Szanujmy wspomnienia

Zdjęcie, mające charakter utworu fotograficznego, podlega ochronie prawnej od momentu jego wykonania. Czy musisz podjąć jakieś dodatkowe kroki w celu jego ochrony? W zasadzie nie. Niektórzy podpisują swoje zdjęcia, ale to zazwyczaj szpeci zdjęcie, nie dodaje mu walorów artystycznych, jak również nie wzmacnia ochrony prawnej zdjęcia. Wymóg podpisania zdjęcia w celu objęcia go ochroną prawna nie istnieje od 24 maja 1994 r. kiedy to weszła w życie ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych uchwalona w dniu 4 lutego 1994 r.. Poprzednio obowiązująca ustawa uzależniała objęcie fotografii ochroną od odpowiedniego jej oznaczenia. Utwór, wykonany sposobem fotograficznym lub do fotografii podobnym, jest przedmiotem prawa autorskiego, jeżeli na utworze uwidoczniono wyraźnie zastrzeżenie prawa autorskiego. Obecnie zamieszczenie noty copy right jest wyłącznym kaprysem autora, a nie wymogiem prawnym. Jeżeli przed 1994 r. Twoje zdjęcie było opublikowane bez stosownej noty (czyli nie korzystało z ochrony prawnej), to nie może korzystać z ochrony prawnej dzisiaj. Obecna ustawa obejmuje ochroną utwory powstałe przed jej wejściem w życie w stosunku do utworów do których prawa autorskie według przepisów dotychczasowych:
a) nie wygasły lub
b) wygasły, a które według niniejszej ustawy korzystają nadal z ochrony, z wyłączeniem okresu między wygaśnięciem ochrony według ustawy dotychczasowej i wejściem w życie niniejszej ustawy. Ustawa nie narusza własności egzemplarzy utworów rozpowszechnionych przed dniem jej wejścia w życie.

Jeżeli Twoje opublikowane zdjęcie nie było chronione przed 1994 r. , bo przegapiłeś kwestię noty copy right, to nie jest ono chronione również dzisiaj. Jeżeli było chronione przed 1994 r. ale w dacie wejścia w życie obecnej Ustawy nie podlegały ochronie, bo upłynął okres ochronny, to dojdzie do reaktywacji wygasłych majątkowych praw autorskich.
Zgodnie z art. 36 tej ustawy prawa te gasną z upływem lat siedemdziesięciu, podczas gdy stosownie do art. 26 Pr.aut. z 1952 r., okres ten wynosił tylko dwadzieścia pięć lat, a do pewnej kategorii utworów, wymienionych w art. 27, w tym do utworu fotograficznego lub otrzymanego w sposób podobny do fotografii, prawa te gasły już z upływem lat dziesięciu. Przyznając znacznie dłuższe okresy ochronne, ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. w art. 124 ust. 1 pkt 3 przywróciła ochronę tym prawom, które według Prawa autorskiego z 1952 r. na skutek upływu czasu już wygasły. W ten sposób spowodowała “odżycie” tej ochrony i odpowiednie jej wydłużenie” (wyrok Sądu Najwyższego, sygn. akt I CKN 654/00).

Dobra wiadomość jest taka, że po 1994 r. nie ma już potrzeby „znakowania” zdjęć publikowanych wcześniej. W cytowanym powyżej wyroku sąd uznał, że „Jeżeli na pocztówkach fotograficznych twórca umieścił zastrzeżenie swego prawa autorskiego (art. 2 § 1 ustawy z dnia 10 lipca 1952 r. o prawie autorskim, Dz. U. Nr 34, poz. 234 ze zm.), to egzemplarze drukowane później są przedmiotem prawa autorskiego także wtedy, gdy nie zostały opatrzone takim zastrzeżeniem. W tej sytuacji na twórcy spoczywa ciężar dowodu, że naruszyciel wiedział o istnieniu jego zastrzeżonego prawa.

Opóźniony pociąg osobowy…

Nie pociąg, a odpowiedź na postawione wcześniej pytanie. A w zasadzie jej brak. Sami oceńcie. PKP odpowiedziało dzisiaj Wsparciu tak:

Szanowny Panie,
pragnę poinformować, iż nie zakazujemy turystom robienia sobie pamiątkowych zdjęć na dworcach. Jeśli zaś chodzi o wszelkie kwestie prawne, to uprzejmie proszę o wystosowanie wystąpienia do Biura Prawno – Organizacyjnego PKP S.A.

Szczerze mówiąc, takie odbijanie ping ponga jest niezłym sposobem na spławienie dociekliwych petentów. O „braku zakazu” to my wiemy i bez PKP. W kwestii turystów odpowiedź jest zbieżna z tym, co zostało napisane do redakcji  MM Moje Miasto.  Mimo wszystko dzisiejsza „odpowiedź” wprawiła mnie w dobry nastrój, bo przecież to nie w interesie fotografujących jest dociekać podstawy prawnej wyimaginowanych obowiązków stawianych przez PKP. Dziwi jednak, że koleje nie potrafią w sensowny sposób uzasadnić swojego stanowiska. Skoro w sprawach „poinformowania i uzyskania zgody” kompetentną jednostką jest  Zespół Prasowy PKP, to tenże powinien również wytłumaczyć dlaczego wymaga się takiego, a nie innego zachowania od fotografa.
Jedno jest pewne. Żeby mieć możliwość zrobienia zdjęć na dworcu wystarczy mieć status turysty, a robione zdjęcie powinno mieć charakter pamiątkowy.  Oczywiście nasuwają się przewrotne pytania w stylu: Jak nabyć status turysty i kto o tym decyduje? Czy fakt trzymania w ręku D3s pozbawia takiego statusu? Jakie zdjęcie ma charakter pamiątkowy? Jakby ktoś szukał odpowiedzi na te i inne pytania, to podaję adres przekazany Wsparciu przez Zespół Prasowy PKP.
Polskie Koleje Państwowe Spółka Akcyjna
Centrala Biuro Prawno – Organizacyjne
ul. Szczęśliwicka 62
00-973 Warszawa

Na tym koniec kolejowego story. Game over!

Zakazany owoc

Wśród internautów, zwłaszcza internautów fotografów panuje przekonanie, że jeżeli coś jest ogólnodostępne, to można to coś sfotografować. To dlaczego w galerii handlowej nie można robić zdjęć? Oczywiście, że można. Jest oczywiście jedno „ale”. Dopóki ochrona lub administrator nie zabronią, to można. Chyba, że przy wejściu będzie tabliczka zakaz fotografowania. Nie możemy przecież wiedzieć, jaka jest wola właściciela galerii.

Nie ma też najmniejszego powodu, aby przyjmować a priori, że zabrania. Jeżeli jednak podczas robienia zdjęć w galerii ochrona poprosi Cię byś ich nie robił, to ma do tego prawo. Swoją drogą, to spotkałem się z tym, że zabraniają robić zdjęcia ze statywu, a z ręki już niekoniecznie. I to nie tylko u nas. Ostatnio miałem taką sytuację w Barcelonie. Zdążyłem zrobić 2 lub 3 zdjęcia ze statywu, gdy pojawili się ochroniarze. Grzecznie poprosili o nierobienie zdjęć ze statywu, bo właściciel sobie tego nie życzy. Pytam, a co ze zdjęciami z ręki? Rób ile chcesz (dobrze mieć wtedy aparat, co ma “dobre” ISO 🙂 ). Podobnie było w Lizbonie. Jak widać w Europie wszędzie stosują zasadę My house is my castle. Wracajmy jednak na rodzime podwórko. Wchodząc ze sprzętem fotograficznym do galerii handlowej dochodzi do starcia pomiędzy świętym prawem własności (ja na miejscu kolei w tych obszarach bym szukał paragrafu), a Twoim przekonaniem do prawa fotografowania wszędzie i wszystkiego, na co masz ochotę. Zostawmy na boku prawo autorskie. Galeria handlowa jest wprawdzie ogólnodostępna, ale jednak jest to teren prywatny i o tym nie należy zapominać. Z prawem własności immanentnie związane jest prawo do określenia zasad korzystania z własności. Skoro z jakiś powodów właściciel nie życzy sobie robienia zdjęć, to możemy oczywiście pozłorzeczyć i poutyskiwać, ale powinniśmy uszanować jego wolę. Niezastosowanie się do jego prośby może nieść za sobą dalsze konsekwencje przewidziane w kodeksie karnym. Kiedy? Wtedy, gdy ochrona poprosi Cię o opuszczenie galerii, a Ty będziesz innego zdania. Art. 193. Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Przepis dotyczący tzw. “miru domowego” odnosi się również do lokali użytkowych. Sąd Najwyższy uznał bowiem, że „pokrzywdzonym przestępstwem, o którym stanowi art. 171 § 1 k.k.,(obowiązywał wtedy stary kodeks karny, to numeracja inna)  może być także osoba prawna, instytucja państwowa lub społeczna, choćby nie miała osobowości prawnej” (sygn. akt V KZP 33/89).

Galeria handlowa, jako twór architektoniczny jest uznawana za utwór. Skoro tak, to zasady wykorzystania tego utworu określa Ustawa. Pamiętajmy, że mowa jest o wykorzystaniu utworu, a nie sposobie zrobienia utworowi zdjęcia lub miejsca z którego robione jest zdjęcie. „Art. 33 pkt 1 Ustawy stanowi, że wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku.” Mamy kolejny ustawowy dozwolony użytek utworów chronionych. Ustawa zezwala nam rozpowszechniać, czyli odtwarzać dowolną techniką (np. film, zdjęcie, obraz) i udostępniać publicznie. Dozwolony użytek w tym zakresie może dotyczyć zarówno celów prywatnych, jak i zarobkowych. Wynika z tego, że można sfotografować każdy przedmiot, budowlę, które znajdują się na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach. Oczywiście zdarzają się wyjątki. Są to obiekty ważne ze względu na bezpieczeństwo i obronności państwa (Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 24 czerwca 2003 r. w sprawie obiektów szczególnie ważnych dla bezpieczeństwa i obronności państwa oraz ich szczególnej ochrony). Zwróćmy uwagę, że art. 33 pkt 1 Ustawa nie odwołuje się do pojęcia miejsca publicznego, tylko wymienia: drogi, ulice, place i ogrody. Utworu zaprezentowanego w przestrzeni zamkniętej (np. rzeźba na poczcie, obrazy w banku) nie można rozpowszechniać bez zgody właściciela, zarówno obiektu, jak i właściciela autorskich praw majątkowych. Z pewnością nie pozwala nam na to przywołany dzisiaj przepis o dozwolonym użytku.

Zasada poszanowania własności i decyzji właściciela odnosi się w zasadzie do wszystkich wnętrz, a nie tylko do galerii handlowych. Dlatego, jeżeli przy wejściu do jakiegokolwiek wnętrza jest znaczek zakaz fotografowania lub filmowania, to należy wolę właściciela uszanować. Zwłaszcza szanujmy znaczek zakaz używania flesza. Szlag mnie trafiał, jak grupa Japończyków w Kaplicy Sykstyńskiej śmigała małpkami używając lamp błyskowych. Nikt nie bronił robić zdjęć, prośba była jedynie o nieużywanie lamp. Dlaczego? Chyba nie trzeba tłumaczyć :-).

PS. Jak wyżej napisałem, zasady dotyczą wszystkich wnętrz, czyli także kościołów.

Gadał dziad do obrazu

Pamiętacie Dworcowe Story lub Jedzie pociąg z daleka…? Postanowiłem nie zostawić tematu bez uzyskania odpowiedzi u źródła. “Wsparcie” dwa dni korespondowało z PKP, ale już od ponad 96 godzin cisza. Mimo prostego wydawałoby się pytania, odpowiedzi brak. Dziwne to, a nawet bardzo dziwne. Skoro rzecznik kolei udziela stanowczych odpowiedzi, to powinien mieć do nich odpowiednie wsparcie prawne. Chyba jednak nie ma, skoro od 4 dni PKP milczy jak grób. I to milczy na pytanie zadane nie tylko przez “Wsparcie”, ale również zadane przez redakcję MM Moje Miasto (pozdrawiam pana redaktora naczelnego :-)). Obie akcje były spontaniczne i obie nie były wcześniej konsultowane (Facebook łączy). Post factum wymieniliśmy się informacjami otrzymanymi od Zespołu Prasowego PKP. Okazało się, że odpowiedzi udzielała ta sama osoba. Dotychczasowa korespondencja wyglądała tak.

I. 16 lipca 2011 r. Wsparcie do PKP.
W związku z licznymi ostatnio prasowymi publikacjami dotyczącymi zakazu fotografowania na dworcach (m.in. tu), prosiłbym o wyjaśnienie:
1. Z czego wynika zakaz robienia zdjęć na dworcach oraz podanie jego podstawy prawnej?
2. Z jakich przepisów prawa wynika, że amator fotograf musi dysponować zgodą PKP na robienie zdjęć?
3. Jak państwo rozumiecie kwestię komercyjnych zdjęć?
Licząc na szybka odpowiedź łącze wyrazy szacunku.

II. 18 lipca 2011 r. PKP do Wsparcia.
Witam,
w odpowiedzi na Pańskie pytania pragnę poinformować, iż nie ma mowy o zakazie robienia zdjęć na dworcach. Może to robić każdy, a PKP S.A. nie zabraniały i nie zamierzają zabraniać fotografowania lub filmowania swoich obiektów. Chodzi jedynie o poinformowanie nas, czy zdjęcia robione są w celach informacyjnych (materiał dziennikarski), na użytek własny, czy też w celach komercyjnych (zdjęcia reklamowe). W tym ostatnim przypadku, także nie zabraniamy ich robienia, ale mamy prawo wystąpienia o zawarcie z nami stosownej umowy.

III. 18 lipca 2011 r. Wsparcie do PKP.
Dzień dobry,
Dziękuję za szybką odpowiedź. Jednak nie uzyskałem informacji z czego wynika obowiązek informowania Państwa. Jeżeli byłaby Pani tak łaskawa i w tym zakresie udzielić odpowiedzi.
Pozdrawiam i życzę miłego dnia.

IV. 18 lipca 2011 r. PKP do Wsparcia.
Jako właściciel dworców kolejowych mamy prawo wiedzieć, w jaki sposób jest wykorzystywany ich wizerunek.

V. 18 lipca 2011 r. Wsparcie do PKP.
Szanowna Pani,
zadałem konkretne pytanie, jednak nie mogę uzyskać od Państwa konkretnej odpowiedzi. Powtórzę pytanie. Z czego (z jakich przepisów prawa) wynika obowiązek informowania Państwa , a w rzeczywistości uzyskania zgody na robienie zdjęć na dworcu?
Może obrazowy przykład pomoże zrozumieć pytanie. Zbliża się EURO2012 przyjeżdżają koleją cudzoziemcy i chcą zrobić zdjęcie dworca lub na dworcu. Z czego miałby wyniknąć ich obowiązek kontaktowania się z PKP w sprawie zrobienia zdjęcia?

Minęło 96 godzin, a odpowiedź jak nie było, tak nie ma. CISZA. Mimo szczerych chęci nie dowiemy się u źródła. A dlaczego? Bo z pewnością PKP nie znalazło odpowiedniego paragrafu.

Co do turystów, to MM-ka dostała odpowiedź.
Turyści fotografujący dworce nigdy nie spotykają się z interwencją ochrony. Gdy natomiast widać osobę filmująca lub fotografującą dworzec przy wykorzystaniu profesjonalnego sprzętu, to pracownicy firm ochraniających obiekty zwracają na ten fakt uwagę. Nigdy nie zakładamy, iż ktokolwiek chce nas oszukiwać, ale jako właściciel dworców mamy prawo wiedzieć, w jaki sposób zostanie ukazany ich wizerunek.
Znaczy się, turysta z profesjonalnym sprzętem może mieć kłopoty. Tylko dlaczego? Odpowiedzi brak, ale może kiedyś przyjdzie. W końcu kolej nie jest za punktualna, to i odpowiedź może przyjść z poślizgiem ;-).

Wróg publiczny

Żeby nie było żadnych wątpliwości. Osobiście jestem wrogiem pojęcia prawo cytatu w odniesieniu do utworu fotograficznego. Bez względu na to, co powiecie i napiszecie, będę uparcie powtarzał, że powoływanie się przez osoby i firmy na przepis o dozwolonym użytku, wynikającym z art. 29 ust. 1 Ustawy, jest wyraźnym robienia właściciela w bambuko. Jeżeli ktoś jest odmiennego zdania – ma prawo, ale niech pamięta, że cytat (w tym wypadku zdjęcie) musi zostać zamieszczony w utworze. Jeżeli zdjęcie umieszczone jest w czymś, co nie spełnia warunków utworu, to na 100% cytujący nie będzie korzystać z licencji ustawowej.

Art. 29. 1. Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości.

Dlaczego uważam, że prawo cytatu zdjęcia jest nadinterpretacją?

  1. Prawo cytatu niesie pewne obostrzenia. Primo po pierwsze (jak mawia mój znajomy) ;-). Dozwolony użytek w postaci prawa cytatu nie może godzić w słuszny interes twórcy (fotografa). Art. 35. Dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy. Przykład. Wstawiam zdjęcie na sprzedaż do banku. Wyceniam 100,00 PLN. Sprytna firma natomiast bierze i korzysta z niego za darmo uważając, że w ramach prawa cytatu wynikającego z art. 29 ust. 1 wolno jej skorzystać z mojego zdjęcia. Czy sprytna firma godzi w mój słuszny interes, czy też nie? Uważam, że godzi. Profesor Janusz Barta postawił tezę: „Przepis art. 35 pr. aut. zabrania nadto takiego posługiwania się cytatami z cudzego utworu, w rezultacie którego eliminowana byłaby potrzeba zaznajomienia się z utworem, z którego cytaty pochodzą.” Moim zdaniem jest to adekwatne stwierdzenie zwłaszcza do utworu fotograficznego.
  2. Po drugie – zbędny byłby przepis art. 25 ust. 1 pkt 1 lit. c pozwalający rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie, radiu i telewizji już rozpowszechnione aktualne wypowiedzi i fotografie reporterskie. Po co zamieszczano by ten przepis odnośnie fotografii reporterskiej, skoro można by było korzystać z fotografii na prawie cytatu. Na marginesie – pojęcie fotografia reporterska w praktyce potrafi przysporzyć wielu problemów interpretacyjnych. Odpowiedz na pytanie, czy dana fotografia mieści się w kategorii fotografii reporterskiej, czy nie ma bowiem wpływ na kwestię zastosowania licencji ustawowej. Licencja ustawowa pozwala wykorzystać nasze zdjęcie reporterskie bez zgody.
  3. Po trzecie. Cytat ma pełnić rolę podrzędną w umieszczanym utworze. Cytowany fragment musi być w związku z twórczością cytującego, nie może stanowić ozdobnika, ma pomóc w zrozumieniu wywodu cytującego lub być argumentem za, albo przeciw jakiejś tezie stawianej przez cytującego. Czy oferta biura podróży może być okraszona zdjęciem na prawie cytatu? Sami sobie odpowiedzcie, czy to jest prawidłowe.

Moje stanowisko znacie. Orzecznictwa Sądu Najwyższego w sprawie nie ma prawie wcale. Jest jedno przytaczane przez wszystkich, a dotyczyło użycia na okładce przez jeden ze znanych tygodników, pewnego znanego plakatu wyborczego (sygn. akt I CK 232/04). Tenże sąd daje pewna wskazówki dotyczące wykładni prawa cytatu utworu plastycznego. „W art. 29 ust. 1 Pr.aut. nie chodzi o rozmiar przytaczanego we własnym dziele utworu, lecz o ich wzajemne relacje i cel cytatu. W określonych wypadkach uzasadnione może być nawet przytoczenie cudzego utworu w całości, jeżeli następuje to w celu wyjaśniania, analizy krytycznej, nauczania lub uzasadnione jest prawami gatunku twórczości. W każdym razie jednak cytowany urywek lub nawet cały drobny utwór musi pozostawać w takiej proporcji do wkładu własnej twórczości, aby nie było wątpliwości co do tego, że powstało własne, samoistne dzieło. (…) nie jest możliwe stworzenie ogólnej reguły, określającej proporcje utworu przejmowanego do utworu własnego, w każdym razie jednak, jak przyjmuje się w literaturze przedmiotu, cytat w stosunku do całości musi pełnić rolę podrzędną. Ocena, czy ze względu na rozmiar cytatu przejęcie jest dozwolone, musi być dokonana zatem w okolicznościach konkretnej sprawy.

Autor monografii „Utwór fotograficzny i jego twórca w prawie autorskim”, Rafał Sarbiński, uznaje „za dopuszczalny “cytat fotograficzny”, na podstawie art. 29 ust. 1 u.p.a. 94, dla potrzeb wyjaśniania, analizy krytycznej, nauczania lub w zakresie uzasadnionym prawami gatunku, a także odpłatną publikację utworów fotograficznych w podręcznikach, czyli tzw. użytek szkolny. Trochę sobie strzeliłem w stopę tym cytatem, ale co tam: „Sąd w niniejszym składzie (czyli ja) nie podziela tego poglądu w odniesieniu do utworów fotograficznych” :-).

Jeżeli jednak uważacie, że Wasze zdjęcia można cytować, to pamiętajcie że cytujący ma obowiązek podać imię i nazwisko twórcy oraz źródło.


Gra w zielone

Co ze zdjęciami zrobionymi na przysłowiowym P lub zielonym? Czy pozbawione są cech twórczości? Takie pytanie padło przy wpisie “Autoportret”. Tam przywołałem fragmenty uzasadnienia z wyroku Sądu Najwyższego omawiając kwestię Pana „Push the Button”. Przypomnę, co stwierdził sąd (III CKN 1096/00). „Przyjmuje się, że za “twórczość” w rozumieniu art. 1 ust. 1 można uznać w dziedzinie fotografii świadomy wybór momentu fotografowania, punktu widzenia, kompozycji obrazu (kadrowania), oświetlenia, ustalenia głębi, ostrości i perspektywy, zastosowania efektów specjalnych oraz zabiegi zmierzające do nadania fotografii określonego charakteru, elementy te bowiem nadają fotografii indywidualne piętno, konieczne dla uznania istnienia utworu w rozumieniu Prawa autorskiego”.
To co z tym „zielonym”? Sam fakt robienia na zielonym nie może pozbawić zdjęcia charakteru utworu, bo przecież „zielone dobierze ISO, czas i przysłonę”, a są jeszcze inne elementy, na które zwracał uwagę sąd, m.in. świadomy wybór momentu fotografowania, punkt widzenia, czy kompozycja. Dlatego nawet początkujący fotoamator nie musi się obawiać, że jego zdjęcia „są wyjęte spod prawa” i skazane na brak ochrony. Musicie jednak pamiętać, że nie ma jednej reguły, szablonu czy wzoru na udzielenie jednoznacznej odpowiedzi. W przypadku sporu sądowego sąd będzie musiał odpowiedzieć na pytaniem, czy podczas robienia zdjęcia miały miejsce elementy twórcze pozwalające objąć zdjęcie ochroną.

Kiedy zdjęcie nie będzie traktowane jak utwór? Sąd Najwyższy starał się zmierzyć z pytaniem „Co nie jest utworem fotograficznym podlegającym ochronie?” Poniżej przedstawiam jedną z nielicznych prób odpowiedzi na to, wbrew pozorom, niełatwe pytanie. Szczerze mówiąc nie jest to jakaś wskazówka pozwalająca na pierwszy, drugi czy nawet trzeci rzut oka stwierdzić: To zdjęcie nie jest utworem!
Prawo autorskie do dzieła powstaje, gdy dzieło to zawiera elementy osobistej twórczości autora w treści lub formie, gdy nosi cechę oryginalności. Dotyczy to również fotografii (przy zachowaniu warunku zastrzeżenia prawa autorskiego stosownie do art. 2 § 1), niezależnie od tematyki utworu i techniki jego wykonania (jego wartości artystycznej). Utwór fotograficzny, który nosi cechy osobistej twórczości jego autora, jest przedmiotem prawa autorskiego i jeśli czyni zadość przepisowi art. 2 § 1 ustawy o prawie autorskim, podlega ochronie tego prawa.Nie będzie podlegać tej ochronie fotografia, która spełniała funkcję wyłącznie rejestracyjną (np. jest wykonana według wyraźnie dla autora określonego sposobu przy zastosowaniu ściśle określonych norm itp.), tym samym jest pozbawiona cech twórczości osobistej (cech utworu oryginalnego)” (sygn. akt IV CR 127/76). Cytowane uzasadnienie pochodzi z wyroku wydanego przed 35 laty, który dotyczył kwestii zdjęć eksponatów zrobionych przez pracownika muzeum.

W każdej sprawie, gdy sąd poweźmie wątpliwości, czy zdjęcie ma charakter utworu podlegającego ochronie, z pewnością będzie posiłkował się opinią biegłych. Zadaniem biegłego nie będzie ocena wartości artystycznej zdjęcia, a ustalenie czy zdjęcie pozbawione jest, czy też nie cech twórczości osobistej.

Rzućcie grosik

Mam nadzieję, że jeszcze pamiętacie wpis „Czy można Pani zrobić zdjęcie?”. Dotyczył on wizerunku, a tak naprawdę ogólnych zasad związanych ze zgodą na publikację.
Jak ma być wyrażona taka zgoda? Czy musi być na piśmie? Czy musi spełniać jakieś szczególne warunki?  Dobra wiadomość to taka, że nie ma szczególnych wymogów.  Zła, że w razie sporu Ty jako fotograf  będziesz musiał dowieść, że taką zgodę otrzymałeś. Oto przykłady jak zapatrują się na kwestię zgody sądy.

  • Zezwolenie na rozpowszechnianie wizerunku może być udzielone w dowolnej formie, ale zgoda musi być zawsze niewątpliwa (wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, sygn. akt I ACa 459/09).
  • Zgoda osoby na publikowanie jej wizerunku winna być wyrażona wprost, aczkolwiek w dowolnej formie, jednak zgody takiej nie można domniemać (moja uwaga: chyba że zapłaciłeś modelowi, o czym poniżej) (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sygn. akt I Aca 509/04),
  • Zgody na publikację wizerunku nie domniemywa się, jednak art. 81 ust. 1 nie wymaga także, aby zgoda ta wyrażona została w formie pisemnej. Jej udzielenie może nastąpić w każdej formie, a ustalenie faktu wyrażenia zgody na publikację wizerunku może nastąpić przy użyciu wszelkich środków dowodowych (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sygn. akt VI ACa 5/09).
  • Nie można argumentować, iż pozowanie, a nawet wybór zdjęć oznaczają oczywistą i bezwarunkową zgodę fotografowanego na wszelkie formy rozpowszechniania (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sygn. akt I ACa 494/08).

Jak się ustrzec przed zarzutem braku zgody? Najlepiej mieć ją na piśmie. Trzeba jednak pamiętać, że model może określić warunki wykorzystania wizerunku. W końcu jego wizerunek, to i jego prawo do określenia granic wykorzystania. Rzadko kto spisując umowę z modelem zapomina o kwestiach dotyczących publikacji wizerunku. Jeżeli jednak zdarzyło Ci się o tym zapomnieć, to z pomocą przychodzi prawo autorskie. Jeżeli zapłacisz modelowi, a on wyraźnie nie zastrzeże, że nie wyraża zgody na publikację, to korzystasz z domniemanej zgody. „Art. 81 zdanie 2. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.” W literaturze przedmiotu można znaleźć głosy, że istotne jest kto płaci modelowi. Jeżeli jesteś fotografem wykonującym zdjęcia na zlecenie firmy X, która płaci Tobie za zdjęcia, a modelowi za pozowanie, to z domniemania dotyczącego zgody korzysta firma X, a nie Ty. Rzecz może wydawać się dyskusyjna, ale chyba zgodna z duchem ustawy. Do mnie przemawia merkantylna argumentacja – kto płaci, ten ma! Nasuwa się pytanie do kiedy może się model sprzeciwić publikacji? Komentarze do ustawy przyjmują, że do momentu ustalenia wysokości zapłaty.

Zgoda na publikację, nawet jeżeli nie jest domniemana, nie zawsze uchroni Cię przed kłopotami. Czasami może się okazać, że ze względu na kontekst publikacji zdjęcia dojdzie do naruszenia dóbr osobistych modela, m.in. takich jak dobre imię, godność czy cześć. I nie będziesz wtedy odpowiadał za brak zgody na publikację (czyli za naruszenie wizerunku), ale właśnie za zły kontekst słowny lub komentarz. Kodeks cywilny (zawiera m.in. regulacje dotyczące dóbr osobistych) stanowi, że dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach (art. 23 kc). Sąd w Warszawie zajmował się sprawą modelki, która zaprotestowała przeciwko wykorzystywaniu jej wizerunku w ogłoszeniach seks-telefonu. Sąd ustalił, że z uwagi na formę, treść, kompozycję, miejsce zamieszczenia reklamy, mogła ona być traktowana jako reklama usług o szeroko rozumianym charakterze erotycznym oraz mogła być rozumiana w ten sposób, że to modelka świadczy reklamowane usługi. „Przyjęcie umówionej zapłaty za pozowanie przez modelkę oraz domniemanie zezwolenia na rozpowszechnianie wizerunku chroni osobę wykorzystującą portret (wizerunek) tylko wtedy, gdy poszkodowany powołuje się na naruszenie jego prawa do wizerunku. W przypadku powoływania się przez osobę poszkodowaną na naruszenie jej prawa do czci i do prywatności, zapłata za pozowanie nie jest wystarczająca dla wyłączenia bezprawności działania naruszającego dobra osobiste, który musi wykazać dysponowanie odpowiednim zezwoleniem poszkodowanego” (Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sygn. akt I ACa 1358/01).

W tym momencie mały OT. Sporo pojawia się pytań dlaczego czasami na zdjęciach lub reportażach filmowych zakryta jest rejestracja samochodu? Nie chodzi wcale o jakąś szczególną ochronę prawną tablic rejestracyjnych samochodu, ale właśnie o kontekst, poprzez który mogłoby dojść do naruszenia dóbr osobistych właściciela pojazdu.

PS. Mój model dostaje dwa razy dziennie zapłatę  w misce i do tej pory nie odszczekał się, że  się sprzeciwia publikacjom 🙂

Słowo na niedzielę

Na początku był Chaos. W międzyczasie było kilka wojen i powstań, potem urodziłeś się, dostałeś lub kupiłeś aparat fotograficzny, albo telefon z aparatem (w końcu zdjęcia robią ludzie nie aparaty) i… zrobiłeś swoje pierwsze zdjęcie. I stało się. Naciśnięcie spustu migawki wywołało lawinę konsekwencji prawnych, o których nawet może sobie nie zdajesz sprawy. Po pierwsze powstał utwór (któremu prawo przyznaje ochronę) , a Ty sam okrzyknięty zostałeś twórcą z wieloma prawami z tego wynikającymi (no chyba, że robiłeś za Pana „Push The Button”).  Są oczywiście również odstępstwa od powyższej generalnej zasady. Może bowiem się zdarzyć, że mimo że jesteś twórcą nie nabyłeś majątkowych praw autorskich do zdjęcia  (np. zrobiłeś zdjęcia w ramach stosunku pracy – art. 12), albo okaże się że zdjęcie nie jest utworem. Zakładam jednak, że jesteś autorem, a zrobione zdjęcie jest utworem i podlega reżimowi ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Dzisiaj jeden z elementów osobistych praw autorskich, jednocześnie odpowiedź na Case study. Zrobione zdjęcie zamieszczasz na stronie internetowej (nie ważne czyjej). Twoim świętym prawem jest zadecydować o tym, jak będzie „podpisany” autor zdjęcia (prawo to należne jest Tobie i nie można go zbyć, gdyż jest to jeden z elementów osobistych praw autorskich (art. 16 pkt 2).

Pamiętaj, jeżeli jesteś  autorem zdjęcia, to masz prawo do oznaczania utworu:
a)      swoim nazwiskiem lub
b)      pseudonimem albo
c)      do udostępniania go anonimowo.

Anonimowa publikacja implikuje pewne konsekwencje prawne, albowiem  majątkowe prawa autorskie wygasają z upływem lat siedemdziesięciu od daty pierwszego rozpowszechnienia (chyba że pseudonim nie pozostawia wątpliwości co do tożsamości autora lub jeżeli autor ujawnił swoją tożsamość), a nie od daty śmierci autora. Publikacja pod pseudonimem lub anonimowo nie pozbawia zdjęcia ochrony prawnej, z pewnością nie może być traktowana, jako zgoda autora do wykorzystania jego przez osoby trzecie. Świadczy o tym treść art. 8 ust. 3. „Dopóki twórca nie ujawnił swojego autorstwa, w wykonywaniu prawa autorskiego zastępuje go producent lub wydawca, a w razie ich braku – właściwa organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi.

Wracając do wczorajszej zagadki. Nie mam zielonego pojęcia jak fakt publikacji anonimowo może wpłynąć na świadomość gościa, który używa bezprawnie zdjęć? Bezdyskusyjny jest, że przestępstwo z art. 116 ust. 1 i 2 można popełnić tylko z winy umyślnej, jednak dlaczego prokurator uznaje, że fotografie (jak też strona internetowa) nieopatrzone danymi autora, będące ogólnodostępne mają wpływ na świadomość sprawcy?  Z faktu, że nie wiem czyje jest zdjęcie nie można wywieść, że nie mam świadomości, że nie wolno go użyć. Prawo autorskie nie wymaga noty copy right, żeby utwór był objęty ochroną. Ochrona zaczyna działać automatycznie z chwilą powstania utworu (zrobienia  zdjęcia). I jeszcze jedno, gdzie podziała się zasada ignorantia iuris nocet? Może gość rzeczywiście był nieświadomy, ale na pewno nie z powodu anonimowej publikacji.

A teraz obiecane Słowo na niedzielę.

VII Przykazanie Dekalogu mówi. Nie kradnij (dotyczy to również zdjęć publikowanych w internecie).

Było prawo boskie, czas na prawo stanowione :-).

Art. 116. 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w ust. 1 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
3. Jeżeli sprawca uczynił sobie z popełniania przestępstwa określonego w ust. 1 stałe źródło dochodu albo działalność przestępną, określoną w ust. 1, organizuje lub nią kieruje, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.
4. Jeżeli sprawca czynu określonego w ust. 1 działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

“działalność przestępna” to jest z ustawy, a nie literówka ;-).

Case study

Dzisiaj krótko. Wczoraj jeden z internautów podesłał mi postanowienie prokuratury w G. w sprawie o czyn z art. 116 ust. 1 i 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Jest weekend, mnie również należy się odpoczynek od paragrafów. Sprawa ciekawa z punktu widzenia szkoleniowego, więc pewnie będzie jako case study, który trzeba będzie rozłożyć na czynniki pierwsze, ale nie dzisiaj.

 

 

 

 

Dzisiaj chciałbym podzielić się z Wami pewnym wyimkiem z uzasadnienia. Prokurator w uzasadnieniu postanowienia o umorzeniu dochodzenia pisze: „W badanym przypadku nie sposób wykazać, że wyżej wymieniony działał bez odpowiedniego uprawnienia od autora zdjęć świadomie, albowiem jak już wskazano niniejsze fotografie (jak też strona internetowa) nie były opatrzone danymi autora, a zatem widniały w internecie jako ogólnodostępne.”
Pozostawiam na razie bez omówienia, oczekując Waszych refleksji i komentarzy. Nie dywagujcie jednak o winie, bo to jednak element prawa karnego, a zastanówcie się nad anonimowością witryny wpływającą na świadomość gościa, który korzysta bezprawnie z Waszych zdjęć.

Miłego główkowania!! 🙂

Autoportret

Autoportret można zrobić na różne sposoby. Na przykład moja młodsza córka jest specjalistką od robienia zdjęć „na longhendzie” (od angielskiego long hand). „Longhendy” to specjalność portali społecznościowych. Znajdziemy tam wiele autoportretów robionych przysłowiową małpką, z wyciągniętej ręki. Jak człowiek się uprze, to można „na longhendzie” zrobić zdjęcia nawet dużym body, tylko po co?
Zrób to prościej. Poproś, aby ktoś Ci zrobił zdjęcie. Zapytacie jaki to autoportret, skoro zdjęcie nie jest zrobione przez autora. Chyba da się to jakoś wytłumaczyć. Dzisiaj podumamy na temat zdjęcia zrobionego przez kogoś innego, pod „nadzorem” Pana Fotografa.
Na forach wielokrotnie powtarza się pytanie: „Kto jest autorem, do kogo należą prawa autorskie do zdjęcia, jeżeli wszystko ustawię, a osoba trzecia jedynie naciśnie spust migawki?” W przypadku zwykłego „cyk” rzecz wydawałaby się mało istotna. Urasta jednak do wielkiego problemu, gdy ten „cyk” zostanie wyceniony na tysiące dolarów, albo autor ma zostać laureatem jakiejś prestiżowej nagrody. Zazwyczaj wtedy Pan “Push The Button” przypomina sobie, że to on zrobił to zdjęcie i cały splendor, zaszczyty i majątek należą się jemu, albo przynajmniej powinien zostać uznany za współtwórcę. Ale czy na pewno? Niekoniecznie. Pamiętajmy, że prawo autorskie kładzie przede wszystkim akcent na element twórczy. Jeżeli sam ustawiłeś elementy ekspozycji (zdecydowałeś o czasie, przysłonie, ISO) ustaliłeś długość ogniskowej i kadr, wybrałeś miejsce z którego będzie robione zdjęcie i dodatkowo ustawiłeś światła, to na 99,9% zostałeś autorem utworu fotograficznego (zdjęcia), nawet jeżeli spust migawki nacisnął Pan “Push The Button”. Sąd Najwyższy uznał, że za twórczość można uznać w dziedzinie fotografii artystycznej (osobiście uważam, że każdej fotografii, a nie tylko artystycznej) świadomy wybór momentu fotografowania, punktu widzenia, kompozycji obrazu (kadrowania), oświetlenia, ustalenia głębi, ostrości i perspektywy, zastosowania efektów specjalnych oraz zabiegi zmierzające do nadania fotografii określonego charakteru, elementy te bowiem nadają fotografii indywidualne piętno, konieczne dla uznania istnienia utworu w rozumieniu prawa autorskiego (sygn. akt III CKN 1096/00). Tak więc, jeżeli Pan “Push The Button” nacisnął tylko spust migawki, to nie może być uznany ani za autora, ani za współtwórcę. W tym samym orzeczeniu sąd uznał, że osoba, która przy tworzeniu obiektu fotograficznego wykonuje tylko czynności techniczne obsługi sprzętu fotograficznego ściśle według wskazówek twórcy, nie jest współtwórcą w rozumieniu art. 9 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Współtwórczość w rozumieniu prawa autorskiego nie zachodzi, gdy współpraca określonej osoby nie ma charakteru twórczego, lecz pomocniczy, chociażby umiejętność wykonywania czynności pomocniczych wymagała wysokiego stopnia wiedzy fachowej, zręczności i inicjatywy osobistej”.
Korzystając z Pana „Push The Button” nie powinniśmy mieć wątpliwości co do autorstwa w przypadku fotografii pejzażowej, architektury, portretów. W zasadzie wszędzie tam gdzie mamy do czynienia ze zdjęciami statycznymi. W przypadku zdjęć dynamicznych (fotografia sportowa lub reportaż) mogą powstać pewne wątpliwości, bo przecież w takim wypadku nie jest najważniejsza głębia ostrości, czy ekspozycja, a bardziej moment naciśnięcia spustu migawki powodujący zamrożenie akcji, która „robi zdjęcie”.

Wydaje mi się, że udało mi się Was przekonać, że w świetle prawa autorskiego możesz zrobić autoportret biorąc do pomocy Pana „Push The Button”.

PS 1. Zamieszczone na górze zdjęcie to właśnie autoportret, dosłownie i w przenośni. Ustawiłem wszystkie parametry (włącznie z trybem seryjnym) i ustaliłem z moim przyjacielem Adamem, w którym momencie ma zacząć robić zdjęcia. Tak więc można prowadzić samochód i jednocześnie zrobić sobie zdjęcia z oddali, czyli… tytułowy AUTOPORTRET :-).

PS 2. Adam masz u mnie piwo! ;-).