymi. Tutaj możecie obejrzeć przykładowe zdjęcie zrobione przez Włodka „sewo” Krajewskiego. Zgodnie z przywołanym orzeczeniem, w świetle polskiego prawa, zdjęcie to miałoby charakter utworu zależnego. Fotograf nie miał bowiem wpływu na scenę. Zrobione w Polsce byłoby zapewne uznane za utwór w rozumieniu Ustawy (wprawdzie zależny, ale utwór), podlegający ochronie prawnej.  Przykładowe zdjęcie nie jest również fotosem. A co to jest fotos? Fotos filmowy jest pozbawioną nowej treści plastycznej, kopię obrazu wykreowanego na potrzeby filmu, jest wiernym zapisem filmu. Zdjęcie nie będzie fotosem, jeżeli zrobione na planie filmowym różni się znacznie od zdjęć operatorskich (dotyczy to m.in. takich elementów jak: wielkość planu, format pozytywu, głębia ostrości itp.).

 Po co w ogóle te rozważania, czy zdjęcie  z planu filmowego jest utworem zależnym, czy tez nie? Jeżeli zdjęcie będzie utworem zależnym, to musimy pamiętać o tym, żeby nie naruszyć uprawnień podmiotu do którego należą prawa do utworu pierwotnego, co wynika z postanowień zawartych w art. 2 ust. 2 i 5 Ustawy.

Powtórka z historii

Bartek wrzucił taki oto temat, pisząc do mnie e-mail tej treści:
Autorskie prawa majątkowe wygasają 70 lat od dnia pierwszego rozpowszechnienia – ok.
Poza moim dziadkiem, wszystkie osoby na zdjęciu nie żyją. Nie sądzę też, by dziadek pamiętał, kto był autorem zdjęcia, skoro miał na nim około 5 lat.
Przyjmijmy więc, że autor nieznany. Pytanie tyczy się czegoś innego – co z wizerunkiem osób? Jeśli, by żyły, to mogę sobie ot tak po 70 latach rozpowszechniać stare zdjęcie? Skoro wszyscy (poza moim nieśmiertelnym dziadkiem) nie żyją, to mogę sobie tak rozpowszechniać utwór? Wiadomo, że zgody widocznych osób nie mam. Jak to jest z tak starymi zdjęciami?

Uważny czytelnik, który „wgryzł” się w blog, zapewne sam umiałby odpowiedzieć na pytanie Bartka. Ponad rok temu popełniłem dwa wpisy, które w zasadzie zawierają wyczerpujące odpowiedzi na postawione wyżej pytania. W tekście „Szanujmy wspomnienia” omawiałem kwestię wygaśnięcia praw majątkowych do utworu, natomiast w „Jak zostać prezydentem” sprawy wizerunku po śmierci.

Dzisiaj będzie krótka historia o ochronie prawnej fotografii w Polsce w XX i XXI wieku. Od uzyskania niepodległości w 1918 r. mieliśmy , jak dotąd 3 ustawy regulujące  sferę praw autorskich:

  • ustawa z  dnia 29 marca 1926 r. o prawie autorskim (tj. z 1935 r. Dz.U. nr  360, poz. 260)
  • ustawa z dnia 10 lipca 1952 r. o prawie autorskim (Dz.U. nr 34, poz. 234 z późn. zm)
  • ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tj. z 2006 Dz.U. nr 90, poz. 631 z późn. zm.)

Ustawa z 1926 r. zdjęcia uznawała za przedmiot praw autorskich m.in. „Dzieła z zakresu wszystkich sztuk graficznych i plastycznych: rysunkowe, malarskie, rytownicze, litograficzne, rzeźbiarskie, grawerskie, architektoniczne, dzieła sztuki zdobniczej, stosowanej do rzemiosł i przemysłu, bez względu na ich rodzaj, rozmiary i wartość materjału, zdjęcia fotograficzne lub otrzymane w podobny do fotografji sposób, ilustracje naukowe, mapy i inne pomoce naukowe. W tem wszystkiem korzystają z ochrony zarówno wykonanie ostateczne, jak prowadzące do niego szkice, rysunki, plany, modele, projekty.

Nie każde zdjęcie jednak podlegało ochronie. Zgodnie z art. 3 Ustawy z 1926 r. „prawo autorskie do utworów fotograficznych lub otrzymanych w podobny do fotografji sposób istnieje pod warunkiem, że zastrzeżenie wyraźne uwidoczniono na odbitkach. Na odbitkach fotograficznych i reprodukcjach, otrzymywanych w podobny do fotografji sposób, na filmach, a także na nutach dla mechanizmu, na walcach fonograficznych i tym podobnych przyrządach, odtwarzających utwór w sposób mechaniczny, należy uwidocznić rok zdjęcia lub przeniesienia. W braku podania roku prawo autorskie do takich utworów wtedy tylko ma skutek przeciw osobom trzecim, jeżeli wiedziały, że czas trwania prawa autorskiego jeszcze nie upłynął.” Tak więc zdjęcia podlegały ochronie ustawowej pod warunkiem, że były odpowiednio sygnowane. Brak takiej sygnatury powodował, że nie korzystało ono z ochrony przewidzianej prawem autorskim. Czas trwania praw autorskich wynosił 50 lat od daty śmierci twórcy (art. 21). Istniało jednak odstępstwo w przypadku fotografii, dla których przewidziany był 10-cio letni okres ochronny. Na dowód tego, że każdy ustawodawca i w każdym wieku lubił utrudniać życie zarówno artystom, jak i prawnikom niech świadczy fakt, że „Prawo autorskie do serji zdjęć fotograficznych, mającej znaczenie artystyczne lub naukowe, gaśnie w pięćdziesiąt lat od śmierci wydawcy.” Piękne pole do powstania różnego rodzaju konfliktów.  😉

Później była wojna, po wojnie socjalizm. Nie godziło się, aby sanacyjne prawo obowiązywało nadal. Uchwalono ustawę z 1952 r., która powtórzyła w części sanacyjne uregulowania.

Art. 2. § 1. Utwór, wykonany sposobem fotograficznym lub do fotografii podobnym, jest przedmiotem prawa autorskiego, jeżeli na utworze uwidoczniono wyraźnie zastrzeżenie prawa autorskiego.
§ 2. Na filmach oraz odbitkach i reprodukcjach, otrzymanych sposobem fotograficznym lub do fotografii podobnym, należy uwidocznić rok wykonania utworu, na nutach zaś dla mechanizmu, walcach i innych przyrządach odtwarzających mechanicznie utwór dźwiękowy – rok przeniesienia.
§ 3. W braku uwidocznienia daty prawo autorskie do utworów, o których mowa w §§ 1 i 2, ma skutek przeciwko osobom trzecim tylko wówczas, gdy wiedziały, że czas trwania prawa autorskiego jeszcze nie upłynął.

Nadal więc istniał obowiązek swoistego „znakowania” fotografii. Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 6 stycznia 1965 r. (sygn. akt I CR 331/64) stwierdził, że „Utwory wykonywane sposobem fotograficznym, m.in. fotografie, choćby zawierały artystyczne elementy twórcze, same przez się nie stanowią przedmiotu prawa autorskiego. Fotografie będące utworami artystycznymi stają się przedmiotem wspomnianego prawa dopiero w razie spełnienia przesłanki dodatkowej, mianowicie wyraźnego uwidocznienia na fotografiach zastrzeżenia prawa autorskiego. Zastrzeżenie prawa autorskiego stanowi zatem przesłankę powstania wspomnianego prawa do fotografii, a w konsekwencji i do ochrony na podstawie prawa autorskiego.” Jak widać element twórczy w przypadku zdjęć nie był najważniejszy, bardziej przykładano znaczenie dla formalnego oznakowania zdjęcia, niż tylko do samej „zawartości”. Żeby nie być gołosłownym przytoczę wyrok Sądu Najwyższego z dnia 10 listopada 1964 r. (sygn. akt I CR 163/64). „Według art. 1 prawa autorskiego każdy utwór artystyczny, ustalony w jakiejkolwiek postaci, jest przedmiotem prawa autorskiego. Utworem artystycznym może być również utwór wykonany sposobem fotograficznym. Jednakże w myśl art. 2 § 1 prawa autorskiego utwór wykonany sposobem fotograficznym jest przedmiotem prawa autorskiego, jeżeli na utworze uwidoczniono wyraźnie zastrzeżenie prawa autorskiego. Zastrzeżenie to stanowi zatem przesłankę powstania prawa autorskiego do fotosów, a konsekwencji i do ochrony według prawa autorskiego. Ustawa zaś nie przewiduje, by przesłanka, o której mowa, mogła być zastąpiona – ze skutkiem powstania prawa autorskiego i jego ochrony – przez inną, np. przez uwidocznienie w książce, kto sporządził fotosy.

W sposób brutalny odniesiono się do zdjęć reporterskich. Zgodnie z art. 5 pkt 3 Ustawy z 1954 r. zdjęcia reporterskie nie stanowiły przedmiotu praw autorskich.  Takich zapisów nie było w sanacyjnej ustawie 😉 .

Okres ochrony w myśl Ustawy z 1954 r. wynosił 20 lat, a na mocy noweli z 1975 r. wydłużono go do lat 25 (art. 26). Niestety w wypadku utworów fotograficznych okres ten był krótszy. Zgodnie z art.  27. pkt 1. Ustawy z 1952 r. autorskie prawa majątkowe do utworu fotograficznego lub otrzymanego w sposób podobny do fotografii gasną z upływem lat dziesięciu od pierwszej publikacji. Z tego można wywnioskować, że niepublikowane zdjęcia korzystały z dłuższej dwudziestopięcioletniej ochrony przewidzianej w art. 26. W przypadku serii zdjęć fotograficznych, mającej znaczenie artystyczne lub naukowe okres ochrony wygasały (podobnie jak w Ustawie z 1926 r.) z upływem lat dziesięciu od pierwszej publikacji (art. 27 pkt 4).

Później przychodzi rok 1994 i zostaje uchwalona obecnie obowiązująca Ustawa, o czym już sporo znajdziecie na F-LEX. Warte podkreślenia jest to, że nie ma obowiązku sygnowania zdjęć w żaden sposób, a zdjęcia reporterskie są traktowane tak, jak inne utwory fotograficzne. Nie ma również zróżnicowanego czasu trwania majątkowych praw autorskich. Wobec wszystkich utworów mamy ten sam okres 70 lat. Ustawa z 1994 r. przewidywała również odnowienie i przedłużenie zakresu ochrony autorskich praw majątkowych (art.124 § 1 pkt 3).

Na tle tego przepisu zapadło nawet orzeczenie Sądu Najwyższego (sygn. akt I CKN 654/00) odnoszące się do utworów fotograficznych.

1. Przewidziane w art. 124 § 1 pkt 3 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (jedn. tekst: Dz. U. z 2000 r. Nr 80, poz. 904 ze zm.) odnowienie i przedłużenie zakresu ochrony autorskich praw majątkowych dotyczy tylko takich praw, które według ustawy z dnia 10 lipca 1952 r. o prawie autorskim (Dz. U. Nr 34, poz. 234 ze zm.) przysługiwały twórcy, lecz na skutek upływu czasu wygasły.

2. Jeżeli na pocztówkach fotograficznych twórca umieścił zastrzeżenie swego prawa autorskiego (art. 2 § 1 ustawy z dnia 10 lipca 1952 r. o prawie autorskim, Dz. U. Nr 34, poz. 234 ze zm.), to egzemplarze drukowane później są przedmiotem prawa autorskiego także wtedy, gdy nie zostały opatrzone takim zastrzeżeniem. W tej sytuacji na twórcy spoczywa ciężar dowodu, że naruszyciel wiedział o istnieniu jego zastrzeżonego prawa.

PS. Pierwsze zdjęcie z 1943 r. przedstawia mojego nieżyjącego dziadka. Drugie pochodzi z rodzinnego albumu (osoba niestety nieznana).

Gadał dziad do obrazu

Pamiętacie Dworcowe Story lub Jedzie pociąg z daleka…? Postanowiłem nie zostawić tematu bez uzyskania odpowiedzi u źródła. „Wsparcie” dwa dni korespondowało z PKP, ale już od ponad 96 godzin cisza. Mimo prostego wydawałoby się pytania, odpowiedzi brak. Dziwne to, a nawet bardzo dziwne. Skoro rzecznik kolei udziela stanowczych odpowiedzi, to powinien mieć do nich odpowiednie wsparcie prawne. Chyba jednak nie ma, skoro od 4 dni PKP milczy jak grób. I to milczy na pytanie zadane nie tylko przez „Wsparcie”, ale również zadane przez redakcję MM Moje Miasto (pozdrawiam pana redaktora naczelnego :-)). Obie akcje były spontaniczne i obie nie były wcześniej konsultowane (Facebook łączy). Post factum wymieniliśmy się informacjami otrzymanymi od Zespołu Prasowego PKP. Okazało się, że odpowiedzi udzielała ta sama osoba. Dotychczasowa korespondencja wyglądała tak.

I. 16 lipca 2011 r. Wsparcie do PKP.
W związku z licznymi ostatnio prasowymi publikacjami dotyczącymi zakazu fotografowania na dworcach (m.in. tu), prosiłbym o wyjaśnienie:
1. Z czego wynika zakaz robienia zdjęć na dworcach oraz podanie jego podstawy prawnej?
2. Z jakich przepisów prawa wynika, że amator fotograf musi dysponować zgodą PKP na robienie zdjęć?
3. Jak państwo rozumiecie kwestię komercyjnych zdjęć?
Licząc na szybka odpowiedź łącze wyrazy szacunku.

II. 18 lipca 2011 r. PKP do Wsparcia.
Witam,
w odpowiedzi na Pańskie pytania pragnę poinformować, iż nie ma mowy o zakazie robienia zdjęć na dworcach. Może to robić każdy, a PKP S.A. nie zabraniały i nie zamierzają zabraniać fotografowania lub filmowania swoich obiektów. Chodzi jedynie o poinformowanie nas, czy zdjęcia robione są w celach informacyjnych (materiał dziennikarski), na użytek własny, czy też w celach komercyjnych (zdjęcia reklamowe). W tym ostatnim przypadku, także nie zabraniamy ich robienia, ale mamy prawo wystąpienia o zawarcie z nami stosownej umowy.

III. 18 lipca 2011 r. Wsparcie do PKP.
Dzień dobry,
Dziękuję za szybką odpowiedź. Jednak nie uzyskałem informacji z czego wynika obowiązek informowania Państwa. Jeżeli byłaby Pani tak łaskawa i w tym zakresie udzielić odpowiedzi.
Pozdrawiam i życzę miłego dnia.

IV. 18 lipca 2011 r. PKP do Wsparcia.
Jako właściciel dworców kolejowych mamy prawo wiedzieć, w jaki sposób jest wykorzystywany ich wizerunek.

V. 18 lipca 2011 r. Wsparcie do PKP.
Szanowna Pani,
zadałem konkretne pytanie, jednak nie mogę uzyskać od Państwa konkretnej odpowiedzi. Powtórzę pytanie. Z czego (z jakich przepisów prawa) wynika obowiązek informowania Państwa , a w rzeczywistości uzyskania zgody na robienie zdjęć na dworcu?
Może obrazowy przykład pomoże zrozumieć pytanie. Zbliża się EURO2012 przyjeżdżają koleją cudzoziemcy i chcą zrobić zdjęcie dworca lub na dworcu. Z czego miałby wyniknąć ich obowiązek kontaktowania się z PKP w sprawie zrobienia zdjęcia?

Minęło 96 godzin, a odpowiedź jak nie było, tak nie ma. CISZA. Mimo szczerych chęci nie dowiemy się u źródła. A dlaczego? Bo z pewnością PKP nie znalazło odpowiedniego paragrafu.

Co do turystów, to MM-ka dostała odpowiedź.
Turyści fotografujący dworce nigdy nie spotykają się z interwencją ochrony. Gdy natomiast widać osobę filmująca lub fotografującą dworzec przy wykorzystaniu profesjonalnego sprzętu, to pracownicy firm ochraniających obiekty zwracają na ten fakt uwagę. Nigdy nie zakładamy, iż ktokolwiek chce nas oszukiwać, ale jako właściciel dworców mamy prawo wiedzieć, w jaki sposób zostanie ukazany ich wizerunek.
Znaczy się, turysta z profesjonalnym sprzętem może mieć kłopoty. Tylko dlaczego? Odpowiedzi brak, ale może kiedyś przyjdzie. W końcu kolej nie jest za punktualna, to i odpowiedź może przyjść z poślizgiem ;-).

Case study

Dzisiaj krótko. Wczoraj jeden z internautów podesłał mi postanowienie prokuratury w G. w sprawie o czyn z art. 116 ust. 1 i 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Jest weekend, mnie również należy się odpoczynek od paragrafów. Sprawa ciekawa z punktu widzenia szkoleniowego, więc pewnie będzie jako case study, który trzeba będzie rozłożyć na czynniki pierwsze, ale nie dzisiaj.

 

 

 

 

Dzisiaj chciałbym podzielić się z Wami pewnym wyimkiem z uzasadnienia. Prokurator w uzasadnieniu postanowienia o umorzeniu dochodzenia pisze: „W badanym przypadku nie sposób wykazać, że wyżej wymieniony działał bez odpowiedniego uprawnienia od autora zdjęć świadomie, albowiem jak już wskazano niniejsze fotografie (jak też strona internetowa) nie były opatrzone danymi autora, a zatem widniały w internecie jako ogólnodostępne.”
Pozostawiam na razie bez omówienia, oczekując Waszych refleksji i komentarzy. Nie dywagujcie jednak o winie, bo to jednak element prawa karnego, a zastanówcie się nad anonimowością witryny wpływającą na świadomość gościa, który korzysta bezprawnie z Waszych zdjęć.

Miłego główkowania!! 🙂

Pan NEF

 

 

Update: 25.06.2014

W tekście „Obróbka cyfrowa i dementi” wycofałem się z pewnych twierdzeń w zakresie obowiązku przekazania  RAWa (NEFa), dlatego po części ten wpis jest nieaktualny.

* * * * *

Wczorajszy wpis dotyczący kwestii przekazywania RAW-ów wzbudził z jednej strony duże zainteresowanie, a z drugiej „zmasowany atak krytyków”. Przed jednym broniłem się przez dwie godziny na Gadu-Gadu  (pozdrawiam adwersarza ;-)).  Mając na uwadze, że nie należy chować głowy w piasek postanowiłem już dzisiaj wrócić do tematu. Z racji tego, że nie każdy jest użytkownikiem i „wyznawcą” japońskiej firmy, co nazywa się tak jak dwóch Świętych (w historii ludzkości mieliśmy dwóch Świętych Nikonów), powróćmy do ogólnej nomenklatury. Bohaterem jest więc Pan RAW, jako element związany z utworem fotograficznym. Dzisiaj będzie nudniej, ale nikt nie mówił, że prawo  nie jest nudne. Osobiście zdarzyła mi się na sali sądowej sytuacja, gdy sędzia z rozbrajająca szczerością  stwierdził: „Przed rozprawą mówiłem ławnikom, że będzie cyrk”. Cyrk to instytucja rozrywkowa dla szerokich mas, czyli są jednak tacy, dla których prawo to rozrywka :-).

Przypomnę, że postawiona przeze mnie teza o przekazania pliku RAW dotyczyła sytuacji, w której przenoszę autorskie prawa majątkowe do utworu fotograficznego na wszystkich znanych polach eksploatacji.  No to teraz anonsowane nudy. Ustawodawca nie podjął się próby zdefiniowania pojęcia utwór fotograficzny (art. 1 ust.2 pkt 3), a dotychczasowa literatura, jak i orzecznictwo sądowe są  bardzo ubogie.  Sąd Najwyższy (wyrok z 10. maja 1976 r. , sygn. IV CR 127/76) zmierzył się z pojęciem utworu fotograficznego i uznał, że „fotografia polega na uzyskaniu obrazów „przedmiotów” przy stosowaniu właściwych jej sposobów i środków (utwór plastyczny).”  Tenże sąd stwierdził również, że prawo autorskie do fotografii powstaje, gdy dzieło to zawiera elementy osobistej twórczości autora w treści lub formie, gdy nosi cechę oryginalności. Dotyczy to fotografii, niezależnie od tematyki utworu i techniki jego wykonania (jego wartości artystycznej). Utwór fotograficzny, który nosi cechy osobistej twórczości jego autora, jest przedmiotem prawa autorskiego i jeśli czyni zadość przepisom ustawy o prawie  autorskim, podlega ochronie tego prawa. Przywołam również pewne fragmenty (na prawie cytatu, bo przecież pisząc o prawie autorskim nie będę go łamał 😉 ) z jedynej monografii poświęconej fotografii autorstwa Rafała Sarbińskiego pod tytułem „Utwór fotograficzny i jego twórca w prawie autorskim”. Można tam znaleźć następującą definicję. „Utwór fotograficzny to utwór wykonany techniką fotograficzną, tj. przy pomocy światła (naturalnego lub sztucznego) i dowolnego materiału światłoczułego (utwór „malowany światłem”), a także zdjęcie zrobione w drodze cyfrowego zapisu obrazu przy pomocy specjalnego aparatu przetwarzającego obraz na dużą ilość kropek (pikseli).” Uff, wreszcie ktoś z prawników zauważył, że poza fotografią analogową pojawiła się również fotografia cyfrowa i zamiast ziarna mogą być np. artefakty. W fotografii analogowej tradycyjnie mieliśmy do czynienia z negatywami, diapozytywami i odbitkami. Obecnie (tak w uproszczeniu) mamy do czynienia z zapisem cyfrowym, efektem jego obróbki i odbitkami. Cała dyskusja pod wczorajszym wpisem dotyczy tak naprawdę uznania lub ustalenia od którego momentu mamy do czynienia z utworem fotograficznym. Rozmyślnie nie piszę o zdjęciu, bo prawo autorskie mówi o utworze fotograficznym. Na pomoc przywołam autora cytowanej już dziś monografii. Prawo autorskie bada fotografię pod kątem przesłanek ochrony, a ani utrwalenie dzieła, ani też jego forma techniczna do nich nie należy. (…) Wydaje się, iż aby zapewnić praktyczną użyteczność prawno-autorskiej definicji utworu fotograficznego, winna ona wykazywać łączność z tym, co dla tej gałęzi prawa ma znaczenie podstawowe, a mianowicie z twórczością. ” I to jest sedno sprawy – liczy się twórczość, kreacja, a nie piksele i format zapisu.

Ktoś zapytał po co nabywcy RAW – skoro w nim nie będzie mógł gmerać (rozumiem wywołać w inny sposób). To czy będzie mógł „gmerać” zależy od tego jak się umówią strony (jednak napisałem to po raz trzeci, w końcu do trzech razy sztuka 😉 ). Ja odwrócę pytanie, a po co fotografowi RAW, z którym teoretycznie nie będzie mógł nic zrobić bo nie ma np. praw do publikacji wizerunku? Wierzcie mi, że ten spór będziemy mogli toczyć tygodniami, a nawet miesiącami i zawsze znajdzie się jakieś  „ale”. Ambicją tego bloga nie jest zebranie materiału na pracę naukową, którą naprawdę zrozumie jedynie promotor i dwóch recenzentów. My tu dyskutujemy o konieczności przekazania RAW-a, a przecież nie wszyscy robią zdjęcia w RAW-ach.

Mój pogląd znacie, od wczoraj się nie zmienił. To, że ja stoję na takim stanowisku, to oczywiście nic nie znaczy. Jak najłatwiej pozbyć się problemu ? Nie  przenosić autorskich praw majątkowych, a udzielać licencji. Od zawsze byłem zwolennikiem licencji, oczywiście licencji niewyłącznej (w naszym kraju nie ma „Licence to Kill”, no chyba  że na DVD).

PS 1. Przyjmuje się, że za „twórczość” w rozumieniu art. 1 ust. 1 można uznać w dziedzinie fotografii artystycznej świadomy wybór momentu fotografowania, punktu widzenia, kompozycji obrazu (kadrowania), oświetlenia, ustalenia głębi, ostrości i perspektywy, zastosowania efektów specjalnych oraz zabiegi zmierzające do nadania fotografii określonego charakteru, elementy te bowiem nadają fotografii indywidualne piętno, konieczne dla uznania istnienia utworu w rozumieniu Prawa autorskiego (orzeczenie Sądu Najwyższego, sygnatura III CKN 1096/00).

PS 2.

  1. Blog nie zawiera prawdy objawionej.
  2. Każdy może mieć zdanie odmienne niż ja.
  3. Wszelkie wpisy są moimi prywatnymi poglądami na prawo i fotografię.
  4. Stosując się do moich porad, robisz to na własne ryzyko :-).

Ja… autor

Update: 25.06.2014

W tekście „Obróbka cyfrowa i dementi” wycofałem się z pewnych twierdzeń odnośnie obowiązku przekazania RAWa (NEFa), dlatego po części ten wpis jest nieaktualny.

* * * * *

Znalazłem na zaprzyjaźnionym forum takie pytanie: „Zamawiając sesję zdjęciową, kiedy i w jakich okolicznościach mam prawo domagać się otrzymania zdjęć w formacie RAW oprócz obrobionych jpg?”

Wszystko kwestia negocjacji”, jak powiedział pewien Redaktor poczytnego magazynu fotograficznego. I ma chłop świętą rację.

Pytanie jest proste, a ileż implikuje zagadnień prawnych dotyczących fotografowania (a dokładniej praw autorskich). Oj sporo, sporo. A to kwestia samej umowy, czy ma dotyczyć przeniesienia majątkowych praw autorskich, czy też tylko udzielenia licencji (a w ogóle co to jest licencja?). A jak licencja, to jaka? Na jakich polach eksploatacyjnych zamawiający będzie mógł korzystać z nabytych praw itp., itd. Już widzę jak niejeden czytelnik łapie się za głowę, krzywi i myśli… gadanie. „Mam zlecenie, ba nawet podpisaną umowę (to że wzór z internetu i do innego typu zlecenia – nieważne), idę na imprezę, robię zdjęcia, kilka odbitek, reszta na płytce. Klienci zadowoleni, w kieszeni parę groszy, wszystko gra. Po co więc mi jakieś dodatkowe dyrdymały prawne”. Odpowiadam. Ano np. po to, żebyś wiedział Drogi Czytelniku, iż para młodych pozwalając Ci na publikację zdjęć weselnych robi to zazwyczaj bez uprawnień. Chyba że ma zgodę wszystkich gości, ale nie wierzę, żeby kogokolwiek się pytali o zgodę na publikację. Zleceniodawca nie ma prawa do wyrażenia zgody na publikację wizerunku gości weselnych. Gość może mieć pretensje. Jeżeli jest to mąż oficjalnie przebywający na zagranicznej delegacji, to nawet uzasadnione ;-). Pamiętaj, że w przypadku sporu, to Ty będziesz musiał wykazać, że masz zgodę na publikację.

Wracamy do umowy. Przygotowując umowę odpowiedz sobie na 4 podstawowe pytania: kto, komu, co i za ile? Dzisiaj skupmy się tylko na odpowiedzi na pytanie „co?”, czyli na przedmiocie umowy, który zasadniczo powinien być w miarę dokładny. Pozwoli to w przyszłości uniknąć pretensji pomiędzy fotografem, a klientem. Warto zaznaczyć gdzie i kiedy ma być zrobiona sesja zdjęciowa lub reportaż, ile ma być odbitek, w jakim formacie (o rodzaju papieru też bym nie zapominał). Ustalcie czy mają być zdjęcia również w wersji cyfrowej i w jakim formacie. Jeżeli jesteś klientem to nie żądaj plików NEF od człowieka, który całe życie robi zdjęcia Canonem. Nie ma szans, nawet jakby bardzo się starał (no chyba, że pożyczy do realizacji zlecenia Nikona). Swoją drogą jeżeli zleceniodawca (znaczy klient) chciałby później „pogmerać” w RAW-ach, to powinien to sobie zagwarantować w umowie. Tu doszliśmy do kwestii tajemniczych pól eksploatacyjnych, ale to kolejny nudny temat na jesienne wieczory i nie na dzisiaj (za oknem 30 stopni Celsjusza).
Kiedy powinno się przekazać RAW-a? Na 100% RAW-a powinien zostać przekazany nabywcy majątkowych praw autorskich do zdjęcia. Jest to sytuacja, w której przenosisz na klienta autorskie prawa majątkowe. Klient staje się „właścicielem zdjęcia”, a Ty przestajesz mieć jakiekolwiek prawa do dysponowania nim (możesz sobie zostawić jako tapetę na pulpicie komputera w ramach dozwolonego użytku osobistego). Powtórzę. Przeniosłeś majątkowe praw autorskie – Klient stał się „właścicielem zdjęcia”, ale nie jego twórcą. Nabywcy praw do zdjęcia nie może przypisać sobie autorstwo zdjęcia. I nie ważne czy „właściciel” zdjęcia kupił je za milion dolarów, czy odziedziczył po sławnym wujku.
Nabywający prawa majątkowe do zdjęcia nie może nabyć jednego – prawa do autorstwa zdjęcia (nawet jeżeli za zdjęcie zapłaci kartą Mastercard 😉 ). W nomenklaturze prawniczej mówimy o autorskich prawach osobistych, które są niezbywalne (art. 16 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Co to oznacza w praktyce? Że nie można przypisać nikomu innemu autorstwa zdjęcia zrobionego przez Ciebie.
Art. 16. Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem, a w szczególności prawo do:
1) autorstwa utworu;
2) oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo;
3) nienaruszalności treści i formy utworu oraz jego rzetelnego wykorzystania;
4) decydowania o pierwszym udostępnieniu utworu publiczności;
5) nadzoru nad sposobem korzystania z utworu.

Słowniczek:
Twórca – fotograf, czyli Ty! Prawo określa Cię mianem Twórcy. Brzmi nieźle, prawda?
Utwór – dobrze kombinujesz, zrobione przez Ciebie zdjęcie.

Teraz czas na odpowiedź na postawione na wstępie pytanie.
Wszystko zależy od tego, co ustalą Wysokie Umawiające się Strony.

 

Dworcowe story

Wczorajsza informacja dotycząca zakazu przeprowadzenia wywiadu na dworcu w Krakowie, bez zgody zarządcy, nadal mnie nurtuje. Zapytany przez prasę przedstawiciel kolei stwierdził, że „Pisemna zgoda na wykonywanie zdjęć lub nagrań potrzebna jest tylko po to, by zweryfikować, czy nie służą one celom komercyjnym”. Czyli jak zwykle wszystko postawione jest na głowie. Według kolei muszę zwrócić się o pozwolenie, jednocześnie przekonać, że zdjęcia nie będą użyte dla celów komercyjnych. A przecież cytowane rozporządzenie mówi coś zupełnie innego. W języku potocznym brzmi to tak: „Nie wolno ci prowadzić działalności komercyjnej bez zgody” /*. Ergo, jeżeli nie prowadzę działalności komercyjnej i idę z wypasionym Canonem lub Nikonem (albo z przysłowiową „małpką”) na dworzec, żeby potem pochwalić się kolegom na portalu swoimi umiejętnościami fotograficznymi lub zaprezentować ich brak (co życzliwi chętnie wytkną), to nie muszę nikogo pytać o zgodę.

Jest jedno ale… Kolej wie lepiej i twardo obstaje przy swoim. Trzeba i już. Poza tym nie widzi w tym żadnego kłopotu, bo „Pozwolenie na wykonywanie zdjęć lub nagrań mogą uzyskać wszyscy, jeśli nie służą one celom komercyjnym”. Za czasów reformy Wilczka-Rakowskiego wprowadzono w Polsce powszechną i znaną wszystkim demokratycznym państwom zasadę: „Co nie jest zabronione, jest dozwolone”. Mówi się, że kolej to państwo w państwie. Nasuwa się pytanie… ale czy na pewno demokratyczne?

Przepraszam! Jest jeszcze drugie „ale”. Jak przekonać ochroniarza, policjantkę czy zawiadowcę, że facet z wypasionym aparatem wartości używanego samochodu (zapożyczone od @autofocusa – pozdrawiam 🙂 ) robi to dla przyjemności i bez chęci osiągnięcia korzyści majątkowej.

PS. Nadal uważam, że przepisy o prowadzeniu działalności komercyjnej są nadinterpretowana. Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie stwierdzi, że oczekując na pociąg w poczekalni dworcowej łamię prawo, pisząc projekt umowy dla klienta. A przecież prowadzę działalność gospodarczą i to o zgrozo… na obszarze kolejowym!!  Co z detektywem robiącym zdjęcia mężowi żegnającemu na peronie czule swoją „drugą panią”? Czy najpierw ma pobiec po zgodę na robienie zdjęć dla celów komercyjnych?  Sprawa prasy, to kolejny duży temat.

/* przypomnę treść rozporządzenia
Na obszarze kolejowym, w pociągach i innych pojazdach kolejowych zabrania się prowadzenia działalności gospodarczej, w tym prowadzenia akwizycji, handlu lub innej działalności zarobkowej, bez zgody zarządcy lub przewoźnika kolejowego.

Jedzie pociąg z daleka…

Po artykule „Nagrywasz na dworcu PKP? Zatrzymają cię” na forach zawrzało. Nie będę odnosił się do komentarzy, bo jak zwykle są i mądre i te mniej roztropne. Ludzie są różni, to i komentarze muszą być różne 😉 . Warto jednak przyjrzeć się samej informacji. Sensacyjny tytuł, który nie do końca ma później odzwierciedlenia w treści artykułu, jak również brak odpowiedzi na poruszone w nim kwestie, których z pewnością oczekuje czytelnik. Ale cóż, do tego już chyba wszyscy przywykli, że tytuł lub lead nie zawsze idą w parze z treścią artykułu. Koniec złośliwości. Kropka.

Opisana w artykule sytuacja dotyka dwóch podstawowych i jakże istotnych  zagadnień. Co wolno właścicielowi lub zarządcy budynku (nawet jeżeli jest to miejsce publiczne), a co użytkownikom takiego obiektu. Temat obszerny i do przygotowania w długie jesienne wieczory. Odnosi się on zarówno do fotografowania na dworcach, w muzeach, galeriach handlowych, jak i w innych miejscach bardziej lub mniej prywatnych, jak również bardziej lub mniej publicznych.

Nie wszyscy na wakacje wybierają się samolotem. Są tacy co preferują inne środki transportu, m.in. kolej. Dlatego dzisiaj o zakazie fotografowania na kolei.

Teraz najważniejsza informacja. Nie obowiązuje zakaz fotografowania na kolei.  Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 23 listopada 2004 r. w sprawie przepisów porządkowych obowiązujących na obszarze kolejowym, w pociągach i innych pojazdach kolejowych zniosło podstawę prawną do wprowadzania zakazu fotografowania. Pod rządami starego rozporządzenia zarząd kolei lub przewoźnika kolejowego  mógł wprowadzić zakaz fotografowania, filmowania, wykonywania szkiców i rysunków budynków, budowli i urządzeń oraz pociągów i innych kolejowych pojazdów szynowych. Obecnie już nie może :-).  Tak więc odprowadzając na pociąg ukochaną cioteczkę możesz jej śmiało zrobić pamiątkowe zdjęcie, na tle nowego Pendolino. A co jak przybiegnie do nas pan ochroniarz, pani policjantka, SOK-ista lub znerwicowany zawiadowca? Proste. Poprośmy o podanie podstawy prawnej zakazu robienia zdjęć na dworcu na tle nowego Pendolino. Z pewnością  jej nie znajdą. Za to my mamy prawo poprosić osobę „interweniującą” aby podała swoje imię i nazwisko oraz numer służbowy. Przyda się jak nic do napisania skargi. Jeszcze jedna ważna uwaga. Zdjęcia i sprzęt jest Wasz i nie ma najmniejszego powodu, aby „interweniującym” pokazać, że naprawdę zrobiliście zdjęcie cioci, a nie strategicznego transformatora z lat 60-tych.

Dwa przydatne pojęcia związane z dzisiejszym wpisem:

  • obszar kolejowy – powierzchnia gruntu określona działkami ewidencyjnymi, na której znajduje się droga kolejowa, budynki, budowle i urządzenia przeznaczone do zarządzania, eksploatacji i utrzymania linii kolejowej oraz przewozu osób i rzeczy (art. 4 pkt 8 ustawy o transporcie kolejowym).
  • dworzec kolejowy – usytuowany na obszarze kolejowym obiekt budowlany lub zespół obiektów budowlanych do obsługi podróżnych lub usług towarzyszących tej obsłudze, który może również obejmować urządzenia do wykonywania czynności związanych z prowadzeniem ruchu pociągów (art. 4 pkt 8 ustawy o transporcie kolejowym)

Na koniec wróćmy do artykułu prasowego przywołanego na wstępie. Moim zdaniem cała sytuacja wynika z bardzo szerokiej interpretacji § 1 pkt 18  rozporządzenia które stanowi, że na obszarze kolejowym zabrania się prowadzenia działalności gospodarczej, w tym prowadzenia akwizycji, handlu lub innej działalności zarobkowej, bez zgody zarządcy lub przewoźnika kolejowego.

PS. Dobrze, że nie obowiązuje zakaz fotografowania na kolei. Dzięki temu może uda nam się „ocalić” kilka z dworców, które niszczeją i za chwile może już ich nie być.

Do roboty! 🙂