Odbitki wujka Leona

Sprzedajemy zdjęcia. Ale rzeczywiście zdjęcia, czyli wydrukowane fotografie na naszych Epsonach lub wywołane w labie, ba może nawet w Saturnie. Zastanawialiście się kiedykolwiek nad konsekwencjami prawnymi?  Co tam sprzedajemy. Bierzemy, drukujemy plik zdjęć z imprezy u cioci  Krysi i po prostu wręczamy je wujkowi Leonowi. Czym jest taka czynność? Czy ma ona jakikolwiek wpływ na nasze majątkowe prawa autorskie? Co może z takimi zdjęciami zrobić wujek Leon?
Należy zacząć od tego, że barytowy papier, na którym wydrukowaliśmy nasz utwór (zdjęcie) jest jedynie nośnikiem. Taka wydrukowana fotka jest w rozumieniu prawa autorskiego egzemplarzem utworu (tak, jak np. moja ulubiona książka „Paragraf 22”, która też jest egzemplarzem utworu). W $4,338,500 wspominałem o jednym z pól eksploatacji, jakim jest wprowadzanie do obrotu oraz o egzemplarzu utworu. Wręczając wujowi Leonowi plik zdjęć (zakładamy, że utworów), wprowadziłeś je do obrotu. Czy w związku z tym faktem wuj Leon nabywa majątkowe prawa autorskie do zdjęć? A jeżeli tak, to jakie i na jakich polach eksploatacji?  Możesz spać spokojnie! Wręczając mu zdjęcia, wprawdzie wprowadziłeś utwory do obrotu, ale nie przeniosłeś jednak  żadnych praw majątkowych. Wszelkie autorskie prawa majątkowe do zdjęć/utworów nadal są należne Tobie (no chyba  że w międzyczasie opchnąłeś je ciotce Kryśce 😉 ). Regułę tę artykułuje wprost Ustawa, a dokładnie art. 52 ust. 1, który brzmi:

Art. 52. 1. Jeżeli umowa nie stanowi inaczej, przeniesienie własności egzemplarza utworu nie powoduje przejścia autorskich praw majątkowych do utworu.

Oczywiście nasuwa się pytanie, czy to dotyczy tej sytuacji? Przecież ja nie podpisywałem żadnej umowy, po prostu wydrukowałem zdjęcia i dałem je wujkowi Leonowi. Żadnej umowy może i nie podpisywałeś, ale obdarowałeś wuja zdjęciami. Dla każdego prawnika będzie oczywistym, że zawarliście umowę darowizny, na podstawie której przeniosłeś pod tytułem darmym na wuja Leona zdjęcia, w wyniku czego stał się on właścicielem poszczególnych egzemplarzy zdjęć. Skoro tak, to art. 52 ust. 1 będzie miał jak najbardziej zastosowanie do tej sytuacji. Wujo ma poszczególne egzemplarze zdjęcia, a Ty nadal masz majątkowe prawa autorskie do zdjęć (utworów).  Co może wujek Leon? Ano może te zdjęcia, jako prawowity właściciel odbitek sprzedać, podarować ciotce Feli, włożyć do rodzinnego albumu, albo napalić nimi w piecu, może również spróbować sprzedać je u Christie’s.  Ustawa zezwala mu również wystawiać je publicznie, ale pod warunkiem, że nie łączy się to z osiąganiem korzyści majątkowych (art. 32 ust. 1) . Czyli w zasadzie może zrobić to samo, co ja ze swoim egzemplarzem „Paragrafu 22”.

Czego nie wolno wujowi? Ano nie wolno mu np. zwielokrotniać zdjęć (czyli nie może np. robić odbitek z otrzymanych zdjęć). Zwielokrotnianie jest immanentnie bowiem związane z majątkowymi prawami autorskimi, które przysługują Tobie (o proszę pojawiło nam się kolejne pole eksploatacyjne).

Warto zapamiętać:
1. Ustawa rozróżnia nabycie praw do egzemplarza utworu od nabycia praw do utworu.
2. Poprzez fakt wręczenia po sesji modelce sterty jej zdjęć nie nabywa ona żadnych autorskich praw majątkowych do zrobionych zdjęć-utworów (no chyba, że się umówiliście inaczej), za to nabywa prawo własności wydruków.
3. Jeżeli kiedyś zostaną sprzedane Twoje odbitki za grube tysiące na aukcji, to pamiętaj co napisałem w  „$4,338,500”.

Clou sprawy

Kwestia rozpowszechniania wizerunku, to wciąż kopalnia problemów, które nie zawsze są do rozwiązania ad hoc. Na początek kolejne orzeczenie dotyczące wizerunku.

  1. Wizerunek człowieka jest zgodnie z art. 23 kc zaliczany do jego dóbr osobistych podlegających ochronie niezależnie od tego, czy wskutek posłużenia się nim w sposób bezprawny, a więc bez zgody zainteresowanego, przez osobę trzecią, doszło do naruszenia innych dóbr osobistych człowieka, jak cześć czy godność.
  2. Zakres ochrony wizerunku w sposób szczegółowy określa art. 81 Prawa autorskiego (warszawski Sąd Apelacyjny, sygn. akt I ACa 1089/98).

Z orzeczenia tego wynika, że istnieje różnica pomiędzy naruszeniem praw modela wynikającym np. z obraźliwego podpisu pod zdjęciem, a naruszeniem praw do rozpowszechniania jego wizerunku.  Tenże sąd w tym samym orzeczeniu stwierdził, że „jest prawem modela wyrażenie zgody na rozpowszechnianie jego wizerunku w jakiejkolwiek formie nieodpłatnie lub za wynagrodzeniem. Ewentualna możliwość wyrażenia przez modela zgody na rozpowszechnianie jego wizerunku za wynagrodzeniem nie czyni bezprawnym działania pozwanego, który zgody powoda nie uzyskał.” Oznacza to, że negocjacje z modelem co do wynagrodzenia, nie są jednoznaczne z wyrażeniem zgody na publikację. Możliwość udzielenia zgody obwarowana spełnieniem pewnych warunków jest tylko intencją wyrażoną przez portretowanego.

Wróćmy do pojęcia rozpowszechniania. Krótkie info o tym, czym jest rozpowszechnianie, było w Model release II. Przypomnijmy sobie, co tam napisałem: Przez pojęcie rozpowszechniania wizerunku rozumie się publiczne udostępnienie za pośrednictwem każdego znanego nam medium. Wygląda na to, że clou całej sprawy to rozszyfrowanie pojęcia „publiczne udostępnianie”. Należy tu posiłkować się ustawową definicją zawartą w art. 6 ust. 1 pkt 3 Ustawy zgodnie z którą,  utworem rozpowszechnionym jest utwór, który za zezwoleniem twórcy został w jakikolwiek sposób udostępniony publicznie. Akcent należy położyć na słowo publicznie, z którego wynika, że odnosi się to do sytuacji, w których z wizerunkiem może zapoznać się bliżej nieokreślony, nielimitowany krąg odbiorców. Z pewnością z publicznym rozpowszechnianiem wizerunku będziemy mieli do czynienia w sytuacji prezentacji zdjęć na wernisażu, w muzeum, galerii, na stronie internetowej, blogu,  publikowaniu ich w jakiejkolwiek formie w mediach drukowanych czy elektronicznych. Na podstawie tak zdefiniowanego rozpowszechniania wizerunku (art. 81 ust. 1 Ustawy) należy uznać, że nie będzie naruszało praw portretowanego pokazanie zdjęć na przyjęciu rodzinnym, czy w gronie przyjaciół, jak również na zamkniętym spotkaniu dyskusyjnym poświęconym fotografii, czy podczas lekcji w szkole. Moim zdaniem dopuszczalne będzie również rozpowszechnianie wizerunku „w zamkniętej galerii internetowej”, do której ma dostęp niewielki, ograniczony krąg osób.

Jako fotografowie, nieraz buntujemy się, że ochrona wizerunku utrudnia nam życie, a ustawodawstwo nie idzie z duchem czasu. Musimy jednak pamiętać, że prawo do prywatności, to rzecz święta. Chroni ono również nas fotografów.  Nie zawsze jesteśmy myśliwymi, może się zdarzyć, że będziemy „ustrzeloną zwierzyną”, której wizerunek trafi na czyjś blog, czy stronę internetową. Podstawowym źródłem prawa, z którego wynika ochrona wizerunku jest Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Zgodnie, z którą każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym (art. 47).

Powtórzę, co już pisałem wcześniej. Dłubanie w nosie nie jest zakazane, natomiast zakazane jest rozpowszechnianie wizerunku dłubiącego, bez jego zgody (nie dotyczy wyjątku z art. 81 ust. 2 pkt 1 Ustawy).

Benvenuti in Italia

Dyskusja dotycząca „Ad vocem” uzmysłowiła mi, że sprawa wizerunku i jego publikacji jest jednym z istotnych problemów w fotografii. Podróżując po świecie wielokrotnie towarzyszy nam aparat fotograficzny, kusząc do fotografowania ludzi i ich otoczenia. Nie mam zamiaru nikogo zniechęcać do tego typu fotografii. Sam robię sporo takich zdjęć. No niestety w zasadzie do szuflady. Jak to uznał mój adwersarz ze „Szturchańca”, szkoda że znikną wraz ze śmiercią twardego dysku. Może i szkoda.  Czasem przecież jednak można komuś pokazać „nielegalnie”. O właśnie, w tym miejscu pisząc to uzmysłowiłem sobie, że warto jeszcze przyjrzeć się szerzej pojęciu rozpowszechnianie wizerunku Chyba nie było, a jak było to tylko przy okazji. Dzisiaj jednak zajrzyjmy, jak to jest u innych.

Kilka słów poświęcę mojemu ulubionemu krajowi. Zaglądam do prawa cywilnego, do prawa autorskiego i tu… niemiła niespodzianka. Piotrze, wizerunek osób na zdjęciach, które Ci ostatnio pokazywałem, w świetle prawa włoskiego też jest chroniony. Włoski kodeks cywilny, a dokładnie przepis art. 10 stanowi, że „W przypadku, gdy wizerunek osoby lub jej rodziców, współmałżonka lub dzieci został wystawiony lub opublikowany, z wyjątkiem przypadków, w których wystawianie lub publikacja jest dozwolone przez prawo, albo godzi w dobre imię i godność tej osoby lub jej krewnych, sąd na wniosek, może zakazać dokonywania naruszenia albo zasądzić odszkodowanie.Włoskie prawo autorskie, odpowiednik naszej Ustawy, w kwestii wizerunku zawiera regulacje prawie jak polskie.  Art. 93 włoskiej ustawy: „Portret osoby nie może być wyświetlany, powielany lub rozpowszechniany komercyjnie bez jej zgody, z zastrzeżeniem postanowień zawartych w następnym artykule.” Art. 97, czyli coś, co przypomina regulację zawartą w art. 81 ust. 2 naszej Ustawy. „Nie trzeba zgody osoby portretowanej [czytaj: której wizerunek jest na zdjęciu], jeżeli jest to uzasadnione jej sławą lub zajmowanym stanowiskiem publicznym, wynika to z potrzeb wymiaru sprawiedliwości lub policji, albo publikowany w celach naukowych, edukacyjnych bądź kulturalnych, jak również gdy publikacja związana jest z faktami, zdarzeniami lub uroczystościami jakie są w centrum publicznego zainteresowania  albo odbyły się publicznie. Wizerunek nie może być wyświetlany lub komercyjnie rozpowszechniany, kiedy jego publikacja lub komercyjne rozpowszechnianie narusza honor, reputację lub godność przedstawiane osoby”

Wygląda na to, że we Włoszech kwestia zezwolenia ustawowego na rozpowszechnianie wizerunku osoby trzeciej jest potraktowana jednak ciut szerzej niż w Polsce. U nas nie ma celów naukowych, edukacyjnych, bądź kulturalnych. Przy takim zapisie można by pokazywać zdjęcia np. na DFV w „celach edukacyjnych”. Znawcy tematu poddawaliby takie zdjęcie „stosownej obróbce”, wstawiając naście jedynek lub fifnaście ochów 😉

Tu ściąga obrazkowa, jak to z tym włoskim wizerunkiem. Trochę ciekawostek dotyczących włoskiego „prawa fotograficznego” znajdziecie na stronie Associazione Nazionale Fotografi Professionisti, w zakładce „Le leggi in fotografia”.

Jak zwykle garść paragrafów. Mając na uwadze moją niedoskonałą znajomość nowożytnego języka, za ojca którego uważany jest Dante Alighieri, dzisiejsza garść po włosku.
Art. 10 [Abuso dell’immagine altrui]  Il Codice Civile Italiano
Qualora l’immagine di una persona o dei genitori, del coniuge o dei figli sia stata esposta o pubblicata fuori dei casi in cui l’esposizione o la pubblicazione e dalla legge consentita, ovvero con pregiudizio al decoro o alla reputazione della persona stessa o dei detti congiunti, l’autorità giudiziaria, su richiesta dell’interessato, può disporre che cessi l’abuso, salvo il risarcimento dei danni.

Art. 97 Legge a protezione del diritto d’autore e di altri diritti connessi al suo esercizio
Non occorre il consenso della persona ritrattata quando la riproduzione dell’immagine è giustificata dalla notorietà o dall’ufficio pubblico coperto, da necessità di giustizia o di polizia, da scopi scientifici, didattici o colturali, o quando la riproduzione è collegata a fatti, avvenimenti, cerimonie di interesse pubblico o svoltisi in pubblico.
Il ritratto non può tuttavia essere esposto o messo in commercio, quando l’esposizione o messa in commercio rechi pregiudizio all’onore, alla reputazione od anche al decoro della persona ritrattata.

Ad vocem

Cały wczorajszy wieczór prowadziłem zaciekłą dysputę z Piotrem na temat, czy narusza prawo, czy też go nie narusza. Rzecz była oczywiście o fotografowaniu ludzi i o zgodzie na rozpowszechnianie wizerunku. Trzeba odczarować rzeczywistość z komentarzy pod wczorajszym wpisem Piotra. Wróćmy do prawd podstawowych i przypomnijmy je sobie.

1. W Polsce nie istnieje zakaz fotografowania ludzi. To pierwsza i podstawowa zasada. Wielokrotnie już na F-LEX powtarzana. Widać jednak, że trzeba powtarzać, żeby się utrwaliło.
2. Sfotografować można każdego, bez względu na to, czy się uśmiecha do Ciebie i wyraża zgodę na cyknięcie fotki, czy też wygraża. Jeśli jednak biega szybciej niż Ty, to istnieje oczywiście ryzyko dostania po zębach. Przez przypadek mogą Cię pomylić z kimś z TVN czy Polsatu.
3. Zgoda potrzebna jest na rozpowszechnianie wizerunku.

Ka_tula pod Piotrowym wpisem napisała: „W sumie ja bez podpisanej zgody aparatu nie wyciągam. Bo póki wszystko jest dobrze to ok ale potem to może być różnie.
F-LEX: Droga Katarzyno, nie ma powodu nie wyciągać aparatu. Fotografuj do woli. Kwestia tylko późniejszej publikacji stoi pod znakiem zapytania.

Atka natomiast pisze tak: „Darek:) zrozumiałam, że moją panią z lasu mogę wystawiać? nie jest zza granicy ale na uprzejme dzień dobry i zagajenie rozmowy obrzuciła mnie niewidzącym wzrokiem i rozmowy o umowach , choćby ustnych, nie było mowy.
F-LEX: Natalio, było już na blogu. Przywołam po raz enty pewne orzeczenie: Zgoda osoby na publikowanie jej wizerunku winna być wyrażona wprost, aczkolwiek w dowolnej formie, jednak zgody tej nie można domniemywać (Sąd Apelacyjny w Warszawie sygn. akt I ACa 509/04).

Strzelec: „Darku chyba są „złagodzenia” prawa do publikacji wizerunku w książkach fotograficznych), byle nie poniżać modela lub go ośmieszać. I ok. Naciągane trochę, ale ile razy taka domyślna zgoda wyrażona jest uśmiechem. Ja nieraz tak mam, to mi wystarczy! (No może nie w sądzie )”.
F-LEX:   „Uśmiech”, to raczej jest zgoda na strzelenie fotki. Zobacz Jarku, co napisałem powyżej pod tezą Natalii. Osobiście nie znam żadnych złagodzeń prawnych odnośnie publikacji wizerunku osób w książkach fotograficznych. Co do kwestii obraźliwego kontekstu zdjęcia. Poruszasz zupełnie inne zagadnienie (które też było na F-LEX). Można bowiem mieć zgodę na rozpowszechnianie wizerunku, a poprzez obraźliwy kontekst (podpisując zdjęcie np. złodziej) możesz naruszyć inne dobra osobiste modela (a nie jego  wizerunek).

Wracając do dysputy  z Piotrem, to dużo czasu zajęła nam kwestia, w którym momencie fotograf narusza dobro osobiste modela. Dobro osobiste modela zostaje naruszone z chwilą bezprawnego rozpowszechnienia wizerunku. To, że model nie ściga fotografa, nie oznacza wcale działania zgodnego z prawem. Z naruszeniem praw do wizerunku jest tak samo, jak z jazdą samochodem. Na autostradzie w Polsce obowiązuje ograniczenie prędkności do 140 km/h. Jeżeli jadę 180 km/h, to naruszam prawo. Naruszam je i to bez względu na to, czy złapała mnie policja na wideoradar, czy też nie. Po prostu miałem farta i nie doścignęła mnie ręka sprawiedliwości. I oczywiście niech tak zostanie in saecula saeculorum! 😉

Konkludując: Publikując zdjęcie bez zgody modela lub zgody ustawowej naruszasz prawo, co oczywiście nie oznacza, że poniesiesz z tego tytułu jakieś konsekwencje. Decyzja jest jedynie w rękach modela.

PS.
Strzelec pisze również: „Jako domorosły portrecista (brzmi już jak recydywista ) uważam, że to paranoja jakaś. Tak, wiem: prawo. Ale powinno ono oddawać przemiany społeczne. Dziś wszyscy fotografują, i fajnie! Jak chcą zarabiać, to niech się dzielą z modelem lub pilnują zgody na publikację. Jeśli nie, to z punktu widzenia etyki (nie prawa) taki strzelony portret na ulicy można chyba publikować na stronach fotograficznych (w celach edukacyjnych)”.
F-LEX:   Jarku chciałbyś wisieć w galerii np. DFV przyłapany, jak dłubiesz w nosie? 😉

PS2. Publikując zdjęcie bez zgody modela, albo bez ustawowego upoważnienia (art. 81 ust.2 Ustawy) jest chyba większym przewinieniem, niż naruszenie przez okuka67 norm społecznych.

Miszmasz

W planach była publikacja na temat  opisany w punkcie 1. Niestety nie wypaliła (z powodów jak poniżej). Jednak w internecie dzisiaj pojawiło się kilka informacji związanych z wizerunkiem, stąd krótkie resume.

 

 

 

 

 

 

 

 

  1. Od rana miałem zamysł, aby dzisiejszy wpis był poświęcony ochronie wizerunku Jarosława K. Niestety sąd nie wydał wyroku i na nowo otworzył rozprawę. Należy więc uzbroić się w cierpliwość i jeszcze chwilę poczekać na odpowiedź, jak zapatruje się Temida na zdjęcie Kaczyńskiego ze zdziwioną miną i podniesionymi brwiami w kontekście badań psychiatrycznych.
  2. O wizerunku dzisiaj pisze również zaprzyjaźniony bloger. Sugeruje on, że ochrona wizerunku, to jedynie „pic na wodę, fotomontaż”.  Odżegnując się od stawianych przez niego tez, że go zabiję, muszę stwierdzić, iż czasami żałuję, że niektórych redaktorów z DFV nie pali się na stosie  lub przynajmniej nie łamie kołem. 😉 Pomijając intencje Piotra oraz prawdziwość stawianych tez muszę mu jednak uzmysłowić, że będzie miał kłopot ze sprzedaniem zdjęć bez zgody na rozpowszechnianie wizerunku.  Nie jest to oczywiście niemożliwe, o czym było na F-LEX w „Model release II”.
  3. O wizerunku również w dzisiejszej „Rzeczpospolitej” w artykule zatytułowanym „Nie wolno publikować twarzy chuliganów”. Dla fotografa w zasadzie nic nowego, bo było o tym na F-LEX w „Delikwent”. Dyskusja dotyczy kwestii czy na podstawie art. 13 prawa prasowego można opublikować zdjęcie poszukiwanego chuligana. Dysputa bardziej prawnicza, niewiele wnosząca dla fotografów czy fotoreporterów, acz warta odnotowania.

W sprawie kwestii poruszanych w “Schedzie” pojawiły się opinie m.in. karnistów, które można znaleźć TU.

D-51

Obstawili mi tym moją okolicę, więc mnie to irytuje. D-51 nie jest to długo już wyczekiwany następca Nikona D3s, a po prostu oznaczenie znaku drogowego.

„Znak automatyczna kontrola prędkości" (D-51) uprzedza o miejscu lub odcinku drogi, na którym prędkość jazdy jest kontrolowana i rejestrowana przez urządzenia działające samoczynnie.

Wpisy Autoportret i Gra w Zielone zajmowały się kwestią pojęć „Autor” i „Utwór”. W ramach dyskusji na poruszane tam tematy, niektórzy starali się przekonywać, że cechy utworu ma nawet nagranie z kamery przemysłowej. Ma to  coś wspólnego z D-51? Oczywiście, że ma! Jeżeli zobaczysz na drodze D-51, to możesz spodziewać się, że ktoś, a raczej coś będzie chciało Ci zrobić fotkę w pędzącym samochodzie. Więc bądź czujny! Jeżeli fotka będzie zrobiona, to pojawia się pytanie kto jest jej autorem? Inspektor transportu drogowego, strażnik miejski, firma stawiająca maszt, producent aparatu? No wiadomo, że nie producent aparatu, jak również nie firma stawiająca maszt, bo przecież autorem może być tylko osoba fizyczna. Strażnik miejski? Też nie. Takie zdjęcie nie ma bowiem cech utworu w rozumieniu art. 1 Ustawy, dlatego też nie jest przedmiotem prawa autorskiego. Przypomnijmy sobie, że „Utwór powinien stanowić rezultat działalności o charakterze kreacyjnym. Przesłanka ta, niekiedy określana jako przesłanka “oryginalności” utworu, zrealizowana jest wówczas, gdy istnieje subiektywnie nowy wytwór intelektu” (orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, sygn. akt I Aca 800/07).

Zdjęcie z fotoradaru jest wprawdzie wartościowe, bo jego cena dochodzi nawet do 1.000,00 PLN, ale mimo wszystko nie jest ono utworem.

Z dobrych wieści:
1. urządzenie rejestrujące dokonujące pomiaru prędkości, na potrzeby prowadzonych postępowań w sprawach o wykroczenia, nie zapisuje za pomocą technik utrwalania obrazów naruszeń polegających na przekroczeniu przez kierujących pojazdami dopuszczalnej prędkości o 10 lub mniej km/h.
2. Urządzenie rejestrujące, z wyjątkiem urządzenia rejestrującego zainstalowanego w pojeździe albo na statku powietrznym znajdującym się w ruchu, w czasie pracy urządzenia, ustawia się i programuje tak, aby pomiar nie odbywał się w miejscu znajdującym się przed znakiem-51.

Jeżeli chcesz więcej wiedzieć, w kwestiach radarowych, zajrzyj do stosownego rozporządzenia.

Powtórka

A to się uwzięli. Z nudów kreują do oceny stany faktyczne i różne podwarianty wariantów, żądając rozstrzygnięcia, kto jest autorem zdjęcia, w takim a takim stanie faktycznym.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W opisanych przypadkach (tych z linków) nie można oczywiście wykluczać współautorstwa, o którym było w notce zatytułowanej “Współsprawstwo”. Widać, że temat „Autoportretu” z pewnością będzie  wracał w dyskusjach, także na F-LEX, jak bumerang. Nie dam się jednak wciągnąć w polemikę, bo do niczego ona nie doprowadzi. Gdy rzeczywiście dojdzie do sporu, niech rozstrzygają to sądy!  Będziemy mieli konkretny stan faktyczny, konkretne dzieło i konkretne żądania skłóconych gentlemanów o ustalenie, kto jest twórcą. Przypomnę jednak konkluzje z „Autoportretu”:

Korzystając z Pana „Push The Button” nie powinniśmy mieć wątpliwości co do autorstwa w przypadku fotografii pejzażowej, architektury, portretów. W zasadzie wszędzie tam gdzie mamy do czynienia ze zdjęciami statycznymi. W przypadku zdjęć dynamicznych (fotografia sportowa lub reportaż) mogą powstać pewne wątpliwości, bo przecież w takim wypadku nie jest najważniejsza głębia ostrości, czy ekspozycja, a bardziej moment naciśnięcia spustu migawki powodujący zamrożenie akcji, która „robi zdjęcie”.

Należałoby przywołać również fragment uzasadnienia wyroku Sądu Najwyższego (sygn. akt III CKN 1096/00), który stwierdził, że „za twórczość w rozumieniu art. 1 ust. 1 Pr.aut. można uznać w dziedzinie fotografii artystycznej świadomy wybór momentu fotografowania, punktu widzenia, kompozycji obrazu (kadrowania), oświetlenia, ustalenia głębi, ostrości i perspektywy, zastosowania efektów specjalnych oraz zabiegi zmierzające do nadania fotografii określonego charakteru, elementy te bowiem nadają fotografii indywidualne piętno, konieczne dla uznania istnienia utworu w rozumieniu Prawa autorskiego. (…) Fakt, że w takiej sytuacji ktoś inny jest autorem dzieła fotografowanego nie wyklucza możliwości uznania za współautora powstałego fotogramu wykonawcy zdjęcia fotograficznego dzieła. Jednakże, jak w każdym innym przypadku twórczości, konieczne jest wykazanie istnienia wkładu twórczego i indywidualnego wykonawcy fotografii w powstanie końcowego dzieła.

W „Sukces ma wielu ojców” Piotr oczywiście przerysował sytuację ze Sławkiem. Sławek zainspirował innych. Podpowiedział, gdzie można zrobić fajne zdjęcie. Nie decydował jednak o kadrze, parametrach, głębi ostrości itp., itd. Biegający Jurek jest natomiast przykładem osoby, która przy tworzeniu obiektu fotograficznego wykonuje tylko czynności techniczne  (sygn. akt III CKN 1096/00). W przypadku Ewy możemy mieć do czynienia z przypadkiem opisanym w „Ludzie listy piszą”.

Przy okazji pozdrawiam serdecznie całą ekipę Marokańczyków (tych których znam i tych, których mam nadzieję poznać w przyszłości). 🙂

$4,338,500

Wszyscy dyskutują co takiego szczególnego jest w fotografii zatytułowanej Rhein II autorstwa Andreasa Gursky. Jak o co? Cena. Każdy chciałby sprzedać za ponad 4 miliony amerykańskich dolarów swoje zdjęcie. O szczegółach dotyczących przedmiotu aukcji i wylicytowanej cenie można  przeczytać na stronie domu akcyjnego Christie’s. Z informacji zamieszczonych na stronie wynika, że przedmiotem aukcji był konkretny egzemplarz zdjęcia. Jak wierzyć zapewnieniom dotyczącym przedmiotu aukcji, zdjęcie zatytułowane Rhein II zostało zaprezentowane w tej formie, rozmiarze i na takim właśnie nośniku w 6 egzemplarzach. Właśnie jeden z tych sześciu egzemplarzy został sprzedany. Znaczy się, ktoś zapłacił fortunę za egzemplarz zdjęcia, ale nie za majątkowe prawa autorskie  do fotografii.

Spróbujmy przyjrzeć się temu zagadnieniu nie przez pryzmat ceny, a z punktu widzenia praw autorskich. Pierwotna sprzedaż wydrukowanego (wywołanego) zdjęcia jest związana z prawem wprowadzania do obrotu egzemplarza, na którym utrwalono utwór (zdjecie). Wprowadzenie do obrotu to jedno z pól eksploatacji (na samym początku F-LEXa pisałem, że jak za oknem szybko zacznie robić się ciemno, będziemy omawiać pola eksploatacji, no to i jest pierwsze pole eksploatacji). Zgodnie z art. 50 pkt 2 Ustawy odrębnym polem eksploatacji w zakresie obrotu oryginałem albo egzemplarzami, na których utwór utrwalono jest wprowadzanie do obrotu, użyczenie lub najem oryginału albo egzemplarzy. Przez wprowadzeniem utworu do obrotu rozumie się publiczne udostępnienie jego oryginału albo egzemplarzy drogą przeniesienia ich własności dokonanego przez uprawnionego lub za jego zgodą (art. 6. ust 1. pkt 6 Ustawy). Utwór może być wprowadzany do obrotu jedynie przez osobę uprawnioną, czyli osobę posiadającą autorskie prawa majątkowe w zakresie wprowadzania do obrotu. Natomiast nabywca egzemplarza  zdjęcia może natomiast dysponować nim w dowolny sposób, np. wystawić na aukcji u Christi’s, podarować znajomemu, czy też schować do skrzyni na strychu.

Dałeś cioci w prezencie zestaw swoich fotografii, a ta opyliła je u Christi’s za grube setki tysięcy zielonych. Czujesz się troszkę głupio, bo mogłeś zrobić to sam? A tak figa z makiem. Nie do końca tak z tą figą. Twórcy prawa autorskiego na świecie przewidzieli taką możliwość i wprowadzili coś, co w branży nazywa się  „Droit de suite”. Nasza ustawa zawiera również takie regulacje (art. 19 i następne). „Droit de suite” to prawo do wynagrodzenia twórcy (fotografa) z tytułu zawodowej odsprzedaży egzemplarza utworu fotograficznego.  Przez zawodową odsprzedaż należy rozumieć wszystkie czynności o charakterze odsprzedaży dokonywane, w ramach prowadzonej działalności, przez sprzedawców, kupujących, pośredników oraz inne podmioty zawodowo zajmujące się handlem dziełami sztuki lub rękopisami utworów literackich i muzycznych.  Prawo to, tak jak inne prawa majątkowe wygasa po 70 latach od śmierci twórcy.

Podsumowują:
1. Jeżeli dostałeś od kogoś „zdjęcie papierowe”, to możesz nim dysponować w dowolny sposób. Ale uwaga, tylko tym egzemplarzem, co oznacza, że nie możesz go zeskanować i opublikować na własnej stronie www czy na blogu,
2. Jeśli Właściciel Twojego zdjęcia sprzedaje je powyżej 100 EURO u Christi’s, w pewnych przypadkach możesz liczyć na zasilenie swojego konta,
3. Andreasowi Gursky pewnie też coś skapnęło z wylicytowanej sumy.

Garść paragrafów
Art. 19. 1. Twórcy i jego spadkobiercom, w przypadku dokonanych zawodowo odsprzedaży oryginalnych egzemplarzy utworu plastycznego lub fotograficznego, przysługuje prawo do wynagrodzenia stanowiącego sumę poniższych stawek:
  1)   5 % części ceny sprzedaży, jeżeli ta część jest zawarta w przedziale do równowartości 50.000 euro, oraz
  2)   3 % części ceny sprzedaży, jeżeli ta część jest zawarta w przedziale od równowartości 50.000,01 euro do równowartości 200.000 euro, oraz
  3)   1 % części ceny sprzedaży, jeżeli ta część jest zawarta w przedziale od równowartości 200.000,01 euro do równowartości 350.000 euro, oraz
  4)   0,5 % części ceny sprzedaży, jeżeli ta część jest zawarta w przedziale od równowartości 350.000,01 euro do równowartości 500.000 euro, oraz
  5)   0,25 % części ceny sprzedaży, jeżeli ta część jest zawarta w przedziale przekraczającym równowartość 500.000 euro
– jednak nie wyższego niż równowartość 12.500 euro.
2. Przepisu ust. 1 nie stosuje się w przypadku ceny sprzedaży niższej niż równowartość 100 euro.
3. Oryginalnymi egzemplarzami utworu w rozumieniu ust. 1 są:
1) egzemplarze wykonane osobiście przez twórcę;
2) kopie uznane za oryginalne egzemplarze utworu, jeżeli zostały wykonane osobiście, w ograniczonej ilości, przez twórcę lub pod jego nadzorem, ponumerowane, podpisane lub w inny sposób przez niego oznaczone.
 

Scheda

Fobie polityczne fobiami politycznymi, ale F-LEX (w przeciwieństwie do jego autora) jest apolityczny. Dzisiaj na Onecie pojawiła się informacja na temat ostatniego zdjęcia świętej pamięci Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, zrobionego podczas feralnego lotu 10. kwietnia 2010 r. Z umieszczonej tam informacji wynika, że zdjęcie zostało zrobione telefonem komórkowym przez jedną z ofiar katastrofy. Prokurator mimo żądań brata Prezydenta nie chce wydać zdjęcia powołując się na Ustawę (która jest przedmiotem zainteresowań F-LEX), albowiem rodzina nieżyjącego autora zdjęcia nie wyraża na to zgody.
W zasadzie całą sprawę można sprowadzić do pytania, czy za pomocą telefonu komórkowego może powstać utwór? Odpowiedź na postawione pytanie jest twierdząca. Jest oczywistą oczywistością, że może powstać utwór fotograficzny, będący przedmiotem prawa autorskiego, zrobiony za pomocą telefonu komórkowego. Pojęcie utworu, jak zapewne pamiętacie, wiąże się z przejawem działalności twórczej, a nie środków za pomocą których powstał. Jeżeli więc uznano, że zrobione zdjęcie jest przedmiotem prawa autorskiego, to muszą obowiązywać wszelkie z tym związane zasady. Co z odmową wydania zdjęcia ma wspólnego zgoda rodziny autora zdjęcia? Majątkowe prawa autorskie są dziedziczne, tak więc wchodzą w skład masy spadkowej po autorze i rozporządzać nimi mogą tylko jego spadkobiercy. Art. 41. ust. 1 pkt 1 Ustawy stanowi, że autorskie prawa majątkowe mogą przejść na inne osoby w drodze dziedziczenia lub na podstawie umowy.

Z treści notatki na Onecie wynika, że pełnomocnik żąda zwrotu zdjęcia? Zwrot, to nic innego jak oddanie komuś jego własności. W tym wypadku majątkowe prawa autorskie należą się rodzinie autora zdjęcia, a nie rodzinie Pana Prezydenta. Czy prokuratura ma rację? Tak.

Moje czy Nasze?

Czy moja żona lub mój mąż ma jakieś prawa do moich zdjęć? Swoją drugą, zazwyczaj lepszą połowę każdy zapewne bardzo mocno kocha, co jednak nie zmienia faktu, że można postawić sobie pytania, dotyczące zdjęć. Jak zapewne pamiętacie, robiąc zdjęcie zazwyczaj stajecie się twórcami, a rzeczone zdjęcie utworem w rozumieniu Ustawy. Z utworem wiąże się pojęcie osobistych, jak i majątkowych praw autorskich.

Osobiste prawa autorskie do zdjęcia zawsze wiązać się będą z fotografem. W końcu jak sama nazwa wskazuje, są one osobiste, są na stałe przypisane fotografowi (twórcy) i nie można się ich ani zrzec, ani zbyć.  Tak więc choćby już z tego powodu, wstąpienie w święty związek małżeński nie będzie miało wpływu na autorskie prawa osobiste do zdjęć zrobionych podczas jego trwania. Autorem zawsze będziesz Ty, a żona lub mąż nie stanie się współautorem poprzez sam fakt bycia żoną lub mężem. Czy żona lub mąż mogą być współautorami? Tak. Jeżeli biorą udział w procesie twórczym robienia zdjęcia. O współautorstwie traktuje art. 9 Ustawy, było też już trochę na F-lex, w  „Współsprawstwie”.

Jeżeli współmałżonek nie jest jednak współautorem zdjęcia (nie staje się nim np. przez fakt, że widnieje na zdjęciu), to nie przysługują mu autorskie prawa osobiste do Twoich zdjęć. Osobiste prawa autorskie to np. sława, więc można sobie machnąć na to ręką. Ale co z majątkiem.? A dokładniej, co z autorskimi prawami majątkowymi? Tu na pomoc idzie nam kodeks rodzinny i opiekuńczy (krio), który reguluje kwestie majątkowe małżonków. Wymienia on m.in. składniki, które nie wchodzą w skład majątku wspólnego. Zgodnie z art. 33 pkt 9 krio do majątku osobistego każdego z małżonków należą prawa autorskie i prawa pokrewne, prawa własności przemysłowej oraz inne prawa twórcy. Tym samym sprawę za nas załatwił ustawodawca. Nie musimy w żaden sposób tłumaczyć mężowi, czy żonie, że to jest nasze hobby i my decydujemy sami o prawach do  zdjęć.  Jeżeli jednak będziemy czerpać dochody z tychże zdjęć (autorskich praw majątkowych), to zgodnie z prawem dochody te jednak zasilą wspólny małżeński budżet, albowiem w myśl art. 31 .ust. 2 krio do majątku wspólnego należą m.in. dochody majątku osobistego każdego z małżonków.

Jest jednak również i dobra wiadomość, jeżeli zbędziesz autorskie prawa majątkowe do zdjęć, a nie chcesz zasilić wspólnej kasy, kup sobie nowego Nikona/Canona/Pentaxa czy cokolwiek innego.  A czemóż to? Bo dzięki takiemu małemu mykowi, ten Nikon też będzie tylko Twój. Art. 33 pkt  10 krio stanowi bowiem, że do majątku osobistego każdego z małżonków należą przedmioty majątkowe nabyte w zamian za składniki majątku osobistego, chyba że przepis szczególny stanowi inaczej (w prawie nazywa się to surogacja). Sąd Najwyższy (sygn. akt V CKN 50/00) stwierdził, że aby doszło do surogacji,  muszą zostać spełnione dwie przesłanki: po pierwsze, aby jedno i to samo zdarzenie spowodowało wyjście określonego przedmiotu z majątku odrębnego i nabycie innego przedmiotu majątkowego oraz po drugie, aby przedmiot nabyty był uzyskany także w sensie ekonomicznym kosztem majątku odrębnego.

Biorąc ślub nie trzeba spisywać intercyzy odnośnie praw do zdjęć. Zdjęcia (znaczy się majątkowe prawa autorskie) była, są i będą Twoje.