Stara Europa

Przepisy dotyczące ochrony wizerunku w polskim prawie są dosyć rygorystyczne, co powoduje że możliwość publikacji wizerunku bez zgody zainteresowanego jest bardzo ograniczona. Ustawowe przesłanki do publikacji też nie są jednoznaczne, przez co przed publikacją fotograf ma sporo rozterek. Mając zgodę na rozpowszechnianie wizerunku podpisaną przez modela lub gdy wykoncypowaliśmy, że mamy zgodę ustawową i tak zawsze zachodzi ryzyko, że kontekst publikacji, jej miejsce lub choćby sam podpis pod zdjęciem może spowodować naruszenie dóbr osobistych osoby znajdującej się na nim. W jednym z komentarzy pod ostatnim wpisem zwracałem uwagę na konieczność zadania sobie dwóch pytań przed zamieszczeniem zdjęcia:
a)      Czy można publikować wizerunek danej osoby (czy mam zgodę)?
b)      Czy zdjęcie nie narusza dóbr osobistych danej osoby?
Może warto się zastanowić się, czy rzeczywiście wizerunek powinien być osobno chroniony i to w sposób tak bardzo rygorystyczny? Pytanie to narodziło się w mojej głowie podczas lektury „Fotografii prasowej”.  Czyż nie byłoby o wiele prościej, gdyby istniało u nas prawo do publikacji, tak jak ma to miejsce w prawie amerykańskim? Sportretowany byłby chroniony przez fakt istnienia przepisów o ochronie prawa do prywatności (wystarczyłoby odpowiadać sobie przed publikacją tylko na drugie pytanie).

Obecny stan prawny powoduje, że wielu fajnych zdjęć nie można opublikować ze względu na brak zgody na publikację wizerunku. Fajna fotka Pana X nie musi przecież być dla niego obraźliwa, nie musi naruszać jego dóbr osobistych, czy naruszać prawo do prywatności. A jednak nie wolno i już. Oczywiście nikt nam nie zabroni opublikować takiego zdjęcia, ale narażamy się na ryzyko, że Pan X zechce się z nami sądzić. W sytuacji, gdyby istniała w naszym prawie regulacja podobna do amerykańskiej, Pan X sądziłby się tylko w sytuacji, gdy naruszylibyśmy jego prywatność. A teraz, sam fakt zamieszenia zdjęcia na stronie internetowej narusza dobra Pana X. Czy rzeczywiście to ma jakiś głębszy sens? No chyba nie ma. Może czasem warto coś pożyczyć od Amerykanów i niekoniecznie muszą to być F-16. Czyż nie byłoby o wiele łatwiej, gdyby funkcjonowało u nas „Right of publicity”, a chroniony byłby tylko wizerunek użyty do celów komercyjnych? Rozsądek podpowiada, że nie da się zapewne recypować wprost rozwiązań  common law. Stara Europa i jej system prawny, oparty w większości o prawo francuskie i niemieckie, broni wizerunku każdego z nas i pewnie nie szybko to się zmieni (Niemcy, Włochy, Francja).

Pomarzyć jednak można. 🙂

Zamieszczone zdjęcia w „Fotografii prasowej”  w znacznej części nie miałyby racji bytu w europejskiej rzeczywistości. I na koniec cytat z tejże książki.
„We Francji – ojczyźnie twórcy koncepcji decydującego momentu, Henriego Cartier-Bressona – obowiązują przepisy uważane przez wielu fotografów za najbardziej restrykcyjne na świecie. Martin Parr, fotograf słynnej agencji Magnum, mówi, że znając absurdalność tamtejszego prawa, zawsze odmawia realizowania zleceń w tym kraju.”

Mir domowy

O tym, że fotografować można każdego pisałem już wiele razy. O tym, że nie oznacza to możliwości rozpowszechniania każdego wizerunku, też było wiele razy. Dzisiaj przyszła pocztą zamówiona i wyczekiwana przesyłka – „Fotografia prasowa” Kennetha Kobré. Recenzję tej książki napisał zaprzyjaźniony bloger Piotr. Jeżeli wiec jesteś zainteresowany, o czym jest ta książka, to nic prostszego jak zajrzeć TU. Wróćmy do książki. Pierwszy rozdział do którego zajrzałem, to oczywiście rozdział poświęcony prawu. Wprawdzie poświęcony jest on regulacjom prawnym w USA, ale zawodowa ciekawość wygrała z hobby. Lektura tego rozdziału dała asumpt do przygotowania kolejnych wpisów na F-LEXa. W „Right of publicity” pisałem o możliwości publikowania wizerunku osób na podstawie prawa amerykańskiego. Przypomnę, że generalnie ograniczenia dotyczą jedynie komercyjnego wykorzystania wizerunku. Mając na uwadze fakt, że  nie ma problemu z publikacją wizerunku, autor „Fotografii prasowej” skupia się na innym aspekcie, mianowicie na możliwości fotografowania w różnych miejscach. Dużo miejsca poświęca on m.in. prawu do fotografowania na terenie prywatnym. Ten temat zapewne jest interesujący również dla naszych reporterów, jak i fotoamatorów. Temat ten był już trochę omówiony w „Zakazanym owocu”.

Czy grozi nam coś za robienie zdjęć na terenie prywatnym? Warto zapewne wiedzieć. Za robienie zdjęć raczej nic, natomiast może grozić za wtargnięcie na taki teren. Polskie prawo chroni tzw. mir domowy. Mir domowy to prawo niezakłóconego korzystania z domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia lub ogrodzonego terenu. Stosowny przepis znajdziemy w kodeksie karnym

Art. 193. Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Mir domowy obejmuje cudzy dom, mieszkanie, pomieszczenie, lokal albo ogrodzony teren (dla karnistów jest to przedmiot czynności wykonawczej 🙂 ). Dotyczy to wyżej wymienionych miejsc, co do których dysponentem-gospodarzem jest osoba fizyczna, jak również osoba prawna, instytucji państwowych lub społecznych. Kiedy możemy spodziewać się ewentualnych problemów?  W sytuacji, gdy do tych miejsc „wdzieramy się” lub „ich nie opuszczamy wbrew żądaniu osób uprawnionych”. Przez wdarcie należy rozumieć „wejście połączone z pokonaniem przeszkody, lecz nie chodzi tu o przeszkodę o charakterze fizycznym, ale o przełamanie woli osoby uprawnionej, która dla wdzierającego się stanowi barierę do pokonania” (Sąd Apelacyjny w Katowicach, sygn. akt II AKa 384/10). Zazwyczaj mamy tu do czynienia z sytuacją, gdy wchodzimy do miejsca chronionego wbrew woli gospodarza. Przeskoczenie przez płot na teren prywatny może być właśnie uznane za wdarcie się, skoro dysponent terenu ogrodził go i nie udostępnił. Jeżeli nawet zostałeś zaproszony na otwarcie nowego domu towarowego, po czym po godzinie poproszono Cię o opuszczenie jego, to odmawiając opuszczenia możesz również dopuścić się naruszenia miru domowego. Gdy ochroniarz prosi cię, abyś zaprzestał robić zdjęcia w galerii i ją opuścił lepiej go posłuchać. Osobą uprawnioną nie musi bowiem być sam właściciel galerii, czy jej główny najemca. Może to być również osoba trzecia przez nich uprawniona np. dozorca, czy wspomniany ochroniarz. W literaturze przedmiotu zwraca się uwagę, że żądanie opuszczenia lokalu musi być  stanowcze i wyraźne. Żądania takiego nie można w żaden sposób domniemać.  Zapewne nie będzie ryzyka naruszenia miru domowego w sytuacji, gdy jesteś uprawniony (masz tytuł prawny) do przebywania w danym miejscu.  Sąd Najwyższy w jednym z orzeczeń zwrócił uwagę, że „opisane znamiona przestępstwa z art. 193 k.k. może zrealizować jedynie sprawca, któremu nie przysługuje – na mocy obowiązujących przepisów lub istniejących między stronami relacji bądź umów – prawo dostępu do obiektu będącego formalnie mieniem “cudzym” w stosunku do niego (sygn. akt V KK 415/10). Należy pamiętać, że legitymacja prasowa nie daje Ci żadnych dodatkowych praw.

Nie ma za to paragrafu na chodzenie po cudzych lasach, polach, pastwiskach czy łąkach. Zarówno z psem, jak i z aparatem fotograficznym. No chyba, że są ogrodzone.  Jednakże podmiot “zawiadujący” takim polem czy lasem ma prawo Cię wyprosić. Jeżeli go nie usłuchasz, możesz narazić się na karę nagany lub grzywnę do 500,00 PLN. Takie bowiem zachowanie jest wykroczeniem opisanym w kodeksie wykroczeń.

Art. 157. § 1. Kto wbrew żądaniu osoby uprawnionej nie opuszcza lasu, pola, ogrodu, pastwiska, łąki lub grobli, podlega karze grzywny do 500 złotych lub karze nagany.
§ 2. Ściganie następuje na żądanie pokrzywdzonego.

Podsumowując: Należy pamiętać, że przeskakując przez płot, czasem możesz narazić się na kłopoty.  O ile nie trafisz przed oblicze nieprzyjaznego policjanta, to zawsze możesz zaraz po wykonaniu skoku spotkać stadko rozwścieczonych dobermanów. 😉

PS. O tym już pisałem na F-LEX, ale przypomnę. Nawet jeżeli naruszysz mir domowy, to pamiętaj, że nikt nie ma prawa Ci zabrać karty pamięci ze zdjęciami, nakazać skasowania zdjęć lub prześwietlić film.

Wolność fotografowania

Fotografowanie w miejscach publicznych wciąż według niektórych jest niedozwolone. Wydawało się, że kwestia fotografowania na ulicy jest już na tyle jasna, że  powinien to wiedzieć m.in. każdy ochroniarz. Okazuje się, że prawie każdy. Jak podaje GW, czasem może nam się nie udać zrobić zdjęcia Zamku Królewskiego. Ot cała Warszawa. 😉 Nie wiadomo dlaczego, ale każdy kto pojawia się ze statywem w ręku wzbudza nieufność różnych mundurowych. Tak, jakby statyw stanowił jakieś zagrożenie. A może wynika to z przekonania, że jeżeli ktoś korzysta ze statywu, to znaczy, że jest profesjonalistą? Kwestia zakazania wykorzystania zdjęć budowli w celach komercyjnych jest kompletną bzdurą. Oczywiście przy założeniu, że spełniamy warunki określone w art. 33 ust. 1 Ustawy. Żaden właściciel, prezes, dyrektor, policjant, biskup czy naczelnik nie mogą ot tak zabronić nam fotografowania budynków ze statywu. Bez statywu też oczywiście nie mogą zabronić, bo niby na jakiej podstawie. Nawet jeżeli grożą nam procesami za użycie „wizerunku budowli”, to możemy się nie przejmować. W przypadku budowli, zgody udzielił nam sam Ustawodawca i żaden z wyżej wymienionych nie może tego zmienić. Publikujemy w ramach dozwolonego użytku.

„Wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku.”

Skoro napisane jest tylko, że wolno rozpowszechniać (bez żadnych ograniczeń), to znaczy że wolno rozpowszechniać także w celach komercyjnych. Tym samym, jeżeli będziesz miał taką wewnętrzną potrzebę, to możesz wyprodukować, ile będzie Ci się tylko żywnie podobało, pocztówki z widokiem Zamku Królewskiego (inna rzecz, czy ktoś to kupi).

Nie wszędzie i nie zawsze  jednak jest tak prosto. Zajrzyjcie na oficjalną stronę Wieży Eiffla, z której wynika,że publikacja zdjęć oświetlonej wieży wymaga uzyskania stosownej zgody. Fotografując w NYC Muzeum Guggenheima też musicie pamiętać, że zdjęcia raczej do szuflady lub do pokazania rodzinie, a nie do publikacji. Na stronie można znaleźć informację, że „wizerunek” zarówno wnętrza, jak i zewnętrzny jest  znakiem towarowym zarejestrowanym przez Fundację Salomona R. Guggenheima. I nie dotyczy to tylko budynków w NYC, ale i w Bilbao, jak i w Niemczech. Uff, na szczęście u nas jeszcze nikt nie wpadł, na taki pomysły. Swoją drogą ciekawe, czy udałoby się uzyskać ochronę w tak szerokim zakresie, jak wspomniana fundacja. Wprawdzie wizerunek „Mostu Świętokrzyskiego” został opatentowany, o czym wspominałem na F-LEX, jednak nie obejmuje on zakazu fotografowania.

No i oczywiście można dostać w nos w Amsterdamie, w dzielnicy Czerwonych latarni. 😉

Jak podają Amerykanie, nie masz po co wybierać się na foto wyprawę do Sudanu, jeżeli nie posiadasz zezwolenia sudańskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.  Zgody wymaga również komercyjne fotografowanie w Parkach Królewskich w UK. Więcej na temat fotografowania w UK znajdziesz na blogu Simona Morana.

Mając wiec na uwadze, że nie wszystko, co wolno w Polsce musi być dozwolone za granicą, warto przed podróżą w świat poszukać tu i tam informacji o zasadach fotografowania, aby podróż życia nie zamieniła się w jeden wielki koszmar.

Oblicze fiskusa

To jest Alex, nie Fiskus.

Czy fiskus może być zainteresowany wizerunkiem? Oczywiście może. Nie tylko może, ale i jest. Dzisiaj kilka słów o pieniądzach uzyskanych z tytułu pozowania.

Art. 811. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.

Nie jest tajemnicą, że za udzielenie zgody na korzystanie z wizerunku można pobierać wynagrodzenie. Są nawet tacy, co nieźle z tego żyją. Tam, gdzie wchodzi w rachubę pieniądze, tam zazwyczaj zagląda również urzędnik skarbowy. No niestety już tak jest skonstruowany ten świat, że zaraz za strumieniem pieniędzy podążają szeregi „poborców skarbowych”. Przejdźmy do meritum sprawy. Dzisiaj zajmiemy się kwestią „sprzedaży wizerunku”, a nie opodatkowaniem artystycznych wykonań. W tym miejscu odpowiem jednej z czytelniczek na jej pytanie z e-maila. Sądzę, że zarobkowanie jako „videomodelka, modelka erotyczna, modelka na czacie” nijak ma się do artystycznych wykonań utworu, choć pewnie wielu panów może uznać to za artyzm ;-). Pewną wskazówkę znajdzie Pani w ”PIT-olenia ciąg dalszy”.

Wracamy do „sprzedaży wizerunku”.  W tej sprawie wypowiadał się m.in. Minister Kultury w piśmie z dnia 14 listopada 2002 r. DP/WPA.024/409/02, w którym stwierdził:

“(…) wynagrodzenie za korzystanie z wizerunku nie jest wynagrodzeniem za korzystanie z praw autorskich lub za rozporządzanie nimi. Prawo do wizerunku jest kategorią odrębną od praw pokrewnych. Wynagrodzenie za korzystanie z wizerunku nie może być traktowane jako wynagrodzenie za korzystanie z artystycznego wykonania, bowiem osoba, której wizerunek jest wykorzystywany, nie jest traktowana jako artysta wykonawca.”

Tym samym wykluczył on stosowanie w odniesieniu do takich umów, jakichkolwiek dobrodziejstw podatkowych związanych z prawem autorskim. W podobnym tonie wypowiedział się Dyrektor Izby Skarbowej w Katowicach (PBB3-4117/3-008/2006) odpowiadając na pytanie, czy do umów związanych z wizerunkiem można zastosować 50% kosztów uzyskania przychodu.

Warunkiem zastosowania 50% kosztów uzyskania przychodów jest ustalenie, że konkretny przychód jest przychodem osiągniętym z tytułu korzystania przez twórcę z praw autorskich i artystów wykonawców z praw pokrewnych. Podatnik nie jest twórcą własnego wizerunku. Wynagrodzenie za korzystanie z wizerunku nie może być traktowane jako wynagrodzenie za korzystanie z artystycznego wykonania, bowiem osoba, której wizerunek jest wykorzystywany, nie jest traktowana jako artysta wykonawca.

Wiemy już, że „sprzedaż wizerunku” w świetle Ustawy, jak i prawa podatkowego nie ma nic wspólnego z prawami autorskimi, jednak wciąż nie mamy odpowiedzi, kto powinien taką sprzedaż rozliczać?  Jeżeli model otrzymuje wynagrodzenie na podstawie umowy zlecenia lub umowy o dzieło dotyczącej wizerunku zawartej z:
a)      osobą fizyczną prowadzącą działalność gospodarczą,
b)      osobą prawną i jej jednostkami organizacyjnymi,
c)       jednostkami organizacyjnymi niemającymi osobowości prawnej (np. spółka cywilna),
to z podatkowego punktu widzenia osiąga przychody z działalności wykonywanej osobiście (art. 10 ust. 1 pkt 2 i art. 13 pkt 8 ustawy z dnia 26. lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych, tj. z 2010 r. Dz.U. nr 51, poz. 307, z późn. zm.). W takiej sytuacji płatnikiem zaliczki będzie podmiot, z którym model ma zawartą umowę (art. 41 ust. 1). Jeżeli jednak umowa jest zawarta przez modela ze zwykłym amatorem-pstrykaczem i na dodatek dostaje za to “kasę”, to pieniądze w ten sposób otrzymane, będą kwalifikowane jako przychody z innych źródeł (art. 10 ust.1 pkt 9). O tym, że w takim wypadku nie płaci się zaliczki w ciągu roku możesz poczytać w ”PIT-olenia ciąg dalszy”.

Right of publicity

Jak wszyscy zapewne wiedzą, ogłoszone zostały wyniki World Press Photo. Polecam zajrzeć na stronę WPP. W rozmowach o nagrodzonych zdjęciach pojawił się między innymi temat wizerunku i zgody na jego publikację. Kilka osób było zainteresowanych, jak to jest w przypadku tego zdjęcia, autorstwa Tomasza Lazara.

Cóż, jako że nie jestem specjalistą od prawa amerykańskiego zmuszony zostałem poszukać opracowań, jakie są dostępne  na naszym rynku.  Dzisiejsze informacje zaczerpnięte są m.in. z „Prawo do wizerunku i jego komercjalizacja” autorstwa Justyny Balcarczyk, Oficyna 2009.

Ochrona wizerunku w USA to domena prawa stanowego, w tym zakresie nie obowiązuje jedno prawo federalne, co powoduje że w każdym stanie możemy mieć inną regulację prawną. Należy podkreślić, że istotne znaczenie ma w prawie amerykańskim nie tylko kwestia wykorzystania wizerunku, ale przede wszystkim wizerunku komercyjnego. Jak podkreśla autorka przywołanej powyżej publikacji, naruszenie wizerunku komercyjnego, to „naruszenie prawa do prywatności polegające na bezprawnym uczynieniu użytku z czyjegoś wizerunku, nazwiska czy tożsamości w celu uzyskania korzyści majątkowych”. Komercyjne wykorzystanie wizerunku (reklama, promocja) bez stosownej zgody, narusza prawo osoby widniejącej na zdjęciu. Prawo to, mimo że podobne jest do „naszych praw osobistych” ma jednak charakter majątkowy. Aby skutecznie dochodzić swoich praw z tytułu naruszenia right of publicity strona powodowa musi wykazać rzeczywistą szkodę majątkową (cash baby, cash) J . Z tego co wyczytałem, dopuszczalne jest również dochodzenie roszczeń w związku z naruszeniem prawa do prywatności (bardziej zbliżone do naszej instytucji naruszenia dóbr osobistych). W takiej sytuacji „poszkodowany” musi wykazać, że „poniósł krzywdę w wyniku naruszenia sfery psychicznej”.

Wróćmy do nagrodzonego zdjęcia. Z pomocą przychodzi nam orzeczenie w sprawie „New York Magazine v. Metropolitan Transit Authority and the City of New York”, z którego wynika, że incydentalne wykorzystanie wizerunku, jak również informacyjny cel publikacji wyłączają bezprawność użycia wizerunku, bez stosownej zgody.  Tak więc wydaje się, że w USA (a przynajmniej w NYC), nie ma raczej kłopotu z publikacją wizerunku (jeżeli nie jest ona dokonana w celach komercyjnych). Pewnie i nagrodzone zdjęcie „łapie się” pod to prawo. Fajnie by było, gdyby w podobnym kierunku ewoluowało prawo kontynentalne, a przynajmniej nasze polskie. Odróżnienie kwestii publikacji wizerunku od publikacji wizerunku komercyjnego z pewnością ułatwiłoby wielu z nas życie.

Dzisiaj garść paragrafów z the New York Civil Rights Law (Prawo cywilne stanu Nowy Jork). Art. 5 § 50
Right of privacy. A person, firm or corporation that uses for advertising purposes, or for the purposes of trade, the name, portrait or picture of any living person without having first obtained the written consent of such person, or if a minor of his or her parent or guardian, is guilty of a misdemeanor.
Prawo do prywatności. Osoba, firma lub korporacja, która wykorzystuje w celach reklamowych lub w celach handlowych, nazwisko, portret lub zdjęcie żyjącej osoby bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody takiej osoby, a w przypadku nieletniego jego rodziców jest winna wykroczenia.

Szkolni sportowcy

Zdjęcie zrobione podczas imprezy publicznej, każda z osób jest tylko szczegółem całości, brak sportretowanej uczennicy - m.in.to powoduje, że zdjęcie będzie można opublikować

Wizerunek, to jednak zagadnienie bardzo ważne dla fotografa. Kilkakrotnie już ten temat był poruszany na F-LEX.  Wciąż pojawiają się kolejne pytania związane z publikacją wizerunku. Co przykładowo ze zdjęciami robionymi podczas zawodów szkolnych? Czy zdjęcia ze studniówki można wrzucić do swojego portfolio lub na stronę internetową, żeby klienci mogli wybrać zdjęcia, które chcą kupić? Czy zdjęcia ze szkolnych imprez mogą być wykorzystywane przez szkołę, na jej witrynie internetowej?  Dzisiaj pokręcimy się wokół szkoły. Z rozważań wyłączamy zdjęcia typu: Premier „z gospodarską wizytą” oraz zdjęcia, gdy modelowi płacono za pozowanie.

Pierwsza i dosyć istotna uwaga to taka, że szkoła nie jest miejscem publicznym. Jeżeli ktoś czytał „Art. 115” to z pewnością pamięta, że miejsce publiczne, to miejsce dostępne dla nieokreślonego kręgu podmiotów. Skoro tak, to zazwyczaj zdjęcia z imprez szkolnych nie mogą być również zakwalifikowane jako zdjęcia z imprezy publicznej. Jest to ważne w świetle interpretacji art. 81 ust. 2 pkt 2 Ustawy. Przepis ten był omawiany szczegółowo w „Świętym Graalu”, później pojawił się jeszcze suplement w „Tło, czyli powrót do Świętego Graala”.

Art. 81. 1. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej (…).
2. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku:
2) osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.

Co z tego wynika? Po co nam było przypomnienie tych definicji?  Zwróćcie uwagę, że ustawowa zgoda na publikację wizerunku, wynikająca z art. 81 ust. 2 pkt 2 zakłada występowanie łącznie dwóch przesłanek:
a)      osoba, której wizerunek publikujemy stanowi szczegół całości,
b)      występowanie jednego z trzech teł (zgromadzenie, krajobraz, impreza publiczna).
Niespełnienie którejkolwiek z przesłanek wyłącza możliwość wykorzystania zgody ustawowej na publikację. Szkolne zawody sportowe w ramach zajęć lekcyjnych, studniówka, czy apel uczniów nie będą mogły być uznane za imprezy publiczne. Tak więc jeżeli w szkole nie mamy do czynienia z imprezą publiczną, a tak jest z pewnością w 95% przypadków, to nie musimy już w ogóle zajmować się kwestią, czy uczennica X lub uczeń Y stanowi jedynie szczegół, czy też nie. Wobec niewystąpienia przesłanki tła, publikacja zdjęć bez zgody osób uwidocznionych na nich, będzie naruszać ich prawo do wizerunku. Zakładam jednak, że w szkole mogą mieć miejsce również imprezy publiczne, np. festyn dla mieszkańców, osiedlowe zawody sportowe czy dni otwarte. Tego typu imprezy skierowane dla nieokreślonej liczby osób, na które może mieć wstęp każdy zainteresowany, mogą być podciągnięte pod tło „publiczna impreza”. W takim wypadku publikacja zdjęcia (rozpowszechnianiem wizerunku) będzie możliwa, gdy zostanie spełniony warunek, że osoba sfotografowana stanowi szczegół całości.

Przywołam fragment uzasadnienia wyroku Sądu Apelacyjnego z Krakowa, sygn. akt I ACa 957/01 (wyrok ten z uzasadnieniem gościł już na F-LEX). „Idzie tu o przedstawienie miejsca lub wydarzenia, w którym występują wprawdzie rozpoznawalne osoby, ale główną treść przedstawienia konstytuuje miejsce (np. ulica lub budowla) lub wydarzenie (np. manifestacja lub impreza sportowa), a nie rozpoznawalna podobizna osoby lub osób; nie osoba, lecz miejsce lub wydarzenie stanowi główny przedmiot treści przedstawionej.”

W innym wyroku łódzki Sąd Apelacyjny zwrócił uwagę, że należy wziąć pod uwagę również, jaki był cel publikacji zdjęcia. „Zdjęcie, na które powołuje się powód, jest właśnie typowym zdjęciem publicznej imprezy. Przedstawia ono kilku mężczyzn, a nie tylko powoda, nie jest zdjęciem pozowanym, lecz zrobionym w trakcie akcji ratowniczej, postać powoda stanowi jedynie szczegół ujętego na zdjęciu zdarzenia, choć niewątpliwie szczegół pierwszoplanowy. Publikacja tego zdjęcia nie ma przy tym na celu rozpowszechniania wizerunku powoda, który zresztą jest niewyraźny”.

PS 1. Podobna tematyka do dzisiejszej była też w „Przedszkolaki”.
PS2. Zdjęcia, jak poniżej – bez zgody – nie można publikować, mimo tego, że zrobione podczas imprezy publicznej. No chyba, że osoba ta będzie znanym sportowcem, co pozwoli nam skorzystać ze zgody ustawowej określonej w art. 81 ust. 2 pkt 1 Ustawy.

Czarna lista

Zdjęcia umieszczane w Internecie są łakomym kąskiem nie tylko u nas. Okazuje się, że The Daily Telegraph (wersja on-line) też potrafi buchnąć zdjęcie. Ciekawe jest tłumaczenie wydawcy, rodem z przedszkola. Tym razem przedszkola pod rządami Jej Królewskiej Mości. Wydawca m.in. tłumaczy się, że ze względu na charakter branży, szybkie tempo zmieniających się nowych informacji, nie jest możliwe zawsze uzyskanie stosownej zgody oraz zabezpieczenie majątkowych praw autorskich przed publikacją. Jak widać w UK mamy do czynienia również ze swoistą odmianą Kultury Web 2.0. W swoich wyjaśnieniach wydawca brnie dalej i tłumaczy, że branża prasowa stoi na stanowisku, że jeżeli zdjęcie ma wartość artystyczną i nie ma się do czynienia z prawem  wyłącznym (ciekawe jak to sprawdzają?), to żaden rozsądny właściciel autorskich majątkowych praw nie będzie sprzeciwiał się ich ponownej publikacji w zamian za rozsądną opłatę licencyjną.  I oto w ten sposób branża brytyjska stała się prekursorem domniemania udzielenia licencji, oczywiście na zasadzie Kultury Web 2.0, bo z prawem to nie ma nic wspólnego. W dalszej części przedstawiciel wydawcy wyjaśnia, że jeżeli odrzucić jego punkt widzenia, to jedyną alternatywą dla takiego stanowiska jest niepublikowanie zdjęć w ogóle, albo korzystanie jedynie z komercyjnych zbiorów. Te jednak jego zdaniem nie zawierają odpowiedniej liczby zdjęć, pozwalającej zaspokoić wszystkie potrzeby wydawców. To teraz ja się pytam, gdzie są wszyscy ci, którzy narzekają że branża foto ma się źle? Brać się za robienie zdjęć i wrzucać na komercyjne stocki, wydawcy brytyjscy są w potrzebie!!! 😉

Oczywiście to nie koniec popisów wydawcy TDT. Świadom naruszenia praw autorskich zaproponował  fotografowi zapłatę 400 funtów. Jak podaje British Journal of Photography, wydawca zagroził jednak autorowi zdjęcia, że jeżeli ten podejmie sądowe kroki prawne w celu ochrony swoich praw, to ten wciągnie go na czarną listę. Nie dość, że złodziej, to jeszcze z tupetem. Bo jakże inaczej można ocenić tłumaczenie, że w sumie to jest wina fotografa, bo na blogu, z którego ściągnięto zdjęcie nie ma żadnego kontaktu.  W związku z tym brakiem wydawca uznał, że fotografowi należy się zwykła stawka, a nie wielokrotność tejże, jaka by przysługiwała  w przypadku naruszenia prawa. Ergo, winnym wszystkiego jest fotograf, bo nie uznał wymyślonego przez wydawcę „domniemania zgody”, a nadto śmiał nie podać do siebie namiarów na blogu.

Z obowiązku przypomnę więc wszystkim (także wydawcom), że w polskim prawie nie ma domniemania zgody na publikację. Zdjęcia będące utworami są chronione z mocy prawa i właściciel praw nie musi robić  żadnych dodatkowych zastrzeżeń w celu ich ochrony. Zapominalskich, jak również tych, co nie  czytali wcześniej, odsyłam do „Szanujmy wspomnienia”. Brak jakiejkolwiek uwagi odnośnie majątkowych praw autorskich nie zezwala na użycie fotografii “ściągniętej”z bloga lub galerii (poza dozwolonym użytkiem osobistym wynikającym z art. 23 ust. 1 Ustawy lub w sytuacjach opisanych w „Ciężki los”).

Suplement

Nikon doprawdy robi świetny sprzęt fotograficzny (wiem, w tym momencie  tracę część czytelników 😉 ), o czym zaświadczą zapewne dwa (w zasadzie trzy) premierowe produkty. Niedawna prapremiera D4 oraz wczorajsza zapowiedź D800 i D800E. Ale nie o sprzęcie ma być, a o prawie, i jak to na F-LEX-a przystało, prawie autorskim. Zajrzałem na stronę polskiego Nikona skuszony informacją o tym, że zamieszcza tam notatki dotyczące prawa autorskiego pod hasłem „Twoje zdjęcia. Twoje prawo”. Z zawodowo-blogowej ciekawości postanowiłem coś tam przeczytać. Wziąłem na tapetę wpis zatytułowany „Wielowymiarowa fotografia? Czyli opracowujemy dzieła innych”. Piszący chciał w krótkim tekście sprzedać jak największą ilość informacji. Intencje zapewne szlachetne, ale moim zdaniem efekt  taki sobie, przynajmniej dla amatora niekoniecznie rozumiejącego i znającego prawo. Generalnie co do kwestii związanych z prawem zależnym, powstaniem utworów zależnych, inspiracji, czy publikacji utworu zależnego nie można z jurydycznego punktu widzenia nic zarzucić. Jednak po przeczytaniu informacji pozostaje spory niedosyt. Skołowany czytelnik już nie wie, czy może opublikować zdjęcie pomnika Chopina, czy też nie?  Można publikować zdjęcia murali, rzeźb, detali architektonicznych czy też nie można?

Będę cytował, a jak! Ale oczywiście zgodnie z art. 29 ust. 1 w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, a może i w celu analizy krytycznej. 😉 Czytamy m.in.: „W doktrynie upowszechniony jest pogląd, że utworem zależnym będzie np. fotografia rzeźby lub innego dzieła, o ile będzie ona zawierała w sobie elementy twórcze. (…) Fotografia jednak ma to do siebie, że stosunkowo wiernie ujmuje rzeczywistość. W związku z tym trudno byłoby dokonać takiego przetworzenia utworu pierwotnego (czy byłaby to rzeźba, czy mural, czy element architektoniczny), które pozwalałoby przyjąć, że o cechach indywidualnych utworu decydują już elementy samej fotografii.”
“Tworzenie dzieł zależnych jest dozwolone. Natomiast już rozpowszechnianie uzależnione jest od zgody twórcy dzieła, które „opracowujemy”, co wiąże się najczęściej z wynagrodzeniem za zezwolenie na opracowanie dzieła zależnego (chyba że wykorzystujemy prawo do dozwolonego użytku osobistego).”

Prawda, prawie cała prawda. Prawo do rozpowszechniania i nieodpłatność nie dotyczą tylko prawa do dozwolonego użytku osobistego (przypominam, że dozwolony użytek osobisty, to uprawnienie określone w art. 23 ust.1 Ustawy). Przyjmując nawet bezkrytycznie tezę, że każde zdjęcie rzeźby to utwór zależny, nie należy zapominać o treści art. 33 Ustawy, który pozwala rozpowszechniać (i) utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku, (ii) utwory wystawione w publicznie dostępnych zbiorach, takich jak muzea, galerie, sale wystawowe, lecz tylko w katalogach i w wydawnictwach publikowanych dla promocji tych utworów, a także w sprawozdaniach o aktualnych wydarzeniach w prasie i telewizji, jednakże w granicach uzasadnionych celem informacji. Mamy do czynienia więc ze zgodą ustawową na odtwarzanie publicznie utworu dowolną techniką, także utworu będącego dziełem sztuki. Oczywiście pod warunkiem spełnienia przesłanek wskazanych w art. 33. Gdyby „nie funkcjonował” przepis art. 33 pkt 1 Ustawy nie można byłoby publikować niczego, co znajduje się w przestrzeni publicznej. To dopiero by były ACTA 😉

Wracając więc do pomnika Chopina. Możesz śmiało publikować zdjęcie z parku. Możesz też publikować zdjęcia rzeźby, murali i detali architektonicznych, jeżeli tylko będą spełnione warunki z art. 33 ust. 1 Ustawy. Ważne jest również to, że dozwolony użytek określony w art. 33 pkt 1 Ustawy ma charakter nieodpłatny. Nikomu nic nie jesteś winien. Takich mi właśnie zabrakło konkluzji na stronie „Twoje zdjęcia. Twoje prawo”.

PS. Nie odbierajcie tego wpisu jako „atak na konkurencję”, to jest… suplement. 🙂

Art. 115

Ostatnio powrócił na F-LEX temat naruszania osobistych praw autorskich.  W „(c) dar_wro” było o  oznaczenie fotografii imieniem i nazwiskiem lub pseudonimem, a w „Integralność, czyli rzecz o manipulacji” o prawie do integralności zdjęcia. W zasadzie można uznać, że podstawowe kwestie dotyczące osobistych praw autorskich mamy omówione. Częściowo omawiana była również odpowiedzialność karna. W „True story, czyli rzecz o plagiacie” było o odpowiedzialności karnej za plagiat, czyli za przywłaszczenie sobie autorstwa albo wprowadzenia w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania.  A czy inne naruszenia osobistych praw autorskich mogą spowodować kłopoty z prawem karnym? Mogą, mogą. Zerknijcie do art. 115 ust.2 i 3.

 Art. 115. 1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.
2. Tej samej karze podlega, kto rozpowszechnia bez podania nazwiska lub pseudonimu twórcy cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie albo publicznie zniekształca taki utwór, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie.
3. Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w inny sposób niż określony w ust. 1 lub ust. 2 narusza cudze prawa autorskie lub prawa pokrewne określone w art. 16, art. 17, art. 18, art. 19 ust. 1, art. 191, art. 86, art. 94 ust. 4 lub art. 97, albo nie wykonuje obowiązków określonych w art. 193 ust. 2, art. 20 ust. 1-4, art. 40 ust. 1 lub ust. 2 podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Istota przestępstw określonych w ustępie 2 polega albo na rozpowszechnianiu utworu (zdjęcia mającego charakter utworu) z pominięciem nazwiska lub pseudonimu (odniesienie do art. 16 pkt 2 Ustawy), albo na publicznym zniekształcaniu utworu-zdjęcia (znamię przedmiotowe przestępstwa odwołujące się do prawa do integralności utworu). Należy uznać, że zniekształcenie utworu, to m.in. zmiana jego treści lub formy, w wyniku czego dochodzi do bezprawnego naruszenia jego integralności. Ważna uwaga! Samo zniekształcenie utworu, nie jest jednak karalne. Musi ono mieć miejsce publicznie. Wiele osób myli pojęcie „publicznie” z pojęciem „miejsce publiczne”. Miejsce publiczne, to miejsce dostępne dla nieograniczonego kręgu podmiotów. „Publicznie” oznacza natomiast działanie, które może być spostrzeżone przez większą, bliżej nieokreśloną liczbę osób. Nie musi wcale ono odbywać się w miejscu publicznym.

Działanie “publicznie” zachodzi wówczas, gdy bądź ze względu na miejsce działania, bądź ze względu na okoliczności i sposób działania sprawcy jego zachowanie się jest lub może być dostępne (dostrzegalne) dla nieokreślonej liczby osób, przy czym sprawca mając świadomość tej możliwości co najmniej się na to godzi (Uchwała Sądu Najwyższego, sygn. akt VI KZP 26/73).

W przypadku przestępstwa określonego w ust. 3 istotne znaczenie ma to, aby sprawca działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowych. Brak takiego celu, to brak jednego ze znamion przestępstwa, czyli nie miało ono miejsca.

Tak jak w przypadku plagiatu, przestępstwa określone w ust. 2 i 3 można popełnić tylko umyślnie. Nie będę na blogu roztrząsał dokładnie strony podmiotowej (czy każdy z wariantów przestępstwa można popełnić jedynie z zamiarem bezpośrednim, czy również ewentualnym), bo musiałbym przejść na język dla fotografa kompletnie niezrozumiały. A nie mam zamiaru zniechęcać Was do odwiedzania F-LEX’a. 🙂 Ważne jest to, żeby po przeczytaniu dzisiejszego wpisu każdy był świadom, że może problemami związanymi z naruszeniem osobistych praw autorskich zainteresować organy ścigania. Wystarczy złożyć stosowne zawiadomienie o prawdopodobieństwie popełnienia przestępstwa. Od 6 lat przestępstwa określone w art. 115 Ustawy ścigane są z urzędu, wcześniej były ścigane z oskarżenia publicznego, ale na wniosek pokrzywdzonego. Oznacza to, że obecnie czytający ten tekst może złożyć zawiadomienie odnośnie naruszenia nie tylko swoich praw, ale także np. praw kolegi, czy wuja. Wcale nie musi być sam pokrzywdzonym.

Encyklopedyści

Przez przypadek możesz zostać encyklopedystą, czasem nawet nie wiedząc o tym. Nie chodzi jednak o przynależność do grupy na czele której stał Denis Diderot, ale o bycie autorem zdjęcia umieszczonego w encyklopedii. 😉 Może się tak stać, bo jednym z dozwolonych użytków jest właśnie prawo do umieszczania zdjęć w encyklopediach. Art. 33 Ustawy stanowi, że wolno rozpowszechniać w encyklopediach i atlasach opublikowane utwory plastyczne i fotograficzne, o ile nawiązanie porozumienia z twórcą celem uzyskania jego zezwolenia napotyka trudne do przezwyciężenia przeszkody. Jeżeli więc wydawca encyklopedii lub atlasu wypatrzy jakieś Twoje fajne zdjęcie, a nie będzie mógł „zlokalizować” właściciela majątkowych praw autorskich do zdjęcia, to będzie mógł zamieścić takie zdjęcie w oparciu o licencję ustawową przewidzianą w tymże artykule. Przepis ten nie zwalnia jednak wydawcy encyklopedii lub albumu od rozmów z „właścicielem”, jak również  nie zezwala na publikację zdjęcia, jeżeli tenże nie wyraził na to zgody. W przypadku braku Twojej zgody, wydawca nie będzie mógł opublikować zdjęcia. Zastosowanie licencji ustawowej może mieć miejsce jedynie wówczas, gdy nie będzie wiadomo kto jest autorem i nie ma możliwości tego ustalenia, jak również gdy nawiązanie porozumienia z twórcą napotyka trudne do przezwyciężenia przeszkody.  „Nawiązanie porozumienia” nie może być jednak rozumiane, jako niemożliwość uzgodnienia pomiędzy stronami warunków umowy. Brak zgody, to brak zgody i żaden art. 33 ust. 3 Ustawy nie może mieć zastosowania.

Gdy znajdziesz swoje zdjęcie w encyklopedii lub atlasie, to poza faktem że zostałeś encyklopedystą pamiętaj również o tym, że ustawodawca uznał, że należy Ci się wynagrodzenie. Jeżeli uznasz, że wydawca miał możliwość kontaktu z Tobą, a zaniechał tego (uznając po cichu, że uda mu się skorzystać z dozwolonego użytku),  to możesz dochodzić swoich roszczeń na zasadach ogólnych z art. 79 Ustawy. Jeżeli jednak faktycznie nie miał szans na rozmowę z Tobą, zostaje Ci tylko dyskusja o wynagrodzeniu. Niestety, jeżeli jesteś amatorem, to może ono wcale nie być wysokie, o czym było m.in. w „Każdy ma swoją cenę”.

Garść paragrafów
Art. 33. Wolno rozpowszechniać:
1. utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku,
2. utwory wystawione w publicznie dostępnych zbiorach, takich jak muzea, galerie, sale wystawowe, lecz tylko w katalogach i w wydawnictwach publikowanych dla promocji tych utworów, a także w sprawozdaniach o aktualnych wydarzeniach w prasie i telewizji, jednakże w granicach uzasadnionych celem informacji,
3. w encyklopediach i atlasach – opublikowane utwory plastyczne i fotograficzne, o ile nawiązanie porozumienia z twórcą celem uzyskania jego zezwolenia napotyka trudne do przezwyciężenia przeszkody. Twórcy przysługuje wówczas prawo do wynagrodzenia.