eF jak fotografie MM

Chwilowa przerwa w Alfabecie F-LEX i trochę inny temat. A może jednak się mylę, bo kolejna litera oczekująca na publikację to „F”. Zatem eF doczekało się swojej publikacji. 🙂 Jako wrocławianin od urodzenia postanowiłem napisać kilka słów na temat „z pogranicza”. U nas w domu temat ten jest dyskutowany od pewnego już czasu. Dotyczy on fotografii (zdjęć) Marylin Monroe autorstwa Miltona H. Greene’a zakupionych przez wrocławską spółkę miejską. „Niewielki” wydatek 6,5 miliona złotych z i tak dziurawego, jak nasze wrocławskie drogi, budżetu. Dodatkowo zainspirował mnie wywiad prasowy, który wczoraj ukazał się na gazeta.pl – „Czemu władza wydała miliony złotych na zdjęcia Marylin Monroe”. Sprawy prawne omówię w dalszej kolejności. Na początek o zabawnym dorabianiu ideologii. Zacytuję za gazeta.pl. prezesa miejskiej spółki, który na pytanie o związek MM z Wrocławiem odpowiedział:

„Jest taka dobra opowieść o tym, dlaczego doszło do przełomu w 1989 roku. Istniało coś, co pozwalało wierzyć Polakom po II wojnie światowej przez 44 lata, ż istnieje system wartości i pewna przestrzeń, która nie ma wiele wspólnego z czerwonoarmiejcami w uszankach i walonkach, którzy przenieśli nam obcy szczep kulturowy. To się przejawiało w tym, że u nas we wrocławskich domach, częściej wisiały wycięte z czasopisma zdjęcia MM niż plakaty z Nataszą Traktorzystką. A mimo żelaznej kurtyny, ikony popkultury stały się częścią naszego życia.”

W zasadzie to już tylko jeden krok, aby wystosować petycję o nadanie MM tytułu Honorowego Obywatela Wrocławia oraz dodatkowo do Prezydenta RP o pośmiertne odznaczenie jej za zasługi w walce z komunizmem. 😉 Myśląc zaprezentowanymi powyżej kategoriami również można się zastanowić dlaczego Wrocław nie kupi historyjek z donaldówek. Jak miałem 6 czy 7 lat, dla mnie, ale zapewne i dla całego mojego pokolenia, to było coś. To był prawdziwy przejaw wolności. Oczywiście przesadziłem z tą wolnością, bo wiedza sześciolatka na temat czerwonoarmiejców była tak samo wielka, jak związek Wrocławia z MM. 😉

Wróćmy jednak do fotografii. Co Wrocław tak naprawdę kupił. Odbitki zdjęć z wizerunkiem MM, autorstwa Miltona H. Greene’a czy także licencje, a jeżeli licencje to jakie? Zasady tej dokładnie aukcji oraz informacja o tym, czy w ramach nabycia uzyskuje się prawa do odbitek, czy coś więcej niestety nie były dostępne dla wszystkich, nie znajdziemy ich więc również na stronie domu aukcyjnego. O sposobie przeprowadzenia tej transakcji możecie przeczytać na stronach ForbesLife.

Przed kupnem zdjęć przez wrocławską spółkę miejską miały miejsce dwie wcześniejsze aukcje części zdjęć MM autorstwa Miltona. H. Greene’a pochodzących z tzw. kolekcji FOZZ. Informacje o tych aukcjach i o zdjęciach są dostępne w Internecie na stronie domu aukcyjnego. Dlaczego o tym wspominam. Ano dlatego, że w informatorze/katalogu nie ma ani słowa o tym, że poza odbitkami nabywca uzyska dodatkowo jakąkolwiek licencję do praw autorskich majątkowych. Przy każdym zdjęciu w katalogu jest opis typu „fotografia czarno-biała/papier barytowy, AxB cm, cena wywoławcza X, cena estymowana Y”.

O różnicach pomiędzy nabyciem egzemplarza utworu a nabyciem praw autorskich majątkowych pisałem m.in. w „Odbitkach wujka Leona”. Przypomnę tylko, że:

„Art. 52. 1. Jeżeli umowa nie stanowi inaczej, przeniesienie własności egzemplarza utworu nie powoduje przejścia autorskich praw majątkowych do utworu.”

Czytając opisy zawarte w katalogu aukcyjnym należy uznać, że przedmiotem aukcji były tylko odbitki, a nie jakakolwiek licencja do autorskich praw majątkowych. Skoro sprzedawane w 2012 r. zdjęcia pochodzą z tej samej Kolekcji FOZZ, co zdjęcia zakupione przez Wrocław, to domniemam, że i zasady w zakresie praw majątkowych są takie same. Mogę się jednak mylić, chociaż w regulaminie zapisane jest, że „zgodnie z oświadczeniem FOZZ powierzone obiekty stanowią własność FOZZ bądź też FOZZ posiada prawa do rozporządzania nimi”. Wracamy do wywiadu z gazeta.pl. Na pytanie dziennikarki padła odpowiedź:

„Wiadomo było, że wraz z zakupem dostaniemy licencję dotyczącą praw autorskich. Ale obrót wizerunkami takich postaci jak MM jest objęty szczególnymi regulacjami”.

Zgodnie z prawem amerykańskim wykorzystanie wizerunku osoby dla celów komercyjnych (wpis “Right of publicity”) wymaga posiadania stosownej zgody. Pytanie, jakie się nasuwa, jest bardzo proste. Co rzeczywiście kupił Wrocław za 6,5 miliona złotych? Jeżeli rzeczywiście wraz zakupem odbitek nabywca uzyskał licencję do praw autorskich majątkowych, to po co te wszystkie ceregiele. Wiadomo, kto sprzedał, kto kupił i za jaką cenę, dlatego też może po prostu warto pokazać umowę i zakończyć spekulacje na temat tego, co wolno, a czego nie nabywcy.

Na pytanie, dlaczego Wrocław kupił zdjęcia MM. odpowiedź jest prosta. Mężczyźni wolą blondynki. A Wrocławiem rządzą faceci ;-).

PS1. Ilustracją dzisiejszego wpisu jest zdjęcie “obrazu” znajdującego się w byłych koszarach ZOMO przy ul. Księcia Witolda we Wrocławiu.

PS2. Zmykam w końcu na jakieś zdjęcia, więc  na blogu będzie przerwa techniczna do połowy maja. 🙂

Alfabet F-LEXa. Po prostu E

E jak ETYKA

Temat, który bardzo mocno związany jest m.in. z fotografią prasową. Temat, który miał już dawno zagościć na F-LEXa. Temat na tyle poważny, że na razie został odłożony do momentu, gdy będę miał więcej czasu na przelanie swoich przemyśleń na wpis na blogu.

E jak ESTETYKA

To temat, który pozostawiam w gestii zaprzyjaźnionego Szturchańca fotograficznego.

E jak ESTRADOWE WYSTĘPY

Jako fotografowi-prawnikowi estradowe występy kojarzą mi się z tematem wizerunku, a dokładniej z zagadnieniem ustawowej licencji na publikację wizerunku. Oczywiście chodzi mi o znany Wam przepis art. 81 ust. 2 pkt 1 Ustawy. Zagadnienie to dosyć dokładnie omówione zostało w notce „Wizerunek aktora”.

 „Art. 81. 2. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych”

 Linia orzecznicza w tym zakresie jest dosyć jednolita. Określona grupa osób może być z góry zaliczona do grona osób powszechnie znanych w rozumieniu przepisów prawa autorskiego bądź ze względu na pełniony urząd, bądź wykonywany zawód (sportowcy, aktorzy, dziennikarze), szczególnie jeśli osoba go wykonująca zdobędzie popularność. W szczególnych przypadkach w orbicie społecznych zainteresowań może znaleźć się tzn. zwykły człowiek, jeśli będzie sprawcą określonego zdarzenia a jego działania zostaną odpowiednio nagłośnione np. urządzi happening (z uzasadnienia wyroku Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, sygn. akt I ACa 620/10).

Jeżeli jednak na estradzie występuje grupa osób, niekoniecznie aktorów, sportowców, czy celebrytów, to czy wtedy nie będzie można publikować takich zdjęć? Nie ma jednej dobrej, generalnej odpowiedzi, która dotyczyć będzie wszystkich sytuacji. W przypadku portretów, zbliżeń itp. będzie to możliwe tylko, gdy mamy zgodę na publikację wizerunku lub zajdą przesłanki określone w art. 81 ust. 2 pkt 1 Ustawy. A co ze zdjęciem większej grupy, np. pokazującym szerszy plan? Może okazać się, że bez względu na to, czy na zdjęciu są aktorzy, sportowcy, czy też grupa dzieciaków z pobliskiej podstawówki, możliwa będzie publikacja w oparciu o drugą licencję ustawową określoną w art. 81 ust. 2 pkt 2 Ustawy. Zagadnienie to poruszane było m.in. w tekście „Grupówka”.

 „Art. 81. 2. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.”

Sąd Apelacyjny w Łodzi w uzasadnieniu wyroku zapadłego w sprawie pod sygn. akt I ACa 429/14 podkreślił, że osoba decydująca się na udział w publicznym zgromadzeniu nie tyle wyraża w sposób dorozumiany zgodę na upublicznienie jej wizerunku jako szczegółu całości, ale godzi się na to, że wizerunek taki może zostać rozpowszechniony w ramach publikacji całości bez jej zgody, dorozumianej czy nie – to nie ma w tym przypadku znaczenia, ponieważ zgoda taka nie jest wymagana na podstawie regulacji ustawowej.

D jak dalszy ciąg Alfabetu F-LEXa

D jak DAROWIZNA
Można wywołać zdjęcie i podarować komuś odbitkę, ale można równie podarować prawa autorskie majątkowe do utworu (zdjęcia). W obu przypadkach obdarowany staje się właścicielem. W przypadku odbitki staje się on właścicielem egzemplarza będącego nośnikiem utworu. W żadnym przypadku obdarowanemu odbitką nie będą jednak przysługiwać prawa autorskie majątkowe do samego utworu, jakim jest fotografia. Jego własnością jest tylko, a czasem aż, odbitka. Przeniesienie własności odbitki (czyli egzemplarza w rozumieniu Ustawy) nie powoduje przejścia jakichkolwiek praw autorskich, na jakimkolwiek z pól eksploatacji. Szerzej na ten temat pisałem w 2011 r. w tekście „Odbitki wujka Leona”.

Art. 52. 1. Jeżeli umowa nie stanowi inaczej, przeniesienie własności egzemplarza utworu nie powoduje przejścia autorskich praw majątkowych do utworu.

Zgodnie z art. 51 ust. 3 Ustawy wprowadzenie do obrotu oryginału albo egzemplarza utworu na terytorium Europejskiego Obszaru Gospodarczego wyczerpuje prawo do zezwalania na dalszy obrót takim egzemplarzem na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, z wyjątkiem jego najmu lub użyczenia. Oznacza to nie mniej, nie więcej tylko tyle, że obdarowany ma możliwość dalszego rozporządzania otrzymaną odbitką (za wyjątkiem jej najmu lub użyczania).

W przypadku gdy obdarowany uzyskał nie odbitkę, a autorskie prawa majątkowe do utworu (fotografii) jest on jedynym upoważnionym do rozporządzania utworem w ramach nabytych praw. Jeżeli zamierzacie kogoś obdarować majątkowymi prawami autorskimi do swoich zdjęć, to nie zapomnijcie, że istotną rzeczą jest określenie pól eksploatacji.

Czy wszystko można darować? No nie wszystko. Nie można darować komuś naszego autorstwa. Autorstwo utworu należy do autorskich praw osobistych, a te są niezbywalne. Zgodnie z art. 16. Ustawy jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem.

D jak DRON
Według reklamy jednej z sieci para młodych w zasadzie nie potrzebuje teraz już profesjonalnego fotografa, wystarczy kuzyn z dronem. Pewnikiem się mylą, ale znajdą się tacy, którzy w to uwierzą. Fotografowanie z pomocą drona zapewne daje nowe możliwości fotografom, należy jednak pamiętać o tym, że czasem zanim zaczniemy używać drona trzeba dochować kilku formalności. Korzystający z drona fotograf może nawet nieświadomie stać się lotnikiem i podlegać wszelkim szykanom prawa lotniczego. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do notki „Jak wysoko sięgają prawa właściciela nieruchomości?”.

D jak DZIEŁO
Umowa o dzieło jest jedną z typowych umów, jakie zawiera fotograf z klientem. Wzór umowy znajdziecie tutaj (https://www.f-lex.pl/umowa-o-dzielo/). Jest to jedna z tych niewielu umów, która przy spełnieniu pewnych założeń nie skutkuje obowiązkiem złożenia pokłonu i daniny Królowi ZUSowi. Zainteresowanych odsyłam do tekstu „oZUSowanie”.Potwierdza to sam Król ZUS w piśmie z 28.03.2014 r. Zakład Ubezpieczeń Społecznych (sygn. WPl/200000/43/323/2014). Pismo to wprawdzie nie dotyczy wprost fotografów, ale odnosi się do meritum sprawy.

„Biorąc pod uwagę zamknięty charakter katalogu zawartego w powyższym przepisie (art. 6 ust. 1 – dopisek mój) i brak wskazanych w nim osób wykonujących umowy o dzieło, należy uznać, że osoba, która wykonuje pracę wyłącznie na podstawie umowy o dzieło na namalowanie kilku obrazów nie podlega ubezpieczeniom społecznym, a w rezultacie wnioskodawca nie ma obowiązku opłacania składek na ubezpieczenia społeczne z tytułu zawarcia rzeczonej umowy.”