Ochrona wizerunku

AlexDzisiaj w pigułce powtórka z przepisów dotyczących ochrony wizerunku. Tym razem głos oddaję składowi sędziowskiemu Sądu Najwyższego rozpoznającego sprawę pod sygnaturą akt I CSK 739/12. Poniżej fragment uzasadnienia wyroku Sądu Najwyższego, jaki zapadł w dniu 27 września 2013 r.

 „Dobra osobiste to pewne wartości niematerialne, uznane powszechnie w społeczeństwie i łączące się ściśle z człowiekiem, decydujące o jego indywidualności i odrębności. Takim dobrem jest niewątpliwe wizerunek, będący materialnym wytworem, który za pomocą środków plastycznych przedstawia rozpoznawalną podobiznę osoby. Staje się on elementem utworu w rozumieniu art. 1 Ustawy, gdy zostanie utrwalony w fotografii, rzeźbie, portrecie itp. i dlatego ustawodawca także w prawie autorskim zapewnia ochronę tego dobra osobistego. Zgodnie z art. 81 ust. 1 Ustawy, rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie. W wyroku z 19 grudnia 2001 r. Sąd Apelacyjny w Krakowie (sygn. akt I ACa 957/01) wyjaśnił, że przepisy art. 81 i 83 Ustawy chronią wyłączną kompetencję osoby portretowanej do decydowania o rozpowszechnianiu jej wizerunku. Dobrem chronionym przez powyższe przepisy jest autonomia każdej osoby w zakresie swobodnego rozstrzygania, czy i w jakich okolicznościach jej wizerunek może być rozpowszechniony. W konsekwencji dla oceny naruszenia tego dobra nie jest doniosłe ustalenie, jakie inne interesy niż tylko ochrona własnej autonomii uzasadniają odmowę osoby uprawnionej udzielenia zezwolenia na rozpowszechnianie jej wizerunku. Rozpowszechnianie wizerunku jest bezprawne, jeśli osoba uprawniona nie udzieliła zgody na takie działanie albo, jeżeli nie zachodzą normatywnie stypizowane okoliczności (w szczególności wskazane w art. 81 ust. 1 zdanie 2 i ust. 2 Ustawy) uchylające konieczność uzyskania zezwolenia na rozpowszechnianie wizerunku. Zgody uprawnionego na rozpowszechnianie wizerunku ani jej zakresu nie domniemywa się. Pozwanego w procesie o ochronę wizerunku obciąża obowiązek wykazania, że ją uzyskał na określonych warunkach lub że zachodzą okoliczności wyłączające konieczność jej uzyskania. Wyjątek od zasady, że rozpowszechnianie wizerunku wymaga zgody osoby na nim przedstawionej, zachodzi w razie kumulatywnego spełnienia dwóch przesłanek; po pierwsze – osoba, której wizerunek jest rozpowszechniany ma być “znana powszechnie”, a po drugie – jej rozpowszechniany wizerunek ma być wykonany w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych (art. 81 ust. 2 pkt 1 Ustawy). W uzasadnieniu wyroku z 24 stycznia 2008 r.(sygn. akt I CSK 341/07) Sąd Najwyższy wyjaśnił, że do kategorii osób publicznych należą zarówno osoby sprawujące funkcje publiczne, jak i osoby, które nie pełniąc ich, odgrywają rolę w różnych dziedzinach życia publicznego, takich jak polityka, życie społeczne, kultura, sztuka, a pośród nich – aktywni w tych ostatnich dziedzinach, cieszący się znacznym zainteresowaniem publiczności i mediów artyści, gwiazdy rozrywki.”

Dane osobowe na zdjęciach

Przez Internet przetoczyła się kolejna fala dyskusji na temat publikacji tablic rejestracyjnych. Wszyscy jednym chórem powołują się „na stanowisko” GIODO. Dyskusja wprawdzie dotyczyła publikowania w necie filmików z udziałem „piratów drogowych”, ale zapewne odcisnęła piętno w umysłach fotografów. Moim zdaniem wszystko przez nie całkiem fortunne wypowiedzi Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych pana doktora Wojciecha Wiewiórowskiego. Na stronie GIODO opublikowano kwintesencję różnych wypowiedzi Pana GIODO. Wśród nich można znaleźć taki passus.

Z żadnym filmem, który nagramy, czy to kamerą umieszczoną w samochodzie, czy na plaży, czy podczas wycieczek, nie możemy zrobić wszystkiego, na co mamy ochotę. Na takich filmach występujemy bowiem nie tylko my i osoby, które ewentualnie się na to zgodziły, ale również osoby postronne. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że niektóre z nich mogą nie życzyć sobie, żebyśmy te nagrania upowszechniali.

Publikacja zdjęć czy filmów, na których występują osoby, to kwestia wizerunku, więc trzeba odwołać się do przepisów art. 81 Ustawy. Jeżeli mamy do czynienia z osobami postronnymi, które jeszcze na dodatek po prostu „wlazły nam w kadr”, to przecież mamy przepis art. 81 ust.2 2 pkt 2 Ustawy.

Art.81.2.2. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.

O kwestiach związanych z publikacją przypadkowych przechodniów pisałem wielokrotnie na blogu, m.in. w tekście „Włażąc w kadr”. Przypomnę tylko jedno ze świeższych orzeczeń sądowych (już gościło na blogu). „Dla zastosowania art. 81 ust. 2 pkt 2 u.p.a.p.p. rozstrzygające znaczenie ma ustalenie w strukturze przedstawienia relacji między wizerunkiem osoby domagającej się ochrony a pozostałymi elementami jego treści. Co za tym idzie rozpowszechnianie wizerunku nie wymaga zezwolenia, jeśli stanowi on jedynie element akcydentalny lub akcesoryjny przedstawionej całości, tzn. w razie usunięcia wizerunku nie zmieniłby się przedmiot i charakter przedstawienia.” Nie ma więc co się obawiać, że każda osoba postronna może mieć do nas roszczenie z tytułu naruszenia jej prawa do wizerunku.

W informacji na stronie GIODO można znaleźć również takie ostrzeżenie: Gorzej jeżeli sami postanawiamy być szeryfami i umieszczamy np. w Internecie lub w inny sposób rozpropagowujemy zdjęcia czy filmy, które nagraliśmy. Wówczas musimy zdawać sobie sprawę z tego, że nawet jeśli robiliśmy je pierwotnie na prywatne potrzeby, a teraz zaczynamy je udostępniać, wpadamy nie tylko w reżim ustawy o ochronie danych osobowych, ale przede wszystkim w reżim Kodeksu cywilnego. Osoba, która uzna, że poprzez taką publikację naruszone zostały jej dobra osobiste, może nas pozwać do sądu. Pozwać może nas każdy i zawsze (pytanie czy skutecznie) i na to najczęściej nie mamy wpływu. Na temat publikacji numerów rejestracyjnych wypowiadałem się już dwa lata temu w tekście „Tablice”. Podtrzymuję zaprezentowane wtedy przeze mnie stanowisko. To, czy może dojść do naruszenia dóbr osobistych, zależy od kontekstu, w jakim się pojawia zdjęcie z samochodem i jego numerem rejestracyjnym. Numer rejestracyjny samochodu czasem może być traktowany jako dana osobowa, a czasem nie. W przypadku zdjęć reporterskich moim zdaniem zdjecia z widocznymi tablicami rejestracyjnymi nie będą naruszać ustawy o ochronie danych osobowych. Definicja danych osobowych znajduje się w przepisach art. 6 ustawy o ochronie danych osobowych.

Art. 6.1. W rozumieniu ustawy za dane osobowe uważa się wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej.
2. Osobą możliwą do zidentyfikowania jest osoba, której tożsamość można określić bezpośrednio lub pośrednio, w szczególności przez powołanie się na numer identyfikacyjny albo jeden lub kilka specyficznych czynników określających jej cechy fizyczne, fizjologiczne, umysłowe, ekonomiczne, kulturowe lub społeczne.
3. Informacji nie uważa się za umożliwiającą określenie tożsamości osoby, jeżeli wymagałoby to nadmiernych kosztów, czasu lub działań.

Przede wszystkim, jak zapewne wiecie, dane osobowe dotyczą osób fizycznych, czyli w przypadku większości samochodów firmowych nie może być mowy o danych osobowych. Chociaż na wyborcza.pl można znaleźć taką perełkę: „Trzeba pamiętać, że numer rejestracyjny jest przypisany do danej osoby czy firmy i podlega ochronie danych osobowych”. Cytowana Pani Mecenas albo się nie zastanowiła nad tym co mówi, albo dziennikarz coś przekręcił. 😉

Nawet jeżeli okaże się, że na publikowanym zdjęciu znajduje się numer rejestracyjny samochodu Twojego sąsiada, to trzeba pamiętać o cytowanym wyżej przepisie art. 6 ust. 3 ustawy o ochronie danych osobowych (Informacji nie uważa się za umożliwiającą określenie tożsamości osoby, jeżeli wymagałoby to nadmiernych kosztów, czasu lub działań). Mój pogląd na temat tablic rejestracyjnych znajduje poparcie w doktrynie. „Przy tego rodzaju podejściu trzeba by stwierdzić, iż z reguły nie mają statusu danych osobowych informacje odnoszone np. do numerów rejestracyjnych samochodów.” (Ochrona danych osobowych. Komentarz, Barta Janusz, Fajgielski Paweł, Markiewicz Ryszard).

Prawo, jak zapewne się już czytelniku zorientowałeś, jest bardzo pokrętne, dlatego też nie można wykluczyć szczególnej sytuacji, w których numer rejestracyjny będzie uznany za daną osobową. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z dnia 9 kwietnia 2013 r.(II SA/Wa 211/13) potwierdził, że nie można przyjąć, że numer rejestracyjny pojazdu nie może prowadzić do identyfikacji osoby, a zatem, że nie stanowi on danych osobowych. W sprawie chodziło jednak o specyficzną sytuację, gdyż podmiot znający numery rejestracyjne dysponował również dostępem do Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, dzięki czemu mógł ustalać tożsamość właściciela pojazdu, posiadając numer rejestracyjny pojazdu, bez nadzwyczajnego wysiłku i nakładów.

Co musi powód

Dzisiaj kilka słów przypomnienia o tym, że autorowi nie jest wcale tak łatwo dochodzić swoich praw w sądzie. I wcale nie mam na myśli całej skomplikowanej procedury, ale kwestie dotyczące wykazania szkody lub wynagrodzenia, jakie autor by uzyskał, gdyby naruszyciel zawarł z nim umowę. Na temat przygotowań do sprawy sądowej możecie poczytać w „O czym trzeba wiedzieć szykując się na wojnę”.  Dzisiejszy wpis natomiast bezpośrednio nawiązuje do tekstu „Iloczyn, czyli matematyką w naruszyciela” i poświęcony jest obowiązkom powoda (fotografa/podmiotu, któremu przysługują majątkowe prawa autorskie) w procesie. Na ten temat na blogu już pisałem, ale warto przypomnieć pewne kwestie, zwłaszcza że wpadł mi w ręce świeży wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach (sygn. akt V ACa 105/14), w którego uzasadnieniu znajdują się przydatne informacje, dotyczące tego, „co musi powód”, gdy dochodzi naprawienia wyrządzonej szkody w oparciu o art. 79 ust. 1 pkt 3 b Ustawy.

(art. 79.1.3.b) Uprawniony, którego autorskie prawa majątkowe zostały naruszone, może żądać od osoby, która naruszyła te prawa naprawienia wyrządzonej szkody poprzez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności, a w przypadku gdy naruszenie jest zawinione – trzykrotności stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu.

Istotne i najważniejsze dla fotografa dochodzącego odszkodowania jest to, że wszystkie przesłanki warunkujące wypłatę wynagrodzenia na podstawie powyższego przepisu, w tym również wysokość stosownego wynagrodzenia będącego podstawą wyliczenia wysokości szkody, zgodnie z zasadą z art. 6 k.c., musi wykazać w procesie osoba, która dochodzi tego świadczenia (czyli sam fotograf). Sama kwestia wykazania naruszenia prawa fotografa jest w sumie rzeczą prostą. Zazwyczaj najwięcej kłopotu sprawia udowodnienie wysokości należnego wynagrodzenia. Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Sądu Najwyższego za stosowne wynagrodzenie w rozumieniu powołanego przepisu uważane jest takie wynagrodzenie, jakie otrzymałby uprawniony (fotograf), gdyby osoba, która naruszyła jego prawa majątkowe, zawarła z nim umowę o korzystanie z utworu (zdjęcia) w zakresie dokonanego naruszenia.

Katowicki sąd w przywołanym na wstępie orzeczeniu zwraca uwagę, że „skoro przyjmuje się, że za stosowne wynagrodzenie należy rozumieć takie wynagrodzenie, jakie otrzymałby autor, gdyby osoba, która naruszyła jego prawa majątkowe, zawarła z nim umowę o korzystanie z utworu w zakresie dokonanego naruszenia, to nie może ono oznaczać wynagrodzenia za przeniesienie praw autorskich w całości na nabywcę.” Co to oznacza w praktyce? Jeżeli przeniosłeś majątkowe prawa autorskie do zdjęcia za dajmy na to kwotę 1.000,00 PLN, to nie oznacza, że przy naruszeniu polegającym przykładowo na zamieszczeniu zrobionego przez Ciebie zdjęcia w sieci, podstawą do obliczenia wysokości szkody będzie 1.000,00 PLN. Dlaczego? Odpowiedź kryje się w ostatniej części zdania art. 79 ust. 1 pkt 3 b Ustawy (wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu). Gdy wyrażasz zgodę na zamieszczenie zdjęcia na firmowej stronie WWW zazwyczaj udzielasz licencji w określonym zakresie. Zakres praw z tej licencji będzie jednak dużo węższy, niż zakres wynikający z majątkowych praw autorskich. Tym samym wynagrodzenie z tytułu udzielenia licencji będzie zapewne znacznie niższe niż w przypadku przeniesienia majątkowych praw autorskich. Skoro tak, to w sytuacji, gdyby naruszyciel zamiast nielegalnie korzystać z Twoich zdjęć zawarł z Tobą umowę licencji zapewne nie zapłaciłby kwoty 1.000,00 PLN (jak przy przeniesieniu praw majątkowych), a kwotę znacznie niższą. I właśnie ta niższa kwota, to jest bazowa do wyliczenia odszkodowania, o którym mowa w art. 79 ust. 1 pkt 3 b Ustawy.

Jak wspominałem na wstępie nie jest to wcale takie łatwe, dlatego wielokrotnie przestrzegam fotografów przed wizją wysokiego odszkodowania. Ktoś może powiedzieć, że to jednak jest nie fair, że fotograf jest tak „krzywdzony”. Nie dość, że ktoś bezprawnie korzysta z jego zdjęć, to jeszcze w sądzie pokrzywdzony musi udowodnić, że nie jest wielbłądem. Trochę może w tym i prawdy, ale nie należy zapominać, że może jego żądania nie muszą wcale być związane z zapłatą odszkodowania. Art. 79 Ustawy przewiduje cały szereg innych możliwych żądań, niekoniecznie odszkodowawczych.

Jeżeli jednak będziesz się upierał przy zasądzeniu odszkodowania, to trzeba pamiętać, że ciężar dowodowy w zakresie wysokości szkody spoczywa na powodzie. To Ty musisz wykazać ile ta szkoda rzeczywiście jest warta.

Wizerunek wizerunkowi nierówny

Przepisy dotyczące wizerunku zawarte w art. 81 Ustawy oraz art. 23 kodeksu cywilnego odnoszą się wyłącznie do osób fizycznych (czytaj do wszystkich ludzi, a nie tylko osób pracujących fizycznie 😉 ). Jeżeli mówimy o wizerunku firmy, to jednak mamy na uwadze zupełnie inne rozumienie tego pojęcia, niż w przypadku wizerunku osób fizycznych. Sąd Apelacyjny w Łodzi (sygn. akt I ACa 521/13) podkreślił, że „Przepisy o ochronie dóbr osobistych osób fizycznych stosuje się jedynie odpowiednio do osób prawnych. Odpowiednie stosowanie art. 23 k.c. wyłącza z zakresu tej ochrony takie dobra osobiste człowieka, które w przypadku osoby prawnej w ogóle nie mogą być brane pod uwagę, jak np. życie, zdrowie lub wizerunek.” Natomiast Sąd Apelacyjny w Białymstoku (sygn. akt I Aca 666/13) zwrócił uwagę na to, że „Katalog dóbr osobistych osoby prawnej chronionych przez prawo obejmuje wizerunek danego podmiotu i ogólnie pojętą swobodę prowadzenia działalności gospodarczej w ramach wybranej branży lub profesji. Wizerunek osoby prawnej łączy się z jej dobrym imieniem i dotyka bezpośrednio takich kategorii jak renoma i postrzeganie przedsiębiorcy przez innych uczestników obrotu gospodarczego oraz prawnego.” Jak wynika z powyższego fragmentu uzasadnienia, nie ma to zupełnie nic wspólnego z wizerunkiem osoby fizycznej. O ile bowiem wizerunek osoby fizycznej to „wytwór niematerialny, który za pomocą środków plastycznych przedstawia rozpoznawalną podobiznę danej osoby lub danych osób” (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, wyd. V, Janusz Barta (red.), Ryszard Markiewicz (red.), Monika Czajkowska-Dąbrowska, Zbigniew Ćwiąkalski, Krzysztof Felchner, Elżbieta Traple), o tyle wizerunek osoby prawnej kojarzony jest z dobrym imieniem firmy, gdzie “Przyjmuje się, że dobre imię osoby prawnej to dobre mniemanie innych osób o danym podmiocie prawa, w szczególności z uwagi na prowadzoną przez niego działalność. Naruszenie dobrego imienia (renomy, reputacji) osoby prawnej polega na nieuzasadnionym przypisywaniu jej niewłaściwego postępowania w prowadzonej przez nią działalności, skutkującego utratą zaufania potrzebnego do prawidłowego jej funkcjonowania zgodnie z zakresem jej zadań” (Sąd Apelacyjny w Białymstoku, sygn. akt I Aca 666/13).

PS.
O wizerunku podmiotów prawnych w rozumieniu powyższych przepisów wspominałem już w notce „Wizerunku firmy”.