Brukselskie ciasteczka

blogDurne prawo, to jednak wciąż prawo. I w zasadzie mógłbym w tym miejscu zakończyć wpis odnoszący się do „polityki cookies”.  Przynależność do wielkiej rodziny europejskiej powoli przyzwyczaja nas do tego, że urzędnicy unijni potrafią uprzykrzyć życie bzdurnymi przepisami, które muszą być implementowane do przepisów prawa krajowego, bez względu czy się to nam podoba, czy nie. Tym razem prawo to (zdaniem unijnych biurokratów) ma chronić prywatność  użytkownika Internetu.  Od kilku dni na większości witryn internetowych pojawiła się informacja o tym, co to są cookies, do czego służą i czy właściciel witryny zbiera informację w tym zakresie. Może to mało fotograficzny temat, ale warto o nim wspomnieć, bo wielu fotografów prowadzi swoje serwisy, strony czy też blogi, a wtedy „polityka cookies” może dotyczyć także ich.

Praźródłem „polityki coockies” jest Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2009/136/WE z dnia 25 listopada 2009 r. zmieniająca dyrektywę 2002/22/WE w sprawie usługi powszechnej i związanych z sieciami i usługami łączności elektronicznej praw użytkowników, dyrektywę 2002/58/WE dotyczącą przetwarzania danych osobowych i ochrony prywatności w sektorze łączności elektronicznej oraz rozporządzenie (WE) nr 2006/2004 w sprawie współpracy między organami krajowymi odpowiedzialnymi za egzekwowanie przepisów prawa w zakresie ochrony konsumentów (jak oni potrafią krótko i zwięźle nazwać akt prawny 😉 ), która w dyrektywie 2002/58/WE (dyrektywa o prywatności i łączności elektronicznej) wprowadziła art. 5 ust. 3 o nowym brzmieniu:

Państwa Członkowskie zapewniają, że korzystanie z sieci łączności elektronicznej w celu przechowywania informacji lub uzyskania dostępu do informacji przechowanej na terminalu abonenta lub użytkownika jest dozwolone wyłącznie pod warunkiem że abonent lub użytkownik otrzyma jasną i wyczerpującą informację zgodnie z dyrektywą 95/46/WE, między innymi o celach przetwarzania, oraz zostanie zaoferowane mu prawo do odmówienia zgody na takie przetwarzanie przez kontrolera danych. Nie stanowi to przeszkody dla technicznego przechowywania danych lub dostępu do danych jedynie w celu wykonania lub ułatwiania transmisji komunikatu za pośrednictwem sieci łączności elektronicznej lub gdy jest to szczególnie niezbędne w celu dostarczania usługi społeczeństwa informacyjnego, wyraźnie zażądanej przez abonenta lub użytkownika.

 Polski ustawodawca zobowiązany do wdrożenia przepisów dyrektywy wprowadził stosowne zmiany w Prawie telekomunikacyjnym (art. 173) i stąd pojawiła się nagle „polityka cookies”. Jeżeli jednak nie podrzucasz cookies, lub podrzucone cookies konieczne są jedynie do wykonania transmisji komunikatu za pośrednictwem publicznej sieci telekomunikacyjnej, albo usługa jest świadczona na żądanie, to w sumie możesz zapomnieć o obowiązkach z art. 173 Prawa telekomunikacyjnego. Ja swoje okienko zostawię, ale tylko po to, żeby każdy trafił na ten wpis i wiedział skąd się nagle wzięło takie ogólne zainteresowanie ciastkami.

Swoją drogą F-LEX nie rozsiewa  cookies i nie prowadzi żadnej analizy danych w nich zawartych. Jeżeli jednak znajdziesz jakieś cookies z F-LEXa, to wykorzystywane są one w celu utrzymanie sesji użytkownika F-LEXa (po zalogowaniu), dzięki której nie musi on za każdym razem wpisywać loginu i hasła. Jeśli Cię to z jakiś powodów oburza możesz to łatwo zmienić. Jak to zrobić? Przeczytaj treść art. 173 ust. 2. Prawa telekomunikacyjnego

Na koniec jedna duża garść paragrafów, czyli polski przepis na ciastka. 🙂

Art. 173.1. Przechowywanie informacji lub uzyskiwanie dostępu do informacji już przechowywanej w telekomunikacyjnym urządzeniu końcowym abonenta lub użytkownika końcowego jest dozwolone, pod warunkiem że:
1) abonent lub użytkownik końcowy zostanie uprzednio bezpośrednio poinformowany w sposób jednoznaczny, łatwy i zrozumiały, o:
a) celu przechowywania i uzyskiwania dostępu do tej informacji,
b) możliwości określenia przez niego warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do tej informacji za pomocą ustawień oprogramowania zainstalowanego w wykorzystywanym przez niego telekomunikacyjnym urządzeniu końcowym lub konfiguracji usługi;
2) abonent lub użytkownik końcowy, po otrzymaniu informacji, o których mowa w pkt 1, wyrazi na to zgodę;
3) przechowywana informacja lub uzyskiwanie do niej dostępu nie powoduje zmian konfiguracyjnych w telekomunikacyjnym urządzeniu końcowym abonenta lub użytkownika końcowego i oprogramowaniu zainstalowanym w tym urządzeniu.
2. Abonent lub użytkownik końcowy może wyrazić zgodę, o której mowa w ust. 1 pkt 2, za pomocą ustawień oprogramowania zainstalowanego w wykorzystywanym przez niego telekomunikacyjnym urządzeniu końcowym lub konfiguracji usługi.
3. Warunków, o których mowa w ust. 1, nie stosuje się, jeżeli przechowywanie lub uzyskanie dostępu do informacji, o której mowa w ust. 1, jest konieczne do:
1) wykonania transmisji komunikatu za pośrednictwem publicznej sieci telekomunikacyjnej;
2) dostarczania usługi telekomunikacyjnej lub usługi świadczonej drogą elektroniczną, żądanej przez abonenta lub użytkownika końcowego.
4. Podmioty świadczące usługi telekomunikacyjne lub usługi drogą elektroniczną mogą instalować oprogramowanie w telekomunikacyjnym urządzeniu końcowym abonenta lub użytkownika końcowego przeznaczonym do korzystania z tych usług lub korzystać z tego oprogramowania, pod warunkiem że abonent lub użytkownik końcowy:
1) przed instalacją oprogramowania zostanie poinformowany bezpośrednio, w sposób jednoznaczny, łatwy i zrozumiały, o celu, w jakim zostanie zainstalowane oprogramowanie, oraz sposobach korzystania przez podmiot świadczący usługi z tego oprogramowania;
2) zostanie poinformowany bezpośrednio, w sposób jednoznaczny, łatwy i zrozumiały, o sposobie usunięcia oprogramowania z telekomunikacyjnego urządzenia końcowego użytkownika lub abonenta;
3) przed instalacją oprogramowania wyrazi zgodę na jego instalację i używanie.

Bloger wydawcą

Lato 2007 r. Głośno było wówczas (zwłaszcza w kręgach wydawców prasy) o orzeczeniu Sądu Najwyższego, w którym Sąd uznał, że strona internetowa może być uznana za prasę w rozumieniu prawa prasowego (sygn. akt IV KK 174/07). Sytuacja była o tyle nieprzyjemna, że chodziło o odpowiedzialność karną. Sąd stwierdził wówczas, że „osoba rozpowszechniająca bez rejestracji w właściwym sądzie okręgowym dziennik bądź czasopismo za pośrednictwem Internetu zarówno wówczas, gdy przekaz taki towarzyszy przekazowi utrwalonemu na papierze, stanowiąc inną elektroniczną jego postać, jak i wówczas, gdy istnieje tylko w formie elektronicznej w Internecie, wyczerpuje znamiona przestępstwa z art. 45 ustawy – Prawo prasowe.

Zima 2013. Wnioskodawca chce zarejestrować blog w rejestrze dzienników i czasopism uznając, że jego blog nosi znamiona prasy, a ta zgodnie z przepisami prawa prasowego musi zostać zarejestrowana w odpowiednim rejestrze. Sąd rejestrowy nie podziela jednak stanowiska wnioskodawcy i odmawia rejestracji. Sprawa trafiła wyżej, to jest do Sądu Apelacyjnego w Łodzi. Tenże Sąd w dniu 18 stycznia 2013 r. wydał postanowienie (sygn. akt I Aca1031/12), w którym uznał że „Blog nie jest formą publikacji na tyle zamkniętą i jednorodną, by można było a priori zakładać, że jako przekaz internetowy nigdy nie wypełnia ustawowych znamion definicji prasy.” Okazuje się więc, że niektóre blogi mogą być uznane za spełniające wymogi definicji prasy. Nie wiem czy się cieszyć, czy nie. Jak zawsze kij ma dwa końce i może się okazać, że kiedyś zapuka do nas Policja, bo ktoś uzna nas przestępców, gdyż prowadzimy działalność prasową bez stosownej rejestracji.

Wróćmy do uzasadnienia orzeczenia łódzkiego sądu i zapoznajmy się z jego argumentacją. Zwracam uwagę, że sąd nie orzekł, że każdy blog należy traktować jak prasę i trzeba go zarejestrować. Sąd  stwierdził jedynie, że nie można wykluczyć, że niektóre blogi mogą wypełniać te znamiona. Sąd cytując komentarz do Prawa prasowego wskazuje, że „Niektóre serwisy internetowe mogą być uznane za prasę, to jest te spełniające przesłanki z definicji prasy: ukazujące się w regularnych odstępach czasu, ale nie rzadziej niż raz do roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą, nie tworzące zamkniętej, jednorodnej całości (związanej fabułą, postaciami) i mające ogólnoinformacyjny charakter”. I dalej w uzasadnieniu sąd podkreśla, że „Blog nie zawsze ma charakter prywatny, wyłącznie opiniotwórczo – literacki, zdeterminowany osobowością jego twórcy. W doktrynie podkreśla się, że część blogów, z racji periodyczności i spełniania innych warunków przewidzianych w treści art. 7 ust. 2 pkt 1 pr. pras., będzie musiała zostać zaliczona do prasy, a co za tym idzie będzie podlegała rejestracji w myśl art. 20 ust. 1 pr. pras. W świetle przepisu art. 7 ustawy Prawo prasowe cechą dystynktywną “prasy” jest periodyczność przekazu, jego ogólnoinformacyjny cel, a także poprzedzający samą publikację proces przygotowania redakcyjnego. Wszystkie te przymioty może spełniać także przekaz internetowy w formie bloga. O tym, czy publikacja internetowa ma charakter prasowy, decydować powinien cel, jakiemu ma służyć. Skoro rolą i zadaniem prasy jest rozpowszechnianie informacji, to periodyczność przekazu, czyli cyklicznego informowania opinii publicznej o określonych faktach społecznych, ekonomicznych, gospodarczych, politycznych, oświatowych, kulturalnych, pod oznaczonym tytułem, nazwą, adresem czy nawet linkiem, wskazywać będzie na cel, jaki realizuje redakcja, wydawca czy autor danej publikacji elektronicznej, na stworzonej specjalnie w tym celu stronie internetowej”

Jak wynika z powyższego może zdarzyć się tak, że wieczorem kładziesz się spać jako zwykły bloger, a rano się budzisz już jako Pan Wydawca.  😉

Na koniec garść paragrafów:

Art. 7. ust 2 pkt 1 Prawa prasowego
prasa oznacza publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej, jednorodnej całości, ukazujące się nie rzadziej niż raz do roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą, a w szczególności: dzienniki i czasopisma, serwisy agencyjne, stałe przekazy teleksowe, biuletyny, programy radiowe i telewizyjne oraz kroniki filmowe; prasą są także wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania, w tym także rozgłośnie oraz tele- i radiowęzły zakładowe, upowszechniające publikacje periodyczne za pomocą druku, wizji, fonii lub innej techniki rozpowszechniania; prasa obejmuje również zespoły ludzi i poszczególne osoby zajmujące się działalnością dziennikarską.

Art. 20. 1. Wydawanie dziennika lub czasopisma wymaga rejestracji w sądzie wojewódzkim właściwym miejscowo dla siedziby wydawcy, zwanym dalej “organem rejestracyjnym”. Do postępowania w tych sprawach stosuje się przepisy Kodeksu postępowania cywilnego o postępowaniu nieprocesowym, ze zmianami wynikającymi z niniejszej ustawy.

Art. 45. Kto wydaje dziennik lub czasopismo bez rejestracji albo zawieszone podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.

Fotografia w prawie unijnym

Praga_13_DSC_3522

Your destination is straight ahead!
(c) dar_wro

W Unii Europejskiej obowiązuje Dyrektywa 2006/116/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 12 grudnia 2006 r. w sprawie czasu ochrony prawa autorskiego i niektórych praw pokrewnych (Dz.U.UE.L.2006.372.12). Dyrektywa ta zawiera również postanowienia dotyczące ochrony fotografii. Zgodnie z art. 6 Dyrektywy fotografie, które są oryginalne w tym sensie, że stanowią własną intelektualną twórczość autora, podlegają ochronie zgodnie z przepisami art. 1. Państwa Członkowskie (czyli poszczególne państwa UE) nie mogą w stosunku do fotografii  stosować żadnych innych kryteriów, niż wskazane w art. 6.

Mając na uwadze treść art. 1 Dyrektywy:
a) fotografie podlegają ochronie w okresie życia autora i przez okres 70 lat licząc od dnia jego śmierci, niezależnie od daty zgodnego z prawem podania utworu do publicznej wiadomości.
b) w przypadku fotografii mających współautorów czas ochrony liczy się od dnia śmierci ostatniego z autorów (zajrzyj do “Współsprawstwa”),
c) w przypadku fotografii anonimowych lub fotografii, przy których posłużono się pseudonimem, czas ochrony wynosi siedemdziesiąt lat od dnia zgodnego z prawem podania utworu do publicznej wiadomości (jeżeli pseudonim, którym posłużył się autor, nie pozostawia wątpliwości co do tożsamości autora, lub jeżeli autor ujawnia swoją tożsamość w okresie ochrony, to okres 70 lat liczy się od dnia jego śmierci),
d)  w przypadku fotografii, których czas ochrony nie jest liczony od dnia śmierci autora lub autorów, i które nie były zgodnie z prawem podane do publicznej wiadomości w okresie siedemdziesięciu lat po ich stworzeniu, ochrona wygasa.

Uważny i systematyczny czytelnik F-LEXa od razu zauważy, że wszystkie te postanowienia prawa unijnego zostały recypowane wprost do naszej Ustawy.  Postanowienia art. 7 w związku z art. 1 Dyrektywny znalazły odzwierciadlenie w art. 36 Ustawy.

Art. 36. Z zastrzeżeniem wyjątków przewidzianych w ustawie, autorskie prawa majątkowe gasną z upływem lat siedemdziesięciu:

  1. od śmierci twórcy, a do utworów współautorskich – od śmierci współtwórcy, który przeżył pozostałych;
  2. w odniesieniu do utworu, którego twórca nie jest znany – od daty pierwszego rozpowszechnienia, chyba że pseudonim nie pozostawia wątpliwości co do tożsamości autora lub jeżeli autor ujawnił swoją tożsamość;
  3. w odniesieniu do utworu, do którego autorskie prawa majątkowe przysługują z mocy ustawy innej osobie niż twórca – od daty rozpowszechnienia utworu, a gdy utwór nie został rozpowszechniony – od daty jego ustalenia;
  4. w odniesieniu do utworu audiowizualnego – od śmierci najpóźniej zmarłej z wymienionych osób: głównego reżysera, autora scenariusza.

Przepisy Dyrektywy obowiązują w całej Unii Europejskiej, tym samym czas trwania autorskich praw majątkowych jest jednakowy. W każdym zakątku Unii zdjęcie będzie podlegało ochronie na tych samych zasadach, przez ten sam okres czasu. Bez wyjątku. Dyrektywa nie zezwala na zawężenie ochrony i stosowanie bardziej rygorystycznych zasad, niż z niej wynikające. W odwrotną stronę nie ma przeciwskazań. Jeżeli Państwo Członkowskie chce objąć ochroną fotografie inne, niż taki które są oryginalne (stanowią własną intelektualną twórczość autora), to  proszę bardzo. 🙂

Praskie reministencje

Praga_010Sobota, a więc czas odpoczynku. W ramach solidaryzowania się z tą albo tamtą partią, jak również tymi lub tamtymi związkami zawodowymi, w ramach protestu przeciwko temu lub tamtemu, postanowiłem dzisiaj nie pisać o prawie. Mija prawie tydzień od warsztatów w Pradze organizowanych przez Szturchańca, tak więc dobry pretekst żeby pokazać kilka własnych “pstryków”. Coroczne wyjazdy na zdjęcia do Pragi stały się już tradycją (w końcu to był już trzeci wyjazd organizowany przez Ewę i Piotra). Wyborne towarzystwo szalonych fotografów, którym niestraszne są pobudki koło 4:40 nad ranem (w tym miejscu kłaniam się nisko wszystkim uczestniczkom i uczestnikom wyjazdu), świetne zimne czeskie piwo, jak zawsze niesamowity przewodnik, znawca Pragi i zapalony fotograf Włodek “Sewo” Krajewski, no i oczywiście główna bohaterka – PRAGA. W zasadzie nic więcej nie potrzeba. No było jednak coś, czego  trochę brakowało. Dobrego światła. Tym razem Opatrzność nie była aż tak łaskawa, jak na poprzednich wyjazdach. Zawsze jednak mogło być gorzej.  Teraz czas na zdjęcia. Jedno już widzieliście na wstępie. Zrobione zostało z wieży Klementinum. Ja jestem dachowiec, więc zaliczenie każdej nowej wieży sprawia mi dużo przyjemności. 🙂

Byliśmy w kościele Św. Mikołaja (niestety tym razem niedane nam było używać statywów). Z pomocą musiało przyjść czasem wysokie ISO, silne i stabilne ręce i szeroka dziura, czasem podłoga.Praga_004Uwadze naszej jak zawsze nie umknęło metro. Wprawdzie koledzy z Warszawy mają bardzo rozbudowaną cała jedną linię, ale ich także interesowała architektura  praskiego metra.Praga_002W przeddzień warsztatów, były “pre-warsztaty” i wpadliśmy na dworzec (Praha hlavní nádraží). Fantova Kavarna (Cafe) niestety była niedostępna. ;-(Praga_001Praga_011W ramach pleneru zajrzeliśmy do Muzeum Techniki.  Akurat lało okrutnie, więc ten punkt programu pozwolił nam schować się przed deszczem.Praga_007Pomiędzy jednym a drugim złocistym napojem włóczyliśmy się  po zamglonej i dżdżystej Pradze robiąc zdjęcia różnym detalom. 🙂  Praga_006Praga_005Niedziela, to wielki finał. Wizyta w Synagodze Hiszpańskiej. Włodek stanął na wysokości zadania i dokonał rzeczy prawie niemożliwej. Uzyskaliśmy zgodę na fotografowanie w miejscu, gdzie nie można zrobić zdjęcia nawet telefonem. Były dwa warunki. Włodek dał słowo honoru dyrektorowi, że zdjęcia nie będą wykorzystywane komercyjnie i że zamieścimy odpowiednią informację o zgodzie na fotografowanie.  Co niniejszym czynię.
Poniższe zdjęcia są zrobione za zgodą Muzeum Żydowskiego w Pradze.Praga_009Praga_008Praga_003To tyle z Pragi. Następnym razem będzie już znowu prawo.

PS. Update 29.03.13
Tu znajdziesz relację organizatorów.

Wideogram czy utwór?

Swego czasu na blogu we wpisie zatytułowanym „Producent” pisałem o utworach audiowizualnych i  wideogramach. W dobie powszechnie dostępnych kamer, aparatów fotograficznych z funkcją filmowania, czy też telefonów z opcją kręcenia wideo wiedza na ten temat zapewne się przyda. Poniżej kilka tez z uzasadnienia wyroku Sądu Apelacyjnego w Łodzi zapadłego w 2002 r. (sygn. akt I Aca 254/02) w sprawie dotyczącej filmu „Witajcie w życiu” (najdłuższy półkownik jest do obejrzenia w Internecie, wystarczy skorzystać z wyszukiwarki).

  • Utwór audiowizualny jest takim przejawem działalności twórczej o indywidualnym charakterze, w którym współgra ze sobą wizja i dźwięk. Nie każda rejestracja zdarzenia kamerą stanowi utwór audiowizualny i może być traktowany jako przedmiot ochrony prawa autorskiego, a tylko wtedy gdy wypełnia ogólne znamiona utworu. Nie wystarczy zatem, że umieszczone zostanie na kasecie zastrzeżenie prawa autorskiego.
  •  „Efekt pracy rejestrującego spektakl teatralny będzie najczęściej wideogramem, niebędącym utworem audiowizualnym.”
  •  „Wideogramami są zarówno utwory, jak i rejestracje niemające charakteru twórczego, utrwalone na nośniku.”
  •  „Decyzja o utrwaleniu seminariów na nośniku nie przesądza jeszcze o tym, że rejestracja spełnia wymogi oryginalności i indywidualności.
  •  „Należy oddzielić elementy twórcze zdarzeń będących przedmiotem rejestracji od twórczego charakteru samej rejestracji.”
  •  „Od utworu audiowizualnego wymaga się twórczego połączenia elementów wizji i fonii.”

W ramach powtórki z „Producenta” przypomnę że:

  • każdy utwór audiowizualny jest wideogramem, ale nie każdy wideogram jest utworem audiowizualny,
  • twórcy utworu audiowizualnego przysługuje ochrona osobistych i majątkowych praw autorskich,
  • wideogram (o czym uważny czytelnik zapewne pamięta, a jeżeli nie pamięta szczegółów, to niech zajrzy do „Producenta”) jest zaliczany do praw pokrewnych (Rozdział 11 Ustawy) i dlatego też producentowi wideogramu przysługują jedynie uprawnienie wymienione w art. 94 ust. 4.

I na koniec jeszcze jeden cytat z uzasadnienia sądu w Łodzi. „Na gruncie polskiego prawa autorskiego brak jest podstaw do formułowania domniemania twórczego i indywidualnego charakteru dzieła.” W praktyce oznacza to, że aby skutecznie dochodzić ochrony swoich praw na podstawie przepisów  Ustawy musisz w pierwszej kolejności wykazać, że Twoje zdjęcie/film/obraz/szkic/opowiadanie mają cechy utworu w rozumieniu art. 1 ust. 1.

 

Zakupy w komisie

Wro_256Nie każdy wie, że jest konsumentem nie tylko robiąc zakupy w sklepie czy to realnym czy wirtualnym, ale także w komisie. Idąc do komisu na zakupy jesteś od 1. stycznia 2003 r. konsumentem, no chyba że sam zdecydowałeś, że wolisz być przedsiębiorcą (zakupując sprzęt na fakturę dla swojej firmy).

Zgodnie z art. 770(1) k.c. do umowy sprzedaży rzeczy ruchomej, zawartej przez komisanta z osobą fizyczną, która nabywa rzecz w celu niezwiązanym z jej działalnością gospodarczą ani zawodową, stosuje się przepisy o sprzedaży konsumenckiej. Kupując używany sprzęt w komisie przysługują Ci zatem prawa określone w ustawie z dnia 27 lipca 2002 r. o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie Kodeksu cywilnego (Dz.U. nr 141, poz. 1176, z późn. zm.), a na komisancie spoczywają wszelkie obowiązki, jakie cytowana ustawa nakłada na sprzedawcę.
Najważniejsza informacja to ta, że komisant odpowiada wobec Ciebie (konsumenta) za niezgodność towaru z umową. Komisant odpowiada więc zarówno za wady fizyczne, jak i prawne towaru, jaki u niego nabędziesz. O uprawnieniach konsumenta pisałem m.in. w „Pobożne życzenie, czy też prawo konsumenta”. Wszystko, co zostało tam opisane odnosi się również do zakupów zrobionych w komisie.

Kupując używany sprzęt od komisanta nie musisz się obawiać ryzyka związanego z tym, że po kupnie „trefnego” towaru (pochodzącego z kradzieży) możesz stracić i towar, i pieniądze. Komisant odpowiada bowiem również za taką wadę prawną. Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 3. grudnia 2008 r. (sygn. Akt V CSK 293/08) uznał, że towar konsumpcyjny jest niewątpliwie niezgodny z umową sprzedaży, gdy nabywca nie ma możliwości swobodnego z niego korzystania w związku z niewywołaniem w następstwie wady prawnej jej skutku rozporządzającego, czyli braku nabycia przez kupującego własności rzeczy. Jeżeli więc okazałoby się, że nie stałeś się właścicielem wymarzonej lustrzanki lub obiektywu, bo pochodził z kradzieży, to masz możliwość odzyskania pieniędzy od komisanta. Powyższe stanowisko Sąd Najwyższy potwierdził w postanowieniu z 14. października 2011 r. (sygn. akt III CZP 50/11) pisząc w uzasadnieniu, że do odpowiedzialności komisanta będącego przedsiębiorcą za wady prawne rzeczy sprzedanej konsumentowi stosuje się przepisy ustawy z dnia 27 lipca 2002 r. o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz zmianie Kodeksu cywilnego (Dz.U. Nr 141, poz. 1176 ze zm.).

PS. Tekst nie jest sponsorowany, ani nie zawiera lokowania produktu. To tylko prawo 🙂

Dobra sława dzieła

Ciemność. Widzę ciemność. Ciemność widzę.” Prawie każdy wie, kto i w jakim filmie wypowiada te słowa. Mało za to kto jest świadom, że słowa te użyte w sloganie reklamowym jednej ze stacji radiowych stały się przedmiotem procesu sądowego, który toczył się w Krakowie. Nas zainteresują pewne tezy zawarte w uzasadnieniu wyroku Sądu Apelacyjnego (sygn. akt I ACa 35/04). Sad uznał, że efekt twórczości (np. scenariusz czy wyreżyserowana wypowiedź aktora) zredukowany do krótkiej figury retorycznej jest na tyle ogólny, że posiada wartość idei. Jako taki, o walorze abstrakcyjnym i ogólnym nie stanowi przedmiotu prawa autorskiego, gdyż traci cechę oryginalności. Skoro nie stanowi przedmiotu praw autorskich, to tym samym nie podlega ochronie przewidzianej w Ustawie. Na szczęście nie oznacza to, że w takim razie można beztrosko korzystać z twórczości innych osób. Twórczość artystyczna jest bowiem zaliczana przez kodeks cywilny do jednego z dóbr osobistych (art. 23 k.c.) i na tej podstawie podlega ochronie prawnej.

Art. 23. Dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach.

Potwierdza to krakowski sąd pisząc w uzasadnieniu wyroku, że „podwyższenie progu twórczości w rozumieniu art. 1 Prawa autorskiego nie oznacza, by twórcy nie korzystali z ochrony prawnej. Ochronę interesów osobistych twórców wartości niematerialnych (animowana wypowiedź) ustawodawca zapewnia w art. 23 k.c. terminem “twórczość artystyczna”. Brak zapłaty wynagrodzenia za upowszechnienie dobra osobistego artysty bez jego zgody może stanowić czyn niedozwolony (art. 24 § 2 k.c.) usprawiedliwiający roszczenie o odszkodowanie.”

Art. 24. § 2. Jeżeli wskutek naruszenia dobra osobistego została wyrządzona szkoda majątkowa, poszkodowany może żądać jej naprawienia na zasadach ogólnych.

Białostocki Sąd Apelacyjny w uzasadnieniu do jednego ze swych orzeczeń (sygn. Akt I ACa 303/12) potwierdził, że ochroną przewidzianą w art. 23 k.c. objęta jest m.in. „dobra sława dzieła” jak i „dobre imię dorobku twórcy”. Podzielając poglądy profesora J.Barty sąd zwraca uwagę, że „w katalogu dóbr osobistych podlegających ochronie cywilnoprawnej ustawodawca ujął m.in. twórczość artystyczną, której zakres przedmiotowy obejmuje szeroko rozumiane niemajątkowe, indywidualne wartości związane z procesem działalności artystycznej oraz z będącym jego wynikiem dorobkiem twórczym, niepodlegającym ochronie na podstawie przepisów szczególnych, a głównie przepisów ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Wśród przykładów płaszczyzn ochrony twórczości jako dobra osobistego wymienia się przede wszystkim prawo do ochrony “dobrej sławy dzieła” lub “dobrego imienia dorobku twórcy“, tj. prawo do przeciwdziałania zachowaniom, które mogą naruszać dobrą reputację (renomę) dzieła, bądź reputację samego autora, a także prawo do ochrony przed nieuprawnionym wykorzystywaniem elementów procesu twórczego i dorobku twórcy oraz przed przywłaszczaniem ich.
Wbrew pozorom nie ogranicza to czyjegokolwiek prawa do krytyki. W przypadku krytykanctwa istnieje jednak ryzyko przekroczenia pewnej granicy, której efektem będzie obowiązkowa wizyta w sądzie. 🙂

PS. Krytykując, recenzując lub oceniając pracę innych czasem warto się zastanowić i zawczasu ugryźć w język i to wcale nie z obawy przed sądem. Nie ma nic niebezpieczniejszego niż urażony „twórca”. 😉

PS2. Update 23:02 01.03.2013

Suplement dla tych co nie chcą lub nie mogą zrozumieć.

Wspólnym mianownikiem dla obu orzeczeń jest ochrona twórczości artystycznej, a nie „Seksmisja”.
Orzeczenie nr 1.
To, że element twórczości nie podlega ochronie na podstawie przepisów prawa autorskiego nie oznacza, że nie podlega on żadnej ochronie. Z pomocą przychodzą przepisy kodeksu cywilnego. Nieuprawnione korzystanie z „nie-utworu” może czasem rodzić odpowiedzialność (art. 23 kc. w zw. z art. 24 § 1 i 2 k.c.).
Orzeczenie nr 2.
Nie ma bezpośredniego związku z orzeczeniem nr 1. Istotne jest to, że sąd uznał, że w ramach pojęcia „twórczość artystyczna” ochronie może podlegać „dobra sława dzieła” lub „dobre imię dorobku twórcy”.