Kontynuacja PIT-olenia

Dzień 30 kwietnia to dobra data, aby wpis na F-LEX był poświęcony podatkom. O podatkach już trochę było, ale to temat rzeka. Rzeka wartka, zmącona i pełna zdradzieckich wirów. Takie są po prostu podatki. Robiąc zdjęcia możesz w różny sposób osiągać dochód, którym z przyjemnością zainteresują się organy podatkowe. No cóż mój specyficzny humor wymusza dzisiejsza data. Będąc fotografem możesz uzyskiwać przychody w różny sposób (fachowo nazywa się to z różnych źródeł przychodów). Jeżeli jesteś etatowym fotografem, to osiągasz przychody z działalności pracowniczej. Będąc wolnym strzelcem możesz osiągać przychody albo prowadząc działalność gospodarczą (pozarolnicza działalność gospodarcza – tak prawidłowo nazywa się to źródło przychodów), albo z działalności wykonywanej osobiście. Jest jeszcze jedno źródło przychodów i z tym prawdopodobnie będziesz miał najczęściej do czynienia – przychody z praw majątkowych. Rozliczenie przychodów „z etatu” pozostawimy na boku, tym niech zajmie się Twój pracodawca. O rozliczaniu z działalności gospodarczej i działalności wykonywanej osobiście pisałem w „PIT-oleniu” i „PIT-olenia ciągu dalszym”. Dzisiaj więc czas na handlowanie zdjęciami.

Odwołanie się do konkretnych przepisów bez dodatkowego oznaczenia będzie dotyczyło ustawy z dnia 26. lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (tj. z 2010 r. Dz.U. nr 51, poz. 307, z późn. zm.). Pojęcie „Ustawa” jak zawsze zarezerwowane jest dla ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Wynagrodzenie ze „sprzedaży” zdjęć w świetle prawa podatkowego będzie kwalifikowane jako przychód z praw majątkowych, co wynika z treści art. 18. „Za przychód z praw majątkowych uważa się w szczególności przychody z praw autorskich i praw pokrewnych w rozumieniu odrębnych przepisów, praw do projektów wynalazczych, praw do topografii układów scalonych, znaków towarowych i wzorów zdobniczych, w tym również z odpłatnego zbycia tych praw.” Przy jakich więc czynnościach prawnych pojawi się nam przychód z praw majątkowych? Zapewne w każdej sytuacji, gdy będziemy mieli do czynienia ze sprzedażą majątkowych praw autorskich do fotografii, jak również w sytuacji udzielenia licencji do korzystania z fotografii (nie ma żadnego znaczenia rodzaj udzielanej licencji). Mamy już zidentyfikowany przychód. Co z kosztami? Czy są jakieś koszty? Jeżeli są, to kto może je odliczyć? Jeżeli prowadzisz działalność gospodarczą i rozporządzasz prawami majątkowymi w ramach tej działalności, to rozliczasz się na zasadach ogólnych, albowiem do przychodów określonych w art. 14, czyli osiąganych w ramach działalności gospodarczej, nie stosuje się przepisu art. 22 ust. 9 pkt 3. Przepis art. 22 ust. 9 pkt 3 jest bardzo ważny dla osób, które rozporządzają swoimi prawami do zdjęć, a nie prowadzą działalności gospodarczej. Pamiętasz, że jesteś twórcą w rozumieniu Ustawy? Skoro jesteś twórcą i nie prowadzisz działalności gospodarczej, to koszty uzyskania przychodu określa się w Twoim przypadku w wysokości 50 % uzyskanego przychodu.

Art. 22 ust. 9 pkt 3. Koszty uzyskania niektórych przychodów określa się z tytułu korzystania przez twórców z praw autorskich i artystów wykonawców z praw pokrewnych, w rozumieniu odrębnych przepisów, lub rozporządzania przez nich tymi prawami – w wysokości 50 % uzyskanego przychodu, z tym że koszty te oblicza się od przychodu pomniejszonego o potrącone przez płatnika w danym miesiącu składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe oraz na ubezpieczenie chorobowe, o których mowa w art. 26 ust. 1 pkt 2 lit. b, których podstawę wymiaru stanowi ten przychód.

Koszty w wysokości 50% stosuje się zarówno w przypadku przeniesienia autorskich praw majątkowych, jak również w przypadku udzielenia licencji. Dobra wiadomość to taka, że każdorazowo gdy udzielasz licencji, możesz określić koszty na poziomie 50% przychodów (a np. przy licencji na wynalazek można tylko raz skorzystać z odliczenia kosztów). Żeby skorzystać z dobrodziejstwa określenia kosztów na poziomie 50% przychodu musisz być twórcą utworu, którym rozporządzasz. Jeżeli masz prawa do danego zdjęcia, ale nie jesteś jego autorem, to niestety ta zasada Ciebie nie będzie dotyczyła.

Co z zaliczką na podatek? Jeżeli nabywcą autorskich praw majątkowych lub licencjobiorcą jest osoba fizyczna prowadząca działalność gospodarczą, osoba prawna i jej jednostki organizacyjne oraz jednostka organizacyjna niemająca osobowości prawnej (np. spółka cywilna), to są one obowiązane jako płatnicy pobierać zaliczki na podatek dochodowy (art. 41 ust.1).

Czas na podsumowanie. Jeżeli jesteś twórcą (autorem zdjęcia) i nie dokonujesz zbycia autorskich praw majątkowych (lub nie udzielasz licencji) w ramach prowadzonej działalności gospodarczej, to możesz zastosować koszty w wysokości 50% przychodów.

Sytuacja podbramkowa

W tym roku w Europie odbędą się co najmniej dwa duże wydarzenia sportowe: Mistrzostwa Europy w piłkę kopaną oraz Letnie Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Wspominam o tym, bo wpisuje się to w temat dzisiejszego F-LEXa. Swego czasu, w sumie całkiem niedawno, bo w lutym pisałem o tym, jak byłoby fajnie, gdyby na Starym Kontynencie, wzorem amerykanów rozróżniać „right of publicity” od ochrony wizerunku w celach komercyjnych. Jakie to ma jednak powiązanie z przywołanymi powyżej dwoma imprezami sportowymi? Ma i o tym właśnie dzisiejszy wpis. W polskim prawie pojawia się bowiem coś na kształt prawa do komercyjnego wykorzystania wizerunku. A wszystko to za sprawą ustawy o… sporcie. Nie inaczej, właśnie ustawa z dnia 26.06.2010 r. o sporcie (Dz.U. nr 127, poz. 857 ze zm.) zawiera regulacje dotyczące komercyjnego wykorzystania wizerunku. Warto przypomnieć, że pierwsza regulacja w tym zakresie zawarta była, w nieobowiązującej już ustawie z 2005 r. o sporcie kwalifikowanym.

Art. 14. 1. Członek kadry narodowej udostępnia, na zasadach wyłączności, swój wizerunek w stroju reprezentacji kraju polskiemu związkowi sportowemu, który jest uprawniony do wykorzystania tego wizerunku do swoich celów gospodarczych w zakresie wyznaczonym przez regulaminy tego związku lub międzynarodowej organizacji sportowej działającej w danym sporcie.
2. Członek reprezentacji olimpijskiej udostępnia, na zasadach wyłączności, z chwilą powołania do reprezentacji olimpijskiej, swój wizerunek w stroju reprezentacji olimpijskiej Polskiemu Komitetowi Olimpijskiemu, który jest uprawniony do wykorzystania tego wizerunku do swoich celów gospodarczych w zakresie wyznaczonym przez swoje regulaminy lub regulaminy Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.
3. Zawodnik przed zakwalifikowaniem do kadry narodowej lub reprezentacji olimpijskiej wyraża zgodę na rozpowszechnianie swojego wizerunku w stroju reprezentacji kraju w rozumieniu art. 81 ust. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. z 2006 r. Nr 90, poz. 631, z późn. zm.).

Z przepisów tych wynika, że jedynym uprawnionym do „gospodarczego” korzystania z wizerunku sportowca danej dyscypliny w stroju reprezentacji kraju przysługuje konkretnemu polskiemu związkowi sportowemu lub PKOL. Ewidentnie jest to przykład komercyjnego wykorzystania prawa do komercyjnego wykorzystania wizerunku, o czym wspominałem w „Right of publicity”.

Sąd Najwyższy (sprawa o sygn. akt I CSK 160/09) uznał, że „udostępnienie wizerunku jest czymś więcej niż wyrażeniem zgody w rozumieniu art. 81 Pr.aut., zatem wola zawodnika przynależności do reprezentacji kraju jest równoznaczna z jego zgodą na wykorzystanie wizerunku w granicach określonych w art. 33 ust. 1 ustawy [uwaga: obecnie art. 14 ust. 1 ustawy o sporcie, wyrok odwołuje się do treści ustawy z 2005 r.]. Z wykładni językowej tego przepisu wynika, że zawodnik udostępnia na zasadach wyłączności polskiemu związkowi sportowemu swój wizerunek w stroju reprezentacji kraju, przy czym zakres jego wykorzystania ustawodawca pozostawił do określenia związkowi sportowemu w wewnętrznych aktach organizacyjnych. Oznacza to, że zawodnik nie może bez zgody polskiego związku sportowego upoważniać osób trzecich do wykorzystywania jego wizerunku w stroju reprezentacyjnym. Wykorzystanie wizerunku do celów gospodarczych oznacza także cel zarobkowy, zgodny z funkcją danego polskiego związku sportowego, który nie może być sprzeczny z jego statutowymi zadaniami. Taka działalność obejmuje m.in. zawieranie umów wzajemnych, które mogą polegać na udostępnieniu kontrahentowi wizerunku członków kadry narodowej w stroju reprezentacji kraju w zamian za świadczenie pieniężne wykorzystywane na realizację statutowych zadań, np. na szkolenie zawodników kadry. Charakterystyczne jest, że ustawodawca użył wyrażenia “wykorzystywanie” wizerunku, mającego szerszy zakres znaczeniowy niż “rozpowszechnianie”, o którym mowa w art. 81 Pr.aut.

Co to wszystko oznacza dla amatora? Co w przypadku, gdy uda Ci się wnieść aparat na stadion albo sfotografujesz pana X lub Y wychodzących z hotelu w stroju reprezentacyjnym? Czy cytowane przepisy i orzeczenie mają jakiś wpływ na Twoje uprawnienia? Raczej w niewielkim stopniu. Przepis art. 14 ustawy o sporcie nie wprowadza zakazu fotografowania lub zakazu publikowania wizerunku sportowca. Uważny czytelnik F-LEXa zapewne pamięta, że fotografować można każdego, no prawie każdego (dla nieuważnych podpowiedź: szukajcie tekstu, w którym pisałem o art. 191a kodeksu karnego), nie zawsze można natomiast rozpowszechniać jego wizerunek. Jeżeli będziesz chciał opublikować wizerunek sportowca X lub Y, to przede wszystkim musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, czy masz do tego prawo na podstawie art. 81 ust. 2 Ustawy. Z treści cytowanego art. 14 wynika bowiem, że sportowiec nie ma możliwości wyrazić Ci zgody na publikowanie i wykorzystanie wizerunku w stroju reprezentacyjnym (to prawo przysługuje polskiemu związkowi sportowemu, do którego należy), jak również dokonana przez Ciebie zapłata za pozowanie nie spowoduje, że uzyskasz prawo w tym zakresie. Nie zmienia to jednak faktu, że np. zdjęcie grającego na boisku piłkarza, stanowiącego element sytuacji podbramkowej, można śmiało publikować.

Iloczyn, czyli matematyką w naruszyciela

Update – 02.07.2015. Zajrzyjcie do wpisu “Niezgodność z Konstytucją”. W dniu 23 czerwca 2015 r. Trybunał Konstytucyjny uznał przepis art. 79 ust. 1 pkt 3 b Ustawy za niezgodny z Konstytucją.

* * *

PetaPixel donosi o procesie za naruszenie licencji i bezprawnie wykorzystywanie zdjęć, w którym fotograf żąda bagatela 250 milionów USD odszkodowania. Z informacji wynika, że umowa licencyjna była zawarta na okres sześciu miesięcy i dokładnie określała w jakim zakresie licencjobiorca może wykorzystywać zdjęcia.  Ponoć firma używała zdjęć kilka lat i to także na innych polach, niż wynikało to z umowy.  Ciekawostką jest to,  że pozwana firma próbowała przekonać sąd do odrzucenia pozwu argumentując, że nabyła prawa do zdjęć gdyż… dokonała w nich zmian (m.in. zmieniła odcień barwy skóry modeli i dodała efekty graficzne).  Ciekawa koncepcja „przejęcia praw do zdjęcia”. Sąd nie dał się jednak nabrać na powstanie utworu zależnego i sprawa będzie się toczyć normalnym rytmem.  Jak podaje Petapixel sprawa zwykła, jakich wiele, jedynym rodzynkiem powodującym zainteresowanie jest jednak żądana kwota odszkodowania.

Jak zwykle postaram się przełożyć tę sprawę na nasze polskie podwórko. Czego mógłby domagać się polski fotograf, w polskim sądzie? Katalog żądań w związku z naruszeniem majątkowych praw autorskich zawarty jest w art. 79 Ustawy. Zajmijmy się jednak nie satysfakcją fotografa(żądanie zaniechania naruszania lub usunięcia skutków naruszenia), a naprawieniem szkody materialnej, czyli mowa będzie o pieniądzu.

Art. 79. 1. Uprawniony, którego autorskie prawa majątkowe zostały naruszone, może żądać od osoby, która naruszyła te prawa:
3)naprawienia wyrządzonej szkody:
a)na zasadach ogólnych albo
b)poprzez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności, a w przypadku gdy naruszenie jest zawinione – trzykrotności stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu;
4)wydania uzyskanych korzyści.

W przypadku żądania odszkodowania na zasadach ogólnych pewnie nie obejdzie się bez wizyty u prawnika. Trzeba bowiem wykazać szkodę, zawinione działanie naruszającego i związek przyczynowy pomiędzy szkodą a tymże działaniem. Samemu pewnie też nie dasz sobie rady, gdy będziesz chciał dochodzić  wydania uzyskanych przez naruszającego korzyści.

Nie powinno być natomiast trudności z żądaniem odszkodowania w oparciu o art. 79 ust. 1 pkt 3 b Ustawy. Sąd Najwyższy uznał, że „wynagrodzenie stosowne w rozumieniu art. 79 ust. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (jedn. tekst: Dz. U. z 2000 r. Nr 80, poz. 904 ze zm.), to takie wynagrodzenie, jakie otrzymałby autor (autor opracowania zależnego), gdyby osoba, która naruszyła jego prawa majątkowe, zawarła z nim umowę o korzystanie z utworu w zakresie dokonanego naruszenia sygn. akt II CK 90/03)”. Skoro za półroczną licencję otrzymałem wynagrodzenie w wysokości dajmy na to 10.000 PLN. To za kolejne 3 lata  powinienem dostać co najmniej 6 x 10.000,00 PLN to jest 60 tyś. Licencjobiorca wiedział, że skończyła mu się licencja, a mimo to nadal korzystał ze zdjęć, to zapewne mamy do czynienia z zawinionym jego działaniem. Ustawa w takiej sytuacji pozwala żądać trzykrotność normalnego wynagrodzenia. Tym samym nasze żądanie urasta do kwoty 180.000,00 PLN.  W ten sposób ustaliliśmy wysokość żądania.

 Zaraz, zaraz ale to nie jest byłoby całe żądanie w przypadku opisanym w Petapixel. Powyższa wyliczanka matematyczna dotyczy tego obszaru, jaki wynikał z umowy licencji. Jeżeli zdjęcia były używane także w innym zakresie, to za „ten inny obszar” też należy się odszkodowanie. Można zastosować ten sam mechanizm obliczania „razy trzy” co powyżej. Jest jednak jeden mały szkopuł. Musimy wycenić „ten dodatkowy” obszar. Tym razem nie mamy do czego się odwołać (powyżej odwoływaliśmy się do wynagrodzenia z umowy). Możemy oczywiście wycenić go poprzez odwołanie do wyceny z umowy, ale pewnie bez biegłego się nie obędzie w tym zakresie.

Zapewne w dochodzonej sądownie kwocie może znaleźć się również wartość uzyskanych przez naruszyciela korzyści. Problem zwrotu korzyści jest jednak na tyle skomplikowany, że nie wiem, czy w ogóle nadaje się jako  temat na F-LEX. Zobaczymy 🙂

 Czy będzie jakiś morał z dzisiejszego wpisu? Będzie ;-). Warto spisać umowę licencyjną, warto zadbać również o to, żeby dokładnie w niej były opisane zasady, na jakich jest ona udzielana, jak również wskazać wynagrodzenie za jej udzielenie. Jeżeli nie przyda się ona przeciwko licencjobiorcy, to może stanowić przyczynek do wyceny Twoich autorskich praw majątkowych w innych sporach.

Subiektywnie o Nikonie D800

Dzisiaj będzie bardzo nieobiektywnie, czyli moje spostrzeżenia dotyczące nowego Nikona, albo D800 widziany oczyma amatora. Najkrótsza recenzja zawiera się w dwóch słowach: JEST FAJNY. Na tym można byłoby zakończyć dzisiejszy wpis, ale byłoby to chyba nie do końca poważne. 🙂 Każdy kto oczekuje rzetelnego testu musi poczekać na zapowiedziane testy w DVF czy FOTO-KURIERZE.

Większość, jak nie wszyscy porównują D800 albo do nowej puszki Canona, co ma jakieś problemy, albo do D700.  Tak przy okazji wpis o D700 jest już nieaktualny. D700 czeka na przyjazd z Krakowa nowego Pana. 😉  Jeżeli w swoich spostrzeżeniach będę robił jakieś odwołania, to  będą do mojego pieszczocha, czyli do D3s. Przy okazji pozdrawiam serwis NIKONA i zachęcam do rozpoczęcia naprawy (pierwszy tydzień już minął).

Nikon ma jedną wielką zaletę. Jeżeli kiedykolwiek robiło się zdjęcia aparatem tej firmy, to nie ma najmniejszych problemów z „odpaleniem” następców. Nie powiem, zmiany są, ale nie aż tak drastyczne, że nie można sobie  z tym poradzić. Zwłaszcza, jeżeli się wcześniej o tym czytało. Oczywiście chodzi o tryb wyboru pola autofokusa oraz rodzaju autofokusa (AF-S, czy AF-C).

Na lewym kółku w D800 pojawił się dodatkowy przycisk, znany posiadaczom D3s, a kompletnie obcy właścicielom D700. Przycisk dotyczący braketingu. Przyznam się, że wielokrotnie łapałem się na tym, że biorąc D700 do ręki szukałem guzika z braketingiem, zapominając, że obsługuje się go tylko z pozycji menu. Mała rzecz, a cieszy. Zwłaszcza, jeżeli ma się „złe” nawyki z D3s.

Inny „bajer” znany w D3s, a obcy w D700, który zagościł w D800, to rozszerzone banki menu. Rzecz, którą Canonierzy mieli od prawie zawsze (pozycja C1, C2, C3 – można było im zazdrościć), a Nikon tylko na najwyższej półce. Obecnie w D800 są rozszerzone banki, co pozwala do każdego banku przypisać dedykowane parametry ekspozycji. Kolejna rzecz dosyć istotna. W D700 tego mi brakowało. Chociaż na forum DFV jeden z czcigodnych moich kolegów Nikoniarzy starał się mi wmówić, że w D700 są rozszerzone banki. Ano nie ma, nie było i nie będzie. Może w D700s, jeżeli takowy kiedykolwiek ujrzy światło dzienne.

Duża zmiana na plus, zarówno w stosunku do D700, jak i do D3s, to obsługa i działanie podglądu na żywo. Po pierwsze w D800 podgląd na żywo włączany jest przyciskiem (tak jak w D3s). Koniec z kłopotliwym włączaniem  LV za pomocą lewego pokrętła (tak jest w D700). I kolejna moim zdaniem mała rewolucja, ale jakże przydatna, w zakresie LV. W D800 jest po prostu LV, natomiast zarówno w D3s, jak i D700 mamy LV tryb statywu i tryb bez statywu. Taka konieczność ciągłego przełączania bardzo mnie irytowała, zwłaszcza, że zdarzało mi się o tym zapomnieć. W D800 jest po prostu LV (bez żadnych tam trybów). O skłamałbym troszkę. 😉 Są tryby: fotografowanie i filmowanie. Ale akurat to jest przełącznik przy guziku LV. Swoją drogą bez przełączenia w tryb filmowanie trudno będzie zacząć filmować. 🙂

Z drobniejszych rzeczy, które cieszą, to pozycja d7 w menu – Pokaż ISO/łatwe ISO. To, że w miejscu gdzie normalnie wyświetlana jest liczba wykonanych zdjęć, wyświetlana jest wartość ustawionego ISO, to w zasadzie mały pikuś (można sobie sprawdzić w wizjerze, a w D3s na dolnym wyświetlaczu).  Ważniejsze jest to, że przy wyborze tejże opcji, gdy aparat ustawiony jest w trybie A (tryb priorytetu przysłony), za pomocą głównego pokrętła sterującego… można zmieniać wartość ISO.  Dla mnie rewelacyjne rozwiązanie! Ciemny kościół, brak możliwości użycia statywu, zapewne priorytet A na puszce. Chcę zrobić zdjęcie, ustawiam przysłonę, a tu okazuje się, że czas za długi. Wtedy bez konieczności manipulowania w menu po prostu kręcę sobie kółkiem przednim. Doprawdy świetne rozwiązanie, a przede wszystkim jakie praktyczne.

Są też „minusy”. NEF ważący około 42 MB, JPG ważący 18 MB (a TIFF bagatela 108 MB). Niestety aparat jest bardzo „kartożerny”. Do tej pory dwie szesnastki w D3s i ósemka w D700 starczyły na obfotografowanie 3-4 dniowej Florencji. Dwie szesnastki w D800 to raptem razem około 300 ujęć, a gdzie tu jeszcze miejsce na filmiki? O filmowaniu napiszę pewnie kiedy indziej. Jedno co powiem, to że D800 jest królem, w porównaniu z D3s. Według mnie w D3s funkcja filmowania wrzucona jest na doczepkę, a w zasadzie jej nie ma (zresztą nie ma chyba nikogo, kto kupiłby  D3s dla funkcji filmowania), natomiast przy D800 zaczynam poznawać, czym jest filmowanie lustrzanką i jaką może sprawiać radość.

Statystyka

Często zdarza mi się na F-LEX psioczyć na wydawców, ale staram się za każdym razem być obiektywny. Dlatego też musiałem popełnić dzisiejszy wpis w ich obronie.

Na stronie fotoprawo.pl można znaleźć statystyki dotyczące zamieszczania przez poszczególnych wydawców informacji o autorze publikowanego zdjęcia. W ramach wstępu napisano, że „podpisywanie zdjęć imieniem i nazwiskiem lub pseudonimem ich autorów to dobry obyczaj świadczący o poszanowaniu praw autorskich”. U czytelnika może w związku z tym pojawić się, ba  wręcz narzucić myśl, że Ci wydawcy, którzy nie podpisują publikowanych zdjęć, nie szanują praw autorskich. Zapewne intencje autora statystyk są szczere, ale moim zdaniem taka statystyka nie świadczy o naruszaniu przez wydawców autorskich praw osobistych. Skąd takie przekonanie? Osoba przygotowująca statystykę zapewne nie wie, jakie są ustalenia pomiędzy autorem a wydawcą lub autorem a podmiotem sprzedającym, bądź udostępniającym zdjęcia do publikacji. Przypomnę, że osobiste prawo autorskie jest ściśle związane z autorem utworu (fotografii). To autor decyduje, czy zdjęcie oznaczyć swoim imieniem i nazwiskiem, bądź pseudonimem. Ten sam autor ma również możliwość podjąć decyzję o publikacji zdjęcia anonimowo.

Art. 16. pkt 2. Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem, a w szczególności prawo do  oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo.

Więcej na ten temat znajdziecie w ”(c) dar_wro”. Z racji tego, że przywołany wpis z F-LEXa jest dosyć „ świeży”, to nie ma sensu powielać go i na nowo przedstawiać wszystkie wskazane tam argumenty. Jak podaje fotoprawo.pl „Celem poniższych statystyk jest wskazanie jaki procent zdjęć jest podpisanych w poszczególnych tytułach.” U mnie wciąż rodzi się pytanie: Czemu to ma służyć i co udowodnić?  W odsetku zdjęć niepodpisanych będą zapewne znajdowały się zdjęcia, których autorzy:

a)      zgodzili się na publikacje anonimowo lub
b)      zgodzili się na nieumieszczanie informacji o autorze,
c)       nie wiedzą o publikacji (czyli naruszono co najmniej ich autorskie prawa osobiste).

Jaki jest procentowy udział tych poszczególnych „grup” w puli zdjęć niepodpisanych? Zapewne się tego nie dowiemy, bo autorzy przedstawionych statystyk takiej wiedzy prawdopodobnie (tu zachodzi prawdopodobieństwo graniczące z pewnością) nie posiadają. Zatem gwoli sprostowania. Nie każde zdjęcie opublikowane przez wydawcę bez wskazania jego autora jest niezgodne z prawem i nie świadczy o braku poszanowania praw autorskich. Co więcej, niepodpisanie zdjęcia, w sytuacji gdy autor sobie tak zażyczył, jest przejawem poszanowania jego prawa.

Jak dla mnie przywołana na wstępie statystyka jest więc trochę sztuką dla sztuki. Zresztą jak każda statystyka. Skoro „statystycznie co drugi Polak bije żonę”, a ja swojej nie biję, to Ty Drogi Czytelniku ………………….  😉 No właśnie. Tak samo jest z tymi wykresami na fotoprawo.pl. 🙂

Zgoda na rozpowszechnianie wizerunku oczyma dużego wydawcy

Dzisiejszy temat podrzuciła Świętokrzyska Czarownica, za co bardzo dziękuję. 🙂 Wydawcy czasami mają inny pogląd na prawo do wizerunku. Na internetowej stronie „Rzeczpospolitej” pod każdym zdjęciem pojawia się taki oto tekst:

Jeżeli nie życzą sobie Państwo, aby Państwa zdjęcie było zamieszczone w naszej galerii, prosimy przesłać informacje na adres email: odmowa.publikacji@rp.pl. W tytule prosimy umieścić słowo WIZERUNEK. Po otrzymaniu informacji zdjęcie zostanie usunięte.

Podpisane w ten sposób są zarówno zdjęcia zrobione przez fotoreporterów Rzepy, jak i zdjęcia zaciągnięte z Flickra, bez względu na to czy są tam budynki, czy ludzie. Zwracam uwagę, że jest sprytnie napisane. Mowa jest o zdjęciu. Ale w takim kontekście, że można to odnieść zarówno do zdjęcia rozumianego jako utwór w rozumieniu Ustawy, jak i rozumianego jako wizerunek. Treść tytułu w e-mailu, jaki należy wysłać do wydawcy, może sugerować, że chodzi jednak o wizerunek. Jak widać, życie przynosi nowe ciekawostki i temat wizerunku powraca wielokrotnie na F-LEXa. Tak więc dzisiaj kolejna powtórka z wizerunku. Generalna zasada stanowi, że potrzebna jest zgoda na rozpowszechnianie wizerunku. Nie będę cytował, bo ile razy można, ale jakby co, to szukajcie art. 81 ust. 1 Ustawy. Zgoda powinna być uprzednia, czyli najpierw mam zgodę, potem rozpowszechniam. Uważam, że działanie na zasadzie najpierw opublikuję, a jak się nie zgodzisz, to usunę fotografię, na której jesteś, jest niezgodne z przepisem art. 81 ust. 1. Na czym opieram takie stanowisko? Przypomnę przywoływane już kiedyś orzeczenie. Sąd przyjął słuszne stanowisko, że „zgoda osoby na publikację jej wizerunku winna być wyrażona wprost, aczkolwiek w dowolnej formie, jednak zgody tej nie można domniemywać” (Sąd Apelacyjny w Warszawie, I Aca 509/04). Skoro zgody nie można domniemywać, to oznacza ni mniej, ni więcej tylko tyle, że zgodę tę powinno się posiadać w chwili rozpowszechniania wizerunku. Brak tej zgody może skutkować konsekwencjami przewidzianymi w przepisach ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Moim zdaniem zamieszczenie cytowanej klauzuli w żaden sposób nie zmienia faktu, że w dacie publikacji wydawca naruszył prawo do decydowania o publikacji wizerunku.

W przypadku zdjęć „zaciągniętych” z Flickra możemy nawet mówić o deep linku. Przypomnę, że „zamieszczenie na stronie portalu internetowego tzw. głębokiego linku (deep link) umożliwiającego użytkownikom tego portalu bezpośrednie (tj. z pominięciem struktury nawigacyjnej strony głównej innego portalu) otwarcie rekomendowanej witryny stanowi rozpowszechnianie wizerunku zamieszczonego na tej witrynie” (Sąd Apelacyjny w Krakowie, I ACa 564/04). Przypomnę również inne orzeczenie tegoż sądu (I ACa 957/01). „Osoba przedstawiona na zdjęciu fotograficznym (lub innym materialnym nośniku jej wizerunku) może dowolnie ograniczyć zakres zezwolenia na jego rozpowszechnianie: zezwolić na publikację tylko w oznaczonym czasopiśmie i/lub tylko w związku z oznaczonymi okolicznościami (np. w związku z określonym tekstem artykułu prasowego), wyznaczyć granice czasowe publikacji itp.” Może wiec zdarzyć się tak, że na Flickrze, czy innym portalu będzie publikowane zdjęcie zawierające czyjś wizerunek, gdzie autor zdjęcia miał zgodę na prezentowanie wizerunku wyłącznie na tymże portalu.

Przypomnę zarówno tym, czyje prawo zostało naruszone, jak i tym co mieliby zamiar naruszyć prawo do wizerunku, że osoba, której prawo do wizerunku zostało naruszone może żądać:

  • dopełnienia przez naruszającego czynności potrzebnych do usunięcia skutków naruszenia, w szczególności aby złożyła publiczne oświadczenie o odpowiedniej treści i formie,
  • przyznania odpowiedniej sumy pieniężnej tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę lub zobowiązania sprawcy, aby uiścił odpowiednią sumę pieniężną na wskazany przez twórcę cel społeczny (jeżeli naruszenie było zawinione).

Jeżeli więc znajdziesz zdjęcie na którym jesteś, a wcześniej nie dałeś zgody na rozpowszechnianie, to na bank naruszono Twoje prawo do wizerunku. Rzepa nie robi łaski, że usunie zdjęcie. W końcu każdy, czyjego prawo do rozpowszechniania wizerunku zostało naruszone, ma prawo żądać zaniechania takiego działania (art. 83 w zw. z art. 79 Ustawy).

Seria limitowana

Na „Szturchańcu” ostatnio było w „Nie drażnić fana!” o Williamie Egglestonie. Sztuka to, czy też nie? Podoba się, czy się nie podoba? Dobre, czy kiczowate? Te pytania zostaną na moim blogu bez odpowiedzi. Niech piszą o tym inni.  Na F-LEX zwrócę jednak uwagę na zagadnienia prawne, jakie są poruszone we wpisie Piotra.

Czym są te pojedyncze sprzedane fotografie? Ktoś pamięta? Systematycznemu czytelnikowi powinno coś świtać w głowie. Pisałem o tym w „$4,338,500”, jak również „Odbitkach wujka Leona”.  Najkrócej można powiedzieć, że są to egzemplarze utworu. Oczywiście o ilości wprowadzanych „do obiegu” egzemplarzy decyduje właściciel majątkowych praw autorskich. Jest to jego święte prawo. Prawa tego nie wyzbywa się (u nas) w dacie sprzedaży egzemplarza utworu, no chyba że… . Zgodnie z art. 52 ust.1 Ustawy jeżeli umowa nie stanowi inaczej, przeniesienie własności egzemplarza utworu nie powoduje przejścia autorskich praw majątkowych do utworu. Brak jakiejkolwiek wzmianki w umowie dotyczącej odbitki powoduje, że majątkowe prawo do wprowadzania utworu (zdjęcia jako utworu – nie odbitki) do obrotu pozostaje przy właścicielu (np. fotografie). Kupujący nie nabywa ani majątkowych praw autorskich, ani nie uzyskuje licencji do eksploatacji Utworu (zdjęcia). O tym, jakie ma prawa nabywca względem kupionej odbitki, znajdziecie  w przywołanych powyżej wpisach na F-LEX.  Przypominam przy okazji, że przenoszenie majątkowych praw autorskich wymaga formy pisemnej pod rygorem nieważności (art. 53 Ustawy). Nabywca więc nie może później przed sądem podnosić, że sprzedający powiedział mu, że wraz z odbitką przenosi na niego prawa autorskie do zdjęcia.  Bez bumagi ani rusz! 😉

Nie oznacza to oczywiście, że w Polsce nabywca prac Egglestona nie miałby żadnych szans (zakładam dla potrzeb F-LEX hipotetycznie, że nie ma zawartej pomiędzy Panami umowy). Skoro sprzedaż odbitki nie dokonała się w oparciu o przepisy dotyczące obrotu majątkowymi prawami autorskimi, to należy przejść na prawo kontraktowe i przepisy prawa cywilnego. W tym przypadku przepisy kodeksu cywilnego dotyczące sprzedaży rzeczy (wszak odbitka jest rzeczą) oraz przepisy dotyczące odpowiedzialności kontraktowej. Nabywca musi jednak w sądzie wykazać, że sprzedający gwarantował mu, że jest to jedyny egzemplarz i że zobowiązał się nie wprowadzać kolejnych egzemplarzy do obrotu.  Jeżeli to zostanie udowodnione przed sądem, to będzie można uznać, że sprzedający nie wypełnił warunków umowy i „nabyty towar ma wadę”. Sprzedający bowiem zobowiązał się nie tylko sprzedać egzemplarz zdjęcia, ale również do powstrzymania się od korzystania ze swojego prawa majątkowego, polegającego na możliwości wprowadzania kolejnych egzemplarzy danego utworu. Naruszając  obowiązek powstrzymania się od wprowadzania do obrotu kolejnych egzemplarzy utworu nie dotrzymał zobowiązania umownego. Zatem mamy do czynienia z nienależytym wykonaniem umowy cywilnej.

Masz dużo pieniędzy, jesteś fanem Egglestona i chcesz nabyć jedyny egzemplarz. Jak się ustrzec przed takimi wybrykami sprzedawcy? Skoro to ma być jeden, jedyny egzemplarz, to najprościej byłoby wraz z tym egzemplarzem nabyć majątkowe prawa autorskie w zakresie wprowadzania Utworu (zdjęcia) do obrotu wszelkimi technikami. Będziesz miał nie tylko jedyny egzemplarz, ale również prawo decydowania o zrobieniu sobie jeszcze dwóch, trzech, a może i miliona dodatkowych egzemplarzy. 😉 Jeżeli pomimo takiej umowy zrobiłby to Eggleston, to miałbyś do zastosowania również cały wachlarz roszczeń przewidzianych w art. 79 Ustawy, a nie tylko kodeks cywilny.

Limitowanie edycji ma pewien sens. Zwłaszcza w zakresie Droit de suite. „Droit de suite” odnosi się bowiem nie tylko do oryginału, ale także do kopii uznanych za oryginał (kopie są uznane za oryginalne egzemplarze utworu, jeżeli zostały wykonane osobiście, w ograniczonej ilości, przez twórcę lub pod jego nadzorem, ponumerowane, podpisane lub w inny sposób przez niego oznaczone).

Piotrowe kłopoty z prawem

Piotr ma kłopoty z prawem. Nic z tych rzeczy, nie przeskrobał nic, o czym by już wiedziały organy ścigania. 😉 Chodzi o logikę prawa. Nie czuję się na siłach bronić tezy, że prawo jest logiczne, jak również nie chce mi się udowadniać, że takie nie jest. Ale coś musi być na rzeczy, skoro nie tylko rak jest rybą, ale ostatnio także ślimak winniczek.
Wszelkie wątpliwości Piotra możecie znaleźć w komentarzu pod tekstem „Klatka”. Wszystko przez nieszczęśliwe definiowanie utworu zależnego. Piotr zadaje m.in. następujące pytania, oczekując odpowiedzi.

Czy zdjęcie czegokolwiek jest utworem zależnym względem tego czegoś? Czy zdjęcie ciastka jest utworem zależnym względem autorskiego przepisu kucharskiego? Czy zdjęcie samolotu jest utworem zależnym względem objętego prawami autorskimi i patentowymi projektami tegoż samolotu? Czy zdjęcie pani w kiecce jest utworem zależnym względem projektu tejże kiecki (kwestię wizerunku pani pomijamy)?

Podstawowa kwestia to pojęcie utworu, co w ferworze pisania chyba umknęło pytającemu. Należy bowiem pamiętać, że utwór zależny jest opracowaniem cudzego utworu. Jeżeli więc fotografujemy przedmiot, który sam w sobie nie jest utworem, to nie można stawiać tezy o powstaniu utworu zależnego.

Art. 1. 1. Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór).
2. W szczególności przedmiotem prawa autorskiego są utwory:
• wyrażone słowem, symbolami matematycznymi, znakami graficznymi (literackie, publicystyczne, naukowe, kartograficzne oraz programy komputerowe);
• plastyczne;
• fotograficzne;
• lutnicze;
• wzornictwa przemysłowego;
• architektoniczne, architektoniczno-urbanistyczne i urbanistyczne;
• muzyczne i słowno-muzyczne;
• sceniczne, sceniczno-muzyczne, choreograficzne i pantomimiczne;
• audiowizualne (w tym filmowe).

Odpowiadając na postawione przez Piotra pytania. Żeby zdjęcie „kiecki” mogło być utworem zależnym, sama „kiecka” musiałaby być uznana za utwór. Żeby zdjęcie ciastka mogło być utworem zależnym, samo ciastko musiałoby być uznane za utwór. Żeby zdjęcie samolotu mogło być utworem zależnym, sam samolot musiałby mieć przymiot utworu. Produkcja „kiecek” czy samolotów, jak również wypiek ciast nie zawiera w sobie elementu twórczego. Skoro ciastko czy samolot nie jest utworem zależnym, to jego zdjęcie nie może zostać uznane za utwór zależny.

O fotografii jako utworze zależnym pisze m.in. R. Sarbiński w monografii zatytułowanej „Utwór fotograficzny i jego twórca w prawie autorskim.Już na koniec pozwolę sobie zacytować jej fragment. „Nawiązując do koncepcji utworu fotograficznego jako obrazu, należy przyjąć, że o twórczości zależnej w fotografii można mówić w sytuacji, gdy co najmniej jeden składnik obrazu fotograficznego stanowi element twórczy, który autor przejął z innego, uprzednio istniejącego dzieła innej osoby. Specyfika fotografii nakazuje traktować twórcę dzieła fotograficznego jako twórcę fotograficznego dzieła zależnego w trzech sytuacjach. Po pierwsze, tworząc fotografię w oparciu o cudzy scenariusz, autor kreuje dzieło zależne – fotograficzne opracowanie scenariusza. Po drugie, fotograf wybierając określony fragment rzeczywistości, może podjąć decyzję o umieszczeniu w swoim obrazie cudzego dzieła w całości lub części. Wówczas można rozważać dzieło fotograficzne jako dzieło zależne w stosunku do przedmiotu fotografowania. Po trzecie, wykonywanie obróbki fotograficznej, tradycyjnej lub cyfrowej, i stosowanie efektów specjalnych stwarza doskonałe pole do opracowania cudzego obrazu fotograficznego, a dokonująca jej inna osoba niż autor pierwotnej rejestracji może stać się twórcą fotograficznego dzieła zależnego.

PS. Jeżeli zdjęcie utworu nie byłoby uznawane za utwór zależny, to zupełnie bez sensu byłoby zamieszczanie w Ustawie art. 33 pkt 1. Wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku.

Nikon D700 do sprzedania

Update: Wpis nieaktualny.

Dzisiaj trochę prywaty. Nie będzie nic o paragrafach w fotografowaniu.  Chciałbym po prostu zakomunikować, że aparat Nikon D700 szuka nowego Pana. Wszystko co dotyczy sprzedaży znajdziecie TUTAJ.

Kupiony dwa lata temu. Obecny przebieg migawki to 12.255 cyknięć, na 150 tyś., które „gwarantuje” NIKON. Stan idealny. Żadnych śladów użytkowania. Jedyne widoczne ślady, to rysy na bagnecie, co jest zrozumiałe przy wymianie obiektywów. Aparat jest solidny, jak autor F-LEX’a. 🙂

Jedynej rzeczy, której brakuje do kompletu, to osłona monitora LCD BM-9. Połamała się przy zdejmowaniu. 😉 Jakie robi zdjęcia? Zajrzyjcie do zakładki “Mój Flickr”.

W przypadku dodatkowych pytań proszę o kontakt na e-mail.

 

“Stuff”, czyli rzecz o tajemnicy

Amsterdam - Targ kwiatowy

Lektura „Fotografii prasowej” Kennetha Kobré po raz kolejny jest przyczynkiem do skreślenia kilku słów na blogu. Nadal będzie o fotografowaniu. Tym razem fotograf zawita na salę sądową. Nie, nie będziemy go o nic hipotetycznie oskarżać, nie będzie on również tam zawodowo. Fotograf zostaje powołany na świadka w procesie. Wróćmy do książki Kennetha Kobré. Opisuje on tam przypadek reportera dziennika „Louisville Courier-Journal”, który został wezwany w charakterze świadka. Fotoreporter zrobił reportaż o wytwarzaniu haszyszu, a na jednym ze zdjęć widniała ręka nad stołem w laboratorium. Z podpisu zdjęcia wynikało, że na stole są narkotyki.  Dziennikarz powołał się na Pierwszą Poprawkę i przepisy stanowe, które nakazują chronić poufne źródła informacji.  Z opisu wynika, że na nic się zdało to powoływanie, gdyż Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych uznał, „że fotograf był świadkiem przestępstwa, a sprawcy przestępstwa nie przysługuje ochrona prawna wynikająca z przywołanych przepisów”.

Przełóżmy tę sytuację na nasze rodzime realia i obowiązujące prawo w tym zakresie.  Jeżeli jest mowa o dziennikarzu, to zapewne należy zerknąć do ustawy z 26 stycznia 1984 r.  prawo prasowe (Dz.U. nr 5, poz. 245 z późn. zm.). Swoją drogą ciekawe, kiedy wreszcie doczekamy się nowej, nowoczesnej regulacji w zakresie prawa prasowego. Należałoby zacząć od pojęcia dziennikarz, które jest samo w sobie niejednoznaczne. Art. 7 ust. 2 pkt 5 prawa prasowego stanowi, że dziennikarzem jest osoba zajmująca się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem materiałów prasowych, pozostająca w stosunku pracy z redakcją albo zajmująca się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji. Z definicji tej wynika, że w zasadzie „stosunek z redakcją” będzie podstawowym kryterium uznania kogoś za dziennikarza. Nie można odmówić więc przymiotu dziennikarza np. fotoreporterowi, który współpracuje z redakcją na podstawie umowy zlecenia, bądź  umowy o dzieło. Można spotkać również komentarze wskazujące także na freelancerów, czy też studentów na praktyce w redakcji.

Wróćmy do opisanej powyżej sytuacji z USA. Artykuł 15 ust. 2 prawa prasowego stanowi, że dziennikarz ma obowiązek zachowania w tajemnicy:

  • danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również innych osób udzielających informacji opublikowanych albo przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych,
  • wszelkich informacji, których ujawnienie mogłoby naruszać chronione prawem interesy osób trzecich.

Cytowany przepis określa tajemnicę dziennikarską. Zwolnienie z mocy prawa określone jest w art. 16, który zwalnia od zachowania tajemnicy zawodowej, o której mowa w art. 15 ust. 2, w razie gdy informacja, materiał prasowy, list do redakcji lub inny materiał o tym charakterze dotyczy przestępstwa określonego w art. 254 Kodeksu karnego albo autor lub osoba przekazująca taki materiał wyłącznie do wiadomości dziennikarza wyrazi zgodę na ujawnienie jej nazwiska lub tego materiału. Na dzień dzisiejszy treść art. 16 prawa prasowego jest ewidentnym przejawem niechlujstwa naszego Ustawodawcy. Odwołuje się wciąż do treści art. 254… starego, nieobowiązującego kodeksu karnego W międzyczasie został uchwalony nowy kodeks karny i  powinno się zmienić odwołanie w art. 16  prawa prasowego. Niestety zapomniano o tym. Błąd legislacyjny na etapie wprowadzania w życie nowego kodeksu karnego. W obecnym stanie prawnym zapewne chodzi o obecny art. 240 k.k. Odwołanie do tego przepisu kodeksu karnego jest dosyć istotne, gdyż zawiera on katalog przestępstw, o których popełnieniu każdy obywatel ma obowiązek powiadomić organy ścigania. Nie dokonując zawiadomienia, sami popełniamy przestępstwo (także fotoreporter). Z tajemnicy zawodowej może zostać zwolniony dziennikarz tylko w postępowaniu karnym i to tylko przez sąd. Zgodnie z art. 180 § 3 kodeksu postępowania karnego zwolnienie dziennikarza od obowiązku zachowania tajemnicy nie może dotyczyć danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również identyfikację osób udzielających informacji opublikowanych lub przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych. W tym zakresie jest to zakaz bezwzględny, … z małym wyjątkiem. Nie dotyczy to przestępstw, o których mowa w art. 240 k.k. Tym razem mamy prawidłowe odwołanie do przepisu z kodeksu karnego. 🙂

Wracamy znowu do sytuacji opisanej przez Kennetha Kobré. Sprawdzamy, czy handel narkotykami mieści się w katalogu przestępstw, o których musimy zawiadomić organy ścigania (art. 240 k.k.). Odpowiedź jest negatywna, czyli źródło informacji jest chronione, a sąd nie może nas zmusić do jego ujawnienia. Nie mamy podstaw do składania jakichkolwiek zeznań. Oczywiście jest jeden haczyk. Trzeba być dziennikarzem. Jeżeli zdjęciem Jacka umieszczonym na DFV zainteresowaliby się śledczy, to musiałby z pewnością wyspowiadać się z niego, nawet jeżeli jest to tylko mąka.  No chyba, że wykaże, iż jest to materiał prasowy na zlecenie redakcji DFV. 🙂

Amsterdam - Targ kwiatowy

Jak wynika z dzisiejszego, może trochę skomplikowanego wpisu, nie każdy fotograf może skorzystać z dobrodziejstwa  ochrony tajemnicy dziennikarskiej. Jednak dziennikarze przynajmniej teoretycznie powinni spać spokojnie. Teoretycznie, bo coraz to więcej jest przypadków, gdy organy powołane do egzekwowania prawa, same je łamią.

Dzisiaj bardzo duża garść paragrafów:

Obecny kodeks karny
Art. 240. § 1.  Kto, mając wiarygodną wiadomość o karalnym przygotowaniu albo usiłowaniu lub dokonaniu czynu zabronionego określonego w art. 118, 118a, 120-124, 127, 128, 130, 134, 140, 148, 163, 166, 189, 252 lub przestępstwa o charakterze terrorystycznym, nie zawiadamia niezwłocznie organu powołanego do ścigania przestępstw, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2. Nie popełnia przestępstwa określonego w § 1, kto zaniechał zawiadomienia, mając dostateczną podstawę do przypuszczenia, że wymieniony w § 1 organ wie o przygotowywanym, usiłowanym lub dokonanym czynie zabronionym; nie popełnia przestępstwa również ten, kto zapobiegł popełnieniu przygotowywanego lub usiłowanego czynu zabronionego określonego w § 1.
§ 3. Nie podlega karze, kto zaniechał zawiadomienia z obawy przed odpowiedzialnością karną grożącą jemu samemu lub jego najbliższym.

Poprzedni kodeks karny
Art. 254. § 1. Kto, mając wiarygodną wiadomość o przestępstwie określonym w art. 122-124, 126-128 lub 148, nie zawiadamia niezwłocznie organu powołanego do ścigania o fakcie przestępstwa i okolicznościach jego popełnienia oraz o miejscu, w którym sprawca przestępstwa przebywał lub przebywa, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.
§ 2. Nie podlega karze, kto zaniechał zawiadomienia, mając dostateczną podstawę do przypuszczenia, że organ powołany do ścigania wie o fakcie przestępstwa i okolicznościach wymienionych w § 1, albo z obawy przed odpowiedzialnością karną grożącą jemu samemu lub jego najbliższym.

Prawo prasowe
Art. 15. 1. Autorowi materiału prasowego przysługuje prawo zachowania w tajemnicy swego nazwiska.
2. Dziennikarz ma obowiązek zachowania w tajemnicy:
  1)   danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również innych osób udzielających informacji opublikowanych albo przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych,
  2)   wszelkich informacji, których ujawnienie mogłoby naruszać chronione prawem interesy osób trzecich.
3. Obowiązek, o którym mowa w ust. 2, dotyczy również innych osób zatrudnionych w redakcjach, wydawnictwach prasowych i innych prasowych jednostkach organizacyjnych.

Art. 16. 1. Dziennikarz jest zwolniony od zachowania tajemnicy zawodowej, o której mowa w art. 15 ust. 2, w razie gdy informacja, materiał prasowy, list do redakcji lub inny materiał o tym charakterze dotyczy przestępstwa określonego w art. 254 Kodeksu karnego albo autor lub osoba przekazująca taki materiał wyłącznie do wiadomości dziennikarza wyrazi zgodę na ujawnienie jej nazwiska lub tego materiału.
2. Zwolnienie, o którym mowa w ust. 1, dotyczy również innych osób zatrudnionych w redakcjach, wydawnictwach prasowych i innych prasowych jednostkach organizacyjnych.
3. Redaktor naczelny powinien być w niezbędnych granicach poinformowany o sprawach związanych z tajemnicą zawodową dziennikarza; powierzoną mu informację albo inny materiał może ujawnić jedynie w wypadkach określonych w ust. 1.

Kodeks postępowania karnego
Art. 180. § 1. Osoby obowiązane do zachowania w tajemnicy informacji niejawnych o klauzuli tajności “zastrzeżone” lub “poufne” lub tajemnicy związanej z wykonywaniem zawodu lub funkcji mogą odmówić zeznań co do okoliczności, na które rozciąga się ten obowiązek, chyba że sąd lub prokurator zwolni te osoby od obowiązku zachowania tajemnicy, jeżeli ustawy szczególne nie stanowią inaczej.
§ 2. Osoby obowiązane do zachowania tajemnicy notarialnej, adwokackiej, radcy prawnego, doradcy podatkowego, lekarskiej lub dziennikarskiej mogą być przesłuchiwane co do faktów objętych tą tajemnicą tylko wtedy, gdy jest to niezbędne dla dobra wymiaru sprawiedliwości, a okoliczność nie może być ustalona na podstawie innego dowodu. W postępowaniu przygotowawczym w przedmiocie przesłuchania lub zezwolenia na przesłuchanie decyduje sąd, na posiedzeniu bez udziału stron, w terminie nie dłuższym niż 7 dni od daty doręczenia wniosku prokuratora. Na postanowienie sądu przysługuje zażalenie.
§ 3. Zwolnienie dziennikarza od obowiązku zachowania tajemnicy nie może dotyczyć danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również identyfikację osób udzielających informacji opublikowanych lub przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych.
§ 4. Przepisu § 3 nie stosuje się, jeżeli informacja dotyczy przestępstwa, o którym mowa w art. 240 § 1 Kodeksu karnego.
§ 5. Odmowa przez dziennikarza ujawnienia danych, o których mowa w § 3, nie uchyla jego odpowiedzialności za przestępstwo, którego dopuścił się publikując informację.