Prawo panoramy w Europie

Prawo panoramy określone w art. 33 pkt 1 Ustawy zezwala w zasadzie na nieograniczone rozpowszechnianie zdjęć czy filmów, na których znajdują się utwory wystawione na stałe w miejscach publicznych. Przepis ten stanowi implementację do polskiego systemu prawnego postanowień art. 5 ust. 3 lit. h dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2001/29/WE z dnia 22.05.2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym.
Przepis dyrektywy stanowi, że państwa członkowskie mogą przewidzieć wyjątki lub ograniczenia w odniesieniu do praw określonych w art. 2 i 3 dyrektywy m.in. w zakresie korzystania z utworów takich jak utwory architektoniczne lub rzeźby, wykonanych w celu umieszczenia ich na stałe w miejscach publicznych. Mogą, ale nie muszą. Przepis dotyczący swobody prawa panoramy nie jest bowiem obligatoryjny. Ustawodawca europejski zostawił w tym zakresie wolną rękę poszczególnym ustawodawcom krajowym. Przepis dyrektywy nie daje nam prawa ani pewności, że zdjęcie utworu wystawionego na stałe w miejscach publicznych w państwie X będziemy swobodnie rozpowszechniać w oparciu o prawo panoramy.

Freedom of Panorama in Europe NC.svg

Wolność panoramy w Europie
PCC-BY SA, https://en.wikipedia.org/wiki/Freedom_of_panorama#/media/File:Freedom_of_Panorama_in_Europe_NC.svg

Legenda:
ciemnozielony – wolność panoramy dozwolona w szerokim zakresie,
jasnozielony – można publikować jedynie fotografie budynków,
żółty – fotografie można wykorzystywać tylko w celach niekomercyjnych,
czerwony – brak dozwolonego użytku wolności panoramy.

Jak widać z powyższej mapy Europa jest podzielona. I nie ma tu mowy o polityce, a o przepisach dotyczących wolności panoramy. Ograniczenia i restrykcje nie wprowadziła jednak „zła Unia”, a poszczególne państwa członkowskie, które na szczeblu krajowych parlamentów regulują te zasady. Występowanie restrykcyjnych przepisów odnośnie prawa panoramy w danym kraju nie jest równoznaczne z zakazem fotografowania. Nikt nie zabrania robić zdjęć. Jednak przed publikacją zdjęcia, na którym widnieje np. utwór architektoniczny lub rzeźba musimy zastanowić się, czy publikując to zdjęcie nie rozpowszechniamy cudzego utworu bez zgody jego autora. W szczególności w dwójnasób powinno się to sprawdzić w przypadku chęci wykorzystania zdjęcia w sposób komercyjny.

Co z tą Polska? Polska „jest na zielono” na mapie, bo mamy art. 33 pkt 1 Ustawy, który wprowadził swobodę korzystania z przestrzeni publicznej, w której znajdują się utwory objęte ochroną. Musimy jednak pamiętać, ze przepis ten nie dotyczy wnętrz budynków, nawet jeżeli mają one charakter publiczny. W literaturze przedmiotu przyjmuje się, że nie spełniają one warunku otwartej przestrzeni i w takim przypadku do rozpowszechniania utworu potrzebna jest zgoda podmiotu uprawnionego z tytułu autorskich praw majątkowych, a także samego właściciela budynku. Jeżeli chodzi o miejsce, z którego robiona jest fotografia, to przyjmuje się że swoboda prawa panoramy nie dotyczy jedynie sytuacji, gdy zdjęcie zrobione jest z miejsca, do którego nie ma publicznego dostępu. Nie uważa się za miejsce do którego nie ma dostępu publicznego przestrzeni powietrznej. Traktuje się ją jako miejsce, do którego dostęp jest ściśle limitowany, ale istnieje. Zapewne jest to istotne dla latających filmowców i fotografów. 😉

 

Fotografia jako utwór podlegający ochronie prawnej

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Lublinie z dnia 12 września 2016 r. (sygn. akt I ACa 942/15) to kopalnia wiedzy na temat prawa autorskiego. Nie wiem, jak to się stało, że do tej pory nie trafił na blog. Zagadnienia poruszone w tymże wyroku wystarczą nie na jeden, a na kilka wpisów, doprawdy warty poświecenia trochę czasu i głębszej analizy. Przede wszystkim jest to jeden z nielicznych wyroków, w którym sąd dokonał szerokiej analizy fotografii (zdjęcia), jako utworu w rozumieniu Ustawy. W zasadzie o wszystkim tym już pisałem na blogu, ale warto to jednak zaprezentować jeszcze raz w skondensowanej postaci w jednym miejscu.

Jakie cechy musi posiadać dzieło (spełniać warunki), aby mogło być uznane za dzieło w rozumieniu Ustawy?
Aby wytwór niematerialny mógł uzyskać kwalifikację “utworu” w rozumieniu art. 1 ust. 1 Prawa autorskiego, powinien spełniać łącznie następujące warunki:
a) stanowić rezultat pracy człowieka (twórcy),
b) stanowić przejaw działalności twórczej,
c) mieć indywidualny charakter,
d) zostać ustalony.

Czy autor musi podejmować jakieś działania, aby jego zdjęcie (przy założeniu ,że jest utworem) podlegało ochronie prawnej na podstawie Ustawy?
Ochrona twórcy przysługuje niezależnie od spełnienia jakichkolwiek formalności przez autora.

Kto decyduje, że zdjęcie jest utworem?
O tym jednak, czy dane zdjęcie jest utworem w rozumieniu cytowanej ustawy, nie decyduje wola fotografa, lecz ustalenia faktyczne.

Czy fotografowany przedmiot ma znaczenie dla oceny oryginalności zdjęcia, jako cechy utworu?
W przypadku fotografii o oryginalności dzieła nie decyduje obraz, który utrwalano, lecz sposób utrwalenia.

Czy zdjęcia pozowane mają charakter utworu?
Nie ma wątpliwości co do oryginalności utworu wtedy, gdy to fotograf kreuje rzeczywistość, którą następnie fotografuje.

A co w sytuacji, gdy fotograf nie kreuje fotografowanej rzeczywistości?
W sytuacji, gdy fotograf nie kreuje rzeczywistości, a fotografuje to, co spostrzegł, cech kreatywności należy doszukiwać się w sposobie fotografowania.

Co może przesądzać o twórczym charakterze takiego zdjęcia?
W przypadku utworów fotograficznych istnieje szczególnie wiele elementów, które mogą przesądzić o ich twórczym charakterze. Za utwór fotograficzny można uznać świadomy moment fotografowania, punktu widzenia, kompozycji obrazu (kadrowania), oświetlenia, ustalenia głębi, ostrości i perspektywy, zastosowania efektów specjalnych oraz zabiegi zmierzające do nadania fotografii określonego charakteru.

Czy możliwość uzyskania takiego samego rezultatu przez dwóch fotografów wyklucza możliwość uznania zdjęcia za utwór chroniony Ustawą?
Sąd Najwyższy uznał, ze możliwość uzyskania analogicznego rezultatu przez różnych autorów nie stanowi samodzielnej przesłanki wykluczającej przypisanie danemu przejawowi działalności twórczej charakteru indywidualnego w rozumieniu art. 1 ust. 1 Ustawy.

I to by było tyle na dzisiaj. Ciąg dalszy zapewne nastąpi. 🙂

Zmiany w prawie dla latających fotografów cz. 1

Już niebawem wchodzą w życie długo oczekiwane przez miłośników latania i fotografowania zmiany w przepisach prawa lotniczego.  W Dzienniku Ustaw z dnia 23 sierpnia 2006 r. pod pozycją 1317 opublikowano (czasami jednak coś publikują 😉 Rozporządzenie Ministra Infrastruktury i Budownictwa z dnia 8.08.2016 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie wyłączenia zastosowania niektórych przepisów ustawy – Prawo lotnicze do niektórych rodzajów statków powietrznych oraz określenia warunków i wymagań dotyczących używania tych statków.

„Droniarzy” interesował przede wszystkim załącznik nr 6, który określał zasady latania kopterami. Załącznik ten dotyczył zarówno tych, którzy latali zarobkowo, jak także tych co robili to dla zabawy czy sportu. Obecna nowela reguluje osobno zasady latania w celach rekreacyjnych lub sportowych oraz zasady latania w innych  celach niż rekreacyjne lub sportowe. Dzisiaj kilka słów o najistotniejszych zmianach w prawie dla tych, co latają dla fanu, a nie dla pieniędzy (czyli w celach rekreacyjnych lub sportowych).

Największe zmiany dotyczą zasad wykonywania lotów.  Zasady te zostały troszkę „poluzowane”, zwłaszcza w zakresie latania w strefie CTR (strefa kontrolowana lotniska) oraz ATZ (strefa ruchu lotniskowego).  Nie zmieniono ogólnej zasady, że w strefie CTR można latać na warunkach określonych przez służby ruchu lotniczego, a w strefie ATZ za zgodą zarządzającego daną strefą i na warunkach przez niego określonych. Wprowadzono jednak pewne wyłączenia i właśnie one mogą nas interesować. Mianowicie każdy, kto ma kopter o masie startowej nie przekraczającej 0,6 kg i wykonuje lot w odległości większej niż 1 km od granicy lotniska lub poza terenem obiektów chronionych przez strefę P (Prohibited Area – strefa zakazana) do wysokości nie większej niż 30 m lub do wysokości najwyższej przeszkody takiej jak drzewa lub obiekty budowlane znajdujące się w promieniu do 100 m od operatora, może to robić bez konieczności uzyskania zgody.

W zasadzie nadal nie będzie można latać w mieście, gdyż latając należy zachować odległość poziomą nie mniejszą niż 100 m od granic zabudowy miejscowości, miast, osiedli lub od zgromadzeń osób na wolnym powietrzu, jak również odległość poziomą nie mniejszą niż 30 m od osób, pojazdów, obiektów budowlanych niebędących w dyspozycji lub pod kontrolą operatora. Także od tej zasady jest wyjątek i dotyczy on kopterów o masie startowej nie większej niż 0,6 kg. Tak więc od 7 września 2016 r. Jaś latający swoim małym „dronem” w parku przestanie być przestępcą. Niestety DJI Phantom ze względu na swoją wagę nie załapał się na powyższe wyłączenia. Phantomem amatorsko nie polatamy legalnie w mieście.

Kopterem o wadze nie większej niż 25 kg (tu łapie się Phantom) przy spełnieniu pewnych warunków będzie można za to bez dodatkowych zgód latać  w strefie CTR i ATZ. Warunki są dwa. Latamy w odległości większej niż 6 km od lotniska i  nie wyżej niż 100 m nad poziomem terenu.

Rekreacyjnie lub dla sportowo nie latamy nad:
1) terenami zamkniętymi, o których mowa w art. 2 pkt 9 ustawy z dnia 17 maja 1989 r. – Prawo geodezyjne i kartograficzne (Dz. U. z 2015 r. poz. 520, 831, 1137 i 2281 oraz z 2016 r. poz. 65, 352, 585, 903 i 1250);
2) obiektami jądrowymi, o których mowa w art. 3 pkt 17 ustawy z dnia 29 listopada 2000 r. – Prawo atomowe (Dz. U. z 2014 r. poz. 1512, z 2015 r. poz. 1505 i 1893 oraz z 2016 r. poz. 266);
3) obszarami, obiektami i urządzeniami, o których mowa w art. 5 ust. 1 i 2 ustawy z dnia 22 sierpnia 1997 r. o ochronie osób i mienia (Dz. U. z 2014 r. poz. 1099, z 2015 r. poz. 1505 oraz z 2016 r. poz. 65 i 904).

PS. Tutaj znajdziesz w trybie zmian porównanie obecnego i wchodzącego w życie 7.09.2016 r. załącznika nr 6.

Świento prawda, tys prawda i gówno prawda

Kultura Web 2.0 powraca. Powraca tym razem na łamach Innpolad.pl w artykule, który moim zdaniem w swoim wydźwięku jest bardziej szkodliwy, niż działanie opisanej bohaterki, która mimo wszystko działa w ramach obowiązującego prawa.

Autor tekstu zajmuje się copyright trollingiem. Wyjaśnia on, że polega to na dochodzeniu odszkodowania z tytułu naruszenia praw autorskich, które nastąpiło nieświadomie i w celach społecznie pożytecznych. Autor podnosi przy tym, ze „Roszczenia takie są w wysokości nieadekwatnej do powstałej szkody. W przypadku wykorzystania zdjęcia bez zgody autora, ten ma prawo domagać się trzykrotności stosownego wynagrodzenia.” W tekście cytowany jest także Michał Kanownik, prezes ZIPSEE Cyfrowa Polska, który twierdzi, że: „Prawo autorskie, niestety, nie przystaje do warunków cyfrowej rzeczywistości i znajdują się zawsze ludzie, którzy chętnie wykorzystują taka sytuację . (…) Jednocześnie prawo autorskie poprzez ogromną liczbę drobnych nowelizacji stało się bardzo skomplikowane i niejasne. Nawet prawnicy mają wątpliwości odnośnie wielu zapisów a co dopiero “szary obywatel””. Doprawdy przypomina to opisaną już kiedyś przeze mnie Kulturę  Web 2.0.  Ciekawe, czy w ten sam sposób uda się panom przekonać skarbówkę do niepłacenia podatków? W końcu prawo autorskie, w porównaniu z prawem podatkowym, to przysłowiowa bułka z masłem.

Cóż oznacza „Wyznaję generalną zasadę: prawo autorskie musi chronić prawa twórców do swojej własności, ale jednocześnie musi gwarantować odpowiedni dostęp do treści dla konsumentów”? Święte prawo własności dotyczy nie tylko samochodu, czy mieszkania autora tekstu czy też prezes ZIPSEE Cyfrowa Polska. Panowie zapewne byliby oburzeni, gdyby ktoś „nieświadomie pożyczył” sobie ich samochód tłumacząc koniecznością dostępu dla szeroko pojętego konsumenta. Wszak nie wszyscy mają samochody. Na upartego krótkotrwały zabór pojazdu, to też konsumpcja. I tu nie chodzi o ślepe wyznawanie przeze mnie zasady dura lex, sed lex. Zadziwiające jest bowiem dosyć frywolne podejście do kwestii ochrony praw autorskich. Piętnuje się fotografa, który dochodzi swoich praw w sądzie, natomiast usprawiedliwia naruszyciela.

Fakt niepodpisywania zdjęć publikowanych w Internecie nie może być rozgrzeszeniem dla naruszyciela. Siódme przykazanie brzmi „nie kradnij” i dotyczy także zdjęć! Posłużę się przykładem motoryzacyjnym. Z faktu, że na parkingu stoi zaparkowany kabriolet z włączonym silnikiem, a dookoła nie ma żywej duszy nie oznacza, że można sobie wsiąść do niego i odjechać w siną dal.  A tak właśnie robią ci wszyscy, którzy korzystają z cudzych zdjęć publikowanych w Internecie, także ci korzystający „w celach społecznie pożytecznych”.

Nie ma również najmniejszego znaczenia z jakich środków finansowany jest naruszyciel praw. Chociaż autor omawianego tekstu widzi to chyba inaczej: „Jak dowiedzieliśmy się anonimowo od przedstawiciela jednego z pozwanych podmiotów, dla całej organizacji był to ogromny szok. Instytucja jest finansowana ze środków publicznych i wysokość roszczenia była szokująco duża. W przypadku organizacji utrzymywanej z pieniędzy podatnika, za copyright trolling płacimy wszyscy.” Proponowałbym spojrzeć na to z innej strony. Ze środków publicznych finansowane są osoby, które naruszają prawo, i to my wszyscy płacimy za ich niekompetencję.

Swoją drogą dobrze jest również znać się na tym, o czym się pisze. Mam spore wątpliwości co do wiedzy autora tekstu na temat prawa autorskiego, o czym może świadczyć poniższy cytat:

„Ostatnio domagała się od Krakowskiej Fundacji Filmowej kwoty 15 tysięcy złotych. Instytucja umieściła na swojej stronie zdjęcie znanego reżysera, które wykonała fotografka. Jak utrzymuje, fundacja bezprawnie wykorzystała jej dzieło. Rozgoryczenie fotografki byłoby zrozumiałe, gdyby nie to, że sama to zdjęcie podarowała pracownikowi fundacji z osobistą dedykacją.”

Było o tym na blogu wiele razy, więc nie będę się rozpisywał. Zajrzyjcie do tekstu „Odbitki wujka Leona”. Dam tylko prosty przykład. Kupując egzemplarz książki nabywam prawo do tego egzemplarza, ale nie upoważnia mnie to do rozporządzania prawami autorskimi do dzieła w nim opublikowanego. Mogę sprzedać lub pożyczyć książkę koledze, ale nie mogę wydrukować 10.000 kolejnych egzemplarzy, czy udzielić licencji do utworu. Tak samo jest z tym zdjęciem z dedykacją. Proszę sobie postawić je na biurku!

Niby rannych się nie dobija, ale mus jest. Nieżyjący i nieodżałowany ks. Józef Tischner kiedyś napisał: Są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda. Poniższy cytat z artykułu opublikowanego 24.08.2016 r. należy zakwalifikować do trzeciej z prawd.

W przypadku wykorzystania zdjęcia bez zgody autora, ten ma prawo domagać się trzykrotności stosownego wynagrodzenia.

Art. 79 pkt 3 lit. b częściowo został uznany za niezgodny z art. 64 ust. 1 i 2 w zw. z art. 31 ust. 3 w zw. z art. 2 Konstytucji RP, wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z dnia 23 czerwca 2015 r. sygn. akt SK 32/14 (Dz.U.2015.932) z dniem 1 lipca 2015 r. Zgodnie z tym wyrokiem wymieniony wyżej przepis traci moc w zakresie, w jakim uprawniony, którego autorskie prawa majątkowe zostały naruszone, może żądać od osoby, która naruszyła te prawa, naprawienia wyrządzonej szkody poprzez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej – w przypadku gdy naruszenie jest zawinione – trzykrotności stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu. Czytelnicy bloga, którzy czytali  tekst „Trybunał Konstytucyjny a prawa fotografa” o tym wiedzą, ale autor z Innpoland już nie.

PS.

We wpisie z 10.03.2016 r. “Siódme – nie kradnij” opisałem sprawę, do której odwołuje się tekst z Innpoland.

RAW

Dzisiaj kilka słów o tym, że RAWy są potrzebne fotografowi nie tylko do pracy. Przekonał się o tym jeden z fotografów przegrywając sprawę w sądzie, bo nie umiał dowieść swojego autorstwa zdjęć. Musimy pamiętać, że żądając od sądu ochrony swoich słusznych praw mamy obowiązek wykazania faktów, z których wywodzimy skutki prawne. Ostatecznie sprowadza się do przedstawienia dowodów, z których wynikają podlegające udowodnieniu fakty. Konsekwencją niewykazania, że się jest autorem zdjęć, które osoba trzecia bezprawnie wykorzystała, będzie przegranie procesu. Czy umieszczenie na własnej stronie internetowej zdjęcia dowodzi, że jesteśmy jego autorem? Wcale nie musi. Nie mamy gwarancji, że na wszystkich autorskich stronach w Internecie pojawiają się tylko zdjęcia wykonane przez właścicieli tychże strony. Na niejednym forum były opisywane sytuacje, gdy ktoś reklamując własne usługi fotograficzne umieścił zdjęcia cudzego autorstwa, najczęściej bezprawnie ściągnięte z zagranicznych portali. Co jest więc najlepszym dowodem w sądzie? W przypadku fotografii analogowej oczywiście negatyw zdjęcia, a w przypadku fotografii cyfrowej – negatyw cyfrowy, czyli oryginalny RAW lub oryginalny JPG. Sąd Apelacyjny w Szczecinie (sygn. akt I ACa936/14) powtórzył za opinią biegłego, że formatem zapisu cyfrowego mogącym świadczyć o autorstwie obrazu jest format RAW, który można traktować jak posiadanie analogicznej kliszy fotograficznej. W sprawie szczecińskiej przedstawione przez fotografa pliki nie zawierały wyjściowych metadanych, były to już pliki zawierające przetworzony obraz ze zmienionymi metadanymi. Zdarza się każdemu ( a zwłaszcza tym, którzy nie korzystają z Lightrooma), że nie pracuje na kopii pliku, a wprost na oryginalnym pliku. I co wtedy? Wtedy właśnie z pomocą może przyjść biegły informatyk, którego zadaniem będzie zbadanie dysku, na którym znajduje się „nadpisany” oryginalny plik oraz określenie kiedy zdjęcie zostało wykonane, ustalenie zakresu i dat procesów obróbki. Tak na marginesie warto zauważyć, że oryginalnych plików RAW-ów lub JPG w zasadzie nie ma nikt, poza tymi, którzy nie zdążyli jeszcze zrzucić zdjęć na dysk i nie sformatowali karty pamięci. „Zrzucone zdjęcia” na dysk to już nie oryginał, a ich kopia. Spokojnie dla celów dowodowych taka kopia RAW-a lub JPG-a jest w zupełności wystarczająca. 🙂 Fotograf ze sprawy szczecińskiej niestety nie dysponował takimi plikami, a z jakichś względów nie chciał pokazać biegłemu komputera (nie wnikam). Tak więc RAW i JPG prosto z puszki, to nie tylko materiał wyjściowy do wywołania super zdjęcia, ale także ewentualny dowód w sprawie sądowej. I to jest jeszcze jeden powód do pracy na kopiach, a nie bezpośrednio na pliku prosto z puszki.

PS. Przypominam również o art. 8 ust. 2 Ustawy. Domniemywa się, że twórcą jest osoba, której nazwisko w tym charakterze uwidoczniono na egzemplarzach utworu lub której autorstwo podano do publicznej wiadomości w jakikolwiek inny sposób w związku z rozpowszechnianiem utworu. To może jednak warto polubić znak wodny? Post scriptum to efekt pewnej refleksji sądu zawartej w cytowanym dzisiaj wyroku.

Marginalnie dodać jedynie należy, że zgodzić się należy z Sądem Okręgowym również i w tym zakresie, iż przeprowadzone postępowanie dowodowe wykazało, że pozwany nie miał wiedzy co do tego, kto jest autorem zdjęcia, jak również nie posiadał możliwości dokonania ustaleń w tym zakresie, a to – wobec faktu, że zdjęcie widniało na różnych witrynach stron internetowych – uzasadniało podejrzenie, że zdjęcie to może być rozpowszechniane nieodpłatnie. Pozwany zatem co najwyżej powinien był przewidywać, że może naruszyć czyjeś majątkowe prawa autorskie. Pozwanemu nie można natomiast przypisać winy umyślnej, stąd ewentualne odszkodowanie mogło zostać ustalone w wysokości odpowiadającej dwukrotności stosownego wynagrodzenia.

 

Majówka

Jeden z czytelników (dzięki ze e-maila) podesłał mi informację na temat „VII Fotomajówki z Solarisem”. Czytam regulamin, czytam oświadczenia i nie wierzę. Ale po kolei. Oczywiście, żeby wziąć udział w majówce trzeba wypełnić zgłoszenie. W zasadzie „oczywista oczywistość” i nie budzi żadnych zastrzeżeń. Podpisując ten dokument oświadczasz, że zapoznałeś się z Regulaminem Fotograficznej Majówki z Solarisem 2016. Chcąc nie chcąc wypada zajrzeć do Regulaminu. Ja zajrzałem i muszę stwierdzić, że nie wierzę, że ktoś, kto choć trochę ceni siebie, swoją pracę/hobby, skusi się na majówkę z Solarisem na zasadach określonych w Regulaminie. Zgodnie z § 5 warunkiem uczestnictwa jest wypełnienie i dostarczenie organizatorowi najpóźniej w dzień majówki oświadczenia o przeniesieniu autorskich praw majątkowych do utworu, według wzoru zawartego w Załączniku 2. No i Szanowny, jeżeli rzeczywiście jesteś pasjonatem Solarisa i za wszelką cenę chcesz wziąć udział w tejże majówce, to musisz oświadczyć, że bezpłatnie przenosisz na Solaris Bus & Coach S.A. (…) autorskie prawa majątkowe do Utworu, na wszystkich polach eksploatacji w szczególności, o których mowa w § 3. Paragraf 3 Regulaminu zacytuję w całości, żebyś był świadom kosztu uczestnictwa w fotomajówce.

„Wykonawca przenosi na Solaris autorskie prawa majątkowe do Dzieła, na wszystkich polach eksploatacji, a w szczególności:
a) w zakresie utrwalania i zwielokrotniania utworu – wytwarzanie określoną techniką egzemplarzy utworu, w tym techniką drukarską, reprograficzną, zapisu magnetycznego oraz techniką cyfrową, jak i w sieciach multimedialnych, w tym typu Internet i Intranet,
w szczególności on-line, a także poprzez wydruk komputerowy, na każdym znanym
w dacie podpisania niniejszej umowy nośniku,
b) w zakresie obrotu oryginałem albo egzemplarzami, na których utwór utrwalono
– wprowadzanie do obrotu, użyczenie lub najem oryginału albo egzemplarzy,
c) w zakresie rozpowszechniania utworu w sposób inny niż określony w pkt 2 – publiczne wykonanie, wystawienie, wyświetlenie, odtworzenie oraz nadawanie i reemitowanie,
a także publiczne udostępnianie utworu w taki sposób, aby każdy mógł mieć do niego dostęp w miejscu i w czasie przez siebie wybranym,
d) rozpowszechnianie utworu bez żadnych ograniczeń ilościowych, odrębnie lub w ramach utworów zbiorowych, w szczególności poprzez wprowadzanie do obrotu oryginału
lub egzemplarzy, na których utwór lub jego fragmenty utrwalono,
e) udostępnianie, w tym także przesyłanie za pośrednictwem sieci multimedialnych,
w szczególności Internetu i Intranetu, on-line, w ramach komunikacji na życzenie,
w tym również publiczne udostępnianie w taki sposób aby każdy mógł mieć do utworu czy jego fragmentu dostęp w miejscu i czasie przez siebie wybranym.”

Po lekturze całości dokumentów związanych z majówką pojawiają się wątpliwości:
1. Oświadczasz: „W dniu 21.05.2016 r. samodzielnie wykonałem oryginalne dzieło – fotografie cyfrowe zrobione w związku z organizowaną przez Solaris Bus & Coach S.A /dalej: Solaris/ sesją fotograficzną pojazdów marki Solaris Bus & Coach S.A., która odbyła się w Olsztynie /dalej: Utwór/”. Czy nie zauważasz tu coś dziwnego? Warunkiem uczestnictwa w majówce jest podpisanie oświadczenia o zrobieniu zdjęć, których nie zrobiłeś. Oczywiście prawnie możliwe jest przeniesienie praw autorskich majątkowych do utworów, które mają dopiero powstać, ale wtedy w oświadczeniu dotyczącym powstania zdjęć nie byłby użyty czas przeszły, a przyszły (jest znaczna różnica pomiędzy „wykonałem”, a „wykonam”).

„Dopuszczalna jest umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych do utworów mających powstać w przyszłości, jeżeli tylko nie obejmuje ona całego przyszłego dorobku twórczego autora.” (wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dnia 4 kwietnia 2001 r., sygn. akt I ACa 72/01).

2. Nigdzie w oświadczeniu nie określono, których zdjęć dotyczy Twoje oświadczenie. Czy oznacza to, że wszystkie zdjęcia zrobione podczas majówki przechodzą na własność organizatora?

3. Ani w regulaminie, ani w oświadczeniu nie ma mowy o tym, w jaki sposób organizator wejdzie w posiadanie Twoich zdjęć. Pojawia się więc zasadnicze pytanie, czemu ma służyć oświadczenie o przeniesieniu praw autorskich i czy rzeczywiście do czegoś się zobowiązałeś?

Za dużo w tym wszystkim pytań, wątpliwości i niejasności. To może nie podpisywać oświadczenia o prawach autorskich? Można spróbować, ale zgodnie z § 7 ust. 1 Regulaminu „Organizator zastrzega sobie prawo do odmowy uczestnictwa w Imprezie osób, co do których istnieje podejrzenie, że ich obecność może narazić pozostałych Uczestników na niebezpieczeństwo lub którzy nie spełniają warunków uczestnictwa w Imprezie.” Poza niegramatycznością tego postanowienia, zwróćcie również uwagę na to, że brak oświadczenia jest w zasadzie równoznaczny z niespełnianiem warunków uczestnictwa (vide § 5 Regulaminu) i koło się zamyka. Chcesz brać udział musisz podpisać oświadczenie, nie podpiszesz oświadczenia, nie spełniasz warunków.

To jak? Brać udział w fotomajówce z Solarisem, czy też nie? Na to pytanie musisz odpowiedzieć sobie sam. Moim zadaniem było tylko wskazanie pewnych „ale”.

Czy zakupy za granicą będą droższe?

W 2014 r. posłowie obecnie rządzącej partii głosowali, w trosce o obywatela, za obywatelskim projektem ustawy zakazującej handlu w niedzielę. W 2016 r. troska ta została przeliczona na pieniądz. Wyszło na to, że w sumie pracownicy marketów mogą pracować w soboty czy niedzielę, byle pracodawca za to płacił wymierną daninę w złotówkach. Ale nie jest wpis o polityce, a tylko„inwokacja” do tematu poruszonego przez Tomka Kulasa na CHIP.PL. Oto kilka moich spostrzeżeń dotyczących art. 11 projektu ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej, który dotyczy zakupów za granicą.

Art. 11.1. W przypadku towaru dostarczanego za pośrednictwem przewoźnika od sprzedawcy detalicznego z siedzibą poza terytorium RP, do nabywcy będącego konsumentem, przewoźnik jest zobowiązany do uzyskania od wysyłającego oświadczenia o uiszczeniu podatku, o podleganiu zwolnieniu z podatku albo oświadczenia, że przesłanie przesyłki nie jest związane z dokonaniem sprzedaży detalicznej przesyłanych przedmiotów.
2. Przewoźnik, który nie spełnił obowiązku, o którym mowa w ust. 1, jest obowiązany, jako płatnik podatku, pobrać podatek od wysyłającego, naliczony od zadeklarowanej wartości przesyłki, a w przypadku niezadeklarowania wartości przesyłki – w ryczałtowej wysokości 40 zł od takiej przesyłki.

Jeżeli będzie możliwe wyegzekwowanie tego prawa, ale o tym za chwilę, to skutkiem tego będzie zapewne podwyżka cen sprzętu wysyłanego do Polski, czyli obciążenie portfela nabywcy. Ktoś może powiedzieć, że nie można uzależniać ceny  od nabywcy, bo będzie to uznane za nierówne traktowanie. I będzie miał rację. Ale jest na to sposób. Z tym problemem uporały się sklepy w USA. Wystarczy zajrzeć na stronę B&H Photo. Cena jest jednakowa dla wszystkich, ale jest jednak pewne „ale”. Ostateczna cena brutto jest zależna m.in. od podatków lokalnych.

Pojawia się pytanie, w jaki sposób polski fiskus może wymusić na zagranicznym podmiocie złożenia oświadczenia, o którym mowa w art. 11 ust. 1? Sprzedający nie jest zainteresowany składaniem takiego oświadczenia, bo oznaczałoby to, że zgadza się na zobowiązanie podatkowe wobec polskiego fiskusa. Sprytny sprzedający zapewne zauważy, że nie ponosi żadnych skutków niezłożenia takiego oświadczenia (co wynika z art. 11 ust.2). Polski fiskus też wcale nie jest zainteresowany, aby takie oświadczenie składał sprzedawca. Ostatecznie obowiązek zapłaty podatku będzie bowiem spoczywał na przewoźniku. Przewoźnik jest w nieco mniej komfortowej sytuacji niż sprzedawca, gdyż jego działalność wymaga uzyskania zgody Urzędu Komunikacji Elektronicznej na wykonywanie działalności pocztowej. Fiskus ma więc przełożenie na „niepokornego” przewoźnika. Podatek więc będzie zapłacony (cel fiskalny osiągnięty w 100%). Pozostaje tylko pytanie, kogo rzeczywiście obciąży ten podatek?

Oczywiście przewoźnik (zazwyczaj firma kurierska) może nie przyjąć przesyłki do Polski od sprzedającego. To jednak nie jest ani w interesie sklepu, ani przewoźnika. Prędzej czy później firmy przerzucą ten koszt na klienta. Ale czy na każdego klienta? Zwróćcie uwagę, że jak nabywcą jest Pan Ziutek, to obowiązek zapłaty nowego podatku powstaje, bo Pan Ziutek jest konsumentem w rozumieniu art. 221 k.c. (Za konsumenta uważa się osobę fizyczną dokonującą z przedsiębiorcą czynności prawnej niezwiązanej bezpośrednio z jej działalnością gospodarczą lub zawodową.). Jeżeli kupującym jest „Ziutek Photography” prowadzący działalność gospodarczą, to obowiązek podatkowy nie powstaje. Ergo, jak zawsze podatek na końcu wydrenuje kieszeń obywatela.

***

PS. Wszystkim „komentującym” na stronie CHIP.PL polecam lekturę wpisu „Jak dyskutować”.

Prawo lotnicze dla fotografa

Swego czasu w tekście „Jak wysoko sięgają prawa właściciela nieruchomości?” poruszałem kwestię filmowania z dronów. Dron wydawać by się mogło, że to taka trochę droższa latająca zabawka, czasem dodatkowo robiąca jeszcze zdjęcia lub kręcąca filmy.
Większość z nas drona z sieciówki ze sprzętem elektrycznym traktuje jak zabawkę, a tak naprawdę jest to statek powietrzny w rozumieniu przepisów ustawy z dnia 3 lipca 2002 r. Prawo lotnicze. Co więcej nawet znana początkującym droniarzom „biedronka” ważąca zaledwie 33,4 grama też jest statkiem powietrznym. Z dronami i lataniem nie ma więc żartów. Dron to tak naprawdę bezzałogowy statek powietrzny i podlega temu samemu prawu lotniczemu co największy samolot. No oczywiście trochę przesadziłem, ale rzeczywiście do dronów stosuje się przepisy prawa lotniczego. Obecnie można kupić wiele rodzajów dronów, część z nich jest tzw. RTF, czyli gotowych do użytku zaraz po rozpakowaniu (no prawie zaraz, bo akumulatory się ładują dosyć długo). Wiedza na temat dronów kończy się zazwyczaj na tym, że na rekreacyjne korzystanie z drona nie potrzebna jest licencja. To prawda, że w przypadku rekreacyjnego korzystania z dronów w zasięgu wzroku operatora nie jest wymagana żadna licencja. Nie oznacza to jednak, że brak wymogu posiadania licencji pozwala na latanie, gdzie się chce i kiedy się chce. Warto o tym pamiętać przed zakupem drona czy to dla siebie, dla własnego dziecka, czy chrześniaka. Brak elementarnej wiedzy i odpowiedzialności doprowadza do takich sytuacji, o jakich dzisiaj piszą zarówno krajowe, jak i światowe media, czyli o spotkaniu samolotu Lufthansy z dronem w okolicach lotniska Okęcie (strefa CTR).

Osobiście od dłuższego czasu przymierzałem się do fotografowania z lotu ptaka i właśnie mój pierwszy w życiu dron czeka, aby naładował się w końcu akumulator. Przed zakupem drona warto jednak poczytać to i owo, jak również zainteresować się sprawami formalno-prawnymi. Nie będę pisał, jaki dron jest dobry dla początkujących, bo sam jestem w tym temacie na razie teoretykiem, który przeczesał ostatnimi czasy sporo forów internetowych w związku z lataniem dronami. Jedno jest pewne! Jak się nie wywrócisz (złapiesz kreta w slangu), to się nie nauczysz. Oznacza to nie mniej, nie więcej tylko tyle, że uczymy się na prostych i tanich zabawkach. Szkoda bowiem byłoby rozbić, a nie daj Boże zgubić nowego drona np. DJI Phantom3.

Wracajmy jednak do dronowego prawa, znaczy się lotniczego.Naładowany akumulator, dron uzbrojony i odpalamy. Trzy, dwa, jeden, start! Hola, hola! Nie tak prędko. Czy rzeczywiście skoro nie trzeba licencji na rekreacyjne korzystanie (pilotowanie) z drona, to można sobie o tak polatać? 3, 2, 1 i już!? To, czy można latać i gdzie można latać wynika z przepisów prawa. Skoro kupiło się statek powietrzny, to trzeba szukać w szeroko pojętym prawie lotniczym. Szukamy, szukamy i dokopujemy się do Rozporządzenia Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej z dnia 26 marca 2013 r. w sprawie wyłączenia zastosowania niektórych przepisów ustawy – Prawo lotnicze do niektórych rodzajów statków powietrznych oraz określenia warunków i wymagań dotyczących używania tych statków (Dz.U.2013.440, z późn. zm.). Nas będzie interesował Załącznik nr 6 do tego rozporządzenia, który zawiera „prawo dla droniarzy” m.in. w zakresie obszaru, na którym można latać.
Co do zasady latać nam wolno poza:
a) strefami kontrolowanymi lotnisk (CTR),
b) strefami ruchu lotniskowego lotniska wojskowego (MATZ),
c) strefami kontrolowanymi lotniska wojskowego (MTCR),
d) strefami R, D oraz P,
e) poza otoczeniem lotniska lub lądowiska, tj. w odległości powyżej 5 km od jego granicy.
Latać można również w strefach ATZ lub w odległości mniejszej niż 5 km od granicy lotniska lub lądowiska pod warunkiem uzyskania zgody zarządzającego lotniskiem lub lądowiskiem.

No i wiemy wszystko, a może nadal nic nie wiemy. Ilu z nas bowiem wie co to CTR, MATZ, MTCR, ATZ, a ile osób wie, gdzie tego szukać? Jak widać wiedza, że mogę latać, bo nie potrzebuję licencji, to wciąż za mało, aby zapuścić silniki naszego drona. Trzeba jeszcze rozwikłać zagadkę skrótów, aby wiedzieć, czy można w danym miejscu latać. Należy więc zajrzeć do Mapy Przestrzeni Powietrznej FIS i sprawdzić, czy miejsce, w którym chcemy polatać, nie jest miejscem zabronionym lub wymaga uzyskania szczególnej zgody Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. Umiejętności czytania mapy FIS nabiera się z czasem. Pomocna może być więc taka mapa na Googlach. Na niej umieszczone są informacje z mapy FIS. W ten sposób łatwo sprawdzisz, czy możesz latać w swojej okolicy. Np. z mapy tej wynika, że nie ma przeszkód, aby latać w okolicach Mostu Rędzińskiego do pewnego pułapu, natomiast u mnie w ogródku już niekoniecznie, bo jest położony na granicy jednego z ATZ. Oczywiście podana mapa służy tylko uzyskaniu pewnych informacji orientacyjnych. Zawsze powinno się dokładnie sprawdzić informacje w AIP Polska. Nie będę tłumaczył, co to jest Aeronautical Information Publication, bo zrobiła to za mnie Wikipedia.
Sprawdziłeś, że w danym rejonie możesz latać, to co? Odpalamy drona? Jeszcze chwileczkę. Przepisy prawa nakazują, aby przed lotem operator dokonał kontroli stanu technicznego bezzałogowego statku powietrznego oraz stwierdził poprawność działania tego statku i urządzeń sterujących, jeżeli występują. Zawsze należy to zrobić, bez względu czy jesteś w 100% przekonany, że spakowałeś sprawny sprzęt. Po sprawdzeniu stanu technicznego możemy wreszcie startować.
Ale uwaga! Pamiętaj, że jako operator musisz:
a) zapewniać, aby bezzałogowy statek powietrzny (oczywiście dron) będący w Twojej dyspozycji był używany w sposób niestwarzający zagrożenia dla osób, mienia lub innych użytkowników przestrzeni powietrznej,
b) zapewniać ciągłą i pełną kontrolę lotu, w szczególności przez zdalne sterowanie przy użyciu fal radiowych,
c) wykonywać lot z uwzględnieniem warunków meteorologicznych oraz informacji o ograniczeniach w ruchu lotniczym,
d) wykonywać lot w sposób zapewniający bezpieczną odległość od osób i mienia, w przypadku awarii lub utraty kontroli nad bezzałogowym statkiem powietrznym.
Pamiętaj, że ponosisz również pełną odpowiedzialność za decyzję o wykonaniu lotu oraz jego poprawność. Należy również nie zapominać o tym, że Twoim obowiązkiem jest zapewnienie pierwszeństwa drogi innym użytkownikom przestrzeni powietrznej.
W zasadzie jak będziesz spełniał wszystkie opisane pokrótce na blogu warunki, to przestrzeń powietrzna należy także do Ciebie, co znajduje swoje odzwierciedlenie w art. 119 ust.1 prawa lotniczego.

„Polska przestrzeń powietrzna jest dostępna na równych prawach dla wszystkich jej użytkowników, a swoboda lotów w niej cywilnych statków powietrznych może być ograniczona wyłącznie na podstawie wyraźnego upoważnienia Prawa lotniczego, przy zachowaniu przepisów innych ustaw i wiążących Rzeczpospolitą Polską umów międzynarodowych, w tym uchwał organizacji międzynarodowych.”

 

Usterka!

Do kogo się udać i co zrobić, gdy nowy aparat ma usterkę lub np. nie działa prawidłowo jakaś funkcja? Od 25 grudnia 2014 r. odpowiedzi trzeba szukać w kodeksie cywilnym. O zmianach dotyczących prawa konsumenckiego pisałem dwa dni po wejściu nowych przepisów w tekście „Rękojmia po nowemu”.  Dzisiejszy wpis jest z jednej strony pewnym przypomnieniem, ale także ma na celu skoncentrować się na relacji kupujący-sprzedawca. Gdy aparat ma wadę, to swoje kroki kierujmy do sprzedawcy. Żaden tam serwis Canona, Nikona, Fuji czy też innego producenta, którego aparat właśnie nabyliśmy drogą kupna. Idziemy do sprzedawcy. Wynika to z art. 556 k.c., zgodnie z którym sprzedawca jest odpowiedzialny względem kupującego, jeżeli rzecz sprzedana ma wadę fizyczną lub prawną (rękojmia). Przykładowo aparat ma „skopany lewy punkt AF” (pozdrowienia dla producenta D800) i co wtedy?.

Krok1.
Idziesz do sklepu, gdzie kupiłeś aparat. I co dalej?

Krok 2.
Jako kupujący możesz:
(i) złożyć oświadczenie o odstąpieniu od umowy sprzedaży (chyba że wada jest nieistotna) lub
(ii) złożyć oświadczenie o obniżeniu ceny (obniżona cena powinna pozostawać w takiej proporcji do ceny wynikającej z umowy, w jakiej wartość aparatu z wadą pozostaje do wartości takiego aparatu bez wady) lub
(iii) zażądać wymiany aparatu na wolny od wad lub
(iv) zażądać usunięcia wady aparatu.

Krok 3.
W przypadku, gdy w Kroku 2 złożyłeś oświadczenie o odstąpieniu od umowy lub obniżeniu ceny [ (i) lub (ii) z Kroku 2], to sprzedawca może zaproponować:
(i) zamianę aparatu na wolny od wad lub
(ii) usunięcie wady.
Musi jednak to zrobić niezwłocznie i bez znacznej niedogodności dla kupującego. Nie będzie mógł jednak złożyć takiej propozycji, gdy już raz wymieniał aparat lub go naprawiał.

Jeżeli w Kroku 2 zażądałeś jednak wymiany aparatu (iii) lub usunięcia wady (iv), to sprzedawca jest obowiązany wymienić wadliwy aparat na wolny od wad lub usunąć wadę w rozsądnym czasie bez nadmiernych niedogodności dla Ciebie. Sprzedawca może odmówić Twojemu żądaniu, jeżeli doprowadzenie do zgodności z umową wadliwego aparatu, w sposób wybrany przez Ciebie, jest niemożliwe albo w porównaniu z drugim możliwym sposobem doprowadzenia do zgodności z umową wymagałoby nadmiernych kosztów. Jeżeli aparat kupiłeś jako przedsiębiorca, to sprzedawca może odmówić jego wymiany na wolny od wad lub usunięcia wady także wtedy, gdy koszty zadośćuczynienia temu obowiązkowi przewyższają cenę aparatu.

Jeżeli kupiłeś aparat jako przedsiębiorca, to w tym miejscu kończymy przygodę z reklamacją. Jeżeli jednak jesteś konsumentem a w Kroku 2 złożyłeś oświadczenie (i) i (ii), to możesz trochę pomarudzić przechodząc do Kroku 4.

Krok 4.
Jeżeli sprzedawca zaproponował Ci w ramach Kroku 3:
(i) usunięcia wady, to masz prawo żądać wymiany aparatu na wolny od wad lub
(ii) wymianę aparatu na wolny od wad, to możesz jednak zażądać naprawy (nie wiem, dlaczego miałbyś tak chcieć, ale prawo daje taką możliwość).

Od Twoich „zachciewajek” sprzedawca może się uchylić, gdy doprowadzenie aparatu do zgodności z umową w sposób wybrany przez Ciebie jest niemożliwe albo wymagałoby nadmiernych kosztów w porównaniu ze sposobem proponowanym przez sprzedawcę.

Poniżej „odpowiednie paragrafy”. Byście musieli korzystać z nich jak najmniej. 🙂

Art. 560. § 1. Jeżeli rzecz sprzedana ma wadę, kupujący może złożyć oświadczenie o obniżeniu ceny albo odstąpieniu od umowy, chyba że sprzedawca niezwłocznie i bez nadmiernych niedogodności dla kupującego wymieni rzecz wadliwą na wolną od wad albo wadę usunie. Ograniczenie to nie ma zastosowania, jeżeli rzecz była już wymieniona lub naprawiana przez sprzedawcę albo sprzedawca nie uczynił zadość obowiązkowi wymiany rzeczy na wolną od wad lub usunięcia wady.
§2. Jeżeli kupującym jest konsument, może zamiast zaproponowanego przez sprzedawcę usunięcia wady żądać wymiany rzeczy na wolną od wad albo zamiast wymiany rzeczy żądać usunięcia wady, chyba że doprowadzenie rzeczy do zgodności z umową w sposób wybrany przez kupującego jest niemożliwe albo wymagałoby nadmiernych kosztów w porównaniu ze sposobem proponowanym przez sprzedawcę. Przy ocenie nadmierności kosztów uwzględnia się wartość rzeczy wolnej od wad, rodzaj i znaczenie stwierdzonej wady, a także bierze się pod uwagę niedogodności, na jakie narażałby kupującego inny sposób zaspokojenia.
§ 3. Obniżona cena powinna pozostawać w takiej proporcji do ceny wynikającej z umowy, w jakiej wartość rzeczy z wadą pozostaje do wartości rzeczy bez wady.
§ 4. Kupujący nie może odstąpić od umowy, jeżeli wada jest nieistotna.

Art. 561. § 1. Jeżeli rzecz sprzedana ma wadę, kupujący może żądać wymiany rzeczy na wolną od wad albo usunięcia wady.
§ 2. Sprzedawca jest obowiązany wymienić rzecz wadliwą na wolną od wad lub usunąć wadę w rozsądnym czasie bez nadmiernych niedogodności dla kupującego.
§ 3. Sprzedawca może odmówić zadośćuczynienia żądaniu kupującego, jeżeli doprowadzenie do zgodności z umową rzeczy wadliwej w sposób wybrany przez kupującego jest niemożliwe albo w porównaniu z drugim możliwym sposobem doprowadzenia do zgodności z umową wymagałoby nadmiernych kosztów. Jeżeli kupującym jest przedsiębiorca, sprzedawca może odmówić wymiany rzeczy na wolną od wad lub usunięcia wady także wtedy, gdy koszty zadośćuczynienia temu obowiązkowi przewyższają cenę rzeczy sprzedanej.

D jak dalszy ciąg Alfabetu F-LEXa

D jak DAROWIZNA
Można wywołać zdjęcie i podarować komuś odbitkę, ale można równie podarować prawa autorskie majątkowe do utworu (zdjęcia). W obu przypadkach obdarowany staje się właścicielem. W przypadku odbitki staje się on właścicielem egzemplarza będącego nośnikiem utworu. W żadnym przypadku obdarowanemu odbitką nie będą jednak przysługiwać prawa autorskie majątkowe do samego utworu, jakim jest fotografia. Jego własnością jest tylko, a czasem aż, odbitka. Przeniesienie własności odbitki (czyli egzemplarza w rozumieniu Ustawy) nie powoduje przejścia jakichkolwiek praw autorskich, na jakimkolwiek z pól eksploatacji. Szerzej na ten temat pisałem w 2011 r. w tekście „Odbitki wujka Leona”.

Art. 52. 1. Jeżeli umowa nie stanowi inaczej, przeniesienie własności egzemplarza utworu nie powoduje przejścia autorskich praw majątkowych do utworu.

Zgodnie z art. 51 ust. 3 Ustawy wprowadzenie do obrotu oryginału albo egzemplarza utworu na terytorium Europejskiego Obszaru Gospodarczego wyczerpuje prawo do zezwalania na dalszy obrót takim egzemplarzem na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, z wyjątkiem jego najmu lub użyczenia. Oznacza to nie mniej, nie więcej tylko tyle, że obdarowany ma możliwość dalszego rozporządzania otrzymaną odbitką (za wyjątkiem jej najmu lub użyczania).

W przypadku gdy obdarowany uzyskał nie odbitkę, a autorskie prawa majątkowe do utworu (fotografii) jest on jedynym upoważnionym do rozporządzania utworem w ramach nabytych praw. Jeżeli zamierzacie kogoś obdarować majątkowymi prawami autorskimi do swoich zdjęć, to nie zapomnijcie, że istotną rzeczą jest określenie pól eksploatacji.

Czy wszystko można darować? No nie wszystko. Nie można darować komuś naszego autorstwa. Autorstwo utworu należy do autorskich praw osobistych, a te są niezbywalne. Zgodnie z art. 16. Ustawy jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem.

D jak DRON
Według reklamy jednej z sieci para młodych w zasadzie nie potrzebuje teraz już profesjonalnego fotografa, wystarczy kuzyn z dronem. Pewnikiem się mylą, ale znajdą się tacy, którzy w to uwierzą. Fotografowanie z pomocą drona zapewne daje nowe możliwości fotografom, należy jednak pamiętać o tym, że czasem zanim zaczniemy używać drona trzeba dochować kilku formalności. Korzystający z drona fotograf może nawet nieświadomie stać się lotnikiem i podlegać wszelkim szykanom prawa lotniczego. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do notki „Jak wysoko sięgają prawa właściciela nieruchomości?”.

D jak DZIEŁO
Umowa o dzieło jest jedną z typowych umów, jakie zawiera fotograf z klientem. Wzór umowy znajdziecie tutaj (https://www.f-lex.pl/umowa-o-dzielo/). Jest to jedna z tych niewielu umów, która przy spełnieniu pewnych założeń nie skutkuje obowiązkiem złożenia pokłonu i daniny Królowi ZUSowi. Zainteresowanych odsyłam do tekstu „oZUSowanie”.Potwierdza to sam Król ZUS w piśmie z 28.03.2014 r. Zakład Ubezpieczeń Społecznych (sygn. WPl/200000/43/323/2014). Pismo to wprawdzie nie dotyczy wprost fotografów, ale odnosi się do meritum sprawy.

„Biorąc pod uwagę zamknięty charakter katalogu zawartego w powyższym przepisie (art. 6 ust. 1 – dopisek mój) i brak wskazanych w nim osób wykonujących umowy o dzieło, należy uznać, że osoba, która wykonuje pracę wyłącznie na podstawie umowy o dzieło na namalowanie kilku obrazów nie podlega ubezpieczeniom społecznym, a w rezultacie wnioskodawca nie ma obowiązku opłacania składek na ubezpieczenia społeczne z tytułu zawarcia rzeczonej umowy.”