Czy każde zdjęcie jest utworem?

Dzisiaj powracam do historycznego już wpisu „Autoportret”  z 15.07.2011, a w zasadzie do dyskusji dotyczącej kwestii, czy zdjęcie z kamery przemysłowej, miejskiej czy jakiejkolwiek innej inwigilującej każdego z nas dzień po dniu, podlega ochronie prawnej na podstawie Ustawy. Zagadnienie to nie należy do kategorii tych bardzo trudnych. Odpowiedź na nie ma jednak charakter bardzo uniwersalny i będzie stanowić wstęp do odpowiedzi na każde pytanie w stylu „czy to zdjęcie podlega ochronie prawnej”. Kluczem do rozwiązania zagadki jest oczywiście ustawowa definicja pojęcia utwór.

Art.1. ust. 1 Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór)

Zgodnie z  tymże przepisem  jedynie przejawy działalności twórczej o indywidualnym charakterze mogą być uznane za utwory i podlegają ochronie. Sąd Najwyższy podkreślił, że chodzi o kreacyjny, subiektywnie nowy, oryginalny wytwór intelektu, wywołany niepowtarzalną osobowością twórcy, który – wykonany przez kogoś innego – wyglądałby inaczej. Jednak nie każdy proces intelektualny prowadzi do powstania rezultatu o cechach twórczych. Praca intelektualna o charakterze twórczym jest przeciwieństwem pracy o charakterze technicznym, która polega na wykonywaniu czynności wymagających jedynie określonej wiedzy i sprawności oraz użycia określonych narzędzi, surowców i technologii. Cechą pracy w charakterze technicznym jest przewidywalność i powtarzalność osiągniętego rezultatu. Proces tworzenia, w przeciwieństwie do pracy technicznej, polega natomiast na tym, że rezultat podejmowanego działania stanowi projekcję wyobraźni osoby, od której pochodzi, zmierzając do wypełniania tych elementów wykonywanego zadania, które nie są jedynie wynikiem zastosowania określonej wiedzy, sprawności, surowców, urządzeń bądź technologii (zob. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 26 stycznia 2006 r., sygn. I CK 281/05).

Brak świadomego wybór momentu fotografowania, brak wpływu na kompozycję obrazu, oświetlenie, ustalenie głębi ostrości, czy też perspektywy pozbawiają zdjęcie z monitoringu charakteru utworu w rozumieniu Ustawy. Ponadto w przypadku tego typu zdjęć trudno mówić o istnieniu twórcy. Zdjęcia z monitoringu, to zazwyczaj zdjęcia robione w sposób automatyczny, według parametrów ustawionych przez producenta sprzętu służącego do monitoringu.  Zasadą jest, że ochronie na podstawie Ustawy podlegają zdjęcia/filmy mające charakter utworu. Skoro zdjęcie z monitoringu nie ma przymiotu utworu, to nie  jest chronione przez przepisy Ustawy.

Tak, jak wspominałem na wstępie, odpowiedź na pytanie, czy dane zdjęcie ma charakter utworu jest punktem wyjścia do dalszej oceny w zakresie kwestii związanych z jego ochroną. Często można spotkać się z pytaniem, czy w takim razie ochronie prawnej powinno podlegać zdjęcie zrobione na tzw. „P”, czy „zielonym” (na pełnej automatyce). Podstawą takiego pytania jest przeświadczenie pytającego o tym, że o twórczym charakterze zdjęcia decyduje samodzielne podjęcie decyzji o podstawowych parametrach, czyli przysłonie, czasie oraz ISO. Artykuł 1 ust. 1 Ustawy nic nie wspomina na temat tychże parametrów, a jedynie wskazuje na przejaw działalności twórczej, który może przecież znaleźć swoje odzwierciedlenie w świadomym wyborze momentu fotografowania, kompozycji obrazu (kadrowaniu), zastosowaniu efektów specjalnych, czy też zastosowaniu innych zabiegów zmierzających do nadania fotografii określonego charakteru. Jeżeli więc podczas robienia zdjęcia na „P” doszło do przejawów twórczych, o których wspomniałem powyżej, to zdjęcie takie będzie miało charakter w rozumieniu Ustawy, ergo będzie podlegało ochronie przewidzianej w Ustawie.

Skorzystania z pełnej automatyki aparatu do zrobienia zdjęcia nie pozbawia go od razu  charakteru utworu, a tym samym ochrony.

***

PS. A teraz bonus w postaci wyroku Sądu Najwyższego z dnia 8 listopada 1932 r.

 „Przedmiotem ochrony prawnej z mocy ustawy o prawie autorskiem jest wszelkie dzieło piśmiennictwa, będące wypływem indywidualnej twórczości duchowej człowieka, przyczem jednak wartość tej twórczości, jej zakres i stopień nie mają z punktu widzenia prawa żadnego znaczenia, skutkiem czego mogą być chronione wytwory najzupełniej podrzędne i małowartościowe, byleby tylko forma opracowania, układ, systematyzacja lub wybór materjału, sposób czy porządek wykładu nosił piętno osobistej i indywidualnej pracy myślowej.

PS.2  O zdjęciach na zielonym pisałem w 2011 r. w tekście “Gra w zielone”.

PS.3 Przywitał Was wrocławski latarnik z Ostrowa Tumskiego. Dolne zdjęcie to pamiątka z Mazur. 🙂

Czy printscreen jest legalny?

Zgodnie z art. 17 Ustawy, jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, twórcy przysługuje wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz do wynagrodzenia za korzystanie z utworu. Skopiowanie cudzego zdjęcia (utworu) i zamieszczenie na własnej stronie internetowej jest co do zasady niedozwolone. Bez znaczenia dla oceny bezprawności jest zastosowana technika umożliwiająca jego skopiowanie.
Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z dnia 26.10.2017 r., sygn. akt I ACa 1159/16 stwierdził, że wykonanie tzw. zrzutu z ekranu (który zasadniczo można porównać do wykonania fotografii ekranu), na którym zamieszczony jest czyjś utwór (zdjęcie), a następnie zamieszczenie tego zrzutu w innej domenie (przykładowo własnej) należy uznać za wykorzystanie cudzego utworu bez zgody twórcy. Zastosowanie metody “printscreen” jest bowiem jedynie środkiem technicznym.

Bez znaczenia dla oceny bezprawności działania pozostaje fakt dotyczący  jakości wykonanych kopii. Opublikowanie zdjęcia jako pliku niskiej rozdzielczości nie ma znaczenia dla oceny działania i nie nadaje to przymiotu legalności aktywności naruszyciela. Przywołanie źródła, z którego pochodzi printscreen, jak również wskazanie autora zdjęcia także nie legalizuje działania. Na marginesie należy przypomnieć, że brak wskazania autora narusza jego prawo do oznaczenia utworów nazwiskiem lub pseudonimem (art. 16 pkt 2 Ustawy), a także prawo do nadzoru nad sposobem korzystania z utworów (art. 16 pkt 5 Ustawy).

Sytuację z printscreenem należy odróżnić od zamieszczenia linku do innej strony, na której utwory uprzednio opublikowano, które to działanie przy spełnieniu dodatkowych przesłanek bywa uznawane za legalne.  Tak więc legalne byłoby podanie linku do strony ze zdjęciem umieszczonym przez autora. Pisałem o tym całkiem niedawno w notce „Ochrona prawa autorskiego przez TSUE”.

źródło: www.ewaipiotr.pl

Podsumowując:
Publikacja powyższego zdjęcia stanowiącego printscreen  ze strony www.ewaipiotr.pl, bez zgody autora, byłaby naruszeniem prawa. Nie zmienia tego fakt, że podałem źródło, z którego pochodzi.
Niepodanie autora tego zdjęcia narusza również jego osobiste prawa autorskie, o których wspominałem powyżej, tj. prawo do oznaczenia autora, jak również prawo do nadzoru nad zdjęciem (utworem).
Dozwolone byłoby zamieszczenie natomiast linku do zdjęcia w postaci https://www.ewaipiotr.pl/wp-content/uploads/2018/10/B9999117_b.jpg

PS. Zamieszczony printscreen jest za zgoda zaprzyjaźnionych blogerów Ewy i Piotra ze “Szturchańca fotograficznego”, tym samym wszystko jest legalne.
PS2. Prawie wszystko! Nie podałem autora. Autorem jest Ewa, a może Piotr.
PS3. I na koniec całkiem legalne własne zdjęcie. 🙂

Prawo panoramy

Według rzecznika PGE Narodowy za wykorzystanie stadionu trzeba zapłacić nawet do 120 tyś. złotych. Dodatkowo na stronie internetowej stadionu możemy przeczytać, że aby wykorzystać wizerunek PGE Narodowego w celach reklamowych czy promocyjnych dotyczących Twoich usług lub produktów, konieczne jest uzyskanie odpowiedniej zgody, a także ustalenie warunków z operatorem stadionu.”

Włodarze stadionu zapominają zupełnie o przepisie art. 33 pkt 1 Ustawy( który jest implementacją postanowień art. 5 ust. 3 lit. h dyrektywy 2001/29/WE), który reguluje tzw. prawa panoramy. O prawie panoramy było już wiele razy na blogu. Przypomnę  treść art. 33 ust. 1 Ustawy:

„Wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku.”

Z wolności panoramy wynika, że rozpowszechnianie dozwolone na podstawie  art. 33 pkt 1 Ustawy może służyć zarówno celom komercyjnym, jak i niekomercyjnym. Przepis ten nie dotyczy natomiast wnętrz budynków (także o charakterze publicznym), gdyż nie spełniają one warunku otwartej przestrzeni. Każdy może korzystać z utworów trwale udostępnionych w miejscach ogólnie dostępnych. Warunkiem jest, aby nie wykorzystywał utworu do tego samego użytku.

Rzecznik stadionu: „Zastrzegliśmy jako znaki towarowe elewację stadionu, jego kubaturę, dach”.

„Wizerunek” (czyli to co widzimy przez obiektyw) Stadionu Narodowego (czyli też dach, elewacja itp.) nie był i nie jest znakiem towarowym! Wystarczy zajrzeć na stronę Urzędu Patentowego i skorzystać z wyszukiwarki znaków towarowych. Rzecznik zapomniał tam zajrzeć, ja to zrobiłem. Zarejestrowane są w sumie cztery znaki towarowe. Jeden znak słowny: „STADION NARODOWY W WARSZAWIE” (numer ochronny R.256868), jeden znak słowno-graficzny (R.223546) i dwa graficzne (R. 256870, R 256869). Zainteresowani mogą sprawdzić sami korzystając z wyszukiwarki na stronie Urzędu Patentowego.

Przez Polskę co jakiś czas przetacza się dyskusja na temat „wizerunku” różnych obiektów. Była dyskusja na temat Zamku Królewskiego w Warszawie. Pisałem o tym w „Wolność fotografowania”. Dyskutowano również o Moście Świętokrzyskim. Jeżeli nie pamiętasz? Zajrzyj do „Toscana nostra”.

Warto, też sobie przypomnieć tekst „Wpis z Wawelem w tle, czyli kolejne odczarowywanie internetowych prawd”. Tam w zasadzie znaleźć można odpowiedź na pytanie, czy rzeczywiście Katy Perry zapłaci za użycie wizerunku PGE Narodowy w swoim teledysku?

Co łączy Zamek Królewski, Wawel, Most Świętokrzyski i Stadion Narodowy w Warszawie? Ano to, że zarządcy wszystkich tych obiektów starają się nam  wmówić, że prawo panoramy jest ograniczone ze względu na zarejestrowane przez nich znaki towarowe.

PS. Prawo panoramy nie przewiduje wynagrodzenia dla twórcy utworu.
PS2. Zdjęcie na górze. Ja w San Gimignano, foto Piotr.
PS3.

Utwór zależny a inspirowany

Jak wspominałem w poprzednim wpisie zagadnienia poruszane w wyroku Sądu Apelacyjnego w Lublinie (I ACa 942/15) mogą starczyć na kilka wpisów na blogu.  Dzisiaj kolejna powtórka (bo przecież wszystko już było). Tym razem kilka uwag odnośnie utworu zależnego.

Co to jest utwór zależny?
Dziełem zależnym (opracowaniem) jest utwór, który zawiera wkład twórczy autora opracowania, w istotnym zakresie przejmuje elementy twórcze (w rozumieniu Ustawy) z utworu innego autora (utworu macierzystego).

Kiedy opracowanie lub przeróbka korzysta z ochrony prawnej?
Opracowanie, przeróbka, aby mogło stać się przedmiotem prawa autorskiego, musi wykazywać własne cechy twórcze (czyli samo musi być utworem). Zgodnie z art. 2 ust. 1 Ustawy opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.

Jak ocenić, czy dzieło jest utworem zależnym?
To, czy określone dzieło zostało stworzone na podstawie innego dzieła (czyli jest opracowaniem dzieła w rozumieniu art. 2 Ustawy) należy do sfery ustaleń faktycznych, których z natury rzeczy należy dokonać przy pomocy opinii biegłego.

Czy istnieje różnica pomiędzy utworem zależnym a utworem inspirowanym?
Tak, jednak w rzeczywistości nie jest rzeczą prostą odróżnić utwór zależny od utworu inspirowanego. Sąd Najwyższy zauważył, że “elementy utworu inspirującego w nowo powstałym utworze inspirowanym są i mogą być rozpoznawalne, ale nie dominujące, stanowiąc efekt emocjonalnego i intelektualnego impulsu wywołanego cudzym dziełem. Za kryterium rozgraniczające uznaje się w doktrynie takie twórcze przetworzenie elementów dzieła inspirującego, że o charakterze dzieła inspirowanego decydują już jego własne, indywidualne elementy, a nie elementy przejęte.”

W przypadku utworu zależnego, na jego wykonanie musimy mieć zgodę twórcy utworu pierwotnego (w innym wypadku naruszamy jego prawa). Natomiast, gdy utwór jest tylko inspirowany dziełem pierwotnym, takiej zgody nie potrzeba. W 1971 r. Sąd Najwyższy uznał, że „Inspirowany (z podniety cudzego utworu powstały) utwór tylko wtedy nie stanowi dzieła zależnego (przeróbki utworu cudzego), gdy “ma cechy samodzielnej twórczości” w tym znaczeniu, że jest na równi z utworem inspirującym dziełem oryginalnym. Oryginalność dzieła inspirowanego nie wyłącza skorzystania z tematu dzieła inspirującego, ujęcie tego tematu musi być jednak własnym, indywidualnym ujęciem autora (możliwym także przy pokrewieństwie tematycznego schematu). Brak takiego ujęcia, mimo że nowy utwór nie stanowi nawet przeróbki, pozbawia utwór inspirowany cechy oryginalności. Może to prowadzić do naruszenia osobistych i majątkowych praw autorskich autora dzieła inspirującego.”

Co z cudzymi starymi zdjęciami „opracowanymi” na nowo?
Zakwalifikowanie reprodukcji starych fotografii jako utworu zależnego wzbudza istotne trudności. W 1998 r. Ministerstwo Kultury i sztuki stwierdziło, że „Nie podlegają autorsko prawnej ochronie rekonstrukcje utworu w tym zakresie, w jakim badacz odtwarza (często dzięki niewątpliwemu procesowi twórczemu) uprzednio istniejący, pierwotny kształt utworu (…) Wysiłek skierowany jest tu nie na kreację nowej twórczej zawartości łub planu wyrażenia, nie na uwidocznienie własnej indywidualności, lecz – przeciwnie – na “usunięcie się w cień” i wyszukiwanie (rekonstrukcję) elementów cudzej twórczości.” Podobne stanowisko zaprezentował Sąd Apelacyjny w Lublinie (I ACa 942/15).

PS. Prz okazji przypominam, że ochroną prawa autorskiego nie są objęte idee i pomysły, ale ich konkretna realizacja. Pomysł, czy koncepcja, która nie została skonkretyzowana w danym utworze nie podlega ochronie. Przedmiotem ochrony jest bowiem ustalony utwór, a nie wynikająca z niego idea.

Fotografia jako utwór podlegający ochronie prawnej

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Lublinie z dnia 12 września 2016 r. (sygn. akt I ACa 942/15) to kopalnia wiedzy na temat prawa autorskiego. Nie wiem, jak to się stało, że do tej pory nie trafił na blog. Zagadnienia poruszone w tymże wyroku wystarczą nie na jeden, a na kilka wpisów, doprawdy warty poświecenia trochę czasu i głębszej analizy. Przede wszystkim jest to jeden z nielicznych wyroków, w którym sąd dokonał szerokiej analizy fotografii (zdjęcia), jako utworu w rozumieniu Ustawy. W zasadzie o wszystkim tym już pisałem na blogu, ale warto to jednak zaprezentować jeszcze raz w skondensowanej postaci w jednym miejscu.

Jakie cechy musi posiadać dzieło (spełniać warunki), aby mogło być uznane za dzieło w rozumieniu Ustawy?
Aby wytwór niematerialny mógł uzyskać kwalifikację “utworu” w rozumieniu art. 1 ust. 1 Prawa autorskiego, powinien spełniać łącznie następujące warunki:
a) stanowić rezultat pracy człowieka (twórcy),
b) stanowić przejaw działalności twórczej,
c) mieć indywidualny charakter,
d) zostać ustalony.

Czy autor musi podejmować jakieś działania, aby jego zdjęcie (przy założeniu ,że jest utworem) podlegało ochronie prawnej na podstawie Ustawy?
Ochrona twórcy przysługuje niezależnie od spełnienia jakichkolwiek formalności przez autora.

Kto decyduje, że zdjęcie jest utworem?
O tym jednak, czy dane zdjęcie jest utworem w rozumieniu cytowanej ustawy, nie decyduje wola fotografa, lecz ustalenia faktyczne.

Czy fotografowany przedmiot ma znaczenie dla oceny oryginalności zdjęcia, jako cechy utworu?
W przypadku fotografii o oryginalności dzieła nie decyduje obraz, który utrwalano, lecz sposób utrwalenia.

Czy zdjęcia pozowane mają charakter utworu?
Nie ma wątpliwości co do oryginalności utworu wtedy, gdy to fotograf kreuje rzeczywistość, którą następnie fotografuje.

A co w sytuacji, gdy fotograf nie kreuje fotografowanej rzeczywistości?
W sytuacji, gdy fotograf nie kreuje rzeczywistości, a fotografuje to, co spostrzegł, cech kreatywności należy doszukiwać się w sposobie fotografowania.

Co może przesądzać o twórczym charakterze takiego zdjęcia?
W przypadku utworów fotograficznych istnieje szczególnie wiele elementów, które mogą przesądzić o ich twórczym charakterze. Za utwór fotograficzny można uznać świadomy moment fotografowania, punktu widzenia, kompozycji obrazu (kadrowania), oświetlenia, ustalenia głębi, ostrości i perspektywy, zastosowania efektów specjalnych oraz zabiegi zmierzające do nadania fotografii określonego charakteru.

Czy możliwość uzyskania takiego samego rezultatu przez dwóch fotografów wyklucza możliwość uznania zdjęcia za utwór chroniony Ustawą?
Sąd Najwyższy uznał, ze możliwość uzyskania analogicznego rezultatu przez różnych autorów nie stanowi samodzielnej przesłanki wykluczającej przypisanie danemu przejawowi działalności twórczej charakteru indywidualnego w rozumieniu art. 1 ust. 1 Ustawy.

I to by było tyle na dzisiaj. Ciąg dalszy zapewne nastąpi. 🙂

Powtórka z powtórki

Wakacje to sezon ogórkowy. W TV same powtórki, a na nowości trzeba poczekać do jesiennej ramówki. Podobnie na F-LEX. Ciepło, wakacyjnie i brak nowych tematów, które wymagałyby natychmiastowej reakcji. Jak przystało na sezon ogórkowy zapraszam do małej powtórki dotyczącej wizerunku. Nie będzie to jednak powtórka w stylu TV, czyli powtórzony tekst, który już się ukazał na blogu.  Powtórzmy sobie pewne kwestie związane z wizerunkiem. Z pomocą przychodzi nam wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 2 kwietnia 2015 r., sygn. akt I ACa 1295/14.

  • Wizerunek, jako dobro zostało wprost wpisane w treść art. 23 k.c.
  • Gwarancje jego ochrony znalazły się też w art. 81 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. z 2006 r. Nr 90, poz. 631 z późn. zm.). Przepis ten podkreśla autonomię decydowania o zakresie i okolicznościach publicznego udostępnienia wizerunku.
  • Wkroczenie w sferę tej autonomii i rozpowszechnianie wizerunku bez gody uprawnionego stanowi o naruszeniu.
  • Na wizerunek w rozumieniu przywołanych przepisów składa się ogół zewnętrznych cech, które charakteryzują daną osobę. Innymi słowy, wizerunek definiowany jest jako wygląd człowieka, jego podobizna, jego obraz fizyczny. Według niektórych poglądów wyrażanych w piśmiennictwie i judykaturze w te ramy włączyć można dodatkowe elementy związane z wykonywanym zawodem, jak charakteryzacja, ubiór, sposób poruszania się czy inne elementy identyfikujące, np. okulary, fryzura czy nawet szczególna linia profilu bądź charakterystyczny cień. W każdym przypadku chodzi o cechy zewnętrznie dostrzegalne, immanentnie związane z konkretną osobą fizyczną, dla niej znamienne i wyróżniające ją spośród innych.
  • Za wizerunek w podanym znaczeniu nie można zatem uznać sposobu postrzegania i oceny danej osoby w odbiorze społecznym (jej życiorysu, cech charakteru, postępowania itp).
  • Podmiotem prawa do wizerunku jest konkretna osoba, której podobiznę przedstawiono. Ustawa nie dopuszcza, aby podmiotem takim mógł stać się ktoś inny.

I to by było o na tyle. 🙂

Na temat wizerunku sporo było wpisów na blogu. Wystarczy zajrzeć do:

Alfabet F-LEXa. W jak wizerunek.
O czym warto pamiętać publikując cudzy wizerunek?
Wizerunek wizerunkowi nierówny
Wizerunek firmy
Psi wizerunek
Lajk a wizerunek
Wizerunek małolata
„Wizerunek nieruchomości”
Sprzedajemy cudzy wizerunek
Mój wizerunek, moja krzywda
Cześć
Ochrona wizerunku po śmierci
Być jak celebryta
Kciuk do góry
Ochrona wizerunku

i wielu innych notek, które łatwo odnajdziecie za pomocą wyszukiwarki na blogu.

Sprawa selfie makaka trafiła na wokandę

Pamiętacie selfie sympatycznego makaka? Rok temu cały świat się rozpisywał na ten temat. W tym względzie F-LEX nie był oryginalny, bo też poczynił na ten temat notkę. Kto nie pamięta sprawy lub o czym pisałem wtedy na blogu niech zajrzy do tekstu „Makak i jego selfie”. Media i portale społecznościowe żyły sprawą przez kilka dni, a potem o sprawie zapomniały. O makaku przypomniała trzy dni temu witryna www.petapixel.com. bowiem zdjęcie sympatycznego makaka stało się powodem procesu sądowego w USA o prawa autorskie do selfie.
Organizacja PETA (przypadkowa zbieżność z witryną) wystąpiła we wrześniu 2015 r. z pozwem przeciwko właścicielowi aparatu z wnioskiem o uznanie, że prawa autorskie do zdjęcia powinny należeć do makaka, a nie do właściciela aparatu, co skutkować musi, że wszelkie wpływy osiągane ze zdjęcia powinny być należne makakowi. Iście amerykański proces. Wiem, brzmi niedorzecznie, a jednak to prawda. Kto nie wierzy, niech zajrzy TUTAJ, gdzie opublikowana jest treść pozwu, złożonego w imieniu sześcioletniego makaka Naruto. Pozew jest o tyle dziwaczny, że w przypadku prawa amerykańskiego, podobnie jak prawa polskiego, utwór może być jedynie przejawem działalności ludzkiej. Jak podaje za “The Washington Post” petapixel.com pełnomocnik fotografa w odpowiedzi na pozew poza zarzutami natury prawnej, dotyczącej możliwości przyznania praw autorskich małpie, poddaje pod wątpliwość czy małpa widniejąca na zdjęciu, to rzeczywiście makak Naruto, w imieniu którego złożono pozew. Zapewne będę do niego wracał, gdy pojawią się tylko nowe wieści.
U.S. Copyright Office już w zeszłym roku wypowiedziała się w kwestii możliwości rejestracji praw autorskich do tego selfie. Stanowisko było jednoznaczne. Ani makak, ani fotograf nie ma praw autorskich do zdjęcia. Zajrzyjcie do punktu 503.03.(a) kompendium prawa autorskiego.

A jak to wygląda u nas? Zgodnie z polskim prawem „Wytwór niematerialny, aby uzyskać kwalifikację utworu musi spełniać łącznie następujące przesłanki: stanowić rezultat pracy człowieka, stanowić przejaw działalności twórczej, mieć indywidualny charakter i zostać ustalony. W dziedzinie fotografii z uwagi na jej zasadniczo odtwórczy charakter, za “twórczość” w rozumieniu art. 1 ust. 1 u.p.a.p.p. można uznać świadomy wybór momentu fotografowania, punktu widzenia, kompozycji obrazu, oświetlenia, i.t.p., które to działania nadają fotografii indywidualne piętno” (z uzasadnienia wyroku Sądu Apelacyjnego w Krakowie, sygn. akt IACa 1433/14). Jeżeli więc Twój kot, pies, aligator, czy jakikolwiek inny zwierzak zrobi sobie selfie, to zapewne nie będzie to utwór w rozumieniu Ustawy.

Nielegalne oprogramowanie a prawo autorskie majątkowe

Nie tak dawno czytelniczka na blogu zadała pytania odnośnie praw autorskich do zrobionych przez nią zdjęć, które zostały wywołane za pomocą nielegalnego oprogramowania. Czytelniczka pyta m.in.:

„Czy mam prawo czerpać korzyści majątkowe ze zdjęć obrobionych i grafik, które kiedyś tworzyłam na programach graficznych bez licencji? Wiem, że w Polsce korzystanie i posiadanie programu jest karalne, ale co w przypadku utworów czy są chronione, jeśli mają poszlaki informacyjne o nielegalnym programie?”

Temat ten był już na blogu poruszany, ale skoro jest pytanie, to będzie też odpowiedź. Pierwsza wskazówka, to przypomnienie, że warto zajrzeć do tekstu „Cuius regio, eius religio”. Tam zajmowałem się kwestią praw autorskich do zdjęć zrobionych pożyczonym czy też ukradzionym aparatem fotograficznym, ale padła również odpowiedź na pytanie czytelniczki.

Prawa majątkowe do zdjęć (w zasadzie do każdego utworu, a nie tylko do zdjęć ) związane są ściśle z osobą twórcy, a nie z właścicielem przedmiotów (aparatu fotograficznego, oprogramowania itp.) wykorzystywanych do ich powstania. Oczywiście są wyjątki, np. kwestia praw autorskich majątkowych do zdjęć zrobionych w ramach stosunku pracy. Jeżeli ktoś nie pamięta, to zachęcam do zapoznania się z tekstem „Impreza integracyjna”. Fakt obróbki zdjęć na nielegalnym oprogramowaniu nie wpływa jednak na kwestię autorskich praw majątkowych do nich. Czytelniczka nadal jest prawowitym właścicielem zdjęć.

Co do obaw dotyczących odpowiedzialności karnej. Zgodnie z art. 278 § 2 kodeksu karnego ten, kto bez zgody osoby uprawnionej uzyskuje cudzy program komputerowy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Więcej na ten temat znajdziecie w „Kto pójdzie siedzieć”.

Od kiedy można spać spokojnie? Od momentu, kiedy czyn się przedawni. W tym wypadku jest to 10 lat od jego popełnienia.

PS. Dobra wiadomość dla czytelniczki. Jeżeli nie była świadoma, że oprogramowanie było nielegalne, to nie zostały spełnione znamiona strony podmiotowej przestępstwa określonego w art. 278 § 2 kodeksu karnego. Potwierdzenie tej tezy można znaleźć w orzeczeniu Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 24.01.2013 r. sygn. akt II AKa 495/12. Sąd ten uznał, że w przypadku przestępstwa z art. 278 § 2 k.k. sprawca musi mieć pełną świadomość, że jego zachowanie stanowi uzyskanie bez zgody uprawnionej osoby programu komputerowego i chcieć tego.

Prawo cytatu po nowemu

Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego rozpoczął konsultacje społeczne w zakresie projektu zmian do Ustawy. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do strony „Prawo autorskie i medialne“, gdzie znajdzie wszystkie materiały w tej sprawie. Moim celem nie jest skomentowanie całego projektu. Chciałbym dzisiaj tylko zwrócić uwagę na zmianę dotyczącą prawa cytatu. Swego czasu pisałem na F-LEX o prawie cytatu i przedstawiłem swoje stanowisko w zakresie prawa cytatu utworu fotograficznego. Tych którzy nie czytali lub nie pamiętają odsyłam do tekstu „Wróg publiczny”.

Dzisiejsza regulacja w zakresie prawa cytatu (art. 29 ust. 1 Ustawy) brzmi następująco:

„Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości.”

Proponowane brzmienie art. 29 Ustawy:

„Wolno w ramach samoistnej całości cytować rozpowszechnione utwory, w zakresie uzasadnionym uczciwymi zwyczajami oraz specyficznymi celami cytatu, w szczególności wyjaśnieniami, polemiką, analizą krytyczną i naukową, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości, w tym parodii, karykatury i pastiszu.”

 Powodem zmian jest dostosowanie naszej Ustawy do postanowień dyrektywy 2001/29/WE z dnia 22 maja 2001 r. Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym. Czy fotograf będzie czuł się po tej zmianie bezpieczniej? Raczej nie. Zwłaszcza, jak zajrzy do uzasadnienia projektu (str. 18).

„Z treści art. 29 pr. aut. usunięte także zostanie ograniczenie cytowania wyłącznie do „urywków utworów i drobnych utworów w całości”. Powyższy zabieg spowoduje, iż przepis będzie miał zastosowanie do wszystkich utworów z wszystkich dziedzin twórczość, w szczególności stworzy możliwość posłużenia się cytatem w postaci całego utworu plastycznego lub fotograficznego”.

Jedno co może cieszyć to fakt, że z powyższego uzasadnienia wynika, że mój dotychczasowy opór przeciwko prawu cytatu w fotografii ma, na dzień dzisiejszy, uzasadnienie w przepisach Ustawy. Żadna to satysfakcji, gdy nowa regulacja ma rozwiać wszelkie wątpliwości w tym zakresie i dopuścić „cytat fotograficzny”. Skoro przepis wyraźnie dopuści cytat fotograficzny, to wszelkie spory będą teraz się musiały skupiać na kwestii, czy zachodziły przesłanki do zastosowania prawa cytatu utworu fotograficznego. Przedstawiony projekt idzie z duchem dyrektywy, ale obawiam się, że w rzeczywistości może „zachęcać” do jeszcze większego nadużywania prawa cytatu. Obecna regulacja wskazuje wyraźnie cele w jakich można korzystać z prawa cytatu („w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości”), natomiast projekt (implementując dyrektywę) odwołuje się do pojęcia „specyficzne cele cytatu”. Wymienione w projektowanym przepisie cele są jedynie celami przykładowymi, nie jest to lista zamknięta (jak w obecnej regulacji).

Oczywiście w przypadku sporu sądowego nie fotograf będzie musiał udowodnić, że nie zaszły przesłanki do zastosowania prawa cytatu. To cytujący będzie musiał wykazać, że korzystał ze zdjęcia w ramach prawa cytatu, to znaczy w zakresie uzasadnionym uczciwymi zwyczajami oraz specyficznymi celami cytatu. Ogromne pole do popisu dla prawników i jeszcze większe wyzwanie dla sądów. Obie przesłanki niezdefiniowane ani w Ustawie, ani w innych przepisach prawa! Wygląda na to, że praktyka i orzecznictwo sądowe będą grały pierwsze skrzypce. Byle na tym nie ucierpieli fotografowie.

 

Aktywny link na stronie

Sprawą linkowania do utworów chronionych prawem zajmował się niedawno Trybunał Sprawiedliwości. W dniu 13 lutego 2014. ogłosił on wyrok w sprawie pod sygnaturą C-466/12, w którym stwierdził, że nie stanowi czynności publicznego udostępnienia, w rozumieniu w rozumieniu art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29 w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym, na stronie internetowej linków, na które można kliknąć, odsyłających do utworów chronionych ogólnie dostępnych na innej stronie internetowej. Co to oznacza w praktyce? Jeżeli ktoś na swoim blogu zalinkuje ten tekst (uwaga: nie wklei tekstu, a jedynie zapoda aktywny link do niego), to nie naraża się ani na spotkanie z autorem F-LEXa, ani na spotkanie z Temidą. 🙂 Trybunał Sprawiedliwości podkreślił, że udostępnienie odnośnych utworów za pośrednictwem linka, na który można kliknąć nie prowadzi (z zasady) do udostępnienia odnośnych utworów nowej publiczności. Jeżeli bowiem publicznością, do której skierowane było pierwotne udostępnienie, byli wszyscy potencjalni odbiorcy danej strony, to wszyscy internauci mogli więc mieć do niego wolny dostęp. Także ci, którzy trafili tam dzięki linkowi umieszczonemu na innej stronie. Skoro F-LEX jest ogólnodostępny i każdy użytkownik Internetu może tu trafić, to inne osoby maja prawo do umieszczania linka do tekstów F-LEXa na swoich stronach czy blogach. Czy w takim razie jest możliwa sytuacja, że wrzucenie aktywnego linku na swojej stronie do czyjegoś utworu, będzie jednak naruszeniem prawa autorskiego? Tak. Trybunał Sprawiedliwości wskazuje, że taka sytuacja będzie miała miejsce, gdy:

„link, na który można kliknąć umożliwia użytkownikom strony internetowej, na której link ten się znajduje obejście ograniczeń zastosowanych przez stronę, na której znajduje się chroniony utwór w celu ograniczenia dostępu publiczności jedynie dla klientów tejże strony i, w ten sposób, stwarza interwencję, bez której użytkownicy ci nie mogliby korzystać z utworów rozpowszechnionych, wszystkich tych użytkowników należy uważać za nową publiczność, która nie była brana pod uwagę przez podmioty prawa autorskiego, gdy udzielały one zezwolenia na pierwotne udostępnienie, tak że zezwolenie podmiotów prawa autorskiego jest wymagane dla takiego publicznego udostępnienia. Jest tak, w szczególności, w przypadku, gdy utwór nie jest już do dyspozycji publiczności na stronie internetowej, na której został pierwotnie udostępniony lub gdy jest on dostępny, ale teraz jedynie dla ograniczonej publiczności, podczas gdy na innej stronie internetowej jest on dostępny bez zezwolenia podmiotów prawa autorskiego”

Zakazane jest więc podawanie linków do treści (utworów), które nie są powszechnie dostępne dla wszystkich. Przykładowo nie można podlinkować treści artykułu zamieszczonego w serwisie płatnym, do którego dostęp mają tylko prenumeratorzy. Albo jeżeli ktoś otrzymał ode mnie link do moich zdjęć na Flickr, które z jakiś tam względów postanowiłem nie udostępniać wszystkim (Flickr akurat daje takie możliwości i można wybrać sobie krąg odbiorców) i zamieści ten link na swojej stronie, to wtedy jak wynika z wyroku Trybunału Sprawiedliwości będzie publicznie rozpowszechniał moje zdjęcia, a tym samym naruszał moje prawa.

PS. Korzystając z prawa, o którym dzisiaj pisałem oraz z faktu, że nie naruszam praw Ewy informuję, że tutaj znajdziecie fajny tekst o “Diable na futrynie”. Nie zapodam Wam natomiast żadnego linka do tekstów Davida Notona, jakie ukazały się np. w „Chasing the Light Magazin, Issue 34“, bo byłoby to niezgodne z prawem. Prawo prawem, ale akurat Noton zabezpieczył się od strony technicznej przed takim nielegalnym linkowaniem, więc nawet jakbym bardzo chciał, to nie udałoby się Wam dotrzeć do treści.  ;-).

PS2. Ciekawe, czy w związku z cytowanym orzeczeniem Trybunału Sprawiedliwości swoje stanowisko zmieni Sąd Najwyższy w zakresie deep linka, o którym pisałem w „Deep throat”.