RAW

Dzisiaj kilka słów o tym, że RAWy są potrzebne fotografowi nie tylko do pracy. Przekonał się o tym jeden z fotografów przegrywając sprawę w sądzie, bo nie umiał dowieść swojego autorstwa zdjęć. Musimy pamiętać, że żądając od sądu ochrony swoich słusznych praw mamy obowiązek wykazania faktów, z których wywodzimy skutki prawne. Ostatecznie sprowadza się do przedstawienia dowodów, z których wynikają podlegające udowodnieniu fakty. Konsekwencją niewykazania, że się jest autorem zdjęć, które osoba trzecia bezprawnie wykorzystała, będzie przegranie procesu. Czy umieszczenie na własnej stronie internetowej zdjęcia dowodzi, że jesteśmy jego autorem? Wcale nie musi. Nie mamy gwarancji, że na wszystkich autorskich stronach w Internecie pojawiają się tylko zdjęcia wykonane przez właścicieli tychże strony. Na niejednym forum były opisywane sytuacje, gdy ktoś reklamując własne usługi fotograficzne umieścił zdjęcia cudzego autorstwa, najczęściej bezprawnie ściągnięte z zagranicznych portali. Co jest więc najlepszym dowodem w sądzie? W przypadku fotografii analogowej oczywiście negatyw zdjęcia, a w przypadku fotografii cyfrowej – negatyw cyfrowy, czyli oryginalny RAW lub oryginalny JPG. Sąd Apelacyjny w Szczecinie (sygn. akt I ACa936/14) powtórzył za opinią biegłego, że formatem zapisu cyfrowego mogącym świadczyć o autorstwie obrazu jest format RAW, który można traktować jak posiadanie analogicznej kliszy fotograficznej. W sprawie szczecińskiej przedstawione przez fotografa pliki nie zawierały wyjściowych metadanych, były to już pliki zawierające przetworzony obraz ze zmienionymi metadanymi. Zdarza się każdemu ( a zwłaszcza tym, którzy nie korzystają z Lightrooma), że nie pracuje na kopii pliku, a wprost na oryginalnym pliku. I co wtedy? Wtedy właśnie z pomocą może przyjść biegły informatyk, którego zadaniem będzie zbadanie dysku, na którym znajduje się „nadpisany” oryginalny plik oraz określenie kiedy zdjęcie zostało wykonane, ustalenie zakresu i dat procesów obróbki. Tak na marginesie warto zauważyć, że oryginalnych plików RAW-ów lub JPG w zasadzie nie ma nikt, poza tymi, którzy nie zdążyli jeszcze zrzucić zdjęć na dysk i nie sformatowali karty pamięci. „Zrzucone zdjęcia” na dysk to już nie oryginał, a ich kopia. Spokojnie dla celów dowodowych taka kopia RAW-a lub JPG-a jest w zupełności wystarczająca. 🙂 Fotograf ze sprawy szczecińskiej niestety nie dysponował takimi plikami, a z jakichś względów nie chciał pokazać biegłemu komputera (nie wnikam). Tak więc RAW i JPG prosto z puszki, to nie tylko materiał wyjściowy do wywołania super zdjęcia, ale także ewentualny dowód w sprawie sądowej. I to jest jeszcze jeden powód do pracy na kopiach, a nie bezpośrednio na pliku prosto z puszki.

PS. Przypominam również o art. 8 ust. 2 Ustawy. Domniemywa się, że twórcą jest osoba, której nazwisko w tym charakterze uwidoczniono na egzemplarzach utworu lub której autorstwo podano do publicznej wiadomości w jakikolwiek inny sposób w związku z rozpowszechnianiem utworu. To może jednak warto polubić znak wodny? Post scriptum to efekt pewnej refleksji sądu zawartej w cytowanym dzisiaj wyroku.

Marginalnie dodać jedynie należy, że zgodzić się należy z Sądem Okręgowym również i w tym zakresie, iż przeprowadzone postępowanie dowodowe wykazało, że pozwany nie miał wiedzy co do tego, kto jest autorem zdjęcia, jak również nie posiadał możliwości dokonania ustaleń w tym zakresie, a to – wobec faktu, że zdjęcie widniało na różnych witrynach stron internetowych – uzasadniało podejrzenie, że zdjęcie to może być rozpowszechniane nieodpłatnie. Pozwany zatem co najwyżej powinien był przewidywać, że może naruszyć czyjeś majątkowe prawa autorskie. Pozwanemu nie można natomiast przypisać winy umyślnej, stąd ewentualne odszkodowanie mogło zostać ustalone w wysokości odpowiadającej dwukrotności stosownego wynagrodzenia.

 

Czy RAW-a może zająć komornik?

W życiu różnie się nam wiedzie, raz lepiej, a innym razem gorzej. Może zdarzyć się i tak, że do naszych drzwi zapuka komornik celem wyegzekwowania tego, czy owego. Tak, jak każdy może być fotografem, a co z tym idzie twórcą, tak także każdy z nas może stać się z różnych przyczyn dłużnikiem. Nie obawiajcie się! W dalszej części będzie już bardziej pozytywnie, w zasadzie to nawet wpis z happy endem ;-).

Nasze RAWy są w zasadzie bezpieczne. Nawet, jeżeli „zawarte w nich” fotografie miałyby znaczącą wartość (czego Wszystkim, jak również sobie, życzę), to komornik nie może z nich prowadzić egzekucji. A to dlatego, że zgodnie z art. 18 ust. 1 Ustawy autorskie prawa majątkowe nie podlegają egzekucji, dopóki służą twórcy. Przepis ten potwierdza jedną z fundamentalnych zasad, że twórca (fotograf) ma wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzanie nim na wszystkich polach eksploatacji. Zwróćcie uwagę, że przepis ten chroni jedynie autorskie prawa majątkowe twórcy. Z ochrony tej nie skorzysta nabywca autorskich praw majątkowych. Jeżeli więc przynależą do Ciebie autorskie prawa majątkowe do utworu, którego nie jesteś twórcą (np. kupiłeś je, odziedziczyłeś, dostałeś w formie darowizny, itp.), to prawa takie będą podlegały egzekucji. Należy również podkreślić, że przepis ten wyłącza spod egzekucji jedynie autorskie majątkowe prawa, a nie wierzytelności z nimi związane. Jeżeli więc masz podpisaną umowę licencyjną na mocy, której licencjobiorca będzie przekazywał Ci co miesiąc określoną sumę pieniędzy z tytułu uzyskanej licencji do majątkowych praw autorskich, to taką wierzytelność komornik może niestety zająć.

Art. 18. 1. Autorskie prawa majątkowe nie podlegają egzekucji, dopóki służą twórcy. Nie dotyczy to wymagalnych wierzytelności.
2. Po śmierci twórcy, spadkobiercy mogą sprzeciwić się egzekucji z prawa autorskiego do utworu nieopublikowanego, chyba że sprzeciw byłby niezgodny z ujawnioną wolą twórcy co do rozpowszechniania utworu.

PS. Oczywiście tytułowy RAW, jako emanacja autorskich praw majątkowych 🙂

Pan NEF

 

 

Update: 25.06.2014

W tekście „Obróbka cyfrowa i dementi” wycofałem się z pewnych twierdzeń w zakresie obowiązku przekazania  RAWa (NEFa), dlatego po części ten wpis jest nieaktualny.

* * * * *

Wczorajszy wpis dotyczący kwestii przekazywania RAW-ów wzbudził z jednej strony duże zainteresowanie, a z drugiej „zmasowany atak krytyków”. Przed jednym broniłem się przez dwie godziny na Gadu-Gadu  (pozdrawiam adwersarza ;-)).  Mając na uwadze, że nie należy chować głowy w piasek postanowiłem już dzisiaj wrócić do tematu. Z racji tego, że nie każdy jest użytkownikiem i „wyznawcą” japońskiej firmy, co nazywa się tak jak dwóch Świętych (w historii ludzkości mieliśmy dwóch Świętych Nikonów), powróćmy do ogólnej nomenklatury. Bohaterem jest więc Pan RAW, jako element związany z utworem fotograficznym. Dzisiaj będzie nudniej, ale nikt nie mówił, że prawo  nie jest nudne. Osobiście zdarzyła mi się na sali sądowej sytuacja, gdy sędzia z rozbrajająca szczerością  stwierdził: „Przed rozprawą mówiłem ławnikom, że będzie cyrk”. Cyrk to instytucja rozrywkowa dla szerokich mas, czyli są jednak tacy, dla których prawo to rozrywka :-).

Przypomnę, że postawiona przeze mnie teza o przekazania pliku RAW dotyczyła sytuacji, w której przenoszę autorskie prawa majątkowe do utworu fotograficznego na wszystkich znanych polach eksploatacji.  No to teraz anonsowane nudy. Ustawodawca nie podjął się próby zdefiniowania pojęcia utwór fotograficzny (art. 1 ust.2 pkt 3), a dotychczasowa literatura, jak i orzecznictwo sądowe są  bardzo ubogie.  Sąd Najwyższy (wyrok z 10. maja 1976 r. , sygn. IV CR 127/76) zmierzył się z pojęciem utworu fotograficznego i uznał, że „fotografia polega na uzyskaniu obrazów „przedmiotów” przy stosowaniu właściwych jej sposobów i środków (utwór plastyczny).”  Tenże sąd stwierdził również, że prawo autorskie do fotografii powstaje, gdy dzieło to zawiera elementy osobistej twórczości autora w treści lub formie, gdy nosi cechę oryginalności. Dotyczy to fotografii, niezależnie od tematyki utworu i techniki jego wykonania (jego wartości artystycznej). Utwór fotograficzny, który nosi cechy osobistej twórczości jego autora, jest przedmiotem prawa autorskiego i jeśli czyni zadość przepisom ustawy o prawie  autorskim, podlega ochronie tego prawa. Przywołam również pewne fragmenty (na prawie cytatu, bo przecież pisząc o prawie autorskim nie będę go łamał 😉 ) z jedynej monografii poświęconej fotografii autorstwa Rafała Sarbińskiego pod tytułem „Utwór fotograficzny i jego twórca w prawie autorskim”. Można tam znaleźć następującą definicję. „Utwór fotograficzny to utwór wykonany techniką fotograficzną, tj. przy pomocy światła (naturalnego lub sztucznego) i dowolnego materiału światłoczułego (utwór „malowany światłem”), a także zdjęcie zrobione w drodze cyfrowego zapisu obrazu przy pomocy specjalnego aparatu przetwarzającego obraz na dużą ilość kropek (pikseli).” Uff, wreszcie ktoś z prawników zauważył, że poza fotografią analogową pojawiła się również fotografia cyfrowa i zamiast ziarna mogą być np. artefakty. W fotografii analogowej tradycyjnie mieliśmy do czynienia z negatywami, diapozytywami i odbitkami. Obecnie (tak w uproszczeniu) mamy do czynienia z zapisem cyfrowym, efektem jego obróbki i odbitkami. Cała dyskusja pod wczorajszym wpisem dotyczy tak naprawdę uznania lub ustalenia od którego momentu mamy do czynienia z utworem fotograficznym. Rozmyślnie nie piszę o zdjęciu, bo prawo autorskie mówi o utworze fotograficznym. Na pomoc przywołam autora cytowanej już dziś monografii. Prawo autorskie bada fotografię pod kątem przesłanek ochrony, a ani utrwalenie dzieła, ani też jego forma techniczna do nich nie należy. (…) Wydaje się, iż aby zapewnić praktyczną użyteczność prawno-autorskiej definicji utworu fotograficznego, winna ona wykazywać łączność z tym, co dla tej gałęzi prawa ma znaczenie podstawowe, a mianowicie z twórczością. ” I to jest sedno sprawy – liczy się twórczość, kreacja, a nie piksele i format zapisu.

Ktoś zapytał po co nabywcy RAW – skoro w nim nie będzie mógł gmerać (rozumiem wywołać w inny sposób). To czy będzie mógł „gmerać” zależy od tego jak się umówią strony (jednak napisałem to po raz trzeci, w końcu do trzech razy sztuka 😉 ). Ja odwrócę pytanie, a po co fotografowi RAW, z którym teoretycznie nie będzie mógł nic zrobić bo nie ma np. praw do publikacji wizerunku? Wierzcie mi, że ten spór będziemy mogli toczyć tygodniami, a nawet miesiącami i zawsze znajdzie się jakieś  „ale”. Ambicją tego bloga nie jest zebranie materiału na pracę naukową, którą naprawdę zrozumie jedynie promotor i dwóch recenzentów. My tu dyskutujemy o konieczności przekazania RAW-a, a przecież nie wszyscy robią zdjęcia w RAW-ach.

Mój pogląd znacie, od wczoraj się nie zmienił. To, że ja stoję na takim stanowisku, to oczywiście nic nie znaczy. Jak najłatwiej pozbyć się problemu ? Nie  przenosić autorskich praw majątkowych, a udzielać licencji. Od zawsze byłem zwolennikiem licencji, oczywiście licencji niewyłącznej (w naszym kraju nie ma „Licence to Kill”, no chyba  że na DVD).

PS 1. Przyjmuje się, że za „twórczość” w rozumieniu art. 1 ust. 1 można uznać w dziedzinie fotografii artystycznej świadomy wybór momentu fotografowania, punktu widzenia, kompozycji obrazu (kadrowania), oświetlenia, ustalenia głębi, ostrości i perspektywy, zastosowania efektów specjalnych oraz zabiegi zmierzające do nadania fotografii określonego charakteru, elementy te bowiem nadają fotografii indywidualne piętno, konieczne dla uznania istnienia utworu w rozumieniu Prawa autorskiego (orzeczenie Sądu Najwyższego, sygnatura III CKN 1096/00).

PS 2.

  1. Blog nie zawiera prawdy objawionej.
  2. Każdy może mieć zdanie odmienne niż ja.
  3. Wszelkie wpisy są moimi prywatnymi poglądami na prawo i fotografię.
  4. Stosując się do moich porad, robisz to na własne ryzyko :-).