Alfabet F-LEXa. F jak faktura.

W zeszłym roku alfabet zakończyłem na literce E. Czas więc na “ef”. 🙂

Przeniesienie praw autorskich majątkowych do utworu polega na rozporządzeniu przysługującym autorowi prawie, czego skutkiem jest to, że autorowi przestają przysługiwać jakiekolwiek prawa majątkowe do utworu, w zakresie pól eksploatacji, których dotyczy umowa. Właścicielem tychże praw staje się nabywca. Przykładowo więc, jeżeli przeniosłeś prawa autorskie majątkowe do zdjęcia X na polu eksploatacyjnym związanym z jego rozpowszechnianiem w Internecie, to tym samym utraciłeś wszelkie prawo do umieszczania tego zdjęcia m.in. na swoim fanpagu, blogu czy stronie WWW. A żeby zrobić to legalnie, musiałbyś uzyskać stosowną licencję od nabywcy praw do zdjęcia.

Zawarcie umowy licencji nie skutkuje przeniesieniem praw autorskich majątkowych do utworu na licencjobiorcę. Nie jest to czynność rozporządzająca (jak w przypadku przeniesienia praw autorskich majątkowych), a jedynie czynność upoważniająca, tzn. zawierająca upoważnienie dla licencjobiorcy do korzystania z tego prawa. Majątkowe prawa autorskie pozostają przy licencjodawcy. Zawarcie takiej umowy rodzi po stronie licencjodawcy obowiązek znoszenia korzystania z utworu przez licencjobiorcę w zakresie objętym licencją. Korzystanie to odbywa się więc za zgodą uprawnionego i tym samym nie stanowi naruszenia jego praw autorskich. W przypadku licencji nadal możesz korzystać ze zdjęcia X i może ono sobie „wisieć tam, gdzie wisiało”. 😉

Przenosząc prawa autorskie majątkowe do zdjęcia (w zasadzie dotyczy to każdego utworu, a nie tylko utworów fotograficznych) należy pamiętać, że umowa dla swej ważności musi zostać zawarta w formie pisemnej (art. 53 Ustawy). Niedochowanie formy pisemnej będzie skutkowało tym, że na nabywcę nie przejdą te prawa, co nie oznacza jednak, że nie będzie mógł on korzystać z utworu. W świetle prawa autorskiego wymóg formy pisemnej jako warunek skutecznego i ważnego zawarcia umowy dotyczy umowy o przeniesienie praw autorskich (art. 53 Ustawy) i umów licencji wyłącznej (art. 67 ust. 5 Ustawy). Nie obejmuje natomiast licencji niewyłącznej. Oświadczenie woli stron w przypadku umowy licencji niewyłącznej może być złożone w dowolny sposób wyrażający ich wolę w sposób dostateczny (art. 60 k.c.).

Czy autorskie prawa majątkowe można przenieść na podstawie faktury?
Zawarcie umowy polega na złożeniu zgodnego oświadczenia obu stron umowy. Zgodnie z art. 78 § 1 k.c. do zachowania pisemnej formy czynności prawnej wystarcza złożenie własnoręcznego podpisu na dokumencie obejmującym treść oświadczenia woli. Ten warunek można spełnić przy założeniu, że fakturę wystawi osoba upoważniona do zbycia praw, a przyjmie ją i zaakceptuje osoba upoważniona do składania oświadczeń w imieniu nabywcy. Sprawa wydaje się być bardzo prosta, gdy mamy relację fotograf – osoba fizyczna. Gdy nabywcą jest osoba prawna, taką akceptację musiałyby złożyć osoby upoważnione do reprezentacji osoby prawnej. Umowa przenosząca autorskie prawa majątkowe musi określać przedmiot przenoszonych autorskich praw majątkowych, a więc konkretnych utworów objętych tymi prawami, a także wskazania pól eksploatacji. Zgodnie z art. 41 ust. 2 Ustawy umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych obejmuje pola eksploatacji wyraźnie w niej wymienione. Zarówno oznaczenie utworów (zdjęć) jak i wskazanie pól eksploatacji może zostać dokonane w treści faktury.

Jeżeli więc faktura będzie określała minimum elementów wymaganych dla umowy o przeniesienie autorskich praw majątkowych i będzie wystawiona i przyjęta (podpisana) przez osoby upoważnione do reprezentowania zbywcy i nabywcy, to taka faktura może zostać uznana za umowę przenoszącą autorskie prawa majątkowe.

Cel

W „handlu zdjęciami” istotna jest kwestia „co sprzedać” i „jak sprzedać”? Oczywiście nie chodzi tu o sprzedaż w rozumieniu art. 535 kodeksu cywilnego. Należy podjąć decyzję, czy zbyć autorskie prawa majątkowe, czy udzielić tylko stosownej licencji do korzystania z nich oraz w jakim zakresie. Zarówno o zbywaniu autorskich praw majątkowych, jak i o udzielaniu licencji było sporo na F-LEX, więc nie będę wracał dzisiaj do tego tematu. Dzisiaj kilka słów o tym, jak interpretować umowę, gdy nie jest ona jednoznaczna i nie wynika wprost, których dotyczy pól eksploatacji oraz czy przenosi ona autorskie prawa majątkowe, czy też tylko udzielona jest licencja. Oczywiście w przypadku umów niejednoznacznych, każda ze stron umowy będzie interpretowała ją w taki sposób, aby wyjść na tym jak najkorzystniej. W zasadzie taka byle jaka umowa to dobra pożywka dla konfliktu, który swój finał zapewne będzie miał w sądzie. Nie są to niestety wymysły piszącego te słowa, ale fakty, które miały już nie raz miejsce. Kwestia interpretacji umów dotyczących przenoszenia praw autorskich gościła już kilkakrotnie na wokandzie, także wokandzie Sądu Najwyższego. W 2008 r. Sąd Najwyższy (sygn. akt V CNP 82/08) uznał, że „w sytuacji gdy chodzi o ustalenie pól eksploatacji, jakie obejmuje umowa, należy odwołać się do formułowanych w kodeksie cywilnym reguł wykładni, nie tracąc z pola widzenia wskazówek interpretacyjnej wynikającej z art. 41 ust. 2 Ustawy, zawierającej nakaz interpretowania na korzyść twórcy tych wątpliwości, których nie można usunąć za pomocą wskazanych reguł.

 Art. 41 ust 2. Umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych lub umowa o korzystanie z utworu, zwana dalej “licencją”, obejmuje pola eksploatacji wyraźnie w niej wymienione.

Powyższy przepis, na co wskazał w cytowanym orzeczeniu Sąd Najwyższy, nie wyklucza stosowania również przepisów art. 65 kodeksu cywilnego. Podobne stanowisko zajął w zeszłym roku Sąd Apelacyjny w Poznaniu (sygn. akt I Aca 852/13) przyjmując, że „umowy o przeniesienie autorskich praw majątkowych, jak każde umowy wzajemne, podlegają wykładni zgodnie z dyrektywami z art. 65 k.c., mającej na celu ustalenie zgodnego zamiaru stron i celu umowy.” Co zatem kryje się za tajemniczym art. 65 k.c.? Pomimo dosyć jednoznacznie brzmiącego przepisu art. 41 ust. 2 Ustawy przy interpretacji umów dotyczących praw autorskich należy brać pod uwagę także zgodny zamiar stron i cel umowy.

Art. 65. § 1. Oświadczenie woli należy tak tłumaczyć, jak tego wymagają ze względu na okoliczności, w których złożone zostało, zasady współżycia społecznego oraz ustalone zwyczaje.
§ 2. W umowach należy raczej badać, jaki był zgodny zamiar stron i cel umowy, aniżeli opierać się na jej dosłownym brzmieniu.

Sąd Najwyższy przyjął również za możliwe zastosowanie wykładni, o której mowa w art. 65 k.c. także do oceny charakteru umowy (przeniesienie praw autorskich, czy licencja). Zgodnie z treścią art. 65 Ustawy w braku wyraźnego postanowienia o przeniesieniu prawa uważa się, że twórca udzielił licencji. Dokonując literalnej wykładni tego przepisu należy uznać, że skoro w umowie nie wskazano wyraźnie, że nastąpiło przeniesienie majątkowych praw autorskich, to mamy do czynienia z umową licencji. I tu Sąd Najwyższy mówi do nas hola, hola! Nie tak szybko! Jest przecież jeszcze art. 65 kodeksu cywilnego. W uzasadnieniu wyroku z 15 listopada 2012 r. Sąd Najwyższy (sygn. akt V CSK 545/11) podnosi, że „art. 65 prawa autorskiego, zawierający wymaganie, aby umowa o przeniesieniu majątkowego prawa autorskiego zawierała wyraźne postanowienie o przeniesieniu tego prawa, nie stoi na przeszkodzie odwoływaniu się w wypadku wątpliwości co do treści umowy do zawartych w Kodeksie cywilnym, zwłaszcza w art. 65 k.c., ogólnych zasad wykładni oświadczeń woli i umów oraz braniu pod rozwagę przede wszystkim zgodnego zamiaru stron i celu umowy. Nie ma bowiem podstaw do przyjęcia tezy, że te generalne reguły kodeksowe nie znajdują zastosowania do umów prawa autorskiego. Rygorystyczne podejście do wspomnianego ustawowego wymagania byłoby trudne do zaakceptowania w sytuacji, w której zebrany w sprawie materiał wyraźnie wskazuje, że zgodnym zamiarem stron i celem umowy było przeniesienie majątkowych praw autorskich.”

Co z tego wynika dla fotografa. Jeżeli z jakichś powodów podpisałeś kiepsko przygotowaną umowę, z której nie wynika jednoznacznie jakich dotyczy pół eksploatacyjnych lub czy rzeczywiście przeniosłeś majątkowe prawa autorskie, czy też udzieliłeś li tylko licencji, to z pomocą może przyjść nie tylko prawnik, ale przede wszystkim art. 65 kodeksu cywilnego. Interpretując umowę nie zapominaj o zgodnym zamiarze stron, jak również jej celu.

Film promocyjny

Za 45 sekund „Tajemniczego Dolnego Śląska” (lubię tę reklamę i dlatego lokalny patriotyzm nakazał mi umieścić ją na blogu) zapłacono raptem ok. 330 tyś. PLN.

Urząd Miasta w Świdnicy jest bardziej „oszczędny” i ogłosił „Konkurs na film promocyjny o Świdnicy”. Wszystkie szczegóły znajdziecie TU. Trochę to przypomina sprawę opisywaną w „Konkursie z super nagrodami”, gdzie pisałem o pozyskiwaniu zdjęć, filmów czy innego rodzaju kontentu za bezcen przez organizatorów różnego rodzaju konkursów.  Tym razem poza chwilą sławy dla autora jest jeszcze cenna nagroda pieniężna w wysokości słownie jednego tysiąca złotych netto (uff przynajmniej podatek zapłacą) oraz dwie nagrody dodatkowe w postaci albumów.

Jeżeli zostaniesz laureatem, to musisz podpisać umowę z organizatorem, w której m.in.:

  • przenosisz automatycznie i nieodpłatnie na Organizatora wszelkie autorskie prawa majątkowe i pokrewne (prawa zależne) do nieograniczonego w czasie i przestrzeni korzystania i rozporządzania utworem, w całości i we fragmentach, w kraju i zagranicą oraz udzielasz mu wyłącznego prawa na zezwalanie na wykonywanie autorskich praw zależnych”.
  •  „Przeniesienie dotyczy w szczególności pól eksploatacji wskazanych w art. 50 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. (Dz. U. z 2006 r. Nr 90, poz. 631 z późn. zm.) w szczególności w zakresie wykorzystania w celu emisji, udostępniania na stronach internetowych Organizatora i jednostek mu podległych, we wszystkich materiałach reklamowych i promocyjnych, bez względu na sposób ich zwielokrotniania i wprowadzania do obrotu.

Tak więc drogi laureacie chwila sławy i tysiąc złotych, to wszystko na co możesz liczyć, za to urząd miasta nabył wszelkie autorskie majątkowe prawa do filmu reklamowego. Jeżeli więc chwaliłeś się nim na FB lub innym portalu, to raczej go zdejmij, bo nie masz już do tego prawa ;-).

 Morał? Podobny jak i z poprzedniego wpisu. Regulaminy należy czytać, aby świadomie podejmować decyzję co do uczestnictwa czy to w konkursie, czy warsztatach.

Pan NEF

 

 

Update: 25.06.2014

W tekście “Obróbka cyfrowa i dementi” wycofałem się z pewnych twierdzeń w zakresie obowiązku przekazania  RAWa (NEFa), dlatego po części ten wpis jest nieaktualny.

* * * * *

Wczorajszy wpis dotyczący kwestii przekazywania RAW-ów wzbudził z jednej strony duże zainteresowanie, a z drugiej „zmasowany atak krytyków”. Przed jednym broniłem się przez dwie godziny na Gadu-Gadu  (pozdrawiam adwersarza ;-)).  Mając na uwadze, że nie należy chować głowy w piasek postanowiłem już dzisiaj wrócić do tematu. Z racji tego, że nie każdy jest użytkownikiem i „wyznawcą” japońskiej firmy, co nazywa się tak jak dwóch Świętych (w historii ludzkości mieliśmy dwóch Świętych Nikonów), powróćmy do ogólnej nomenklatury. Bohaterem jest więc Pan RAW, jako element związany z utworem fotograficznym. Dzisiaj będzie nudniej, ale nikt nie mówił, że prawo  nie jest nudne. Osobiście zdarzyła mi się na sali sądowej sytuacja, gdy sędzia z rozbrajająca szczerością  stwierdził: „Przed rozprawą mówiłem ławnikom, że będzie cyrk”. Cyrk to instytucja rozrywkowa dla szerokich mas, czyli są jednak tacy, dla których prawo to rozrywka :-).

Przypomnę, że postawiona przeze mnie teza o przekazania pliku RAW dotyczyła sytuacji, w której przenoszę autorskie prawa majątkowe do utworu fotograficznego na wszystkich znanych polach eksploatacji.  No to teraz anonsowane nudy. Ustawodawca nie podjął się próby zdefiniowania pojęcia utwór fotograficzny (art. 1 ust.2 pkt 3), a dotychczasowa literatura, jak i orzecznictwo sądowe są  bardzo ubogie.  Sąd Najwyższy (wyrok z 10. maja 1976 r. , sygn. IV CR 127/76) zmierzył się z pojęciem utworu fotograficznego i uznał, że „fotografia polega na uzyskaniu obrazów “przedmiotów” przy stosowaniu właściwych jej sposobów i środków (utwór plastyczny).”  Tenże sąd stwierdził również, że prawo autorskie do fotografii powstaje, gdy dzieło to zawiera elementy osobistej twórczości autora w treści lub formie, gdy nosi cechę oryginalności. Dotyczy to fotografii, niezależnie od tematyki utworu i techniki jego wykonania (jego wartości artystycznej). Utwór fotograficzny, który nosi cechy osobistej twórczości jego autora, jest przedmiotem prawa autorskiego i jeśli czyni zadość przepisom ustawy o prawie  autorskim, podlega ochronie tego prawa. Przywołam również pewne fragmenty (na prawie cytatu, bo przecież pisząc o prawie autorskim nie będę go łamał 😉 ) z jedynej monografii poświęconej fotografii autorstwa Rafała Sarbińskiego pod tytułem „Utwór fotograficzny i jego twórca w prawie autorskim”. Można tam znaleźć następującą definicję. „Utwór fotograficzny to utwór wykonany techniką fotograficzną, tj. przy pomocy światła (naturalnego lub sztucznego) i dowolnego materiału światłoczułego (utwór „malowany światłem”), a także zdjęcie zrobione w drodze cyfrowego zapisu obrazu przy pomocy specjalnego aparatu przetwarzającego obraz na dużą ilość kropek (pikseli).” Uff, wreszcie ktoś z prawników zauważył, że poza fotografią analogową pojawiła się również fotografia cyfrowa i zamiast ziarna mogą być np. artefakty. W fotografii analogowej tradycyjnie mieliśmy do czynienia z negatywami, diapozytywami i odbitkami. Obecnie (tak w uproszczeniu) mamy do czynienia z zapisem cyfrowym, efektem jego obróbki i odbitkami. Cała dyskusja pod wczorajszym wpisem dotyczy tak naprawdę uznania lub ustalenia od którego momentu mamy do czynienia z utworem fotograficznym. Rozmyślnie nie piszę o zdjęciu, bo prawo autorskie mówi o utworze fotograficznym. Na pomoc przywołam autora cytowanej już dziś monografii. Prawo autorskie bada fotografię pod kątem przesłanek ochrony, a ani utrwalenie dzieła, ani też jego forma techniczna do nich nie należy. (…) Wydaje się, iż aby zapewnić praktyczną użyteczność prawno-autorskiej definicji utworu fotograficznego, winna ona wykazywać łączność z tym, co dla tej gałęzi prawa ma znaczenie podstawowe, a mianowicie z twórczością. ” I to jest sedno sprawy – liczy się twórczość, kreacja, a nie piksele i format zapisu.

Ktoś zapytał po co nabywcy RAW – skoro w nim nie będzie mógł gmerać (rozumiem wywołać w inny sposób). To czy będzie mógł „gmerać” zależy od tego jak się umówią strony (jednak napisałem to po raz trzeci, w końcu do trzech razy sztuka 😉 ). Ja odwrócę pytanie, a po co fotografowi RAW, z którym teoretycznie nie będzie mógł nic zrobić bo nie ma np. praw do publikacji wizerunku? Wierzcie mi, że ten spór będziemy mogli toczyć tygodniami, a nawet miesiącami i zawsze znajdzie się jakieś  „ale”. Ambicją tego bloga nie jest zebranie materiału na pracę naukową, którą naprawdę zrozumie jedynie promotor i dwóch recenzentów. My tu dyskutujemy o konieczności przekazania RAW-a, a przecież nie wszyscy robią zdjęcia w RAW-ach.

Mój pogląd znacie, od wczoraj się nie zmienił. To, że ja stoję na takim stanowisku, to oczywiście nic nie znaczy. Jak najłatwiej pozbyć się problemu ? Nie  przenosić autorskich praw majątkowych, a udzielać licencji. Od zawsze byłem zwolennikiem licencji, oczywiście licencji niewyłącznej (w naszym kraju nie ma “Licence to Kill”, no chyba  że na DVD).

PS 1. Przyjmuje się, że za “twórczość” w rozumieniu art. 1 ust. 1 można uznać w dziedzinie fotografii artystycznej świadomy wybór momentu fotografowania, punktu widzenia, kompozycji obrazu (kadrowania), oświetlenia, ustalenia głębi, ostrości i perspektywy, zastosowania efektów specjalnych oraz zabiegi zmierzające do nadania fotografii określonego charakteru, elementy te bowiem nadają fotografii indywidualne piętno, konieczne dla uznania istnienia utworu w rozumieniu Prawa autorskiego (orzeczenie Sądu Najwyższego, sygnatura III CKN 1096/00).

PS 2.

  1. Blog nie zawiera prawdy objawionej.
  2. Każdy może mieć zdanie odmienne niż ja.
  3. Wszelkie wpisy są moimi prywatnymi poglądami na prawo i fotografię.
  4. Stosując się do moich porad, robisz to na własne ryzyko :-).