Wakacyjny dekalog

Przyjęło się, że okres wakacji sprzyja robieniu zdjęć. Osobiście uważam, że jest to teza, z którą można skutecznie polemizować. Zdjęcia można robić przez cały rok, a z pewnością są pory roku, które znacznie bardziej sprzyjają fotografom, niż lato wraz ze swoim ostrym słońcem.  Pozostawmy jednak filozoficzne wywody na boku. Tymi niech zajmuje się Piotr. 😉 Przy okazji polecam jego ostatni prowokacyjny tekst zatytułowany „Kobiety mają oko”.

Są wakacje i prawie każdy ma przy sobie aparat lub kamerę, albo przynajmniej telefon komórkowy z funkcją robienia zdjęć, dlatego dzisiaj przypomnienie pewnych zasad, o których warto pamiętać.

Po pierwsze: W Polsce fotografujmy ludzi do woli (chyba, że … patrz: „Po drugie”). Chwila zastanowienia powinna jednak przyjść w momencie, gdy chcemy coś opublikować w galerii internetowej, na blogu czy też wysłać na konkurs fotograficzny. Jeżeli wybierasz się na zagraniczne wojaże, to lepiej sprawdź, jakie obowiązują tam przepisy prawa, jak i obyczaje odnośnie fotografowania ludzi i miejsc.

Po drugie: Jeżeli na plaży skuszą Cię jędrne kształty opalającej się topless sąsiadki, to lepiej nie sięgaj po aparat. Skutki mogą być opłakane. Zawsze możesz dostać po uszach od wyrywnego chłopaka, męża lub kochanka, a nadto sięgnięcie po aparat fotograficzny może skutkować spotkaniem z innym aparatem, aparatem wymiaru sprawiedliwości. Jeżeli nie pamiętasz o treści art. 191a kodeksu karnego, to zajrzyj do „Paparazzo”.
Goliznę lepiej więc omijać szerokim łukiem. 😉

Po trzecie: Ustawowa zgoda na rozpowszechnianie wizerunku nie zawsze „zadziała”. Pamiętaj, że aktor na wakacjach, jest przede wszystkim na wakacjach.  Sąd Apelacyjny w Warszawie (sygn. akt I ACa 316/09) uznał, że „Sposób spędzania wolnego czasu, a zatem życie prywatne jest dobrem osobistym każdego człowieka i nie może on być przedmiotem publikacji prasowej opatrzonej fotografiami, jak również imieniem i nazwiskiem osoby której dotyczy, o ile ta osoba nie wyraziła zgody na publikację jej danych personalnych.” Zasada ta odnosi się do wszystkich, a nie tylko osób powszechnie znanych.

Po czwarte: Samo (nieodpłatne) pozowanie do zdjęcia nie jest jednoznaczne ze zgodą na rozpowszechnianie wizerunku. Bywały już w Polsce sprawy, gdzie sąd uznał, że pozowanie, a nawet wybór zdjęć nie oznaczają oczywistą i bezwarunkową zgodę fotografowanego na wszelkie formy rozpowszechniania.

Po piąte: Wybierając się na wakacje samolotem upewnij się, co możesz wnieść na pokład samolotu i w jakich ilościach i gabarytach, aby nie czekała Cię niemiła niespodzianka na lotnisku. Ściąga była opublikowana rok temu w „Rzecz o lataniu, czyli o bagażu i kontroli na lotniskach”.

Po szóste: Zapomnij o możliwości ubezpieczenia sprzętu fotograficznego, a już na pewno o tanim ubezpieczeniu. Raczej musisz być zdany na siebie lub ewentualnie na współtowarzyszy wyjazdu.

Po siódme: Pamiętaj, że nie zawsze można wszędzie wejść, gdzie by się chciało. Zawsze bowiem zachodzi ryzyko naruszenia miru domowego. Czasem jednak warto zaryzykować.

Po ósme:  Należy pamiętać, że nawet mając zgodę na publikację wizerunku, można popaść w konflikt z modelem. Sam komentarz do zdjęcia lub jego tytuł też może być obraźliwy i narazić nas na kłopoty. Model nie musi bowiem mieć Twojego poczucia humoru.

Po dziewiąte: Nawet „nielegalnie” zrobione zdjęcie jest wciąż Twoją własnością i żaden policjant ochroniarz, czy zazdrosny kochanek nie może zmusić Cię do jego skasowania. Co oczywiście nie oznacza, że okoliczności sprawy i zdrowy rozsądek (patrz: „Po dziesiąte”) nie podpowie, aby jednak skasować fotkę.

Po dziesiąte: Zachowanie zdrowego rozsądku zazwyczaj uchroni nas od wakacyjnych kłopotów, nie tylko tych fotograficznych;-)

Miłych wakacji!!! 🙂

 

PS.25.07.2012
Ad.9 Wczoraj wpis, a dzisiaj przykład z życia.

Bella vita!

Życie jest piękne! Doprawdy to nie jest moje odkrycie, ani skutek zachłyśnięcia się wieczornym rześkim powietrzem, czy nadmiaru zimnego białego wina w krwiobiegu. To jest tytuł konkursu. Konkurs został ogłoszony przez Kieleckie Centrum Kultury. Po raz kolejny konkurs z cyklu „zgłaszasz się do konkursu, udzielasz nam licencji”. Tym razem marzenie o zdobyciu tytułu laureata oraz o dwóch tysiącach złotych okupione jest koniecznością przekazania organizatorowi praw do zgłoszonych prac na warunkach licencji.

Punkt 4.11 Regulaminu stanowi, że zgłaszający zdjęcie do konkursu uczestnik oświadcza, że:
– udziela Organizatorowi bezpłatnej, niewyłącznej licencji na korzystanie ze zdjęcia w zakresie niezbędnym do jego publikacji w serwisach  www.  oraz prasie w celu promocyjnym;
– zezwala Organizatorowi, na wykonywanie praw zależnych od zdjęcia w zakresie niezbędnym do publikacji w: kalendarzu, serwisie internetowym oraz publikacjach związanych z promocją Konkursu.

Doprawdy „zachłanność” organizatorów różnych konkursów nie zna granic. Zrozumiałym jest dla mnie przekazanie tych praw przez laureatów konkursu, ale nie rozumiem dlaczego te prawa mają przekazywać wszyscy uczestnicy. Niedawno na F-LEX pisałem o konkursie na „Film promocyjny”. O dziwo tamten konkurs ogłoszonym był także przez samorządowców. Czyżby to taka przypadłość administracji samorządowej?

W przypadku tego konkursu mamy do czynienia ponadto z udzieleniem praw zależnych (art. 2 Ustawy) do zgłoszonych zdjęć, czyli organizator może np. je przyciąć lub przyciemnić, wrzucić filtr lub sepię z CSa, itp.itd.

I na koniec kwiatek, oczywiście też z regulaminu kieleckiego konkursu.

Organizator zastrzega sobie prawo do zmiany zasad Konkursu, w tym treści niniejszego regulaminu Konkursu w trakcie trwania Konkursu.”

W takiej sytuacji do końca jego trwania uczestnik nie jest pewien, jakie będą obowiązywały zasady gry. Mało to szlachetne, gdy chce się zmieniać reguły już w trakcie. Dotyczy to wszystkich dziedzin życia, nie tylko konkursu na fotkę.

Wspomnień czar

O tym, jak było na FotoMilitary można było przeczytać zarówno na F-LEX, na Szturchańcu u Piotra, u świętokrzyskiej Czarownicy, jak i u Sławka. Wszystko to nic, bo przebiła nas nieoceniona Ania Małkowicz, która i tym razem postanowiła swoją relację przekazać w postaci ruchomych obrazków okraszonych ścieżką dźwiękową. Poniżej jej relacja ukazująca atmosferę FotoMilitary. Autorka odgraża się, że o samej Strefie Militarnej filmik pojawi się już niedługo.

“The Military Zone” Podrzecze 2012 Poland – Part about FOTO MILITARY initiative from anna malkowicz on Vimeo.

Ania nie tylko filmowała nas, ale również robiła zdjęcia. Czasem nawet pozwalała Mariuszowi na to i owo. Sami zobaczcie 😉

Pozdrowienia dla całej ekipy FotoMilitary! 🙂

Prawdziwa cnota

Prawo do własnych osądów i krytyki gwarantuje nam zarówno Konstytucja (art. 31), jak i Europejska Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (art.10).

 Art. 31. Konstytucji RP
1. Wolność człowieka podlega ochronie prawnej.
2. Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje.
3. Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Artykuł 10  Wolność wyrażania opinii
1. Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Niniejszy przepis nie wyklucza prawa Państw do poddania procedurze zezwoleń przedsiębiorstw radiowych, telewizyjnych lub kinematograficznych.
2. Korzystanie z tych wolności pociągających za sobą obowiązki i odpowiedzialność może podlegać takim wymogom formalnym, warunkom, ograniczeniom i sankcjom, jakie są przewidziane przez ustawę i niezbędne w społeczeństwie demokratycznym w interesie bezpieczeństwa państwowego, integralności terytorialnej lub bezpieczeństwa publicznego ze względu na konieczność zapobieżenia zakłóceniu porządku lub przestępstwu, z uwagi na ochronę zdrowia i moralności, ochronę dobrego imienia i praw innych osób oraz ze względu na zapobieżenie ujawnieniu informacji poufnych lub na zagwarantowanie powagi i bezstronności władzy sądowej.

Oceniając cudze prace, zwłaszcza krytycznie, należy robić to z rozsądkiem i baczyć, aby przez przypadek nie popaść w konflikt z prawem. O tym, że popadniesz w konflikt z autorem fotografii, to nawet nie piszę, bo jest to bardzo wysoce prawdopodobne. 🙂 Kwestia krytyki nie umknęła uwadze i orzecznictwu Sądu Najwyższego, który w roku 1965 (sygn. akt VI KO 14/59) wydał stosowną uchwałę, w której miedzy innymi przeczytamy:

 „Krytyka polega na zakomunikowaniu osobie lub osobom trzecim oceny dzieła, działalności lub postępowania innej osoby, instytucji lub zrzeszenia. Krytykujący wypowiada dodatni lub ujemny sąd według przyjętej przez siebie miary podstawowej. Wypowiedź krytyczna może być z kolei przedmiotem oceny i wymiany poglądów, daje możność wykazywania błędów tej oceny jak i przyjętej miary podstawowej. (…) Wypowiedzi krytyczne i zawarte w nich ujemne oceny nie powinny dotyczyć osoby, lecz jej dzieła lub funkcji, jaką pełni w określonym układzie społecznym. Piastowanie stanowiska, wykonywanie zawodu lub rodzaju działalności jest funkcją mającą walor dla społeczeństwa, a sposób, w jaki funkcja ta jest wykonywana, nie może być dla społeczeństwa obojętny i dlatego nie może nie podlegać krytyce. (…) Nie można natomiast uznać za niekaralną krytykę, gdy sprawca przy sposobności krytyki, ale nie w integralnej rzeczowej z nią łączności, dopuszcza się zamachu na dobre imię drugiego.

 Wynika z tego, że możesz zdjęcia oceniać nawet bardzo krytycznie (także te, pod którymi znajdziesz dziesiątki „ochów i achów”), ale raczej daj pokój autorowi. „Zaatakuj” utwór, ale nie twórcę!

Jeżeli jesteś autorem krytykowanej pracy, to miej w pamięci uzasadnienie wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie (sygn. akt I ACa 1307/00), który słusznie uznał, że „Swoboda twórcza jest dziedziną nie poddającą się jednoznacznej ocenie, a dowodem na to są rozbieżne oceny tego samego dzieła, dokonane przez różnych krytyków, czy też odmienny odbiór dzieła przez zawodową krytykę i przez szeroką widownię”.

 Miłego krytykowania 😉

Czy fotograf propaguje?

Można było się tego spodziewać, że Foto Military będzie wywoływało emocje. Okazało się, że emocje były nie tylko w trakcie Strefy Militarnej 2012, ale są nadal. A wszystko przez zdjęcia. Zdjęcia nie byle jakie, bo zdjęcia pokazujące rekonstruktorów prezentujących wojska Rzeszy Niemieckiej. Kilka zdjęć na portalu i już pojawił się zarzut propagowania faszyzmu przez redakcję i autorów zdjęć oraz robienia wody z mózgu młodym ludziom.
Jako, że byłem na Strefie Militarnej, widziałem na własne oczy, robiłem zdjęcia, a nawet je publikuję, to czuję się zarówno upoważniony, jak i zobowiązany do naskrobania kilku słów, jak to z tym faszyzmem jest. Propagowanie faszyzmu interesuje mnie tak, jak zeszłoroczny śnieg. Jednak publikowanie zdjęć ze Strefy, jak najbardziej jest w sferze moich zainteresowań. Nie po to przecież trzy dni żyłem w warunkach zbliżonych do tych, jakie panowały pod Kurskiem, żeby teraz nie móc pochwalić się swoimi „wybitnymi dziełami”. 😉
Zacznijmy od tego, że w sobotę 14. lipca 2012 r. o godz. 10:30 miała miejsce parada pojazdów. A tam w szyku jechały pojazdy z grupą przebierańców, m.in. w mundurach różnych formacji III Rzeszy. A na czele tychże jechał … radiowóz. Tak właśnie, policja eskortowała przejazd parady.

Wróćmy jednak do paragrafów. A dokładniej do przepisu art. 256 kodeksu karnego.

Art. 256. § 1. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1.
§ 3. Nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego określonego w § 2, jeżeli dopuścił się tego czynu w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, kolekcjonerskiej lub naukowej.
§ 4. W razie skazania za przestępstwo określone w § 2 sąd orzeka przepadek przedmiotów, o których mowa w § 2, chociażby nie stanowiły własności sprawcy.

Pominiemy kwestie nienawiści na tle różnic, a skupmy się jedynie na propagowaniu faszyzmu lub innego totalitarnego ustroju państwowego. Gdzie tu odpowiedzialność fotografa i za co? Fotograf mógłby odpowiadać za przestępstwo określone w art. 256 § 1 kodeksu karnego. Pozwolicie, że nie będę rozpisywał się, co to jest totalitaryzm, a co faszyzm. Po co mam wyważać otwarte drzwi, zwłaszcza, że czytelnik F-LEXa jest wykształcony i to wie (koniec na dzisiaj z lizusostwem). 😉 Art. 256 kodeksu karnego ma swoje korzenie w Konstytucji RP, a dokładnie w jej artykule 13.

„Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.”

Wracamy do odpowiedzialności fotografa. Publikacja zdjęć w internecie zapewne wypełnia przesłankę działania publicznego. To jest pewne i bezdyskusyjne. Ale samo zamieszczenie zdjęcia człowieka w mundurze wojsk III Rzeszy nie wystarczy, aby mówić o popełnieniu przestępstwa. Clou sprawy tkwi w słowie „propaguje”. Tutaj z pomocą przychodzi nam Sąd Najwyższy, który na pytanie “Czy użyte w art. 256 k.k. sformułowanie «propaguje» dla określenia czynności sprawczej oznacza, że publiczne pochwalanie faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa, wyrażające się np. w wystawieniu na widok publiczny swastyki, wykonywanie gestów faszystowskiego pozdrowienia etc. tylko wtedy wyczerpuje znamiona określonego w art. 256 k.k. czynu zabronionego, gdy jednocześnie łączy się z (publicznym) upowszechnianiem (popularyzowaniem) wiedzy o takim ustroju tj. uprawianiem propagandy?” udzielił następującej odpowiedzi:

„Propagowanie, w rozumieniu art. 256 k.k., oznacza każde zachowanie polegające na publicznym prezentowaniu faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa, w zamiarze przekonania do niego” (I KZP 5/02).

I tu po raz kolejny pojawia się słowo klucz: ZAMIAR. Jeżeli fotograf zamieścił zdjęcie w sieci, to aby mówić o popełnieniu przestępstwa należy mu udowodnić, że zdjęcie zostało zamieszczone w celu propagowania faszyzmu. I nie liczy się tutaj odczucie oglądającego (taka sytuacja miała miejsce dzisiaj na DFV). Przestępstwo określone w art. 256 § 1 k.k. jest przestępstwem o charakterze umyślnym i może być popełnione wyłącznie z zamiarem bezpośrednim. Zamiar bezpośredni polega na tym, że sprawca (fotograf) chce popełnić czyn zabroniony, w tym przypadku chce propagować faszyzm i ma taki zamiar. Ocena aktu woli fotografa nie może zostać zastąpiona odczuciami oglądającego.

A co z samymi rekonstruktorami? W zakresie propagowania faszyzmu mają zastosowanie te same zasady, co w przypadku fotografa. W końcu to ten sam przepis prawny. Przed zarzutem popełnienia przestępstwa opisanego w art. 256 § 2 k.k. chroni ich natomiast paragraf trzeci. W tymże paragrafie trzecim zawarty jest tzw. „kontratyp”. Kontratyp to okoliczności uchylające bezprawność danego czynu. Art. 256 § 3 k.k. wyłącza odpowiedzialność karną, w przypadku gdy sprawca czynu zabronionego określonego w § 2 dopuszcza się go w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, kolekcjonerskiej lub naukowej. Gdyby nie ten przepis nie istniałaby znaczna część grup rekonstrukcyjnych. Warto w tym miejscu jeszcze przywołać orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Katowicach (II AKa 251/05), który uznał, że „Zachowanie oskarżonych, polegające na noszeniu kurtek z naszywkami na rękawie i kołnierzu przedstawiających swastykę nie nosi znamion przestępstwa z art. 256 k.k.”

PS. Dzisiejszy wpis został poczyniony, aby każdy uczestnik Foto Military umiał się obronić przed niesłusznymi zarzutami i podejrzeniami o propagowanie faszyzmu. Doprawdy, tylko człowiek złej woli może postawić taki zarzut.

PS2. Zdjęcia powstały podczas Strefy Militarnej 2012 w Podrzeczu. Ani rekonstruktorzy widniejący na zdjęciu, ani fotograf nie mieli i nie mają zamiaru propagować zakazanych ideologii.

PS3. Więcej moich zdjęć ze Strefy Militarnej znajdziecie TU.

Już po

I już po Foto Military 2012, a dokładniej po Strefie Militarnej 2012, w ramach której odbyło się Foto Military. Szczególne podziękowania należą się Sławkowi Skalskiemu, dzięki któremu mieliśmy możliwość fotografować w trochę (ale tylko trochę) lepszych warunkach, niż publiczność. Imprezę uatrakcyjnił nam również Mariusz z Foto Mastera, który udostępnił nam prawie całą gamę obiektywów Sigmy.

Impreza, którą warto, a nawet trzeba zobaczyć. Jeżeli nawet nie jesteś pasjonatem militariów, a wręcz może zagorzałym pacyfistą, to i tak warto. Warto zobaczyć, że jest jeszcze masa ludzi w naszym kraju, którym się coś chce, którzy mają swoją pasję i są w stanie dużo zrobić, ale również dużo znieść dla tej pasji. I nie chodzi tylko o grupy rekonstrukcyjne, ale także o te niezliczone grupy dzieciaków, które jako wolontariusze pomagały w realizacji tego przedsięwzięcia. Strefa Militarna to duża impreza przygotowana z rozmachem, ale i bez zadęcia. Doprawdy warto było spędzić te kilka dni w Podrzeczu koło Gostynia. I nie tylko dla kadrów, które się uchwyciło, ale przede wszystkim dla spotkanych tam ludzi.

W tym miejscu szczególne pozdrowienia dla Pana, który stwierdził, że Jarek i ja kradniemy mu kadr (cóż tacy też byli, ale nie w naszej grupie fotograficznej). 😉

A że na wojnie nie było łatwo, najlepiej ukazuje to zdjęcie z amerykańskich  okopów. 😉
PS. Pozdrowienia dla wszystkich koleżanek i kolegów uczestniczących w Foto Military. 🙂

PS2. To, co czasem przyczepialiśmy do body, miało prawie średnicę lufy czołgowej.

Cytatem w fotografa

Piotr sprawdza, czyta, analizuje różne regulaminy, a potem je piętnuje. Ostatnio oberwało się jednemu portalowi w jego tekście „Pinezką w fotografa”. Prosta sprawa, każdy przypina sobie co chce i chwali się, jaki to uzyskał piękny zbiór ciekawych rzeczy wygrzebanych w internecie.

Przez przypadek wpadłem na stronę www.projekt50mm.pl, a tam na zakładkę „Znalezione w sieci”. Właściciel portalu informuje „W tym dziale będziemy prezentować wam najciekawsze zdjęcia, na które my lub wy natrafiliście w sieci”. Nie przypomina Wam to trochę działań w stylu opisanego przez Piotra Pinteres-a? OK. Mając na uwadze, że założenie to może być fałszywe i krzywdzące zajrzałem do regulaminu (w końcu to takie skrzywienie zawodowe, które staram się i Wam wpoić) widząc, że zamieszcza się tam zdjęcia Scotta Kellby czy Annie Leibovitz. W regulaminie właściciel portalu oświadcza, że „Treści, co do których prawa autorskie przysługują osobom trzecim, Właściciela portalu udostępnia na stronach Portalu na podstawie obowiązujących przepisów prawa lub zawartych umów, w tym umów licencyjnych”. Przy umowie licencyjnej sprawa jest prosta, bo to umowa określa warunki korzystania z utworu. Bardziej ciekawi mnie ta kwestia „obowiązujących przepisach prawa”. Zapewne chodzi o kwestie związane z dozwolonym użytkiem. Tylko błagam, nie mówcie, że na prawie cytatu! Jeżeli pokazywane są tam ciekawe zdjęcia, na które trafili użytkownicy lub administratorzy w sieci, to jaki to cytat. Przypomnę przepis określający prawo cytatu.

Art. 29. 1. Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości.

Uznane przez kogoś zdjęcia za ciekawe lub nawet wybitne, a nawet fakt, że zdjęcie jest rzeczywiście wybitne, nie daje możliwości jego wyświetlania na własnej stronie internetowej. Ciekawe, jak jest naprawdę? Może właściciel portalu ma rzeczywiście z każdym podpisaną stosowną umowę licencyjną, a ja szukam dziury w całym. 😉 A może podeszli do kwestii prawa cytatu w sposób „lajtowy”, jak zrobiła pewna Pani. 😉

A powstanie tego tekstu jest po prostu wynikiem mojego wrogiego nastawieniu do prawa cytatu, o którym możecie się przekonać w tekście „Wróg publiczny”.

Rocznicowe dyrdymały

No to chorobę wieku dziecięcego F-LEX ma już za sobą. Dzisiaj minął rok, jak pojawił się pierwszy wpis na blogu (był wcześniej falstart na wordpress.com – cały jeden wpis, ale to się nie liczy).

  • W tym czasie pojawiły się 164 wpisy, w 17 kategoriach, bliżej lub dalej związanych z prawem i fotografią.
  • Zamieszczono w ciągu roku 1.300 komentarzy i to cieszy, bo nie ma nic gorszego jak „sztuka dla sztuki” i pisanie w próżnię. Bezdyskusyjnym liderem jest oczywiście Piotr „Szturchaniec” Dębek. 🙂
  • Najwięcej z Was trafia tu za pośrednictwem FB, w drugiej kolejności są to osoby znające oba adresy internetowe bloga.
  • Najwięcej wizyt było w maju tego roku (3.637).

Zapewne nie znajdziecie na F-LEX recepty na wszystkie nurtujące was pytania. I to nie dlatego, że mi się nie chce, ale dlatego, że prawo (a ono jest jednak głównym bohaterem) jest bardzo kapryśne. W podobnej sprawie dwa różne sądy potrafią odmiennie orzec.

To dzięki Wam pojawiają się nowe wpisy i to Wy bardzo często podrzucacie tematy na F-LEX. I za to Wam dziękuję. 🙂

PS. F-LEXa możecie polubić tu na fejsie.

Wizerunek aktora

Pod ostatnim wpisem padło „poza konkursem” pytanie od joe: „Czy trzeba mieć zgodę aktorów do upowszechniania ich wizerunku na zdjęciach przedstawiających ich w czasie prób lub w czasie odgrywania spektaklu?” Ka_tula odpowiedziała w prostych żołnierskich słowach, krótko i na temat. „NIE”.

Skoro odpowiedź brzmi NIE, to w sumie można by nie poruszać tego tematu. Ale życie nie jest takie proste i nikt nam nie powie, że „białe jest białe, a czarne jest czarne”, cytując za klasykiem. 😉 Zarówno w doktrynie, jak i w orzecznictwie sądowym nie ma żadnych wątpliwości, że przepis art. 81 ust. 2 pkt 1  odnosi się również do aktorów (niekoniecznie robiących zakupy). Sąd Najwyższy (I CSK 134/07) stwierdził, że „określenie “grono osób powszechnie znanych”, obejmuje osoby, które wprost lub w sposób dorozumiany godzą się na podawanie do publicznej wiadomości wiedzy o swoim życiu. Nie są to jednak tylko aktorzy, piosenkarze lub politycy, lecz także osoby prowadzące inną działalność, na przykład gospodarczą lub społeczną”.

 Art. 81 ust. 2 pkt 1 Ustawy wprawdzie stanowi, że zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych, ale uważam, że mogą się pojawić pewne „schody” w przypadku rozpowszechniania zdjęć z prób. Nie będę  w tej chwili zajmował jednoznacznego stanowiska (jest dzisiaj za gorąco, aby dzielić włos na czworo), ale chce Wam zwrócić uwagę, że nie jest to takie oczywiste, jak wynika z odpowiedzi Ka_tuli.

Pamiętacie „Ulicznego grajka”? Dla tych co nie pamiętają przypomnę, że był to  tekst o artystycznych wykonaniach. Kwestia artystycznych wykonań i prawa do ich eksploatacji może się nam właśnie pojawić przy zdjęciach aktorów. O ile możemy rozpowszechniać ich wizerunek, co wynika z art. 81 ust. 2 pkt 1, o tyle nie możemy  np. wykorzystać tych zdjęć np. do produkcji widokówek. W stosunku do wszystkich podmiotów (nie tylko aktorów) wywnioskować to można z treści powyższego przepisu. W wypadku aktorów dodatkowo zakaz taki wynika z treści art. 86 ust. 1 Ustawy regulujący kwestię praw do artystycznych wykonań.

Art. 86. 1. Artyście wykonawcy przysługuje, w granicach określonych przepisami ustawy, wyłączne prawo do:
1)         ochrony dóbr osobistych, w szczególności w zakresie:
a)  wskazywania go jako wykonawcy, z wyłączeniem przypadków, gdy pominięcie jest zwyczajowo przyjęte,
b)  decydowania o sposobie oznaczenia wykonawcy, w tym zachowania anonimowości albo posłużenia się pseudonimem,
c)   sprzeciwiania się jakimkolwiek wypaczeniom, przeinaczeniom i innym zmianom wykonania, które mogłyby naruszać jego dobre imię;
2)         korzystania z artystycznego wykonania i rozporządzania prawami do niego na następujących polach eksploatacji:
a)  w zakresie utrwalania i zwielokrotniania – wytwarzania określoną techniką egzemplarzy artystycznego wykonania, w tym zapisu magnetycznego oraz techniką cyfrową,
b)  w zakresie obrotu egzemplarzami, na których artystyczne wykonanie utrwalono – wprowadzania do obrotu, użyczania lub najmu egzemplarzy,
c)   w zakresie rozpowszechniania artystycznego wykonania w sposób inny niż określony w lit. b) – nadawania, reemitowania oraz odtwarzania, chyba że są one dokonywane za pomocą wprowadzonego do obrotu egzemplarza, a także publicznego udostępniania utrwalenia artystycznego wykonania w taki sposób, aby każdy mógł mieć do niego dostęp w miejscu i w czasie przez siebie wybranym.
2. Artyście wykonawcy służy prawo do wynagrodzenia za korzystanie z artystycznego wykonania lub za rozporządzanie prawami do takiego wykonania określone w umowie albo przyznane w przepisach ustawy.
3. W przypadku nadawania, reemitowania lub odtwarzania artystycznego wykonania za pomocą wprowadzonego do obrotu egzemplarza, artyście wykonawcy przysługuje prawo do stosownego wynagrodzenia.

W przypadku aktorów można postawić jeszcze pytanie, czy młody aktor ucharakteryzowany na staruszka może mówić o swoim wizerunku i żądać jego ochrony? Odpowiedź jest twierdząca. Sąd Najwyższy (II CK 330/03) uznał, że „wizerunek, poza dostrzegalnymi dla otoczenia cechami fizycznymi, tworzącymi wygląd danej jednostki i pozwalającymi – jak się określa – na jej identyfikację wśród innych ludzi może obejmować dodatkowe utrwalone elementy związane z wykonywanym zawodem jak charakteryzacja, ubiór, sposób poruszania się i kontaktowania z otoczeniem”.

Gorąco!! Więcej dziś nie napiszę. 😉

Powalczmy o dobre standardy

Tra la la, tra la la ministerialna gafa! Tra la la, tra la la minister jest gapa. Kolejny polityk, który nie czyta F-LEXa. Kiedyś już oberwało się za to Stefanowi. 😉

Minister, miłośnik komunikowania się ze światem za pośrednictwem Twittera, zamieścił zdjęcie pewnej pani, o której ostatnio jest duże w mediach, a przy okazji, jak każdy rasowy polityk, udowodnił, że prawo to oni potrafią stanowić, nie zawsze jednak je znają lub w pełni szanują. Pan Minister zamieścił na Twitterze zdjęcie co do którego nie posiadał żadnych praw majątkowych, a ponadto nie zamieścił informacji o jego autorze. Jeden „post” i naruszenie zarówno majątkowych, jak i osobistych praw autorskich fotografa gotowe. Strach pomyśleć, ale gdyby pan prokurator poszukał przepisów w okolicach art. 115 i 116 znanej nam fotografom Ustawy i dopatrzył się znamion podmiotowych, to o Panu Ministrze pisalibyśmy Radek S. ;-). W sumie jednak nie o gafę Ministra mi chodzi (z notki wynika, że się poczuwa do błędu), a o pointę z artykułu w gazeta.pl. Pozwolę sobie zacytować (zgodnie z art. 29. ust. 1 Ustawy):

„Powalczmy razem o dobre standardy – apeluje na blogu Kinga Kenig z “Gazety”. – Jeśli macie na swoim profilu na Facebooku lub Twitterze zdjęcia, które do was nie należą, wyrzućcie je lub chociaż podpiszcie.”

To walczymy, czy nie?! Apel usuń nieswoje zdjęcia lub je przynajmniej podpisz, moim skromnym zdaniem,  nie jest walką o dobre standardy. Wskazanie autora opublikowanego nielegalnie zdjęcia (nazwijmy to po imieniu „ukradzionego”) nie załatwia sprawy, a jedynie powoduje, że przestaje się naruszać osobiste prawa majątkowe autora. Natomiast sprawa majątkowych praw nadal jednak pozostaje niezałatwiona.

Dobry standard polega na niekorzystaniu z cudzych zdjęć w ogóle, jeżeli nie ma się do nich żadnych praw.

WYKASUJCIE CUDZE  ZDJĘCIA!