Rzućcie grosik

Mam nadzieję, że jeszcze pamiętacie wpis „Czy można Pani zrobić zdjęcie?”. Dotyczył on wizerunku, a tak naprawdę ogólnych zasad związanych ze zgodą na publikację.
Jak ma być wyrażona taka zgoda? Czy musi być na piśmie? Czy musi spełniać jakieś szczególne warunki?  Dobra wiadomość to taka, że nie ma szczególnych wymogów.  Zła, że w razie sporu Ty jako fotograf  będziesz musiał dowieść, że taką zgodę otrzymałeś. Oto przykłady jak zapatrują się na kwestię zgody sądy.

  • Zezwolenie na rozpowszechnianie wizerunku może być udzielone w dowolnej formie, ale zgoda musi być zawsze niewątpliwa (wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, sygn. akt I ACa 459/09).
  • Zgoda osoby na publikowanie jej wizerunku winna być wyrażona wprost, aczkolwiek w dowolnej formie, jednak zgody takiej nie można domniemać (moja uwaga: chyba że zapłaciłeś modelowi, o czym poniżej) (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sygn. akt I Aca 509/04),
  • Zgody na publikację wizerunku nie domniemywa się, jednak art. 81 ust. 1 nie wymaga także, aby zgoda ta wyrażona została w formie pisemnej. Jej udzielenie może nastąpić w każdej formie, a ustalenie faktu wyrażenia zgody na publikację wizerunku może nastąpić przy użyciu wszelkich środków dowodowych (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sygn. akt VI ACa 5/09).
  • Nie można argumentować, iż pozowanie, a nawet wybór zdjęć oznaczają oczywistą i bezwarunkową zgodę fotografowanego na wszelkie formy rozpowszechniania (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sygn. akt I ACa 494/08).

Jak się ustrzec przed zarzutem braku zgody? Najlepiej mieć ją na piśmie. Trzeba jednak pamiętać, że model może określić warunki wykorzystania wizerunku. W końcu jego wizerunek, to i jego prawo do określenia granic wykorzystania. Rzadko kto spisując umowę z modelem zapomina o kwestiach dotyczących publikacji wizerunku. Jeżeli jednak zdarzyło Ci się o tym zapomnieć, to z pomocą przychodzi prawo autorskie. Jeżeli zapłacisz modelowi, a on wyraźnie nie zastrzeże, że nie wyraża zgody na publikację, to korzystasz z domniemanej zgody. „Art. 81 zdanie 2. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.” W literaturze przedmiotu można znaleźć głosy, że istotne jest kto płaci modelowi. Jeżeli jesteś fotografem wykonującym zdjęcia na zlecenie firmy X, która płaci Tobie za zdjęcia, a modelowi za pozowanie, to z domniemania dotyczącego zgody korzysta firma X, a nie Ty. Rzecz może wydawać się dyskusyjna, ale chyba zgodna z duchem ustawy. Do mnie przemawia merkantylna argumentacja – kto płaci, ten ma! Nasuwa się pytanie do kiedy może się model sprzeciwić publikacji? Komentarze do ustawy przyjmują, że do momentu ustalenia wysokości zapłaty.

Zgoda na publikację, nawet jeżeli nie jest domniemana, nie zawsze uchroni Cię przed kłopotami. Czasami może się okazać, że ze względu na kontekst publikacji zdjęcia dojdzie do naruszenia dóbr osobistych modela, m.in. takich jak dobre imię, godność czy cześć. I nie będziesz wtedy odpowiadał za brak zgody na publikację (czyli za naruszenie wizerunku), ale właśnie za zły kontekst słowny lub komentarz. Kodeks cywilny (zawiera m.in. regulacje dotyczące dóbr osobistych) stanowi, że dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach (art. 23 kc). Sąd w Warszawie zajmował się sprawą modelki, która zaprotestowała przeciwko wykorzystywaniu jej wizerunku w ogłoszeniach seks-telefonu. Sąd ustalił, że z uwagi na formę, treść, kompozycję, miejsce zamieszczenia reklamy, mogła ona być traktowana jako reklama usług o szeroko rozumianym charakterze erotycznym oraz mogła być rozumiana w ten sposób, że to modelka świadczy reklamowane usługi. „Przyjęcie umówionej zapłaty za pozowanie przez modelkę oraz domniemanie zezwolenia na rozpowszechnianie wizerunku chroni osobę wykorzystującą portret (wizerunek) tylko wtedy, gdy poszkodowany powołuje się na naruszenie jego prawa do wizerunku. W przypadku powoływania się przez osobę poszkodowaną na naruszenie jej prawa do czci i do prywatności, zapłata za pozowanie nie jest wystarczająca dla wyłączenia bezprawności działania naruszającego dobra osobiste, który musi wykazać dysponowanie odpowiednim zezwoleniem poszkodowanego” (Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sygn. akt I ACa 1358/01).

W tym momencie mały OT. Sporo pojawia się pytań dlaczego czasami na zdjęciach lub reportażach filmowych zakryta jest rejestracja samochodu? Nie chodzi wcale o jakąś szczególną ochronę prawną tablic rejestracyjnych samochodu, ale właśnie o kontekst, poprzez który mogłoby dojść do naruszenia dóbr osobistych właściciela pojazdu.

PS. Mój model dostaje dwa razy dziennie zapłatę  w misce i do tej pory nie odszczekał się, że  się sprzeciwia publikacjom 🙂

Słowo na niedzielę

Na początku był Chaos. W międzyczasie było kilka wojen i powstań, potem urodziłeś się, dostałeś lub kupiłeś aparat fotograficzny, albo telefon z aparatem (w końcu zdjęcia robią ludzie nie aparaty) i… zrobiłeś swoje pierwsze zdjęcie. I stało się. Naciśnięcie spustu migawki wywołało lawinę konsekwencji prawnych, o których nawet może sobie nie zdajesz sprawy. Po pierwsze powstał utwór (któremu prawo przyznaje ochronę) , a Ty sam okrzyknięty zostałeś twórcą z wieloma prawami z tego wynikającymi (no chyba, że robiłeś za Pana „Push The Button”).  Są oczywiście również odstępstwa od powyższej generalnej zasady. Może bowiem się zdarzyć, że mimo że jesteś twórcą nie nabyłeś majątkowych praw autorskich do zdjęcia  (np. zrobiłeś zdjęcia w ramach stosunku pracy – art. 12), albo okaże się że zdjęcie nie jest utworem. Zakładam jednak, że jesteś autorem, a zrobione zdjęcie jest utworem i podlega reżimowi ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Dzisiaj jeden z elementów osobistych praw autorskich, jednocześnie odpowiedź na Case study. Zrobione zdjęcie zamieszczasz na stronie internetowej (nie ważne czyjej). Twoim świętym prawem jest zadecydować o tym, jak będzie „podpisany” autor zdjęcia (prawo to należne jest Tobie i nie można go zbyć, gdyż jest to jeden z elementów osobistych praw autorskich (art. 16 pkt 2).

Pamiętaj, jeżeli jesteś  autorem zdjęcia, to masz prawo do oznaczania utworu:
a)      swoim nazwiskiem lub
b)      pseudonimem albo
c)      do udostępniania go anonimowo.

Anonimowa publikacja implikuje pewne konsekwencje prawne, albowiem  majątkowe prawa autorskie wygasają z upływem lat siedemdziesięciu od daty pierwszego rozpowszechnienia (chyba że pseudonim nie pozostawia wątpliwości co do tożsamości autora lub jeżeli autor ujawnił swoją tożsamość), a nie od daty śmierci autora. Publikacja pod pseudonimem lub anonimowo nie pozbawia zdjęcia ochrony prawnej, z pewnością nie może być traktowana, jako zgoda autora do wykorzystania jego przez osoby trzecie. Świadczy o tym treść art. 8 ust. 3. „Dopóki twórca nie ujawnił swojego autorstwa, w wykonywaniu prawa autorskiego zastępuje go producent lub wydawca, a w razie ich braku – właściwa organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi.

Wracając do wczorajszej zagadki. Nie mam zielonego pojęcia jak fakt publikacji anonimowo może wpłynąć na świadomość gościa, który używa bezprawnie zdjęć? Bezdyskusyjny jest, że przestępstwo z art. 116 ust. 1 i 2 można popełnić tylko z winy umyślnej, jednak dlaczego prokurator uznaje, że fotografie (jak też strona internetowa) nieopatrzone danymi autora, będące ogólnodostępne mają wpływ na świadomość sprawcy?  Z faktu, że nie wiem czyje jest zdjęcie nie można wywieść, że nie mam świadomości, że nie wolno go użyć. Prawo autorskie nie wymaga noty copy right, żeby utwór był objęty ochroną. Ochrona zaczyna działać automatycznie z chwilą powstania utworu (zrobienia  zdjęcia). I jeszcze jedno, gdzie podziała się zasada ignorantia iuris nocet? Może gość rzeczywiście był nieświadomy, ale na pewno nie z powodu anonimowej publikacji.

A teraz obiecane Słowo na niedzielę.

VII Przykazanie Dekalogu mówi. Nie kradnij (dotyczy to również zdjęć publikowanych w internecie).

Było prawo boskie, czas na prawo stanowione :-).

Art. 116. 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w ust. 1 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
3. Jeżeli sprawca uczynił sobie z popełniania przestępstwa określonego w ust. 1 stałe źródło dochodu albo działalność przestępną, określoną w ust. 1, organizuje lub nią kieruje, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.
4. Jeżeli sprawca czynu określonego w ust. 1 działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

“działalność przestępna” to jest z ustawy, a nie literówka ;-).

Case study

Dzisiaj krótko. Wczoraj jeden z internautów podesłał mi postanowienie prokuratury w G. w sprawie o czyn z art. 116 ust. 1 i 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Jest weekend, mnie również należy się odpoczynek od paragrafów. Sprawa ciekawa z punktu widzenia szkoleniowego, więc pewnie będzie jako case study, który trzeba będzie rozłożyć na czynniki pierwsze, ale nie dzisiaj.

 

 

 

 

Dzisiaj chciałbym podzielić się z Wami pewnym wyimkiem z uzasadnienia. Prokurator w uzasadnieniu postanowienia o umorzeniu dochodzenia pisze: „W badanym przypadku nie sposób wykazać, że wyżej wymieniony działał bez odpowiedniego uprawnienia od autora zdjęć świadomie, albowiem jak już wskazano niniejsze fotografie (jak też strona internetowa) nie były opatrzone danymi autora, a zatem widniały w internecie jako ogólnodostępne.”
Pozostawiam na razie bez omówienia, oczekując Waszych refleksji i komentarzy. Nie dywagujcie jednak o winie, bo to jednak element prawa karnego, a zastanówcie się nad anonimowością witryny wpływającą na świadomość gościa, który korzysta bezprawnie z Waszych zdjęć.

Miłego główkowania!! 🙂

Autoportret

Autoportret można zrobić na różne sposoby. Na przykład moja młodsza córka jest specjalistką od robienia zdjęć „na longhendzie” (od angielskiego long hand). „Longhendy” to specjalność portali społecznościowych. Znajdziemy tam wiele autoportretów robionych przysłowiową małpką, z wyciągniętej ręki. Jak człowiek się uprze, to można „na longhendzie” zrobić zdjęcia nawet dużym body, tylko po co?
Zrób to prościej. Poproś, aby ktoś Ci zrobił zdjęcie. Zapytacie jaki to autoportret, skoro zdjęcie nie jest zrobione przez autora. Chyba da się to jakoś wytłumaczyć. Dzisiaj podumamy na temat zdjęcia zrobionego przez kogoś innego, pod „nadzorem” Pana Fotografa.
Na forach wielokrotnie powtarza się pytanie: „Kto jest autorem, do kogo należą prawa autorskie do zdjęcia, jeżeli wszystko ustawię, a osoba trzecia jedynie naciśnie spust migawki?” W przypadku zwykłego „cyk” rzecz wydawałaby się mało istotna. Urasta jednak do wielkiego problemu, gdy ten „cyk” zostanie wyceniony na tysiące dolarów, albo autor ma zostać laureatem jakiejś prestiżowej nagrody. Zazwyczaj wtedy Pan “Push The Button” przypomina sobie, że to on zrobił to zdjęcie i cały splendor, zaszczyty i majątek należą się jemu, albo przynajmniej powinien zostać uznany za współtwórcę. Ale czy na pewno? Niekoniecznie. Pamiętajmy, że prawo autorskie kładzie przede wszystkim akcent na element twórczy. Jeżeli sam ustawiłeś elementy ekspozycji (zdecydowałeś o czasie, przysłonie, ISO) ustaliłeś długość ogniskowej i kadr, wybrałeś miejsce z którego będzie robione zdjęcie i dodatkowo ustawiłeś światła, to na 99,9% zostałeś autorem utworu fotograficznego (zdjęcia), nawet jeżeli spust migawki nacisnął Pan “Push The Button”. Sąd Najwyższy uznał, że za twórczość można uznać w dziedzinie fotografii artystycznej (osobiście uważam, że każdej fotografii, a nie tylko artystycznej) świadomy wybór momentu fotografowania, punktu widzenia, kompozycji obrazu (kadrowania), oświetlenia, ustalenia głębi, ostrości i perspektywy, zastosowania efektów specjalnych oraz zabiegi zmierzające do nadania fotografii określonego charakteru, elementy te bowiem nadają fotografii indywidualne piętno, konieczne dla uznania istnienia utworu w rozumieniu prawa autorskiego (sygn. akt III CKN 1096/00). Tak więc, jeżeli Pan “Push The Button” nacisnął tylko spust migawki, to nie może być uznany ani za autora, ani za współtwórcę. W tym samym orzeczeniu sąd uznał, że osoba, która przy tworzeniu obiektu fotograficznego wykonuje tylko czynności techniczne obsługi sprzętu fotograficznego ściśle według wskazówek twórcy, nie jest współtwórcą w rozumieniu art. 9 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Współtwórczość w rozumieniu prawa autorskiego nie zachodzi, gdy współpraca określonej osoby nie ma charakteru twórczego, lecz pomocniczy, chociażby umiejętność wykonywania czynności pomocniczych wymagała wysokiego stopnia wiedzy fachowej, zręczności i inicjatywy osobistej”.
Korzystając z Pana „Push The Button” nie powinniśmy mieć wątpliwości co do autorstwa w przypadku fotografii pejzażowej, architektury, portretów. W zasadzie wszędzie tam gdzie mamy do czynienia ze zdjęciami statycznymi. W przypadku zdjęć dynamicznych (fotografia sportowa lub reportaż) mogą powstać pewne wątpliwości, bo przecież w takim wypadku nie jest najważniejsza głębia ostrości, czy ekspozycja, a bardziej moment naciśnięcia spustu migawki powodujący zamrożenie akcji, która „robi zdjęcie”.

Wydaje mi się, że udało mi się Was przekonać, że w świetle prawa autorskiego możesz zrobić autoportret biorąc do pomocy Pana „Push The Button”.

PS 1. Zamieszczone na górze zdjęcie to właśnie autoportret, dosłownie i w przenośni. Ustawiłem wszystkie parametry (włącznie z trybem seryjnym) i ustaliłem z moim przyjacielem Adamem, w którym momencie ma zacząć robić zdjęcia. Tak więc można prowadzić samochód i jednocześnie zrobić sobie zdjęcia z oddali, czyli… tytułowy AUTOPORTRET :-).

PS 2. Adam masz u mnie piwo! ;-).

Pan NEF

 

 

Update: 25.06.2014

W tekście “Obróbka cyfrowa i dementi” wycofałem się z pewnych twierdzeń w zakresie obowiązku przekazania  RAWa (NEFa), dlatego po części ten wpis jest nieaktualny.

* * * * *

Wczorajszy wpis dotyczący kwestii przekazywania RAW-ów wzbudził z jednej strony duże zainteresowanie, a z drugiej „zmasowany atak krytyków”. Przed jednym broniłem się przez dwie godziny na Gadu-Gadu  (pozdrawiam adwersarza ;-)).  Mając na uwadze, że nie należy chować głowy w piasek postanowiłem już dzisiaj wrócić do tematu. Z racji tego, że nie każdy jest użytkownikiem i „wyznawcą” japońskiej firmy, co nazywa się tak jak dwóch Świętych (w historii ludzkości mieliśmy dwóch Świętych Nikonów), powróćmy do ogólnej nomenklatury. Bohaterem jest więc Pan RAW, jako element związany z utworem fotograficznym. Dzisiaj będzie nudniej, ale nikt nie mówił, że prawo  nie jest nudne. Osobiście zdarzyła mi się na sali sądowej sytuacja, gdy sędzia z rozbrajająca szczerością  stwierdził: „Przed rozprawą mówiłem ławnikom, że będzie cyrk”. Cyrk to instytucja rozrywkowa dla szerokich mas, czyli są jednak tacy, dla których prawo to rozrywka :-).

Przypomnę, że postawiona przeze mnie teza o przekazania pliku RAW dotyczyła sytuacji, w której przenoszę autorskie prawa majątkowe do utworu fotograficznego na wszystkich znanych polach eksploatacji.  No to teraz anonsowane nudy. Ustawodawca nie podjął się próby zdefiniowania pojęcia utwór fotograficzny (art. 1 ust.2 pkt 3), a dotychczasowa literatura, jak i orzecznictwo sądowe są  bardzo ubogie.  Sąd Najwyższy (wyrok z 10. maja 1976 r. , sygn. IV CR 127/76) zmierzył się z pojęciem utworu fotograficznego i uznał, że „fotografia polega na uzyskaniu obrazów “przedmiotów” przy stosowaniu właściwych jej sposobów i środków (utwór plastyczny).”  Tenże sąd stwierdził również, że prawo autorskie do fotografii powstaje, gdy dzieło to zawiera elementy osobistej twórczości autora w treści lub formie, gdy nosi cechę oryginalności. Dotyczy to fotografii, niezależnie od tematyki utworu i techniki jego wykonania (jego wartości artystycznej). Utwór fotograficzny, który nosi cechy osobistej twórczości jego autora, jest przedmiotem prawa autorskiego i jeśli czyni zadość przepisom ustawy o prawie  autorskim, podlega ochronie tego prawa. Przywołam również pewne fragmenty (na prawie cytatu, bo przecież pisząc o prawie autorskim nie będę go łamał 😉 ) z jedynej monografii poświęconej fotografii autorstwa Rafała Sarbińskiego pod tytułem „Utwór fotograficzny i jego twórca w prawie autorskim”. Można tam znaleźć następującą definicję. „Utwór fotograficzny to utwór wykonany techniką fotograficzną, tj. przy pomocy światła (naturalnego lub sztucznego) i dowolnego materiału światłoczułego (utwór „malowany światłem”), a także zdjęcie zrobione w drodze cyfrowego zapisu obrazu przy pomocy specjalnego aparatu przetwarzającego obraz na dużą ilość kropek (pikseli).” Uff, wreszcie ktoś z prawników zauważył, że poza fotografią analogową pojawiła się również fotografia cyfrowa i zamiast ziarna mogą być np. artefakty. W fotografii analogowej tradycyjnie mieliśmy do czynienia z negatywami, diapozytywami i odbitkami. Obecnie (tak w uproszczeniu) mamy do czynienia z zapisem cyfrowym, efektem jego obróbki i odbitkami. Cała dyskusja pod wczorajszym wpisem dotyczy tak naprawdę uznania lub ustalenia od którego momentu mamy do czynienia z utworem fotograficznym. Rozmyślnie nie piszę o zdjęciu, bo prawo autorskie mówi o utworze fotograficznym. Na pomoc przywołam autora cytowanej już dziś monografii. Prawo autorskie bada fotografię pod kątem przesłanek ochrony, a ani utrwalenie dzieła, ani też jego forma techniczna do nich nie należy. (…) Wydaje się, iż aby zapewnić praktyczną użyteczność prawno-autorskiej definicji utworu fotograficznego, winna ona wykazywać łączność z tym, co dla tej gałęzi prawa ma znaczenie podstawowe, a mianowicie z twórczością. ” I to jest sedno sprawy – liczy się twórczość, kreacja, a nie piksele i format zapisu.

Ktoś zapytał po co nabywcy RAW – skoro w nim nie będzie mógł gmerać (rozumiem wywołać w inny sposób). To czy będzie mógł „gmerać” zależy od tego jak się umówią strony (jednak napisałem to po raz trzeci, w końcu do trzech razy sztuka 😉 ). Ja odwrócę pytanie, a po co fotografowi RAW, z którym teoretycznie nie będzie mógł nic zrobić bo nie ma np. praw do publikacji wizerunku? Wierzcie mi, że ten spór będziemy mogli toczyć tygodniami, a nawet miesiącami i zawsze znajdzie się jakieś  „ale”. Ambicją tego bloga nie jest zebranie materiału na pracę naukową, którą naprawdę zrozumie jedynie promotor i dwóch recenzentów. My tu dyskutujemy o konieczności przekazania RAW-a, a przecież nie wszyscy robią zdjęcia w RAW-ach.

Mój pogląd znacie, od wczoraj się nie zmienił. To, że ja stoję na takim stanowisku, to oczywiście nic nie znaczy. Jak najłatwiej pozbyć się problemu ? Nie  przenosić autorskich praw majątkowych, a udzielać licencji. Od zawsze byłem zwolennikiem licencji, oczywiście licencji niewyłącznej (w naszym kraju nie ma “Licence to Kill”, no chyba  że na DVD).

PS 1. Przyjmuje się, że za “twórczość” w rozumieniu art. 1 ust. 1 można uznać w dziedzinie fotografii artystycznej świadomy wybór momentu fotografowania, punktu widzenia, kompozycji obrazu (kadrowania), oświetlenia, ustalenia głębi, ostrości i perspektywy, zastosowania efektów specjalnych oraz zabiegi zmierzające do nadania fotografii określonego charakteru, elementy te bowiem nadają fotografii indywidualne piętno, konieczne dla uznania istnienia utworu w rozumieniu Prawa autorskiego (orzeczenie Sądu Najwyższego, sygnatura III CKN 1096/00).

PS 2.

  1. Blog nie zawiera prawdy objawionej.
  2. Każdy może mieć zdanie odmienne niż ja.
  3. Wszelkie wpisy są moimi prywatnymi poglądami na prawo i fotografię.
  4. Stosując się do moich porad, robisz to na własne ryzyko :-).

Ja… autor

Update: 25.06.2014

W tekście “Obróbka cyfrowa i dementi” wycofałem się z pewnych twierdzeń odnośnie obowiązku przekazania RAWa (NEFa), dlatego po części ten wpis jest nieaktualny.

* * * * *

Znalazłem na zaprzyjaźnionym forum takie pytanie: „Zamawiając sesję zdjęciową, kiedy i w jakich okolicznościach mam prawo domagać się otrzymania zdjęć w formacie RAW oprócz obrobionych jpg?”

Wszystko kwestia negocjacji”, jak powiedział pewien Redaktor poczytnego magazynu fotograficznego. I ma chłop świętą rację.

Pytanie jest proste, a ileż implikuje zagadnień prawnych dotyczących fotografowania (a dokładniej praw autorskich). Oj sporo, sporo. A to kwestia samej umowy, czy ma dotyczyć przeniesienia majątkowych praw autorskich, czy też tylko udzielenia licencji (a w ogóle co to jest licencja?). A jak licencja, to jaka? Na jakich polach eksploatacyjnych zamawiający będzie mógł korzystać z nabytych praw itp., itd. Już widzę jak niejeden czytelnik łapie się za głowę, krzywi i myśli… gadanie. „Mam zlecenie, ba nawet podpisaną umowę (to że wzór z internetu i do innego typu zlecenia – nieważne), idę na imprezę, robię zdjęcia, kilka odbitek, reszta na płytce. Klienci zadowoleni, w kieszeni parę groszy, wszystko gra. Po co więc mi jakieś dodatkowe dyrdymały prawne”. Odpowiadam. Ano np. po to, żebyś wiedział Drogi Czytelniku, iż para młodych pozwalając Ci na publikację zdjęć weselnych robi to zazwyczaj bez uprawnień. Chyba że ma zgodę wszystkich gości, ale nie wierzę, żeby kogokolwiek się pytali o zgodę na publikację. Zleceniodawca nie ma prawa do wyrażenia zgody na publikację wizerunku gości weselnych. Gość może mieć pretensje. Jeżeli jest to mąż oficjalnie przebywający na zagranicznej delegacji, to nawet uzasadnione ;-). Pamiętaj, że w przypadku sporu, to Ty będziesz musiał wykazać, że masz zgodę na publikację.

Wracamy do umowy. Przygotowując umowę odpowiedz sobie na 4 podstawowe pytania: kto, komu, co i za ile? Dzisiaj skupmy się tylko na odpowiedzi na pytanie „co?”, czyli na przedmiocie umowy, który zasadniczo powinien być w miarę dokładny. Pozwoli to w przyszłości uniknąć pretensji pomiędzy fotografem, a klientem. Warto zaznaczyć gdzie i kiedy ma być zrobiona sesja zdjęciowa lub reportaż, ile ma być odbitek, w jakim formacie (o rodzaju papieru też bym nie zapominał). Ustalcie czy mają być zdjęcia również w wersji cyfrowej i w jakim formacie. Jeżeli jesteś klientem to nie żądaj plików NEF od człowieka, który całe życie robi zdjęcia Canonem. Nie ma szans, nawet jakby bardzo się starał (no chyba, że pożyczy do realizacji zlecenia Nikona). Swoją drogą jeżeli zleceniodawca (znaczy klient) chciałby później „pogmerać” w RAW-ach, to powinien to sobie zagwarantować w umowie. Tu doszliśmy do kwestii tajemniczych pól eksploatacyjnych, ale to kolejny nudny temat na jesienne wieczory i nie na dzisiaj (za oknem 30 stopni Celsjusza).
Kiedy powinno się przekazać RAW-a? Na 100% RAW-a powinien zostać przekazany nabywcy majątkowych praw autorskich do zdjęcia. Jest to sytuacja, w której przenosisz na klienta autorskie prawa majątkowe. Klient staje się „właścicielem zdjęcia”, a Ty przestajesz mieć jakiekolwiek prawa do dysponowania nim (możesz sobie zostawić jako tapetę na pulpicie komputera w ramach dozwolonego użytku osobistego). Powtórzę. Przeniosłeś majątkowe praw autorskie – Klient stał się „właścicielem zdjęcia”, ale nie jego twórcą. Nabywcy praw do zdjęcia nie może przypisać sobie autorstwo zdjęcia. I nie ważne czy „właściciel” zdjęcia kupił je za milion dolarów, czy odziedziczył po sławnym wujku.
Nabywający prawa majątkowe do zdjęcia nie może nabyć jednego – prawa do autorstwa zdjęcia (nawet jeżeli za zdjęcie zapłaci kartą Mastercard 😉 ). W nomenklaturze prawniczej mówimy o autorskich prawach osobistych, które są niezbywalne (art. 16 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Co to oznacza w praktyce? Że nie można przypisać nikomu innemu autorstwa zdjęcia zrobionego przez Ciebie.
Art. 16. Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem, a w szczególności prawo do:
1) autorstwa utworu;
2) oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo;
3) nienaruszalności treści i formy utworu oraz jego rzetelnego wykorzystania;
4) decydowania o pierwszym udostępnieniu utworu publiczności;
5) nadzoru nad sposobem korzystania z utworu.

Słowniczek:
Twórca – fotograf, czyli Ty! Prawo określa Cię mianem Twórcy. Brzmi nieźle, prawda?
Utwór – dobrze kombinujesz, zrobione przez Ciebie zdjęcie.

Teraz czas na odpowiedź na postawione na wstępie pytanie.
Wszystko zależy od tego, co ustalą Wysokie Umawiające się Strony.

 

Dworcowe story

Wczorajsza informacja dotycząca zakazu przeprowadzenia wywiadu na dworcu w Krakowie, bez zgody zarządcy, nadal mnie nurtuje. Zapytany przez prasę przedstawiciel kolei stwierdził, że „Pisemna zgoda na wykonywanie zdjęć lub nagrań potrzebna jest tylko po to, by zweryfikować, czy nie służą one celom komercyjnym”. Czyli jak zwykle wszystko postawione jest na głowie. Według kolei muszę zwrócić się o pozwolenie, jednocześnie przekonać, że zdjęcia nie będą użyte dla celów komercyjnych. A przecież cytowane rozporządzenie mówi coś zupełnie innego. W języku potocznym brzmi to tak: „Nie wolno ci prowadzić działalności komercyjnej bez zgody” /*. Ergo, jeżeli nie prowadzę działalności komercyjnej i idę z wypasionym Canonem lub Nikonem (albo z przysłowiową “małpką”) na dworzec, żeby potem pochwalić się kolegom na portalu swoimi umiejętnościami fotograficznymi lub zaprezentować ich brak (co życzliwi chętnie wytkną), to nie muszę nikogo pytać o zgodę.

Jest jedno ale… Kolej wie lepiej i twardo obstaje przy swoim. Trzeba i już. Poza tym nie widzi w tym żadnego kłopotu, bo „Pozwolenie na wykonywanie zdjęć lub nagrań mogą uzyskać wszyscy, jeśli nie służą one celom komercyjnym”. Za czasów reformy Wilczka-Rakowskiego wprowadzono w Polsce powszechną i znaną wszystkim demokratycznym państwom zasadę: „Co nie jest zabronione, jest dozwolone”. Mówi się, że kolej to państwo w państwie. Nasuwa się pytanie… ale czy na pewno demokratyczne?

Przepraszam! Jest jeszcze drugie “ale”. Jak przekonać ochroniarza, policjantkę czy zawiadowcę, że facet z wypasionym aparatem wartości używanego samochodu (zapożyczone od @autofocusa – pozdrawiam 🙂 ) robi to dla przyjemności i bez chęci osiągnięcia korzyści majątkowej.

PS. Nadal uważam, że przepisy o prowadzeniu działalności komercyjnej są nadinterpretowana. Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie stwierdzi, że oczekując na pociąg w poczekalni dworcowej łamię prawo, pisząc projekt umowy dla klienta. A przecież prowadzę działalność gospodarczą i to o zgrozo… na obszarze kolejowym!!  Co z detektywem robiącym zdjęcia mężowi żegnającemu na peronie czule swoją “drugą panią”? Czy najpierw ma pobiec po zgodę na robienie zdjęć dla celów komercyjnych?  Sprawa prasy, to kolejny duży temat.

/* przypomnę treść rozporządzenia
Na obszarze kolejowym, w pociągach i innych pojazdach kolejowych zabrania się prowadzenia działalności gospodarczej, w tym prowadzenia akwizycji, handlu lub innej działalności zarobkowej, bez zgody zarządcy lub przewoźnika kolejowego.

Jedzie pociąg z daleka…

Po artykule „Nagrywasz na dworcu PKP? Zatrzymają cię” na forach zawrzało. Nie będę odnosił się do komentarzy, bo jak zwykle są i mądre i te mniej roztropne. Ludzie są różni, to i komentarze muszą być różne 😉 . Warto jednak przyjrzeć się samej informacji. Sensacyjny tytuł, który nie do końca ma później odzwierciedlenia w treści artykułu, jak również brak odpowiedzi na poruszone w nim kwestie, których z pewnością oczekuje czytelnik. Ale cóż, do tego już chyba wszyscy przywykli, że tytuł lub lead nie zawsze idą w parze z treścią artykułu. Koniec złośliwości. Kropka.

Opisana w artykule sytuacja dotyka dwóch podstawowych i jakże istotnych  zagadnień. Co wolno właścicielowi lub zarządcy budynku (nawet jeżeli jest to miejsce publiczne), a co użytkownikom takiego obiektu. Temat obszerny i do przygotowania w długie jesienne wieczory. Odnosi się on zarówno do fotografowania na dworcach, w muzeach, galeriach handlowych, jak i w innych miejscach bardziej lub mniej prywatnych, jak również bardziej lub mniej publicznych.

Nie wszyscy na wakacje wybierają się samolotem. Są tacy co preferują inne środki transportu, m.in. kolej. Dlatego dzisiaj o zakazie fotografowania na kolei.

Teraz najważniejsza informacja. Nie obowiązuje zakaz fotografowania na kolei.  Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 23 listopada 2004 r. w sprawie przepisów porządkowych obowiązujących na obszarze kolejowym, w pociągach i innych pojazdach kolejowych zniosło podstawę prawną do wprowadzania zakazu fotografowania. Pod rządami starego rozporządzenia zarząd kolei lub przewoźnika kolejowego  mógł wprowadzić zakaz fotografowania, filmowania, wykonywania szkiców i rysunków budynków, budowli i urządzeń oraz pociągów i innych kolejowych pojazdów szynowych. Obecnie już nie może :-).  Tak więc odprowadzając na pociąg ukochaną cioteczkę możesz jej śmiało zrobić pamiątkowe zdjęcie, na tle nowego Pendolino. A co jak przybiegnie do nas pan ochroniarz, pani policjantka, SOK-ista lub znerwicowany zawiadowca? Proste. Poprośmy o podanie podstawy prawnej zakazu robienia zdjęć na dworcu na tle nowego Pendolino. Z pewnością  jej nie znajdą. Za to my mamy prawo poprosić osobę „interweniującą” aby podała swoje imię i nazwisko oraz numer służbowy. Przyda się jak nic do napisania skargi. Jeszcze jedna ważna uwaga. Zdjęcia i sprzęt jest Wasz i nie ma najmniejszego powodu, aby „interweniującym” pokazać, że naprawdę zrobiliście zdjęcie cioci, a nie strategicznego transformatora z lat 60-tych.

Dwa przydatne pojęcia związane z dzisiejszym wpisem:

  • obszar kolejowy – powierzchnia gruntu określona działkami ewidencyjnymi, na której znajduje się droga kolejowa, budynki, budowle i urządzenia przeznaczone do zarządzania, eksploatacji i utrzymania linii kolejowej oraz przewozu osób i rzeczy (art. 4 pkt 8 ustawy o transporcie kolejowym).
  • dworzec kolejowy – usytuowany na obszarze kolejowym obiekt budowlany lub zespół obiektów budowlanych do obsługi podróżnych lub usług towarzyszących tej obsłudze, który może również obejmować urządzenia do wykonywania czynności związanych z prowadzeniem ruchu pociągów (art. 4 pkt 8 ustawy o transporcie kolejowym)

Na koniec wróćmy do artykułu prasowego przywołanego na wstępie. Moim zdaniem cała sytuacja wynika z bardzo szerokiej interpretacji § 1 pkt 18  rozporządzenia które stanowi, że na obszarze kolejowym zabrania się prowadzenia działalności gospodarczej, w tym prowadzenia akwizycji, handlu lub innej działalności zarobkowej, bez zgody zarządcy lub przewoźnika kolejowego.

PS. Dobrze, że nie obowiązuje zakaz fotografowania na kolei. Dzięki temu może uda nam się “ocalić” kilka z dworców, które niszczeją i za chwile może już ich nie być.

Do roboty! 🙂

Czy można Pani zrobić zdjęcie?

Jadąc na zagraniczne wojaże warto poświęcić kilka chwil i odpowiednio się do nich przygotować. I nie chodzi wcale o zaprawę fizyczną mającą na celu poprawić naszą kondycję czy wygląd zewnętrzny (chociaż o to warto również zadbać 🙂 ). Warto poczytać o tym co wolno, a czego nie w miejscu do którego właśnie się wybieramy. Szczególnie istotne jest to przy wyprawach egzotycznych lub poza nasz obszar kulturowy. Poświęcenie kilkunastu minut może nas ustrzec przed przekształceniem podróży życia w koszmar lub przed uznaniem za szpiega. Podstawowe informacje można znaleźć w poradniku „Polak za granicą”. Więcej i bardziej szczegółowych informacji należy szukać na stronach naszych placówek dyplomatycznych w poszczególnych krajach.

I tak przykładowo w Izraelu:

  •   istnieje zakaz fotografowania obiektów wojskowych (Znajomi na wyjeździe służbowym wyszli z hotelu cyknąć kilka pamiątkowych fotek. Pech chciał, że na tle obiektów wojskowych. A że nieszczęścia chodzą parami, to się okazało że nie mieli z sobą żadnych dokumentów. Z krótkiego wypadu z hotelu zrobiła się kilkugodzinna wizyta na komisariacie.),
  • nie wolno bez zgody uczestników uroczystości religijnych fotografować tych osób.

W Polce nie ma zakazu fotografowania osób. W komentarzu do poprzedniego wpisu @wzrokowiec  napisał: „załoga samolotu zastrzegła, że nie wolno robić zdjęć z nimi w kadrze, a to było trudne, bo ciągle się szwendali…”. Oczywiście załoga nie miała racji. Ale nie radzę jednak udowadniać swoich praw na pokładzie, bo może się to skończyć tym, że nie dolecimy do celu lub wyjdziemy z samolotu w kajdankach.

Wizerunek osoby jest jej dobrem osobistym, jednak prawo nie zabrania robić zdjęć osobom. Prawo zakazuje publikacji wizerunku osoby bez jej zgody (nawet jeżeli jest to zdjęcie Twojej koleżanki lub kolegi). Generalna zasada brzmi: „Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie” (art. 81 ust. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Prawo nie wymaga szczególnej formy na udzielenie zgody, ale pamiętaj, że jeżeli dojdzie do sporu, to Ty jako autor będziesz musiał wykazać, że taką zgodę uzyskałeś. Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, że “Zgody na publikację wizerunku nie domniemywa się, jednak art. 81 ust. 1 nie wymaga także, aby zgoda ta wyrażona została w formie pisemnej. Jej udzielenie może nastąpić w każdej formie, a ustalenie faktu wyrażenia zgody na publikację wizerunku może nastąpić przy użyciu wszelkich środków dowodowych” (Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 17 lipca 2009 r., sygn. VI ACa 5/09). Co oznacza w praktyce, że zgody nie domniemywa się? Ano to, że nie możesz uznać, że jeżeli ktoś nie protestują jak mu robisz zdjęcie, to zgadza się na publikację wizerunku.

Skoro wizerunek jest dobrem osobistym podlegającym ochronie prawnej, to nie dziwcie się, że agencje za pośrednictwem których sprzedajecie swoje zdjęcia  wymagają od Was oświadczenia, że posiadacie zgodę osoby widniejącej na zdjęciu na publikację wizerunku.

O odstępstwach od generalnej zasady będzie kiedy indziej, gdyż jest to temat rzeka („Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku (i) osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych; (ii) osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza”).

PS 1.Tutaj jeden z polskich absurdów nie mający żadnego prawnego umocowania.

PS 2. Uwaga! Poza prawem boskim i prawem ludzkim jest jeszcze prawo… pięści! Radzę o tym pamiętać 🙂 , o czym przypomina również m.in. Ambasada Rzeczpospolitej Polskiej w Teheranie informując, że „dla własnego bezpieczeństwa lepiej pytać o zgodę na fotografowanie”.  Prawo pięści wobec mojej skromnej osoby chciał zastosować pewien Włoch, na Zatybrzu w Rzymie.

 

Rzecz o lataniu, czyli o bagażu i kontroli na lotniskach

Miało być o źródłach prawa, to i będzie, ale nie dzisiaj. W końcu są wakacje i jest wiele przyjemniejszych rzeczy, niż wspomniane źródła. Mam nadzieję, że nie oberwę mocno po uszach za małą woltę. A jak oberwę, to będę miał nauczkę żeby nie anonsować kolejnych wpisów :-).

Początek wakacji, to podróże. A jak podróże, to często samolotem. I tu pojawia się kwestia związana z przewozem sprzętu fotograficznego. Nikt z nas zapewne nie będzie chciał swojej ulubionej i wypieszczonej lustrzanki nadać w bagażu rejsowym. I słusznie, bo nigdy nie wiadomo czy bagaż doleci razem z nami w to samo miejsce, jak również kiedy doleci. Zazwyczaj dolatuje, ale nieszczęścia chodzą po ludziach. Mnie ostatnio dwukrotnie zdarzyło się, że bagaż został w porcie przesiadkowym. Proste – mój bagaż lubi nocować w Monachium. W sumie nic strasznego, jak wracasz do domu, jednak gdy leci się na wyprawę fotograficzną i nie dolatuje statyw, filtry, wężyk i co ważniejsze… ładowarka i dodatkowe akumulatory, to już jest mniej wesoło.

Nie piszę w co spakować sprzęt, bo na tym lepiej znają się inni, np. Dominik i Piotr.

Każdy z przewoźników określa indywidualnie rozmiar i wagę bagażu podręcznego. Dlatego też przed podróżą warto zapoznać się z warunkami Twojego przewoźnika. Dla przykładu w klasie ekonomicznej LH dopuszcza bagaż o rozmiarze nie większym niż 55 x 40 x 20 cm i nie cięższy niż 8 kg, a LOT w klasie ekonomicznej dopuszcza jeden bagaż do 6 kg (dodatkowo np. aparat fotograficzny uwieszony na szyi), o łącznych wymiarach do 115 cm (bardzo często zasady te są zróżnicowane i uzależnione od klasy biletu). Lecąc z biurem podróży na wakacje warto rzucić okiem na voucher, gdzie powinna być informacja o bagażu – ja na swoim znalazłem :-).
Wiemy już ile, nie wiemy jeszcze natomiast co. Linie lotnicze dopuszczają w bagażu podręcznym przewóz m.in. aparatów fotograficznych (zarówno analogowych i cyfrowych), kamer, akcesoriów do aparatów (bez ostrych zakończeń). Z akcesoriami to jednak jest różnie. Z pewnością nie wpuszczą nas na pokład ze statywem czy monopodem (chociaż pewnie Gorillapod by się „prześliznął” przez kontrolę) i każą nadać na bagaż rejsowy. Nie ma natomiast najmniejszych kłopotów z lustrzankami, obiektywami, lampami błyskowymi, ładowarkami, filtrami (ale imbus do dokręcenia głowicy statywu lub sprężone powietrze już nie jest wskazany w bagażu podręcznym). Jak dotąd na żadnym z lotnisk europejskich kontrole nie miały uwag zarówno do wielkości, jak i zawartości mojego niemałego Tamraca Expedition X6 (a zazwyczaj mam w nim 2 body, 5-6 obiektywów, lampę, karty). Ładowarki, dodatkowe akumulatory i kable nadal wysyłam w bagażu rejsowym (no ile razy jeszcze mogą nie dolecieć?).

Kontrola bezpieczeństwa na lotnisku. Jestem uratowany, są źródła! Podstawowym aktem regulującym zasady kontroli przeprowadzanych na europejskich lotniskach jest Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 300/2008 z dnia 11 marca 2008 r. w sprawie wspólnych zasad w dziedzinie ochrony lotnictwa cywilnego i uchylające rozporządzenie (WE) nr 2320/2002. W Polsce kwestie zasad bezpieczeństwa reguluje rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19 czerwca 2007 r. w sprawie Krajowego Programu Ochrony Lotnictwa Cywilnego realizującego zasady ochrony lotnictwa.
Generalnie na bramce nie ma co zadzierać, zazwyczaj i tak funkcjonariusze mają ostatnie słowo. Pamiętacie sprawę Sikha, który nie chciał zdjąć turbanu? Chcą zajrzeć do plecaka, niech zaglądają. Nie mogą jednak zakwestionować możliwości przewozu sprzętu fotograficznego w bagażu podręcznym. Ci co ważą i mierzą (jeżeli są, to przy wejściu na pokład tzw. Gate) to już nie kontrola, a zazwyczaj przedstawiciele lub agenci przewoźnika. Oni nie mają uprawnień, aby zaglądać do bagażu, ale mogą nas poprosić o poddanie bagażu kontroli co do rozmiarów i wagi. Jeżeli nasz bagaż będzie niezgodny z warunkami przewozu, mogą nas nie wpuścić z nim na pokład i zażądać nadania, jako bagaż rejsowy (Już to widzę, jak nadaję moje Nikony na bagaż rejsowy. Wystarczy wyjrzeć przez okno na płytę lotniska, żeby zobaczyć, jak traktowany jest bagaż przez obsługę. Albo lecimy razem albo wcale! Na szczęście nie stałem nigdy przed takim dylematem, chociaż wspomniany Tamrac rzadko kiedy waży mniej niż 10 kg).

Jak już przejdziemy wszystkie kontrole i siądziemy w fotelu lotniczym, czas już tylko myśleć o wakacjach i niezapomnianych kadrach :-). Bon voyage !!!

PS. Nie czas i pora pisać o robieniu zdjęć na lotniskach, ale generalnie w Europie jak dotychczas nie miałem z tym kłopotów. Zresztą wszelkie zakazy mijają się chyba z celem w dobie Google Maps.