Słowo na niedzielę

Na początku był Chaos. W międzyczasie było kilka wojen i powstań, potem urodziłeś się, dostałeś lub kupiłeś aparat fotograficzny, albo telefon z aparatem (w końcu zdjęcia robią ludzie nie aparaty) i… zrobiłeś swoje pierwsze zdjęcie. I stało się. Naciśnięcie spustu migawki wywołało lawinę konsekwencji prawnych, o których nawet może sobie nie zdajesz sprawy. Po pierwsze powstał utwór (któremu prawo przyznaje ochronę) , a Ty sam okrzyknięty zostałeś twórcą z wieloma prawami z tego wynikającymi (no chyba, że robiłeś za Pana „Push The Button”).  Są oczywiście również odstępstwa od powyższej generalnej zasady. Może bowiem się zdarzyć, że mimo że jesteś twórcą nie nabyłeś majątkowych praw autorskich do zdjęcia  (np. zrobiłeś zdjęcia w ramach stosunku pracy – art. 12), albo okaże się że zdjęcie nie jest utworem. Zakładam jednak, że jesteś autorem, a zrobione zdjęcie jest utworem i podlega reżimowi ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Dzisiaj jeden z elementów osobistych praw autorskich, jednocześnie odpowiedź na Case study. Zrobione zdjęcie zamieszczasz na stronie internetowej (nie ważne czyjej). Twoim świętym prawem jest zadecydować o tym, jak będzie „podpisany” autor zdjęcia (prawo to należne jest Tobie i nie można go zbyć, gdyż jest to jeden z elementów osobistych praw autorskich (art. 16 pkt 2).

Pamiętaj, jeżeli jesteś  autorem zdjęcia, to masz prawo do oznaczania utworu:
a)      swoim nazwiskiem lub
b)      pseudonimem albo
c)      do udostępniania go anonimowo.

Anonimowa publikacja implikuje pewne konsekwencje prawne, albowiem  majątkowe prawa autorskie wygasają z upływem lat siedemdziesięciu od daty pierwszego rozpowszechnienia (chyba że pseudonim nie pozostawia wątpliwości co do tożsamości autora lub jeżeli autor ujawnił swoją tożsamość), a nie od daty śmierci autora. Publikacja pod pseudonimem lub anonimowo nie pozbawia zdjęcia ochrony prawnej, z pewnością nie może być traktowana, jako zgoda autora do wykorzystania jego przez osoby trzecie. Świadczy o tym treść art. 8 ust. 3. „Dopóki twórca nie ujawnił swojego autorstwa, w wykonywaniu prawa autorskiego zastępuje go producent lub wydawca, a w razie ich braku – właściwa organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi.

Wracając do wczorajszej zagadki. Nie mam zielonego pojęcia jak fakt publikacji anonimowo może wpłynąć na świadomość gościa, który używa bezprawnie zdjęć? Bezdyskusyjny jest, że przestępstwo z art. 116 ust. 1 i 2 można popełnić tylko z winy umyślnej, jednak dlaczego prokurator uznaje, że fotografie (jak też strona internetowa) nieopatrzone danymi autora, będące ogólnodostępne mają wpływ na świadomość sprawcy?  Z faktu, że nie wiem czyje jest zdjęcie nie można wywieść, że nie mam świadomości, że nie wolno go użyć. Prawo autorskie nie wymaga noty copy right, żeby utwór był objęty ochroną. Ochrona zaczyna działać automatycznie z chwilą powstania utworu (zrobienia  zdjęcia). I jeszcze jedno, gdzie podziała się zasada ignorantia iuris nocet? Może gość rzeczywiście był nieświadomy, ale na pewno nie z powodu anonimowej publikacji.

A teraz obiecane Słowo na niedzielę.

VII Przykazanie Dekalogu mówi. Nie kradnij (dotyczy to również zdjęć publikowanych w internecie).

Było prawo boskie, czas na prawo stanowione :-).

Art. 116. 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w ust. 1 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
3. Jeżeli sprawca uczynił sobie z popełniania przestępstwa określonego w ust. 1 stałe źródło dochodu albo działalność przestępną, określoną w ust. 1, organizuje lub nią kieruje, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.
4. Jeżeli sprawca czynu określonego w ust. 1 działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

“działalność przestępna” to jest z ustawy, a nie literówka ;-).

7 myśli nt. „Słowo na niedzielę

  1. Eee, to słowo na niedzielę to raczej na stronę różnych banków i oszczędnych firm, które chętnie coś wezmą za darmo i zrobią promocję wstawiając zdjęcie biednego amatora w swoją prestiżową reklamę. Tu by się przydało słowo na niedzielę o tym, jak odstrzelić [cztery litery] temu [jeszcze parę liter] który zarąbał nam zdjęcie. Zwłaszcza jeśli jest z biednego banku lub oszczędnej firmy.

    • Ty jakiś wyrywny jesteś chłopie! Jeszcze będzie. Chciałbyś prawo autorskie w tydzień, coś jak angielski w 30 dni 😉

  2. Ja tym razem nie mam czego się przyczepić. No może tego, że Darek za szybko gonisz z tematami…jakbyś uciekał przed komentarzami do poprzednich wątków 😉

  3. Pingback: Czary czy prawo | F-LEX

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *