„na dupie se zrób”

Tytuł nie jest żadną prowokacją na blogu czy też próbą zaistnienia w sieci. Jest to jeden z elementów stanu faktycznego w orzeczeniu, które stanowi przyczynek do dzisiejszego wpisu. A było to tak:
Pani X wykonała fotografię przedstawiającą panią Y. Pan Z opublikował w Internecie zdjęcie zrobione przez Panią X i przedstawiające Panią Y. W zdjęciu tym dokonał przeróbki polegającej na dodaniu na wizerunku, po prawej stronie pośladka tatuażu i wykonujących go dłoni oraz dodanie napisu „na dupie se zrób”. Pan Z prowadzi działalność gospodarczą polegającą na świadczeniu usług w zakresie wykonywania tatuaży. Ocenił on zdjęcie, co do którego autorstwa przyznają się obie Panie, jako wartościowe i założył bez uprzedniego sprawdzenia, że zdjęcie nie zostało zrobione w Polsce. Postanowił wykorzystać zdjęcie z dokonanymi poprawkami do swoich celów związanych z prowadzoną działalnością gospodarczą.
Nie sam wyrok jest tym razem najważniejszy, a pewne rozważania sądu, które mają znaczenie dla fotografa i dla modela. Uprzedzając ewentualne pytanie o rozstrzygniecie sądu, odpowiadam: panie wygrały sprawę.

Pierwsze istotne zagadnienie to kwestia współautorstwa zdjęcia oraz przysługujących autorskich praw osobistych i majątkowych. O tym, że jeden utwór może mieć kilku współtwórców pisałem w tekście „Współsprawstwo”. W przywołanym orzeczeniu sąd odniósł się wspólnych praw do zdjęcia fotografa i modela.

„Niezbędną przesłanką współautorstwa jest porozumienie współtwórców, a takowe niewątpliwie istniało między powódkami. Dzieło jest współautorskie, jeśli poszczególni autorzy dążą do jednakiego celu. Przyjmuje się w literaturze, że możliwe jest współautorstwo w stosunku do dzieła fotograficznego. O współtwórczości fotograficznej możemy mówić wtedy, gdy wyboru składników obrazu dokonały nie mniej, niż dwie osoby fizyczne, a dotyczy to wypadku, gdy wszystkie składniki stanowią efekt wspólnego wyboru (jednoczesnego uzgadniania), jak też wyboru poszczególnych składników przez różne osoby, oraz gdy między tymi osobami istniało porozumienie obejmujące co najmniej wspólne, akceptowane przez wszystkich założenia, a także gotowość do dostosowania swojego wkładu do wkładu pozostałych osób, przy czym porozumienie to może zostać zawarte także w sposób dorozumiany. Nadto współtwórczość fotograficzna może nastąpić już na etapie scenariusza fotografii. Podkreśla się też, że model może być współtwórcą obrazu fotograficznego, gdy w warunkach porozumienia dokonał wyboru jakiegokolwiek składnika obrazu.”

Kolejna sprawa to kwestia, jak powinno być zasądzone odszkodowanie przez sąd. W przypadku współtwórców sąd nie zasądza roszczenia solidarnie na rzecz wszystkich współtwórców (w przedmiotowej sprawie solidarnie 2.000,00 PLN na rzecz Pani X i Pani Y), a na rzecz każdego z współtwórców proporcjonalnie so wielkości udziału w dziele (w tej sprawie było 50;50, wiec po 1.000,00 PLN na rzecz każdego współtwórcy). Matematycznie nadal jest to 2.000,00 PLN, ale z punktu widzenia prawa jest jednak istotna różnica pomiędzy solidarnie 2000,00 PLN, a po 1.000,00 PLN dla każdego ze współtwórców.

„Zgodnie z art. 9 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, współtwórcom przysługuje prawo autorskie wspólnie. Domniemywa się, że wielkości udziałów są równe. Zgodnie z ust. 5 wymienionego art. 9 ustawy, do autorskich praw majątkowych stosuje się odpowiednio przepisy kodeksu cywilnego o współwłasności w częściach ułamkowych, a zatem skoro świadczenie powódek jest podzielne, a każdej z nich przysługuje udział po ½, to należało na rzecz każdej z powódek zasądzić po połowie należnego odszkodowania.”

I trzecie zagadnienie, mające większe znaczenie dla modela, to kwestia odpowiedzialności naruszyciela za wszelkiego rodzaju przeróbki, czy też dopiski na zdjęciu. Sam fakt opublikowania przez Pana Z wizerunku Pani Y bez jej zgody jest bezprawnym naruszeniu jej dóbr osobistych (wizerunku). Wizerunek podlega ochronie zarówno na podstawie przepisów art. 24 kodeksu cywilnego, jak i art. 81 Ustawy, z którego wynika autonomia decydowania o zakresie i okolicznościach publicznego udostępnienia wizerunku danej osoby. Sąd uznał, że Pani Y ma rację, że dodanie bezprawnie przez Pana Z (na zdjęciu) na jej pośladku tatuażu z wykonującą go ręką i dopiskiem „na dupie se zrób” powoduje, że poza naruszeniem wizerunku doszło też do naruszenia innych jej dóbr osobistych, takich jak godność.
Warto więc, aby wzięli sobie do serca to przede wszystkim twórcy memów korzystający z cudzych zdjęć, gdyż poza śmiesznym memem można również narobić sobie bigosu.

Jeszcze raz o cytacie

Główne tezy związane z prawem cytatu z wyroku Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 12 lipca 2016 r. (sygn. akt I ACa 238/16).

  1. Art. 29 ust. 1 Ustawy dotyczą tylko tych fragmentów utworu, które zostały wcześniej rozpowszechnione.
  2. Ze względu na różnorodność stanów faktycznych nie jest możliwe stworzenie ogólnej reguły określającej proporcje utworu przejmowanego do utworu własnego, w każdym razie jednak cytat w stosunku do całości musi pełnić rolę podrzędną.
  3. Rozmiar przejęcia cytowanego utworu nie oznacza naruszenia praw twórcy, skoro art. 29 ust. 1 Ustawy, określający tzw. prawo cytatu, pozwala na przytaczanie w samoistnych utworach nie tylko urywków rozpowszechnionych utworów, ale nawet drobnych utworów w całości, jednakże ma to być uzasadnione celami cytatu, takimi jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawami gatunku twórczości.
  4. Cytat ma służyć informacji, ugruntowaniu własnego poglądu, uczynieniu własnych wywodów bardziej zrozumiałymi.
  5. Zakres cytowania musi pozostawać w ścisłym związku z celem, jakiemu służy.
  6. Przyjmuje się, że wskazówką, iż mamy do czynienia z niedozwolonym wykorzystaniem cudzego dzieła, jest brak wewnętrznego, niezbędnego związku między wywodami autora posługującego się cytatem a treścią cytatu.
  7. Cel wyjaśniania oznacza, że bez cytatu dzieło byłoby w danym fragmencie niejasne lub co najmniej trudne do zrozumienia dla przeciętnego odbiorcy.
  8. Cytowany urywek lub nawet cały drobny utwór musi pozostawać w takiej proporcji do wkładu własnej twórczości, aby nie było wątpliwości co do tego, że powstało własne, samoistne dzieło.

Art.  29. [Prawo cytatu]
Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów oraz rozpowszechnione utwory plastyczne, utwory fotograficzne lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym celami cytatu, takimi jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawami gatunku twórczości.

Utwór inspirowany a utwór zależny

Ostatnio pojawiło się w Internecie kilka informacji na temat „ściągania” przez fotografów od siebie tematów, a czasem nawet powielania dokładnie tych samych scen (ustawienia modeli, jak i wykorzystanie tych samych miejsc do zrobienia zdjęcia). Na ten temat było kilka wpisów na blogu, jednak postanowiłem zebrać je i przedstawić w pigułce odwołując się przy tym do wyroków naszych sądów.

Zasadnicza kwestia, to rozróżnienie utworu zależnego od utworu inspirowanego. Jest to istotne, gdyż zgodnie z art. 2 ust. 2 Ustawy rozporządzanie i korzystanie z utworu zależnego zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego. Natomiast w przypadku utworu inspirowanego żadnych zgód autora zdjęcia, którym się zainspirowaliśmy nie trzeba (art. 2 ust. 4 Ustawy).

Sąd Najwyższy (wyrok w sprawie o sygn. akt I CSK 539/13) stwierdził, że:

Za zasadnicze kryterium odróżniające utwór inspirowany od utworu zależnego, będącego opracowaniem, przyjmuje się takie twórcze zmodyfikowanie elementów dzieła inspirującego, że o charakterze dzieła inspirowanego decydują już jego własne, indywidualne elementy, a nie elementy przejęte.

Ochronie podlega nie temat, lecz jego indywidualizacja (postać i koncepcja bohatera, jego losy, określone sytuacje i opisy, w których funkcjonuje).

Zaczerpnięcie tylko samego wątku cudzego utworu nie wymaga zgody autora dzieła inspirującego, ponieważ istotą utworu inspirowanego jest właśnie jego powstanie w wyniku pobudki twórczej dostarczonej przez utwór inspirujący.

Elementy utworu inspirującego w nowo powstałym utworze inspirowanym są i mogą być rozpoznawalne, ale nie dominujące, stanowiąc efekt emocjonalnego i intelektualnego impulsu wywołanego cudzym dziełem.

Za kryterium rozgraniczające uznaje się w doktrynie takie twórcze przetworzenie elementów dzieła inspirującego, że o charakterze dzieła inspirowanego decydują już jego własne, indywidualne elementy, a nie elementy przejęte.

Sąd Apelacyjny w Poznaniu (sygn. akt I ACz 1753/12) uznał, że:

Naruszenie praw majątkowych do utworu fotograficznego polega zwykle na wykorzystaniu go wprost w całości lub we fragmentach.

Ochronie może też podlegać, w przypadku zdjęć pozowanych, ich szczególna kompozycja, w twórczy sposób wykorzystująca odpowiedni układ osób, przedmiotów, elementów krajobrazu itp.

Co do zasady, nie podlega ochronie, także w przypadku fotografii “pozowanych”, samo wykorzystanie w niej konkretnych osób, rekwizytów itp.

Należy też przypomnieć o wyroku Sądu Apelacyjnego w Białymstoku (sygn. akt I ACa 955/15)

Cechy zindywidualizowanej twórczości tracą zdjęcia wytwarzane wedle określonego wzorca (schematu), którego źródłem może być ustawa (fotografie do dokumentów tożsamości, legitymacji itp.) lub służące celom badawczym, dokumentacyjnym i poglądowym (zdjęcia reprodukcyjne, rentgenowskie, katalogowe, ilustracje podręcznikowe itp.).

PS1. Zapraszam również do przypomnienia sobie poszczególnych wpisów dotyczących inspiracji, utworów zależnych i plagiatu na F-lex. Poniżej linki do kilku z nich.

PS2. Trochę prawa.

Artykuł 2 Autorskie prawa zależne

1. Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.
2. Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. W przypadku baz danych spełniających cechy utworu zezwolenie twórcy jest konieczne także na sporządzenie opracowania.
3. Twórca utworu pierwotnego może cofnąć zezwolenie, jeżeli w ciągu pięciu lat od jego udzielenia opracowanie nie zostało rozpowszechnione. Wypłacone twórcy wynagrodzenie nie podlega zwrotowi.
4. Za opracowanie nie uważa się utworu, który powstał w wyniku inspiracji cudzym utworem.
5. Na egzemplarzach opracowania należy wymienić twórcę i tytuł utworu pierwotnego.

Siódme – nie kradnij.

Ostatni wpis na blogu pojawił się 7 lutego, czyli dzisiaj prawie miesięcznica. Sporo spraw zawodowych i około zawodowych spowodowało, że „tempo na blogu” trochę spowolniało. Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że nie działo się nic spektakularnego w zakresie prawa autorskiego. Niedawno napisałem notkę „Trybunał Konstytucyjny a prawa fotografa”. Dzisiaj w nawiązaniu do tamtego tekstu chciałbym zaprezentować orzeczenie sądu w Katowicach, w którym odwołano się do omawianego przeze mnie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Dziwnym zbiegiem okoliczności znowu będzie o Trybunale Konstytucyjnym, gdy w tv … .Dobra, dobra koniec! Wracamy do katowickiej sprawy, która mi właśnie wpadła w ręce.

Była sobie pewna szkoła, która na swojej stronie internetowej umieściła bez zgody i wiedzy fotografa zrobione przez niego zdjęcie. Oczywiście, jak to bywa bardzo często w tego typu sprawach, autor nie został oznaczony. Zdjęcie „pozyskała” nauczycielka z Internetu, ze strony, gdzie nie było danych dotyczących autora zdjęcia, nie było też informacji o zastrzeżeniu praw autorskich. Zdjęcie umieszczone zostało na stronie internetowej szkoły na zasadzie „kopiuj wklej”. Strona internetowa była dostępna dla każdego, nie mniej jednak, korzystali z niej przede wszystkim uczniowie, rodzice, uczniów, nauczyciele. Strona internetowa nie miała celów komercyjnych.

Zeźlony fotograf wystąpił do sądu z żądaniem:
a) za zamieszczenie zdjęcia jego autorstwa trzykrotność stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu, czyli trzykrotności kwoty 2.000,- zł, to jest 6.000,- zł,
b) za naruszenie osobistych praw autorskich poprzez nieoznaczenie autorstwa dzieła 4.000,- zł oraz
c) 5.000,- zł za naruszenie osobistych praw autorskich przez ingerencję w dzieło, polegającą na jego kadrowaniu.

Żądana przez fotografa kwota 6.000,- zł, to trzykrotność normalnego wynagrodzenia, jakie by uzyskał, gdyby została zawarta pomiędzy stronami umowa. Dlaczego razy trzy? O tym pisałem w „Iloczyn czyli matematyką w naruszyciela”.

Pozwana oczywiście żądała oddalenia powództwa podnosząc, że:
a) jej działanie nie było zawinione,
b) pozyskała fotografię nie wiedząc nic o prawach autorskich powódki,
c) na stronie internetowej, z której pozyskała fotografię metodą „kopiuj wklej” nie było żadnej informacji o prawach autorskich do fotografii,
d) nie dokonała również żadnych ingerencji w dzieło, wykorzystała już przetworzoną fotografię.

Jakie zapadło rozstrzygnięcie? Sąd Okręgowy w Katowicach zasądził na rzecz fotografa 4.000,- zł, a powództwo w dalszym zakresie oddalił. Zdaniem sądu przy opisanym powyżej stanie faktycznym nie sposób mówić o zawinionym działaniu strony pozwanej, która kierowała się celem społecznym, korzystając ze źródeł ogólnodostępnych, które w żaden sposób nie informowały o skutkach wykorzystania materiałów w nich zawartych. Skoro działanie było bezprawne, ale nie zawinione to zryczałtowane odszkodowanie zgodnie z art. 79 ust. 1 pkt 3 b Ustawy wynosi dwukrotność należnego stosownego wynagrodzenia. W tym miejscu wyprzedzając nieco dalsze losy dotyczące wyroku I instancji, nadmienię tylko, że Sąd Apelacyjny w Katowicach utrzymał orzeczenie w tym zakresie powołując się m.in. na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który uznał artykuł 79 pkt. 3 lit b Ustawy częściowo za niezgodny z art. 64 ust. 1 i 2 w związku z art. 31 ust. 3 w związku z art. 2 Konstytucji RP (zajrzyj do przywołanej już dzisiaj notki „Trybunał Konstytucyjny a prawa fotografa”).

Wróćmy do dalszych roszczeń fotografa. Dlaczego sąd je oddalił? Z zebranego w sprawie materiału wynikało, że na stronie, z której „zwędzono zdjęcie”, nie było oznaczonego autora zdjęcia, tym samym pozwanemu nie można przypisać winy w braku oznaczenia zdjęcia. Ktoś zaraz powie, że przecież pisałem na blogu, że ochrona praw autorskich przysługuje bez względu na to, czy autor jest oznaczony, czy też nie. Jak również, że przecież pisałem, że autor nie ma obowiązku publikować zdjęcia wraz z oznaczeniem imienia i nazwiska, może przecież publikować pod pseudonimem lub anonimowo „Rzecz o podpisywaniu zdjęć”. Wszystko to prawda. Publikując anonimowo nie tracisz swoich praw, o czym świadczy choćby omawiany dzisiaj wyrok. Trudno jednak przypisać komuś winę w nieoznaczeniu autora, w sytuacji gdy zdjęcie jest niepodpisane. Okazało się również, że „zwędzone zdjęcie” było już wykadrowane na stronie, z której zostało „pozyskane”, co oznacza, że nie zrobiła tego strona pozwana.
Wyrok Sądu Okręgowego został podtrzymany w całości przez Sąd Apelacyjny a Katowicach (sygn. akt I ACa 609/15).

Mogę zgodzić się, że w świetle orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego rzeczywiście fotografowi należało się zryczałtowane odszkodowanie w wysokości dwukrotnego wynagrodzenia oraz że nie można było przypisać winy pozwanej co do kadrowania zdjęcia. Nie podzielam jednak poglądu zaprezentowanego przez sądy obu instancji, co do tego, że brak podpisania zdjęcia powoduje, że „złodziej zdjęcia” (nazwijmy to po imieniu) działa w sposób niezawiniony. Jak to tłumaczyły oba sądy? Proszę oto fragment z uzasadnienia wyroku Sądu Apelacyjnego.

Na stronie, z której zostało ściągnięte metodą „kopiuj wklej” nie było danych dotyczących autora zdjęć, nie było też informacji o zastrzeżeniu praw autorskich do tych zdjęć. W roku, ogłoszonym rokiem C. M. na wielu stronach internetowych widniały zdjęcia noblisty. Dlatego też podzielić należy stanowisko pozwanej, że nie przypuszczała aby do tego zdjęcia przysługiwały komuś prawa autorskie. Oceniając zachowanie się pozwanej wziąć pod uwagę należy także i to, że zdjęcie umieszczono na stronie internetowej gimnazjum, wprawdzie strona ta była dostępna dla każdego, nie mniej jednak, korzystali z niej przede wszystkim uczniowie, rodzice uczniów, nauczyciele. Zdjęcie noblisty nie było umieszczone w celach komercyjnych, strona służyła jedynie uczczeniu twórczości C. M. i przybliżeniu wizerunku słynnego noblisty uczniom. Podsumowując, podzielić trzeba stanowisko sądu pierwszej instancji, że działanie pozwanej nie było działaniem zawinionym.

Uważam, że w złym kierunku poszedł Sąd Apelacyjny. Z faktu, że zdjęcie jest niepodpisane nie można wyciągać wniosku, że naruszyciel ma prawo przypuszczać, że zdjęcie jest niczyje i można z niego dowolnie korzystać. Brak informacji, że zdjęcie jest chronione prawem autorskim też nie powinno być podstawą do rozgrzeszenia. Na ulicach stoją setki samochodów, na żadnym nie ma informacji o zakazie używania, albo że auto jest własnością IKSa, a mimo to nie można ot tak sobie nimi pojeździć. Sąd chyba zapomniał, że siódme przekazanie – nie kradnij – odnosi się także do prawa autorskiego i to bez względu na to, kto jest naruszycielem i bez względu na to, jakie najszlachetniejsze przyświecały mu intencje.

Nielegalne oprogramowanie a prawo autorskie majątkowe

Nie tak dawno czytelniczka na blogu zadała pytania odnośnie praw autorskich do zrobionych przez nią zdjęć, które zostały wywołane za pomocą nielegalnego oprogramowania. Czytelniczka pyta m.in.:

„Czy mam prawo czerpać korzyści majątkowe ze zdjęć obrobionych i grafik, które kiedyś tworzyłam na programach graficznych bez licencji? Wiem, że w Polsce korzystanie i posiadanie programu jest karalne, ale co w przypadku utworów czy są chronione, jeśli mają poszlaki informacyjne o nielegalnym programie?”

Temat ten był już na blogu poruszany, ale skoro jest pytanie, to będzie też odpowiedź. Pierwsza wskazówka, to przypomnienie, że warto zajrzeć do tekstu „Cuius regio, eius religio”. Tam zajmowałem się kwestią praw autorskich do zdjęć zrobionych pożyczonym czy też ukradzionym aparatem fotograficznym, ale padła również odpowiedź na pytanie czytelniczki.

Prawa majątkowe do zdjęć (w zasadzie do każdego utworu, a nie tylko do zdjęć ) związane są ściśle z osobą twórcy, a nie z właścicielem przedmiotów (aparatu fotograficznego, oprogramowania itp.) wykorzystywanych do ich powstania. Oczywiście są wyjątki, np. kwestia praw autorskich majątkowych do zdjęć zrobionych w ramach stosunku pracy. Jeżeli ktoś nie pamięta, to zachęcam do zapoznania się z tekstem „Impreza integracyjna”. Fakt obróbki zdjęć na nielegalnym oprogramowaniu nie wpływa jednak na kwestię autorskich praw majątkowych do nich. Czytelniczka nadal jest prawowitym właścicielem zdjęć.

Co do obaw dotyczących odpowiedzialności karnej. Zgodnie z art. 278 § 2 kodeksu karnego ten, kto bez zgody osoby uprawnionej uzyskuje cudzy program komputerowy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Więcej na ten temat znajdziecie w „Kto pójdzie siedzieć”.

Od kiedy można spać spokojnie? Od momentu, kiedy czyn się przedawni. W tym wypadku jest to 10 lat od jego popełnienia.

PS. Dobra wiadomość dla czytelniczki. Jeżeli nie była świadoma, że oprogramowanie było nielegalne, to nie zostały spełnione znamiona strony podmiotowej przestępstwa określonego w art. 278 § 2 kodeksu karnego. Potwierdzenie tej tezy można znaleźć w orzeczeniu Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 24.01.2013 r. sygn. akt II AKa 495/12. Sąd ten uznał, że w przypadku przestępstwa z art. 278 § 2 k.k. sprawca musi mieć pełną świadomość, że jego zachowanie stanowi uzyskanie bez zgody uprawnionej osoby programu komputerowego i chcieć tego.

Rzecz o podpisywaniu zdjęć

Pofotografowało się trochę, a teraz nastał już najwyższy czas powrócić do wszystkich codziennych obowiązków. Wraca więc również i F-LEX. Zaprzyjaźniony bloger podesłał mi linka do notki na stronie „Pressa” odnośnie konferencji o prawie autorskim w pracy fotoedytora. Tytuł zapowiadał się poważnie. Niestety autorka tekstu potraktowała albo swoją pracę, albo czytelników bardzo mało poważnie. A może po prostu konferencja była słaba? Czytam i szukam odpowiedzi, dlaczego warto dbać o podpisywanie swoich zdjęć. Zamiast odpowiedzi otrzymuję za to „niusy” typu: „Autorzy często nie podpisują swoich zdjęć.” Z faktami nie będę dyskutował, zwłaszcza że tak jest rzeczywiście. Ale dlaczego nikt nie mówi, że to jest prawo twórcy, a nie obowiązek. Za to w następnym zdaniu dowiaduję się, że amatorzy nie podpisując swoich zdjęć nie szanują zawodu fotografa.

Wielu fotografów nie dba o podpisywanie własnych zdjęć. Zauważalne jest to szczególnie wśród osób zajmujących się amatorsko fotografią. Nie szanują przez to naszego zawodu.”

Co ma piernik do wiatraka? Jaki jest związek pomiędzy podpisywaniem własnych zdjęć, a szacunkiem dla innych osób i ich pracy? Żaden. Ale nieźle brzmi. Zawsze można stwierdzić, że wszystko to wina tych paskudnych amatorów.

Autorka cytuje prawnika biorącego udział w panelu, który miał stwierdzić, że prawo do podawania swojego imienia i nazwiska nie podlega zrzeczeniu się. Hola, hola. Poważny panel, wspierany przez producenta mojego ulubionego sprzętu, a tu takie robienie ludziom wody z mózgu. Zapewne chodziło o to, że autorskie prawo osobiste polegające na prawie oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem jest niezbywalne. Jest to jednak prawo fotografa, który może chcieć udostępniać swoje fotografie (utwory) anonimowo. Nie można zapominać, że jest to wprost uregulowane w art. 16 pkt 2 Ustawy. Skoro sam Wielki Ustawodawca uznał, że prawem twórcy (fotografa) jest publikacja utworów (zdjęć) anonimowo, to trzeba by stwierdzić, że tenże Ustawodawca też nie szanuje zawodu fotografa. Oczywiście w ten sposób dochodzimy do nonsensu. Chciałem jednak w ten sposób zwrócić uwagę, że zarzut braku szacunku jest zarzutem „od czapy” . To, czy utwór będzie oznaczony nazwiskiem, pseudonimem (tak jak na moich zdjęciach), czy też nie będzie w ogóle oznaczony, to jest indywidualna decyzja twórcy. Bez względu, czy twórcą jest amator, czy profesjonalista. A może Pani Redaktor Naczelna PAP FOTO, która mówiła o nieszanowaniu, żyje jeszcze w czasach ustawy, o której pisałem w „Szanujmy wspomnienia”?

 W tym krótkim tekście zwrócono uwagę na jedną ważną kwestię, a mianowicie sprawę obowiązku oznaczenia autora zdjęcia przez wydawcę. Obowiązek ten często niestety jest zaniedbywany. Temat ten już gościł na blogu, m.in. w tekście „© dar_wro”. Warto tam zajrzeć dla przypomnienia sobie tego i owego. Kończąc swój wpis jeszcze raz przeczytałem artykuł z „Pressaa” i nadal nie wiem, dlaczego mam dbać, aby wszystkie moje zdjęcia były podpisane. Pomocy!!!  🙂

PS. Jeżeli ktoś chce przypomnieć sobie o publikacji pod pseudonimem, to pisałem o tym TU.

Publikowanie zdjęć architektury

Pod tekstem „Klatka” pojawił się wczoraj oto taki wpis czytelnika Józefa:

 „W nawiązaniu do rozważań dotyczących fotografowania współczesnej architektury i następnie rozpowszechniania tych zdjęć (zdjęcie całego budynku lub fragmentu), np. na własnej stronie www. wymaga wg mojej oceny podania nazwiska autora budynku – architekta, co w pełni szanuje jego prawa osobiste do budynku jako utworu architektonicznego. Fotograf z kolei posiada prawo autorskie osobiste (majątkowe można zbyć) do zdjęcia (utworu) na którym utrwalił inny utwór (architekturę). Zdjęcie powinno posiadać właściwy opis…kto jest autorem czego. Mam rację?”

Czytelnik ma rację, że architektowi przysługują autorskie prawa osobiste, w tym prawo do oznaczenia utworu swoim nazwiskiem. Nie ma również przeszkód, aby oznaczyć zdjęcie w sposób przedstawiony przez czytelnika, ale czy zawsze jednak trzeba? W sieci można spotkać bardzo stanowcze i rygorystyczne stanowiska. Na jednym z blogów autor stanowczo podkreśla, że:

„Rozpowszechnianie zdjęć tego rodzaju obiektów wiąże się oczywiście z obowiązkiem poszanowania autorskich praw osobistych przysługujących projektantowi fotografowanego obiektu, czy twórcy ujętego dzieła. Należy pamiętać o prawidłowym oznaczeniu takich fotografii. Po pierwsze należałoby zamieścić informacje o twórcy fotografowanego utworu, po drugie informacje na temat samego obiektu (np. jego tytuł).”

Oczywiście można zająć takie stanowisko biorąc pod uwagę brzmienie art. 34 Ustawy. W końcu korzystanie z dobrodziejstwa art. 33 jest niczym innym, jak korzystaniem z dozwolonego użytku.

„Art. 34. Można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem wymienienia imienia i nazwiska twórcy oraz źródła. Podanie twórcy i źródła powinno uwzględniać istniejące możliwości. Twórcy nie przysługuje prawo do wynagrodzenia, chyba że ustawa stanowi inaczej.”

Czy rzeczywiście publikując zdjęcie kamienicy X w miejscowości Y trzeba wskazać, komu przysługują autorskie prawa osobiste do utworu, jakim jest budynek. Oczywiście poza wszelkimi wątpliwościami jest fakt, że w rozumieniu Ustawy utworem jest budynek (utwór architektoniczny, architektoniczno-urbanistyczny i urbanistyczny art. 1 ust. 1 pkt 6 Ustawy). Byłbym jednak ostrożny w ocenie i nie wyciągał wniosków jedynie z treści art. 34. Nie można bowiem nie brać pod uwagę innych przepisów Ustawy. Zwracam uwagę, że zgodnie z art. 16 pkt 2 Ustawy autorowi przysługuje prawo oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo. Na ilu budynkach zamieszczona jest informacja, kto jest ich autorem? Na niewielu! Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że prawie na żadnym. Brak takiej informacji nie jest raczej niczym nadzwyczajnym i nikogo ten fakt raczej nie dziwi, skoro autor nie ma obowiązku oznaczenia swojego utworu. Moim zdaniem brak wskazania autorstwa na budynku świadczy o tym, że wolą autora było udostępnienie utworu anonimowo. Skoro więc sam autor nie był zainteresowany oznaczeniem swojego utworu, to dlaczego fotograf robiący zdjęcie budynku i rozpowszechniający je w ramach dozwolonego użytku, o którym mowa w art. 33 pkt 1 Ustawy, miałby wskazywać autora budynku. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której byłbym zmuszony, jako fotograf chcący zaprezentować zdjęcie budynku przeprowadzić swoiste dochodzenie, aby ustalić, komu przysługują autorskie prawa osobiste do utworu architektonicznego. Moim zdaniem brak konieczności oznaczenia autora odnosi się nie tylko do budynków, ale do wszystkich utworów, które są rozpowszechniane anonimowo. Moje stanowisko (z którym oczywiście nie trzeba wcale się zgadzać) zdaje się podzielać Sąd Apelacyjny w Warszawie (sygn. akt VI ACa 447/07).

„Niezasadny jest zarzut naruszenia przepisu art. 16 pkt 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych przez bezpodstawne przyjęcie, że powódka nie ma prawa do oznaczania utworów własnym nazwiskiem. (…) Powołany przepis głosi, że jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem, a w szczególności m.in. prawo do oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo. Wyrażonego w tym przepisie prawa powódki do oznaczenia fotografii swoim imieniem i nazwiskiem nikt nie kwestionował, chodziło natomiast o przypadek, w którym możliwe było zaprezentowanie zdjęć wykonanych przez powódkę bez konieczności podawania informacji o autorstwie. Przepis art. 34 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych stanowi, że “Można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem wymienienia imienia i nazwiska twórcy oraz źródła. Podanie twórcy i źródła powinno uwzględniać istniejące możliwości. Twórcy nie przysługuje prawo do wynagrodzenia, chyba że ustawa stanowi inaczej.” Przepis ten jest realizacją zasady, że autor ma prawo do oznaczania utworu swoim nazwiskiem. Zgodnie jednak z art. 10 ust 3 Konwencji Berneńskiej o ochronie dzieł literackich i artystycznych “W razie cytowania (…) należy podać źródło i nazwisko autora, jeżeli to nazwisko jest zamieszczone w źródle”. (…) Z uwagi na brak widocznych informacji o autorstwie oraz specyfikę miejsca i sytuacji autorzy reportażu mieli prawo uważać, że zdjęcia są prezentowane anonimowo za zgodą twórców(-y).”

Na szczególną uwagę zasługuje ostatnie zdanie powyżej, dlatego pozwolę sobie je powtórzyć po lekkiej modyfikacji stylistycznej, która nie wypacza sensu pierwotnej wypowiedzi sądu.

„Z uwagi na brak widocznych informacji o autorstwie oraz specyfikę miejsca i sytuacji autor reportażu/zdjęć miał prawo uważać, że utwory są prezentowane anonimowo za zgodą twórcy.”

Jeżeli budynki przestaną być prezentowane anonimowo, wtedy będzie mus. Dopóki nie są, dopóty stanowisko czytelnika Józefa uważam za nieznajdujące uzasadnienia w przepisach Ustawy.

PS. Na cytowanym i podlinkowanym blogu w tekście „Fotografie, a prawa właścicieli obiektów i twórców utworów fotografowanych” moim zdaniem jest pewna perełka. Kto ją znalazł?

Publikacja pod pseudonimem

Ostatnio pisałem o konkursie na NG. Podkusiło mnie, żeby zajrzeć na forum NG. Okazało się, że autorstwo F-LEXa przypisuje się tam jednej z użytkowniczek. A to ZONK! Wpis jednak nie będzie poświęcony autorowi F-LEX, a pewnej refleksji administratora NG. Oto ona.

Żądacie poszanowania swoich praw majątkowych, a sami nie szanujecie swojego prawa do nazwiska. Obawiacie się kradzieży swoich prac, a nie chcecie się przyznać do ich autorstwa ukrywając się pod nickami. Bardzo przepraszam, ale to jest jakieś zapętlenie absurdu.”

Jeżeli ktoś się zapętlił, to zapewne Pan reprezentujący polski portal NG. Co ma piernik do wiatraka. Ustawa określa zarówno autorskie prawa osobiste i majątkowe. Jeżeli jedne i drugie przysługują autorowi zdjęcia, to on decyduje o wszystkim. Także o tym, czy zdjęcie publikować pod swoim własnym nazwiskiem, czy też pseudonimem. Ustawa mówi wprost (art. 16 pkt 2), że jednym z autorskich praw osobistych jest prawo autora do oznaczenia swojego utworu nazwiskiem lub pseudonimem lub do udostępniania go anonimowo. Nie można więc twierdzić, że publikując zdjęcie pod pseudonimem nie przyznaję się do jego autorstwa. Właśnie korzystam z niezbywalnego prawa, które przysługuje mnie i wyłącznie mnie. To ja decyduję, jak zostanie oznaczony autor. I nie ma to nic wspólnego z jakimkolwiek wstydem. Jako autor zdjęcia korzystam ze swego wyłącznego prawa. Ja osobiście swoje zdjęcia publikuję pod nickiem © dar_wro i nikt nie może z tego powodu mi robić jakichkolwiek wyrzutów. Nie ma to również nic wspólnego z nieszanowaniem swego prawa do nazwiska, jak sugeruje to w dyskusji administrator z NG. Jedynym minusem publikowania pod pseudonimem (ale bardzo niewielkim i w sumie nieznaczącym) jest to, że nie korzystam z domniemania, o którym mowa w art. 8 ust. 2 Ustawy (nic straconego, bo jest to domniemanie, które można obalić).

Art. 8.2. Domniemywa się, że twórcą jest osoba, której nazwisko w tym charakterze uwidoczniono na egzemplarzach utworu lub której autorstwo podano do publicznej wiadomości w jakikolwiek inny sposób w związku z rozpowszechnianiem utworu.

Co oczywiście nie oznacza, że tracę jakiekolwiek prawa zarówno osobiste, jak i majątkowe do zdjęcia opublikowanego pod pseudonimem. W art. 8 ust. 2 Ustawy sformułowane zostało jedynie domniemanie prawne zwykłe, co do faktu autorstwa utworu. Chodzi tu o domniemanie określonego przymiotu faktycznego, z którym ustawa łączy skutki prawne, polegające na przeniesieniu, w razie sporu, ciężaru dowodu co do wykazania autorstwa na osobę, która przeczy temu domniemaniu, nie zaś o domniemanie przysługiwania praw autorskich (Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 27 stycznia 2011 r. I CSK 237/10). Gdy ktoś opublikuje nasze zdjęcie i oznaczy je swoim imieniem i nazwiskiem, to zgodnie z cytowanym wyżej przepisem domniema się, że jest autorem tego zdjęcia. Jeżeli więc wcześniej publikowaliśmy to zdjęcie pod pseudonimem, to będziemy musieli w sądzie wykazać, że to my jesteśmy autorem (czyli musimy obalić domniemanie autorstwa). Nie będzie to jednak trudne, wystarczy będzie pokazać (zgłosić jako dowód) np. RAW-a, NEFa, JPG-a itp. Kwestia domniemania autorstwa gościł już wcześniej na blogu. Jeżeli ktoś jest zainteresowany, to wystarczy zajrzeć do „Trudny tekst czyli rzecz o domniemaniu”.

Publikując zdjęcia pod pseudonimem nie tracimy żadnych praw. Chronione jest zarówno nasze autorstwo, jak i nasze autorskie prawa majątkowe. Korzystamy z tych samych praw, jak autor publikujący pod swoim nazwiskiem, dlatego też nie ma „zapętlenia absurdu”.

PS. O tym, że nie warto przywłaszczać sobie cudzego autorstwa było w „Art. 115”. Zdarzają się jednak również „cuda”. Wystarczy zaglądnąć do „Case study”.

Makak i jego selfie

Dzisiaj fotograficzna część Internetu żyje sprawą makaka i jego selfie. Różne źródła podają troszkę odmienny stan faktyczny. Z tekstu zamieszczonego na TVN24  wynika, że specyficzne selfie powstało w sytuacji, gdy małpa zabrała fotografowi aparat i się nim bawiła. Gazeta.pl twierdzi natomiast, że fotograf dał małpie aparat. Angielski Mirror pisze jednak, że małpa zabrała aparat.

Ktoś zapyta czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Ano właśnie ma. Trzy lata temu w tekście „Autoportret” poruszałem kwestię autorstwa zdjęcia zrobionego przez osobę trzecią, której rola ograniczała się jedynie do naciśnięcia spustu migawki. Wtedy też powstało pojęcie „Pan Push the Button”. W rzeczy samej mój wpis odnosił się do człowieka, ale nie ma przeszkód, aby w rolę “Pana Push The Button” wcielił się sympatyczny czarny makak.

Na początek krótkie przypomnienie regulacji prawnych.
1. Polska. Dla tych, którzy nie pamiętają przypominam, jak brzmi art. 1 ust. 1 Ustawy:

Art. 1. 1. Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór).

 2. EU. Prawo unijne również chroni fotografię. Dyrektywa 2006/116/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 12 grudnia 2006 r. w sprawie czasu ochrony prawa autorskiego i niektórych praw pokrewnych (wersja ujednolicona)

Artykuł 6 Ochrona fotografii.  Fotografie, które są oryginalne w tym sensie, że stanowią własną intelektualną twórczość autora, podlegają ochronie zgodnie z przepisami art. 1. W celu ustalenia ich kwalifikowania się do ochrony, nie są stosowane żadne inne kryteria. Państwa Członkowskie mogą przewidzieć ochronę innych fotografii.

 3. Świat. We wstępie do wyżej przywołanej dyrektywy podkreśla się również, że „Utwór fotograficzny w rozumieniu Konwencji berneńskiej uważany jest za oryginalny, jeżeli stanowi on własną intelektualną twórczość autora, odzwierciedlającą jego osobowość, nie biorąc pod uwagę innych kryteriów, takich jak wartość lub cel utworu. Ochrona pozostałych utworów fotograficznych powinna być uregulowana w prawie krajowym.”

Dywagując na temat selfie makaka musimy pamiętać, że w obecnym stanie prawnym to nie fotograf decyduje o tym, czy zdjęcie podlega rygorom Ustawy (czy jest utworem), czy też nie. Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z dnia 3 sierpnia 2006 r. (sygn. akt VI ACa 151/06) potwierdził, że „sam zamiar poddania rezultatu swej pracy ochronie autorskoprawnej nie ma znaczenia dla kwalifikacji określonego wytworu intelektualnego jako utworu podlegającego ochronie prawa autorskiego.” Sąd zajął stanowisko, że subiektywne przekonanie autora (w naszym przypadku fotografa) o jego twórczym wkładzie pracy przy tworzeniu dzieła (u nas zdjęcia) nie przesądza o obiektywnej konieczności traktowania takiego dzieła (zdjęcia) jako utworu podlegającego ochronie prawa autorskiego.

Kto więc jest autorem selfie, o którym dzisiaj dyskutuje świat i czy zdjęcie to może być uznane za utwór podlegający ochronie prawnej?

Poprawna odpowiedź zależy od rzeczywistego stanu faktycznego. Jeżeli makak dostał ustawiony aparat od fotografa (czyli mamy do czynienia ze stanem faktycznym opisanym przez gazeta.pl), to należy uznać, że zrobione przez makaka zdjęcie będzie utworem w rozumieniu ustawy, a jego autorstwo powinno być przypisane fotografowi. Sam makak powinien być uznany za „Pana Push The Button”.

W stanie faktycznym opisanym przez TVN24 i Mirror (małpa zabrała aparat, a prawdopodobnie parametry ekspozycji nie były wcześniej ustawiane przez fotografa dla celów „robienia zdjęć” przez małpę), tak powstałemu zdjęciu nie można przypisać cech utworu w rozumieniu prawa. Skoro więc zdjęcie nie będzie utworem, to nie będzie podlegać ochronie przewidzianej przez prawo autorskie.

Czyli jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach, znaczy się w stanie faktycznym. 😉

Jest super, czyli polityczne prawo cytatu

Prawo cytatu jest dla wielu wytrychem usprawiedliwiającym niezgodne z prawem wykorzystanie cudzej własności intelektualnej. Dla wielu jest ono, jak słynny paragraf 22 z książki Josepha Hellera o tym samym tytule. Przedsiębiorcy, politycy, producenci różnej maści uwielbiają art. 29 Ustawy, niewielu jednak go rozumie poprawnie. Wiele osób interpretuje ten przepis tak, jak im wygodnie. Fragment piosenki T.Love po raz kolejny „pada ofiarą” prawa cytatu. I po raz kolejny wykorzystano ich twórczość w celach politycznych. Na blogu przyglądałem się już kwestiom związanym z prawem cytatu. Zajrzyjcie np. do tekstu „Wróg publiczny”, gdzie omawiałem kwestie cytatu w fotografii. Wróćmy do politycznego spotu. Rzecznik prasowy, a także sama kandydatka w kolejnym spocie, odwołuje się do prawa cytatu. Jeżeli prawo cytatu, to oczywiście art. 29 Ustawy.

Art. 29. 1. Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości.
2. Wolno w celach dydaktycznych i naukowych zamieszczać rozpowszechnione drobne utwory lub fragmenty większych utworów w podręcznikach i wypisach.
21. Wolno w celach dydaktycznych i naukowych zamieszczać rozpowszechnione drobne utwory lub fragmenty większych utworów w antologiach.
3. W przypadkach, o których mowa w ust. 2 i 21, twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia.

Najważniejszy jest cel! I wcale nie mam na myśli celu politycznego, a cel, w jakim wykorzystuje się fragment utworu, tzn. cel cytatu. Ustawodawca wyraźnie wskazuje te cele. Mamy więc cel dydaktyczny, cel naukowy, cel publicystyczny (analiza krytyczna) i cel artystyczny (prawa gatunku). W przypadku spotu wyborczego pierwsze trzy zapewne odpadają. Czyżby więc cel artystyczny? Cel ten pozwala bowiem na stosowanie cytatu w działalności parodystów, kabareciarzy i karykaturze politycznej. W sumie czemu nie, przecież zarówno politycy, jak kandydaci na polityków to kuglarze.

Nie chcąc wdawać się w dysputy akademickie, czy można było zastosować prawo cytatu w tym wypadku, czy też nie, to chciałbym zwrócić uwagę na jeden szczegół. Zakładając nawet, że mamy do czynienia z prawem cytatu (w tym momencie zachłystnąłem się kawą 😉 ), to i tak producent spotu wyborczego naruszył prawo. Zarówno on, jak i kandydatka zapomnieli o tym, że poza przepisem art. 29 Ustawy, jest również art. 34.

Art. 34. Można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem wymienienia imienia i nazwiska twórcy oraz źródła. Podanie twórcy i źródła powinno uwzględniać istniejące możliwości. Twórcy nie przysługuje prawo do wynagrodzenia, chyba że ustawa stanowi inaczej.

W sprawie o sygnaturze I CK 232/04 Sąd Najwyższy stwierdził, że „nawet gdyby uznać, że skarżący byli uprawnieni do posłużenia się w takim zakresie cytatem bez zgody twórcy, to – jak wynika wprost z art. 34 Pr.aut. – mogłoby to nastąpić pod warunkiem wymienienia twórcy i źródła, i to bez względu na to, czy chodzi o cytat powszechnie rozpoznawalny, czy też nie. Wymienienie twórcy oraz źródła stanowi conditio iuris. Obowiązek ten dotyczy także wymienienia twórcy i źródła utworów powszechnie rozpoznawalnych i znanych”. W spocie nie ma takiej informacji. OK, TVN24 może być nieobiektywne, poszukałem spot na Youtube i obejrzałem cały. No nie ma! A skoro nie ma, to nie jest spełniony warunek, od którego uzależnione jest prawo cytatu.

PS. Ten wpis nie ma charakteru manifestu politycznego, ani tym bardziej nie jest oceną kandydatki lub jej umiejętności wokalnych. Jest to kolejny wpis o prawie autorskim w oparciu o scenariusz, jaki pisze nam życie.

PS2. Obrona swoich praw, w tym ochrona prawa autorskiego doprawdy nie ma nic wspólnego z cenzurą.