Zakaz fotografowania

Wakacje, czyli sezon ogórkowy w pełni. Pomimo prawie stu polskojęzycznych kanałów telewizyjnych na wszystkich prawie to samo i zazwyczaj odgrzewane kotlety. Biorąc przykład z nadawców telewizyjnych postanowiłem, że dzisiejszy wpis będzie jak wakacyjny program w TV. Odgrzewane kotlety, czyli powtórka. Jako, że dzisiaj są trzecie urodziny F-LEXa (tak, tak właśnie dzisiaj mijają równo trzy lata od zaistnienia bloga w sieci), to powtórka z ZAKAZU FOTOGRAFOWANIA będzie odwoływać się do wcześniejszych wpisów z mojego bloga.
Dla mnie jako dla fotografa i prawnika (albo odwrotnie sam już nie wiem) ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA jako powszechna norma nie istnieje. Nie ma normy prawnej zabraniającej fotografować. Mając więc na uwadze zasadę „co nie jest zabronione jest dozwolone” należy stwierdzić, że generalnie można fotografować wszystko. No oczywiście nie wszystko, a prawie wszystko. ;-)

ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA PTAKÓW
Oczywiście, że ptaki można fotografować. Są jednak pewne sytuacje, gdy trzeba powiedzieć sobie stop. W „Bubo bubo” znajdziecie informację, kiedy i w jakich sytuacjach nie można fotografować konkretnych ptaków. Zamieściłem tam m.in. listę ptaków, których fotografowanie, filmowanie i obserwacja jest zakazane w sytuacjach mogących powodować ich płoszenie lub niepokojenie.

ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA LUDZI
Nie ma czegoś takiego, jak zakaz fotografowania czy filmowania ludzi. Oczywiście należy odróżnić zakaz fotografowania od zakazu publikacji wizerunku. Zainteresowani mogą m.in. zajrzeć do wpisu „Wolność wypowiedzi dziennikarskiej”. Wyjątek stanowią golasy o czym poniżej.

ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA POLITYKÓW
Skoro polityk to też człowiek (dobra, dobra nie rozpędzaj się drogi czytelniku), to można go fotografować. Ba nie tylko fotografować, ale często i publikować wizerunek bez konieczności posiadania jego zgody. Nie wszyscy jednak tak uważają. M.in. z tego powodu na łamy bloga trafił poseł Stefan Niesiołowski. O fotografowaniu polityków był wpis „Perypetie Stefana czyli kogo wolno filmować”. No chyba, że Stefan byłby nago, to patrz poniżej ;-)

ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA NAGICH OSÓB
Tutaj akurat zakaz obowiązuje. Fotografując bez zgody można narazić się na odpowiedzialność karną. I nie chodzi tu o zgodę na publikację. W przypadku „golasów” fotograf musi mieć zgodę również na zrobienie zdjęcia!!!

Art. 191a § 1 kodeksu karnego. Kto utrwala wizerunek nagiej osoby lub osoby w trakcie czynności seksualnej, używając w tym celu wobec niej przemocy, groźby bezprawnej lub podstępu, albo wizerunek nagiej osoby lub osoby w trakcie czynności seksualnej bez jej zgody rozpowszechnia, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

O fotografowaniu golasów było m.in. w „Paparazzo”.

ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA W GALERIACH HANDLOWYCH
Nie ma prawnego zakazu. Jednak właściciel może sobie nie życzyć robienia zdjęć na jego posesji i wtedy należy to uszanować, bo w innym wypadku można narazić się na zarzut naruszenia miru domowego. Temat ten gościł kilkakrotnie na blogu. Więcej  znajdziecie w tekście „Zakazany owoc”.

ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA BANANÓW
O skutkach fotografowania bananów pisałem w „Zdjęcia bananów, czyli co może ochrona”.

ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA ZAMKU KRÓLEWSKIEGO W WARSZAWIE
Wiadoma rzecz stolica. ;-) Oczywiście, że nie ma takiego zakazu, chociaż niektórzy uważają inaczej. Kto nie wierzy lub nie pamięta, niechaj chyżo zaglądnie do „Wolności fotografowania”.

ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA ZAMKU KRÓLEWSKIEGO NA WAWELU
To był dla nieprawnika ciężki tekst. Ale sens jego jest prosty. Nie ma takiego zakazu!.

ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA NA LOTNISKU
Tu nie ma jednolitych przepisów, obowiązują regulaminy poszczególnych portów lotniczych. Bliżej na ten temat przeczytasz w „Welcom to Okęcie Airport”.

ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA NA DWORCACH
To w zasadzie początki F-LEXa i wielomiesięczna korespondencja z rzecznikiem PKP. To make long story short: Nie ma zakazu fotografowania na dworcach! Wszystkie podstawowe informacje na ten temat znajdziecie w „Jedzie pociąg z daleka”.

ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA MOSTU ŚWIĘTOKRZYSKIEGO
Nie istnieje taki zakaz, chociaż Gmina Warszawa i jej spółka długi czas utrzymywały, że bez ich zgody nie można fotografować Mostu Świętokrzyskiego.

Na dzisiaj tyle. Blog jako trzylatek ma się dobrze mimo tego, że trochę zwolnił tempa. Na koniec kilka liczb.
Wiek – 3 lata
Teksty – 331 (ten będzie 332)
Komentarze – 2.054
Spam – ostatnio dobrze działają filtry, ale kiedyś był z tym spory kłopot.

PS. Podziękowania i wiele buziaków dla mojej prywatnej korekty. :-)

Galeria w O.

DH Renoma we Wrocławiu

DH Renoma we Wrocławiu

Czytelnicy bloga w walce z fotograficznymi absurdami. Jeden z czytelników opisuje sytuację, gdy został poproszony przez ochronę centrum handlowego w O. o niefotografowanie budynku, bo właściciel budynku sobie nie życzy i że wydał zakaz fotografowania. Jak pisze „zdjęcie robione było z chodnika miejskiego, ze statywu, bo to już wieczór był.” Świadomy swoich praw wysłał pismo do administracji galerii. O dziwo otrzymał odpowiedź z całym szeregiem przepisów prawnych, z których wynika, że właściciel „ma prawo zabronić”.

W pierwszej kolejności podano przepisy art. 23 i 24 k.c. m.in. dotyczące ochrony wizerunku i prawa do prywatności.  Wprawdzie do osób prawnych, na podstawie art.. 43 kodeksu cywilnego,  stosuje się przepisy art.23 i 24 k.c., ale… odpowiednio. Wprawdzie w stosunku do osoby prawnej można mówić o ochronie wizerunku, ale ochroną będzie  objęty „wizerunek”  podmiotu będącego właścicielem  danej rzeczy, a nie sama rzecz (tu: galeria).  Przez taki wizerunek należy rozumieć dobre imię, sławę, renomę firmy. Fotografując z miejsca publicznego cudzy budynek trudno jest również mówić o naruszeniu prywatności właściciela tego budynku. W zasadzie należałoby napisać kolejne pismo i zapytać o jakiej prywatności jest mowa. Koło budynku przechodzą dzień w dzień setki osób i „koń jaki jest każdy widzi”.

Następnie przywołano przepisy dotyczące własności. Zdaniem administracji galerii „właściciel może nie życzyć sobie, by ktoś korzystał z jego własności i może się sprzeciwić działaniom innych, które naruszają jego prawa”. Takie stanowisko reprezentowane jest przez niektórych prawników. Swego czasu nawet polemizowałem z tą tezą we wpisie o jakże wyszukanym tytule „Polemika”. :-)  Od tego czasu nie zmieniłem swojego stanowiska, a także nic się nie zmieniło w przepisach Ustawy. Na swoim obszarze świętym prawem właściciela jest ustalanie własnych zasad (oczywiście w ramach obowiązującego porządku prawnego). Poza swoją oazą musi brać jednak pod uwagę, że większość zasad ustala ustawodawca. I ostatni koronny argument udzielających odpowiedzi. „Firma jest własnością prywatną i pomimo ogólnie przyjętej domniemanej zgody na fotografowanie miejsc publicznych może nie zgodzić się na jej fotografowanie.

Nie tędy droga! Zgoda na fotografowanie w przestrzeni publicznej budynków nie  wynika ze zwyczaju, a z przepisów powszechnie obowiązującego prawa. Czytelnik słusznie powołuje się na art. 33 ust. 1 Ustawy.

Wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku.”

Żadna firma duża czy mała, polska czy zagraniczna nie ma uprawnienia do modyfikacji tego przepisu. Wielokrotnie przywoływałem komentarz do powyższego przepisu, który jest bardzo istotny. Ustawowa licencja zawarta w art. 33 ust. 1 jest bardzo szeroka i zawiera w sobie również prawo do komercyjnego wykorzystania utworu.

„Rozpowszechnianie dopuszczone na mocy pkt 1 może służyć wszelkim celom, także zarobkowym. Dopuszczalne jest więc sporządzenie kartek pocztowych, umieszczenie fotografii w przewodniku, sporządzenie diapozytywów, nakręcenie filmu. Nie jest natomiast dozwolone odtworzenie do tego samego użytku (…) Rozpowszechnianie dzieła wystawionego w miejscu ogólnie dostępnym, ale w zamkniętej przestrzeni, może wymagać, niezależnie od zezwolenia podmiotu praw autorskich, zezwolenia właściciela.” Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, wyd. V; Janusz Barta (red.), Ryszard Markiewicz (red.), Monika Czajkowska-Dąbrowska, Zbigniew Ćwiąkalski, Krzysztof Felchner, Elżbieta Traple; Komentarz do art.33 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych

Opisany problem w sumie nie jest nowy. Nie tak dawno pisałem o „Dozwolonym użytku w Gliwicach”.

Czyżby zmiana na lepsze?

Wro297 Most Redzinski panorama_small2Odmieniona pogoda spowodowała, że zamiast zajmować się sumiennie blogiem, więcej czasu spędzam z aparatem w ręku na wieczornych sesjach z zaprzyjaźnionym mostem (widocznym powyżej). Jednak dzisiaj nie o moście będzie. Chciałbym wrócić do tematu, którym dosyć szczegółowo zajmowałem się prawie dwa lata temu, gdy startowałem z F-LEXem. Chodzi mianowicie o zakaz fotografowania na dworcach. Jeżeli ktoś kibicuje F-LEXowi od początku, to wie, że w tej sprawie korespondowałem nawet oficjalnie, jako Wsparcie z PKP.

W ostatnim czasie dosyć często gościłem na Dworcu Głównym we Wrocławiu z aparatem. I wcale nie jako turysta. Wielka lustrzanka, torba sprzętu oraz oczywiście obowiązkowo statyw.  Nikt zupełnie nie zwracał na mnie uwagi. Policja sobie chodziła po peronach, kolejarze przyglądali z pewnym zaciekawieniem, a ja sobie spokojnie robiłem zdjęcia lub kręciłem filmy. Ani nie ukradkiem, ani w ulubionej przez Piotra wersji „hit and run”. Statyw, dokładne ustawianie sprzętu, ustalanie parametrów itp., itd. Nic, kompletnie nic. Zero reakcji ze strony dworcowych służb. Czyżby coś się zmieniło? W edukacyjny wpływ F-LEXa nie uwierzę.

Zmiana jest jednak widoczna, przynajmniej na Głównym we Wrocławiu. Ciekaw jestem, jakie są Wasze doświadczenia z ostatniego okresu (góra 18 miesięcy wstecz), jeżeli chodzi o dworcowe fotografowanie. Będzie miło, jeżeli zechcecie się nim podzielić swoimi doświadczeniami z innymi czytelnikami F-LEXa.

Moje stanowisko względem zakazu fotografowania na dworcach oraz regulacje prawne w tym zakresie zaprezentowałem w „Jedzie pociąg z daleka…”. Jeżeli ktoś nie czytał lub nie pamięta, to zapraszam.do lektury :-)

Na koniec bonus w postaci kilku zdjęć dworcowych.BL2BL5BL3BL4BL1

Bon appetit

Idę do sieciowej restauracji, zamawiam dużą bułę z czymś bliżej nieokreślonym w środku, płacę, siadam przy stoliku, wyciągam aparat (albo telefon) w celu zrobienia zdjęcia, a tu nagle dostaję szmatą po łapach od szczupłej blondynki w firmowym uniformie, która paluchem pokazuje znaczek „zakaz fotografowania”. Zakaz fotografowania w restauracji, kto to słyszał!? Czy to w ogóle jest możliwe? Wydawałoby się, że nie, a jednak.
Jak podaje „The New York Times”, w niektórych restauracjach w Nowym Jorku wprowadzono zakaz fotografowania potraw. Z założenia każdy zakaz nas oburza, a fotografów w szczególności zakaz fotografowania. Dużo na temat zakazów pisałem na blogu w aspekcie fotografowania na dworcach. W zasadzie od tego zaczęła się dwa lata temu przygoda z F-LEXem.

Wróćmy jednak do restauracji i fotografowania. Czy taki zakaz miałby rację bytu w Polsce? Czy restaurator mógłby zakazać fotografowania potraw? A jeżeli tak, to jakie byłyby tego konsekwencje? Generalnie nie ma ogólnego przepisu zakazującego fotografowania. Czy więc powołując się na zasadę „co nie jest zabronione jest dozwolone” można przyjąć, że zakaz fotografowania wprowadzony przez restauratora byłby niezgodny z prawem? Pokuszę się o postawienie tezy (zapewne będzie ona mało popularna), że restaurator ma podstawy do wprowadzenia takiego zakazu. I teza ta nie będzie sprzeczna z tym, co napisałem powyżej o braku przepisu zakazującego. Prawo to można wywieść z praw przysługujących właścicielowi, dzierżawcy czy najemcy. Jako właściciel mam prawo określić, na jakich zasadach udostępniam innym swoją własność. Jako najemca czy dzierżawca mogę określić zasady, na jakich dopuszczam do korzystania przez inne osoby z lokalu, którego jestem posiadaczem. Jakoś nikogo nie dziwi, że aby wejść do niektórych restauracji trzeba mieć odpowiedni strój wieczorowy. Nie masz, nie wchodzisz. Nie ma żadnej dyskusji. A przecież nie ma przepisów prawnych odnośnie ubioru wymaganego w restauracji, to restaurator określa „zasady gry”. Najbardziej adekwatne jest tu angielskie powiedzenie „My house is my castle”.

Jestem krnąbrnym gościem i mimo zakazu odpalam swoją sabinę robiąc zdjęcie półcalowej grubości schabowego. Co może restaurator? W zasadzie jedyne, co przychodzi mi do głowy, to wyprosić gościa z restauracji. Czy powinienem opuścić restaurację? No chyba tak, zwłaszcza mając na uwadze przepisy dotyczące ochrony miru domowego.

Czy mogę wykorzystać takie zdjęcie? Oczywiście, że mogę. Nie ma przecież ochrony wizerunku schabowego. Wielokrotnie na blogu polemizowałem z ochroną wizerunku rzeczy (np. samochodu Kowalskiego czy pieska Kowalskiej).
No i tak bez końca można by mnożyć kolejne pytania.

Smacznego! :-)

PS. Jeżeli mnie wyproszą z restauracji przed skonsumowaniem, to czy powinienem zapłacić rachunek? Tu optowałbym za niepłaceniem, bo skoro nie zjadłem i mnie wypraszają, to muszą się liczyć z tym, że nie będę płacił za usługę, której nie mogłem, dosłownie i w przenośni, skonsumować. Każda przeciwna interpretacja do powyższej też jest do obrony.

Dozwolony użytek w Gliwicach

O zakazie fotografowania w Gliwicach i niekompetentnych policjantach można przeczytać na infogliwice.pl. Po przeczytaniu tego tekstu po prostu człowieka ogarnia bezsilność. Pominę kwestie, co powiedzieli funkcjonariusze, bo nie ma pewności, czy rzeczywiście tak było, jak zostało to opisane w artykule.  Co mnie oczywiście zdziwiło? Jasne, że kwestia fotografowania i publikacji budynku. Mogłoby się wydawać, że kwestia fotografowania budowli i ich późniejszego rozpowszechniania jest na tyle jasna, że nie powinna budzić kontrowersji

W Nowych Gliwicach nie ma zakazu robienia zdjęć. Ochroniarze podejdą jednak do każdej osoby, która pojawi się tam z aparatem i zapytają czy zdjęcia wykonywane są do celów prywatnych czy komercyjnych. Jeżeli do prywatnych, to nie ma problemu, jeżeli jednak fotografia, na której znajdują się budynki Nowych Gliwic będzie wykorzystywana komercyjnie wówczas trzeba uzyskać naszą zgodę – mówi Traczyk w rozmowie z infogliwice.pl.

 W pokrętnej głowie fotografa zaraz rodzi się pytanie: A co się stanie, jeżeli odpowiem, że dla celów prywatnych, a naprawdę przeznaczenie zdjęcia jest inne?  Prawidłowa odpowiedź brzmi: W zasadzie nic. Nie ma bowiem w naszym kraju domniemania prawnego, że każdy, kto fotografuje przy użyciu statywu, robi to w celach komercyjnych. I doprawdy pisząc to, nie siedzi mi na ramieniu diabełek, który namawia Was, za moim pośrednictwem, do łamania prawa. ;-) Temat fotografowania budynków i budowli gościł wielokrotnie na moim blogu. Wygląda na to, że trzeba go czasem powtórzyć, to może i do Gliwic dotrze. Przed wyjściem na fotografowanie architektury warto przypomnieć sobie treść art. 33 pkt 1 Ustawy.

Wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku.

Zwróćcie uwagę, że ustawodawca nie mówi, że wolno fotografować architekturę, on idzie krok dalej i stanowi, że wolno ją rozpowszechniać. Więcej na ten temat znajdziecie w „Wolności fotografowania”. Fotografujmy więc architekturę do woli (w końcu to taki wdzięczny temat). Pamiętajmy jednak o tym, aby przez przypadek nie wchodzić na cudzy ogrodzony teren, a w przypadku gdy jest to teren ogólnodostępny, to  dostosujmy się do zasad ustalonych przez właściciela. Jeżeli wyproszą nas ze statywem z prywatnego terenu, to wychodzimy, ale tylko poza granicę własności. Z tej „zagranicy” możemy natomiast fotografować do woli.  Ba, nie tylko fotografować, możemy także rozpowszechniać i to nawet w celach komercyjnych.

Atak terrorystyczny

Zakaz fotografowania wzbudzał i nadal wzbudza wciąż wiele kontrowersji. Jest to częsty temat na F-LEX. Było już kilka wpisów omawiających szereg różnych przepisów określających status fotografa w konkretnej otaczającej go rzeczywistości. M.in. w „Klatce” czy w „Mirze domowym” omawiane były przepisy dotyczące fotografowania na terenach prywatnych. Kilka dni temu prasa przyniosła informacje o tym,  że ochrona zabrania robić zdjęcia w przejściu podziemnym w Krakowie.

Ochroniarz tłumaczył, że jest to teren prywatny i zdjęć  nie można robić. Z przywołanego tekstu dowiadujemy się, że przejście podziemne jest własnością Gminy Kraków, czyli z pewnością nie jest to  własność prywatna. Wraca więc kwestia możliwości robienia zdjęć w przestrzeni publicznej. Sądzę, że należy odróżnić sytuację, w której fotograf wpada do budynku urzędu gminy X i robi zdjęcia, od takiej sytuacji, gdy spacerując przez miasto robi zdjęcia. Osobiście uważam, że w przejściu podziemnym będącym własnością gminy, właściciel (czytaj gmina) nie może po prostu ustanowić zakazu fotografowania. Brak do tego jakichkolwiek podstaw prawnych. Nie sądzę, żeby podstawą taką mogły być przepisy dotyczące prawa własności. Jest bowiem różnica pomiędzy własnością prywatną, a własnością gminy czy Skarbu Państwa. Przyjmując pogląd przeciwny należałoby uznać, że gmina może zakazać również robienia zdjęć na ulicach, placach, czy w parkach publicznych. Na szczęście nie może! :-) Tłumaczenie prezesa spółki ochroniarskiej w czasach Google Maps, miniaturowych aparatów fotograficznych, czy też kamer uważam za takie sobie.

Nasi pracownicy zwracają uwagę na wszystkie zachowania, które mogą wydawać się niebezpieczne, nawet na wypadek ataku terrorystycznego. Monitorują więc, czy nie ma porzuconych pakunków, czy ktoś nie zachowuje się agresywnie. Podobnie z filmowaniem czy fotografowaniem. Ze względów bezpieczeństwa pracownicy są szkoleni, że w razie podejrzeń mogą zadać pytanie, po co ktoś rejestruje dane miejsce.

Z tego wnioskuję, że facet chodzący po Krakowie z aparatem fotograficznym (i to niekoniecznie z dużą lustrzanką, wielką lufą i statywem) może stanowić zagrożenie dla miasta, a zapewne wzbudza podejrzenia pracowników pewnej firmy ochroniarskiej. Pamiętajmy, że pracownik firmy ochroniarskiej to za dużo nie może w świetle prawa.  O tym też już było na blogu. Jeżeli ktoś nie czytał lub nie pamięta, to niech zajrzy koniecznie do „Zdjęcia bananów, czyli co może ochrona”.

Idąc robić zdjęcia warto znać swoje prawa, jak również ewentualne uprawnienia tych, którzy wszędzie widzą „zakaz fotografowania”.  Dobry efekt zazwyczaj daje zapytanie interweniującego ochroniarza o podstawę prawną zakazu. I nie dajmy się zbyć stwierdzeniem, że szef kazał interweniować, jak ktoś będzie robił zdjęcia. Miłego fotografowania! Także w Krakowie. ;-)

Zakaz fotografowania a własność zdjęcia

Autorem zdjęcia zrobionego „nielegalnie” jest… osoba, która zrobiła to zdjęcie. Naruszenie jakiegokolwiek zakazu, czy to rzeczywistego czy też wyimaginowanego, nie ma najmniejszego wpływu na majątkowe prawa autorskie. Wszelkie prawa majątkowe związane ze zrobionym zdjęciem są przynależne twórcy. Tak więc nikt nie może ich ograniczyć. Sąd Apelacyjny w Poznaniu w wyroku z dnia 7 listopada 2007 r. (I ACa 800/07) stwierdził, że artykuł 8 ust. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych konstytuuje podstawową zasadę, w myśl której prawo autorskie powstaje w sposób pierwotny na rzecz twórcy. Odejście od tej zasady wymaga szczególnego przepisu ustawy. Nabycie praw autorskich przez twórcę następuje ex lege wraz ze stworzeniem utworu i jest rezultatem nie aktu prawnego, lecz aktu realnego, określonych czynności faktycznych, psychologicznych.

Warto również podkreślić, że Ustawa nie zawiera regulacji prawnych, które nadawałyby jakimkolwiek podmiotom trzecim uprawnienie do określania pól eksploatacji, na których twórca „nabywa” prawa (nawet w przypadku pracodawcy są to reguły umowne – art. 12).

 Art. 17. Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, twórcy przysługuje wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz do wynagrodzenia za korzystanie z utworu.

Cyk, głośny strzał migawki (zwłaszcza w Nikonie) i zostało zrobione zdjęcie. Jeżeli ponadto spełnia ono warunki z art. 1 ust. 1 Ustawy, to mamy do czynienia z utworem i twórcą. Z reguły o losach utworu (zdjęcia) decyduje jego autor (twórca) i tylko on może więc podjąć decyzję o unicestwieniu utworu. Tak więc czyjekolwiek żądanie skasowania przez Ciebie zdjęcia jest pozbawione podstaw prawnych i stanowi próbę ingerencji w Twoje majątkowe prawa autorskie.

Oczywiście korzystając z takiego „zakazanego” zdjęcia (zwłaszcza w sposób komercyjny) możemy dopuścić się naruszenia jakichś praw osób trzecich (jednak nie będą to w żadnym wypadku prawa majątkowe do zdjęcia, bo te są nasze). Nie każcie mi teraz wymyślać jakich, życie samo nam pokaże.

Klatka

Ostatnio obiecałem małe podsumowanie i zebranie w jednym miejscu kwestii dotyczących fotografowania na klatkach schodowych budynków. W zasadzie wszystko już na ten temat zostało powiedziane na F-LEX przy różnych okazjach, ale z pewnością zebranie tego w jednym miejscu „tematycznie” nie zaszkodzi.

Podstawowa rzecz to kwestia, czy można fotografować klatki schodowe? Wydaje się, że pytanie jest banalne i odpowiedź twierdząca narzuca się sama. Pamiętać jednak należy, że klatka schodowa to nie jest przestrzeń publiczna, a budynek ma swojego właściciela czy też zarządcę. W „Zakazanym owocu” opisałem kwestie robienia zdjęć w galeriach i budynkach. Zasady te oczywiście odnoszą się również do klatek schodowych. Nie należy jednak z góry zakładać, że właściciel nie wyraża zgody na robienie zdjęć wewnątrz budynku, jeżeli jest on powszechnie udostępniony. Tabliczkę z napisem zakaz fotografowania umieszczoną wewnątrz należy jednak uszanować. Jest ona bowiem przejawem woli właściciela, który ma prawo określić zasady korzystania z jego budynku.  Natomiast taka tabliczka umieszczona na budynku jest bezprzedmiotowa w zakresie fotografowania budynku z ulicy (Ustawa pozwala nam fotografować i rozpowszechniać utwory sfotografowane z ulicy).  Jako, że to materiał powtórkowy, to i przepis należy zapewne powtórzyć. ;-)

Art. 33. pkt 1. Wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku.

Inną sprawą jest kwestia, jak interpretować tabliczkę z zakazem umieszczoną na budynku, gdy chcemy zrobić zdjęcie wewnątrz budynku. Logika nakazuje przyjąć, że skoro właściciel (zarządca) nie zgadza się na fotografowanie z zewnątrz (mimo, że nieskutecznie), to należałoby przyjąć, że tym samym nie zgadza się na fotografowanie wnętrza budynku. Wiem, że taka interpretacja Wam nie przypadnie do gustu. Ostatecznie i tak każdy musi zadecydować sam, jak się zachować w podobnej sytuacji.

Drugie zagadnienie, to kwestia publikacji zdjęć klatki schodowej, czyli rozpowszechniania części utworu architektonicznego, jakim jest budynek. W tym przypadku niestety nie możemy powołać się na zgodę ustawową z art. 33 pkt 1, albowiem dotyczy on rozpowszechniania utworu (cały budynek) lub jego części (np. fasada, ornament, dach) wystawionych w konkretnych miejscach. Zdjęcie klatki schodowej zrobione z ulicy z pewnością można podciągnąć pod przepis art. 33 pkt. 1, ale przecież nie o takie zdjęcia nam chodzi. Zdjęcie innego utworu (np. budynku, rzeźby) jest niczym innym, jak utworem zależnym. O utworach zależnych też już było. Czym jest utwór zależny, a zwłaszcza o fotografii jako utworze zależnym poczytasz w „Inspiracja czy utwór zależny?”. Przyjmując bardzo rygorystyczne podejście interpretacyjne należy uznać, że na publikację zdjęcia klatki schodowej potrzebna jest zgoda. Ale nie właściciela budynku czy zarządcy, a zgoda osoby, do której należą autorskie  prawa majątkowe do fotografowanego utworu architektonicznego. Istnieje prawdopodobieństwo graniczące wręcz z pewnością, że prawa te nie należą do właściciela budynku. Jeżeli właściciel budynku starałby się z nami sądzić za naruszenie majątkowych praw autorskich, to musiałby najpierw wykazać, że nabył takowe prawa i dodatkowo, że nabył również prawa do decydowania o prawach zależnych.  Powtórka z przepisów:

Art. 2. 1. Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.
2. Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. W przypadku baz danych spełniających cechy utworu zezwolenie twórcy jest konieczne także na sporządzenie opracowania.

Klatki schodowe, które nas interesują, są zazwyczaj w bardzo starych budynkach, dlatego też w wielu przypadkach prawa majątkowe do utworu pierwotnego mogły już wygasnąć. Tym samym nie pojawi się kwestia zgody na rozporządzanie o korzystanie z opracowania zależnego.

I trzecia kwestia, to kwestia poszanowania miru domowego. O mirze domowym było całkiem niedawno, więc jedynie odwołanie do „Miru domowego” i „Paparazzo”.  „To make long story short”, jeżeli zostaniemy poproszeni o opuszczenie budynku, to lepiej to zrobić po dobroci, niżby nas mieli poszczuć zajadliwym terrierem.

PS. Ostatnią część powyższego zdania dopisała moja żona na brudnopisie. :-)

Polemika

Czy można fotografować i publikować zdjęcia zwierzaków? Skoro ludzi można fotografować zawsze i bez ich zgody (za wyjątkiem sytuacji określonych w art. 191a kodeksu karnego), to tym bardziej można fotografować wszelkiego rodzaju zwierzaki.  A jak jest z publikacją  zdjęcia ulubionego psa sąsiadki? Przepisy dotyczące ochrony dóbr osobistych dotyczą przede wszystkim ludzi.  Zapewne nie odnoszą się one do wizerunku zwierząt. Tym samym nie można uznać, że publikacja zdjęcia pupila pani X bez jej zgody będzie naruszała jakiekolwiek prawo, w tym prawo do wizerunku. No chyba, że na zdjęciu będzie nie tylko pupil sąsiadki, ale również i sama sąsiadka. Jeżeli jednak sfotografowana jest sama psina, to nie ma przeszkód, aby takie zdjęcie rozpowszechniać. Nikon Polska na swojej stronie internetowej w dziale z poradami z zakresu prawa autorskiego sugeruje, że na komercyjne wykorzystanie zdjęcia psa powinno się mieć zgodę sąsiadki?

I niech mi ktoś spróbuje w przyszłości zarzucić, że jestem bardzo restrykcyjny w swoim podejściu do prawa!!! :-)

Autorka wpisu podnosi również, że wykorzystanie komercyjne zdjęcia nieruchomości, na którym właściciel wywiesił znak „zakaz fotografowania” wymaga jego zgody.

Co innego tyczy się rozpowszechniania zdjęć miejsc, w których wywieszono znak zakazu fotografowania. Tak jak twórca posiada monopol na użytkowanie utworu, tak właściciel w zakresie jego prawa własności, może z wyłączeniem innych osób pobierać pożytki z rzeczy, w tym pożytki cywilne. Pożytkami cywilnymi są wszelkie korzyści, jakie rzecz przynosi właścicielowi, a więc również wynagrodzenie za utrwalenie wizerunku rzeczy (nieruchomości, bądź rzeczy ruchomej).

Nawet mógłbym zgodzić się z tezą dotyczącą nieruchomości, pod warunkiem że zdjęcie to zrobione było na posesji (w środku). Wszedłem na czyjąś posesję i cyknąłem fotkę. Takiej fotki nie wolno rozpowszechniać bez zgody, zarówno amatorsko, jak i komercyjnie (rozpowszechniałbym bowiem utwór architektoniczny). Ale jeśli cyknąłem nieruchomość z ulicy, to w świetle przepisów prawa autorskiego mam prawo rozpowszechniać takie zdjęcie, a wynika to z treści art. 33 pkt. 1 Ustawy. I nie zmieni tego faktu żadna tabliczka, nawet największa. W cytowanym powyżej fragmencie pojawia się ciekawe „pojęcie” wizerunku rzeczy. Nie istnieje coś takiego w świetle prawa, jak wizerunek rzeczy. Wizerunek zawsze odnosił i odnosi się do ludzi. Przyjmując za prawdziwą tezę o konieczności uzyskania zgody właściciela fotografowanej rzeczy na komercyjne użycie zdjęcia wprowadzamy w zasadzie powszechny zakaz fotografowania. Dajmy na to taki przykład. Robię zdjęcie, które ma posłużyć do wyprodukowania później widokówki z Wrocławia. Na zdjęciu Most Grunwaldzki, a na nim dwa auta i słynny niebieski wrocławski tramwaj. Biorąc sobie do serca to, co sugeruje się na fotoprawo.pl nie powinienem takiego zdjęcia sprzedać. Most, jak most skorzystam z dobrodziejstwa art. 33 pkt. 1 Ustawy, ale co do diaska z autami i tramwajem? Auta i tramwaj są przecież czyjąś własnością!  A zgodnie z tym, co sugeruje Nikon, właściciele „mogą żądać wynagrodzenia za utrwalenie wizerunku rzeczy”.  Idąc tym tropem w zasadzie ze względu na „wizerunek rzeczy”  nie można byłoby publikować prawie żadnych zdjęć zrobionych na ulicy.

Przy takiej interpretacji zabijamy fotografię na amen. Jakoś nikt się nie buntuje pod tamtym wpisem u Nikona, a tyle było szumu w necie na temat zakazu publikacji zdjęć francuskich mebli.

PS.

Czy doprawdy nie można sprzedać komercyjnie takiego zdjęcia?

Wolność fotografowania

Fotografowanie w miejscach publicznych wciąż według niektórych jest niedozwolone. Wydawało się, że kwestia fotografowania na ulicy jest już na tyle jasna, że  powinien to wiedzieć m.in. każdy ochroniarz. Okazuje się, że prawie każdy. Jak podaje GW, czasem może nam się nie udać zrobić zdjęcia Zamku Królewskiego. Ot cała Warszawa. ;-) Nie wiadomo dlaczego, ale każdy kto pojawia się ze statywem w ręku wzbudza nieufność różnych mundurowych. Tak, jakby statyw stanowił jakieś zagrożenie. A może wynika to z przekonania, że jeżeli ktoś korzysta ze statywu, to znaczy, że jest profesjonalistą? Kwestia zakazania wykorzystania zdjęć budowli w celach komercyjnych jest kompletną bzdurą. Oczywiście przy założeniu, że spełniamy warunki określone w art. 33 ust. 1 Ustawy. Żaden właściciel, prezes, dyrektor, policjant, biskup czy naczelnik nie mogą ot tak zabronić nam fotografowania budynków ze statywu. Bez statywu też oczywiście nie mogą zabronić, bo niby na jakiej podstawie. Nawet jeżeli grożą nam procesami za użycie „wizerunku budowli”, to możemy się nie przejmować. W przypadku budowli, zgody udzielił nam sam Ustawodawca i żaden z wyżej wymienionych nie może tego zmienić. Publikujemy w ramach dozwolonego użytku.

„Wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku.”

Skoro napisane jest tylko, że wolno rozpowszechniać (bez żadnych ograniczeń), to znaczy że wolno rozpowszechniać także w celach komercyjnych. Tym samym, jeżeli będziesz miał taką wewnętrzną potrzebę, to możesz wyprodukować, ile będzie Ci się tylko żywnie podobało, pocztówki z widokiem Zamku Królewskiego (inna rzecz, czy ktoś to kupi).

Nie wszędzie i nie zawsze  jednak jest tak prosto. Zajrzyjcie na oficjalną stronę Wieży Eiffla, z której wynika,że publikacja zdjęć oświetlonej wieży wymaga uzyskania stosownej zgody. Fotografując w NYC Muzeum Guggenheima też musicie pamiętać, że zdjęcia raczej do szuflady lub do pokazania rodzinie, a nie do publikacji. Na stronie można znaleźć informację, że „wizerunek” zarówno wnętrza, jak i zewnętrzny jest  znakiem towarowym zarejestrowanym przez Fundację Salomona R. Guggenheima. I nie dotyczy to tylko budynków w NYC, ale i w Bilbao, jak i w Niemczech. Uff, na szczęście u nas jeszcze nikt nie wpadł, na taki pomysły. Swoją drogą ciekawe, czy udałoby się uzyskać ochronę w tak szerokim zakresie, jak wspomniana fundacja. Wprawdzie wizerunek „Mostu Świętokrzyskiego” został opatentowany, o czym wspominałem na F-LEX, jednak nie obejmuje on zakazu fotografowania.

No i oczywiście można dostać w nos w Amsterdamie, w dzielnicy Czerwonych latarni. ;-)

Jak podają Amerykanie, nie masz po co wybierać się na foto wyprawę do Sudanu, jeżeli nie posiadasz zezwolenia sudańskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.  Zgody wymaga również komercyjne fotografowanie w Parkach Królewskich w UK. Więcej na temat fotografowania w UK znajdziesz na blogu Simona Morana.

Mając wiec na uwadze, że nie wszystko, co wolno w Polsce musi być dozwolone za granicą, warto przed podróżą w świat poszukać tu i tam informacji o zasadach fotografowania, aby podróż życia nie zamieniła się w jeden wielki koszmar.