O szlachcicu, co promuje loupežníka

Regulaminy konkursowe gościły na blogu kilka razy. Wspomnę choćby tylko wpis „Konkurs z super nagrodami”. Wydawałoby się, że regulaminy konkursów fotograficznych się „cywilizują” i coraz rzadziej organizator chce „położyć łapę” na wszystkich zgłoszonych do konkursu zdjęciach. Wydawałoby się również, że noblesse oblige. Jeżeli ktoś ma prawo do korzystania z nazwy National Geographic, do domeny internetowej o tej samej nazwie, to nie powinien się zgadzać się na to, aby jego czytelnicy i użytkownicy stali się ofiarą loupežníka RumcajsaDo rzeczy! Na stronie National Geographic Polska zamieszczono informację o konkursie fotograficznym. Nazwę pomijam, bo nie chcę wprost reklamować czegoś, co nie jest tego warte. Kto chce niech zajrzy TU. Wprawdzie wydawca NGP nie jest organizatorem tego konkursu w rozumieniu prawa, ale go realizuje w imieniu innej firmy (tym samym w jakiś tam sposób go legitymizuje). Któż jest tym „rozbójnikiem”? Organizator. A dlaczego tak uważam? Skłoniła mnie do tego lektura regulaminu konkursu (wiem, wiem mało kto czyta). Najbardziej interesujący jest punkt 3.5. Oczywiście domyślacie się, że fragment ten musi dotyczyć praw do zdjęć. W sumie nie będę sugerował niczego więcej. Niech treść regulaminu sama przemówi 😉

„Uczestnik oświadcza, że wyraża zgodę na wielokrotne (nieograniczone ilościowo, czasowo i terytorialnie) oraz nieodpłatne korzystanie w całości jak i w dowolnie wybranych fragmentach z jego pracy konkursowej (zgłoszenia) przez Organizatora oraz firmy powiązane z Organizatorem kapitałowo lub osobowo w sposób pośredni lub bezpośredni jak również przez podmioty wskazane przez Organizatora na wszystkich znanych polach eksploatacji, a w szczególności:

(tu długa i szczegółowa lista pól eksploatacji)

Uczestnik Konkursu udziela Organizatorowi na podstawie niniejszego postanowienia zezwolenia na korzystanie z zależnych praw autorskich na wszystkich polach eksploatacji wymienionych powyżej, o ile dla eksploatacji ww. pracy konkursowej na tych polach konieczne lub potrzebne jest stworzenie utworu zależnego, a także zezwolenia na udzielenie wzajemnego i równoczesnego lub samodzielnego opracowania, przeróbki, adaptowania części lub całości w tym przez nadawanie im różnego rodzaju form (zmienionej, skróconej, poszerzonej lub skondensowanej) z prawem do reprodukowania na nośnikach zapisu (dyskietce, karcie pamięci, diapozytywie, slajdzie, mikrofilmie, fotokopii, mikroreprodukcji, nośniku CD oraz DVD itp.) oraz z prawem do wykorzystania na nośnikach dźwięku i obrazu. Uczestnik konkursu udziela również Organizatorowi zezwolenia na udzielanie dalszych licencji w zakresie nabytych praw do ww. pracy konkursowej.”

Co więcej zgłaszając zdjęcie do konkursu wyrażasz zgodę na to, że będzie ono mogło być poddane „stosownym obróbkom, przeróbkom, adaptacji, dodawaniu tytułów i podtytułów, skrótów, adiustacji technicznej, tworzeniu opracowań oraz poprawek w tym stylistycznych, ortograficznych i językowych, itp.” (pkt 3.6).

Zgłaszając zdjęcie do konkursu musisz zaakceptować jego regulamin. Akceptując regulamin konkursu jednocześnie udzielasz organizatorowi licencji na zasadach opisanych w punkcie 3.5. Czy powinno się to robić? Na to pytanie musisz odpowiedzieć sobie czytelniku sam. Ja tylko wskazałem na pewne postanowienia, które są moim zdaniem nie fair. W każdym razie, jeżeli jednak skusiła Cię nagroda i wziąłeś udział w konkursie, to tracisz także prawo do… narzekania. 😉 Ostrzegałem. Pamiętaj, że volenti non fit iniuria.

PS1. W pewnym gremium podczas rozmowy padło pytanie „A jak rozwalę tego Jeepa to co?” Padła odpowiedź: „To jest ubezpieczony”. Zajrzyjcie do 6.1 Regulaminu. Strach wjechać na bezdroża.
PS2. Jeżeli zdecydowałeś się brać udział w konkursie i będzie sprzyjała Ci fortuna, i wygrasz, to może czekać Cię jeszcze jedna niespodzianka. „Zwycięzca zobowiązany jest podpisać umowę użyczenia w momencie jej odbioru”. Co się w niej kryje? Dowiesz się, jak wystartujesz w konkursie, wygrasz i stawisz się po odbiór nagrody. Jednym słowem randka w ciemno. Oj ktoś tu gra bardzo znaczonymi kartami.

Konkurs z super nagrodami

Wczoraj było o sławie szalonego reportera w mediach. Dzisiaj kilka słów skierowanych do łowców nagród w konkursach fotograficznych. Okazuje się, że zazwyczaj konkurs, to nic innego jak w wielu wypadkach polowanie na darmowe fotki. Regulaminy są różne, ale maja wspólne cechy z tymi, o których pisałem ostatnio. O czym zaraz się przekonacie.

 Postanowiłem skorzystać z portalu, gdzie zamieszczane są informacje o konkursach fotograficznych, czyli z serwisu Konkursyfotograficzne.info. Wziąłem na warsztat pierwszy regulamin, jaki mi wpadł w ręce. Przyjrzyjmy się regulaminowi Konkursu „fotoALBUM” – na ciekawą, kreatywną fotoinspirację organizowanego przez DKF Megaron przy Miejskim Ośrodku Sztuki w Gorzowie Wielkopolskim. Nie interesują mnie nagrody, warunki konkursu, tematyka, ale od razu jak pies tropiący szukam postanowień dotyczących praw autorskich. I co się okazuje? W punkcie 7 organizator pokazuje całą swoją zachłanność. „Z chwilą nadesłania fotografie przechodzą na własność Organizatora, który przejmuje autorskie prawa majątkowe do nadesłanych prac.” Organizator zachłanny, bo chce autorskich praw majątkowych do wszystkich nadesłanych prac, a nie tylko np. prac zwycięskich. Zachłanność to jedno, a totalna ignorancja prawa to drugie. Dlaczego padają takie ostre słowa? Ano dlatego, że organizator nie ma bladego pojęcia o prawie autorskim, gdyż przeniesienie majątkowych praw autorskich wymaga formy pisemnej pod rygorem nieważności. Art. 53 Ustawy stanowi, że umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych wymaga zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności. Brak formy pisemnej powoduje, że nie następuje przejście jakichkolwiek praw. Po wtóre, zgodnie z art. 41 ustawy, umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych obejmuje pola eksploatacji wyraźnie w niej wymienione. W regulaminie nie ma słowa o polach eksploatacyjnych, co nie dziwi. Zakładając nawet, że regulaminowe postanowienia w zakresie przejścia praw autorskich uregulowane byłyby „po Bożemu”, to i tak warto się zastanowić, czy gra jest warta świeczki. Prawdopodobieństwo wygranej jest jak jeden do miliona, a prawa majątkowe do zdjęć oddane już na etapie gry wstępnej, ups miało być – na etapie zgłoszenia do konkursu 😉 .
Nie wszyscy są jednak tak łapczywi na prawa majątkowe do zdjęć. Niektórym wystarczy uzyskanie licencji pozwalającej promować za pomocą zdjęć konkursowych siebie, witryny internetowe lub sam konkurs.
Np. organizator Wakacyjnego Konkursu Praktycznego Przewodnika chce uzyskać licencje do zdjęć, zwłaszcza zdjęć nagrodzonych. „(…) w przypadku zgłoszenia się do konkursu, a w szczególności otrzymania nagrody w Konkursie, wyraża zgodę na wielokrotne, nieodpłatne publikowanie nagrodzonych relacji oraz opublikowanie jego imienia, nazwiska, miejscowości zamieszkania w materiałach promocyjnych związanych z Konkursem, stronach internetowych należących do Organizatora, a także na ich wykorzystywanie w celach promocyjnych i marketingowych Organizatora, w tym w szczególności na utrwalanie i zwielokrotnianie tekstu i zdjęć każdą techniką, w tym m.in. drukarską, reprograficzną, zapisu magnetycznego, cyfrową, audiowizualną, na jakichkolwiek nośnikach, bez ograniczeń, co do ilości i wielkości nakładu, a także ich rozpowszechnianie poprzez publiczne udostępnianie w taki sposób, aby każdy mógł mieć do nich dostęp w miejscu i w czasie przez siebie wybranym, w szczególności w sieciach komputerowych, Internecie i Intranecie oraz telefonach komórkowych oraz w inny sposób wskazany przez organizatora konkursu.” Udzielenie licencji wydaje się fair i ja z tym osobiście nie mam kłopotu.
A w Płocku… znają się na prawie autorskim. Jeżeli chcesz uczestniczyć w konkursie “Płock na językach”, to możesz śmiało zgłaszać fotki.
Uczestnicy konkursu przysyłający zdjęcia do Urzędu Miasta Płocka, udzielają tym samym Urzędowi nieodpłatnej, bezterminowej licencji niewyłącznej, na następujących polach eksploatacji:
– w zakresie utrwalania i zwielokrotniania zdjęć z użyciem dowolnych środków technicznych, w tym techniką drukarską, cyfrową, zapisu magnetycznego, wprowadzania do pamięci komputera, zapisania w pamięci trwałej komputera (uploading, downloading);
– w zakresie obrotu oryginałem albo egzemplarzami, na których zdjęcia utrwalono;
– w zakresie rozpowszechniania – do wystawienia, odtworzenia, publicznego udostępnienia zdjęcia;
– w zakresie zwielokrotniania, utrwalania, wykorzystania w internecie, telewizji, reklamie prasowej, na billboardach, plakatach, ulotkach;
– w zakresie zwielokrotniania i wykorzystania w reklamie;
– w zakresie zwielokrotniania i wykorzystania w publikacjach wydawanych przez Urząd Miasta Płocka.
Porządna firma ten Płock! Widać, że znają się na rzeczy. Jest i o licencji, a i pola eksploatacji są wskazane. Brawo, tak trzymać.
Nie zamierzam omawiać kolejnych regulaminów, bo nie takie był mój zamiar. Chciałam Wam tylko zwrócić uwagę, żebyście czytali regulaminy i kładli szczególny nacisk na te postanowienia, które dotyczą majątkowych praw autorskich do Waszych zdjęć. Przeniesienie praw majątkowych raczej nie, a na pewno nie w innej formie niż pisemna. Licencja tak, ale też w jakimś rozsądnym zakresie (vide Płock). Jeżeli udzielisz licencji na wszystkich polach eksploatacji (no chyba powoli zbliża się czas o nich napisać coś więcej) i dodatkowo z prawem sublicencji, to w zasadzie jakbyś utracił „kontrolę” nad zdjęciem.
Nie chcę nikogo zrażać do brania udziału w konkursach, ale … czytajcie do diaska regulaminy! 😉

Chwila sławy

Każdy fotograf (zarówno amator, jak i zawodowiec), może bez konieczności uczestniczenia w procesie rekrutacji, pisania CV i przechodzenia przez trudne rozmowy z headhunteremi zostać reporterem w niejednym wydawnictwie lub telewizji.  Chwila sławy jednak kosztuje, czasami nawet może kosztować sporo. Z pewnością niewiele osób w ogóle zdaje sobie sprawę, jaką na siebie bierze odpowiedzialność, a jednocześnie ile przekazuje praw wydawcy lub producentowi. Wziąłem pierwszy z brzegu regulamin, a że jest to regulamin Kontakt24, to nie przypadek, skoro namiętnie przeglądam  serwis TVN24.  Fajnie przecież być pokazywanym w telewizorze, a jeszcze czasem i na poczytnym portalu. Zanim jednak nastąpi chwila sławy, trzeba się zarejestrować. Rejestrując się trzeba oświadczyć, że się akceptuje postanowienia Regulaminu serwisu Kontakt24. Większość zazwyczaj „stawia ptaszka” w odpowiedniej kratce i idzie dalej. No przecież materiał jest gorący, news i zdjęcie sprzed minut dwóch –  trzeba się śpieszyć, bo jeszcze sąsiad Józek będzie szybszy. No to co, „stawiamy ptaszka” i lecimy dalej.  No właśnie lecimy dalej, bo w regulaminie nie może przecież być niczego niebezpiecznego. A wcale tak nie jest. Każdy regulamin jest naszpikowany wieloma klauzulami nakładającymi obowiązki na użytkownika, a jednocześnie dający wiele praw serwisowi. Zajrzyjmy więc do Regulaminu Kontakt24.  Zaczynamy od straszenia, czy od utraconych zysków? Straszenie wygrało. Pierwsze zapewnienia dotyczą praw do zdjęcia. Tutaj pewnikiem nie będą występować żadne ryzyka, jeżeli  jest to Twoje zdjęcie/film i na nikogo nie przeniosłeś majątkowych praw do niego. „Użytkownik oświadcza, że ma pełne prawo do dysponowania wiadomością, zdjęciem, filmem lub innym materiałem oraz że przysługują mu autorskie prawa majątkowe do wiadomości, zdjęcia filmu lub innego materiału, które nie są ograniczone na rzecz osoby trzeciej lub, że przysługują mu prawa do korzystania z wiadomości, zdjęcia, filmu lub innego materiału (licencja) obejmujące w szczególności prawo do prezentowania wiadomości, zdjęcia, filmu lub innego materiału w Internecie oraz w programach telewizyjnych nadawanych przez TVN.”
Teraz wizerunek. Na F-LEXie sporo było o wizerunku, więc pewnie każdy czytający wie, jakie są wymagania, jak również jakie mogą wystąpić zagrożenia. Kontakt24 zabezpiecza się również przed tym ryzykiem. W zasadzie nie interesuje go to, bo „Użytkownik oświadcza, iż osoby utrwalone w wiadomościach, zdjęciach, filmach lub innych materiałach zamieszczonych przez Użytkownika w Kontakcie 24, których zgoda jest konieczna do ich publikacji, wyraziły zgodę na publikację swojego wizerunku w szczególności w sieci Internet oraz w programach telewizyjnych nadawanych przez TVN.”  Ergo,  Ty musisz zdecydować, czy zgoda na publikację wizerunku jest potrzebna, czy też nie ze względu na zgody ustawowe.  Mało tego. Za chwilę sławy musisz jeszcze dodatkowo „zapłacić”. Musisz bowiem wziąć za to wszystko na siebie całą odpowiedzialność, albowiem w Regulaminie stoi: „Użytkownik przesyłając TVN wiadomość, zdjęcie lub film oraz zamieszczając na swoim Koncie wiadomość, zdjęcie, film lub inny materiał, ponosi pełną odpowiedzialność za zawarte w nich treści oraz za ewentualne naruszenie praw osób trzecich.” Nawet jeżeli TVN będzie „ścigane po sądach” i przegra sprawę, to będzie miało do Ciebie regres – zachodzi spore prawdopodobieństwo, że ostatecznie za wszystko zapłacisz Ty. A co ważniejsze i to wszystko oczywiście za friko, albowiem  „Użytkownik przesyłając za pomocą formularza Kontakt 24 na stronie www.kontakt24.tvn.pl lub za pomocą maila, telefonu lub w jakikolwiek inny sposób wiadomość, zdjęcie lub film oraz zamieszczając wiadomość, zdjęcie, film lub inny materiał na Koncie Użytkownika, wyraża zgodę na nieodpłatną, nieograniczoną czasowo i terytorialnie publikację wiadomości, zdjęcia, filmu lub innego materiału Użytkownika w portalach internetowych Grupy ITI, w tym w szczególności w portalu www.tvn24.pl.” Czyli sława kosztuje. Bo za zdjęcie czy newsa nie dostaniesz nawet złamanego grosza. Nie będę w tym miejscu opisywał pól eksploatacji, na jakich udzielasz tej bezpłatnej licencji, ale jest ich sporo. Sam sprawdź w regulaminie. Ale to nie koniec, albowiem udzielasz jeszcze dodatkowo prawa do udzielania dalszych sublicencji, czyli w zasadzie żegnajcie przychody. „Użytkownik wyraża zgodę na udzielanie przez TVN (oraz inne spółki z Grupy ITI) sublicencji oraz przenoszenie praw i zezwalanie osobom trzecim na korzystanie z przesłanych wiadomości, zdjęć lub filmów oraz zamieszczonych na Koncie Użytkownika wiadomości, zdjęć, filmów lub innych materiałów, w zakresie określonym w niniejszym Regulaminie.”  Raczej nie przeniesiesz na nikogo autorskich praw majątkowych, bo po co komu takie prawa, jak podmiot trzeci może nimi w zasadzie swobodnie dysponować. Jak pokazuje dzisiejszy przykład sława kosztuje i to sporo. Nie dość, że bierzesz na siebie sporą odpowiedzialność (nawet jeżeli nieświadomie), to dodatkowo pozbywasz się ewentualnych przychodów. Omówiłem regulamin Kontakt24, ale regulaminy innych serwisów są bardzo podobne i nakładają takie same obowiązki i żądają podobnych praw.

Na pytanie, czy warto musisz odpowiedzieć sobie sam. Moim zdaniem nie warto.

PS. Słowniczek: regres to…