Wizerunek firmy

Wro_287Mały suplement do wpisu „Galeria w O.” Kilkakrotnie na blogu powtarzałem, że wizerunek w rozumieniu przepisów art. 81 Ustawy oraz art. 23 kodeksu cywilnego może dotyczyć wyłącznie osób fizycznych. Nie można natomiast w żadnym przypadku mówić o wizerunku firmy w kontekście norm prawnych zawartych w przywołanych powyżej przepisach. Wprawdzie na podstawie art. 43 kodeksu cywilnego stosuje się do osób prawnych odpowiednio przepisy dotyczące ochrony dóbr osobistych osób fizycznych, jednakże nie te dotyczące  wizerunku. Tezę tę potwierdza orzeczenie Sądu Apelacyjnego z Krakowa (sygn. akt I ACa 1224/12), który w uzasadnieniu swojego wyroku wyraźnie stwierdza, że:

„Na podstawie art. 43 k.c. przepisy o ochronie dóbr osobistych stosuje się odpowiednio do osób prawnych. Jednakże ze specyfiki dobra osobistego, jakim jest wizerunek wynika przysługiwanie jego ochrony wyłącznie osobom fizycznym, a nie osobom prawnym.”

W przypadku osoby prawnej  dobrem chronionym jest m.in. jej dobre imię, rozumiane jako marka, ugruntowana pozycja. Naruszenie dobrego imienia osoby prawnej może polegać np. na rozpowszechnianiu zarzutów określonej treści, bądź na ujemnej ocenie działalności podmiotu. Dobre imię osoby prawnej jest łączone z opinią, jaką mają o niej inne osoby ze względu na zakres jej działalności. Jeżeli ktoś używa w takiej sytuacji pojęcia “wizerunek firmy”, to tylko w rozumieniu potocznym.

Zgoda celebryty

Wro413_wm_smallCzytelnikom F-LEXa jest wiadome, że zgoda na publikację wizerunku może być cofnięta. Pisałem o tym ponad dwa lata temu w „Model release”. Tak samo jest wiadomym, że celebryta w kapciach na werandzie swojej daczy to nie celebryta na występach i jest chroniony jak „zwykły”, przepraszam za takie określenie, obywatel.  O tym możecie sobie przypomnieć wracając do tekstu „Cezary Cezary”. W takim bowiem przypadku nie będą miały zastosowania przepisy, zawierające ustawową zgodę na publikację wizerunku, zawarte w art. 81 ust. 1 pkt 1 Ustawy, a ogólna zasada przewidziana w art. 81 ust. 1.

Art. 81. ust. 1. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.

Art. 81. ust. 2. pkt 1. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych.

Celebryta w kapciach na werandzie, jako osoba prywatna, musi wyrazić zgodę na rozpowszechnianie wizerunku. W przypadku braku takowej, publikujący narusza jego dobra osobiste w postaci wizerunku, jak również  prawa do prywatności.  Zgoda celebryty jest taką samą zgodą jak nie-celebryty i podlega tym samym rygorom. Skoro zwykły obywatel może cofnąć zgodę na publikację (patrz: „Model release”), to może zrobić to także celebryta w kapciach. Wydawałoby się to oczywiste, żeby nie rzec, że jest to „Oczywista oczywistość”. A jednak nie! Sprawa trafiła do sądu i ten musiał dopiero rozstrzygnąć, czy dalsze publikacje po cofnięciu zgody narusza jego prawo do wizerunku i prywatności. Sprawą tego typu zajmował się Sąd Apelacyjny w Warszawie (sygn. akt VI ACa 1129/10). W uzasadnieniu orzeczenia sąd zwraca uwagę, że:

  • „W orzecznictwie zauważa się, że osoby publiczne nierzadko same zabiegają o popularność, będącą dla nich miarą powodzenia zawodowego, także przez udzielanie wywiadów i informacji o swoim życiu prywatnym wielonakładowym gazetom. Jednakże w tym znaczeniu “publiczny” status tych osób nie powoduje, że ich życie prywatne staje się automatycznie “życiem publicznym”.
  • Cofnięcie zgody na dalsze publikacje dotyczące życia prywatnego przez osobę publiczną powoduje, że od tego momentu maja one charakter bezprawny i skutkują naruszeniem dóbr osobistych w postaci prawa do prywatności i wizerunku”.

W tej samej sprawie sądy podkreśliły jeszcze jedną istotną kwestię związaną z publikacją wizerunku osób publicznych, a mianowicie, że „wykorzystanie fotografii powoda wykonanych podczas pełnienia przez niego funkcji publicznych, jako ilustracji publikacji o jego życiu prywatnym, stanowiło nadużycie prawa.

PS. A już wkrótce o tym, czy osoba publiczna to osoba powszechnie znana i jaki to ma wpływ na publikacje prasowe.

Psi wizerunek

AlexOstatnio dostałem e-maila z takim pytaniem: „Czy potrzebna jest zgoda właściciela zwierzaka na publikowanie jego wizerunku czy jeśli pojawiły się w Internecie zdjęcia wykonane przeze mnie i przeze mnie umieszczone tego zwierzaka, to każdy może je kopiować do woli. Szukałem tej odpowiedzi u pana ale jakoś nie natrafiłem być może słabo szukałem być może o tomy nie było pozdrawiam.”

W e-mailu zawarte jest pytanie dotyczące  dwóch zagadnień. Na oba można znaleźć odpowiedź na moim  blogu. Przypomnę tylko, że przepisy dotyczące wizerunku odnoszą się wyłącznie do ludzi. Niektórzy prawnicy starają się wykazać, że rzecz również może korzystać z ochrony wizerunku (a raczej właściciel rzeczy) i wywodzą to z prawa własności. Moje stanowisko w tej sprawie, także odnośnie fotografowania zwierzaków przedstawiłem we wpisie „Polemika” oraz  „Wizerunek nieruchomości”. Z drugiej części pytania wynika, że pytająca wiąże kwestie możliwości korzystania przez innych z jej zdjęć ze sprawą istnienia lub nieistnienia ochrony wizerunku.  Nic bardziej mylnego! Należy zupełnie oddzielić kwestię wizerunku i jego legalnego wykorzystania przez fotografa od ochrony zarówno osobistych, jak i majątkowych praw autorskich. Co więcej, fakt że zdjęcie zostało zrobione z naruszeniem prawa, nie ma wpływu na ochronę majątkowych praw autorskich fotografa. Zajrzyj do „Zakaz fotografowania a własność zdjęcia”.

Fotograf publikujący zdjęcie modela bez posiadania zgody na publikację wizerunku (dobra, dobra – wyjątki odrzucamy na bok) ;-), naraża się na odpowiedzialność cywilną wobec modela, ale nie pozbawia go to jednak praw majątkowych do zdjęcia. Każdy, kto nie uzyska zgody fotografa na korzystanie w jakiejkolwiek formie z tego zdjęcia, narusza jego prawo i musi się liczyć z konsekwencjami. O tym, jakie mogą to być konsekwencje, pisałem między innymi w „Iloczyn, czyli matematyką w naruszyciela”.

Wpis o niczym

Tos_13_003_wmPowrót pod koniec września z gorącej Toskanii do chłodnej Polski jest niemiłym szokiem termicznym. Zahibernowany mam jakoś mało sił do napisania czegoś rozsądnego. Na pierwszy rzut oka wokół sporo tematów, wciąż coś się dzieje na pograniczu wizerunku, fotografii i praw autorskich. Jak się jednak temu przypatrzyć bliżej, to każdy z tych tematów był już wielokrotnie wałkowany na blogu.

Anna Przybylska u Lisa nadal odgraża się paparazzi, zamiast w końcu coś zrobić, w wyniku czego pojawiłoby się trochę nowego i świeżego orzecznictwa. Niedawno na F-LEX poczyniłem wpis zawierający ściągę, jakie kroki można i należy podjąć w przypadku nękania i publikowania wizerunku niezgodnie z prawem. Wystarczy zajrzeć do „Paparazzo2”.

Policja, a za nią Gazeta Wyborcza publikuje wizerunek poszukiwanych chuliganów. Oczywiście należy ścigać chuliganów i przestępców, ale powinno się to robić w majestacie prawa. Jeżeli prawo w tym zakresie jest kulawe i nie pozwala na pewne działania związane z wizerunkiem, to należy dążyć do jego zmiany. O tym kto, na jakich zasadach i kiedy ma prawo publikować zgodnie z prawem wizerunek podejrzanego, oskarżonego, czy też poszukiwanego pisałem w „Delikwencie”. Zapewne nie ma takiego prawa redaktor naczelny gazeta.pl, nawet jeżeli kierowały nim jak najbardziej szlachetne intencje.

Tos_13_001_wmŚladem pewnego sklepikarza poszedł Michał Rusinek (były sekretarz Wisławy Szymborskiej) i opublikował na FB zdjęcia osób, które go prawdopodobnie okradły.  Piszę prawdopodobnie, bo przecież istnieje domniemanie niewinności.  Rozpowszechnianiu zdjęć złodziejaszków poświęcony był wpis „Prywatny list gończy”.

Jak widzicie tematyka  większości „niusów” związanych w jakiś sposób z wizerunkiem była już wcześniej omawiana na blogu i zadanie miałem ułatwione, wystarczyło dać czytelnikowi wędkę. Nie uważam bowiem za słuszne powielanie samego siebie, gdyż ani nie jest to ciekawe dla czytelnika, ani twórcze dla piszącego.

PS. Wchodząc niejako w buty „Szturchańca fotograficznego”, na którym jak zawsze sporo rozważań także natury filozoficznej, zadam na koniec pytanie, które zaczęło mnie nurtować właśnie w Toskanii. Czym jest materiał do HDR przed jego dalszą obróbką i jaki ma on charakter prawny? Miłego kombinowania! 🙂Tos_13_007_wm

Lajk a wizerunek

Lis (13)Piotr namawiał mnie, żebym coś napisał o nowym regulaminie na FB. Temat odłożyłem na zaś. Jeżeli ktoś jednak chce przeczytać to i owo na temat zmian, to koniecznie niech zajrzy na Szturchańca. Ja natomiast chciałbym kontynuować temat zapoczątkowany w „Czy lajki naruszają prawo” i podzielić się swoimi dalszymi uwagami na temat „lajka” i wizerunku. O wizerunku było bardzo dużo na F-LEX dlatego też nie będę tym razem linkował poszczególnych wpisów i zachęcam do skorzystania z wyszukiwarki na blogu. Przypomnę jednak podstawową zasadę (która jest takim ABC dla fotografa), czyli treść art. 81 ust. 1 Ustawy.

Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.

O dość kontrowersyjnym, acz nieprawomocnym wyroku dotyczącym rozpowszechniania pisałem całkiem niedawno w „Czy publikacja wizerunku na portalu społecznościowym jest jego rozpowszechnianiem”. Kto czyta, ten wie, że nie zgadzam się z tezami wrocławskiego sądu tamże zaprezentowanymi. Żeby nie było niedomówień. Nie jest to moja sprawa, jak również nie jestem pełnomocnikiem żadnej ze stron. Mam jednak cichą nadzieję, że w toku dalszego postępowania stanowisko sądu pierwszej instancji się nie obroni. Jak to jest więc z tym lajkowaniem i dalszym udostępnianiem wizerunku za pomocą wtyczek społecznościowych? W zasadzie odpowiedź można znaleźć na blogu. Swego czasu pisałem na temat „deep linka” i poświęconego mu orzeczenia sądowego w „Deep throat”. Zacznijmy od początku i prześledźmy poszczególne założenia.

  1. Zgoda. Publikując wizerunek musisz mieć zgodę osoby portretowanej (nie zajmujemy się wyjątkami z art. 81 ust. 2, bo nic nie wnoszą do rozważań).
  2. Miejsce publikacji – własna strona. Sprawa jest najmniej skomplikowana, bo to Ty ustalasz warunki w granicach obowiązującego prawa. Zazwyczaj masz majątkowe prawa autorskie do zdjęcia oraz zgodę osoby portretowanej. Czy przy zdjęciu mogą być wtyczki społecznościowe pozwalające na dalsze rozpowszechnianie w ramach danego portalu (np. FB, Twitter)? Publikacja za pomocą wtyczki społecznościowej, moim zdaniem, wypełnia warunki deep linka, o których było w „Deep throat”. Wszystko zależy więc od treści (“zakresu”) zgody na publikację, jaką posiadasz. Przy nieograniczonym zakresie publikacji nie ma z tym najmniejszego problemu. Jeżeli natomiast zgoda dotyczyła tylko publikacji na Twojej stronie, to zamieszczając przy zdjęciu wtyczkę społecznościową możesz złamać prawa modela. Ktoś oczywiście może mi zarzucić, że przecież to nie właściciel strony „lajkuje”, a osoby trzecie odwiedzające jego witrynę. Zgoda, ale mechanizm pozwalający na dalsze udostępnianie pochodzi od właściciela witryny i to on umożliwił dalsze rozpowszechnianie zdjęcia zawierającego wizerunek. Skoro przy fotografii zamieściłeś wtyczkę, to tym samym informujesz odwiedzających, że mogą z niej skorzystać. I zazwyczaj to robią.
  3. Miejsce publikacji – cudza strona. Tutaj sprawa się komplikuje. Prosto będzie w sytuacji, gdy w regulaminie jest napisane coś na temat praw autorskich, wtyczek społecznościowych itd., itp. Gorzej jednak, gdy nie ma nic w regulaminie, albo w ogóle nie ma regulaminu. Między innymi temu zagadnieniu był poświęcony wpis „Czy lajki naruszają prawo”. Jeżeli są regulacje dotyczące umieszczania zdjęć, to znowu musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy mamy zgodę modela oraz „jak szeroka jest to zgoda”. Jeżeli nie mamy w tym zakresie ograniczeń, a mamy majątkowe prawa autorskie do zdjęcia, to śmiało możemy publikować na tejże stronie. Ale ze świadomością, że zdjęcie, a tym samym i wizerunek osoby portretowanej może być publikowane „dalej”, w ramach funkcjonowania portalu X lub Y, przez bliżej nieznane nam osoby. Jeżeli nie mamy nieograniczonej zgody na publikację, a strona, na której chcemy opublikować zdjęcie korzysta z wtyczek społecznościowych, to należy się zastanowić nad udostępnieniem fotki na takiej witrynie. Kto będzie naruszał prawa modela do wizerunku? Ty czy lajkujący? Napiszę coś, co nie spotka się z dużą aprobatą. W pierwszej kolejności wskazałbym na Ciebie. Zapewne z pełną świadomością opublikowałeś zdjęcie na portalu korzystającym z wtyczek. Powinieneś był więc założyć, że będą osoby, które z takiej możliwości skorzystają. Mogłeś więc przypuszczać, że w wyniku udostępnienia przez Ciebie zdjęcia może nastąpić naruszenie praw modela do wizerunku.
  4. Może zdarzyć się jeszcze inna sytuacja. Właściciel portalu ma swój fanpage np. na FB i wklei Twoje zdjęcie (umieszczone na jego stronie) wprost na swojej tablicy. Co wtedy? Znowu wszystko zależy, czy jest regulamin i co w nim stoi. Jeżeli nie udzielałeś właścicielowi strony żadnych licencji ani bezpośrednio, ani akceptując regulamin strony, to tym samy przez fakt publikacji narusza on zarówno Twoje majątkowe prawa autorskie do zdjęcia, jak również prawo do wizerunku osoby na tymże zdjęciu sportretowanej. Co w takim razie zrobić? Przede wszystkim wezwać właściciela tejże strony do usunięcia zdjęcia z fanpaga, jak również skorzystać z opcji zgłoszenia naruszenia prawa własności intelektualnej, która jest zazwyczaj udostępniana na portalach społecznościowych. Oczywiście może Ci się zamarzyć, że zostaniesz milionerem, ale wtedy zapraszam do Wsparcia. Czy w sytuacji opisanej powyżej właściciel portalu nabędzie prawa do Twoich zdjęć udostępnionych bezprawnie przez osoby trzecie na własnym fanpagu? O tym też już było na F-LEX. 😉 Odpowiedzi szukaj w „Nemo”.

Wygląda więc, że za każdym razem odpowiedzi należy szukać po pierwsze w treści zgody, a następnie w regulaminie lub w mechanizmie portalu, na którym się publikuje cudzy wizerunek.

PS. Funkcja udostępnij na FB działa na takiej samej zasadzie, jak bezpośrednie wklejenie linka strony przez użytkownika FB (w obu sytuacjach mamy do czynienia z deep linkiem). Czy można więc odróżnić treść udostępnioną na FB legalnie od tej nielegalnej? Tak, można. Link rozpowszechniany bezprawnie charakteryzuje się tym, że brak jest wtyczki społecznościowej przy udostępnianym kontencie na stronie źródłowej.

PS2. Teraz dzisiejszy wpis w formie uproszczonej. Z dedykacją dla Ka_tuli. 🙂strona_flexNa print screenie na górze mamy przycisk “Lubię to” i “Wyślij to”. Na dole wpisu mamy kilka wtyczek pozwalających udostępnić cały wpis na wskazanych przeze mnie portalach oraz na wysłanie za pośrednictwem e-maila linka do tekstu. Wtyczki dotyczą całego wpisu, jeżeli ktoś z nich korzysta, to udostępnia w formie deep linka cały teksy wraz z fotografią. Umieszczenie przeze mnie tych wtyczek nie zezwala natomiast kopiować samego tekstu lub zdjęcia i wklejać go przez czytelnika, gdzie popadnie. To ja, jako administrator strony (jak i właściciel kontentu), ustaliłem, co wolno czytelnikowi zrobić legalnie.

Jeżeli ktokolwiek używając prawego klawisza myszy otworzy zdjęcie w osobnym oknie i skopiuje wyświetlony adres (https://www.f-lex.pl/wp-content/uploads/2013/09/Lis-11.jpg), a następnie wklei tenże adres na portalu społecznościowym, to narusza tym samym moje majątkowe prawa autorskie. To działanie bowiem nie mieści się w granicach funkcjonowania wtyczek. Inna byłaby natomiast sytuacja, gdyby pod zdjęciem były wtyczki “powiązane” jedynie ze zdjęciem.

PS3. DFV i Horyzonty robią kolejną (tym razem jesienną) toskańską wyprawę.  Jako, że będę w niej uczestniczył (i to w wersji XXL 😉 ), to nie spodziewajcie się kolejnego wpisu przez najbliższe dwa tygodnie.

Mowa nienawiści

Gazeta.pl opublikowała artykuł „Internetowy lincz przez zdjęcie na FB. Opolanki oburzone”. W zasadzie nieźle nawiązuje do mojego poprzedniego wpisu o „Łańcuszku Świętego Fejsbuka”. Przy okazji dziękuje za tyle lajków! 😉 Nie będę streszczał artykułu. Zakładam, że zanim zaczniecie dalej czytać wpis na blogu, zapoznacie się z tekstem o Opolankach. A oto kilka moich refleksji w sprawie.

Po pierwsze. Każdy, kto prowadzi portal, blog, forum musi mieć się na baczności, bo jego działania są uregulowane w prawie, a zwłaszcza zasady jego odpowiedzialności. Należy pamiętać o tym, że w pewnych przypadkach ponosimy również odpowiedzialność za treści umieszczane także przez naszych użytkowników. Czasami nawet wtedy, gdy strona nie jest moderowana. Zasady te regulują przepisy ustawy z dnia 18 lipca 2002 r. o usługach świadczonych drogą elektroniczną.  Pisałem o tym dosyć sporo w „Blaskach i cieniach bloga” oraz w „Blaski i cienie – kontynuacja”. Nieusuwanie obraźliwych wpisów na wniosek zainteresowanych może spowodować, że osoba odpowiedzialna za blog, forum, portal może odpowiadać wespół z obrażającym. Obraźliwe wpisy z przywołanego tekstu zapewne naruszają dobra osobiste osób znajdujących się na zdjęciu. W takim wypadku nie ma znaczenia, czy zdjęcie opublikowano legalnie (tzn. czy posiada się  majątkowe prawa autorskie do publikowanego zdjęcia lub stosowną licencję) czy też z naruszeniem prawa. Odpowiedzialność za naruszenie dóbr osobistych poprzez niewybredne wpisy nie ma bowiem związku z autorskimi prawami majątkowymi. Kto ma forum, blog lub aktywny portal niech zerknie sobie do art. 14 przywołanej powyżej ustawy.  I się do nich stosuje, bo inaczej może odpowiadać za nie swoje grzechy.

Druga sprawa to kwestia wizerunku. Jeżeli brak jest stosownej zgody osób sfotografowanych, to można narazić się na zarzut naruszenia wizerunku. Jak wiecie na to też „są paragrafy”. O czym było wiele razy na blogu (art. 81 ust. 1 Ustawy).

Zarzut trzeci też jest związany z wizerunkiem. Istnieje ryzyko,  że nawet mając zgodę modelki można naruszyć jej dobra osobiste (np. poprzez niestosowny wpis lub użycie w sposób obrażający modela). Pisałem o tym m.in. w „Rzućcie grosik” i „Sprzedajemy cudzy wizerunek”. W tym miejscu przypomnę uzasadnienie wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie (sygn. akt I ACa 1359/01):

W przypadku powoływania się przez osobę poszkodowaną na naruszenie jej prawa do czci i do prywatności, zapłata za pozowanie nie jest wystarczająca dla wyłączenia bezprawności działania naruszającego dobra osobiste, który musi wykazać dysponowanie odpowiednim zezwoleniem poszkodowanego.

Ważne orzeczenie i warto je sobie dobrze zapamiętać. Zapłata modelce lub posiadanie model release w garści nie upoważnia do wszystkiego. Zawsze są pewne granice, po przekroczeniu których stan Twojego konta może się znacznie uszczuplić. 😉 Jeżeli zdjęcia nie zostaną usunięte z opisanego w artykule portalu w odpowiednim czasie, to administratorzy narażają się na współodpowiedzialność. Swoja drogą byłoby to może dla Opolanek prostsze, gdyż miałyby realnego odpowiedzialnego.  Nie musiałyby poszukiwać rzeczywistych „naruszycieli” poprzez IP. Zwłaszcza jeżeli mieli oni dynamiczne IP, to szukaj tatka, latka ;-).

Warto przy okazji przypomnieć, że za pomocą głupiego wpisu na forum czy też pod zdjęciem można też popełnić przestępstwo w formie określonej w art. 216 § 2 k.k.

Art. 216. § 1. Kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
§ 2. Kto znieważa inną osobę za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Jest to przestępstwo, które ścigane jest z oskarżenia prywatnego (art. 216 § 5 k.k.), tzn. że sam musisz bawić się w oskarżyciela lub wynająć adwokata, który zrobi to za ciebie. 😉 Rzadko zdarza się, aby prokurator uznał, że interes społeczny wymaga, aby w sprawach z art. 216 § 1 i 2 k.k. wszcząć postępowanie z urzędu (art. 60 § 1 kodeksu postępowania karnego). Dobra wiadomość dla administratorów czy blogerów jest taka, że „za informacje, które zawierają słowa o treści znieważającej inną osobę, odpowiedzialność karną ponosi ich autor” (postanowienie Sądu Najwyższego, sygn. akt V KKN 118/99).

To nie ja byłam Ewą

Edyta Górniak po raz kolejny ma zamiar sądzić się z wydawcą „Faktu”. Znowu poszło o zdjęcia. Tym razem chodzi o publikację zdjęć roznegliżowanej piosenkarki zrobionych podczas jej pobytu  na wakacjach. W zasadzie nie ma chyba już o czym pisać, bo temat był tyle razy wałkowany na blogu, że tylko przypomnę pewne kwestie. Odnośnie publikowania roznegliżowanych zdjęć wystarczy przeczytać choćby tekst „Paparazzo”.

Art. 191a. k.k.§ 1. Kto utrwala wizerunek nagiej osoby lub osoby w trakcie czynności seksualnej, używając w tym celu wobec niej przemocy, groźby bezprawnej lub podstępu, albo wizerunek nagiej osoby lub osoby w trakcie czynności seksualnej bez jej zgody rozpowszechnia, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2. Ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego.

Bycie celebrytą zapewne dużo kosztuje, więc tą ścieżką zapewne nie podąży Edzia. Natomiast można z bardzo dużym prawdopodobieństwem (wręcz graniczącym z pewnością) przyjąć, że wygra proces cywilny (jeżeli w ogóle do niego dojdzie). Dla przypomnienia ustawowe brzmienie zgody na publikację wizerunku osoby powszechnie znanej.

Art. 81. 2 pkt 1. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych.

O zasadach publikowania zdjęć celebrytów możecie przeczytać na F-LEX m.in. w „Cezary Cezary”. Tam dokładnie omówiłem zarówno treść art. 14 ust. 6 prawa prasowego, jak i art. 81 ust. 2 pkt 1 Ustawy. W tym miejscu przypomnę jedynie orzeczenie Sądu Najwyższego (sygn. akt I CSK 111/11), które zawiera jasną wykładnię przepisów dotyczących publikacji zdjęć osób publicznych.

W myśl z art. 81 ust. 2 ustawy z 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych i art. 14 ust. 6 ustawy z 1984 r. – Prawo prasowe, zawsze konieczne jest wykazanie związku pomiędzy wykonywaną działalnością publiczną a opublikowanym wizerunkiem, czy też informacją o prywatnym charakterze. Musi więc istnieć zależność między zachowaniem danej osoby w sferze publicznej. Poza tym ujawnienie danej informacji powinno służyć ochronie konkretnego, społecznie uzasadnionego interesu.

Obserwując zachowanie niektórych wydawców mam nieodparte wrażenie, że przed publikacją zdjęć przeprowadzają swoisty rachunek zysków i strat. Prosta kalkulacja, czy zyski ze sprzedaży wydania oraz reklamy będą na tyle wysokie, że można zaryzykować konieczność zapłaty odszkodowania za naruszenie wizerunku, pozwala im na podjęcie takiej, a nie innej decyzji.

Być jak księżna!

Niedawno obiegła cały świat informacja o procesie księżnej Catherine w związku z publikacją w prasie jej zdjęć, gdy opalała się topless na zamku w Prowansji.

Nie będziemy się zajmować biustem księżnej, ale warto przywołać orzeczenie francuskiego sądu i zastanowić się nad tym, jakiej ochrony może dochodzić polska Kaśka w podobnym przypadku. Jedno jest pewne, w sprawie naszej polskiej Kaśki wyrok nie zapadnie w ciągu tygodnia, nie ma na to szans. No chyba, że będzie miała znajomego prezesa w Gdańsku. 😉

Z informacji zawartych w Internecie wynika, że sąd francuski:
a) zobowiązał wydawcę do zwrotu oryginału zdjęć (nakładając jednocześnie karę w wysokości 10.000 euro za każdy dzień zwłoki w ich wydaniu),
b) zakazał ich sprzedaży pod rygorem zapłaty kary w wysokości 100.000 euro,
c) zasądził na rzecz pary książęcej odszkodowanie w wysokości 5.000 euro.
Zapowiedziane jest również wszczęcie postępowania karnego w związku z naruszeniem prawa do prywatności.

Co może natomiast nasza rodzima Kaśka podglądana i fotografowana w Chałupach? Zapewne zdjęcie nagiej Kaśki zrobione ukradkiem będzie naruszało jej prawo do wizerunku (wyjątkowo nie, gdy będzie ona jedną z wielu osób na plaży i można zastosować zgodę ustawową określoną w art. 81 ust. 2 pkt 2 Ustawy). Zakładając nawet, że istnieje zgoda ustawowa, to i tak publikować nie wolno, bo przecież mamy przepis art. 191a kodeksu karnego.
Co więc grozi za publikację rodzimej nagiej Kaśki? Po pierwsze, jak zawsze mamy do czynienia z odpowiedzialnością za naruszenie prawa do publikacji wizerunku. Osoba, której prawo zostało naruszone, może na podstawie art. 83 w związku z art. 78 ust. 1 Ustawy żądać:
a) zaniechania działania naruszającego prawo do wizerunku,
b) dopełnienia czynności potrzebnych do usunięcia skutków naruszenia (np. złożenie publicznego oświadczenie o odpowiedniej treści i formie),
c) przyznania odpowiedniej sumy pieniężnej tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, jeżeli działanie było zawinione (tu raczej nie ma wątpliwości, że publikacji Kaśki topless będzie zawinione).

Sąd Najwyższy w orzeczeniu z 2002 r. (sygn. akt V CKN 1010/00) uznał, że „Określenie “odpowiedniej” sumy zadośćuczynienia wymaga rozważenia wszystkich okoliczności sprawy, w szczególności rodzaju naruszonego dobra i rozmiaru doznanej krzywdy, intensywności naruszenia oraz stopnia winy sprawcy, a także sytuacji majątkowej zobowiązanego.” Sąd Apelacyjny w Krakowie (sygn. akt I ACa 869/02) uznał, że „W odniesieniu do naruszeń dóbr osobistych przez publikację materiału prasowego zadośćuczynieniu pieniężnemu należy przypisać także funkcję prewencyjną. Realizacja tej funkcji staje się iluzoryczna, jeśli wysokość zasądzonego zadośćuczynienia nie uwzględnia sytuacji majątkowej osoby odpowiedzialnej i orientuje się wyłącznie na kompensację uszczerbku niemajątkowego osoby pokrzywdzonej. W szczególności w odniesieniu do wydawcy relatywnie niska wysokość zasądzonego zadośćuczynienia, które stanowiłoby tylko “symboliczną”, a nie rzeczywistą wielkość kalkulacyjną w jego działalności gospodarczej nie może wywoływać efektu “tamującego”, zapobiegającego dokonywaniu w przyszłości naruszeń dóbr osobistych. Natomiast sytuacja majątkowa osoby pokrzywdzonej nie jest doniosła dla określenia odpowiedniej sumy zadośćuczynienia pieniężnego.” Z obu cytowanych orzeczeń oraz z wcześniej przywołanych przepisów Ustawy wynika, że polski sąd zapewne nie poskąpiłby grosza na odszkodowanie. Wydaje się natomiast pewne, że brak jest podstawy prawnej do nakazania zwrotu naszej Kaśce zdjęć. Nie ma przepisu prawnego, który pozwoliłby na „wywłaszczenie” z autorskich praw majątkowych, tak więc nie zapadnie wyrok nakazujący wydania zdjęć.

Poza odpowiedzialnością cywilną zachodzą jeszcze przesłanki odpowiedzialności karnej. Oczywiście publikujący zdjęcia nagiej Kaśki naraża się, tak jak we Francji, na odpowiedzialność karną w związku z popełnieniem przestępstwa z art. 191a k.k.

Jak widać wcale nie trzeba być księżną, żeby mieć możliwość ochrony własnego biustu przed wścibskim paparazzo. 🙂

Ciuś, ciuś!!!

Ostatni wpis poruszał, na razie bardzo delikatnie, sprawy etyki wykonywania zawodu fotografa. Etyka w fotografii to temat bardzo ciekawy i kontrowersyjny i dlatego pewnie jeszcze nie raz rozgorzeje dyskusja na ten temat. Każdy z nas ma jakieś wartości i zasady, którymi się kieruje w życiu. Egzekwowanie zasad skodyfikowanych, których przestrzeganie jest obwarowane różnorodnymi sankcjami, jest domeną państwa. Są jednak i takie normy, których nie ubrano w słowa paragrafów, a którymi kierujemy się w życiu. Których łamanie może być jedynie napiętnowane przez innych. Nie są one natomiast w żaden sposób zagrożone karą pozbawienia wolności (popularnie zwaną karą więzienia), grzywną czy też wysokim odszkodowaniem.

Z wielkim zadziwieniem przeczytałem artykuł w Gazecie (dzięki Piotrek) o fotografie, który reklamował działalność swojego zakładu nie swoim zdjęciem. W tym wypadku mamy do czynienia nie tylko z naruszeniem zasad etycznych, ale przede wszystkim z naruszeniem praw osób trzecich. Z tekstu wynika, że zostały naruszone zarówno prawa osoby portretowanej (prawo do wizerunku, o którym wciąż piszę na F-LEX), jak również autorskie prawa majątkowe autorki zdjęcia. No właśnie, abstrahując od faktu złamania w bezpardonowy sposób norm prawnych, zaskakujące jest to, że pan fotograf ma w nosie również solidarność z koleżanką po fachu, wykorzystuje jej dorobek dla własnych celów komercyjnych.

O tym, że zdjęć klientów nie wolno wystawiać w witrynach zakładów, pisałem w zeszłym miesiącu w tekście „Dowód”. Pisząc tamten tekst zastanawiałem się, czy nie piszę truizmów. Jak się okazuje, życie szybko pokazało, że nie. Tekst w Gazecie pojawił się niecałe dwa tygodnie później. 😉 Opisany przypadek pokazuje, że wywieszając zdjęcie, co do którego nie mamy prawa, możemy popaść w konflikt z prawem i to na wielu płaszczyznach. Po pierwsze osoba widniejąca na zdjęciu będzie miała do nas roszczenie cywilne w związku z naruszeniem jej prawa do wizerunku. Autor zdjęcia też będzie mógł dochodzić ochrony swoich autorskich praw majątkowych na drodze cywilnoprawnej. Jako bonus sprawą można zainteresować jeszcze organy ścigania, gdyż zachodzi prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa, polegającego na bezprawnym rozpowszechnianiu cudzego utworu (art. 116 Ustawy). Jak widać norm skodyfikowanych mamy sporo. A co z zasadami etycznymi? No powinno się zareagować i napiętnować towarzysza fotografa. Stąd też jego przypadek trafił na F-LEXa. Ciuś, ciuś!!!

PS. W momencie, gdy pojawi się ten wpis na blogu, będę pił za Wasze zdrowie Drodzy Czytelnicy w Hlavni Mesto Praha. Zdraví!! 🙂

Wakacyjny dekalog

Przyjęło się, że okres wakacji sprzyja robieniu zdjęć. Osobiście uważam, że jest to teza, z którą można skutecznie polemizować. Zdjęcia można robić przez cały rok, a z pewnością są pory roku, które znacznie bardziej sprzyjają fotografom, niż lato wraz ze swoim ostrym słońcem.  Pozostawmy jednak filozoficzne wywody na boku. Tymi niech zajmuje się Piotr. 😉 Przy okazji polecam jego ostatni prowokacyjny tekst zatytułowany „Kobiety mają oko”.

Są wakacje i prawie każdy ma przy sobie aparat lub kamerę, albo przynajmniej telefon komórkowy z funkcją robienia zdjęć, dlatego dzisiaj przypomnienie pewnych zasad, o których warto pamiętać.

Po pierwsze: W Polsce fotografujmy ludzi do woli (chyba, że … patrz: „Po drugie”). Chwila zastanowienia powinna jednak przyjść w momencie, gdy chcemy coś opublikować w galerii internetowej, na blogu czy też wysłać na konkurs fotograficzny. Jeżeli wybierasz się na zagraniczne wojaże, to lepiej sprawdź, jakie obowiązują tam przepisy prawa, jak i obyczaje odnośnie fotografowania ludzi i miejsc.

Po drugie: Jeżeli na plaży skuszą Cię jędrne kształty opalającej się topless sąsiadki, to lepiej nie sięgaj po aparat. Skutki mogą być opłakane. Zawsze możesz dostać po uszach od wyrywnego chłopaka, męża lub kochanka, a nadto sięgnięcie po aparat fotograficzny może skutkować spotkaniem z innym aparatem, aparatem wymiaru sprawiedliwości. Jeżeli nie pamiętasz o treści art. 191a kodeksu karnego, to zajrzyj do „Paparazzo”.
Goliznę lepiej więc omijać szerokim łukiem. 😉

Po trzecie: Ustawowa zgoda na rozpowszechnianie wizerunku nie zawsze „zadziała”. Pamiętaj, że aktor na wakacjach, jest przede wszystkim na wakacjach.  Sąd Apelacyjny w Warszawie (sygn. akt I ACa 316/09) uznał, że „Sposób spędzania wolnego czasu, a zatem życie prywatne jest dobrem osobistym każdego człowieka i nie może on być przedmiotem publikacji prasowej opatrzonej fotografiami, jak również imieniem i nazwiskiem osoby której dotyczy, o ile ta osoba nie wyraziła zgody na publikację jej danych personalnych.” Zasada ta odnosi się do wszystkich, a nie tylko osób powszechnie znanych.

Po czwarte: Samo (nieodpłatne) pozowanie do zdjęcia nie jest jednoznaczne ze zgodą na rozpowszechnianie wizerunku. Bywały już w Polsce sprawy, gdzie sąd uznał, że pozowanie, a nawet wybór zdjęć nie oznaczają oczywistą i bezwarunkową zgodę fotografowanego na wszelkie formy rozpowszechniania.

Po piąte: Wybierając się na wakacje samolotem upewnij się, co możesz wnieść na pokład samolotu i w jakich ilościach i gabarytach, aby nie czekała Cię niemiła niespodzianka na lotnisku. Ściąga była opublikowana rok temu w „Rzecz o lataniu, czyli o bagażu i kontroli na lotniskach”.

Po szóste: Zapomnij o możliwości ubezpieczenia sprzętu fotograficznego, a już na pewno o tanim ubezpieczeniu. Raczej musisz być zdany na siebie lub ewentualnie na współtowarzyszy wyjazdu.

Po siódme: Pamiętaj, że nie zawsze można wszędzie wejść, gdzie by się chciało. Zawsze bowiem zachodzi ryzyko naruszenia miru domowego. Czasem jednak warto zaryzykować.

Po ósme:  Należy pamiętać, że nawet mając zgodę na publikację wizerunku, można popaść w konflikt z modelem. Sam komentarz do zdjęcia lub jego tytuł też może być obraźliwy i narazić nas na kłopoty. Model nie musi bowiem mieć Twojego poczucia humoru.

Po dziewiąte: Nawet „nielegalnie” zrobione zdjęcie jest wciąż Twoją własnością i żaden policjant ochroniarz, czy zazdrosny kochanek nie może zmusić Cię do jego skasowania. Co oczywiście nie oznacza, że okoliczności sprawy i zdrowy rozsądek (patrz: „Po dziesiąte”) nie podpowie, aby jednak skasować fotkę.

Po dziesiąte: Zachowanie zdrowego rozsądku zazwyczaj uchroni nas od wakacyjnych kłopotów, nie tylko tych fotograficznych;-)

Miłych wakacji!!! 🙂

 

PS.25.07.2012
Ad.9 Wczoraj wpis, a dzisiaj przykład z życia.