Brońmy nasze prawa!

Każdemu z nas zdarzyło się, a jak nie, to prędzej czy później zdarzy, że osoba trzecia wykorzysta fotografię bez wiedzy i zgody. Zapewne problem ten dotyczy większości fotografów i to niezależnie od tego, czy są oni zawodowcami, czy tylko amatorami. Bezprawne korzystanie z cudzych zdjęć jest swego rodzaju plagą, z którą nie jest łatwo walczyć. W wielu wypadkach koszty postępowania sądowego są wielokrotnie wyższe niż wartość zdjęcia, co też z jednej strony zniechęca autorów do ochrony swoich praw, a z drugiej ośmiela złodziei naszych fotografii. Z zawodowego doświadczenia mogę powiedzieć, że wielu fotografów chciałoby dochodzić swoich praw, jednocześnie sugerując, aby ich prawnik pracował za success fee. Dostaję sporo e-mali z takimi propozycjami nie do odrzucenia. 🙂 Fotografowie zazwyczaj nieświadomie sugerują, że skoro złodziejem jest duża firma handlowa, to odszkodowanie będzie pokaźne. A skoro tak, to w zasadzie pełnomocnik nie musi się niczego obawiać, bo przecież X procent z pokaźnej kwoty odszkodowania jaką w zasadzie fotograf ma w kieszeni, to spore wynagrodzenie i to jest gra warta świeczki. Prawda jest jednak brutalna. Większość pytających, jeżeli sprzedaje swoje zdjęcia, to a za bardzo niewielkie kwoty. Niestety nie są to autorzy, którzy wcześniej sprzedawali zdjęcia typu ziemniak. Dlaczego o tym wspominam? Kto nie pamięta, niech we „f-lexowej wyszukiwarce” wpisze słowo „odszkodowanie”, a ta poprowadzi do wpisów o tym, jakie w rzeczywiści można uzyskać odszkodowanie z tytułu naruszenia autorskich praw majątkowych do zdjęcia).

Zagalopowałem się, bo wpis nie miał być o biadoleniu prawnika, a o tym, w jaki sposób najczęściej bronią się złodzieje naszych zdjęć w sądzie. Pomijam wytłumaczenie typu mały Jasio (przepraszam wszystkich małych Jasiów, w tym miejscu można zamiast Jasio wpisać Kazio lub inne dowolne imię obojga płci 😉 ), że zdjęcie było w Internecie, a co gorsza nawet nie podpisane (oj niedobry fotograf, niedobry! ). Chodzi mianowicie o powołanie się na dozwolony użytek w zakresie zdjęć reporterskich lub odwołanie się do prawa cytatu. Oba te zagadnienia opisałem szczegółowo na blogu, dzisiaj kilka wskazówek dla fotografa, jak rozpoznać, czy rzeczywiście mamy do czynienia ze zdjęciem reporterskim w rozumieniu art. 25 ust. 1 pkt 1 c Ustawy, czy też prawem cytatu, o którym mowa w art. 29 Ustawy).

Zdjęcie reporterskie. Zgodnie z art. 25 ust. 1 pkt 1 c Ustawy wolno rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie, radio i telewizji już rozpowszechnione fotografie reporterskie. Przepis ten będzie miał jednak zastosowanie w sytuacji spełnienia się łącznie następujących przesłanek:
– rozpowszechnianie dzieła ma następować w celach informacyjnych,
– rozpowszechniać można jedynie już wcześniej rozpowszechnione dzieło,
– rozpowszechnianym dziełem może być fotografia, ale musi to być fotografia reporterska.

Jeżeli powyższe trzy przesłanki są spełnione, to osoba publikująca nasze zdjęcie działa w granicach dozwolonych przez prawo. W orzecznictwie kładzie się nacisk na to, że ze względu na fakt, że przywołany powyżej przepis ogranicza majątkowe prawa autorskie, to nie można powyższych przesłanek interpretować rozszerzająco. Co więc sprawdza sąd?
1. Czy zdjęcie było rozpowszechnione wcześniej?
2. Czy nasze zdjęcie zostało rozpowszechnione przez podmiot trzeci w celu informacyjnym?
3. Czy nasza fotografia była fotografią reporterską?

[Krótka ściąga: Utworem rozpowszechnionym jest taki, który za zezwoleniem twórcy został w jakikolwiek sposób rozpowszechniony publicznie (art. 6 ust. 1 pkt 3 Ustawy). Odpowiedź na pytanie numer dwa i trzy uzyskasz po części w tekście „Ciężki los”.]

Negatywna odpowiedź na którekolwiek z powyższych trzech pytań daje podstawę do uznania, że podmiot trzeci nie miał prawa opublikować naszego zdjęcia powołując się na ustawowe uprawnienie określone w art. 25.

Drugi sposób obrony podejmowany przez naruszycieli to odwołanie się do korzystania z uprawnień, jakie daje przepis art. 29 Ustawy (prawo cytatu).

Prawo cytatu zezwala przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów oraz rozpowszechnione utwory plastyczne, utwory fotograficzne lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym celami cytatu, takimi jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawami gatunku twórczości. Prawo cytatu to nie jest jednak „przepis wentyl” pozwalający każdemu i zawsze korzystać z naszej twórczości. O tym czy potencjalny naruszyciel naszych praw miał uprawnienia do skorzystania z prawa cytatu decyduje cel cytatu. Jeżeli powołuje się on na to prawo, to ciąży na nim obowiązek wykazania, że skorzystał z niego w celu wskazanym w art. 29 Ustawy. Jeżeli więc nasze zdjęcie będzie na przykład umieszczone na stronie internetowej biura podróży, czy też w folderze reklamującym wyjazd do miejscowości X, to zapewne „nie zadziała prawo cytatu”. Cel w tym wypadku był jeden. Zareklamować biuro lub wycieczkę i nijak ma się ten cel do celów cytatu, takich jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawami gatunku twórczości.

Finał sprawy selfie makaka

O głośnej sprawie makaka pisałem na blogu dwukrotnie. Pierwszy raz w „Makak i jego selfie” i całkiem niedawno w „Sprawa selfie makaka trafiła na wokandę”. Mamy rozstrzygnięcie! Wczoraj, tj. 6 stycznia 2016 r. sędzia poinformował o swoim rozstrzygnięciu. Chyba nie ma nikogo, kto byłby przekonany, że makakowi będą przysługiwały prawa autorskie?

Sędzia podzielił pogląd pozwanych, że federalne prawo autorskie nie pozwala przyznać prawa autorskie zwierzętom. Tym samym makakowi nie przysługują prawa autorskie do słynnego selfie. Na ten moment nie ma jeszcze pisemnego uzasadnienia werdyktu, które zostanie sporządzone w późniejszym czasie. Z punktu widzenia czytelnika bloga pisemne uzasadnienie werdyktu raczej nic nie zmieni. Pamiętać należy bowiem, że prawa autorskie są ściśle związane z przejawem twórczej działalności ludzkiej. O tym, kto jest autorem danego zdjęcia według polskiego prawa przeczytacie w moim tekście z 2011 r. zatytułowanym „Autoportret”.

* * * * *

Poniżej dwa orzeczenia odnoście kwestii związanych z twórczym charakterem utworu.

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dnia 7 listopada 2007 r. (sygn. akt I ACa 800/07)

Stwierdzenie, że utwór stanowi przejaw “działalności twórczej”, oznacza, że utwór powinien stanowić rezultat działalności o charakterze kreacyjnym. Przesłanka ta, niekiedy określana jako przesłanka “oryginalności” utworu, zrealizowana jest wówczas, gdy istnieje subiektywnie nowy wytwór intelektu. Artykuł 8 ust. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych konstytuuje podstawową zasadę, w myśl której prawo autorskie powstaje w sposób pierwotny na rzecz twórcy. Odejście od tej zasady wymaga szczególnego przepisu ustawy. Nabycie praw autorskich przez twórcę następuje ex lege wraz ze stworzeniem utworu i jest rezultatem nie aktu prawnego, lecz aktu realnego, określonych czynności faktycznych, psychologicznych.

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z dnia 25 września 2014 r. (sygn. akt I ACa 574/14)

Utwór powinien stanowić rezultat działalności kreacyjnej, prowadząc do powstania subiektywnie nowego wytworu intelektu. Tę cechę utworu określa się niekiedy mianem oryginalności. Z tego względu nie można zakwalifikować jako utworu efektu działalności wyłącznie rutynowej, szablonowej, zdeterminowanej (przez przeznaczenie, materiał, wiążące schematy), pozbawiającej twórcę swobody dokonywania wyborów. Podkreślić jednocześnie trzeba, że sam przejaw działalności twórczej nie jest warunkiem wystarczającym do zakwalifikowania określonego wytworu jako przedmiotu prawa autorskiego, albowiem konieczne jest, aby wytwór charakteryzował się także indywidualnością. Oznacza to, że samodzielnie wytworzone produkty intelektualne można uznać za utwór, jeżeli wykazują dostatecznie doniosłe różnice w porównaniu z uprzednio wytworzonymi produktami intelektualnymi.

 PS. Na zdjęciu na górze para spacerująca w ogrodach we Florencji. Wszelkie skojarzenia z makakiem są przypadkowe 😉