Nowe regulacje dotyczące „dronów” (cz. 2)

Poprzedni wpis odnosił się do latania amatorskiego i sportowego. Dzisiaj zajrzałem w końcu do nowego Załącznika nr 6a i oto co przeczytałem.

***

Ten sam kopter w zależności od celów, dla jakich jest używany, ma różną nazwę. Jeżeli latasz np. DJI Phantomem amatorsko, to zgodnie z wchodzącymi zmianami do rozporządzenia Twój DJI to „model latający”. Jeżeli jednak będą to inne cele (niż amatorskie lub sportowe), to ten sam DJI przekształca się w „bezzałogowy statek powietrzny”.  I tak to jednym podpisem Pan Minister pozbawił mojego SP F-LEXa przymiotu statku powietrznego. Teraz jest to po prostu latający model. 🙂

***

Fruwając „modelem latającym” możesz być ubrany w swoją ulubioną koszulkę. W przypadku bezzałogowego statku powietrznego (czytaj tego samego koptera, ale wykorzystywanego np. zarobkowo) trzeba będzie włożyć dodatkowe wdzianko w kolorze żółtym, czerwonym lub pomarańczowym.  Żebyś przypadkiem nie wpadł na pomysł włożenia tego wdzianka pod ulubioną koszulkę, Pan Minister wskazuje, że wdzianko musi być  noszone na odzieży wierzchniej. 🙂

***

Latając „nieamatorsko i niesportowo” trzeba swojego ptaka też odpowiednio przystroić. Na każdym statku powietrznym (ale na modelu latającym już nie) musi być od 7 września 2016 r. umieszczona tabliczka znamionowa zawierająca nazwę podmiotu będącego właścicielem statku powietrznego, a ponadto kopter musi być wyposażony w system Failsafe.

***

Latanie „komercyjne” będzie łatwiejsze. Będzie można latać w mieście także powyżej 25 tyś. Mieszkańców (co teraz wymaga niemałego zachodu).  Aby legalnie latać w mieście trzeba posiadać świadectwo kwalifikacji, być odzianym we wdzianko oczywiście, o którym już wspominałem oraz posiadać instrukcję operacyjną.

***

Instrukcja operacyjna to pewna nowość, ale w sumie nic specjalnie skompilowanego. Po pierwsze samemu się ją przygotowuje, nie wymaga żadnych zatwierdzeń itp. Może się jednak zdarzyć, że Prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego poprosi nas o jej przedstawienie. Instrukcja operacyjna określa bezpieczny sposób świadczenia usług lotniczych i zawiera w szczególności:
a) dane podmiotu świadczącego usługi lotnicze (czyli nasze)
b) wykaz wykorzystywanych bezzałogowych statków powietrznych
c) dane personelu ze wskazaniem posiadanych przez personel uprawnień,
d) proces analizy ryzyka wykonywanych operacji lotniczych w odniesieniu do wykorzystywanych bezzałogowych statków powietrznych
e) listę czynności kontrolnych dokonywanych przed startem i po lądowaniu,
f) procedury i zasady wykonywania operacji lotniczych,
g) procedury awaryjne.

Dla każdego, kto choć trochę miał do czynienia z lataniem kopterami, nie wydaje się to obce i niezrozumiałe.

***

Amatorsko i sportowo latać można zachowując odległość poziomą nie mniejszą niż 100 m od granic zabudowy miejscowości, miast, osiedli lub od zgromadzeń osób na wolnym powietrzu oraz zachowując odległość poziomą nie mniejszą niż 30 m od osób, pojazdów, obiektów budowlanych niebędących w dyspozycji lub pod kontrolą operatora.

Posiadając świadectwo kwalifikacyjne   latając w mieście trzeba zapewnić w każdej fazie lotu bezpieczną odległość poziomą od osób, mienia, pojazdów, obiektów budowlanych lub innych użytkowników przestrzeni powietrznej niebędących w dyspozycji lub pod kontrolą operatora na wypadek awarii lub utraty kontroli nad bezzałogowym statkiem powietrznym. Może więc warto zdać egzamin kwalifikacyjny i włożyć pomarańczowe wdzianko?  Decyzja pozostaje w Waszych rękach, ale pamiętajcie, że szykują się zmiany i do egzaminu nie będzie można podejść bez obowiązkowego szkolenia. Dzisiaj możliwe jest przygotowanie się do egzaminu w ramach samoszkolenia.

DJI_0986_GoszczPS. Oba zdjęcia zrobione w Goszczu. Po zmianie prawa amatorsko nie do zrobienia 😉

Zmiany w prawie dla latających fotografów cz. 1

Już niebawem wchodzą w życie długo oczekiwane przez miłośników latania i fotografowania zmiany w przepisach prawa lotniczego.  W Dzienniku Ustaw z dnia 23 sierpnia 2006 r. pod pozycją 1317 opublikowano (czasami jednak coś publikują 😉 Rozporządzenie Ministra Infrastruktury i Budownictwa z dnia 8.08.2016 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie wyłączenia zastosowania niektórych przepisów ustawy – Prawo lotnicze do niektórych rodzajów statków powietrznych oraz określenia warunków i wymagań dotyczących używania tych statków.

„Droniarzy” interesował przede wszystkim załącznik nr 6, który określał zasady latania kopterami. Załącznik ten dotyczył zarówno tych, którzy latali zarobkowo, jak także tych co robili to dla zabawy czy sportu. Obecna nowela reguluje osobno zasady latania w celach rekreacyjnych lub sportowych oraz zasady latania w innych  celach niż rekreacyjne lub sportowe. Dzisiaj kilka słów o najistotniejszych zmianach w prawie dla tych, co latają dla fanu, a nie dla pieniędzy (czyli w celach rekreacyjnych lub sportowych).

Największe zmiany dotyczą zasad wykonywania lotów.  Zasady te zostały troszkę „poluzowane”, zwłaszcza w zakresie latania w strefie CTR (strefa kontrolowana lotniska) oraz ATZ (strefa ruchu lotniskowego).  Nie zmieniono ogólnej zasady, że w strefie CTR można latać na warunkach określonych przez służby ruchu lotniczego, a w strefie ATZ za zgodą zarządzającego daną strefą i na warunkach przez niego określonych. Wprowadzono jednak pewne wyłączenia i właśnie one mogą nas interesować. Mianowicie każdy, kto ma kopter o masie startowej nie przekraczającej 0,6 kg i wykonuje lot w odległości większej niż 1 km od granicy lotniska lub poza terenem obiektów chronionych przez strefę P (Prohibited Area – strefa zakazana) do wysokości nie większej niż 30 m lub do wysokości najwyższej przeszkody takiej jak drzewa lub obiekty budowlane znajdujące się w promieniu do 100 m od operatora, może to robić bez konieczności uzyskania zgody.

W zasadzie nadal nie będzie można latać w mieście, gdyż latając należy zachować odległość poziomą nie mniejszą niż 100 m od granic zabudowy miejscowości, miast, osiedli lub od zgromadzeń osób na wolnym powietrzu, jak również odległość poziomą nie mniejszą niż 30 m od osób, pojazdów, obiektów budowlanych niebędących w dyspozycji lub pod kontrolą operatora. Także od tej zasady jest wyjątek i dotyczy on kopterów o masie startowej nie większej niż 0,6 kg. Tak więc od 7 września 2016 r. Jaś latający swoim małym „dronem” w parku przestanie być przestępcą. Niestety DJI Phantom ze względu na swoją wagę nie załapał się na powyższe wyłączenia. Phantomem amatorsko nie polatamy legalnie w mieście.

Kopterem o wadze nie większej niż 25 kg (tu łapie się Phantom) przy spełnieniu pewnych warunków będzie można za to bez dodatkowych zgód latać  w strefie CTR i ATZ. Warunki są dwa. Latamy w odległości większej niż 6 km od lotniska i  nie wyżej niż 100 m nad poziomem terenu.

Rekreacyjnie lub dla sportowo nie latamy nad:
1) terenami zamkniętymi, o których mowa w art. 2 pkt 9 ustawy z dnia 17 maja 1989 r. – Prawo geodezyjne i kartograficzne (Dz. U. z 2015 r. poz. 520, 831, 1137 i 2281 oraz z 2016 r. poz. 65, 352, 585, 903 i 1250);
2) obiektami jądrowymi, o których mowa w art. 3 pkt 17 ustawy z dnia 29 listopada 2000 r. – Prawo atomowe (Dz. U. z 2014 r. poz. 1512, z 2015 r. poz. 1505 i 1893 oraz z 2016 r. poz. 266);
3) obszarami, obiektami i urządzeniami, o których mowa w art. 5 ust. 1 i 2 ustawy z dnia 22 sierpnia 1997 r. o ochronie osób i mienia (Dz. U. z 2014 r. poz. 1099, z 2015 r. poz. 1505 oraz z 2016 r. poz. 65 i 904).

PS. Tutaj znajdziesz w trybie zmian porównanie obecnego i wchodzącego w życie 7.09.2016 r. załącznika nr 6.

Świento prawda, tys prawda i gówno prawda

Kultura Web 2.0 powraca. Powraca tym razem na łamach Innpolad.pl w artykule, który moim zdaniem w swoim wydźwięku jest bardziej szkodliwy, niż działanie opisanej bohaterki, która mimo wszystko działa w ramach obowiązującego prawa.

Autor tekstu zajmuje się copyright trollingiem. Wyjaśnia on, że polega to na dochodzeniu odszkodowania z tytułu naruszenia praw autorskich, które nastąpiło nieświadomie i w celach społecznie pożytecznych. Autor podnosi przy tym, ze „Roszczenia takie są w wysokości nieadekwatnej do powstałej szkody. W przypadku wykorzystania zdjęcia bez zgody autora, ten ma prawo domagać się trzykrotności stosownego wynagrodzenia.” W tekście cytowany jest także Michał Kanownik, prezes ZIPSEE Cyfrowa Polska, który twierdzi, że: „Prawo autorskie, niestety, nie przystaje do warunków cyfrowej rzeczywistości i znajdują się zawsze ludzie, którzy chętnie wykorzystują taka sytuację . (…) Jednocześnie prawo autorskie poprzez ogromną liczbę drobnych nowelizacji stało się bardzo skomplikowane i niejasne. Nawet prawnicy mają wątpliwości odnośnie wielu zapisów a co dopiero “szary obywatel””. Doprawdy przypomina to opisaną już kiedyś przeze mnie Kulturę  Web 2.0.  Ciekawe, czy w ten sam sposób uda się panom przekonać skarbówkę do niepłacenia podatków? W końcu prawo autorskie, w porównaniu z prawem podatkowym, to przysłowiowa bułka z masłem.

Cóż oznacza „Wyznaję generalną zasadę: prawo autorskie musi chronić prawa twórców do swojej własności, ale jednocześnie musi gwarantować odpowiedni dostęp do treści dla konsumentów”? Święte prawo własności dotyczy nie tylko samochodu, czy mieszkania autora tekstu czy też prezes ZIPSEE Cyfrowa Polska. Panowie zapewne byliby oburzeni, gdyby ktoś „nieświadomie pożyczył” sobie ich samochód tłumacząc koniecznością dostępu dla szeroko pojętego konsumenta. Wszak nie wszyscy mają samochody. Na upartego krótkotrwały zabór pojazdu, to też konsumpcja. I tu nie chodzi o ślepe wyznawanie przeze mnie zasady dura lex, sed lex. Zadziwiające jest bowiem dosyć frywolne podejście do kwestii ochrony praw autorskich. Piętnuje się fotografa, który dochodzi swoich praw w sądzie, natomiast usprawiedliwia naruszyciela.

Fakt niepodpisywania zdjęć publikowanych w Internecie nie może być rozgrzeszeniem dla naruszyciela. Siódme przykazanie brzmi „nie kradnij” i dotyczy także zdjęć! Posłużę się przykładem motoryzacyjnym. Z faktu, że na parkingu stoi zaparkowany kabriolet z włączonym silnikiem, a dookoła nie ma żywej duszy nie oznacza, że można sobie wsiąść do niego i odjechać w siną dal.  A tak właśnie robią ci wszyscy, którzy korzystają z cudzych zdjęć publikowanych w Internecie, także ci korzystający „w celach społecznie pożytecznych”.

Nie ma również najmniejszego znaczenia z jakich środków finansowany jest naruszyciel praw. Chociaż autor omawianego tekstu widzi to chyba inaczej: „Jak dowiedzieliśmy się anonimowo od przedstawiciela jednego z pozwanych podmiotów, dla całej organizacji był to ogromny szok. Instytucja jest finansowana ze środków publicznych i wysokość roszczenia była szokująco duża. W przypadku organizacji utrzymywanej z pieniędzy podatnika, za copyright trolling płacimy wszyscy.” Proponowałbym spojrzeć na to z innej strony. Ze środków publicznych finansowane są osoby, które naruszają prawo, i to my wszyscy płacimy za ich niekompetencję.

Swoją drogą dobrze jest również znać się na tym, o czym się pisze. Mam spore wątpliwości co do wiedzy autora tekstu na temat prawa autorskiego, o czym może świadczyć poniższy cytat:

„Ostatnio domagała się od Krakowskiej Fundacji Filmowej kwoty 15 tysięcy złotych. Instytucja umieściła na swojej stronie zdjęcie znanego reżysera, które wykonała fotografka. Jak utrzymuje, fundacja bezprawnie wykorzystała jej dzieło. Rozgoryczenie fotografki byłoby zrozumiałe, gdyby nie to, że sama to zdjęcie podarowała pracownikowi fundacji z osobistą dedykacją.”

Było o tym na blogu wiele razy, więc nie będę się rozpisywał. Zajrzyjcie do tekstu „Odbitki wujka Leona”. Dam tylko prosty przykład. Kupując egzemplarz książki nabywam prawo do tego egzemplarza, ale nie upoważnia mnie to do rozporządzania prawami autorskimi do dzieła w nim opublikowanego. Mogę sprzedać lub pożyczyć książkę koledze, ale nie mogę wydrukować 10.000 kolejnych egzemplarzy, czy udzielić licencji do utworu. Tak samo jest z tym zdjęciem z dedykacją. Proszę sobie postawić je na biurku!

Niby rannych się nie dobija, ale mus jest. Nieżyjący i nieodżałowany ks. Józef Tischner kiedyś napisał: Są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda. Poniższy cytat z artykułu opublikowanego 24.08.2016 r. należy zakwalifikować do trzeciej z prawd.

W przypadku wykorzystania zdjęcia bez zgody autora, ten ma prawo domagać się trzykrotności stosownego wynagrodzenia.

Art. 79 pkt 3 lit. b częściowo został uznany za niezgodny z art. 64 ust. 1 i 2 w zw. z art. 31 ust. 3 w zw. z art. 2 Konstytucji RP, wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z dnia 23 czerwca 2015 r. sygn. akt SK 32/14 (Dz.U.2015.932) z dniem 1 lipca 2015 r. Zgodnie z tym wyrokiem wymieniony wyżej przepis traci moc w zakresie, w jakim uprawniony, którego autorskie prawa majątkowe zostały naruszone, może żądać od osoby, która naruszyła te prawa, naprawienia wyrządzonej szkody poprzez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej – w przypadku gdy naruszenie jest zawinione – trzykrotności stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu. Czytelnicy bloga, którzy czytali  tekst „Trybunał Konstytucyjny a prawa fotografa” o tym wiedzą, ale autor z Innpoland już nie.

PS.

We wpisie z 10.03.2016 r. “Siódme – nie kradnij” opisałem sprawę, do której odwołuje się tekst z Innpoland.