Impreza publiczna a ochrona wizerunku

Kwestia ochrony wizerunku była wielokrotnie poruszana na blogu, ale co rusz pojawiają się nowe wyroki, w których zagadnienie to rozpatrywane jest przy innym stanie faktycznym oraz przez pryzmat także innych przepisów prawa. Dzisiaj kilka słów o ochronie wizerunku na kanwie wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 4 lipca 2018 r., sygn. akt V ACa 484/17. W uzasadnieniu tego wyroku znalazły się ciekawe zagadnienia odnoszące się do ochrony wizerunku.

Sąd powtórzył pewne oczywiste kwestie dotyczące publikacji wizerunku, a mianowicie, że:

  • rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej,
  • w braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie,
  • zgoda na wykorzystanie wizerunku może być udzielona w dowolnej formie, ale musi być niewątpliwa,
  • osoba udzielająca zgody musi mieć pełną świadomość nie tylko formy przedstawienia jej wizerunku, ale także miejsca i czasu publikacji, zestawienia z innymi wizerunkami i towarzyszącego komentarza.

Pewnym novum,  z którym wcześniej się nie zetknąłem, jest stanowisko warszawskiego Sądu Apelacyjnego, że „udział w imprezie publicznej oznacza zgodę na publikację wizerunku w związku z ową imprezą” zaznaczając jednak, że „nie oznacza to zgody na rozpowszechnianie tego wizerunku w innych celach z taką imprezą niezwiązanych.Zwrócić należy uwagę, że art. 81 ust. 2 pkt 2 Ustawy stanowi, że zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza. Wydaje się więc, że w cytowanym orzeczeniu sąd niejako rozszerzył zakres zgody ustawowej na publikację wizerunku. Wcześniejsze orzecznictwo sądów powszechnych oraz Sądu Najwyższego kładło zdecydowany nacisk na kwestię tego, aby wizerunek danej osoby stanowi szczegół całości. Tym razem sąd uznał, ze sam fakt uczestnictwa w imprezie publicznej jest wystarczający, aby móc publikować wizerunek uczestnika bez jego dodatkowej zgody.

Drugie istotne zagadnienie to kwestia zgody na publikację wizerunku nieletnich. Na temat publikacji wizerunku dzieci pisałem w 2011 r. w tekście zatytułowanym „Przedszkolaki”. Sąd Apelacyjny potwierdził, że zgodnie art. 98 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, jeżeli dziecko pozostaje pod władzą rodzicielską obojga rodziców, każde z nich może działać samodzielnie jako przedstawiciel ustawowy dziecka. Kodeks wprowadził zasadę samodzielnej reprezentacji dziecka przez każdego z rodziców posiadających władzę rodzicielską. Sprawa jest prosta do czasu, gdy rodzice nie są w sporze. W braku porozumienia między rodzicami, w sytuacji gdy chodzi o rozstrzygnięcie o istotnych sprawach dziecka, zgoda jednego z rodziców nie jest wystarczająca, dlatego też sąd uznał, że „publikacja wizerunku dziecka w określonym miejscu czasie i w zestawieniu z określonym materiałem prasowym należy do istotnych spraw dziecka, zatem w przypadku sporu pomiędzy rodzicami, zgodnie z art. 97 § 2 k.r.o. rozstrzygnąć powinien sąd opiekuńczy.” Sąd podkreślił także, że w przypadku sporu między rodzicami nie uchyla również bezprawności publikacji wizerunku dziecka fakt zapłaty wynagrodzenia za pozowanie jednemu z rodziców.

Przedszkolaki

Naczelny pewnego poczytnego czasopisma napisał do mnie. ŁAŁ! ŁAŁ!
Cóż tam boli Marcina. Nie uwierzycie, ale wraca sprawa wizerunku. To już staje się powoli temat dyżurny. Marcin pisze tak: „Chciałem ci podrzucić temat na FLex – prawo do wizerunku. Chodzi mi generalnie o fotografów kłusujących w szkołach i przedszkolach. Robią bez zgody zdjęcia moim dzieciom i później jeszcze chcą ode mnie za to pieniędzy. Czy jest na nich jakiś sposób? Czy mogę wymagać od szkoły która opiekuje się moim dzieckiem w czasie zajęć, że nie chcę by ktokolwiek fotografował moje dziecko i wykorzystywał jego wizerunek w celach komercyjnych?

Problem niewydumany, jak najbardziej rzeczywisty i irytujący większość rodziców.
Nie ma zakazu robienia ludziom zdjęć i każdy uważny czytelnik F-LEXa zna to, jak amen w pacierzu. Jest jednak jedno ale. Czym innym jest zakaz robienia zdjęć, a czym innym wpuszczenie na teren szkoły prywatnego fotografa. To jest sytuacja podobna, jak ze sklepem, kościołem. Jeżeli przegoni nas ochroniarz lub kościelny, to nie możemy robić zdjęć w ogóle. Jak nie przegoni, to możemy robić zdjęcia i fotografować również ludzi. Inna kwestia, czy takie zdjęcia będzie można w jakikolwiek sposób wykorzystać, w świetle wymaganej zgody na rozpowszechnianie wizerunku. Niestety wiedza nauczycieli na temat prawa, a już ochrony wizerunku jest znikoma. Ale idzie ku lepszemu, wierzcie mi 🙂 .

Zacznijmy od tego, że szkoła, przedszkole, uczelnia, nie mogą samodzielnie decydować o rozpowszechnianiu wizerunku ucznia, przedszkolaka, czy studenta. Wizerunek, jak pamiętacie z pewnością, jest zaliczany do dóbr osobistych, którymi może dysponować tylko dana osoba. Jest jeden wyjątek w tym zakresie i dotyczy on małoletniego. W jego imieniu zgody na rozpowszechnianie wizerunku udzielają opiekunowie prawni. To samo zastrzeżenie dotyczy pracodawcy. On też nie może w imieniu pracownika „dysponować jego wizerunkiem”. Tak więc szkoła nie może m.in. publikować wizerunku ucznia na swojej stronie internetowej (wspominałem, że idzie ku lepszemu; w szkołach moich dzieci już zbiera się od rodziców takie zgody), nie może wizerunku tego zamieszczać na swoich tablicach ogłoszeniowych. Nie może również zaprosić pana redaktora z gazety, który później ustawi ładnie dzieci i cyknie sobie fotkę potrzebną do zilustrowania tekstu. Właśnie mi żona przypomniała, że kilka lat temu miała miejsce taka sytuacja w przedszkolu młodszej córki. Oczywiście nikt się nie buntował, bo wszyscy byli dumni, że zdjęcie dziecka było zamieszczone w największym dzienniku regionalnym Dolnego Śląska. Prawda jednak jest taka, że wydawca gazety publikując takie zdjęcie naruszył prawo do wizerunku każdego z dzieciaków. Oczywiście nikt tego nie skarżył, ale fakt jest faktem.

„Problem Marcina” jest o tyle ciekawy, bo dotyka również kwestii ochrony wizerunku na zdjęciach grupowych. Mówimy o takim pozowanym zdjęciu grupowym, gdzie wpada Pan Fotograf ustawia dzieci i cyka 5 ujęć na sprzedaż, a potem namawia rodziców do kupna odbitek. Z pewnością nie zachodzi żaden z przypadków, gdy mamy do czynienia z ustawową zgodą na rozpowszechnianie wizerunku ( art. 81 ust. 2. Ustawy). Zasadnicze pytanie – czy sprzedaż odbitek należy uznać za publiczne rozpowszechnianie? Jeżeli uznać, że nie jest to rozpowszechnianie, to sobie Marcin może tupać nogami, ile mu się żywnie podoba. Przyjęcie odmiennego stanowiska (czyli że jest jednak rozpowszechnianiem) uprawnia do postawienia tezy o naruszeniu prawa do wizerunku dzieciaka. Rozważania na temat rozpowszechniania znajdziecie w “Clou sprawy”. Osobiście, nie popierając działań fotografów „szkolno-przedszkolnych”, jednak uważam, że samo wydrukowanie i sprzedaż rodzicom zdjęć nie stanowi naruszenia prawa do wizerunku innych dzieci. Dlaczego? Bo nie zachodzi przesłanka publicznego udostępniania wizerunku. No chyba, że zrobi się to tak, jak pewnego razu zdarzyło się w mojej parafii. Pan Fotograf w godzinę po mszy pierwszokomunijnej wywiesił wszystkie zdjęcia na płocie okalającym kościół (od strony ulicy). W taki sposób rodzice mieli sobie wybrać zdjęcia, jakie będą chcieli kupić. W tym opisanym przypadku uważam, ze doszło do naruszenia prawa do wizerunku, bo zdjęcia były publicznie udostępnione, każdy przechodzień miał możliwość się z nimi zapoznać.
Marcin pisze o „wykorzystaniu wizerunku jego dziecka do celów komercyjnych”. Sądzę, że jest to trochę przesadzone. Inni rodzice kupują zdjęcie nie ze względu na to, że Marcinowa latorośl widnieje na nim, ale że to ich pociechy są na tej fotografii. Brutalne, ale prawdziwe. Kiedy nastąpi złamanie praw, kiedy rodzic lub latorośl zeskanuje takie zdjęcie i np. powiesi na jakimś portalu społecznościowym. Abstrahując od tego, że mogą naruszać autorskie prawa majątkowe fotografa, to z pewnością doprowadzają do rozpowszechniania wizerunku dziecka Marcina, czym naruszają normę prawną przewidzianą w art.81 ust.1 Ustawy, zakazującą rozpowszechniania wizerunku bez zgody.

Co do samego wejścia fotografa do szkoły, przedszkola. W tym zakresie decyzję podejmuje dyrektor placówki, który z przyzwoitości powinien to skonsultować z rodzicami. Szkoła w godzinach nauczania jest odpowiedzialna za dziecko, więc śmiało Marcinie możesz o to poprosić, ba nawet zażądać. Ale paragrafu na to nie znajduję.