Prawo panoramy w Europie

Prawo panoramy określone w art. 33 pkt 1 Ustawy zezwala w zasadzie na nieograniczone rozpowszechnianie zdjęć czy filmów, na których znajdują się utwory wystawione na stałe w miejscach publicznych. Przepis ten stanowi implementację do polskiego systemu prawnego postanowień art. 5 ust. 3 lit. h dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2001/29/WE z dnia 22.05.2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym.
Przepis dyrektywy stanowi, że państwa członkowskie mogą przewidzieć wyjątki lub ograniczenia w odniesieniu do praw określonych w art. 2 i 3 dyrektywy m.in. w zakresie korzystania z utworów takich jak utwory architektoniczne lub rzeźby, wykonanych w celu umieszczenia ich na stałe w miejscach publicznych. Mogą, ale nie muszą. Przepis dotyczący swobody prawa panoramy nie jest bowiem obligatoryjny. Ustawodawca europejski zostawił w tym zakresie wolną rękę poszczególnym ustawodawcom krajowym. Przepis dyrektywy nie daje nam prawa ani pewności, że zdjęcie utworu wystawionego na stałe w miejscach publicznych w państwie X będziemy swobodnie rozpowszechniać w oparciu o prawo panoramy.

Freedom of Panorama in Europe NC.svg

Wolność panoramy w Europie
PCC-BY SA, https://en.wikipedia.org/wiki/Freedom_of_panorama#/media/File:Freedom_of_Panorama_in_Europe_NC.svg

Legenda:
ciemnozielony – wolność panoramy dozwolona w szerokim zakresie,
jasnozielony – można publikować jedynie fotografie budynków,
żółty – fotografie można wykorzystywać tylko w celach niekomercyjnych,
czerwony – brak dozwolonego użytku wolności panoramy.

Jak widać z powyższej mapy Europa jest podzielona. I nie ma tu mowy o polityce, a o przepisach dotyczących wolności panoramy. Ograniczenia i restrykcje nie wprowadziła jednak „zła Unia”, a poszczególne państwa członkowskie, które na szczeblu krajowych parlamentów regulują te zasady. Występowanie restrykcyjnych przepisów odnośnie prawa panoramy w danym kraju nie jest równoznaczne z zakazem fotografowania. Nikt nie zabrania robić zdjęć. Jednak przed publikacją zdjęcia, na którym widnieje np. utwór architektoniczny lub rzeźba musimy zastanowić się, czy publikując to zdjęcie nie rozpowszechniamy cudzego utworu bez zgody jego autora. W szczególności w dwójnasób powinno się to sprawdzić w przypadku chęci wykorzystania zdjęcia w sposób komercyjny.

Co z tą Polska? Polska „jest na zielono” na mapie, bo mamy art. 33 pkt 1 Ustawy, który wprowadził swobodę korzystania z przestrzeni publicznej, w której znajdują się utwory objęte ochroną. Musimy jednak pamiętać, ze przepis ten nie dotyczy wnętrz budynków, nawet jeżeli mają one charakter publiczny. W literaturze przedmiotu przyjmuje się, że nie spełniają one warunku otwartej przestrzeni i w takim przypadku do rozpowszechniania utworu potrzebna jest zgoda podmiotu uprawnionego z tytułu autorskich praw majątkowych, a także samego właściciela budynku. Jeżeli chodzi o miejsce, z którego robiona jest fotografia, to przyjmuje się że swoboda prawa panoramy nie dotyczy jedynie sytuacji, gdy zdjęcie zrobione jest z miejsca, do którego nie ma publicznego dostępu. Nie uważa się za miejsce do którego nie ma dostępu publicznego przestrzeni powietrznej. Traktuje się ją jako miejsce, do którego dostęp jest ściśle limitowany, ale istnieje. Zapewne jest to istotne dla latających filmowców i fotografów. 😉

 

Wolność panoramy

Update: 23.06.2015

W polskim Internecie pojawiła się informacja o próbie ograniczenia prawa do fotografowania i komercyjnego korzystania ze zdjęć publicznych budowli. Taką informacje znajdziecie m.in. na Fotopolis w tekście „Wolność panoramy pod znakiem zapytania”, jak i na zagranicznych portalach. A wszyscy cytują za Wikipedią. Wystarczy zajrzeć do Wiki o TUTAJ.

Zacznijmy od tego, czym jest wolność panoramy? Wolność panoramy, to regulacja pozwalająca publikować zdjęcia dzieł sztuki oraz wszelkich obiektów architektonicznych, których właściciele wystawili je na stałe na widok publiczny, bez konieczności zgody właścicieli tych dzieł. Obecnie obowiązująca Dyrektywa 2001/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 22 maja 2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym (Dz.U. UE L z dnia 22 czerwca 2001 r.) w art. 5 ust. 3 pkt h dopuszcza, aby poszczególne państwa członkowskie mogły wprowadzić wyjątek w odniesieniu do praw autorskich należnych autorom w zakresie:

„korzystania z utworów takich jak utwory architektoniczne lub rzeźby, wykonanych w celu umieszczenia ich na stałe w miejscach publicznych”.

W naszej Ustawie przepisy potwierdzające „wolności panoramy” znajdziecie w art. 33 pkt 1 Ustawy.

 „Art. 33 pkt 1 Wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku.”

 

Kto nie pamięta kwestii związanych z fotografowaniem architektury niech zajrzy np. do tekstu „Wolność fotografowania”. Wróćmy jednak do planów Unii Europejskiej. Na stronie Parlamentu Europejskiego pojawiła się informacja dotycząca prac Komisji Prawnej, która głosowała nad raportem o prawie autorskim. Raport przygotowała niemiecka posłanka Julia Reda. Raport został przyjęty 23 głosami za przy 2 sprzeciwiających się. Jednym z poruszanych w nim tematów jest właśnie kwestia „wolności panoramy”. Z informacji prasowej, która została przedstawiona po spotkaniu wynika, że prawo do robienia zdjęć publicznych budynków i ich komercyjne wykorzystanie powinno wymagać zezwolenia uprawnionego. Przegłosowany ostatnio przez Komisję Prawną projekt raportu ma być przedstawiony i głosowany na posiedzeniu plenarnym Parlamentu UE, prawdopodobnie już 9 lipca br. Nie jest prawdą, jak pisze Fotopolis, że w tym dniu będzie głosowana zmiana dyrektywy. Uchwała Komisji Prawnej przyjmująca raport miała bowiem charakter „non-legislative resolution”. Parlament UE będzie na razie debatował tylko nad raportem Julii Redy. Jeżeli raport uzyska aprobatę, to do końca 2015 r. Komisja Europejska przedstawi projekt zmian w dyrektywie. Przed nami jeszcze więc długa i daleka droga do zmiany, ale jak widać propozycje idą w złym dla fotografów kierunku.

Co się stanie, jeżeli pomysł przejdzie i zostanie uchwalona zmiana dyrektywy? Nie znając projektu zmian można tylko spekulować. Należy jednak założyć, że każde państwo UE, które obecnie zezwala na wykorzystywanie zdjęć architektury na podstawie licencji ustawowej (w tym Polska), w ramach implementacji dyrektywy do przepisów krajowych, będzie zmuszone usunąć taką zgodę. W przypadku naszej Ustawy trzeba będzie skreślić postanowienia art. 33 pkt 1.

Skutek będzie taki, że można będzie robić zdjęcia dla celów prywatnych, może nawet publikować, ale za żadne skarby nie można ich „wrzucić do sprzedaży”.

PS. Przeczytane w projekcie raportu:

“A relevant example of this need for adaptation is the question of how or whether to protect works of architecture in public places. In the past, legislation aimed to guard against inappropriate commercial exploitation of architecture through mass-produced post-cards, which did not target the average holidaymaker who would have taken photos that would most likely have been shared only privately once printed. Today however, any holidaymaker may create a digital image, upload it to a social media site, and perhaps unknowingly make it available to the entire global online community. Given the millions of Europeans who are already engaging in such activities, it becomes clear that copyright law can only be practical and fair if the depiction of public buildings and sculptures is exempt from copyright protection, so as not to put an unreasonable burden on everyday online activities. The extremely diverging implementation of the “freedom of panorama” exception outlined in the InfoSoc Directive in different Member States shows that there needs to be a pan-European, broadly defined users’ right to display and communicate works that are located permanently in public places.”

Wszystko byłoby piękne,  gdyby nie poprawka nr 421 do sprawozdania (rezolucji) zaproponowana przez Jean-Marie Cavada, która tekst:

“wzywa unijnego ustawodawcę do zadbania o to, by możliwe było wykorzystanie zdjęć, nagrań wideo i innych prac fotograficznych umieszczonych na stałe w miejscach publicznych”

zmienia na:

“uważa, że wykorzystanie handlowe nagrań wideo i innych prac fotograficznych umieszczonych na stałe w miejscach publicznych z przestrzeni fizycznej powinno zawsze stanowić przedmiot uprzedniej zgody autorów lub pełnomocników”

Galeria w O.

DH Renoma we Wrocławiu

DH Renoma we Wrocławiu

Czytelnicy bloga w walce z fotograficznymi absurdami. Jeden z czytelników opisuje sytuację, gdy został poproszony przez ochronę centrum handlowego w O. o niefotografowanie budynku, bo właściciel budynku sobie nie życzy i że wydał zakaz fotografowania. Jak pisze „zdjęcie robione było z chodnika miejskiego, ze statywu, bo to już wieczór był.” Świadomy swoich praw wysłał pismo do administracji galerii. O dziwo otrzymał odpowiedź z całym szeregiem przepisów prawnych, z których wynika, że właściciel „ma prawo zabronić”.

W pierwszej kolejności podano przepisy art. 23 i 24 k.c. m.in. dotyczące ochrony wizerunku i prawa do prywatności.  Wprawdzie do osób prawnych, na podstawie art.. 43 kodeksu cywilnego,  stosuje się przepisy art.23 i 24 k.c., ale… odpowiednio. Wprawdzie w stosunku do osoby prawnej można mówić o ochronie wizerunku, ale ochroną będzie  objęty „wizerunek”  podmiotu będącego właścicielem  danej rzeczy, a nie sama rzecz (tu: galeria).  Przez taki wizerunek należy rozumieć dobre imię, sławę, renomę firmy. Fotografując z miejsca publicznego cudzy budynek trudno jest również mówić o naruszeniu prywatności właściciela tego budynku. W zasadzie należałoby napisać kolejne pismo i zapytać o jakiej prywatności jest mowa. Koło budynku przechodzą dzień w dzień setki osób i „koń jaki jest każdy widzi”.

Następnie przywołano przepisy dotyczące własności. Zdaniem administracji galerii „właściciel może nie życzyć sobie, by ktoś korzystał z jego własności i może się sprzeciwić działaniom innych, które naruszają jego prawa”. Takie stanowisko reprezentowane jest przez niektórych prawników. Swego czasu nawet polemizowałem z tą tezą we wpisie o jakże wyszukanym tytule „Polemika”. 🙂  Od tego czasu nie zmieniłem swojego stanowiska, a także nic się nie zmieniło w przepisach Ustawy. Na swoim obszarze świętym prawem właściciela jest ustalanie własnych zasad (oczywiście w ramach obowiązującego porządku prawnego). Poza swoją oazą musi brać jednak pod uwagę, że większość zasad ustala ustawodawca. I ostatni koronny argument udzielających odpowiedzi. „Firma jest własnością prywatną i pomimo ogólnie przyjętej domniemanej zgody na fotografowanie miejsc publicznych może nie zgodzić się na jej fotografowanie.

Nie tędy droga! Zgoda na fotografowanie w przestrzeni publicznej budynków nie  wynika ze zwyczaju, a z przepisów powszechnie obowiązującego prawa. Czytelnik słusznie powołuje się na art. 33 ust. 1 Ustawy.

Wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku.”

Żadna firma duża czy mała, polska czy zagraniczna nie ma uprawnienia do modyfikacji tego przepisu. Wielokrotnie przywoływałem komentarz do powyższego przepisu, który jest bardzo istotny. Ustawowa licencja zawarta w art. 33 ust. 1 jest bardzo szeroka i zawiera w sobie również prawo do komercyjnego wykorzystania utworu.

„Rozpowszechnianie dopuszczone na mocy pkt 1 może służyć wszelkim celom, także zarobkowym. Dopuszczalne jest więc sporządzenie kartek pocztowych, umieszczenie fotografii w przewodniku, sporządzenie diapozytywów, nakręcenie filmu. Nie jest natomiast dozwolone odtworzenie do tego samego użytku (…) Rozpowszechnianie dzieła wystawionego w miejscu ogólnie dostępnym, ale w zamkniętej przestrzeni, może wymagać, niezależnie od zezwolenia podmiotu praw autorskich, zezwolenia właściciela.” Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, wyd. V; Janusz Barta (red.), Ryszard Markiewicz (red.), Monika Czajkowska-Dąbrowska, Zbigniew Ćwiąkalski, Krzysztof Felchner, Elżbieta Traple; Komentarz do art.33 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych

Opisany problem w sumie nie jest nowy. Nie tak dawno pisałem o „Dozwolonym użytku w Gliwicach”.

Tydzień temu we Wrocławiu

Dwa tygodnie temu informowałem o warsztatach z architektury we Wrocławiu organizowanych przez zaprzyjaźnionych blogerów ze „Szturchańca fotograficznego”. Warsztaty odbyły się w zeszły weekend. Wprawdzie pogoda nie dopisała, ale dzięki zaplanowanym wnętrzarskim tematom chłód i wiatr nie doskwierał uczestnikom zanadto. No może niektórych szybko wywiało z Wieży Matematycznej. Kombatanckie wspomnienia o wyprawie fotograficznej miały miejsca wieczorami dzięki czemu w dzień można było troszkę popracować w terenie.

W sobotę plener zaplanowany mieliśmy w dwóch wnętrzach. Najpierw odwiedziliśmy Kościół Ewangelicko-Augsburski Opatrzności Bożej we Wrocławiu, gdzie można było się zmierzyć nie tylko z surową i jakże ciekawą architekturą, ale również z rozpiętością tonalną własnej matrycy.

Po przerwie kawowej całe towarzystwo udało się do Auli Leopoldina na Uniwersytecie Wrocławskim, a następnie wspięło na Wieżę Matematyczną.

Niestety pogoda na zewnątrz była paskudna, brakowało ciekawego światła, co  spowodowało, że widok dachów nie mógł zapierać dechu w piersiach.  

W niedziele był tylko jeden architektoniczny punkt programu, Synagoga pod Białym Bocianem. Koniecznie trzeba zobaczyć, no i oczywiście warto sfotografować. W tym miejscu chciałbym serdecznie podziękować przewodniczącemu Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu za umożliwienie nam fotografowania w synagodze bez ograniczeń.boc2

Dzisiejszy wpis jest tylko o fotografii, bo od prawa także trzeba czasem odpocząć.

PC-E

Piotr od pewnego czasu zachwalał książkę Vincenta Laforeta „Opowieści w obiektywie – świat okiem Vincenta Laforeta” wydaną przez Helion. Książka doprawdy ciekawa i warto się zapoznać zarówno z tym, co pisze Laforet, jak również z jego zdjęciami. Mnie osobiście bardzo przypadł do gustu Rozdział 10 zatytułowany „Świat w obiektywie tilt-shift”.  Wbrew pozorom nie jest to rozdział o mikroświecie „produkowanym” za pomocą tego obiektywu. Autor stosuje ten obiektyw np. w… reportażu, co może oczywiście wydawać się zdumiewające, ale efekty są (jak to mówi mój „ulubieniec”) porażające.

Swojego tilt-shifta używałem standardowo jedynie do architektury i oczywiście przeważnie tylko w funkcji „shift”. I okazało się, że to mój podstawowy błąd. Wiedziałem, jakie są inne zastosowania tego obiektywu, ale jakoś nigdy nie miałem ani ochoty, ani przekonania do eksperymentowania z nim. To jest moje oficjalne stanowisko, jest jednak jeszcze ciemna strona mocy. Ja go po prostu dobrze nie znałem. 😉 Kilka faktów wpłynęło na to, że nastąpiła zmiana.  Po pierwsze miesiąc temu, już pierwszego dnia pobytu na zdjęciach w Barcelonie, „załatwiłem” 24-70 mm /f2,8 (noto bene koszt naprawy przewyższa znacznie koszt przelotu regularnymi liniami na trasie Wrocław-Barcelona-Wrocław 🙁 ), co wymusiło na mnie stałego używania z jednym body PC-E 24 mm f/3,5. Po drugie lektura przywołanego wcześniej Laforeta, a po trzecie przymusowy pobyt w domu w związku z jakimś tam wirusem. Splot tych wydarzeń spowodował, że w końcu poznałem w praktyce, co oznacza głębia ostrości od początku do końca kadru.  I teraz już nie jest w użyciu tylko „shift” w walce z walącymi się murami.

Poniżej przedstawiam efekt doświadczeń z użyciem „tilt-a”. W roli głównej PC-E Nikkor 24 mm f/3,5 ED. Pierwsze dwa zdjęcia są zrobione bez użycia jakiejkolwiek „sztuczki” w obiektywie. Przy czym w pierwszym przypadku ostrość ustawiona była na napis „Galaktyka”, a w drugim na tytuł książki. Ekspozycja w obu przypadkach była taka sama: ISO 800, f/4, czas 15 sekund.
Zdjęcie nr 1.

ISO 800, f/4, czas 15 sekund

Zdjęcie nr 2.

ISO 800, f/4, czas 15 sekund

Zdjęcia 3 i 4 (poniżej) wykonane są przy wykorzystaniu funkcji „tilt” (pokłon). Obiektyw został obrócony o 90 stopni w lewo, a następnie użyłem pokłonu + 8,5 stopnia (czyli maksymalnego, jaki jest możliwy). W przypadku zdjęcia nr 3 ostrzyłem, tak jak przy zdjęciu numer 1 na nazwę wydawcy, a przy zdjęciu nr 4 (podobnie, jak w 2) na tytuł.
Zdjęcie nr 3.

ISO 800, f/4, czas 15 sekund, obrót 90 stopni w lewo, tilt + 8,5 stopnia

Zdjęcie nr 4.

ISO 800, f/4, czas 15 sekund, obrót 90 stopni w lewo, tilt + 8,5 stopnia

Jak widać pokłon spowodował, że czytelna jest teraz cała okładka książki, a nie tylko jej fragmenty. W przypadku zdjęć 3 i 4 w aparacie ustawione były te same parametry, co przy wcześniejszych zdjęciach. O ile efekt miniaturyzacji przy wykorzystaniu funkcji „tilt” można uzyskać również w postprodukcji, o tyle takiej głębi ostrości już nie. Ten cel osiągniemy tylko korzystając z obiektywu typu tilt-shift.

Obiektyw typu T-S ma jednak jeden paskudny mankament, a może nawet i trzy: cena, cena i jeszcze raz cena. 🙁 Nie jest to obiektyw do „strzału z biodra”. Zapewne nie nadaje się on również na „szybką japońską wycieczkę”, ale na wyprawę fotograficzną jest idealny. Manualne ostrzenie, wcześniejsze ustawienie parametrów ekspozycji zanim „połamiemy” obiektyw, użycie statywu, to wszystko wymusza na fotografującym większą koncentrację, a to zapewne sprzyja lepszym kadrom. Z „shift-em” też trzeba uważać, żeby przypadkiem nie przesadzić i nie „przeprostować” budynku, tak jak mi się to zdarzyło na poniższym zdjęciu.

Dlaczego tak to działa? Sprawdźcie sami, wystarczy wygooglować „reguła Scheimpfluga”.

Ktoś się zapyta, a co to ma wspólnego z prawem? No nie ma nic. 😉 Jak fotografujecie architekturę i macie pytania prawne, to zajrzyjcie np. do „Wolność fotografowania” lub „Wizerunku nieruchomości”.

PS. To jest dwusetny wpis na blogu! 🙂

Dozwolony użytek w Gliwicach

O zakazie fotografowania w Gliwicach i niekompetentnych policjantach można przeczytać na infogliwice.pl. Po przeczytaniu tego tekstu po prostu człowieka ogarnia bezsilność. Pominę kwestie, co powiedzieli funkcjonariusze, bo nie ma pewności, czy rzeczywiście tak było, jak zostało to opisane w artykule.  Co mnie oczywiście zdziwiło? Jasne, że kwestia fotografowania i publikacji budynku. Mogłoby się wydawać, że kwestia fotografowania budowli i ich późniejszego rozpowszechniania jest na tyle jasna, że nie powinna budzić kontrowersji

W Nowych Gliwicach nie ma zakazu robienia zdjęć. Ochroniarze podejdą jednak do każdej osoby, która pojawi się tam z aparatem i zapytają czy zdjęcia wykonywane są do celów prywatnych czy komercyjnych. Jeżeli do prywatnych, to nie ma problemu, jeżeli jednak fotografia, na której znajdują się budynki Nowych Gliwic będzie wykorzystywana komercyjnie wówczas trzeba uzyskać naszą zgodę – mówi Traczyk w rozmowie z infogliwice.pl.

 W pokrętnej głowie fotografa zaraz rodzi się pytanie: A co się stanie, jeżeli odpowiem, że dla celów prywatnych, a naprawdę przeznaczenie zdjęcia jest inne?  Prawidłowa odpowiedź brzmi: W zasadzie nic. Nie ma bowiem w naszym kraju domniemania prawnego, że każdy, kto fotografuje przy użyciu statywu, robi to w celach komercyjnych. I doprawdy pisząc to, nie siedzi mi na ramieniu diabełek, który namawia Was, za moim pośrednictwem, do łamania prawa. 😉 Temat fotografowania budynków i budowli gościł wielokrotnie na moim blogu. Wygląda na to, że trzeba go czasem powtórzyć, to może i do Gliwic dotrze. Przed wyjściem na fotografowanie architektury warto przypomnieć sobie treść art. 33 pkt 1 Ustawy.

Wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku.

Zwróćcie uwagę, że ustawodawca nie mówi, że wolno fotografować architekturę, on idzie krok dalej i stanowi, że wolno ją rozpowszechniać. Więcej na ten temat znajdziecie w „Wolności fotografowania”. Fotografujmy więc architekturę do woli (w końcu to taki wdzięczny temat). Pamiętajmy jednak o tym, aby przez przypadek nie wchodzić na cudzy ogrodzony teren, a w przypadku gdy jest to teren ogólnodostępny, to  dostosujmy się do zasad ustalonych przez właściciela. Jeżeli wyproszą nas ze statywem z prywatnego terenu, to wychodzimy, ale tylko poza granicę własności. Z tej „zagranicy” możemy natomiast fotografować do woli.  Ba, nie tylko fotografować, możemy także rozpowszechniać i to nawet w celach komercyjnych.

“Wizerunek nieruchomości”

Ostatnio o Stadionie Narodowym było sporo informacji w kontekście otwierania i zamykania dachu. Przez przypadek poszukując tematów na blog natrafiłem na stronę internetową pewnego doradcy prawnego, który w Internecie udziela porad prawnych.Pytanie dotyczyło wizerunku Stadionu Narodowego.

Konkluzja doradcy jest następująca:
W mojej ocenie nie jest dopuszczalne posługiwanie się wizerunkiem Stadionu Narodowego bez zgody osób posiadających prawo do wydania stosownej licencji.”

Po pierwsze. Chciałbym wyraźnie wszystkim przypomnieć, że pojęcie wizerunku odnosi się wyłącznie do osób. Wizerunek nie dotyczy ani psa, ani samochodu, ani willi, a jedynie osoby fizycznej.

Art. 81. 1. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.

Po drugie. Czy wolno korzystać czy też nie z „wizerunku” (pozostańmy w konwencji doradcy), to zależy od tego, czy mamy do czynienia z wizualizacją zewnętrzną, czy wewnętrzną  stadionu. W przypadku wizualizacji zewnętrznej mamy bowiem zgodę ustawową wynikającą z art. 33 pkt. 1 Ustawy.

Art. 33 pkt 1 Wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku.

Tym samym konkluzja doradcy„Korzystając z wizerunku nieruchomości, należy wobec tego pamiętać o respektowaniu praw autorskich twórców, których utwory są w ramach tego wizerunku utrwalane, w szczególności jeśli nie wygasły jeszcze majątkowe prawa autorskie do tych utworów (art. 36 Prawa autorskiego), co dotyczy przede wszystkim obiektów wzniesionych w stosunkowo nieodległej przeszłości, ale również obiektów starszych, jeśli twórca zmarł nie wcześniej niż 70 lat przed datą danego wykorzystania.” –  jest BŁĘDNA i nie znajduje odzwierciedlenia w Ustawie.

Mogę zgodzić się z powyższym twierdzeniem jedynie w sytuacji, gdy rozpowszechniane byłyby zdjęcia lub wizualizacja wnętrza stadionu/budynku. Na ten temat znajdziecie szersze wyjaśnienia w „Klatce”. „Autor tysięcy opinii prawnych” (cytat ze strony) nie zauważa jednak takich  niuansów 😉 .

 PS.1 Co sądzę o doradcach? Odpowiedź znajdziesz w powyższym tekście (Wyszło ze mnie całe zło, jakie się zalęgło w korporacji  🙂  ).

PS.2.  Ciekawe coniektórzy politycy mówiliby o dachu, gdyby został zrealizowany pewien pomysł?

Fotoestetyka

Nie każda fotografia zamieszczona w prasie lub na portalach utrzymywanych przez wydawców prasy ma charakter fotografii reporterskiej. Wydawcy prasy widząc coraz to większe zagrożenie dla ich papierowego produktu wspierają go portalami internetowymi. Wiadomo, że portal rządzi się trochę innymi zasadami i prawami (nie mylić z prawem), niż papierowy produkt. Sam kontent z gazety już nie wystarcza. Taki portal trzeba czymś „zapełnić”. Powinno być dużo, a przy okazji najlepiej za bezcen lub za darmo (O pozyskiwaniu darmowego kontentu już było na F-LEX). Łatwym sposobem na materiał portalowy jest zamieszczenie „fotorelacji” z jakiegoś wydarzenia lub pokazanie czegoś, co ma zainteresować czytelnika. Pomysł dobry, a nawet bardzo dobry. Sam często oglądam te fotorelacje na różnych portalach. Pomysł jest OK, ale z realizacją bywa czasem gorzej.
Jeżeli pokazuje się reportaż z remontu Rynku we Wrocławiu, to zdjęcia rzeczywiście mają charakter reporterski i trudno od nich wymagać, żeby było super światło, nienaganna kompozycja itp. No bo przecież żwir przyjechał, kiedy przyjechał, a z niespodziewaną gospodarską wizytą pan prezydent wpadł wtedy, kiedy miał lukę w kalendarzu, a nie kiedy było najlepsze światło dla fotografa. Jeżeli jednak widzę tytuł „Wyremontowany Dworzec Główny piękny także po zmroku” i bohaterem zdjęć jest budynek wrocławskiego dworca, to chciałbym zobaczyć go w całej krasie, na wymuskanych, dopieszczonych fotkach. Tu już nie ma reporterki, pośpiechu, przepychania się z innymi fotografami lub walki z czasem, aby złapać ulotną chwilę. Otwieram i co widzę? Walące się budynki (czyli typowa rzecz dla obiektywu zadartego do góry), przepalona niemiłosiernie iluminacja walącego się budynku, jak również sporo zdjęć, na których nie wiadomo, co jest. Ludzie to oglądają, lecą ze swoimi aparatami, robią zdjęcia, a potem publikują na różnych fotograficznych portalach i oczekują „obiektywnej” oceny, czyli ochów i achów. W sumie nie można się dziwić. Widzą tego typu zdjęcia na portalach u największych wydawców, a to znaczy, że tak się robi zdjęcia. To musi być dobre zdjęcie, bo przecież w innym wypadku tacy poważni wydawcy nie publikowaliby czegoś, co jest kiepskie.

Jakoś mi się nie chce wierzyć, że fotoedytorzy i redaktorzy nie zauważają „jakości” tego, co publikują. Bardziej uwierzę w to, że nie mają świadomości jaką robią „krzywdę” wielu swoim czytelnikom. Przecież nie każdy wie, że tego, co jest dobre, należy szukać w Foto”, „Foto Kurierze” czy DFV, których łączny miesięczny nakład zapewne jest mniejszy niż dzienny nakład niejednej gazety, która na swoich portalach pokazuje „zdjęcia zrobione inaczej”.

PS. Zapewne osoby, które czytają ten tekst, wiedzą doskonale, jak zrobić zdjęcie nocą. Jednak na wszelki wypadek (a nuż trafią tu także inni) polecam Tony’ego Worobca i jego „Fotografię nocną i przy słabym świetle”.

Klatka

Ostatnio obiecałem małe podsumowanie i zebranie w jednym miejscu kwestii dotyczących fotografowania na klatkach schodowych budynków. W zasadzie wszystko już na ten temat zostało powiedziane na F-LEX przy różnych okazjach, ale z pewnością zebranie tego w jednym miejscu „tematycznie” nie zaszkodzi.

Podstawowa rzecz to kwestia, czy można fotografować klatki schodowe? Wydaje się, że pytanie jest banalne i odpowiedź twierdząca narzuca się sama. Pamiętać jednak należy, że klatka schodowa to nie jest przestrzeń publiczna, a budynek ma swojego właściciela czy też zarządcę. W „Zakazanym owocu” opisałem kwestie robienia zdjęć w galeriach i budynkach. Zasady te oczywiście odnoszą się również do klatek schodowych. Nie należy jednak z góry zakładać, że właściciel nie wyraża zgody na robienie zdjęć wewnątrz budynku, jeżeli jest on powszechnie udostępniony. Tabliczkę z napisem zakaz fotografowania umieszczoną wewnątrz należy jednak uszanować. Jest ona bowiem przejawem woli właściciela, który ma prawo określić zasady korzystania z jego budynku.  Natomiast taka tabliczka umieszczona na budynku jest bezprzedmiotowa w zakresie fotografowania budynku z ulicy (Ustawa pozwala nam fotografować i rozpowszechniać utwory sfotografowane z ulicy).  Jako, że to materiał powtórkowy, to i przepis należy zapewne powtórzyć. 😉

Art. 33. pkt 1. Wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku.

Inną sprawą jest kwestia, jak interpretować tabliczkę z zakazem umieszczoną na budynku, gdy chcemy zrobić zdjęcie wewnątrz budynku. Logika nakazuje przyjąć, że skoro właściciel (zarządca) nie zgadza się na fotografowanie z zewnątrz (mimo, że nieskutecznie), to należałoby przyjąć, że tym samym nie zgadza się na fotografowanie wnętrza budynku. Wiem, że taka interpretacja Wam nie przypadnie do gustu. Ostatecznie i tak każdy musi zadecydować sam, jak się zachować w podobnej sytuacji.

Drugie zagadnienie, to kwestia publikacji zdjęć klatki schodowej, czyli rozpowszechniania części utworu architektonicznego, jakim jest budynek. W tym przypadku niestety nie możemy powołać się na zgodę ustawową z art. 33 pkt 1, albowiem dotyczy on rozpowszechniania utworu (cały budynek) lub jego części (np. fasada, ornament, dach) wystawionych w konkretnych miejscach. Zdjęcie klatki schodowej zrobione z ulicy z pewnością można podciągnąć pod przepis art. 33 pkt. 1, ale przecież nie o takie zdjęcia nam chodzi. Zdjęcie innego utworu (np. budynku, rzeźby) jest niczym innym, jak utworem zależnym. O utworach zależnych też już było. Czym jest utwór zależny, a zwłaszcza o fotografii jako utworze zależnym poczytasz w „Inspiracja czy utwór zależny?”. Przyjmując bardzo rygorystyczne podejście interpretacyjne należy uznać, że na publikację zdjęcia klatki schodowej potrzebna jest zgoda. Ale nie właściciela budynku czy zarządcy, a zgoda osoby, do której należą autorskie  prawa majątkowe do fotografowanego utworu architektonicznego. Istnieje prawdopodobieństwo graniczące wręcz z pewnością, że prawa te nie należą do właściciela budynku. Jeżeli właściciel budynku starałby się z nami sądzić za naruszenie majątkowych praw autorskich, to musiałby najpierw wykazać, że nabył takowe prawa i dodatkowo, że nabył również prawa do decydowania o prawach zależnych.  Powtórka z przepisów:

Art. 2. 1. Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.
2. Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. W przypadku baz danych spełniających cechy utworu zezwolenie twórcy jest konieczne także na sporządzenie opracowania.

Klatki schodowe, które nas interesują, są zazwyczaj w bardzo starych budynkach, dlatego też w wielu przypadkach prawa majątkowe do utworu pierwotnego mogły już wygasnąć. Tym samym nie pojawi się kwestia zgody na rozporządzanie o korzystanie z opracowania zależnego.

I trzecia kwestia, to kwestia poszanowania miru domowego. O mirze domowym było całkiem niedawno, więc jedynie odwołanie do „Miru domowego” i „Paparazzo”.  „To make long story short”, jeżeli zostaniemy poproszeni o opuszczenie budynku, to lepiej to zrobić po dobroci, niżby nas mieli poszczuć zajadliwym terrierem.

PS. Ostatnią część powyższego zdania dopisała moja żona na brudnopisie. 🙂

Polemika

Czy można fotografować i publikować zdjęcia zwierzaków? Skoro ludzi można fotografować zawsze i bez ich zgody (za wyjątkiem sytuacji określonych w art. 191a kodeksu karnego), to tym bardziej można fotografować wszelkiego rodzaju zwierzaki.  A jak jest z publikacją  zdjęcia ulubionego psa sąsiadki? Przepisy dotyczące ochrony dóbr osobistych dotyczą przede wszystkim ludzi.  Zapewne nie odnoszą się one do wizerunku zwierząt. Tym samym nie można uznać, że publikacja zdjęcia pupila pani X bez jej zgody będzie naruszała jakiekolwiek prawo, w tym prawo do wizerunku. No chyba, że na zdjęciu będzie nie tylko pupil sąsiadki, ale również i sama sąsiadka. Jeżeli jednak sfotografowana jest sama psina, to nie ma przeszkód, aby takie zdjęcie rozpowszechniać. Nikon Polska na swojej stronie internetowej w dziale z poradami z zakresu prawa autorskiego sugeruje, że na komercyjne wykorzystanie zdjęcia psa powinno się mieć zgodę sąsiadki?

I niech mi ktoś spróbuje w przyszłości zarzucić, że jestem bardzo restrykcyjny w swoim podejściu do prawa!!! 🙂

Autorka wpisu podnosi również, że wykorzystanie komercyjne zdjęcia nieruchomości, na którym właściciel wywiesił znak „zakaz fotografowania” wymaga jego zgody.

Co innego tyczy się rozpowszechniania zdjęć miejsc, w których wywieszono znak zakazu fotografowania. Tak jak twórca posiada monopol na użytkowanie utworu, tak właściciel w zakresie jego prawa własności, może z wyłączeniem innych osób pobierać pożytki z rzeczy, w tym pożytki cywilne. Pożytkami cywilnymi są wszelkie korzyści, jakie rzecz przynosi właścicielowi, a więc również wynagrodzenie za utrwalenie wizerunku rzeczy (nieruchomości, bądź rzeczy ruchomej).

Nawet mógłbym zgodzić się z tezą dotyczącą nieruchomości, pod warunkiem że zdjęcie to zrobione było na posesji (w środku). Wszedłem na czyjąś posesję i cyknąłem fotkę. Takiej fotki nie wolno rozpowszechniać bez zgody, zarówno amatorsko, jak i komercyjnie (rozpowszechniałbym bowiem utwór architektoniczny). Ale jeśli cyknąłem nieruchomość z ulicy, to w świetle przepisów prawa autorskiego mam prawo rozpowszechniać takie zdjęcie, a wynika to z treści art. 33 pkt. 1 Ustawy. I nie zmieni tego faktu żadna tabliczka, nawet największa. W cytowanym powyżej fragmencie pojawia się ciekawe „pojęcie” wizerunku rzeczy. Nie istnieje coś takiego w świetle prawa, jak wizerunek rzeczy. Wizerunek zawsze odnosił i odnosi się do ludzi. Przyjmując za prawdziwą tezę o konieczności uzyskania zgody właściciela fotografowanej rzeczy na komercyjne użycie zdjęcia wprowadzamy w zasadzie powszechny zakaz fotografowania. Dajmy na to taki przykład. Robię zdjęcie, które ma posłużyć do wyprodukowania później widokówki z Wrocławia. Na zdjęciu Most Grunwaldzki, a na nim dwa auta i słynny niebieski wrocławski tramwaj. Biorąc sobie do serca to, co sugeruje się na fotoprawo.pl nie powinienem takiego zdjęcia sprzedać. Most, jak most skorzystam z dobrodziejstwa art. 33 pkt. 1 Ustawy, ale co do diaska z autami i tramwajem? Auta i tramwaj są przecież czyjąś własnością!  A zgodnie z tym, co sugeruje Nikon, właściciele „mogą żądać wynagrodzenia za utrwalenie wizerunku rzeczy”.  Idąc tym tropem w zasadzie ze względu na „wizerunek rzeczy”  nie można byłoby publikować prawie żadnych zdjęć zrobionych na ulicy.

Przy takiej interpretacji zabijamy fotografię na amen. Jakoś nikt się nie buntuje pod tamtym wpisem u Nikona, a tyle było szumu w necie na temat zakazu publikacji zdjęć francuskich mebli.

PS.

Czy doprawdy nie można sprzedać komercyjnie takiego zdjęcia?